Kochamy się ponad wszystko, to jasne i wyznajemy to sobie co wieczór. Prawie. Często. Przeważnie. Chyba, że akurat puszczają nerwy, kończy się cierpliwość, dziecko usypia głupia bajka albo jego własny szloch. To już dwa miesiące. Wiem tylko dlatego, że zerknęłam na kalendarz w laptopie zdziwiona, że to już maj.

Stoję w rozkroku pomiędzy “nie wolno kłamać i ukrywać przed dzieckiem swoich emocji” a “ja pierdolę zaraz wystrzelę w kosmos i uduszę gołymi rękami”, bo emocje, które rzekomo powinnam okazać, nie przyniosą nic dobrego. Raczej spowodują więcej złego – bo jak nie bać się i być beztroską ma być mała dziewczynka, kiedy mama co drugą noc zasypia z Alpramem i dziwnie często wymiotuje z nerwów? Jestem oparciem z przeceny, niewiele wartym.

Wpis3
Wpis3

Stanęłam na rzęsach: zanim obostrzenia rozpętały się na dobre, spakowałam zapasy na tydzień lub pół roku, bo w głowie przewijały się najgorsze scenariusze i wywiozłam tam, gdzie możemy cieszyć się swobodnym spacerem, placem zabaw, oddychaniem bez maseczki i myciem rąk z normalną, a nie popieprzoną częstotliwością. Przekonana, że na medal, dostałam medalem w łeb. Własne dziecko ze łzami w oczach zapytało, czemu ciągle krzyczymy. I czy moja mama też nigdy nie miała ochoty się ze mną bawić.

Mamy za sobą nerwowe oglądanie każdego wydania wiadomości, porównywania danych i brania tabletek na sen, potem stopniową ignorancję aż po udawanie, że nic wielkiego się nie dzieje, to tylko taki prank od losu, zaraz będziemy się z tego śmiać jedząc lody w ulubionej kawiarni, haha.
Zamknęli firmę męża, ja straciłam większość zleceń, a cała energia szła na wymyślanie coraz to bardziej niedorzecznych scenariuszy, które nie raz na łeb pobiła rzeczywistość. Ostatni raz spędzaliśmy tyle czasu razem, kiedy była mała, a ja rozczulałam się, że niedługo nie będę jej potrzebna.

Bezczelnie przywykłam – do swoich spraw, swobody, możliwości negocjowania i oddechu, bo rodzicielstwo jak nic udowodniło, że nie nadaję się do spędzania 24 h na dobę z kimkolwiek, nawet siebie mam dość.
Karcę się w myślach, bo przecież są mamy, które nie mają wyjścia, nie mają możliwości, a ja trzaskam drzwiami po zaledwie kilku dniach, z jednym, zdrowym dzieciakiem na pokładzie, na kompletnym odludziu, gdzie zawsze mogę wyjść na szczere pole i bez żenady poryczeć lub powrzeszczeć. Przecież dla wielu to jak luksus. I wstyd mi, wstyd. Potem smażę naleśniki, skaczę na trampolinie, przytulam absurdalnie często i modlę się, żeby zapamiętała właśnie to, nie tylko to, czego sama się wstydzę.

Wpis7
Wpis7

Jeśli jeszcze raz ktoś wyślę mi propozycje na wspólne spędzanie czasu, pomysły na zabawę, inspiracje na kreatywne prace ręczne, rozbiję sobie łeb o ścianę. Poproszę coś o trzymaniu emocji na wodzy, nie odpuszczaniu aż tak. Przypominaniu, że lampka wina nie jest wyjściem z sytuacji, bo po niej boli głowa, a i tak trzeba wstać o szóstej.

Jestem mamą, jaką nigdy nie chciałam być. Nerwową, odpuszczającą, gotową na wiele, by uzyskać chwile spokoju. Mamą, która przekupuje paczką chipsów, lodem i sama ładuje tablet, żeby zawsze czekał w pogotowiu. Mamą, która nie tylko pozwala na oglądanie bzdur, ale sama polubiła Sponge Boba i serial o magii dla dzieci. Brawo Aleksandro, ciekawe co dziś spieprzysz przed 12!

To jest jak pieprzone rodeo. Jednego dnia ścigamy się w dmuchaniu latawców, robimy karmnik dla ptaków i zamki z piachu, a innego spławiam paczką chrupek i gotowym krokietem warcząc, kiedy się zbliża.

