Przecież nie zmieniło się tak wiele, w zasadzie, to prawie nic. Palców u rąk i nóg niezmiennie mam po 10, tylko ten mały u stopy jakby zdeformowany, bo zawsze nie zmieści się w drzwiach, kiedy wstaję do Ciebie w nocy.

Nadal jestem tą samą – za dużo gadam, ciągle gdzieś biegnę i bawią mnie żarty, które absolutnie „nie przystają matce”. Wypieram to i beztrosko ot tak sobie leżę i kwiczę ze śmiechu. To przecież nic takiego. Zawsze starałam się mieć dystans albo obśmiewać jego brak. A teraz?

Nawet w biegu, kiedy dociera do mnie dźwięk karetki, doznaję mikroparaliżu i zastygam w miejscu. Słyszałam je przecież tysiące razy, tylko odkąd Cię mam, brzmią inaczej. Już nie zwyczajnie, a strasznie. I automatycznie namierzam lokalizację – Twojego przedszkola, miejsca w którym możesz się znajdować oraz miejsca potencjalnego niebezpiecznego zdarzenia.  Oddycham z ulgą, kiedy kierunki są zupełnie inne.

Jakby to całe zło mogło sobie istnieć,
skoro musi, byle nie dotyczyło Ciebie.

Wygląd mój? Ciężko stwierdzić. Ubieram się trochę inaczej, bardziej po swojemu, ale tu nie bardzo potrafię stwierdzić, ile w tym roli matki, a ile zmian, które niesie zwyczajne dorastanie i upływ czasu Nadal przecież lubię sukienki.  Tylko nie zastanawiam się już tak obsesyjnie, czy nie wyglądam grubo i źle, a cieszę, że wychodzę z domu, bo domowe obowiązki kochają mnie w dresie i oblepiają jak tłuszcz kuchenkę.

Kiedyś negowałam każdy komplement, a teraz, kiedy mi mówisz, że masz ładną mamę, to Ci po prostu wierzę. Uśmiecham się szczerze i nawet rozstępy na brzuchu zaczynają się śmiać. I dziwne to nawet, bo brzuch mam po stokroć brzydszy niż wtedy, kiedy uważałam, że gorzej być nie może, a teraz go lubię i czuję wdzięczność – kozacki bęc, w którym byłaś bezpieczna, a ja pewna, że czeka nas zagłada.  Już się tak nie czepiam. Niby nic, a jednak.

Kto mnie zna, ten wie, że jestem prawie taka sama.

Może z inną hierarchią wartości, boś  wpadła w moje życie z impetem i zaorałaś dobrze znany mi, ale wcale nie ładniejszy, krajobraz. Przecież nadal piję rano czarną kawę – sypaną, z dwóch łyżeczek, bez cukru. Tylko jakby bardziej jej potrzebuję, a działa mniej. Ot, szczegół.

Uczyłam się raczej dobrze, ale bardziej dla pochwał i pasków, nie zasobu informacji. Nie doceniałam wartości wiedzy i nie pamiętam zbyt wiele. I teraz tak mi wstyd. Bo jestem sobą, wiem, to co mnie interesuje, ale… odrobinę mi przykro, że tak mało wiem o roślinach, robakach i kosmosie, bo jeszcze przez chwilę mogłabym pobawić się w autorytet tak, by się nie zorientowała, że nie do końca rozumiem, co robię.

Tymczasem zamiast pokazywać świat i uczyć żyć, mogę tylko powtarzać, że nie wiem, sprawdzimy to. W google grafika albo na własnej skórze. Razem!

Niby tak samo, wsiadam do tramwaju, kasuję bilet, przegapiam przystanek, ale teraz nie macham ręką i cieszę się z dodatkowego spaceru, tylko denerwuję, że będę w domu później. Jeszcze przed chwilą wychodziłam, żeby gdzieś być i daję słowo, nie wiem jak to się stało, co to za czary, ale lubię teraz wychodzić dużo bardziej, za to jeszcze mocniej wracać.

