mamewazlelolkiem260515

Za każdym razem kiedy wykrzykujesz swojemu dziecku, że masz go dosyć, zawsze, kiedy nad ranem mówię ze łzami Lence, że padnę na ryj, jeśli do cholery w końcu nie uśnie, zawsze, kiedy mówimy, że rzygamy macierzyństwem i uciekłybyśmy jak najdalej, to… Mamy prawo do tych emocji. Tyle, że mamy obowiązek pilnować słów. Bo emocje są ulotne, ale słowa, którymi je utrwalamy zostają na zawsze.

I “jestem zmęczona” to naprawdę nie to samo,co “żałuję, że cię urodziłam”, chociaż czasem matkom wydaje się, że mówią to samo. Tylko, że nasze dzieci dorosną i przejmą tą kalkę i też będą nadużywać znaczeń za dużych słów. A wtedy, kiedy ono w złości powie Ci “że Cię nienawidzi”, “że żałuje, że jesteś jego matką”, “że masz spieprzać”, to nie będziemy umiały na chłodno przeanalizować- że ono jest sfrustrowane, złe, smutne i po prostu używa nieadekwatnych słów. Bo po prostu pęknie nam serce.

Mam prawo być przemęczona, mam prawo narzekać, mam prawo mieć dosyć, mam prawo zastanawiać się, jakby moje życie wyglądało inaczej, gdyby nie rodzina. Mam prawo być sfrustrowana i zła, na siebie i bliskich. Mam prawo mieć dni, w których przerasta mnie pościelenie łóżka. Mam prawo. To wszystko, o czym huczy dziś internet-frustracja, przemęczenie, zderzenie ideałów z rzeczywistością, może być bolesne, ale… Poza posiadaniem szeregu praw, jako  rodzic mam też obowiązki.Jeden z nich to bycie i zachowywanie się jak dorosły. A dorosły człowiek nie uważa, że świat kręci się wokół niego, nie pielęgnuje pretensji i żali.

Mam prawo do wszystkich emocji. Jestem dorosłą kobietą, obok mnie nie ma już na każdym kroku mamy, która stoi obok i rozkłada to,co czuję na części pierwsze, bo to,co czuję jest ważne, tak jak ważna jestem ja. Czasem nadal najważniejsza- Ty też, sama widzisz jak Twój nastrój wpływa na atmosferę w całym domu, prawda?Mam jednak obowiązek pilnować słów. Ty też. Bo one, jak wszystko w życiu, do nas wraca z jeszcze większą siłą.

Będziemy się mylić. Popełniać błędy. Wpadać w szał. Płakać ze zmęczenia, bezradności. Nie raz przerośnie nas odpowiedzialność. I nad naszą głową nie zjawi się mama, która wytłumaczy, że to nie koniec świata, tylko kiepski tydzień i nadmiar obowiązków, z którymi naprawdę potrafimy sobie poradzić, jak tylko damy sobie możliwość nazwania tych emocji, których nie nauczono nas werbalizować.  Ktoś nas nauczył, że “zaraz cię uduszę, zabiję” to takie powiedzonko wyrażające złość. Nasze dziecko zanim to pojmie, może naprawdę się przerazić.Nie ma większej porażki dla rodzica niż przerażenie sobą swojego dziecka, chyba.

Kiedy czytam o rodzicielskich rozterkach pt. “Żałuję, że urodziłam”, “Mam dosyć swojego dziecka” z ignorowanym kontekstem, który wskazyłaby, że to tylko taka chwila, a te matki takie nowoczesne, bo bezpardonowe i szczere to zastanawiam się, czy nie zapominamy, że wydałyśmy na świat człowieka, a nie przedmiot, który jest naszą własnością i o którym i w odniesieniu do wszystkiego możemy publicznie lub w 4 oczy powiedzieć wszystko. Słyszę rozmowy mam, które przy dzieciach narzekają na to, jakie one są nieznośne i zastanawiam się, co zrobią za kilka lat, kiedy sptykając kolegę ze szkoły przedstawią mamę “to moja mama, ta kretynka zafarbowała ojcu koszulę i nie potrafi nawet gotować, poznajcie się!”.

Kiedy za kilkanaście lat, nasze dzieci napiszą na takim facebooku “rzygam moją matką”, to ciekawe, kto zrozumie, kto wyjaśni, a kogo zaboli. Słowa mają moc. Uważajmy na te za duże, bo mogą nas przerosnąć i kopnąć w dupę.

19 komentarzy
  1. Zawsze mnie dziwiło, że dorośli ludzie umieją zapanować nad swoimi słowami w stosunku do szefa, sąsiada czy znajomgo. Tymczasem do swojego dziecka mówią takie rzeczy, że ręce opadają. Ciekawe, że potrafą myśleć perspektywicznie odnośnie tego, że dziecko będzie niegrzeczne jeśli je “źle wychowają”, ale pomijają, że stosując niewłaściwe metody też wyrządzają dziecku a w przysłości i sobie krzywdę.