Wpis2 2
Wpis2 2

W chwilach rozckliwiającego uniesienia myślałam, że kwarantanna nas umocni i pokaże, że jesteśmy drużyną. Dowcipkowałam, że dołączy do nas mały napastnik i nawet przygotowywałam plan, jak przeforsować wybrane dla niego imię tak, żeby stary sądził, że to jego pomysł.Tymczasem wróciły wspomnienia o pierwszych miesiącach i latach rodzicielstwa, które nauczyło pokory, ale i frustrowało.
Niemal czuję jak brakowało mi wtedy powietrza, a dni zlewały się w bezkształtną masę. Nie pamiętałam, po co szłam do kuchni i kiedy brałam prysznic, a bombelek jakoś nie uśmiechał się na tyle chętnie i często, by to wszystko wynagrodzić. Coraz częściej myślę, że się nie nadaję, że inne mamy chętniej bawią się na dywanie i uśmiechają rano, że jestem wybrakowanym egzemplarzem, który poza myśleniem o swoim marnym macierzyństwie, myśli o tym wszystkim, co może się wydarzyć, na co nie jesteśmy gotowi, tak jak utrata normalności.

Wściekam się, kiedy wstaje zawsze-za-wcześnie, kiedy mam być tą, która ponownie wyczaruje obiad i podejmie decyzję, czy dziecko może przyjąć tonę cukru lub obejrzeć gówno na youtubie, żebym mogła napić się kawy. Czuję, że zawodzę i czuję się winna, kiedy ona jednak mówi, że jestem super. Bardziej niż wtedy, kiedy z krzykiem zamyka się po pokoju i informuje, że ma dość.

Bo ma. Nie jestem aż tak krótkowzroczna. Od tygodni nie widziała nikogo z przyjaciół, nie odwiedziła dziadków. Ona już też przywykła do życia, w którym ważne role odgrywają inni ludzie, a nie tylko, marudna i niewyspana mama. Jest moja, ewidentnie też nie lubi przebywać z kimś całą dobę, tydzień, miesiąc i skoro ja drę mordę, to jakim prawem mogę oczekiwać, by była cicho?

Zdecydowanie za często słychać wrzaski, których w moim domu miało nie być…

Wpis6
Wpis6

Bywa pouczająco. Wszystkie panie z przedszkola mają u mnie zapas wina za robotę, której nie doceniałam, a której nie udaje mi się wykonać nawet w marnym stopniu. Samotny, wyrwany spacer smakuje jak urlop na Hawajach. A przeprosiny i tulenie to jedyne, co powstrzymało mnie przed ucieczką do lasu i poszukaniem dla niej lepszej matki. Wśród jeleni i bobrów znalazłabym sporo lepszych kandydatek.

Bywa strasznie. Nie daje rady z uśmiechem dosypywać kulek do mleka. Czuję się winna, że znów wydarłam mordę, włączyłam bajkę, zaproponowałam tablet. Winna, że miałam ją chronić i przygotować do życia, a tymczasem ręce opadają mi z bezradności i sama nie wiem co robić. Najchętniej przespałabym to wszystko i obudziła się, kiedy minie. Tylko – czy i kiedy minie? Frustruje mnie to, co ważne, jak nasza przyszłość i bezpieczeństwo, ale i głupoty. Bo chciałabym pobyć sama, obejrzeć film, pójść spać, nie musieć być dorosła, rozsądna i udawać, że wiem i się nie martwię, co wychodzi mi tak marnie, jak gra aktorów w serialu na kanale z kreskówkami, którego wyczekuje co wieczór.

Ona usypia po 22 – po bajce, czytaniu, odśpiewaniu 43 wersji kołysanki i 15 groźbach, że jeśli nie zamknie oczu to wychodzę, bo zasrany dzień trwa od siódmej i chcę pobyć sama zanim zacznie się kolejny. Odwraca się smutna, a ja z obrzydzeniem patrzę w lustro. Potem wracam. Patrzę jak śpi. Sprawdzam, jak bardzo urosła jej stopa i czy głowa mimo to, pachnie tak samo. Przykrywam, całuję i nie pamiętam, czym zdążyła mnie wkurzyć zanim zaszło słońce. I obiecuję sobie, że jutro postaram się bardziej, będę mniej nerwowa, za to uśmiechnięta i cierpliwa, zrobię pyszne śniadanie i pójdziemy na spacer. Czasem się udaje, naprawdę.

No chyba, że akurat nie, znów dosypuje do mleka płatków, których składu nawet nie chce czytać i upewniam się, że tablet jest naładowany. Czuję na sobie pogardliwe spojrzenie Super Niani, która jednak nie zjawi się, by zrobić to lepiej. I ryczę.

A moja córka odkłada tablet, przytula się, mówi, żebym się nie martwiła, bo jest ze mną. I że ona w sumie lubi tego wirusa, bo w końcu spędzamy razem czas i mama nie siedzi ciągle przed komputerem, a na obiad częściej są gotowe pampuchy. Tęskni za babcią, przyjaciółką i przedszkolem, ale nikogo nie kocha i nie potrzebuje bardziej niż mamy. Takiej zasmarkanej i marudnej, nie tej od borów i saren.

