Pytanie bumerang. Powraca ilekroć ja lub ktoś ze starszych obserwatorów przypomni, że leczyłam się na depresję i stany depresyjne są mi bliskie. Ja delikatnie daję do zrozumienia, że to nie wstyd, część mnie, złożony problem, a inni odczytują jak chcą – często jako ekshibicjonizm i pranie brudów, dlatego temat ucinam i oddelegowuje zainteresowanych do swoich spraw lub… konsultacji.

I zdarza mi się reagować lekkim zdenerwowaniem. Bo pojąć nie mogę, że żyjemy w czasach w których wypinanie dupy do obiektywu z wsuniętymi w rowek gaciami jest normalne, a przyznanie się do choroby niezwykłe i odważne. Bo sama czuje się przez swoje skłonności jakbym miała protezę, która nieco mnie ogranicza i ze wszystkich sił staram się skupić na tym, co mimo niej, a może nawet dzięki (!) niej mogę robić. Bo każdy zjazd i interwencja kończy się wcześniej czy później wschodem słońca i ten smakuje jak orgazm, kiedy w końcu się pojawia.

Jak rozpoznać, że to depresja?Jak nie pomylić ze smutkiem?
Depresja to podstępna i cwana menda. Metodę działań dobiera do ofiary. Czasem zjawia się znienacka i “bez powodu”, innym razem dobiera się do ofiary tygodniami/miesiącami/latami i nie da się wskazać jednoznacznych przyczyn, a raczej próbować odtworzyć, jak do zachorowania doszło. Może ją warunkować styl życia i fakt “że na nią zapracowujemy” albo kwestie biologiczne i dziedziczne, na które mamy wpływ w niewielkim lub żadnym stopniu.
Wedle najczęściej pojawiających się w artykułach na temat depresji wytycznych, podejrzewa się jej występowanie, kiedy nastrój obniżony jest chronicznie, nie cieszą nas rzeczy, które sprawiały nam radość, a dotychczas proste czynności stanowią wyzwanie. Taki opis jest oczywiście uproszczeniem – ja funkcjonowałam w miarę normalnie, w pracy nikt nie wiedział o chorobie, a w środku czułam jakby coś zassało mi życiową energię i radość, działałam na wersji demo – opanowanej do perfekcji łącznie ze small talkami i żartami.

Kiedy trzeba iść do lekarza?
Wyparcie ma wielką moc! Ludzie potrafią latami tłumaczyć swoje zachowanie i decyzje oraz zmiany charakteru. Słyszałam o przypadkach, kiedy diagnozę postawiono po 15 latach wyczerpujących objawów. 15 latach, których nikt już chorej nie odda, ona ich nie odzyska. Czy to nie koszmarna perspektywa?
Dlatego ja, Ola, obca Ci osoba z Internetu dzielę się tym, co uważam – sama myśl, że może potrzebujesz wsparcia lekarza to wystarczający powód. W najlepszym wypadku dowiesz się, że reakcja była na wyrost i się uspokoisz. W innym, nie gorszym, że coś jest na rzeczy i warto działać, by to zmienić. Nie zawsze oznacza to potworną diagnozę, receptę i terapię – zaufaj lekarzowi.

Co robić kiedy jest się chorym?
A raczej – jak zrobić cokolwiek, bo to chyba częściej pojawiające się w przypadku choroby pytanie. Jak nie zawalić, nie zawieść, zrobić, żeby się nie kapnęli. Zastanawiające, które w kolejności będzie pytanie dotyczące samego siebie – ale to nie temat tego tekstu, choć uważam, że wiele chorób i zaburzeń bierze się z faktu, że myślimy o sobie tylko przez pryzmat pełnionych dla innych ról, a nie samodzielnych bytów, które są wartościowe i ważne nie tylko jako mama / żona /syn / pracownik.
Co robić kiedy jest się chorym? To, co w przypadku każdej choroby – osoby chore na serce muszą być pod stałą opieką kardiologa, regularnie się badać, przyjmować leki, zdawać sprawę z ograniczeń i cieszyć z możliwości, jakie daje polepszenie stanu zdrowia. Zatroszczyć się o siebie – w przypadku depresji występuje również brak poczucia sensu i z pewnością z trudem obdarzyć się można troską szczególnie na początku, kiedy leki nie działają albo mają skutki uboczne, ale to szczególnie obligujące, kiedy odzyskujesz choć w skrawku… siebie.
Po prostu jak już się było w dupie, to wiesz, dlaczego nie chcesz wracać i nie wolno – przerywać leczenia, lekceważyć zaleceń i sygnałów. A jeśli już się tam znajdziesz – mieć w wersji demo mechanizm postępowania. Trudne? Bardzo. Niewykonalne? Idź do lekarza!!!!!!!!!!1111

Jak rozpoznać dobrego lekarza?
To wyzwanie. Nie podważam kompetencji żadnego specjalisty, ale orłem być nie trzeba, żeby wiedzieć, że każdy lekarz jest też człowiekiem: ma swoje poglądy, metody, interpretacje, charakter. Czasami “nie gra” między nami, a owe “zgranie” jest ważne, bo psychiatria to na tyle śliski grunt, że potrzebne jest zaufanie.
Diagnostyka chorób i zaburzeń psychicznych to niełatwe zadanie – nie mają często typowych objawów, klucza nie znajdziesz w morfologii itd. Ze swojej strony dodam, że miałam do czynienia z 2 psychiatrami, którym ufam, 2, którym nie powierzyłabym nawet porcji rosołowej. Jak trafiłam na niewłaściwego nie pisałam jednak na fejsie, że wszyscy psychiatrzy to idioci i szarlatani, a wizyty u nich to strata pieniędzy i czasu, tylko szukałam właściwej osoby dalej.

