Pomysł na ten tekst zrodził się w mojej głowie zupełnie spontanicznie w czasie jednej z nieprzespanych nocy, którą zafundowałam sobie na własne życzenie. Ot nieco spontanicznie i pobłażliwie podeszłam do dawki syropu zapisanej przez pediatrę serwując dziecku noc przespaną kamiennym snem, a sobie wzdęcia ze strachu i poczucia winy. I nadeszło oświecenie – nie dotyczące tego, że znów nie dostanę kotylionu za bycie wzorową matką, to już przyjęłam do świadomości na samym początku. Eureka inne miała źródło! Skąp się w nim ze mną!

Jak już znudziło mi się montiorowanie oddechu dziecka, które spało błogo i beztrosko jakby nie dostało 10ml zamiast 5 syropu na wyciszenie kaszlu, a setkę spirytusu, zaczęłam wspominać nasze Radomikorskie fakapy. Oczywiście nie powinnam się z tego śmiać, ale w życiu tylko poczucie humoru chroni mnie przed obłędem (takim jeszcze większym) i wyskoczeniem z okna – wszakże nie mogę pozwolić światu istnieć bez moich błyskotliwych porównań i point, nie jestem aż taką egoistką. I postanowiłam otworzyć puszkę pandory.

W internecie bardzo chętnie dzielimy się tym, co nam wyszło albo udajemy, że jest ekstra trochę bardziej niż naprawdę. Bądź też rzygamy żalem do świata i życia, bo do siebie nam się znudziło już, ileż można być tak monotematycznym. Ja się przed Wami otwieram tak terapeutycznie – żeby jeszcze raz przypomnieć sobie, że owszem, odjebałam, ale dziecko żyje, ma się mniej więcej ok, choć oczywiście czas zweryfikuje jak bardzo moje rodzicielstwo odbiło się na jej psychice, gdzieś w głębi duszy czuję, że powinnam jej na osiemnastkę zaserwować terapię zamiast samochodu. I że każdy w swojej rodzicielskiej biografii ma takie mało chwalebne punkty, które najchętniej wymazałby z pamięci albo opowiada w formie mrocznego żartu…

Zatem oto wchodzę ja, cała na biało, ale już pewnie uwalona, bo nie byłabym sobą w czymś jasnym i czystym przecież. Zdradzę Wam kilka swoich fakapów. Otworzę się, skompromituję, ale jak zawsze, w szczytnym celu. Po pierwsze potrzebuje rozgrzeszenia. Po drugie chcę żebyście otworzyli się Wy. Abyśmy wraz z komentarzami stworzyli WIELKĄ KSIĘGĘ FAKAPÓW RODZICIELSKICH. Pół żartem i pół serio. Żeby wyluzować, żeby przypomnieć sobie, że anioowie stróżowie to mają przesraną robotę chroniąc nasze dzieci przed nami samymi i żeby pokazać światu, że to nie jest tak, że rodzi się dziecko i nagle pyk, ogarniasz, WIESZ. Gówno wiesz i to częściej niż sądzisz i niech dziś będzie ten dzień, aby się przyznać. Zabawa polega na tym, że ja przytaczam kilka anegdot z naszego pola bitwy, a Wy w komentarzach dzielicie się swoimi. Odepnijcie pasy, otwórzcie się przede mną i … JAZDA. Zaczynam.

U nas w fakapy obfitowały pierwsze miesiące życia dziecka. One udowodniły, jak bardzo gatunek ludzki uparł się na przetrwanie, skoro matka natura obdarzyła możliwością rozmnażania takich nieogarów jak ja. Nie żalę się, wciąż dziwię, naprawdę. Powtarzałam sobie w chwilach kryzysu, “że nawet debile mają dzieci, a one przeżywają”, ale to tylko dołowało – że jakiś żulian z menelką grają w tą grę lepiej i opanowali zasady. Ale co było robić? Wtedy popłakać i grać dalej. Dziś ośmielić się zaśmiać.