Czy tylko ja tracę zmysły i jeżdżę na emocjonalnej karuzeli od której chce mi się rzygać? Czy są tu jacyś rodzice, którzy wykrzyczeli, że pierdolą odrabianie lekcji, a dziecko ma sobie znaleźć zajęcie, bo trafi Was szlag, a potem przepraszali i tulili czując się jak kupa?
Halo?

Wpis5
Wpis5
168 komentarzy
  1. Booże, mam zupełnie tak samo!!! Bajka zeby mieć chwile spokoju, krzyki nerwy bo nie chce spać, bo akurat nie ma ochoty robić tego co ja chce a później mój wstyd, żal, poczucie winy i WYCIE…

  2. Poryczałam się. Mam 2 dzieci jedno w szkole drugie w przedszkolu. Nie wyrabiam… Nie ma czasu samej że sobą. Płacz, krzyk to u mnie standard… Buziaki

  3. Spokojnie. Jesteś tylko człowiekiem, najlepszą mamą jaką możesz być. A sytuacja przerasta nas wszystkich. Nikt nie wymaga żebyś była naj…

  4. Dzięki za to wszystko co napisałaś, jakbym czytała o sobie ?? jeszcze będzie pięknie zobaczysz. Sama sobie to powtarzam ?

  5. Tule mocno ? U mnie na szczęście trójka i fajnie spędzają czas razem,bawiąc się czy nawet kłócąc?. I wiecie co? A co się stanie jak te dzieci spędzą te 2 czy 4h przy tablecie? Czy komuś głowę urwie? Czy coś się takiego stanie że będziemy mogły w spokoju ugotować dla nich obiad bo on też jest ważny żeby nakarmić te brzuszki?NIE! Nie oznacza to że jesteśmy beznadziejne! My mamy nie potrafimy często złapać dystansu. Jesteśmy ciągle bombardowane jak to wszystkie dzieci są czyste,mądre,najlepsze najukochansze. Popatrzyłam wśród znajomych… w 95% nigdzie tego nie ma a w pozostałej piątce to właśnie flustracja i złość bo chce się byc idealnym jak w gazecie czy na necie a nie wychodzi. Balans kobietki,balans nas uratuje.

  6. Halo, nie napisałaś nic nowego, czego byśmy nie przeżyły ? nic strasznego, szokującego, czy przerażającego. Ja akurat nie mam kwarantanny i mam 16 latka a to całjiem już inna bajka, ale pamiętam jak niecierpiałam bawić się na dywanie, jak nienawidziłam dotykać piasku przy robieniu zamków, jak spałam do 9 a dziecko piłowało bajki … po latach nie wydaje się to takie straszne … a jednak nie zdecydowałam się na drugie dziecko … ja lubię swoje sprawy, spokój, dziecko kocham nad życie ale wiem, że bycie mamą to wyrzeczenie się siebie samej, a mnie to słabo wychodzi… płakać mi się chce jak pomyślę o wstawaniu w nocy, o braku czasu dla siebie … wiem że to egoistyczne ale tak jest ?‍♀️
    Acha, młody nie pamięta tych gorszych rzeczy. Twierdzi, że miał super dzieciństwo! Tak, że głowa do góry! Lenka nie miała lepszej mamy! Ty jesteś najlepsza!

  7. Chyba większość tak ma,tylko niektórzy nie potrafią sie przyznać…Staram się jak mogę ale tez jestem tylko człowiekiem,czasem myślę że wymaga sie ode mnie za duzo,A potem robie tak samo,tule najmocniej, i kocham calym sercem.Wytrwalosci i zrozumienia dla nas wszystkich,ściskam ❤

  8. Dziękuję za ten wpis myślałam,że tylko ja wariuje i zawodze dzieci. W domu 5 latka i 3 latek z niepełnosprawnościa mam dość małej ciągle coś wymyślać ogarniać zadania z przedszkola, z młodym robić terapię których nie chce robić. Ciągle chodzę nerwowa zła na siebie że nie ogarniam tego co inni ode mnie oczekują. Nie mam chwili dla siebie. Krzyczę wnerwiam się daje bajki i słodycze żeby wypić ciepła kawę