Co się robi na terapii?
Nie uważam, bym była kompetentna, by odpowiadać na to pytanie: mam za sobą jedną, 2 letnią terapię. Terapeuci mają pewnie różne metody i styl prowadzenia terapii – sama kilka miesięcy chodziłam do człowieka, który sporo mówił i dzielił się spostrzeżeniami a całą terapię ponad rok później odbyłam pod skrzydłami Pani, która mówiła cholernie niewiele.
Generalnie na terapii bierze się na tapetę swoją przeszłość, pochyla nad emocjami, analizuje, domyka pewne sprawy albo uświadamia, że zawsze będzie sączyć się z nich ropa i mamy do wyboru skupiać się na tym albo na budowaniu swojej normalności mimo tego. To duże uproszczenie niemniej jednak nie bój się terapeuty. Gorzko zażartuję, że w zestawieniu z kupą, którą wielu z nas nosi w sobie, gadanie do obcej osoby zdaje się być najmniejszym wyzwaniem. Największe to pogadanie ze sobą. Dogadanie.

Czy terapia pomaga?
Pomaga to znaczy? Jeśli ktoś spodziewa się, że wchodzi na terapię smutny, niedowartościowany i zły, a wychodzi wesoły, wartościowy i radosny, to… Są to bardzo naiwne oczekiwania i pokładanie ogromnej odpowiedzialności w terapeucie, który mimo kompetencji, nie jest czarodziejem.
Czy sama terapia jest skuteczna ocenia chyba każdy z jej uczestników. W moim przypadku żałuję, że nie miała miejsca dużo wcześniej, aczkolwiek zwyczajnie nie wiem, czy jako młodsza dziewczyna potrafiłabym tyle z niej zaczerpnąć.
Na pewno warto spróbować, bo to doskonały sposób na pracę z emocjami, której absolutnie nikt nas nie uczy, wypowiedzenia tego, czego nikt nie wysłuchał, nazwanie tego, czego nazwać nie potrafiliśmy itd. mi świadomość, że przynajmniej raz w tygodniu skupiam się przez godzinę na sobie i swoich emocjach oraz nie jest to “głupie”, “bez sensu” itd. bardzo pomogła i staram się dawać sobie tych godzin więcej. Dawać sobie prawo do przeżywania określonych rzeczy w określony sposób, a nie strofowanie “że dorosłej babie nie wypada, bo…”.

Czy terapia bez leków wystarczy / leki bez terapii wystarczą?
Może się mylę, ale w moim przypadku psychiatra i psycholog działali niezależnie od siebie, co strasznie mnie frustrowało, bo odnosiłam wrażenie, że wzajemnie się bagatelizują. Psychiatra całą moc sprawczą przypisywał lekom, a psychoterapeuta uważał, że leki działają doraźnie. Jak jest naprawdę nie wiem, jak w Twoim przypadku – musisz się dowiedzieć.
Aczkolwiek uważam, że warto rozważyć dwutorowe działanie – “wyprostować się” lekami, a na terapii dociekać, dlaczego nas tak powyginało i co możemy zrobić, żeby się nie powtórzyło. Opinia baby z internetu nadal nie powinna być wiążąca, ale ja uderzyłabym tu i tu, bo niewiele możesz stracić, a wiele zyskać, chociażby wiedzę, jak uniknąć powtórki z koszmaru w przyszłości lub co robić, kiedy jednak się zadzieje. 

Co jeśli będę musiał/-a brać TE leki?
Dobrze dobrane sprawią, że poczujesz się lepiej i odzyskasz siebie oraz… sprawczość. To aż tak przerażające? O tym, czy będziesz przyjmować je kilka miesięcy, lat, czy całe życie decyduje lekarz oraz Ty. Analogicznie: osobie chorej na serce lekarz zalecił branie określonych środków, czy powinien konsultować z obcą osobą zasadność tej decyzji albo nie podjąć leczenia z obawy, że to na zawsze?

Czy już zawsze będę chor/-y/-a?
Nie wiem. Z dużą dozą prawdopodobieństwa nie, jeśli zechcesz się leczyć, zmienić swoje życie, poznać swój organizm i wiedzieć, jakich symptomów nie wolno Ci ignorować. Wydaje mi się, że skłonność do depresji zostaje, że ta wraca, może wrócić, ale kiedy wiesz, z czym się mierzysz, łatwiej stawić temu czoła, więc zamiast się martwić nawrotem lub wyrokiem, skup się na tym, żeby pomóc sobie tu i teraz.