  1. Kąpiel granatu.

Kto jest z nami dłużej niż 3 lata ten wie, że Lena nie była dzieckiem z reklamy kaszki. Kiedy teraz piszecie, że jest rozkoszna i słodka i że marzycie o takiej córeczce oficjalnie dziękuję, ale wewnętrznie wybucha we mnie wulkan niezrozumienia i pytania w stylu: GDZIE ŻEŚ BYŁ ZE SWOIMI ŁAPAMI CHĘTNYMI DO NOSZENIA 4 LATA TEMU? Ale ci.. Nie żywię urazy.
Mariusz miał przez całą ciążę fobię przed kąpielą. Nawet w szkole rodzenia, jak kąpał lalkę, wyglądał jak Mc Gyver, który właśnie konstruował samolot z patyków albo miał ogromne zaparcie. I stało się, oni nas serio z tym dzieckiem wypuścili ze szpitala. Małż, ówczesny nawleczony za punkt honoru przyjął przejęcie misji pt. kąpiel. Sukcesy? Dziecko ani razu niepodtopione, nie wylane z kąpielą, nie upuszczone itd. Brawo! Tylko Mario się tak skupiał na NIEZROBIENIU krzywdy, że to i owo przeoczył. Na przykład fakt, że noworodek ma pachy. Gdzieś po kilku tygodniach przypadkiem wysoko uniosłam Leny ręce. Kyrie Eleyson. Czułam oddech opieki społecznej na plecach, daję słowo, że zaparowały mi okulary…

2. Kolki.
Czy tam cokolwiek, co powodowało wielogodzinne maratony niekończącego się ryku, dziecka i mojego. WYpróbowaliśmy wszystkiego. Byłam encyklopedią od dostępnych środków. Sprowadzałam krople z Niemiec. Spowiadałam się pediatrze z każdej zjedzonej żelki. Któregoś razu postanowiliśmy wypróbować czopki uspokajające.
Przerażało nas to strasznie, ale okazało się, że noworodki mają takie otwory na te gadżety i nie było tak źle, poza paroma dowcipami z jelit pacholęcia. Za którymś razem jednak panika. Czopek załadowany, dziecko bujane, noszone, klepane, tulone, a drze się po stokroć bardziej. Myśli najgorsze – na pewno coś jej zrobiliśmy. Rozterki: jechać na pogotowie, zgłosić się na policje, czy zacierać ślady? W akcie desperacji rozebraliśmy delikwentkę, bo to ją zawsze tak dziwiło, że milkła na moment (dziś wiem więcej na ten temat, ale wtedy to były czary, ostatnie zaklęcie przed “ja się zabiję”). Tak też zrobiliśmy.
Z jaką to ulgą przyjęliśmy, że dziecko nie potrzebuje ani egzorcysty ani lekarza, a wyjęcia plastikowego opakowania po czopku z pieluchy! Też bym darła mordę, jakby ktoś wsadził mi ostry kawałek plastiku w majtki, a następnie robił wszystko, łącznie z klepaniem, żeby mnie torturować. A myślałam, że córka znienawidzi mnie dopiero w podstawówce, ha!

3. Spacerek.
Lenon, dziecko późno jesienne, opanowała sztukę chodzenia jakoś sprawnie, ale nie na tyle, by w zimowym kombinezonie zmierzyć się z Kowalczyk i być chlubą reprezentacji. No ale od czego ma się starych, jeśli nie od wiary w możliwości dziecka! Takiego obadulonego w 45 warstw,  za duży kombinezon kupiony na 4 sezony do przodu, zapobiegliwie, a jakże oraz przyduże buty odziedziczone po kuzynie. Entuzjazm rodziców okazał się jednak zaraźliwy, bo na hasło “biegnij do tatusia” dziecko zrobiło co mogło, mimo zaawansowanego stopnia mumifikacji i skrępowanych ruchów. Chodnik nie uszanował… A rączki nie zdążyły się wyprostować. To nie było bach, a regularne jebudub. Zdarta facjata umazana we krwi, ukruszona jedynka, normalnie chrzest bojowy na bałuciarę. Brawo my.

4. Bal.
Kochamy bardzo, bez dwóch zdań, ale miłość nie od razu powiększa kompetencje. Szczęśliwi, że dziecko dotarło do etapu edukacji przedszkolnej i ktoś przejmie martwienie się o nią za nas na kilka godzin dziennie oddaliśmy się beztrosce rodzicielstwa i skupianiu na pytaniach “co Lenka jadła?”. Czasem ktoś wołał na bok, żeby dyskretnie przypomnieć, że nie opłaciliśmy komitetu, ale to nie stanowiło problemu. Wieczny pęd, niewyprasowane ubrania Leny oraz mnóstwo jej siniaków oraz zapędy gangsterskie dawały kadrze do zrozumienia, że może nie ogarniamy, ale przynajmniej próbujemy. I nastał taki poranek lutowy, godzina 7:05, kiedy w szale zakłądania bamboszków i zdejmowania szaliczka dotarło do nas, że wokoło nie tylko nie ma dzieci w wymiętych bluzeczkach, ale jest mnóstwo pszczół, księżniczek i piratów. Starzy zapomnieli o balu.
Oczy dziecka jak dwa oceany wypełnione cierpieniem, zawodoem i pretensją. Życiówka do hurtowni. Kupienie najbrzydszego kostiumu motylka z poliestru, spóźnienie i kolka. Warto było, ale powtarzać nie chcemy. Wszyscy mogą być rozczarowani naszym rodzicielstwem, ale nie ona, nie teraz jeszcze do diaska, poczekajmy chociaż na naukę tabliczki mnożenia z tym zorientowaniem się, że trafiła na parę debili…