  9. Halo, a po co od razu wbijać się w poczucie winy? Po co od razu ryczec I nie moc patrzeć na siebie w lustrze? Czy my jesteśmy robotami, czy ludźmi? Z całym ich wachlarzem uczuć. Czy to jest nasza wina, że zamknięto nas w domu? Czy mamy na to jakiś wpływ? Czy to my rozwleklismy zarazę na świecie? Halo. Jest jak jest. Sytuacja inna niż zwykle, gorsza, duszaca I strach myśleć co dalej. Ciężko przywyknac, ale zobaczcie ile już czasu dajemy radę? Człowiek wiele zniesie (oprócz jajka oczywiscie), a ci wszyscy wyidealizowani rodzice to są w necie I w tv tylko przez chwilę. Nie wierzę,że od rana do wieczora uśmiechają się I wymyślaja zabawy dla dzieci. Ja jestem w sytuacji, gdzie praktycznie dzień nam ucieka na.zdalnej nauce i pracy. Ale mamy też dni, w których siedzimy z nosami w telefonach lub oglądamy seriale. Mam to w nosie, ten czas jest INNY niż zwykle I my też sobie na to pozwólmy. Ja też czasem klne od rana, nauka w piątej klasie mnie przytlacza. Dobrze, że mnie nauczyciele nie słyszą. Kwiaty i bombonierki należą się nam w tym roku :)

  10. Dasz radę. Wpis jest super, aż naszła mi wena na napisanie czegoś fajnego. Trzymaj się, nikt teraz nie ma łatwo ❤️

  11. Czasami tak szczerze to wkurzaly mnie te rozkminy że masz jedna córkę o tak Ci ciężko. Ale rozumiem doskpnale to co napisałaś. Mam trójkę maluchów w domu, strach przed jutrem, męża w robocie bo za coś trzeba żyć, póki można musi pracować. A ja wysiadam psychicznie. Maluchy to też przeżywają, a ja wymagam od nich ciszy i spokoju. Od prawie 7 tygodni cały czas w domu, bez wychodzenia dalej niż do płotu. Dzieci 24/7. A ja pragnę ciszy i spokoju przez chwilę :( i czuje się z tym źle że nie radzę sobie z ttm

  12. Ja mam to szczescie ze moja cora jest nastolatka hehhe czy ja powiedzialam szczescie? Wszyscy jestesmy ludzmi i potrzebujemy odrobiny “odpierolcie sie wszyscy ode mnie”. Wszyscy przechodzilismy przez momenty w zyciu kiedy myslelismy ze jestesmy najgorszymi rodzicami na swiecie. Moze niektorzy sa w takim momencie teraz ale nie mozemy tak myslec! Jestesmy najlepszymi i jedynymi rodzicami dla naszych dzieci i mimo ze czasami myslimy ze one tego nie rozumieja MYLIMY sie bo rozumieja wiecej nuz nam sie wydaje ?

  13. Czytając Twój wpis czułam się jakbyś ubrała moje buty i maszerowała w nich od kilku miesięcy. Uczucie frustracji, bezradności oraz wyrzuty towarzyszące od dłuższego czasu “bo przecież też chcę odpocząć i czego oni znów chcą?!”.Mam dwójkę dzieci, małych dzieci, ale czasem mam wrażenie, że to one są bardziej empatyczne niż ja.

  14. Ja matką nie jestem, ale tez mam dość obecnej sytuacji i narzeczony obrywał najbardziej. Obrywał – czas przeszły bo aktualnie wyjechał w poszukiwaniu pracy, której u nas nie ma i Dopiero teraz doceniam to, ze był mimo wszystko… jak Go nie ma tęsknota ogromna. Ps. Bywają takie dni, ze sama ze sobą nie mogę wytrzymać a co dopiero z innymi. Kochana więcej wyrozumiałości dla samej siebie ?❤️

  15. Czy tylko ja tracę zmysły i jeżdżę na emocjonalnej karuzeli od której chce mi się rzygać? – Nie Kochana, nie tylko Ty, wszystkie My ? no dobra większość z nas.
    Czy są tu jacyś rodzice, którzy wykrzyczeli, że pierdolą odrabianie lekcji, a dziecko ma sobie znaleźć zajęcie, bo trafi Was szlag, a potem przepraszali i tulili czując się jak kupa? – Jak wieeeellllka kupaaaa!!!!
    Halo?
    Tak, właśnie tak u mnie jest. Chłopak – klasa 5 – przeksztalcenia korzeni i liści, średniowieczna wieś, metrum, w-f, breloczek z filcu, faktury papieru – wszystko to w jednym paluszku mam….. Dziewczynka – lat 3- “Mamo pomozes mi się bawić?” ? 1000 razy dziennie, “Mamo siiikuuu” , “Kuuppppaaaa” , “Piciuuuuu”. O ja pierdol…..
    Krzyczę i mam ciśnienie kiedy o 5:30 młoda oświadcza, że już skończyła spać ?
    Potem przychodzi chwila jak się tulą, bawią razem, a mała pyza przychodzi i pyta “Mamusiu jesteś scęśliwa?” Tak, oczywiście, że tak. Uśmiecham się do nich i myślę, że nic innego im nie trzeba tylko szczęśliwego rodzica. Pozwalam sobie na błędy, a dzieci (mam taką nadzieję) nauczą się, że to nic złego je popełniać. Przepraszam, tulę, płaczę i śmieję się razem z nimi na maksa.
    A bym zapomniała, jeszcze pranie, sprzątanie zabawek, gotowanie, dwa koty, mąż ?…. w bloku, na szczęście z balkonem….