A jeśli dowiedzą się inni?
Nie wiem, kto Cię otacza i jaką wiedzą dysponuje. Być może masz wokół siebie mnóstwo wsparcia i ciepła, którego choroba nie pozwala docenić. A może idiotów, którzy źle wpływają na Twoje samopoczucie. Jeśli chcesz, powiedz bliskim o tym, z  czym się mierzysz i pomóż się im sobie pomóc. Czasem wystarczy, jak zdejmiesz z nich i siebie ciężar mówiąc “to nie Wasza wina, ani moja, teraz muszę zwolnić i poczekać aż zadziałają leki, proszę o wyrozumiałość, choruję, chociaż mam sprawne ręce i nogi, mam chore wnętrze i nie dam rady sprostać Waszym oczekiwaniom przez jakiś czas. Nie wymagam zrozumienia, a akceptacji.”

Jestem słaba/-y?
Skoro jest Ci niewystarczająco źle i czujesz potrzebę, żeby sobie dokopać, to będzie idealna perspektywa. Ja wolę tą, która mówi, że choroba nie wybiera. Osoba chora na cukrzyce jest gorsza i słabsza? Nie, musi brać leki, monitorować poziom cukru, zmienić tryb życia, być czujna.

Jak jest po lekach?
Cholernie różnie, początki bywają trudne – ja za pierwszym razem miałam jadłowstręt, uderzenia gorąca i ataki paniki. Nie od razu się udało, a dobór leków i dawek był koszmarem. Minął. Przeżyłam, z perspektywy czasu warto było się przemęczyć, żeby znaleźć rozwiązanie niż nie robić nic i uważać, że go nie ma.

Jak, kiedy przestajesz je brać?
To zależy. Z leków rezygnuje się stopniowo zmniejszając dawkę zawsze pod opieką lekarza. Nie można się od nich uzależnić, raczej uzależnia się od przekonania, że bez nich nie da się rady. Złe odstawienie może skutkować nagłym nawrotem, zaprzepaszczeniem leczenia i efektów, skutkami ubocznymi, których litanie znajdziesz w ulotce.
Jeżeli robisz to z głową, lekarzem i mądrze, rozstajecie się bez scen, powoli. Oby na jak najdłużej, ale jeśli nie to zaakceptuj ten stan, tak jak… cukrzyk badanie poziomu cukru.

A może są do końca życia?
Być może. Jednak czy to nie wspaniale, że są i mogą pomóc? Że je przepisano i działają?

Dlaczego mimo wątpliwości warto udać się na konsultacje ze specjalistą?
Bo od tego są specjaliści, kształcili się latami pod skrzydłami mądrzejszych od siebie i przeanalizowali mnóstwo przypadków. W przeciwieństwie wszystkich osób, które zdarza Ci się pytać o opinie i całej armii internautów, którzy wiedzą wszystko, bo mają tytuły od wujka Google’a.

Być może czujesz się teraz koszmarnie i bardzo sam. Nie wiem, czy świadomość, jak wielu ludzi cierpi na choroby i zaburzenia psychiczne będzie pomocna, ale uwierz, że nie jesteś zdany na łaskę tego, co przejęło kontrolę nad Twoim życiem i możesz ją odzyskać. Masz do wyboru – siedzieć w domu, który płonie albo się ratować. Blizny zostaną, owszem, ale Ty to nie tylko te blizny i chata, która się jara… I przed Tobą dużo więcej.

UWAGA! Pod tym tekstem możecie zadawać pytania dotyczące problemów o naturze psychicznej, emocjonalnej i związanych z diagnozą, leczeniem oraz tym, co Was w związku z tymi tematami interesuje. A ja znajdę autorytet/-y, by na nie odpowiedzieć – skoro już szukacie odpowiedzi w sieci, to chcę przynajmniej spać spokojniej wiedząc, że poszukałam odpowiedzi u odpowiednich osób. Zgoda?

Fot. Karolina Paluszkiewicz, @onicniepytaj.

81 komentarzy
  1. Bardzo mądry i prawdziwy tekst. Mam zespół lękowo-depresyjny od 10 lat, od roku w terapii. Od tych 10 lat jestem pod opieką doskonałej psychiatry, biorę okresowo leki, ale objawy po jakimś czasie wracają. Nauczyłam się z tym żyć, wiem kiedy muszę wrócić do psychiatry. Po takim czasie współpracy, doświadczenia i zaufania obie decydujemy jakie leki, jaka dawka, kiedy zwiększać, kiedy zmniejszać. Ona doradziła mi terapeutkę (idealnie), darzą się ogromnym szacunkiem i zaufaniem, więc jestem pod doskonałą opieką.

    Nauczyłam się z tym żyć tak, żeby mi choroba nie przeszkadzała w życiu. A że pewnie będę na lekach on and off do końca życia to trudno ?.

  2. Biorę leki dopiero od 2 mięsiecy. Na szczęście udało mi się za pierwszym razem znaleźć lekarke która wzbudziła moje zaufanie, delikatna wszystko z wyczuciem. Oczywiście sama nie poszłabym do fachowca… W pracy, zawsze uśmiechnięta, szczęśliwa a w środku wylam… Zresztą zdarzało mi się zamykać w WC i płakać. Ludzie nie mają jeszcze wiedzy na czym polega ta okropna choroba, dla nich depresja=wieczne leżenie w łóżku. Do tej pory jest mi ciężko, ale mam nadzieję że z każdym dniem będzie lepiej…

  3. To ważny tekst, dla osób zmagających się z depresją i dla osób w ich otoczeniu, którzy są , ale nie wiedzą co robić, jak pomóc

    1. wyobrazić sobie, jak chcieliby, by zachowywali się inni, kiedy nie ma się y, wiary za to ogromne poczucie winy i wrazenie bycia ciezarem.