5. Syropik.
Nazywam się Radomska i to moja historia – moje dziecko przez ponad 4 lata nie przespało ani jednej nocy. Po 2 latach przestaliśmy szukać przyczyn, a ja przywykłam do spania w nogach przyduszana misiem i lewą stopą Lenona. Życie. Aż tu nagle pediatra, która widzi, że nie ogarniam, a pod oczami mogłabym kartofle transportować, wjeżdża z fartuszkiem w żabki i stetoskopem-kwiatkiem oraz syropem . Akurat dziecko kaszlące, więc syropik uspokajający jak znalazł.
W domu, jak na matkę rozsądną, która jak zwykle zgubiła karteluszkę z dawkowaniem, czytam, jak podawać. Że na kaszel 5 ml. Na sen…. JEŻU, KRYSTYNO PRZENAŚWIĘTSZA, SEN NA RECEPTĘ!!!!111 ON USYPIA….I….
I mi się chlusnęło nieroztropnie. Dotarło po fakcie. I pierwszą przespaną noc dziecka spędziłam na biczowaniu i monitorowaniu oddechu oraz obmyślaniem tego tekstu. Zdecydowanie wolę jak się budzi, bo cisza wzbudza mój niepokój. Czy słyszę owacje?

Teraz Wy! Dopiszcie swoje punkty i popiszcie się osiągnięciami! Nagrodą będzie stworzenie swoistej księgi absolutnych niepowodzeń. Bo co nas nie zabije, to wkurwi, a po czasie może nawet rozbawi! Do dzieła! Zawijam rękawy i żądam samych smaczków!

_____________________________________________________-

p.s. aplikację już macie? Tylko przypominam! APLIKACJA RADOMSKIEJ W APPTENTO: 
NA ANDROIDA 
NA IOS.

216 komentarzy
  1. Znasz te momenty, gdy Twoje dziecko zaczyna siedzieć. Tak zabawnie wygląda. I super sama się podnosi. I matka dumna. Wymyśliła zabawę. Że poduszką będzie dziecko na środku łóżka tak popychała. Mała się zaśmiewa, podnosi i piszczy że chce jeszcze. No i się machnęłam. Huk, a gdy podniosłam poduszkę młodej nie było. Tak oto zarzuciłam ją z łóżka. Moje super ostrożne dziecko które nigdy z niczego nie spadło. To matka pomogła. 3 noce czuwałam.

  2. Kiedyś znajoma mi opowiadała jak podczas chrztu dziecko tak bardzo się darło Ale tylko jak było plecami do rodziców. Potem podczas uroczystości odkładanie krzyczało w nieboglosy dopiero wieczorem przy rozbieraniu zobaczyli że w bodach był korek od kremu.
    Ja ostatnio młodemu przycisnelam palce w drzwiach. I nagminnie przy nim przeklinam. Dziś wychodził na dwie by “upierdolić sobie kurtkę w piasku..

  3. Po pierwsze jestem chyba pierwsza :) nananaaaana
    Cóż, miałam tę samą przygodę z syropkiem. Tyle że ja dałam tyle ile lekarka napisała a potem przeczytałam ulotkę !!! Od tej pory nie wierzę lekarzom w dawki i sprawdzam. Ale s…ałam wtedy w gacie bo syn był jeszcze niemowleciem : “spać jak zabity” też mi się dobrze nie kojarzy ;). No a tak poza tym nie wiem czy trasami traumatyczny tekst to dobry pomysł. Mam mieszane uczucia, bo mi się ten strach przypomniał.

    1. Ja staram się ufać raczej lekarzowi a nie firmom farmaceutycznym. Jak przepisze to podaje lek. To lekarz studiował 6 lat medycynę. Kolejne 4 robił specjalizacje. Pouczać go nie będę.