  16. Hej Olinku, mam trójkę dzieci, ostatnie ma już matkę wystarczająco dobrą, wczesniejsze miały jeszcze sflustrowaną. Wiesz, skorzystałam z pomocy fachowców i zapisałam się do tzw „Szkoły dla rodziców” to są grupowe spotkania chyba 10. Program stworzony przez Faber i Mazlish, one napisały też pozycję pod tyt. Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” polecam. A Warsztaty mega mnie wzmocniły, dostałam masę wsparcia od innych mam biorących udział i wiele przydatnych wskazówek. Jestem od tego czasu lepszą mamą, bynajmniej nieidealną ale bardziej lubię siebie w tej roli. Pozdrawiam serdecznie

  17. Dobrze to napisałaś. …bo tak właśnie jest….dziękuję. ..bo chyba wszyscy tak się czujemy ..i ..oby nadzieja nas lepsze jutro nas wszystkich nie opuszczała.

  18. Oj wiem doskonale o czym piszesz ja mam 3 Corki ktore kocham nad życie ale juz mnie z rownowagi wyprowadzaja i krzykne zero ciszy spokoju maz caly tydzien pracuję po 12h dziennie w szpitalu…tu juz jest lekki stres plus 8latka ktora caly czas gada….5latka ktora jest gorsza od chlopaka i 2 latka ktorej nic nie pasuje ? moim córka caly dzien leca bajki na tv czasami sie zapatrza i jest spokój ale niestety malo takich chwil….nawet maja telefon ktory zazwyczaj im wieczorami daje by miec chociaz wieczor w ciszy… musimy niestety to przetrwać albo spotkamy sie w psychiatryku ? jedno z dwoch na pewno ? siły życzę ?

  19. Nie jestem matką, mam 19 a jednak płakałam przez cały Twój wpis myśląc tylko o tym ile zawdzieczam mamie, jak silna jest matczyna miłość.
    Piekny wpis, nie martw się, moja mama też nie jest idealna, a mimo to kocham ją najmocniej. Twoja córka też Cię bardzo kocha mimo błyskawic przelatujących jej nas głową.

  20. Nie mam dzieci. Za to wszyscy inni wokół mają – moje siostry, przyjaciółki, znajome. Spoglądam sobie z boku i widzę, ze ideał, do którego tak kompulsywnie dążysz w poczuciu winy – nie istnieje. Na codzień (normalne codzień) gdzies tam na horyzoncie ten ideał się tli, podtrzymywany przez babcie, opiekunki i wszelkiego rodzaju instytucje edukacyjno – opiekuńcze. Ciężar właściwy bycia z i dla dziecka rozklad się. Czyż nie zawsze tak było? Nie jedną z ważniejszych ról rodzin wielodzietnych i wielopokoleniowych było odciążenie matek, ich ciał, dusz i umysłów? Teraz tego, co było dawno, nie ma i tego, co było całkiem niedawno, też nie ma.
    Jestes prawdziwa, i to jest wartościowe. Tylko się nie bój. Że coś Cię omija, coś bezpowrotnie ucieka, coś teraz przegapisz, bo musisz, a potem szansy już nie będzie – tak nie jest. Wszystko, co wydaje Ci się, ze tracisz, wróci ze zdwojoną siłą. I nie mówię o macierzyństwie :)

  21. Dzisiaj poraz pierwszy nie wytrzymałam,poszlam wynieść śmieci i nie było mnie godzinę. Czułam, ze jak za chwile nie wyjdę to się uduszę albo wybuchnę. Nastroj teraz wcale nie lepszy, ale trzymany na wodzy póki młody nie zaśnie, później niech się dzieje co chce. Nie jesteś sama, myśle, ze teraz wielu z nas nawala i nie ma co się obwiniać. Ciężko być super dla kogoś kiedy samemu ze sobą się nie wytrzymuje. Dziękuje i ściskam wszystkie mamy w kryzysie ?

  22. Nie jesteś sama kochana ❤
    Odpuść sobie i Malutkiej. Dla zdrowia psych.
    Popłyń z prądem, który Cię niesie.
    Nie obwiniaj się.
    Nie każ się.
    Nie miotaj.
    Nie linczuj.
    Nie myśl.
    Nie masz wpływu.
    Nie obwiniaj się.
    Ty jesteś najważniejszym, największym, najwspanialszym darem dla swojego Lutka.
    Nie płacz! Jesteś kochana przez małego diabełka, który jest tylko twój i tylko dla Ciebie

  23. Dziękuję Ci dziewczyno. Myślałam że tak jest tylko u mnie. Trzymajcie się ciepło. Jutro będzie piękny dzień ? Pozdrawiam

  24. Między innymi dlatego nie zdecydowałam się na drugie – nie dałabym rady z własną głową. Chcę być najlepszą matką z możliwych dla swojego dziecka, a czasem jest to tak cholernie trudne, tak bardzo ciężko jest sprostać tym wymaganiom, które ja, społeczeństwo, wszechświat…sobie narzuciłam.
    Dzięki Olinku.