  4. ufff, skladnie, szybko i na temat :) dziekuje, dziekuje za te slowa. Pierwsza deprecha dopadla mnie 15lat temu, mialam dwojke dzieci, meza… niestety maz nie radzil sobie i uciekl do pracy za granice, w najtrudniejszym momencie choroby bylam sama z dziecmi, w zasadzie moglam liczyc tylko na siebie. Wlaczylam dla siebie, dla dzieci, jeden dobrany lek i od razu strzal w dziesiatke, zadzialal moze troche pozno, ale z czasem wrocilam do pracy :) kolejny epizod po zakonczeniu sprawy rozwodowej, 4 lata po pierwszym epizodzie. tylko tym razem oprocz deprechy byly jeszcze stany lękowe, do tego stopnia, ze nie umialam pojsc do sklepu, a wsiadajac do autobusu, wysiadalam na nastepnym przystanku… znow psychiatra i leki, zadzialaly niemal od razu :) tez za pierwszym doborem lekow. Przez ostatnie 10 lat bylam na antydepresantach. W tragicznych warunkach zmarl mi poltora roku ojciec, wszystko spadlo na mnie… bylam na lekach, wiec mowilam sobie dam rade. Guzik… pierwszym objawem byl wzrok, zaczelam widziec podwojnie, potem zaczela nawalac pamiec, ale mowie sobie, moze to juz TEN wiek :) ale nie dalam sie tak latwo. Znow psychiatra, tym razem inny… odstawienie lekow, ktore bralam 10lat, wlaczenie nowego, dwa miesiace wyjete z zyciorysu, bylam roslina, az wreszcie lek zaczal dzialac :) 4 mce bylam na zwolnieniu lekarskim… od tygodnia chodze do pracy :) nikt w pracy nie wie na co chorowalam i nigdy sie nie dowie, wiem, ze latwiej by im bylo zrozumiec raka, a nie depresje. Z reszta kto by mi w to uwierzyl :) Wiec jesli ktos ma obawy, biegiem do lekarza by nie tracic cennych lat zycia :)

  5. Radomska, dziękuję Ci za ten tekst! Niestety depresja to nadal dla wielu temat bardzo niewygodny. Wiele osób nie idzie do lekarza, bo przecież wstyd, bo co powiedzą znajomi, rodzina, bo nie jestem chory/a psychicznie. Trzeba poruszać ten temat! Ja mam zdiagnozowaną depresję dwubiegunową, dzięki Tobie! Odwiedzałam Cię na instagramie, zobaczyłam raz, drugi, kiedy otwarcie o tym mówisz i to pomogło mi przełamac strach przed lekarzem, przed lekami, przed terapią. Dziękuję Ci za to! Przestałam się bać, wstydzić. Zaczęłam działać i żyć. I chociaż nie każdego dnia jest kolorowo jestem dumna z siebie, że podjęłam walkę. Dziękuję, dziękuję! Wielki ukłon w Twoim kierunku :) chapeu bas!

  6. Depresja to wredna mednda. Najgorsze jest udawanie przed wszystkimi, że wszystko jest w porządku. Ciężko znaleźć dobrego specjalistę. Mnie się udało. Facet naprawdę konkretny. Przetrwałam leczenie, bo przeprowadziłam się ponad 300km i odczuwam różnice. Znowu menda wraca i to ze zdwojoną siłą a że podchodzę z dystansem do psychiatrów to ciężko znaleźć mi tutaj takiego dobrego lekarza jak w moim rodzinnym mieście. Niesamowicie wkurza mnie powszechny “ruch”, w którym można zauważyć, że ludzie mają drzwi otwarte, że zapraszają na kawę, plotki, wino czy spacer ale NIKT do cholery nie wie jak ciężka jest to choroba i ploteczki nie pomoga a tylko i wyłącznie specjalista i odpowiednio dobrane leczenie.

  7. Olu, jutro udaje się na wizytę do psychiatry. 2 lata temu leczyłam się z podwodu zaburzeń depresyjno-lękowych i depresji. Teraz czuje taki sam stan jak dwa lata temu, o ile nie gorszy. Na przemian wydarzają się w moim życiu rzeczy dobre i złe, jednak tych dobrych nie potrafię docenić. Czuje się ze sobą strasznie, okropnie, ohydnie. Moim największym problemem jest mówienie o sobie, „skarżenie się”, proszenie o pomoc. Nie potrafię prosić o pomoc, choć dla innych zrobiłabym wiele. Wiecznie uszczęśliwiłam ludzi, myśle o innych, najmniej o sobie.
    Spisałam na kartce tyle co w danym monencie udało mi się skojarzyć. Wiem, ze choroba do mnie wróciła. Wiem, ze bez lekarza nie dam sobie rady.
    Twój tekst dodatkowo mnie zmotywował. Nie jestem świrusem, nie mam nasrane w głowie- choruje na depresje.
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuje za tekst.
    PS. Obserwuje Cię na instagramie od dawna i Cię uwielbiam! ?

