W najśmielszych snach nie sądziłam, że kiedykolwiek na moim blogu ukaże się taki tekst, bo temat z tytułu przez blisko 13 (!) lat był dla mnie dziką abstrakcją i źródłem lęków. Być może ktoś, komu powrót zajął aż tyle lat nie powinien się odzywać, ale czy nie liczy się efekt? Jeżdżę. Życie mnie zmusiło, sama się wsparłam i wierzę, że Ty, Babo, której prawko kurzy się w portfelu, też możesz!

Zacznę od tego, iż wydaje mi się, że sama do jazdy musiałam po prostu dojrzeć. To, co paraliżowało mnie kiedy miałam 18 lat dziś wydaje się normalne i osiągalne – może po prostu jesteśmy gotowi na różne rzeczy w różnych momentach, bo, szok, jesteśmy różni. 

No ale do brzegu!

Zrobiłaś prawo jazdy X czasu temu, od tamtej pory zdarzyło Ci się przejechać kilka kilometrów, wydarzyło się coś przykrego, co odwiodło Cię od powrotu za kółko, znalazłaś tysiąc powodów i sposobów, by nie musieć: autobus, mąż, Uber, spacer dla zdrowia.

Dlaczego babom jest trudniej?

Czy nie zastanowiło Was, dlaczego ten temat jest palący głównie dla kobiet? Odkąd poruszam temat powrotu za kółko w swoich social mediach może raz odezwał się przedstawiciel płci męskiej, by przyznać, że ma do jazdy autem taki sam, przepełniony lękiem stosunek.

Facet kończy osiemnaście lat, idzie na kurs, zdaje egzamin za pierwszym razem albo nie i.. jeździ. Ba, marzy o kierowaniu tirem, o zdobyciu prawka na wszystkie kategorie, a w tym czasie kobieta zarywa noc i analizuje, czy pod Biedronką będzie wolne miejsce parkingowe.

Dlaczego kobietom trudniej oswoić jazdę autem?

Według mnie nie ma to za wiele wspólnego z samą motoryzacją, którą zwykło się określać męską domeną. W płaszczyznach nam przypisanych jakoś idzie – nie rzucamy się w rozpacz, kiedy nie potrafimy ugotować rosołu, mamy do zaliczenia egzaminy na studiach, rodzicielstwo zamienia nas w mutacje Rambo z Mc Guyverem. Wszystko zaczyna się, kiedy mamy wyjść poza znany – lub od dziecka przedstawiany nam jako “nasz” obszar. I auto to dosknały przykład.

W miejsce, którego nie uznajemy za nasze i naturalne. Wtedy wyłażą na wierzch wszystkie lęki, kompleksy, ograniczenia, brak wiary.

Dziecko uczy się chodzić i się przewróci, ale idzie dalej. Ma niezmącone przekonanie, że może, że chodzenie jest dla niego i już.

Facet jak nie zda prawka to zwali na niewyspanie albo beznadziejnego egzaminatora, który się uwziął.

A kobieta? Kobieta jest doskonała w poczuciu winy i przypisywaniu sobie sprawczości w negatywnym sensie.

Wychowane jako niezastąpione matki, żony, nianie, gospodynie, roboty swoją wartość wyrażamy w niezawodoności i działaniu. Musztra życiowej organizacji całej rodziny – od posiłków po zajęcia przez czyste gacie. Pod kontrolą. Bo wmówiono nam, że tylko wtedy jesteśmy ważne.

My i słabość? Wyzwanie? No nigdy oficjalnie choć wiadomo, że TE SAME BABY, KTÓRE NA BARKACH DZWIGAJĄ CAŁĄ RODZINĘ lubią ryczeć i przejmować się byle czym (!) Najlepiej czujemy się na swoim własnym poligonie. Wtedy, kiedy zmienne są POD KONTROLĄ. Ba, dla wielu to wciąż oczywiste, że nie mogą chorować, a pomiędzy WARTOŚCIĄ KAŻDEGO DZIAŁANIA A WARTOŚCIĄ WŁASNĄ STAWIAJĄ ZNAK RÓWNOŚCI.

Co to oznacza?

Zły stopień = beznadziejna ja
Niedobry obiad = beznadziejna ja
Wyrżnięcie na prostej drodze = beznadziejna ja

Kiedy zwyczajowo facet w analogicznych sytuacjach pomyśli po prostu: dostałem pałę, spieprzyłem obiad, wyrżnąłem, następnym razem muszę uważać i  tyle. Tak proste i tak trudne jednocześnie.

A jak ma się do tego prowadzenie auta?

Ano właśnie! Gdzie mowa o kontroli, kiedy masz do czynienia z:

  • maszyną (awaryjną!)
  • innymi kierowcami (nigdy nie wiesz, czy trzeźwy, rozsądny, uważny…)
  • przepisami (był znak, ale go nie ma)
  • miejscami parkingowymi (których wiecznie brak)
  • operowaniem biegami, wycieraczkami, radiem, ogrzewaniem, gadającymi dziećmi
  • zmiennymi warunkami na drodze

    i szeregiem innych. BRRR!!!! Kto by pomyślał, że to proste?! No właśnie. Za dużo myślimy. Przyzwyczajone do przygotowań na najgorsze, bo przecież jesteśmy takie słabe i niewydarzone i to cud boży, że się o własne nogi nie zabiłyśmy ( ironia ironia ironia) nie dopuszczamy do siebie, że na planowanie najgorszego marnujemy 70% energii, a z 30% to serio strach nie tylko wsiadać do auta, ale i wychodzić z domu.

I ŻEBY BYŁA JASNOŚĆ, NIE UWAŻAM, ŻE WSZYSCY POWINNIŚMY PROWADZIĆ.  MI TEMAT SPĘDZAŁ SEN Z POWIEK, TOBIE NIE MUSI. ŚWIAT Z RADOŚCIĄ PRZYJMIE DECYZJĘ O REZYGNACJI Z AUTA A TWÓJ BRAK OBECNOŚCI ZA KÓŁKIEM NIE OZNACZA, ŻE COŚ Z TOBĄ NIE TAK I JUŻ.

Moje sposoby (sprawdzone przeze mnie) jak okiełznać lęk przed jazdą autem:

Radomska 48
Radomska 48

1.Wykup dodatkowe godziny

Nie w przypadkowej szkole u pierwszego lepszego nauczyciela nauki jazdy. Ja z takim pokłóciłam się w przeciągu pierwszych dwóch godzin. Po tekstach o tym, że mam „trzymać kierownicę jak talerze” – na co odpowiedziałam, że współczuję iż on sam musi jeść z podłogi, bo u mnie z talerzy korzystają wszyscy domownicy oraz zachowywać się tak „jakbym z tyłu wiozła garderobę sukienek” (!) = na co ja, że może kutasy i opony, bo to zapewne wizualizuje on cofając wyraziłam kondolencje dla córki, że wychowuje ją taki pajac i zmieniłam nauczyciela.
Pan Henio okazał się aniołem, obalił większość moich pesymistycznych przekonań i stworzył w aucie taką atmosferę, że jeździliśmy razem do lodziarni, a ja po 2,3 spotkaniach na kolejne czekałam z niecierpliwością.

Okazało się, że wiele z moich błędów wynikało… z braku wsparcia i beznadziejnej atmosfery w aucie!! Znalazłam kogoś, kto ukoił mój lęk, udowodnił, że mogę i jestem zła, że potrzebowałam do tego kogoś z zewnątrz i musiałam za to płacić, bo to POWINNO BYĆ NORMALNE I POWINNAM TEGO OCZEKIWAĆ OD SIEBIE, ale jest jak jest.