  4. Najgorsze są chyba te wpadki, które dzieci już ogarniaja i pamiętają. Moja córka(3,5roku) co jakiś czas mi wypomina jak to ubierajac ją w przedszkolu, zapomniałam zmienić jej kapcie na buty i tak wyszłyśmy na dwór (w listopadzie!) na szczęście po chwili się zorientowałam ;)
    Historia z czopkiem wygrała!

    1. Ha ha ja ostatnio w ogóle zapomniałam młodemu założyć buty. Kapcie w plecak, młody chce się tulać to biorę go na ręce. Wychodzimy z przedszkola nie pisną słówka. Sadzam go w fotelik w aucie a on w ryk! Mama zapomniałaś moje galosze (kalosze)! Mały ma 3.5 roku.

    2. Mój trzeci ,najmłodszy synuś 4 l też pamięta bardzo dobrze ze ,matka zorientowala sie sopiero jak go wyjmowała z fotelika pod sklepem ,że ma jakieś nie adekwatne obuwie jak na tę porę roku (puzna jesień).Szokk ???pozdrawiam

  5. Hmm.. czym odkamieniacie czajniki? Bo ja kiedyś używałam takiego środka ze sklepu, chemicznego. No i wszystko fajnie, zagotowane, trzeba odczekać. No i odczekalismy. A pora była mniej więcej obiadowa.. zupa dla Syna zrobiona, ale wyszła ciut za gęsta. Wiec niewiele myśląc -bang! woda z czajnika! Karmię syna i dziwie się niezmiernie, że jakoś tak kiepsko mu idzie.. w końcu zmęczył pół miski a mnie olśniło.. odczekaliśmy po zagotowaniu wody z odkamieniaczem.. ale żeby wylać wodę i zagotować dwie kolejne, które tez trzeba wylać to już nie bardzo! Szybko przeczytałam skład, zadzwoniłam do kilku osób które maja pojęcie czy dziecku właśnie nie zaserwowałam płukania żołądka. Odetchnęłam. Ale od tamtej pory odkamieniam tylko kwaskiem cytrynowym.

    1. Moja przyjaciółka zrobiła córce mleko właśnie z wodą z kwaskiem cytrynowym :) Młoda lekko zdziwiona ale wypiła całą butlę ;)

  6. Czytam i płacze ze śmiechu nie wiem czy to dobra reakcja, ale po ciężkim dniu z dzieckiem któremu zęby próbują wyjść , odrazu mi lepiej a myśli że nie potrafię ogarnąć swojego dziecka i co ze mnie za matka? I czemu nie jestem taka idealna jak te wszystkie matki na obrazkach, odchodzą :) Dzięki Olinek!!!

  7. Ojjj, oby to raz człowiek nawalił? Młody na balu w żłobie był w….czerwonej bluzce i dżinsach ? dobrze, że wtedy nie kumał o co w tym chodzi ?
    Starsza w trakcie czynności około kąpielowych tak się wierciła, że….spadła! Zawał murowany! Siódme poty wylane, obserwacje czy wszystkie części ciała całe, czy nie sennna oto (dobrze czasem ulotki ze szpitala zostawiać do poczytania ?). Przeżyła. Teoretycznie bez szwanku, bo po 9 latach ma się dobrze. Po tej lekcji, jak Młody fiknął z kanapy, nie było już paniki, tylko lekkie “ojojoj”. Brak stroju w szkole na wf? Zdarza się. Brak śniadaniówki w plecaku? Do dziś raz w miesiącu. Zaspanie do szkoły i pracy? Oby to raz w tygodniu!
    Życie to nie jebajka… Letko nie jest, ale pchamy ten wózek zwany macierzyństwem i może kiedyś powiedzą “dzięki mamo, że nie oszalałaś, choć widzieliśmy już obłęd w Twoich oczach” i może nie powiedzą “nie staraj się już tak bardzo” ?

    Oby do 18tki….?!?! Czy na pewno? ?

  8. Moja zjechała chodzikiem ze schodów… Teraz się z tego śmieję, ale wtedy chodzik po incydencie poleciał przez okno. Jakby co schody były tylko trzy i zupełnie nic się jej nie stało. ;]

  9. Mam trójkę dzieci, 6 lat, 3 lata i 1 rok.
    Każde z nich spadło z łóżka. Najstarszy, biedny, kilka razy, nawet na polerowany beton w hotelu ??‍♀️ Reszta po jednym, może dwa razy.