  8. wlasnie sie lecze, u psychiatry bylam juz kilka razy, do psychoterapeuty ide dopiero po raz pierwszy. leki nie sa rozwiazaniem problemu, jest istotne by miec ta swiadomosc, ale jesli ktos sie zastanawia czy je brac, z wlasnego doswiadczenia moge powiedziec, ze warto. wyciszaja, zeby mozna bylo rozpoczac prace nad soba z psychoterapeuta. ten smutek dalej jest, jak napisala Ola, blizny zostaja, ale uczysz sie z tym zyc i uczysz sie szczescia, ktorego nie nalezy szukac gdzie indziej, jak w sobie. moja psychiatra powiedziala cos, co bardzo zapamietalam, ze to, co o sobie teraz mysle, w tych ciezkich chwilach, nie jest to na pewno cala prawda o mnie. wiem, ze wyłuskam ta prawde. a jesli ktos ma potrzebe isc do specjalisty, niech sie nie zastanawia. ja rowniez moglam zrobic to wczesniej, ale z drugiej strony ciesze sie, ze nie zrobilam tego pozniej.
    dziekuje za ten post Ola, to wazne.

  9. Olinku! Dobry tekst również dla ludzi, których bliscy zmagają się z depresją. Sama przechodziłam ją kilka razy, do tego agorafobia z napadami paniki wróciła ostatnio po 7 latach od pierwszego przypadku. Cholernie ciężko żyje się z samym sobą, ze świadomością bycia niedobrym i niewystarczalnym, a do tego walczyć z ludźmi, którzy twierdzą, że sobie wymyślasz. To ważny przekaz, ja też dziękuję ;)

    1. Gówno prawda. Odkryjesz takie wspaniałe rzeczy! Najpierw się z nimi nie bedziesz godzić, stwierdzisz, że to nie ty. Lecz później poznasz siebie, ck Toba kieruje, że to nie ty, a głupie wzorce które wpoil ci świat, nieświadomi rodzice, przeczkolanki, Pani na ulicy a ty się temu nie opierała bo nie umiałas. Poznasz to, poplaczesz. Ale później będziesz przenosić góry. Dowiesz się że nic nie jest twoja wina. I bedziesz sie cieszyć z wszystkiego.

  10. A jak traktować osobę, u której podejrzewamy depresję, lub u której jest ona zdiagnozowana? Jakie zachowania mogą być dla niej szkodliwe, co jeszcze bardziej pogarsza sprawę?

    1. jak sama chciałabyś być traktowana czując się fatalnie – odciążać, zapewniać, że to nie jej wina, być, nie narzucać się…

  11. Pamietam te lata…
    ciężka ciąża… poród … i nawrot ze dwojona siła depresji… lęków … nie czułam nic.. byłam robotem …
    boje się za każdym razem gdy wyczuwam u mnie symptomy… ze będzie tzw. Powtórka z rozrywki …
    pozdrawiam

  12. Hej. Jestem pewna, że mam depresję. Od jakiegoś czasu myślę o tym żeby pójść do specjalisty. Boję się tego, że nie będę potrafiła nawet powiedzieć zdania bo po dwóch słowach się rozpłaczę. Płaczę jak tylko pomyślę o swoich hm… problemach, a co dopiero opowiedzieć.

    1. nie boj sie. szukaj odpowiedniego i wyrozumialego psychiatry, tacy istnieja, wiem po swoim lekarzu. moja pierwsza wizyta wygladala tak, ze dlawilam sie wlasnym placzem, a slowa ledwo przechodzily przez zacisniete gardlo. ale po to w kazdym gabinecie stoja chusteczki… nie boj sie po nie siegnac :) wyrozumialy psychiatra da Ci czas. trzymam kciuki.

      1. jednak czuje ze musze sie poprawic- nie powinnam mowic zebys sie nie bala. strach jest okropnym towarzyszem depresji i trzeba sobie zdawac z niego sprawe. mam nadzieje ze nie powstrzyma Cie przed pojsciem do specjalisty :)

    2. Mialam tak samo. Plakalam juz od wejscia do mojej Pani psycholog. Ale z pomoca lekow i “czasu” dalam rade. Teraz,prawie po roku terapii moge poradzic jedno: nie czekaj ani dnia dluzej!

    3. Psychiatrzy są przyzwyczajeni, że ktoś płacze. Ja miałam takie same obawy, ale poszłam. Rzeczywiście rozpłakałam się od razu ale lekarz to zaakceptował jako coś normalnego. Mowilam przez łzy. Biore leki. To poczatek drogi, ale warto przetrwać ten pierwszy kontakt.