2. Unikaj jazdy z mężem, chłopakiem, tatą.

Oni pozjadali wszelkie rozumy, wiedzą, że wiele ogarniasz, więc wyżycie się na płaszczyźnie, która jawi Ci się jako pięta Achillesowa, to doskonała okazja by podrasowali ego. W domu nie odważą się odezwać tym tonem ( średniowiecze za nami), ale w aucie? Poligon!
Nie tak, szybciej, inaczej, wolniej, zredukuj, źle, patrz co robisz, co ty odwalasz. Należy im współczuć, że w drodze zdobywania nowych umiejętności natrafiali na takich beznadziejnych nauczycieli, zatrzymać się, włączyć awaryjne i kazać spadać. O ich trudnym dzieciństwie posłuchać i zrobić budyń innym razem.
Wiele z Was pisało mi, że NAJGORZEJ jeździ im się właśnie z mężem. Skoro bez jest lepiej, to dodanie tego punktu uważam za formalność.

3. Nie szukaj wsparcia tam, gdzie go nie ma i nigdy nie było.

Twoja babcia zawsze się śmiała, że z Ciebie pierdoła, a idziesz do niej z informacją, że zamierzasz prowadzić i serio dziwi Cię, że kpi? Twoja mama przeżywa histerycznie wszystkie katastrofy na świecie i odmawia różańce, kiedy jej wnuk ma katar, a Ty idziesz do niej po pozytywne wsparcie? No serio? Serio uważasz, że nagle ludzie magicznie staną na wysokości zadania, bo Ty tego potrzebujesz? Za dużo Disneya ( i żeby nie było, Ty też bywasz beznadziejna w relacjach, ej, ale to nie o tym)

Jeśli chcesz, żeby coś się zmieniło nie szukaj sił do zmiany u ludzi, którym totalnie ok z tym, że jest tak jak jest.

4. Zorganizuj własny pojazd.

Wiem, to trudne, kosztowne, ale kto mówi od razu o suvie z napędem hybrydowym, ej?! Seicento na początek wystarczy! Brak lęku o to, że stary będzie zły jak zarysujesz zderzak (CO SAM ZROBIŁ NIE RAZ, ALE JEMU SIĘ ZDARZA, A TY JESTEŚ BEZNADZIEJNA I OD RAZU CHCESZ SIĘ ZAMYKAĆ W SZAFIE) to ogromne wsparcie.

Jako dzika fanka niezależności po kilku latach bycia na utrzymaniu Mario z małym dzieckiem postanowiłam wynająć swoje auto na rok z pełnym asistance i, jak wiecie, skorzystać z rocznego abonamentu. Więcej o autach na abonament znajdziesz tu.

Jeźdżę fiatem 500 – idealny na krótkie trasy i na początek, w razie awarii jadę do wskazanego przez najemcę mechanika albo dzwonię i panowie lawetą zabierają Fiata i udostępniają auto zastępcze. Bez upokorzeń w stylu „coś mi się zaświeciło”, „silnik robi dziwnie bzium”, „wycieraczki nie działają” i “mężu pomocy”.
Teraz tankuję do pełna za 150 zł, mogę na jednym baku przejechać nawet 700 km i za jakieś 3 tankowania ogarnę otwieranie wlewu bez miotania się jak karp w Lidlu. A w razie jakichkolwiek problemów technicznych, które przy użytkowaniu nowego auta są dużo mniej prawdopodobne, po prostu dzwonię i ktoś martwi się za mnie, a ja czekam na naprawę w czasie korzystania auta zastępczego.

Jeśli chcesz wiedzieć więcej o usłudze z której korzystam i dowiedzieć się jak to działa, zajrzyj na stronę Qarson.

5. Przemyśl trasy i poproś o ich poćwiczenie na jazdach.

Ale NIE nie śpij 4 nocy przed. Przy okazji dodatkowych jazd zamiast po prostu jeździć bez celu przedstaw instruktorowi listę miejsc  w których chciałabyś umieć się znaleźć i poruszać. Poproś o rady, wskazówki i powtórzenie trasy tyle, ile chcesz – TY płacisz za wykupione godziny!!

Nie wykorzystanie tego to jak pójście do ginekologa, zapłacenie za wizytę, pogadanie o pogodzie i zatajenie, że masz objawy infekcji – GŁUPOTA, NIE?

6. Poćwicz “na sucho”

Wiem, że poczucie kontroli daje Ci poczucie bezpieczeństwa. To utrudnia życie, ale damy radę. Wstań o 5 i jeździj zanim zacznie się duży ruch. Albo po zmroku. Pokonuj wybrane trasy „na sucho” – najpierw te z jazd, potem do miejsc w których kiedykolwiek musiałaś się pojawić, a potem zupełnie nowe. Stopniowo zmieniaj godziny i oswajaj większą ilość aut.

Serio, nikt nie chce Cię na drodze zabić. To tylko tak wygląda 😊

7. Planuj… wycieczki

Ok – masz auto, dodatkowe godziny za sobą, ale… w sumie szkoda paliwa, bo do pracy masz tramwajem 15 minut, akurat nigdzie nie musisz jechać, zakupy można przynieść, a tak w ogóle to miałaś wybrać rower. Ogólnie – zgadzam się, ale NIE TERAZ.

Teraz walczysz o swoją niezależność, a nie środowisko czy kondycję, sorry  – ogarniesz ten cel, postawisz sobie kolejny. Na razie wszystko wygląda jak abstrakcyjna konieczność, więc czas dostrzec zalety.
Wyznacz wycieczki, ale DLA SIEBIE:
– pojedź na basen: popływasz, posiedzisz w jacuzzi. ODWIEDŹ KOLEŻANKĘ, która się przeprowadziła i nie miałyście czasu na kawę od miesięcy
– POJEDŹ DO PARKU na drugi koniec miasta albo LASU za miastem

Po co? DLA SIEBIE. BO TO WSZYSTKO DZIEJE SIĘ DLA CIEBIE, żebyś odzyskała do siebie zaufanie, nabrała wprawy i zobaczyła, że możesz albo upewniła się, że po prostu nie chcesz I JUŻ.

8. Zakoduj, że każdy popełnia błędy

Ludzie rysują auta, nie widzą zakazu, wymuszają pierwszeństwo, gaśnie im auto, zapominają o ręcznym. To nic dobrego, ALE SIĘ ZDARZA, a każde takie doświadczenie UCZY. Jak ktoś twierdzi, że jest taki zajebisty to:
– dotknij, nie każdy ma okazję macać ideał
– przypomnij sobie o tym, co jest twoim konikiem i powiedz spierdalaj.

9. Czerp satysfakcję

Mąż odgrażał się, że nie będzie z Tobą jeździł? Ależ proszę – dymaj z buta! Dzieci kpiły? Rozkład autobusów miejskich jest na stronie MPK, ich sprawa. Znajomi w pracy kpili? Podjedź i pokaż im faka.

A tak serio – olej, skup się na tym, że możesz zaplanować sobie sobotni ranek niezależnie od kursów miejskiej komunikacji i śpiewać po drodze jak pod prysznicem. ALLELUJA!

***

Wstydzisz się i boisz kompromitacji? Ej, jak każdy! :)

Wstyd to normalne uczucie. Każdy go odczuwa i dlatego taką frajdę sprawia nam wywołwanie go w innych – zawsze lepiej ktoś niż ja –  ta smutna logika sprawia, że nawzajem sobie dopieprzamy, a lęk przed ostracyzmem powstrzymuje nas przed wieloma pięknymi i fajnymi rzeczami. Zapamiętaj – ludzie mają Cię zasadniczo w dupie. Tylko ty dla siebie jesteś ważna.

WSZYSCY to nikt plus kilka osób. Skup się na sobie, a nie na tym, czy ktoś z tyłu nie wpada w szał bo musi poczekać 3 sekundy zanim ruszysz na zielonym.

Biedny, smutny paź zapomniał, że się kiedyś też uczył, popełniał błędy i jak wiele go kosztowało spotykanie się z tak beznadziejnymi reakcjami.