    1. Mam trójkę dzieci w tym samym wieku? 6 lat, 3 i rok. Każde dziecko spadło mi z łóżka i to nie raz…. Pierworodnej debiutując obcinanie paznokci przycielam paluszek… I też wlalam wodę z odkamienianego czajnika do zupy (na szczęście to był kwasek cytrynowy). Zupa kwaśna w cholerę. A ja zdziwiona dlaczego młody nie współpracuje. Najmlodsza czeka tylko na okazje by przemknąć niezauważona do kibelka, zabawia się kostką do WC, gustuje szczególnie w leśnych zapachach???Generalnie nie ma dnia by ktoś nie strzelił jakiejś bombki. Ale wszyscy cali, zdrowi i wyglądają na szczęśliwych.

        1. Moja roczna Mia za to gustuje w szczotkach od wc… najpierw probuje sie Nia uczesac, a ze kijek za dlugi, to Mala glupia nie jest, skojarzyła ze podobnie szczoteczka do zebow wygląda…
          Dobrze ze szczotka nowa (dla bezpieczeństwa nie używam i zalatwiam sie po znajomych ???) a buźka za mała by ja zmieścić ?

  10. Moja mała ma 7 mies siedzi stabilnie wiec ja dumna „doświadczona” matka pierworodnej posadziłam ja w wannie ona zadowolona Hi Hi ha ha sobie mysle jest ok ogarnia odwróciłam sie na ułamek sekundy po na pewno wtedy niezbędna jej do życia zabawkę i łup paczę leży, a ze to była wanna huk sie rozniósł serce mi zamarło i to nic ze wody było jak na lekarstwo myślałam ze utopilam własne dziecko ? a ona owszem lekko w szoku bo dźwięk nowy ale generalnie olała temat :D btw prawie sie posikalam ze śmiechu czytając dzięki :)

  11. Córka bardzo chciała spać z nami na materacu dmuchanym. A co raz można. Młodszego wtedy o koło po roku położylismy na materacu i się z Małżonkiem moim zaczęliśmy wyglupiac. Położylismy się dość mocno ma tym materacu a mały wystrzelił z niego jak z procy. Szczęście w nieszczęściu spadł obok na kołdrę.

  12. Tatuś miał dać Synkowy syrop- zwykłe wapno. Mówię:
    “Na opakowaniu napisano ile”
    Wracam z pracy, pytam:
    “Dałeś?”
    “Tak, wlałem mu do herbaty”
    “Ale czemu??”
    “Bo na opakowaniu napisane ŁYŻECZKA DO HERBATY.

  13. Moja najgorsza wpada to chińskie 2 kółeczka foliowe konfetti zjedzone przez 6 miesięcznego syna. Mądra ja o godzinie 22.00 już nie myślałam logicznie i dałam się bawić nienadmuchanym balonem z konfetti. Młody tak przechylił, ze te foliowe kołeczka wpadły mu do ust, jedno udało mi się mu z ust wyciągnąć, dokonałam samobiczowania, pogratulowałem sobie szczęścia, ze udało się to wyciągnąć i szczęśliwie się uspokoiłam. Po kilku dniach zobaczywszy świecące okrągłe papiereczki w kupie dziecka myślałam żezejdę na zawał. Nikomu o tym nie powiedziałam. Profilaktycznie przez następne dni mąż miał wolne od zmieniania pieluch, bałam się, że to nie koniec kolorowych mikro papierków.

  14. Pamiętam ten dzien jakby to było wczoraj… Amelka juz tak pięknie chodziła i nadszedł czas na pierwsze adidaski. Były cudne, różowe i zapinane na rzepy.. Szał ciał! Pierwszy samodzielny spacer, i pierwsze potknięcia ? Nigdy wcześniej się to nie zdarzało… Najpierw pomyslalam ze musi przyzwyczaić sie do butów… ale kolejne spacery wyglądały podobnie, a czasem gorzej…lewa noga jakby odmawiała posłuszeństwa, tak jakby nagle przestała umieć chodzić. Po kilku dniach ogarnął mnie strach! A mowili zeby buty dla dziecka kupować w renomowanych sklepach… pomyślałam, i tego samego dnia wybrałam sie z nią do ortopedy… Popsułam dziecku stope, targały mną niepewności… dopiero u lekarza ojazało się ze nie wyjełam zwinietego papieru który firmy obuwnicze wciskają w buty ?? Tydzien czasu dziecko męczyłam…

    1. Córka znajomych wepchała sobie łyżeczkę do butów a rodzice w szoku, bo buty nowe a dziecko nie chce chodzić. Ich miny bezcenne jak tą łyżeczkę znaleźli ?