  13. Fajnie ,że mówisz o tym .. dużo ludzi się boryka i nie chce iść do psychiatry .. ja byłam raz i się strasznie zraziłam … jestem osobą , która nie potrafi na wejściu powiedzieć o tym co czuje. I przez to zostałam zbagatelizowania .. po moich paru zdaniach opowiedzenia o męczących mnie trikach nerwowych lekarz stwierdził ze to słodkie i ze rodzina ma problem nie ja i czy mam jeszcze jakiś problem bo nie ma czasu siedziec ze mną cały dzień.. po wyjściu wszyscy pacjenci burzyli się do mnie ze byłam z 25 min w gabinecie .. hmmm niestety triki są dla mnie męczące do tego te beznadziejne poczucie swojej osoby .. chyba spróbuje i zasięgnę rady innego lekarza :) dzięki ;)

  14. Dziękuję. Dobrze że zdecydowałaś się na ten tekst bo jak myślę nie tylko dla mnie jesteś, poza cała masa różnych twarzy :), wiarygodnym źródłem informacji W sieci. Niezwykle cenny tekst.

    1. Nie. one występują najczęściej tam, gdzie były objawami samej depresji przed lekami. Moje stany nigdy nie były związane myślami samobójczymi. W przypadkach o których mówisz leczenie powinno odbywać się na oddziale. Wszystkie niepokojące objawy trzeba zgłosić lekarzowi. bardzo często na początkowym etapie przyjmowanie docelowych leków łączy się z braniem uspokajających i wyciszających nieprzyjemne skutki uboczne.

  15. Jak poradzić sobie z myślą przed tym, że przez swoje zaburzenia psychiczne-zaburzenie osobowości, nerwica natręcw,lęki nie uda mi się spełnić swoich marzeń, pasji i robić tego co uwielbiam? Często właśnie przez to potrafię chować się w cieniu,poddawać bo wydaje mi się że nie mam wystarczająco siły.
    Ściskam mocno..

  16. Jestem “osobą z otoczenia” – bardzo bliskiego otoczenia osoby z napadami lęku… i przez bardzo długi czas nie miałam pojęcia, że tak bliska mi osoba, ma problemy, ba! w wielu sytuacjach “dramaty” odbywały się na moich oczach… a ja nigdy nie łączyłam ich z wewnętrznymi problemami, tylko składałam na karb beztroski, braku zaangażowania drugiej strony, co powodowało moje frustracje, dochodziło do kłótni, niepotrzebnych emocji… nie będę teraz pisać jak dowiedziałam się o dolegliwościach mojej bliskiej osoby, ale odkąd wiem, jest nam obojgu zdecydowanie łatwiej w życiu… już wiem kiedy atak może się zacząć, znam zachowania które wskazują zbliżający się “problem”, wiem jak radzić sobie w trakcie takiego ataku i wiem jak mogę mu przeciwdziałać…. mój partner w końcu przestał się przede mną wstydzić z tego powodu, On nie tyra sobie głowy tym, żebym się nie zorientowała że On ma problem, ja nie tyram Jemu głowy tym, że nie wiem skąd takie postępowanie… jest dużo łatwiej i odnoszę wrażenie, że nie tylko mnie, ale i Partnerowi… u nas “proces naprawczy” rozpoczął się u Psychiatry i chociaż nigdy nie zostałam dopuszczona do takiego spotkania, to te wizyty pomogły również mnie… dlatego myślę, że czasami warto podzielić się dolegliwościami z osobą bliską.. nam pomogło i w końcu zakończyło niekończące się kłótnie o rzeczy, na które żadne z nas nie miało wpływu… dodam tylko, że partner brał leki, które początkowo miały trochę skutków ubocznych, natomiast w rezultacie okazały się strzałem w dziesiątkę i szczerze powiedziawszy, choć nie siedzę w Jego głowie i zupełnie nie znam się na tych sprawach, to odnoszę jednak wrażenie, że samo opakowanie tych leków w domowej szafce działa na Niego w jakiś sposób uspokajająco.. i nie musi sięgać po nie często – co początkowo wydawało się niemożliwe (oczywiście po wcześniejszej kuracji pod okiem specjalisty!)

  17. Moja córka ma 13 lat,psycholog po roku odesłał nas do psychiatry.Jesteśmy po pierwszej wizycie, strasznie się o nią boję i pęka mi serce…

  18. Ja właśnie dochodzę do momentu, żeby sie w końcu zdobyc na prosbe o pomoc specjalisty… aczkolwiek z powodu pobytu za granicą zastanawiam sie czy jest to w ogole mozliwe aby zacząć cos, skontaktowac sie online?? czy tylko mozliwa jest wizyta w gabinecie?
    P.S. Olinku jesteś WIELKA!! ?

    1. Też czekam na odpowiedź na to pytanie… Wiem z czym zmagam się od la., bywało różnie nieraz skrzydła, nieraz dół i tylko łóżko. To nie tylko głową bo po czasie cały organizm się buntuje.. chociaż wiem że muszę się ruszyć i wziąść w garść nie mam siły. Wracam z pracy i wszystko mnie boli i to dosłownie głową, mięśnie, kości.. Padam na jkanape i koniec.. A w głowie jak się ie rozplakac? Myślałam że jak zrobię krok wszystko się zmieni… Przeprowadziła się miesiąc temu za granicę i jest… dramat. Myślałam że sytuacja zmotywuje mnie do działania, że zacznę się uczyć języka (no bo przecież muszę!), a tymczasem walczę ze sobą wieczorem żeby w ogóle wziąść prysznic… Tak więc.. czy ktoś, coś.. o rozpoczęciu terapii online? Mieszkam w Niemczech…
      A posługuje się tu angielskim póki co… Aczkolwiek rozmowa dla mnie w obcym języku na pewno nie wchodzi w grę jeżeli chodzi o takie sprawy.