P.S. Droga Pani w biało-czerwonym citroenie cactus, która na dodatkowych jazdach zechciałaś mnie strąbić, zarzucić nieprawdę i wydzwaniałaś do szkoły jazdy, że jadę L bez znaku na dachu ( jak masz prawko to nie możesz mieć L na dachu) – zapamiętałam, mieszkamy na tej samej dzielnicy. Wierzę, że kiedyś spotkamy się na skrzyżowaniu, wcisnę awaryjne, wysiądę i… Powiem, ze Ci współczuję frustratko i możesz mnie cmoknąć w pępek.

CZY MÓJ PORADNIK WYDAJE SIĘ POMOCNY A PRZYNAJMNIEJ WYWOŁAŁ CIEŃ UŚMIECHU?!

Bardzo proszę o podzieleniu się w komentarzach swoimi opowieściami o:
– przypałach motoryzacyjnych
– oswajaniu własnego lęku przed czymś nowym
– początkach za kółkiem i tego jak wygląda to teraz

Z doświadczenia wiem, że te historie mają dużo większą moc – bo stoi za nimi armia ludzi, a nie jedna, zezowata blondynka.

Liczę na Was!!!

fot. Iza Garbarz @bellove.pl

54 komentarze
  1. Zgadzam się z większością :) u mnie sprawdziło się jeżdżenie z chłopakiem, ba namówiłam go do kupna samochodu w którym to właśnie on po x latach uczył mnie jeździć :) ale to stoicki wyjątek , bo z tata….nawet teraz jak pewnie czuje się w samochodzie NIE CoERPIE gdy jedzie obok. A oswajalam samochód razem z Tobą! I kiedy twierdziłam że tego NIGDY nie polubie, motywowała do dalszych prób -dziekuje! :) I tak zdecydowanie wycieczki i JEZDZIC! Znaleźć pretekt do pierwszej samodzielnej jazdy a później JEZDZIC wszędzie gdzie się da. Mi w rozrucho pomogła kwarantanna, mniejszy ruch w wielkim mieście i było mi dane na spokojnie się oswoić. To z czym mam jeszcze problem to uczenie się nowych zlrzeczy i polebszanie tych co już umiem np. parkowanie w różnych sytuacjach, bo gdy pojawia się męski przeciwnik na drodze czuje się jak zawalidroga i już słyszę w uszach te jego komentarze “baba za kierownicą” to nie pomaga i czasem się wycofuje z ćwiczeń , choć wiem że nic by panu z głowy nie spadło gdyby poczekał 3 minuty .

  2. O rany, jeżdzę 25 lat, a ciągle się boję że ktoś mnie obtrąbi😂. Jeżeli jadę z kimś lub komunikacją zapamiętuję trasę. Nowe miejsca zawsze w niedzielę rano. W Wawie najgorzej jak wyłączą światła na dużych skrzyżowaniach. Jednego miejsca nie pokonam. Rondo przy Arkadii- piekło( tak myślę) ŚWIETNY tekst 💪🍀

  3. Czekałam na ten tekst! Moja historia jest bardzo podobna. Zaczęłam robić prawo jazdy zaraz po maturze mimo, że nie czułam się gotowa ale namówił mnie tata. Znajomi (w tym były już teraz facet) śmiali się, że już nigdy nie wyjdą na ulicę jak ja będę prowadzić. Znikąd wsparcia, każdy, w tym ja, uważał, że się nie nadaje. Oczywiście nie zdałam 6 razy, dwa razy niesłusznie, odwołałam się, uznali, że miałam rację ale co z tego skoro kolejny raz z nerwów nie wyjechałam z placu. Poddałam się, przy okazji nabawiłam się panicznego lęku przed prowadzeniem samochodu. Minęło 13 lat… Urodziłam dziecko, wcześniaka. Dziesiątki wizyt w szpitalu, niekączące się kontrole u lekarzy, rehabilitacja… Przemieszczanie się non stop a ze wszystkim byłam sama (mąż musiał pracować, dziadkowie nie są jeszcze na emeryturze). Mały miał dwa miesiące jak poszłam ponownie na kurs. Musiałam to zrobić dla niego. Wtedy wstąpiła we mnie ogromna siła. Na pierwszych jazdach myślałam, że zemdleje ze strachu. Mój instruktor miał specyficzne podejście, okazało się, że skuteczne, jazda zaczęła sprawiać mi przyjemność :) zdałam i jeżdżę ale nadal się boje, szukam wymówek żeby mąż prowadził itd. Wolę być sama w samochodzie. Ale i tak jestem z siebie dumna, zrobiłam coś co wydawało mi się niemożliwe. Z doświadczenia mam tak, że to inne kobiety mnie bardziej dołowały, krytykowały jak prowadzę. Faceci nie rozumieli tych leków, powtarzali, że nie robię błędów. Dzięki nim zrozumiałam, że moje obawy wynikają tylko z mojej niepewności i własnych wymysłów. Dużo by opowiadać :) dziękuję za Twoją historię bo czuję, że mamy podobny chaos w głowie ;)

  4. Na początku bałam się jak każdy inny… Wsiadając za kółko biorę odpowiedzialność i za siebie, i za innych – na których nie mam wpływu. Dzisiaj, po prawie 7 latach od zdania prawa jazdy, prowadzenie samochodu jest dla mnie jak chodzenie, nie sprawia mi żadnego problemu. Wielokrotnie musiałam wsiasc do innego auta, z racji pracy na budowie często były to busy i małe dostawczaki, ale najważniejsze to wierzyć w siebie 😎 ważne jest także posiadanie samochodu, który podoba się wizualnie (w końcu jesteśmy kobietami :D). Tak naprawdę po kupnie mojego garbusa pokochałam jazdę samochodem 😍

  5. W moim serduszku pojawiła się iskierka nadziei, że i dla mnie jest szansa, iż przezwyciężę swój lęk i poprowadzę auto bez strachu i stresu. Na razie jestem na etapie wiecznego szukania innego transportu, choć mąż mnie co jakiś czas namawia, żebyś zaczęła jeździć, ale na szczęście ma w sobie duże pokłady cierpliwości 😅
    Pozdrawiam Cię cieplutko, Olinku i dziękuję za ten wpis. Dołączyłam do Twoich obserwujących w momencie, gdy dopiero wróciłaś za kółko i naprawdę zaczęłam myśleć, że skoro Ty dałaś radę to i ja mogę, a co! Też jestem Olinkiem, a to zobowiązuje ❤

  6. Hej ja nawet nie mam prawka na sama myśl o prowadzeniu auta dopada mnie strach a w sumie przydało by sie samej gdzie pojechac nie prosić sie. Moze kiedys to pokonam ale kiedy ehhh jak czlek z oraz to starszy sie robi…

  7. Ja po pięciu latach zostałam zmuszona przez los do prowadzenia samochodu. Teraz bez problemu pokonuje trasę 1000km. Dwa miesiące temu odbralam swoje nowiutkie auto z salonu, wyczekane i ukochane. Zaczelam nawet parkować tak żeby nikt nie porysował. I co? Dzisiaj moj maz pozyczył na chwile i miał stłuczkę. “SLADU KOCHANIE NIE MA NA TWOIM SAMOCHODZIE” 😂. Tak, tak… ja widzę te ryski i pęknięcia.
    Ja się martwiłam, że latami będzie mi wypominal jak uszkodze nowy samochód, a jednak to o nim będę opowiadać wnukom. Ja swój poprzedni samochod uszkodzilam na pustym parkingu wielopoziomowy o słup. Można? Można! Posklejałam lusterko taśma i wróciłam do domu. Zadzwoniłam do meza tylko z zawiadomieniem że uszkodziłam samochód, ale krzyczeć juz nie musim bo sama na siebie już krzyczałam… 😂
    Nie ma znaczenia płeć czy doświadczenie. Trzeba chcieć! Reszta przyjdzie z czasem. Cierpliwości i wytrwałości. Nie poddawac sie!