I nadal prawie nic się nie zmienia. Może tylko nie reagujesz już tak euforycznie na widok wiatraków, nie drzesz się, jakbyś zobaczyła coś kosmicznego „mamo, pacz, wjatjaki!”. Na Tobie nie robią już wrażenia, a ja… mam do nich sentyment. Dzięki Tobie bardzo je lubię. I kiedy jadę dokądkolwiek, a one wyrastają na drodze, nie mogę się nie uśmiechnąć.

A kiedy już pędzisz: odkryć coś nowego,  wrócić do czegoś, co już wiesz, że lubisz i co nie jest niesamowite, bo już to odkryłaś, dociera jak ból do łydki, kiedy za szybko chcę do Ciebie dobiec gdy płaczesz, że… stajesz się autonomicznym tworem. Świat Cię wzywa, ja nie mogę być nim całym dla Ciebie i Ty dla mnie.

Czasem zatrzymuję się przy mrowisku. Odkładam zakupy, telefon i klucze. I milczę.

Kiedyś spędziłybyśmy nad nim z pół godziny, żeby nadawać mrówkom imiona. Wszystkie byłby mamami z dziećmi, bo wtedy to były najważniejsze dla Ciebie figury. Ja i Ty. Teraz  na topie jest kolekcjonowanie ślimaków, nadawanie im imion koleżanek i postaci z bajek. I uczenie mnie, że niekoniecznie są obrzydliwe, skoro tak je kochasz. Częściej mówisz, że będziesz trenerką Pokemonów, niż,że będziemy razem na zawsze. Mimo wszystko tak się wzruszam, kiedy zapewniasz żarliwie, że będziesz mnie kochać nawet jak będą ze mnie zgniłe zwłoki.

I widzisz, tak właśnie.
Przecież, jakby się pochylić nad szczegółami, nie zmieniło się tak wiele. Śpię, jem, piję, śmieję się płaczę.
A jednak wszystko.
I każdego dnia tak szybko się zmienia, choć dałabym nie raz, nie tysiąc urwać sobie głowę, że są identyczne.

Tylko głowy już nie mam,  straciłam dla Ciebie. To się nie zmieni.

73 komentarze
  1. noo taka chwila refleksji nad tym rodzicielstwem, za którym jeszcze nie raz zatęsknimy to jest pewne; a czasem, w tym pędzie, zapominamy żeby się cieszyć teraz na bieżąco

  2. Nie zmieniło się nic,a jednak zmieniło się wszystko. I paradoks tego potrafi zrozumieć tylko mama :* dziękuję za ten tekst :*

  3. Nie jestem mamą, nie wiem, czy będę, na razie umatczyniam się tuląc do snu dzieci chłopaka/partnera/konkubenta, więc co ja tam wiem. Ale to jest takie piękne. Szapoba Radomska!

  4. Zawsze jak piszesz teksty o takim wydźwięku, żałuję, że moja mama swoich przemyśleń nie zapisała. Bo słowo pisane, jest jakoś mniej ulotne niż mówione

  5. Pochłaniam zawsze każdy Twój tekst, a teksty tak głębokie i dotkliwe mej duszy jak ten jest czymś więcej. Czytam go ze łzami w oczach gdy obok śpi mój trzy letni syn, a ja czuję wdzięczność że dzięki Tobie doceniam co mam. Uwielbiam Cię.