  25. Ja siedzę z 3 dzieci 9 do 6 lat na pełnym remoncie. Pierwszy miesiąc kwarantanny spłat w gabinecie na materacach. 2 tygodnie temu udało mi się je wprowadzić do swoich pokoi znów bez drzwi jeszcze ale z podłoga i łóżkami. Jest ciężko ale mamy ogród, mamy tablety o Xbox. I tak krzyczę, wyje przytulam i głaszcze, buduje z kartonów na środku placu budowy wehikuł czasu, zaraz potem próbując zrobić zdalne zakupy i tort na urodziny. Ogarniam lekcje i wogole. Jednocześnie cieszę się że żyje zwolniło, mamy przestrzeń bo ogród ale remont i 3 dzieci plus 2 koty swinke morksa i chorego na raka tatę w domu. Tęsknię za znajomymi, normalnymi zakupami, kawą, szkoła i przedszkole. Mam wachania nastrojów, zabawa przez łzy i krzyk a potem corka napisze wiersz dla mnie pomoże wyjąć naczynia że zmywaki zrobi kawę z eksprwuu nawet i wymiękam. Tak mam wyrzuty sumienia przeplatane duma i radoscia codzień. Mamy tak wszystkie bo na szczęście są telefony i ona ratują od wariatkowa czasem, że pogadam z przyjaciółka okazuje się że wszyscy siedzimy teraz w tym samym bagnie ?

  26. u mnie to samo, tak samo. Nie wiem czy mam pomyśleć “uf” czy razem z Tobą (i resztą świata?) wstydzić się siebie…. jesteśmy ludźmi, nie aniołami. Ściskam, rozumiem, nie potępiam.

  27. Czytam twój wpis i zastanawiam się czy to Ty czy to ja? Płacze niemal każdego dnia myśląc o sobie wyrodna matka. Staram się jak mogę ale mój mózg się pali . Co minutę pytanie , przeplatane z marudzeniem, że skarga na rodzeństwo. Jak jedno się czymś zajmie to drugie lazi mi koło dupy. Tak kolejny dzień. I przestałam być żonę, kochanką, przyjaciółką, siostra ,córką, pracownikiem… pełnię tylko jedna rolę. Matki. Kocham ponad wszystko te dwa potwory ale nie chce ograniczać się tylko do tej jednej roli. Nie wiem czy powinnam za to przepraszac ale czuję się źle. Teraz dzięki tobie jest mi trochę lepiej. Dziękuję

  28. Ja NIE mam dzieci, ale chyba Cie bardzo rozumiem, i wiem ze jestes zajebista Mamá, kazda ma chwile, no dobra dni, kiedy wszystko jest NIE tak, ale to ludzkie! Tuli, tuli!

  29. “Zdecydowanie za często słychać wrzaski, których w moim domu miało nie być…” – tak dobrze mi to znajome, a potem wyrzuty sumienia i obiecywanie sobie, że od tej pory już będzie bez krzyku, bo przecież to nikomu nie służy. Przytulasy, śmiechy, spacery. A na drugi dzień to samo. Jak jakiś pieprzony dzień świra… I nie ma wytłumaczenia że przy 4 dzieci to mogą Ci puszczać nerwy… Troszkę pociesza fakt że nie jestem sama. Nie chciałabym tylko żeby własne dzieci mnie kiedyś znienawidziły…

  30. Myślę że tym wpisem pokazałaś innym rodzicom że nie są osamotnieni w tym wszystkim. I że inni też czyha się jak k.. a. Usciskuje Cie mocno. ?

  31. Jakbym czytała o sobie… Są tylko dwie różnice… Ja mam syna i od 2 lat nie mam męża. I o wyjściu samej choćby na spacer zostaje mi teraz pomazyc. Nigdy nie myślałam, że prócz zdrowia, którego tak bardzo mi teraz brakuje, będę marzyła o tym, żeby przejść się w koło domu sama… Sama bez “Mamo idę z Tobą…”

  32. Czyli wszystko w porządku ? mam podobną sytuację tylko z pietnastolatką po 5 miesięcznym pobycie na terapii uzależnień. Jesienią problem ze szkoła w grudniu udało się praktyki załatwić w cukierni , teraz te dziadostwo i znowu siedzi i nic nie robi … myślę że dzieci też czasem potrzebują zająć się same sobą i rozumieją że matka czasami też tego potrzebuje. Ja swojej corce mówię jak jest naprawdę a wszelkie nieścisłości próbuje wytłumaczyć jak opadną emocje . Daje sobie prawo do słabości jak i jej . IDEALNE MATKI I DZIECI NIE ISTNIEJĄ . Utulam