  8. Uśmiałam się 😂 choćbym czytała o sobie😂 raz nie chcący wymusiłam pierwszeństwo I facet był tak wściekły i normalnie mnie gonił, byłam posrana, ale uciekłam 😂 A raz dostałam karną ci*ę, a miałam dobrze zaparkowane auto! I teraz parkowanie to moja pięta achillesowa 🙈

  9. Miałam dokładnie to samo podejście do jazdy autem. Mogłam przejechać z wioski do wioski 5 kilometrów, najlepiej sama. Ale żeby przejechać przez pół Łodzi? No way! Przecież ja tej trasy nie znam i będę musiała zmienić pas kilka razy!!! Ale powoli, małymi kroczkami, także dzieki Tobie Olu, przełamuję się. Wczoraj pojechałam nawet do McDonald’s w godzinach szczytu :D co to głód i kwarantanna robi z człowiekiem… :D

  10. Ja mam prawko od 12 lat… Za kółkiem byłam po zdaniu egzaminu ze 3 razy. Złe wspomnienia, potem studia i brak potrzeby auta i tak poszło… Teraz powinnam jeździć, mam nawet swój samochód, bo mój mąż wierzy we mnie bardziej niż ja, stoi w garażu bo mąż ma służbowy. Dziecko rośnie, zaraz trzeba będzie go do przedszkola wozić… A ja co.. Wątpię watpie wątpię, że dam radę, do tego obcy kraj, kolejna wymówka…

  11. Mój strach do jazdy autem pojawił się jeszcze zanim zaczęłam kurs.
    Olu, masz 100% racji, odpuśćcie sobie laski jeżdżenie z tatą, chłopakiem, bratem. Ja mając te niepełne 18 lat, zanim jeszcze rozpoczęłam kurs, pojechałam z tatą w szczere pole. Jadę te zawrotne 30 na godzinę, spięta, pierwszy raz w życiu za kółkiem,i tata do mnie “skręć w lewo” a ja z do tej pory niewiadomego mi powodu chciałam skręcić w prawo, więc kierownicą cyk w prawą stronę. O mój borze liściasty… Awantura, bluzgi, krzyki, co ja robię, czy ja tak zamierzam na ulicy skręcać, itp, itd… wysiadłam z płaczem. Do domu wróciłam na pieszo. Stres, strach i ochota na płacz pojawia się do tej pory na samo wspomnienie.

  12. No cóż, ja również niestety jako “stereotypowa” kobieta zrobiłam prawko ( za 5 podejściem, 30 zawałem i 100 nie przespana nocą z tegoż powodu) a po jego odebraniu leżało sobie 3 lata w schowku mojego taty… bo i tak bez sensu, nie umiem itd. Nic bardziej mylnego. W moim przypadku motywacją była dość smutna ale podziała. Mój pies zachorował i trzeba było z nim jeździć 3 razy dziennie na dializy do weterynarza. I nagle gdy najważniejszym celem stało sie ratowanie mojej psinki zapomniałam o tych wszystkich nie da się, nie potrafię. Takze dziewczyny, samochód zgasł ?- odpalić jeszcze raz, zaczął skakać jak żabka? – chociaż ktoś się mógł pośmiać i sobie poprawić humor, nie udało sie zaparkować za 5 razem? – potrafię i do 100 policzyć, kiedyś sie uda :p Ktoś was wytrąbil na drodze? – Twoja wina, to grzecznie przepraszasz i jedziesz spokojnie dalej, nie Twoja wina, to niech spada na drzewo, szkoda sobie psuć dnia przez sflustrowanych ludzi. I pamiętajcie, ze im więcej sie spędza czasu za kółkiem tym łatwiej i naturalnej to wszystko przychodzi. Najważniejsze to sie nie poddawać przez to że ktoś uważa ze Ty nie dasz rady ;)

  13. Z gatunku co nie zraziło mnie do jeżdżenia (a mogło)
    – prawko zdawałam 5 razy. 3 oblałam na placu
    – przy piątym, zdanym, cały łuk do przodu przejechałam na zaciągniętym ręcznym (można? Można)
    – 5 razy kręciłam się jak, nie przymierzając gówno w betoniarce, po rondzie jak mi je zmienili na turbinowe
    – jakoś nie ogarnęłam że zjazd w prawo to niekoniecznie dla aut i wyjechałam na torty tramwajowe. Na szczęście było pusto
    – hamulce mi się zepsuły zimą przed torami tramwajowymi. Tym razem jechał tramwaj.
    – rozwaliłam autox2, płot i lampkę po tym jak jadąc totalnie zmęczona nie zauważyłam znaku stop. Częściowo na moje usprawiedliwienie chłop w którego rąbnęłam jechał 70 zamiast 50 i po piwie
    – oczywiście, że wjechałam pod prąd na jednokierunkowej
    – sąsiad mi skasował bok auta kiedy w nim siedziałam bo nie zauważył mnie w tylnym lusterku
    – rozwaliła mi się skrzynia biegów i jęczała tak że myślałam że to silnik i wybuchnie (na szczęście PO zjeździe z autostrady po tygodniowym urlopie). Naprawa auta była droższa niż urlop ….
    – notorycznie gubię kołpaki w końcu tata zaczął mi je trytkami mocować

    O dziwo jeździć muszę i stwierdzam że jak na 10 lat prawa jazdy to aż tak źle nie było :p

    Bardzo pomaga zaufany mechanik. Taki do którego zadzwonisz, że chyba Ci hamulce poszły (jednak nie, to abs) i którego kompletnie nie zdziwi jak opisując, że coś Ci stuka w wydechu wymyślisz porównanie – jakby średniej wielkości ziemniak tak wpadł i coś się tak tyryryryry telepał.

  14. Uczyłam się do egzaminu i miałam jazdy w Polsce X czasu temu, z różnych powodów nie poszłam na egzamin… sama nie potrafię tego zrozumieć. Prawko zrobiłam w UK 5 lat temu, teoria odrazu bez problemu, za to praktyka za 2gim razem bo mi samochód zgasł na środku ronda 🤣. Nie obyło się bez wtopy odrazu po otrzymaniu prawka. A mianowicie zabrakło mi pora do obiadu, no wiec za kółko i jedziemy do sklepu. Przy parkowaniu, czego się bałam, nie wiem co się stało, rzuciło samochodem do przodu i tak oto zahaczyłam 2 samochodu stojące z przodu… 3 samochody poobijane… wycieczka skończyła się płaczem i załatwianiem sprawy z ubezpieczycielem, pora nie kupiłam, za to była to najdroższa podróż do sklepu. Bałam się, że nie wsiądę za kółko ale obróciłam to w żart… tak miało być, taki chrzest nowego kierowcy. Przez jakiś czas parkowałam tylko w miejscach pustych na około, a teraz jestem “miszczem” w parkowaniu 😂 jak to mówią “co nas nie zabije to nas wzmocni”. Pozdrowienia dla wszystkich kierujących babek 😘

  15. Przez pierwszy rok jeżdżenia miałam skostniałe dłonie od zaciskania ich nerwowo na kierownicy plus ścisk szczęk. Potem jakoś poszło. Teraz nie ma problemu. Najgorsza wpadka: przejeżdżając obok stacji pomyślałam: „a może by tak na hot doga?!” I skręciłam torchę za póżno przy zbyt dużej prędkości i wjechalam za stacją na wysoki krawężnik i pół trawnika 😅 Koło wraz z czymś tam poważnym było do wymiany. Od tamtej pory jestem tego pewna: żarcie mnie kiedyś zgubi!