  6. Rozczuliłam się bo sama nie mogę zrozumieć kiedy urósł mój 16-letni syn. Nieraz mam wrażenie że połknął mojego rozkosznego maluszka ten zbuntowany nastolatek. Kocham go ogromnie i zdaje się że niedawno tłumaczył mi prawa fizyki jako 4 latek. Tak szybko urósł…… Żałuję że nie pisałam pametnika

  7. Coś pięknego 😍❤❤❤❤. Ogromnie wzruszające wyznanie,.,.,.płynące prosto z głębi mega serducha. 😍

  8. Tyle miałam myśli czytając i tyle chciałam napisać, skomentować i zostawić jakiś znak bo coraz bardziej uświadamiam sobie ze warto, ze dla twórcy tez jest ważny ten kontakt z druga strona ale pod koniec czytania z łezka w oku jedyne co mam ochotę napisać to ❤️❤️❤️❤️. Wiesz co czuje i podziwiam ze potrafisz to ubrać w słowa, niby tak prosto a tak pięknie. Trafia w serducho.

  9. Och Olinku. Pięknie. Po prostu. I patrzę na te moje 4,5 letnie szczęście, które daje się światu tak ogarniać jak wiatr się ogarnąć daje i taki smutek że juz coraz mniej moje….

  10. I zaś muszę sobie obiecać że jutro będę juz dobra Mama, odloze telefon, poczytam książeczkę, nie zdenerwuje się na Ciebie… będę taka jaką zawsze chciałam A nigdy mi nie wyszło…. wzruszasz Olus i zmuszasz do refleksji- dzięki. Ot tak, jak Mama Mamie ….❤

  11. Taki strzał w psyk żeby przestać gonić za tym co nie ważne i cieszyć się odkrywaniem świata od nowa z tym małym człowieczkiem!! Dzięki że czasami nam to przypominasz

  12. Popłakałam się! Dziękuję za ten tekst! Mój cały świat ma już 24 lata a ja dawno przestałam być całym jego światem. Ale nadal czekam aż wygra w “tolotolka” i będzie mnie woził czerwonym porsche. I kupi mi ” korare”.
    Pozdrawiam serdecznie.

  13. No i wywolalas… wzruszenie. I podniesienie na duchu, bo skrzydełka przyklapniete były i zmęczone zmiennymi nastrojami dwulatka. I juz wiem, że jutro będzie lepszy dzień. Dziekuje!

  14. Tekst z tych „za milion dolarów”. Corka zaraz kończy 3 lata. Nie zmieniło się nic a codziennie czuje ze odkąd jest – zmieniło się wszystko❤️

  15. Piękne jak zawsze głębokie i takie prawdziwą jak przeżywam to poczwórnie ciągle patrzę jak rosną te moje stonki i czasami chciała bym zatrzymać ten czas który biegnie tak nieubłaganie stanąć na chwilę w miejscu zatrzymać się w momencie kiedy wzięłam cię w ramiona gdy ból wtedy nie miał znaczenia liczyła się tylko ta mała istotka cały mój świat całe moje życie i wiesz co dalej jesteś tym moim całym światem zawsze będziesz bo to co jest we mnie istnieje dzięki tobie . To dzięki wam jestem lepszym człowiekiem dziękuję wam moje kochane dzieci. Dziękuję ci Olinku🙄🙄🙄🙄🙄🙄🙄🙄

  16. Myśli i uczucia, które błądzą mi po głowie – ujęte w słowa. Trafnie i pięknie napisane. Pozdrawiam 🤗😘

  17. Przez Ciebie mąż znów się ze mnie śmieje ze jestem miękka jak kaczuszka bo byle co przeczytam i rycze. Gdyby on tylko zrozumiał… ze to są tak mega wzruszające słowa które odzwierciedlają wszystko co czujesz, ze ciężko nie płakać.
    Bomba 😘❤️🥰👍

  18. Olinku tyś jest potęgą. Podkreślam tę oczywistą oczywistość za każdym razem kiedy trafiam na jakiś twój tekst lub filmik. To jest esencją życia- umiejętność widzenia drobiazgów i doceniania ich w zwykłej codzienności. Przez wiele lat nie umiałem cieszyć się i widzieć. Ze starszymi dziećmi czas przeciekł mi przez palce… Od pięciu lat jest w mym życiu najmłodszy syn i z nim każdy moment jest wyjątkowy mimo, że niby nic się nie zmieniło,a jednak wszystko