  33. Jestem .
    Tak bardzo widzę i czuje siebie w twoim opisie … co tydzień mam sesje z psychoterapeutka… świadomość schematów które rządzą – (inacZej tego nie mogę nazwac – jebany totalitaryzm automatyzmow wyrytych od maleńkich lat) się zwiększa ale niestetey wraz proporcjonalnie narazie z poczuciem winy – oczywiście sama sobie dopieprzam , wiem … ale coz …
    Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć nam wyłapywania jak najwiecej tych chwil ktore rozchodzą sie po ciele dreszczem przyjemnosci i wybuchają w ekscytacji i radości albo chociaż spokoju nie zakrapianego alkoholem ❤️

  34. Ej Radomsko, co mam ci powiedzieć. Przeczytaj te 30 komentarzy. Jest nas więcej takich prawie nie chujowych matek.
    Ja mam tak: uwielbiam być sama. Od 9 tygodni nie jestem. Potrzebuje tych kilku godzin ciągiem raz w tygodniu i dziennie 1 godziny, żeby się zregenerować. Od 9 tygodni walczę każdego dnia o te 1 godzinę na spacer w samotności. Kończy się tym ze ja biegnę, a młoda jedzie przy mnie na rowerze. Chuj nie regeneracja. Mam wyrzuty sumienia. Kocham strasznie. Może nie krzyczę aż tyle ale pozwalam na oglądanie, grę w tetrisa i jedzenie parówek z ketchupem. I obiecuje sobie: jutro nie. Jutro idę po medal matki stulecia. I co? Nic kurna. Telepie się w końcówce tego biegu. Nie stanę na podium. Coś mi jednak podpowiada, ze i tak na nim stoję. Córka mnie tam stawia pomimo wszystko. Tak jak ja. Pomimo wszystko. I szczerze: te medale z tektury, upaprane klejem i posypane brokatem (sic! Mikroplastik) jakoś więcej mi daje.
    Pozdrawiam. Jedna z wielu Prawie-Nie-Chujowych-Matek

  35. Melduje sie i ja – been there, done that!!! Olinek, dziekuje za ten wpis i za te komentarze pod nim. Jakoś tak raźniej wiedząc ze nie tylko ja dzis obiecuję sobie, ze jutro będzie inaczej, że bedę usmiechnięta i ze zrobie naleśniki na sniadanie …. no chyba ze rano na librusie zobaczę polecenie aby zrobic pieprzony teatrzyk cieni, plakat ekologiczny, karmnik dla ptaków, dom dla jeża, wieże z zapałek albo inne dziadostwo… ;) Trzymajmy sie dziewczyny, jeszcze będzie normalnie :*

  36. Mam tak samo codziennie . A moje dzieci i tak mówią ze jestem najlepszą mamą ma świecie !
    Dzięki za ten wpis – myślę, ze każda mama choć raz w tygodniu ma takie przemyślenia nad sobą ? a dzięki Tobie trochę będzie umiała się rozgrzeszyć !!!
    Dużo sił, cierpliwości a przede wszystkim … miłości – która jest czasem … paczką chipsów !!!!
    Zdrowia !!!!

  37. Dziękuję?, z tak wieloma opisami mogę się utożsamić, jeszcze dochodzi do tego podjadanie i ciągłe wyrzuty sumienia że nie jestem taka mamą jaką chciałam być. Dzień w dzień stres bo ciężko dziecko do lekcji zagonić i pogodzić to jeszcze ze zdalną pracą, którą muszę wykonać, w międzyczasie odpowiadając na ciągle pytania, na które trzeba odpowiedzieć w tym momencie–już natychmiast, bo dziecko chce wiedzieć, lub coś akurat pokazać w najmniej odpowiednim momencie…. Jest mi teraz trochę łatwiej, wiedząc, że taka super babka jak Ty ( i z tego co widzę w komantarzach nie tylko ?) ma takie dni, że chciałaby pieprznąć drzwiami nie mówiąc za ile wróci

  38. Olu, po raz pierwszy zdecydowałam się skomentować, bo poruszył mnie Twój wpis bardzo. Nie mam dzieci, więc nie chcę się mądrzyć, ale myślę, że w obecnej sytuacji każdy ma prawo do lęku, nerwów i bezsilności. Nie jesteś ze stali… A gdybyś była, to czy umiałabyś okazywać te dobre uczucia i emocje…? Przypomnę Ci Twoje własne słowa, które wypowiedziałaś kiedyś tam… Każdy z nas ma prawo i do tych dobrych i do tych złych emocji i do przeżywania ich w swój własny sposób. A Lenka z pewnością puści w niepamięć, to co trochę “gorsze”. Pozdrawiam ciepło…

  39. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak płakałam …. Twój tekst rozebrał mnie do naga… stoję i się wstydzę … zostałam obnażona ….