  16. Ja mając ok 22 lata, kupując pierwszy samochód zaraz po zdaniu prawka, zabrałam ze sobą brata (z którym poszłam na kurs prawa jazdy z okazji jego 18stych urodzin ) by czuć się pewniej 😂 i oto ja, świeży driver zaraz po kupnie auta, wyjeżdżając z Komisu tak mnie odlepiło słońce, że wjechałam do rowu 🤷‍♀ 😂 ja w szoku, więc siedzac dalej za kierownicą brata wysyłam by sprawdzil ile szkód narobiłam bo w końcu wydalam całe moje oszczędności i już liczyłam straty, ale na szczescie okazało się, że tylko zderzak wyszedł i wystarczyło go wcisnąć 😂 oczywiście zaraz po tym zajęłam miejsce pasażera i kazalam prowadzić bratu 😆 ale zaraz jak wróciliśmy, jeździłam w koło osiedla bo jednak wstawianie o 4 30 by dojechać do pracy zamiast o 3 było ogromna motywacja 😂

  17. A wiec tak : ja najbardziej boje się tego ze zgaśnie mi na skrzyżowaniu, wiecie już widzę ten tłum ludzi za mną trąbiących na skrzyżowaniu … i starego w aucie co drze się zmień bieg, sprzęgło…. dlatego od dwóch lat próbuje wrócić za kółko… i chyba zrobię tak jak Oli opisałaś w poradniku :) brzmi rozsądnie!

  18. Jejku ja jestem właśnie na etapie powrotu do jazdy, a właściwie ciągłego planowania kiedy będzie ten powrót i jak będzie wyglądał.
    Najciekawsze jest to, że ja kochałam jeździć, 18 urodziny, zdałam za 1 razem, uwielbiałam prowadzić, dawałam radę, ale… w małej miejscowości, gdzie korki należą do radości a największe wyzywanie to jedyne w mieście rondo :D
    Później przeprowadzka do Warszawy i okazuje się, że karetka w korku na trzypasmówce to jednak stres na maxa, a ja nie byłam na to gotowa. Jeszcze trochę korków, stresujących sytuacji i stwierdziłam, że ja w zasadzie nie muszę prowadzić, bo przecież jak nie będę to świat się nie zwali.
    Dzięki za ten tekst, jak zobaczyłam odnośnik na FB to pomyślałam “ale trafiła :D. Buziaki! :*

  19. Pewnego dnia, po nocnej zmianie wracałam sobie autem do domu. Z tego rodzaju transportu korzystałam rzadko i tylko wtedy gdy z chłopem wracaliśmy z imprezy albo gdy miewałam właśnie nocne zmiany w pracy (na szczęście sporadycznie). Owego wieczoru wsiadam do auta i elegancko odpalam silnik, spuszczam ręczny i jadę! Pracowałam wtedy na obrzeżach Łodzi, wiec nie zaskoczyło mnie to, że tej nocy coś stało się z oświetleniem i lampy przy drodze dawały bardzo mało światła. Przemyłam dla pewności kilka razy przednia szybę, żeby już nic więcej nie ograniczało mojej widoczności. Gdy dojechałam do jakiejś częściej uczęszczanej drogi przeraziłam się gdy inni kierowcy zaczęli mi dawać światłami znaki, ze gdzieś przy drodze stoi policja i sprawdzają prędkość. Jak ja się wtedy zestresowałam! Zwolniłam chyba do 40 km/h, sprawdziłam pasy, żeby na pewno nie mieli się do czego przyczepić! Jechałam tak kilkanaście kilometrów. Policji cały czas nie widziałam a kierowcy innych aut nadal dawali mi znać żebym zwolniła! Podjeżdżając pod swoj blok, nagle mnie dosłownie i w przenośni olśniło… cała drogę jechałam bez świateł…….

    P.S. Jak ostatnio jechałam kilka km na ręcznym pod górę to byłam święcie przekonana, ze to przez tą górę samochód cały czas mi zwalnia. Ehhh… zapach spalenizny utrzymywał się na podwórku moich teściów, u których ta akcja miała miejsce, przez cały kolejny dzień.

  20. Jak wiele lat temu zblizala sie moja 18stka (w lipcu), to tata w okolicach kwietnia na polnej drodze uczyl mnie ruszac i jezdzic. Cierpliwosci nie mial, wiec nie mialam ochoty na dalsze jazdy.. Zaczelam próbować jezdzic z mama na placu manewrowym – no i nauczylam sie pieknie, plynnie ruszać. Kurs zrobilam w okolo 3 tygodnie, bo byly wakacje i mialam czas na jazdy. 3 dni po 18stych urodzinach mialam egzamin teoretyczny i praktyczny jednego dnia – zdalam wszystko za pierwszym razem! Rodzice dawali mi jezdzic – a to z nimi jak np. na dzialke jechalismy, a to samej na korki przed maturą itp. W maju, po jednej z matur, wracalam autem i niestety cofajac walnelam w slup.. Wrocilam do domu, najpierw balam / wstydzilam sie przyznac, no ale trzeba było – i co zrobili rodzice? No wkurzyli sie, wiadomo, bo dosc nowe auto, ale… tego samego dnia kazali mi znowu jeździć. I to bylo najlepsze co mogli zrobic, bo przelamalam strach i do dzis bez (tfu, tfu, odpukac w niemalowane) zadnej stluczki, nawet ze slupem;) i co wiecej – najlepiej parkuje mi sie tyłem! Jestem mistrzynią wciskania sie na parkingu – ale zawsze tylem (nawet jak mialam auto bez kamerki)! :)

  21. Ja zrobilam prawko po powrocie z wakacyjnej pracy w Holandii. Doszłam wówczas do wniosku,że albo przewale ta kasę na jakieś bzdury albo zrobię coś konkretnego. Padlo na prawko. Na kursie szło mi całkiem nieźle, zero strachu. Luz. Nastepnie wyjechałam na studia do dużego miasta gdzie poruszalam się komunikacja miejska. Po studiach wróciłam do swojego rodzinnego miasta, które nie jest za duże i wszędzie można było się dostać na pieszo lub rowerem. I tak oto lata mijały i prawo jazdy kurzyło się w portfelu. Po paru latach wyjechalam do innego państwa i tam, gdzie zamieszkałam nie dało się obejść bez auta… Sytuacja zmusiła mnie do “przeproszenia się” z prawkiem i powrotem za kierownicą. Strach był ogromny… Na początku było mega ciężko. Na szczęście mój mąż spisał się na medal i to głównie dzięki niemu i jego wsparciu nie poddałam się. Najbardziej przerażała mnie jazda autostrada (niestety ale dojeżdżając do pracy nie miałam innej możliwości). Na początku oczywiście pomyliłam drogi i wybrałam nie to lewo co powinnam i tym samym wylądowałam ja, mały zuczek, w samym centrum wielkiego miasta z masą rowerzystów, pieszych, aut i tramwajów w godzinach szczytu. Ale dałam radę. Kosztowało mnie to masę nerwów, wróciłam spocona do domu ale i bardzo dumna z siebie, że dałam radę. Nie spanikowałam tylko dałam radę! Teraz nie oddam tej niezależności za nic w świecie :) najważniejsze to jest się przełamać i uwierzyć w siebie. A wolne miejsce pod sklepem? Na końcu parkingu zawsze jest wolne;)

  22. Chciałam tylko napisać że zdałam za 13 razem i przez to, albo właśnie dzięki temu już się nie boję jeździć bo wszystkie chyba możliwe błędy popełniłam przy egzaminatorach i teraz zwracam na nie uwagę: parkowanie, a inne samochody, oznakowanie pasów na rondzie do zjazdu, oznakowanie dróg itd. Dziewczyny, nie ma się co bać. Jak jesteście niepewne to chłopa do auta i jeździć, jeździć, jeździć! Girl power i do przodu!