  19. Jestem tchórzem. Boję się pójść do specjalisty i poznać prawdę. Nie wiem, czy to depresja, czy inne zaburzenia typu “dwubiegunówka”. Często mam huśtawki nastrojów. Właściwie to zawsze obwiniam siebie dosłownie o wszystko. Dla siebie jestem nikim. Wiem, że już dawno powinnam zacząć się leczyć, ale co jeśli trafię na nieodpowiedniego lekarza? Zwykle spotkania z obcymi ludźmi są dla mnie bardzo stresujące i często zamykam się w sobie i nie potrafię wydusić z siebie ani jednego słowa.
    Dziękuję za ten tekst.

      1. Poddaję się jeszcze zanim cokolwiek zacznę. Wewnętrznie czuje, że to gra nie warta świeczki. Strach mnie paraliżuje. Czuje się gorsza. Nie potrafię przyznać się przed bliskimi, ucinam temat, bo tak łatwiej.

        1. Przez pewien okres czasu też tak czułam. Ale w momencie kiedy jest ten dobry moment, niech zadziała atawizm i poczuj że CHCESZ (nie musisz, nie powinna być silna sama dla siebie (dla Siebie podkreslam:)). Po każdym spotkaniu bardzo drobnymi krokami poczujesz dumę. Że znalazłaś w sobie siłę walki :)
          Warto. Zaufaj mi. Wiem co czujesz.

        2. Ja również czuję ten ogromny i paraliżujący strach – przed życiem, przed zmianami. Żyję w zawieszeniu i na autopilocie. Tkwię w miejscu i nie potrafię ruszyć do przodu. Zawsze oddaję siebie innym ale też biorę na siebie poczucie winy. Zdaję sobie sprawę z tego, że mam problem ale nie potrafię sięgnąć po pomoc. Od kilku miesięcy nie sypiam normalnie.
          Dziękuję Ci Radomska za ten tekst.

          1. Bezsenność.. Nic nowego. Za dnia nie masz na nic ochoty, wszystko Cię przytłacza. W nocy masz wyrzuty, że nic nie zrobiłaś i jesteś bezużyteczna. Obiecujesz sobie, że rano będzie inaczej, ale niestety nie dotrzymujesz słowa. Błędne koło. Leki nasenne pomogą zasnąć, ale nie pomogą “ogarnąć się” za dnia.

  20. Nawet nie wiem co napisać. Pozdrawiam serdecznie
    Nie wiedzialam ze jestes po/w trakcie depresji…. myslalam ze poprostu pozytywnie pier*dolnieta ?
    Ja boje sie lekarza ze dzieci mi zabiorą sama wychowuj sama wszystko maski nosze rozne codzienie każdego dnia raz gorzej lepiej… różnie.
    Zazwyczaj jakos powoli wstaje bez leków.
    Wiem ze krzywdę robie dzieciom ale boje sie.
    Glupita ze ja to wlasnie napisalam… nie wieżę.

  21. Olinku jak zawsze w sedno ?
    Moja menda trzyma mnie w szponach juz 2 lata. Gdyby nie lekarz psychiatra to nie wiem co by ze mna było. Mnie namówił mąż, bardzo sie przed tym broniłam, później leki a początki były mega trudne. Nadal uważam że moje zycie jest raczej kiepskie ale jak sobie przypomnę początki depresji to teraz jest super. Podziwiam Cie ze tak otwarcie o tym mówisz bo o mojej chorobie wie tylko najbliższa rodzina i sądzę że nie wiedzą o co w tym wszystkim chodzi. Chciałbym sie w końcu zdecydowac na terapię u psychologa bo czuję że to dalo by mi kopa ale nie mogę się przełamać..
    Pozdrawiam Olinku

  22. Dzisiaj miałam atak paniki, bo nie wiedziałam co mam zrobić na obiad.
    Każdy dzień jest oczekiwaniem na noc. A każdy poranny budzik jest zawałem serca.
    Dobranoc

  23. Cześć! Szczerze mówiąc, to nawet nie wiem, co powinnam tu napisać. Podejrzewam u siebie depresję już od dłuższego czasu. Po krotce powiem, ze jestem dda, po przebytej anoreksji, bulimii a teraz doszły epizody kompulsywnego objadania. Czuję się okropnie. Dostałam się na psychoterapię dynamiczną, jednak nie jestem pewna, czy to w ogóle daje jakiś efekt. Chodzę już prawie od trzech miesiący i nie widzę żadnej poprawy, w kółko walkowanie tych samych starych spraw, żadnych rad i pomocy, jak się z tego wyrwać. Czuję się strasznie pogubiona, mała w tym świecie. Nic, co robię nie sprawia mi radości i satysfakcji. Zastanawiam się, czy powinnam zmienić psychoterapeutę? Nie mam oficjalnej diagnozy, czy choruję na depresję. Na sugestie o psychiatrze lub lekach terapeutka powiedziała, że nie widzi na ten moment takiej potrzeby. Może faktycznie przesadzam, ale mam wrażenie, że z dnia na dzień jest tylko gorzej i coraz bardziej nienawidzę siebie. Jak sobie pomóc? Co robić?