    Wyjęłaś mi ten obraz z mojej głowy i ten ból wyrwany prosto z serca niewystarczająco dobrej matki …

    Przed przeczytaniem tekstu wyszłam do pokoju dzieci zamykając się i krzycząc przez drzwi „zostawcie mnie proszę na 10 minut samą!!!” właśnie weszła córka w z łzami w oczach pytając mnie „mamuś uciekłaś od Nas??” ……

  40. Jasne, że tak, jestem.
    Tylko, że ja mam więcej nerwowych sytuacji w normalnym życiu. Kwarantanna mi służy, Może dlatego, że jestem introwertykiem. I nadmiar bodźców płynących z codziennych zajęć i życia w biegu – rozwala mi mózg.
    Teraz mam więcej sił.
    Lubię być w domu. Choć brakuje mi chwil sam na sam.
    Pozdrawiam.

  41. Piszę tu pierwszy raz, ale ktos wreszcie opisał dokładnie to co czuje. Na składzie mam 4.5 latka plus 5 miesięczne ząbkujące niemowle. Mam dość, chce wyjść i nie wrócić. Ciągle krzyczę, bajka leci non stop a do tego paskudne gry, bo poprostu nie wyrabiam. Mam własną firmę, która muszę ogarniać, sypiam po 3h na dobę i wiem, że jeszcze chwila i mogę zwarjowac. Płacze codziennie, wyrzuty sumienia wygryzły już dziurę na wylot, serce pęka a głupia głowa podpowiada, że tylko ja taka jestem, że każda mama daje rade, tylko ja jakaś taka nieudolna i ciągle niezadowolona, nie potrafiącą zapewnić własny dziecku odpowiedniej dawki rozrywki i edukacji. Chcę wykrzyczeć jedno, niech ten pieprzony syf już się skończy, bo mogę znienawidzić wszystko co do tej pory tak bardzo kochałam. Nie daje rady. Przepraszam za brak ładu i masę błędów, ale pisze z mloda na rękach, sama bedac zalana łzami.

  42. Ja też uwielbiam być sama i nigdy się ze sobą nie nudzę. Co prawda jestem mama jednego dziecka więc nie ma takiego roller costera jak przy kilku dzieciach. Ale dużo mi dała zmiana sposobu myślenia. W momencie gdy chce krzyknąć fuknac liczę do 5 i patrzę na tego małego człowieka który też jest pogubiony w nowej dla niego rzeczywistości, jak on nie chce nic tylko mamę czy tatę i wtedy cała złość schodzi. Ale mam też sposób taki, że każdy zajmuje się swoimi sprawami ale np przy jednym stole. Co prawda nie można się wtedy maximum skupić, ale maly człowiek ma namiastkę bycia razem. I nie chce się wymadrzac bo ani ze mnie wielce doświadczona matka ani wybitny pedagog czy psycholog- ale im mniej bajek tym spokojniejsze dziecko. Ja swojemu włączam jakaś dziecięca muzyczkę jako synonim bajki. Bo nie chce żeby wyłączało się całkowicie z zycia, jakąkolwiek sytuacja by nie była. A bajki, jednak odłączają myślenie podczas oglądania, dziecko nie ogarnia co się dzieje poza światem bajki. To trochę jak taka hipnoza. A czy my chcielibyśmy ,żeby ktoś nas w taki stan wprowadzał bo mu przeszkadzamy? Jesteśmy w tym razem, tak się złożyło i na nic się zdadzą gorzkie żale i rozkminy nad rzeczami na które nie mamy wpływu. Bardzo mi zależy żeby moje dziecko nie zapamiętało tego, że wypicie w spokoju kawy było dla mnie ważniejsze niż jego potrzeby. Aczkolwiek uczę go ze mogę pić kawę i np. on opowiada mi książkę. Niekoniecznie slucham ?Wiesz, to trochę tak jak z partnerem, zwyczajnie przykro by było gdyby chodził na ciągle “zygał” na ciebie, z powodu który nie do końca rozumiesz. Reasumujac mój wywód. Spokój rodzica przekłada się na spokoj dziecka. Warto w małym człowieku dostrzec też partnera a nie głównie przeszkodę.

  43. Jakie to quva niesamowite, ze wszyscy jestesmy inni a przy tym.tak podobni.
    Uryczalam sie…bo mam.podobnie.Wszystkiego po kokardy a zycie sie toczy,zycie wymaga.Dzieciory swiruja a ja z nimi.Maz utknal w Uk…ale mam wrazenie,ze to wszystko czegos nas uczy i tego sie cholerka trzymajmy.