  23. Prawo jazdy od 9 lat, auto 13 letnie tak żeby szkoda nie było, jeździłam nim 7lat. Żadnej stłuczki. Po 7 latach zmieniłam na nowsze, 3 letnie, za wszystkie zaoszczędzone cebuliony. I co? Nie minął rok i stłuczka :D oczywiście moja wina :P szczęśliwie nikomu się nic nie stało, a ja jak jeździłam tak jeżdżę :)

  24. Ja akurat jestem z teamu że nie wyobrażam sobie tego komfortu życiowego nie mieć bo posiadanie prawa jazdy i samochodu jest dla mnie czymś bardzo ważnym. Po przeczytaniu tekstu zastanowilam się skąd to się bierze, że jedna boi się panicznie a druga nie. I mam tylko jedno wytlumaczenie, tata miał nas 5 bab w domu i od zawsze mówił że prawo jazdy jest potrzebne i jak tylko mogłyśmy wiekowo je zrobić,siostry miały po 17 a ja już musiałam mieć 18 od razu byłyśmy zapisane na kurs. Może mieszkanie na wsi też szybciej pokazuje plusy,bo człowiek nie zastanawiał się czy chce czy nie chce tylko po prostu siadal i jechał? Hmm sama nie wiem. Ja uwielbiam jeździć. Czuć ta niezależność od faceta. Nigdy nie rozkminialam kto co powie na temat mojego stylu jazdy,nooo może tylko egzaminatorem się przejmowalam. Zawsze mówiłam że jak się boisz siedząc za kółkiem to nie wsiadaj,a tu jednak okazuje się że jest druga strona medalu.😉

  25. O matko to tak bardzo dla mnie. Mam prawko od miliarda lat, zdałam je za nie wiem którym razem, straciłam rachubę, każda nieudana próba utwierdzała w przekonaniu że jestem beznadziejna. No ale udało się. I tu już byłam w takim momencie że doszukiwałam się u egzaminatora zmęczenia i na pewno coś przeoczył, a nie że potrafię. Ale dobra, mam to prawko, jadę z tatą jego samochodem do babci na wieś. Polna droga, stado krów na środku. Ostrożnie jadę, one idą-nie idą, nie wiadomo jakie plany i aspiracje tam pod tymi rogatymi kopułami. Zatrzymałam się, myślę poczekam, oblazły mnie z każdej strony i nagle słyszę “jeb” z kopyta, w prawe drzwi… Chciałabym rzec, że od tamtej pory nie pije mleka, ale nie. Od tamtej pory nie wsiadłam za kierownicę. Dzięki za ten tekst. Jak uwolnią nas z tych kajdan koronkowych to idę jeździć.

  26. Nie jeździłam 7 lat od zdania prawka. Z ojcem strach było jeździć, siostry nie pożyczały swojego samochodu bo się bały. Wygodniej i taniej było mi jeździć autobusem. Jednak podwyżki biletów i mój chłopak zmotywował mnie… I tak minął rok jak już jeżdżę swoim małym autkiem. Jestem z siebie dumna, że się przełamałam i daję radę. Dopiero jak zaczęłam jeździć zauważyłam, że jest wielu kierowców którzy też nie jeżdżą idealnie. Zdarza się, że czasami zrobię kangurka przy ruszaniu, wymuszam pierwszeństwo, robię mnóstwo błędów, ale dalej się nie poddaje i nie załamuje. Kiedyś ogarnę to w końcu :-D nigdy w życiu dobrowolnie nie wsiądę już do autobusu!

  27. Ja miałam to szczęście, że na początku mojej przygody wujek pożyczał mi auto z wieeelkim zaufaniem, a gdy ze mną jeździł jego cierpliwość była bezkresna. Później miałam długą przerwę i jak w końcu dorobiłam się swojej własnej Fiesty rocznik 92, której połowę wartości stanowiły nowe opony zimowe 😂 uczyłam się od nowa, po malutku, bez stresu, że zarysuję nowy lakier 😉. Oczywiście bez męża, bo ten jest wybitny w swych staraniach, aby zwrócić mi uwagę jak najdelikatniej, żeby mnie nie wkurzyć wywołując odwrotny efekt, rzecz jasna. Uwagi oczywiście z dupy, tak jak i nawigacja w jego wydaniu. (-gdzie teraz? -pytam grzecznie. -Tu- odpowiada pokazując ręka ). Tylko, że ja prowincjonalna dziewczyna z miasteczka, które dorobiło się jednej sygnalizacji świetlnej tak sobie szalałam 🤪 upychając lęk przed wjazdem do miasta z tramwajami 😱. Od 8 m-cy mieszkam w Kopenhadze i powiem Wam tramwaje ? Pfffff pikuś, weź tu ogarnij tych szalonych rowerzystów, mało tego, do pracy, do koleżanki na kawę tylko przez autostradę. Jednakże trening czyni mistrza i tak oto po przejażdżce autostradą już mnie nie bolą nadgarstki od ściskania kierownicy, i nie jestem zlana potem po przejechaniu centrum 😃 Ja! Prowincjonalna baba, której nawet ojciec prawka nie ma. I nawet zaliczyłam kilka razy trasę Dania-Polska 😎 Jakby mi ktoś powiedział dwa lata temu,że tak będę na luziku to bym się opluła ze śmiechu. Także go girls 💪💪💪

  28. Ulżyło mi,że te wszystkie lęki jakby ktos wyjął mi z ust!😍 zapisałam i wysłalam do mojego instruktora. Po w sumie 3 latach przerwy od jazd (przez brak wsparcia i braku wiary w siebie) przeprowadziłam sie do wielkiego miasta, dokupilam godziny i zdałam niedawno za 4 razem 😊 ulga po egzaminie była dla mnie jakbym sie unosiła nad ziemią 😂 uważam,ze prawko było największym stresem w całym moim życiu. Kupilam wymarzonego garbusa i po 2 tyg przerysowałam na parkingu gdzie było dużo miejsca 🤔 jak mnie wkurzają komentarze mojego narzeczonego do mojej jazdy tak wtedy nie krzyczał tylko stwierdził,ze nic sie nie stalo, nie ja pierwsza i nie jedyna rysuje samochody 😊 Na progach zwalniających jestem przekonana,ze mi mrugają i sprawdzam czy włączyłam światła 😊 wsiadam do samochodu przerażona, w samej jezdzie jest lepiej ale dalej ręce napięte bo TE BIEGI: za wysoki, za niski, BOZE CZEMU ON BUCZY A dobra bo mam na luzie, czemu znowu tak buczy a ok teraz juz na bank czas na 3kę 😎O dziwo najlepiej sie czuje na autostradzie, w miescie ruch wiekszy niż 2 samochody na moim pasie za mną to już strach,że tamuje ruch bo jak jest 40 to 40 jest święte i max 10, więcej nie pojadę. Ale jak juz mi się uda zaparkować to mam ochotę sobie nobla dać. Nawet jesli probuje na 193837719 razy. 😄

  29. Oleńka – nie uwierzysz, ale ja dla odmiany jestem urodzonym kierowcą. Marzyłam i śniłam o prowadzeniu auta jeszcze gdy nie miałam prawa jazdy, prawko zdałam za pierwszym razem – ale to nie zmienia faktu ze nie mogłam kiedyś znaleźć otwierania wlewu paliwa na stacji, ruszałam – ba… nawet jechałam na zaciągniętym ręcznym i zastanawiałam się co tak wali gumą? I oczywiście próbowałam otworzyć nie swoje auto bo zapomniałam gdzie zaparkowałam a to miało taka samą markę o kolor.
    Tak już mam…
    Ściskam Cię mocno. Fantastyczny tekst Uśmiałam się do łez.

  30. Prawko mam od 12 lat i dokładnie tyle lat temu ostatnio prowadziłam. Na kurs zapisał mnie tata w formie prezentu-niespodzianki na urodziny. No jak zapisał, to wzięłam, poszłam i zdałam. Za pierwszym podejściem. Nie wydawało się to jakoś skomplikowane, ale żeby sprawiało mi frajdę? No niestety nie.
    Mimo zdania tata nie był skory do zaufania moim umiejętnościom.
    Historia 1.
    Pojechałam z mamą do babci, niedaleko, jakieś 17 km. Jakieś 5 minut po wyjechaniu tata dzwoni do mamy i pyta “no jak tam? samochód cały?” Eeech, priorytety.
    Historia 2. Do tej samej babci z tym samym tatą jechałam. Po drodze milion uwag – czemu to, a czemu nie tamto. Byłam cierpliwa, ale do czasu. Jak już dojechaliśmy i zaparkowałam, zapytał “a czemu sobie nie podjechałas tam, żeby zawrócić i zaparkować tu?” Nie wytrzymałam. Wysiadłam i więcej już nie prowadziłam.