  19. Oj Olinku…. Jak ja to doskonale znam…. Mam w domu już 9 latka i jestem na etapie że “publiczny przytulas” dla mamy na “do widzenia” to obciach… I chyba to normalne że urodziło się poczucie że za mało byłam tylko jego gdy tylko ja byłam całym jego światem… Teraz konstruujemy relacje partnerskie, by nie okazało się że nagle koledzy wiedzą więcej niż matka 😉 dobrze jednak że jesteś Ty i nie pozwalasz nam matkom zwariować utwierdzając nas w przekonaniu że nie tylko nasze macierzyństwo tak wygląda. Uwielbiam. For everything. Prace&Love 🙂

  20. Czuję dokładnie to samo. Córcia ponad wszystko. Wszystko z nią, dla niej o niej. I tak do końca mych dni. Zmielilo się tyle że nie jestem ja. Jesteśmy my.

  21. Czytam Cię w drodze do szpitala z krwotokiem bo jestem świeżo po porodzie. Mąż chce być na miejscu jak najszybciej a ja powtarzam tylko żeby jechał wolniej bo mamy do kogo wracać. Czytam Cię i rycze

  22. A ja napiszę od tej drugiej strony, bo dopiero teraz kiedy mam 1.5 roczną córeczkę i widzę, że świat bez niej byłby pusty i nijaki dostrzegam miłość mojej mamy do mnie. Po 23 latach swojego życia nie wyobrażam sobie, że mogłaby jej zabraknąć, bo matka z córką to potrafi być mega zgrany duet i potrafi być najlepsza przyjaciółka, która zawsze chce najlepiej. Dziękuję kochana za ten tekst! 😘

  23. Ja jestem mamą 24 l syna , 22 l syna i 21 l córki😉 czytając twój wpis przypomniało mi się wszystko to co dawno mam już za sobą. Fajne to były czasy 😍 😕 😢 Każdy etap dorastania inny : wiele miłości , buziaczków , kupa nerwów , okres buntu , teraz ich miłości i mama poszła na boczny tor 😉 Mamy teraz fajny kontakt z dziećmi ,jesteśmy bardzo blisko i cieszy mnie to , ale bardzo tęsknię za czasami jak byli maluchami ,oraz za naszymi pożegnaniami przed snem: dobranoc -pchły na noc 😀 Olinku macie teraz najpiękniejszy czas😘Świetny tekst😀

  24. Pięknie!
    Wzrusz na maksa!
    Łzy lecą i ściska za serce, tym bardziej, że za kilka dni, mój ‚malutki synek’ skończy 6 lat i już mówi, że jest ‚facetem jak Tata’, ale ‚po cichu’ nadal będzie moim Słonkiem.
    Dziękuję za ten tekst.
    Jak za każdy – jak zwykle świetnie napisany i w punkt.

  25. Nie mam jeszcze dzieci .. ale bardzo chcę/chcemy je mieć i mam nadzieję że tak jak Ty będę umiała spojrzeć na wszystko z dystansem i dużym optymizmem 😊 pięknie to ujęłaś ❤️

  26. Jesteś niesamowita Olinku !
    Nie wyobrażam sobie dnia bez Twojego story, gdzie rozbawiasz do łez, poprawiasz nastrój na cały dzień i cholera .. tym wpisem tak samo cudownie do łez wzruszyłaś ! Ogromne buziaki dla Ciebie Olinku i Lenonka, a Mariuszowi przybijam wielką piąteczkę za to, że ma tak cudowne kobietki obok siebie ! ❤

