Jesienne poranki są zaprzeczeniem praw natury- a raczej przeczą nim obowiązki. O 7 świat nie jest gotów, by stawiać im czoła, ledwo roztworzył oczy i chyba sam jest zaskoczony tym, ile tak wcześnie się na nim dzieje.

Kobieta w średnim wieku nerwowym ruchem ręki porusza, zapewne jeszcze niedawno czystą i wyprasowaną koszulą, szukając ochłody – dla oblanego potem ciała i emocji, które biorą górę.
Dwuletni syn, jak to dwulatkowie mają w zwyczaju, nie wie, która godzina, nie obsługuje zegarka i średnio interesuje go, jaki dziś dzień i że ma się pospieszyć. Wie, że obudzono go za wcześnie, nie dostał ulubionych płatków, czapka drapie i że potrzebuje się popłakać, a natłok emocji wypełnia jego ciało dygocze na środku chodnika. Jest wściekły i czerwony, jak mama, której koszulę właśnie skopał w ferworze zmagań z własnymi przeżyciami.

Widzę ją. Ciężko nie zauważyć – pomyślisz, a juz na pewno nie słyszeć krzyku malca. Przechodnie wyrwani z peletonu dom-praca i dom-szkoła, odwracają zaciekawieni głowę, ale nie zwalniają tempa, mają przed sobą dzień cały zmagań i, kto wie, może nawet zazdroszczą chłopcu, że jemu jeszcze uchodzi tarzanie się z bezradności po chodniku, a oni muszą udawać, że radzą sobie z emocjami. Nie mają czasu się przyjrzeć. Ja za to lubię detale.

Widzę Cię

Widzę, że wstałaś wcześniej, z nastawieniem, że ten dzień będzie Twój. Umyłaś włosy, wymodelowałaś je na szczotkę. Użyłaś pomadki, a rzadko to robisz – wiem, bo często się mijamy. Nikt kto nie musi albo nie wierzy, że może ogarnąć nadchodzący dzień nie prasuje koszuli, czyż nie? Zdążyłaś zanim syn wstał, ba, udało Ci się nie poplamić jej kawą. Tylko potem jakoś przestało się układać…

Syn nie chciał wstać i negował zakładanie skarpetek. Rozlał płatki, zrobiło się późno, w pośpiechu naciągnęłaś mu czapkę, która “gryzie” i … domina nie dało się zatrzymać. Bywa, nie raz, tylko do cholery dlaczego zawsze zaskakuje i niemal zwala z nóg?

Po, wyjątkowo przypudrowanym, czole spływa pot, misternie układane włosy niesfornie opuściły wyznaczone pozycje, a na zaciśniętych ze złości ustach ledwo widać szminkę. Twój tramwaj odjeżdża za 20 minut, a jeszcze nawet nie dotarliście do żłobka, brakuje Ci cierpliwości. I czeka Cię jeszcze spowiedź przed szefem – przed którym staniesz spocona, wyczerpana w wymiętej i brudnej koszuli, jak po bójce. Żywy dowód własnej nieudolności – pewnie przyjdzie Ci na myśl. A potem rzucisz się w wir pracy, by o 16 ruszyć sprintem po syna, klnąc pod nosem, na niewygodną i już oblaną kawą koszulę.

Widzę Cię

Widzę ułożoną fryzurę, nawet jeśli jest wspomnieniem. I uśmiechnięte usta, które tak Ci się dziś podobały ozdobione pomadką w wybranym na prędce w drogerii kolorze, przy okazji kupowania kapsułek do prania i pasty do zębów o smaku truskawek, bo Jasiek nie lubi mięty. Może nawet domyślam, że nie spałaś dziś zbyt wiele, a na pewno wiem, że nie zawsze poranki wyglądają tak, choć nawet ty w to wątpisz .

Drobiazgi

Te płatki i mleko. Czysta pościel. Czuła pobudka. Majtki z psim patrolem. Plac zabaw po żłobku, zabawa w piasku, a czasem głupia bajka, żeby spróbować nadgonić czas i wyczarować obiad z niczego, bo zabrakło czasu na zakupy. Widzę Cię.

Widzę jak szykujesz synowi ulubioną bluzkę z koparką i zastanawiasz się, czy spodnie nie będą dla niego zbyt sztywne i niewygodne. Planujesz śniadanie i wkurzasz, że zapomniałaś kupić płatki – mimo, że jesteś jedyną osobą, która bez szemrania dba o to, by ten mały człowiek uśmiechnął się z powodu nadruku na bluzce i ulubionych, czekoladowych kulek.