  31. Ja zrobiłam prawo jazdy w wieku 18 lat. Na początku byłam zmuszona jeździć przez przypadek. “Tata stracił prawko” ktoś musiał go wozić. Myślałam że umrę ze strachu.
    Potem przeprowadziłam się do Warszawy. Tam przez 6 lat poruszałam się komunikacją.
    Uznałam jednak że życie w Warszawie nie jest dla mnie. Przeprowadziłam się do Kutna. Zostałam niania. I dostałam dziecko, auto i kazali mi jechać do miasta z małą na zajęcia. A ja cała w planach ze stresu że rozwalę nie swoje auto i dziecko.
    Teraz jeżdżę autem 4 lata codziennie. Kocham to. Nawet dorobiłam się własnego. Matiz 1999.
    Jest idealny. Nie ma wspomagania kierownicy (dodatkowy plus. Bicki w ramionach 😂), brak klimatyzacji (latem sauna za free).
    Za 120 zł przejadę 500 km.
    Ale jest mój własny prywatny i nikomu nie oddam tak prędko.
    Mały ale wariat
    Przez rok wymieniłam tylko tłumik który się urwał. Do mechanika jechałam ja bolid ( najpierw słychać potem widać) a co najlepsze musiałam co chwilę tłumik zakręcac taśma bo się ciągnął jak smród w gaciach. Ludzie się zatrzymywali czemu ja pod autem leżę 😂
    Pozdrawiam

  32. Ja z kolei jak wszyscy zaraz po osiemnastce zrobiłam kurs, ale po 3 oblanych egzaminach, na których nie wyjechalam nawet z placu (stres robił swoje) stwierdziłam że nigdy w życiu nie wsiądę za kółko. 10 lat i dwoje dzieci później stwierdziłam, że tak być nie może, frustracja z bycia zależna od męża, który nie był entuzjasta moich pomysłów i miał wiecznie swoje plany albo był zmęczony i poszłam od nowa na kurs. Pierwszy egzamin-powtorkq z rozrywki- pojechałam na ręcznym po łuku (swoją drogą co to za ręczny skoro dało się na nim bez problemu jechać) ale za drugim razem się udało. Potem kolejny rok na oswajanie się z autem. Teraz boje się nadal, za każdym razem walcze że sobą, nie raz rezygnuje żeby tylko nie musieć jechać, ale jak trzeba to wsiadam i jadę.

  33. Prawko zrobiłam jak miałam 18lat. Nie jeździłam przez kolejne 17 ani razu. Tato kierowca zawodowy:/ Ciągle słyszałam w pracy, w domu :musisz jezdzic, musisz jeździć… gdzie autobusem, gdzie na pieszo 45 min do przedszkola jak w 5 min autem… zobaczysz jak nam to ulatwi zycie( sam se ulatwiaj :))miałam blokadę na maxa… aż dojrzalam do tej decyzji… ogarnęłam instruktora i lekcje dodatkowe , stwierdzilam- urodziłam 4 dzieci i je ogarniam to ogarnę i skrzynie biegów:) teraz jeżdżę od 1,5 roku i jestem wolna:))))) muzy słucham na maxa i dre się jak wariatka jak jadę sama:) bałam się momentu jazdy z dziećmi, bałam się parkowania, ruszania pod górkę… dalej się czasem boję, ale daje radę i olewam kolesi z BMW którzy podjezdzaja na górce pod mój zderzak w nadziei, ze auto mi się stoczy;) nie wiedzą ,że nauczyłam się ruszać z rykiem i 3500 obrotów i pierdzę im w przednią szybę:) i też długo jeździłam na ręcznym i nie widziałam co tak wali:) heheh zycie;) zostało mi jeszcze do ogarniecia tankowanie!!!

  34. Olu dziękuję Ci za ten tekst :-) za jakieś 3 miesiące czeka mnie powrót za kółko po jakiś 10 latach. Jest we mnie dużo nadzieji ze da mi to dużo komfortu i niezaleznosci i drugie tyle strachu czy się przelamie i dam rade. Pozdrawiam serdecznie

  35. U mnie z kolei sytuacja wygląda tak, że jeżdżę, lubię jeździć, fajnie się czuje za kierownicą. ALE panicznie boję się jeździć sama. Jak miałam pierwszy(i jedyny) raz jechać sama na święta do domu 240km to najpierw popłakałam się w domu, a później jakieś 30min jechałam ze ściśniętym żołądkiem i łzami w oczach. Trochę się przełamałam jak zaczęłam jeździć sama do pracy, ale nadal jak tylko mogę to jeżdżę z chłopakiem, jak mam coś do załatwienia to zawsze proszę go, żeby pojechał ze mną. W dodatku pewność siebie jaką trochę udało mi się zbudować na tych krótkich dojazdach do pracy zniknęła w styczniu jak na obwodnicy wpadłam w poślizg i wjechałam w barierki… przez 3 miesiące znowu nie jeździłam, a od tego czasu chyba ani razu nie wsiadłam za kółko bez pasażera. Do tego bardzo boję się parkować, bo wiem że nie jestem mistrzem i nie mam tego drygu. Za każdym razem przed jazdą gdzieś myślę czy będzie miejsce, czy nikogo nie zarysuję itd.. nie wiem jak z tym sobie poradzić.

  36. Mądre słowa!
    Zabrałam się za prawko 8 lat temu ( miałam 35 lat). Kurs zrobiłam, godziny dokupiłam i… na egzamin nie poszłam. Uznałam, że to nie dla mnie, że pewnie będę kiepskim kierowcą, więc z czym do ludzi. Bo wiadomo – ja muszę od pierwszej jazdy zapylać jak Kubica, niech wszyscy podziwiają. A jak idzie mi przeciętnie /łamane na kiepsko, to wstyd i porzucam to.
    Do tematu wróciłam 3 lata temu. Z przeróżnych powodów byłam inną osobą – po rozwodzie, po terapii. Zrobiłam od nowa cały kurs, wykupiłam jazdy. Z przekonaniem, że to jak najbardziej dla mnie, że jeżdżenie autem jest dla ludzi, a więc się łapię. Że będzie ciężko, a potem zrobi się lżej. Zaczęłam kurs w lutym, w czerwcu zdałam egzamin za pierwszym razem – taki prezent na 40 urodziny :)
    No i kupiłam auto- duże, 7osobowe (takie było mi niezbędne z racji zawodu).
    Początki? – koszmarne!!!! Wstawałam w niedzielę o 5 rano i trzęsąc się ze strachu ruszałam na miasto. Najpierw trasa do osiedlowej biedry, potem do nieco dalej położonego lidla, potem do urzędu, czy innych często odwiedzanych miejsc. Planowałam trasy, zastanawiałam się, gdzie zaparkować, nie jeździłam tam, gdzie był wielki ruch. I byłam głucho- ślepa na zniecierpliwionych kierowców, wg których ślimaczyłam się, lub popełniałam inne zbrodnie nie do wybaczenia :)
    Po roku odważyłam się pojechać nad morze.
    Lubię jeździć, czuję się pewnie. Znam swoje mocne i słabsze strony jako kierowca. Inni lubią ze mną jeździć, pomimo moich niedoskonałości. I tyle.
    Polecam!

  37. Napiszę krótko, moja największa wtopa: cofając wjechałam z impetem w latarnię centralnie w sam środek zderzaka 🤦🏻‍♀️ nie patrzyłam w ogóle do tyłu.
    Jak przeczytam cały tekst, może napiszę coś więcej ;)
    Buziaki i miłego dnia 😘

  38. Moja sytuacja była identyczna, doskonale rozumiałam wszystkie uczucia, które towarzyszyły Tobie podczas pokonywania tego lęku, bo kilka dni wcześniej przeżywałam to samo i tak samo 😉 mnie jeszcze paraliżowalo samo to że wsiadam do auta, więc przed pierwsza jazda własnym autem musiałam z nim sie oswoić, więc siedziałam sobie w nim bawiłam się światłami, klimatyzacja, radiem i całym wyposażeniem 😉😁 również bałam się, że mogę sobie nie poradzić wrazie awarii, wtedy moja przyjaciółka opowiedziała jak to poprosiła obcego mężczyzne o pomoc, a On nawet do warsztatu z nią pojechał i pomógł ze wszystkim, więc też prosilam o pomoc przypadkowych panów (mimo , że jestem bardzo wstydliwa ) i zawsze ją otrzymałam :) nie bójcie się prosić o pomoc i o radę :) .