  27. Rozkleilo mnie totalnie…
    ile w tym prawdy!
    Wiesz, Olinku… jutro moja siedmiolatka jedzie z moja kuzynka w gory, na ferie, na 5 dni.
    Mialysmy jechac wszystkie, ale mnie rozlozylo zapalenie pluc. I z jednej strony jestem dumna, ze moja coreczka tak ochoczo sie pakowala, cieszyla ze jedzie z ciocia. A z drugiej serce mi peka, ze jak to beze mnie… i martwie sie bardziej o siebie, niz o nia, bo ona bedzie miec cudowna opieke, a ja zostane z tesknota i zegarkiem w reku chyrlajaca odliczac bede dni.
    Rodzicielstwo to cudowne doswiadczenie. I oprocz tego, ze mi serce mieknie za kazdym razem gdy mowi KOCHAM CIE, przecie nie zmienilo sie tak wiele…

  28. Nic ująć. Dodać pewnie każda z nas mogłaby coś osobistego. Coś, co dotyczy tylko jej i jej dziecka. Ja straciłam głowę raz, a za chwilę stracę drugi. Nie wiem, czy można bardziej, ale szczerze wątpię. 🤭 Sama się sobie dziwię i sama siebie podziwiam. Jak wiele rzeczy przestało mnie denerwować, jak bardzo jestem opanowana, otwarta na wszelkie plany b, c, d i e. Jak bardzo uwielbiam poświęcać swój czas, nawet w czasie deadlinu, żeby zobaczyć Twoje kolejne małe zwycięstwo. W zasadzie nie ma w moim słowniku słów typu poświęcenie w stosunku do mojego dziecka. To ono jest dla mnie nagrodą a nie ja dla niego. I tak bardzo inaczej zaczęłam patrzeć na swoją mamę (i tatę). Zawsze mieliśmy świetny kontakt, zawsze docenialismy siebie wzajemnie. Ale teraz jestem madrzejsza o własne doświadczenia w roli mamy i (choć nadal denerwują), to już teraz rozumiem pewne zakazy, czy martwienie się o mnie i moje decyzje, szczególnie te odważne i niestandardowe. I jestem tak bardzo dumna z moich rodziców, bo stali nad moim łóżkiem w szpitalu, kiedy niespodziewanie otrzymali wiadomość, że ich dziecko być może za chwilę umrze. Później znosili moją rehabilitację i złość na życie i cały świat za to, co mnie spotkało, w domu. I nigdy nie okazali mi z tego powodu zdenerwowania, chociaż sama wiem, że często moje słowa ranily bardziej niż nóż. Nigdy się ode mnie nie odsuneli, nie kazali tlumic swoich emocji. Przeżyli straszne chwile w szpitalu, a później równie straszne w domu i w żaden sposób nie zepsuło to naszych relacji, zaufania, czy bycia dla siebie zawsze, kiedy tego potrzebujemy. Dali mi tym samym kolejną lekcję życia, bo choć mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała!!! To wiem, że zrobię tak samo jak oni. I wiesz co Radomska? Za 2 miesiące rodzę, chociaż ktoś mógłby powiedzieć, że szykuję się na wydobyciny i ok. I mimo, że to będzie druga cesarka, to boję się dużo bardziej niż za pierwszym razem. Wtedy w razie powikłań groziła mi utrata tylko mojego życia. Teraz, chyba bardziej samolubnie, boję się straty życia z moim dzieckiem. Samolubnie dlatego, że wiem, że moja córka (i jedna i ta druga, której jeszcze świat nie przywitał) poradzi sobie w życiu. Wiem to. Ale ja nie chcę żeby mi zabrano możliwość towarzyszenia jej (im) w tym życiu. No! To się uzewnetrznilam, a teraz idę spać. Jutro kolejny piękny dzień 😱🤭😂🤗😍.

  29. Pewnie nic to twórczego i nadzwyczajnego , ale na Twoim miejscu zbieralabym teksty w jakąś książkę czy coś dla Lenki i hop w prezencie na 18 urodziny ;)

  30. Olu, uwielbiam czytać twojej teksty, są takie prawdziwe, życiowe, że czasem mam wrażenie że piszesz o mnie. Kochana dziękuję że jesteś- jesteś taka i się nie zmieniaj i trwaj jak najdłużej.