Radzisz sobie. Nie zawsze idealnie, ale najlepiej jak umiesz, jak jest to w tej chwili możliwe.

I Ciebie, mamo kilkorga, rozdartą między ich basenem, judo i angielskim. Pomiędzy “nie lubię szynki“, a “wolę z serem“. W epicentrum “gdzie jest mój strój na trening?” i “co dziś na obiad”.

Tych wszystkich elementów dnia codziennego, które istnieją dzięki Tobie, a każdemu niemal wydają się oczywiste. Tą pracę wykonywaną nawet kiedy niby oglądasz serial, ale przypomina Ci się, że na jutro Franek musi przynieść plastelinę, a Kasia kasztany.

Bez weekendu, L4, przerwy. Oficjalnego prawa do gorszego dnia. Z ciągłym “przepraszam” na ustach: za spóźnienie, za niedopilnowanie, za zapomnienie,

choć większość ludzi nie ogarnia swojego własnego życia, a Ty nadzorujesz nawet kilka.

Widzę Cię i doceniam Twoją pracę. Mam ochotę bić Ci brawo, kiedy gonisz o świcie po świeże bułki i przybić zółwika, kiedy ot olewasz i stwierdzasz, że od dwudniowego chleba się jeszcze nikt nie zesrał. Distrzegam każdą małą walkę, słyszę żal, że nie zdążyłaś – dojechać, wyprasować, załatwić. Podziwiam.

Chciałabym, żeby wszyscy docenili. Powiedzieli Ci dzień dobry i gratuluję, kiedy mijają Cię na chodniku. Pokrzepili uśmiechem. Docenili. Nie wiem, czy to możliwe, ja się staram.

Mamie w koszuli powiem, że to po prostu kiepski poranek, który nie zmienia tego, że sobie świetnie radzi. Jej synowi, że jest ok i każdy ma takie poranki, tyle że ktoś im potem wmawia, że nie wolno im płakać i nie mają takiej cudownej mamy, która oleje ich brudne buty i swoją koszulę, a nawet tramwaj, i mimo swojego wycieńczenia, przytuli.

I chciałabym każdej innej – że podziwiam. Że widzę. Że jej praca ma ogromną wartość. Że jest jej za dużo i to nie fair, musimy to zmienić, ale że jest ważna. To, co robi i ona sama, nawet jeśli wydaje się jej, że to nic takiego.

Z tą robotą jest trochę jak ze słońcem. Nikt mu na co dzień nie dziękuje, że jest. A bez słońca nie ma życia

Ten tekst pewnie niczego nie zmienia, ale ciepłe słowo wypowiedziane do kogoś, kto próbuje zaprzeczyć prawom fizyki, dzierży na plecach dziecięcy plecak, recytuje litanie “pamiętaj, że masz dzisiaj trening”, “zjedz kanapkę“, “zawiąż sznurówkę na litość boską” już tak.

Może dodać skrzydeł tej, która ma wrażenie, że ledwo idzie. Powiedz to sąsiadce.

Zaraz po tym, jak powiesz do siebie w lustrze –

“widzę Cię, wykonujesz kawał dobrej roboty i zasługujesz na docenienie. “

Wróć do tego tekstu kiedyś. I wyślij mamie, która przynajmniej czasem czuje się jak niewidzialny Syzyf.

Tulę Was słowem, bo utuleni chętniej tulą ;-)

20200328 162510
105 komentarzy
  1. Boziu nie zapomnę jak kiedyś kobieta nieznana mi a jeżdżąca ze mną autobusem podeszła do mnie i rzuciła “podziwiam panią”. (Wtedy na stanie 3 -4 latek wożony dzień w dzień pół Łodzi do żłobka) Było to tak kojące jak kłujący był komentarz innej, która rzuciła mi w twarz “no tak.. bezstresowe wychowanie, to teraz ma..” kiedy młody wrzeszczał na cały tramwaj odreagowując dzień w żłobku. Tym bardziej tekst bardzo potrzebny, matki podrostków – to minie!

  2. Olinku drogi! Ten tekst jest jak balsam na mą duszę i trafia w punkt! Bo ostatnio rozmawiałam z Małżonem Osobistym, że kobiety są coraz wredniejsze dla kobiet. Czuję zazdrość, szpile wbijane w otoczce achów i ochów i sztucznych poklepywań… Pytsłsm Małżona czy to ostatnio tak się porobiło…czy było zawsze? On twierdzi, że zawsze. Ale tym bardziej Twój tekst sprawia, że się uśmiecham i jak już poleżę na kanapie i odpocznę…to znowu rzucę się w eir zwany ŻYCIE. Dziękuję!