  39. Hej! Nie dotyczy mnie ten temat, gdyż jazdę autem wysłałam z mlekiem matki ;) problem istnieje i super, że go poruszasz. Uwielbiam Cię czytać, jesteś wspaniałą i pozytywną osobą! ;) Wszystkiego dobrego!

  40. A ja jestem jeszcze w etapie pomiędzy. Zrobiłam prawko w liceum, mieszkałam w średniej wielkości mieście i dużo jeździłam, radziłam sobie i byłam super! Potem zmiana miejsca na Wrocław, brak auta więc życie na komunikacji i tak trzy lata. I wszystko w porządku, tramwajem wszędzie dojadę. A teraz pojawiło się auto, ale nie takie jakim jeździłam, diesel nie benzyna i dla mnie kosmos. Nie pojadę do Lidla, dzień wcześniej myśli o miejscu parkingowym, co ja zrobię. Mam z kim jeździć, są osoby, które we mnie wierzą, ale co się ze mną stało? Nie wiem.
    Kiedyś się dowiem. Oby.

  41. Gratulacje Ola! Gratuluje odwagi, determinacji i tego ze tak poprostu potrafisz byc kobieta :) ja wrocilam za kolko po 10 latach. Prawo jazdy zrobilam w Polsce, obecnie mieszkam w Holandii. Ktos powie co za roznica- dla mnie ogromna. Prawo jazdy robilam na podkarpaciu nie wyjezdzajac ani raz na autostrade, tutaj w NL gdziekolwiek chce jechac musze wjechac na autostrade, z niej na druga a potem na trzecia itd Moje zlote sprawdzone rady na powrot za kolko:
    Dodatkowe lekcje
    Auto w automacie
    Przetlumaczenie sobie ze droga, ktora jedziesz jest rowniez Twoja, Ty tez placisz podatki – wiec nie mysl ze inni kierowcy maja wieksze prawo sie nia poruszac tylko dlatego, ze dluzej i „lepiej” jezdza autem ;)
    Pozdrawiam, Paula

  42. Ja zdałam prawko za 3razem,miałam lat 19 i po małym incydencie z ciężarówka tak się wystraszyłam, milion myśli na minute i duupa nie jeździłam. Teraz mam lat 30,przypominam sobie kodeks drogowy, opłaciłam ubezpieczenie samochodu który mi tata zostawił bo kupił sobie drugi i po majówce idę wykupić pare godzin jazd i mam nadzieję że metoda prób i błędów znow będę mogła jeździć i czuć się dobrze za kierownicą.

  43. 2. So true ;) Mój mąż, po tym, jak wracając z wesela, zatrzymałam się na środku ulicy i kazałam mu wypier…. z auta i wracać pieszo do domu albo się zamknąć, przestał komentować i w końcu stwierdził po latach, że jednak jednak jestem dobrym kierowcą.

  44. Ohhhh, temat fantastyczny! Gratuluję lekkiego pióra, jak zwykle :)

    Jedna anegdota (chociaż jest ich kilkadziesiąt). Złamałam w pewnym momencie mojego życia nogę (na pierwszym zjeździe w cudownych górach Sierra Nevada w Hiszpanii). Radość się skończyła, prognoza: pare miesięcy ze złamaną lewą nogą w domu. Ja znów należę do tych bab, które niczego się nie boją, chwytają byka za rogi i bez najmniejszego przemyślenia tak galopują na tym byku radośnie. Wracając do nogi, kupiłam na raty małego Citroenka C2 z tzw. sensodrive, do którego prowadzenia potrzebna jest jedynie prawa noga (coś na styl automata). Biorę dwie kule, wsiadam do auta i ruszam. Jako, że nigdy przedtem nie prowadziłam auta jedną nogą, postanowiłam zrobić małą wycieczkę po osiedlu, gdzie praktycznie nie potrzebujesz nawet używać hamulca. Dobra. Jadę. A tu, kurwa mać, ni stąd ni zowąd policja!!!!!! I mnie zatrzymują. Muszę się zatrzymać a ja szukam sprzęgła (którego nie ma) i po prostu jadę dalej. Policja wyciąga giwery i biegnie za mną dwóch przystojnych, wysportowanych bohaterów. Jakoś się zatrzymałam 30 metrów dalej. Ryczałam że śmiechu, łzy mi ciekły. To co. Baba pijana :D Wszystko dobrze się skończyło. Chłopaki poczekali aż baba się uspokoiła, pouczyli, pogratulowali odwagi i odesłali do domu. Koniec. Olinek, życzę Ci wielu anegdot dotyczących jazdy autem, świetny temat do porannej kawy z kumpelą.

  45. Pierwsza jazda po mieście pełna paniki i pytań : na chu.. mi trojka( w sensie bieg) dwójka mi wystarczy ja będę z dzieckiem jeździć🤣 ale to był pikuś bo i miasto male.Na pierwszej jeździe po mieście wojewódzkim, gdzie zdawałam egzamin, cofając pod ośrodkiem WORDu, nie zauważyłam STARA, wywaliłam tylnią szybę w Pandzie 😬 płacz i lament niesamowity z mojej strony, obawa przed wyrzuceniem z kursu no i oczywiście blokada przed dalszą jazdą 😲. Niesamowite podejście instruktora i reszty ekipy ze szkoły nauki jazdy i jeżdżę już 15 lat i każdemu mowie, że jak ja mam prawo jazdy to każdy może mieć 😊

  46. Ja zawsze strasznie się bałam kontroli policji. Pewnego pięknego ranka padlo i na mnie.. przejeżdżam przez przejazd kolejowy.. patrze stoją i zatrzymują wszystkich po kolei. Dostałam palpitacji. Pamiętam, że jak dawałam policjantowi dokumenty ręce trzesly się jak galareta. Ten oczywiście chciał sprawdzić trzeźwość i zaczął mnie podjeżdżać czemu się stresuje pewnie mam coś na sumieniu. Żebyś widziała jego minę i jak jego kolega zgubił kiedy powiedziałam, że też napewno się stresowal jak miał swój pierwszy raz 😂 Oczywiście po czasie dotarlo do mnie co powiedziałam 😂

  47. Właśnie wczoraj kupiłam swój pierwszy samochód. Od 6 lat mam prawo jazdy, które się kurzy i jestem przerażona, ale walczę o siebie! :)

  48. Jakbym czytała o sobie 😄 w koncu jednak się przełamałam 🙂 znalazłam prace dalej od domu (do tej pory chodziłam ‘z buta’) no i młodego trzeba zawieść do przedszkola i odebrać 😉 ps: tekst o Biedronce the best 😂😂

  49. Oj, tak. Jazda autem pomimo partnera ktory jest nauczycielem jazdy spędza mi sen z powiek. U mnie jazda z chlopakiem w roli pasażera wygląda źle, ale bez niego jeszcze gorzej. Tyle że u mnie wynika to z zbyt małej wiary w siebie i zawsze liczę na to, że jak nie będzie banalnego miejsca do zaparkowania pod biedronka, to ten mój kochany stary co się na wku*wia, że za szybko lub za wolno i zły bieg, to zawsze pomoże zaparkować. 👍🤔

  50. Dziękuję za ten tekst 💝 Dał mi nadzieję i wiarę do powrotu za kółko po… 17 latach przerwy, ale teraz, dzięki Tobie, wiem, że dam radę 🥳🥳🥳

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.