  31. Mój Antoś skończył dopiero rok a ja juz tesknie za brzuszkiem jak kopał, za trudami jakie nioslo zalozenie butow 😁. Patrze na zdjecia jak jeszcze lezal i zastanawiam sie kiedy to sie stalo…a teraz biega po chałupie i wyciaga wszystko z szafek. Przerazajace jest to jak ten czas szybko leci, ze niedlugo juz nie bede calym jego swiatem choc jie raz mam dosc. Dziekuje ;* czas mniej marudzic i brac jeszcze wiecej z tego co mam

  32. Oooooo weź Radomska bo ja popłynełam ;;;(((( . Piękne słowa, gdy czytam Twoje słowa to za każdym razem mam wyrzuty sumienia że jestem złą matką, że nie raz trzeba było policzyć do 10 i na chłodno wytłumaczyć niż krzyczeć, ale też dzięki Tobie chce być lepsza, staram się być lepsza. Wiem że nikt nie jest idealny.

  33. Wystarczyło, że przeczytałam o karetce i już wiedziałam, że to będzie tekst i o mnie. No ale ej, to faceci tak nie mają? 😂

  34. Ostatniego akapitu już nie mogłam przeczytać bo łzy zalały moją twarz, a boję się teraz tam wrócić żeby znowu się nie zalać. Łzami.

    Piękne…

  35. Decydując się na dziecko miałam świadomość, że to nie jest tak jak w kolorowych gazetach. Wiedziałam, że pot, że łzy, że nieprzespane noce i że będę “czasami” zmęczona. Wiedziałam też, że będą wyrzeczenia, że zmienią się priorytety i że moje potrzeby .. no wiadomo. Ale jednego nie wiedziałam, nie wyobraziłam sobie, nikt mnie nie uprzedził, że teraz już całe życie będę się martwić. Najpierw towarzyszył mi lęk taki podstawowy, czy oddycha, czy nic jej nie boli, czy jest zdrowa. Te zmartwienia ewoluują, rosną i zmieniają się wraz z nią, ale ciągle są. To straszny ciężar. Jestem taka szczęśliwa a jednocześnie taka zalękniona, przerażona, bo jakkolwiek się staram, życie zrobi co zechce z moim dzieckiem i są sytuacje, kiedy jesteśmy całkowicie bezradni.

  36. Ślicznie napisane Olinku… Mam nadzieje ze te teksty drukujesz i wkladasz do szufladki. Niech nie będą one tylko wirtualne… Sciskam mocno!

  37. Obserwuje Cię już od jakiegoś czasu . Oglądam story .. Ale dziś przeczytałam 1 raz Twojego bloga i ten o to tekst wyżej.. jest mega super ! Jesteś mądra życiowa kobietka która kocha życie i dzieli się Tym z innymi . Pozdrawiam.

  38. Weź, przez Ciebie uruchamia mi się instynkt macierzyński 😉 Bo nagle bycie mamą nie oznacza rezygnacji z siebie,wręcz przeciwnie…jest motorem. Niestety wciąż są obok nas dziewczyny, które stają się niewolnikami swoich własnych wyobrażeń i zmieniają się… Nie mają nic do powiedzenia jeśli rozmowa nie dotyczy dzieci. Zalewają nas zdjęciami,poradami, uczą się macierzyństwa na kursach. Dziecko doceni to,że jesteś osobnym bytem i masz swoje sprawy. Prędzej wtedy przyjdzie pogadać i będzie szanowało Twoje zdanie. Tak to widzę! Miłej niedzieli 😊

  39. Wzruszyłam się, chociaż nawet nie wiem jak to być mamą, bo nie mam córki, a 7 letnią siostrę z niekończącą się energią. Ale czuje
    to podobnie do Ciebie i dziękuję że ubrałaś wszystko w słowa :)

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.