  3. Ja tule Ciebie. Dziękuję za utulenie mnie. Najważniejsze byśmy umiały się wspierać.
    P. S. Moja 6 latka gdy oglądam Twoje filmiki lub czytam Twoje posty, powtarza : o ta Pani co ma tą super córkę! “.

  4. Popłakałam się. Mam trzech chłopaków i pilnuję wszystkiego: spakowania plecaka, stroju na wf i trening, zajęć z geografii, matematyki, dodatkowych języków i innych, które sobie wymarzą. Nie wysyłam ich tam sama (łatwiej byłoby, gdyby chcieli po prostu zostać w domu),pozwalam im szukać, choć często ich chęć mijają po kilku miesiącach. Dziękuję Ci, że mnie zauważyłaś, choć nigdy się nie widziałyśmy😘

  5. Olu, dzięki Tobie też się staram powiedzieć kobietom ( i nie tylko) że są super i dają radę.
    To tak niewiele a tak wiele.

  6. Niezwykłe słowa, wydaje się o każdej “zwykłej” kobiecie, która oddaje całe swe serce swoim najbliższym nawet gdy wydaje się, że to co robi to normalka i każdy tak ma. A jednak każda matka to tytan pracy i ogarniania ❤️

  7. Dziękuję za piękne słowa, a jakże prawdziwe.
    Czasem nawet pomadki brak.
    Pozdrawiam cię w całej twej cudowności, trafiania w samo sedno życia.

  8. Tak, bardzo pokrzepiający tekst za który dziękuję ale przykre jest to że wielu (?) facetów nie zdaje sobie z tego sprawy i nie docenia myśląc że to się samo robi.. To “lektura” która powinien przeczytać każdy ojciec.. 🤗

  9. Piękne słowa. Tylko wolałabym je usłyszeć od swoich domowników Chciałabym przestać być dla mich niewidzialna ale nie mam siły im tego tłumaczyć. Bo przecież wszystko się odbywa w mojej głowie. 😞

  10. Dziękuję Olinku😘 Często sama sobie powtarzam, że nie mogę zwolnić lub usiąść, bo wtedy wszystko posypie się jak domino. Będąc samotną mamą z 2 dzieci w obcym kraju, wiele kilometrów od rodziny wiem, że jeśli ja wszystkiego nie ogarnę to nie zrobi tego nikt. I oczywiście nie zawszę się udaję, a nawet często ciągle pod górkę pomiędzy pracą, domem, szkolą dzieci, śpiewaniem córki, 4 treningami syna, tortami na zamówienie (bo przecież każdy dodatkowy grosz potrzebny) i całą resztą. Ale wstaje rano, otwieram szafke z kubkami z motywem kotów, piję kawę i powtarzam – Tatiano dziś też dasz radę 🙂.
    Tule Ciebie Olinku 😘

  11. Dzięki za tekst. W nocy ze środy na czwartek ostatni raz spałam. Synek chory i nie śpi w nocy. Córka też domaga się atencji. Pozdrawiam

  12. Mega… świetny tekst i taki prawdziwy. Nawet łza się w oku zakręciła bo też bywają dni kiedy nie ogarniam, kiedy ręce opadają, mam wtedy ochotę schować się przed światem i płakać z bezsilnosci. Widziałam siebie w tym tekście. Buziski. Widze Cię, doceniam i mocno tule

  13. Ola, czytam i ryczę dosłownie, trafiłaś w sedno a raczej w moje serce i sytuacje w jakiej teraz jestem – totalnie rozwalona ostatnim szpitalem po którym nie mogę się pozbierać, bo walka z SM-em nie jest łatwa, po lekach które na chwilę pomogą ale za to zrobią totalny bałagan w głowie i rozwalają ci psychikę, która i tak nie ma lekko na ciągłych antydepresantach, strachem przed badaniami genetycznymi w tym tygodniu i ich wynikiem… Aura za oknem nie pomaga, a dwie małe córeczki mają zamiast matki demona, który ciągle krzyczy i płacze bo nie ma na nic siły i czuje , że jest do niczego, a poza tym sama siebie nie ogarnia emocjonalnie. Czytam Twoje słowa i czuję jakbym słyszała swoją mamę, która zmarła w listopadzie ubiegłego roku., może dlatego tak mnie to rozwaliło. Mama zawsze mówiła “jesteś twarda i dzielna” ale ja ostatnio zaczęłam się łapać na tym, że zaczęłam się zastanawiać ile jest w tym prawdy, a ile matczynej miłości??
    Teraz pociągam nosem a, mąż patrzy na mnie z ukosa z niemym zapytaniem “O co znowu chodzi???” – o nic, po prostu o nic, ale są takie dni, gdy się nie ma siły, a maska którą się zazwyczaj na c o dzień nosi zaczyna niesamowicie ciążyć.
    Dziękuję Kochana za te tak ważne słowa, które rzadko się słyszy od drugiej kobiety, ale skoro już odkręciłaś ten kurek to idę sobie tak po prostu popłakać.
    Uwielbiam Cię i ukochuje tak samo mocno.