  24. U mnie wszyscy uważają ze depresja to wymówka kiedy się nie chce robić, a ja przez to jeszcze bardziej czuje się beznadziejna, nic nie warta i zbędna bo tylko swoimi humorami zatruwam innym życie. Potrzebowałam bardzo przeczytać coś takiego Dzięki ❤️ I obiecuje ze się zbiorę w końcu w sobie

  25. Wspaniały tekst…
    Czy mąż Panią wspiera?
    Pytam ponieważ moj narzeczony nie do końca potrafi mnie zrozumieć. Uważa że leki można odstawić i dalej żyć normalnie popijając melise…

  26. Depresja dopadła mnie po porodzie, ale żaden baby blues…to była deprecha taka, że odrzuciłam dziecko, nie chciałam go, położyłam się w łóżko nie chciałam jeść ani przyjmować leków. Nie robiłam przy sobie nic, dosłownie…nie myłam się po kilka dni z rzędu, a nawet jak już chciałam to zrobić to wchodziłam do łazienki i…nie wiedziałam jak się umyć. Miałam myśli samobójcze i próbowałam kilka razy sobie coś zrobić. Byłam u psychiatry i dostałam leki, byłam też równolegle u psychologa, aby ten stwierdził na podstawie tysiąca pytań na które odpowiadałam w kwestionariuszach, że do depresja poporodowa o nasilonym działaniu, a nie żadne postradanie zmysłów. Bo ze mną było tak, że wiedziałam i byłamświadoma, że mnie dopadła ta kurwa (depresja) i że to co robię a właściwie czego nie robię czyli niezajmowanie się dzieckiem jest złe, a pomimo tego nie chciałam się leczyć ani chodzić na terapię, bo byłam przekonana, że to mi nie pomoże. U psychiatry i psychologa kłamałam odpowiadając na niektóre pytania. Leki (rodzina w końcu się skumała, że nie przyjmuję leków, więc mnie pilnowali bardzo i musiałam brać), które przyjmowała powodowały, że np. nie spałam 4 noce z rzędu….
    Mój koszmar i koszmar mojego dziecka, bo mało zajmowałam się nim przez ten czas, trwał 7 miesięcy, 7 mcy wyjętych z życia kiedy to powinnam być dla dziecka cały światem i odwrotnie.
    Przed porodem chciałam mieć dużą rodzinę, po porodzie, po tym co mnie spotkało, boję się kolejnego dziecka, bo boję się powtórki z rozrywki…

  27. „Wersja demo” najbardziej trafne stwierdzenie !!! Ale dopiero teraz po kilku spotkaniach z moim psychiatra mogę powiedzieć ze tak żyłam. Wcześniej tego nie widziałam… a szkoda… maska która zakładałam z rana była dla mnie całkiem normalna. A moje wątpliwości nie zrozumiałe przez najbliższych, według nich zawsze przesadzone… obecnie się leczę, spotkam z moim psychiatra a przede wszystkim odpoczywam. Odpoczywam od tego co mnie wciągnęło i zasłoniło mi widok na to co ważne, od tego co się uzależniłam ( od pracy, od wyników), co nagle stało się moja zmora której zaczęłam się bać i nie miałam satysfakcji !!! Jak to się mówi ambicja mnie przerosła ? do tego mobing w pracy ze mną wygrał ? nie przespane noce, wahania nastrojów, przyspieszone bicia serca, rewolucje żołądkowe przed każdym wyjściem do pracy… to był tylko początek później był już płacz … wkoncu powiedziałam sobie dość !!! Jedna wizyta, druga później trzecia… i mój psychiatra na jej koniec mówi „ tu masz receptę na leki tylko je wykup i zażywaj, a przede wszystkim odpocznij” wtedy zapytałam ale po co ??? I usłyszałam „Walcz o siebie !!!” i tak zrobiłam – rzuciłam to, wyrwałam się z tego!!! Fakt nie do końca, ale myśle ze na to potrzeba czasu, który sobie daje !!! I dziękuje Bogu za to ze mam tak wspaniałego syna, który po dwóch tygodniach które siedziałam w domu powiedział „mamo ty się uśmiechasz i nie krzyczysz – nie wracaj tam” . Stwierdzono u mnie depresje lekowa – nie zdawałam sobie z tego sprawy, bo ambicja mi nie pozwalała. Teraz wrzucialam na ruszt inne priorytety, których mam zamiar się trzymać. Odizolowanie się od toksycznych ludzi, a zatrzymanie przy sobie tych najważniejszych to cel który obrałam. Nie dość ze sama doprowadziłam się do stanu nad którym nie zapanowalam to jeszcze mogłam stracić najbliższych. Mąż do jakiegoś czasu nie wierzył ze mam depresje ze się dusze, ale nie dawno nawet mnie przeprosił ze mi wtedy nie pomógł. Fakt i tak ludzie będą gadać ze się mi pracować nie chce, ze wymyślam, ale szczerze mam to w d…!!! Teraz walczę o siebie by wyjść z tego i stanąć na nogi. Na koniec napisze : Kobieto piszesz z sensem !!!