  14. Czytam kolejny raz i kolejny raz płyną łzy…Ostatnie tygodnie trochę mnie przeczołgały i po przeczytaniu coś we mnie pękło i płynie. Dziękuję…

  15. Naprawdę bardzo dobry tekst, kojący, wielki dzięki Pani Olu 🙂 Ja wprawdzie jestem mamą dorosłej już kobietki z którą nigdy nie miałam żadnych problemów wychowawczych i dziś jesteśmy prawdziwymi psiapsiułkami 😝, ale wciąż pamiętam, że mimo to bywało ciężko, kiedy miało się na głowie malucha, studia, obowiązki domowe i w międzyczasie budował się też nowy dom. Miło jest myśleć, że skoro są teraz to i wtedy też byli ludzie, którzy zauważali starania, rozumieli potknięcia i może czasem patrzyli z podziwem chociaż nic nie mówili… Dziś jako dojrzała kobieta powiem Wam, że trzeba doceniać siebie, trzeba być świadomym swoich ograniczeń i je akceptować łatwiej też wtedy będzie nam być empatycznymi dla innych wiedząc że nie zawsze jest czas na tą szminkę na ustach itp…Wiec dziewczyny bądźmy dla siebie samych i dla innych poprostu życzliwe 😊

  16. Love You za ten tekst ❤ zawsze, kiedy mam wrażenie, że nie ogarniam mojego życia, przychodzisz mi z pomocą mówiąc, że nie jestem w tym sama 🥰

  17. Dziękuję. Jutro rano przeczytam jeszcze raz w locie do pracy i odstawieniu dzieci do przedszkola i żłobka. Miłego poniedziałku :)

  18. Piękny tekst. Łzy poleciały ze wzruszenia. Ktoś mnie widzi? Ktoś zauważa co robię? No właśnie, czas zacząć się doceniać. Dziękuję, uściski Olu.

  19. Laska popłakałam się trafiłaś idealnie, ostatnio mam strasznie kiepski czas, na pokładzie prawie 3 latek, który właśnie rozpoczął przygodę z przedszkolem i 8 miesięczna lalunia, która ząbkuje 😔🔫 czasem brak mi sił, ale ich uśmiechy w ciągu dnia rekompensują wszystko 🥰

  20. Nie mam dzieci i mieć ich nie mogę… I pewnie, że staram się widzieć w tej sytuacji te dobre strony typu wolność i niezależność itp… ale ten tekst sprawił, że zatęskniłam za tą matczyną rozpierduchą…w takim pozytywnym znaczeniu… I dlatego jutro idę zrobić przyjaciółce dzień off-dzieciowy. Ona odpocznie, ja potyram :) Dla każdego coś miłego ;) Dziękuję za uświadomienie i mobilizację.. Tulę wszystkie Mamy, Mamusie i Mamuśki ;)

  21. No i się popłakałam. Dziękuję za te słowa, ten miesiąc byl naprawdę pełen niewiadonomych w głowie mojej i mojego ucznia 1 klasy. Dziękuję ❤️❤️❤️tule…

  22. Super wpis. Jakie to smutne ze “obca” osoba docenia wysiłek innych kobiet a często bliscy uważają ze co my w ogóle robimy.. I że to nasz zasrany obowiązek robić to czy tamto. Na zmęczenie i gorszy dzień nie ma mowy bo jak to?? Jeszcze raz dziękuję za ciepłe słowa. Pozdrawiam wszystkich serdecznie ❤️❤️❤️❤️

  23. Dziękuję ❤️❤️❤️ tak bardzo potrzebowałam tych słów, właśnie teraz, właśnie w tym momencie mojego życia. Dziękuję, dziękuję, dziękuję 😘😘😘

  24. Ohhhh Radomska dziękuję, z całego serca 💜💙💚❤️🧡💛
    Ślę moc pozytywnej energii 😘
    Dzisiaj się poryczałam z niemocy. Ale już jest lepiej :)

  25. I się rozryczalam! Dziękuję ❤️

    I doceniam, gratuluję i zagrzewam do dalszego pokonywania t