  2. Ostatnio na blogach, które czytuje pojawiło się sporo tekstow o frustracji i prawie do wyrażania złości. W kontekście macierzynstwa. I powiem Ci, nareszcie! ktos, czyli Ty napisał tak odpowiedzialnie, spokojnie, a nie z pozycji obrazonego dzieciaka. Bo jak czytam komantarze w stylu “dałam klapsa, ale to w złości, każdemu się zdarza”, to mi się nóż w kieszeni otwiera!! Złość jest potrzebna i trzeba ją wwyrażać, ale istnieje jeszcze coś takiego jak normy społeczne, samokontrola i empatia. I minimum przyzwoitości.
    Pozdrawiam :)

  3. Znam taki przypadek, niestety. Matka cały czas powtarzała córce, że jest gorsza i że jej nie lubi, bo woli chłopców. Miała oprócz niej też dwóch synów, więc to na nich skupiała się miłość, a ona była zawsze ta gorsza. A potem matka się dziwiła, że nie ma szacunku córki (synów zresztą też nie) i cała trójka odzywa się do matki gorzej niż do kolegów na podwórku. Chłopcy po prostu stanęli po stronie siostry.

  4. Często łapie się na tym, że w sytuacjach totalnego buntu bliźniaków mam ochotę krzyczeć “mam Was już dość!”, ale zanim to wyartykułuję coś w mojej głowie każe mi to zdanie przekształcić na: “mam już dość waszego zachowania dzisiaj!”. Bo przecież tak jest! Wcale nie mam dość moich dzieci, przecież kocham je nad życie, mam dość tylko tego, że w danej chwili nie mogę sobie z nimi poradzić….Czasem warto nacisnąć hamulec, pomyśleć…

    1. Tak, to jest ta różnica. Często dzieci nie rozumieją że “jestem na ciebie zła” nie oznacza że cię nie lubię, nie kocham albo mam cię dość. Oznacza, że źle zrobiłeś w tej chwili coś, ale to nie przekreśla naszego życia, relacji i miłości.
      A nie rozumieją, bo słyszą “mam cię dość”, “jesteś okropny”, “co za przebrzydłe dziecko”. To zostaje na całe życie, powoduje dysfunkcje, deficyty.

      1. dziadkowie Lenki mówią “jesteś niegrzeczna i mama nie będzie cię kochać” wpadam w szał wówczas :))

  5. Radomska! To mądre jak diabli! Uważam tak samo – prawo do emocji nie jest tożsame z prawem do ich bezkompromisowego wyrażania. A dzieci, które radzą sobie w życiu robią to nie “dzięki temu” ale “pomimo tego”.

  6. Gorzka ale prawda..daje do myślenia.. Choć nigdy przez myśl mi nie przeszło że żałuję że urodziłam to często narzekam i to że mam dość ubieram w niekoniecznie najlepsze słowa, które ranią najbliższych.

  7. Myślę, że to co napisałaś ma duże odniesienie również do życia z kimś w związku.
    Świadomość tego co się mówi i w jaki sposób ogromnie pomaga w budowaniu dojrzałej relacji, testuję to wciąż ;)
    A co do dzieci – im jestem starsza tym bardziej widzę, jak wielka to rzecz. Życiowo, psychicznie, duchowo i fizycznie. Jaka odpowiedzialność. Im starsza jestem tym bardziej się boję. A jednocześnie czuję bezsprzecznie że chcę i że to jest coś wielkiego co daje ogromne szczęście. Te wielkie rzeczy i wielkie uczucia spłaszczają się pod naciskiem codzienności. I słowa też. Dobrze, że o nich przypominasz.
    Fajną jesteś autorką i fajnym człowiekiem, mądrą kobietą. Mam nadzieję, że jednak więcej w Tobie radości (choćby takiej zdroworozsądkowej) niż smutku. W każdym razie życzę – dużo radości. Smutku zawsze jest sporo wokół.
    Pozdrawiam, mądra niewiasto :)

  8. Trafne w 200%! Mam prawo, ale! Trzeba się chamować i umiejętnie dobierać słowa i wyrażać swoją złość i frustrację. Bo to wraca! I uczy nasze Skarby pewnego modelu: wkurzę się to mogę krzyczeć i obrażać. A i tonalnościa trzeba bastować: chyba że chcemy, żeby nasze Maluchy pamiętały nas jako rozdarte matki-frustratki.

  9. Dziś własnie był ciężki poranek, bardzo ciężki. Jestem mama dwóch synków, dla mnie najwspanialszych na świecie. Jak zwykle rano pospiech przed szkolą, bo my jesteśmy tuz przed końcem roku, mój starszy syn buntuje się przy jedzeniu i powstała kłótnia, zbyt dużo slow, potem wyrzuty sumienia i smutek, który pewnie będzie mi towarzyszył cały dzień. Co zrobić aby się powstrzymać zawczasu?

  10. Naprawdę żałuję, że nie potrafię wprowadzić tych wskazówek w czyn. Jestem doskonałym teoretykiem, ale kiedy przychodzi do sytuacji podbramkowej, nie potrafię się opanować. I nawet, gdyby zjawiła się moja matka, to nie “wytłumaczy, że to nie koniec świata, tylko kiepski tydzień i nadmiar obowiązków”, bo moja matka jest równie bezradna jak ja. Mieszkam w wielopokoleniowym domu, w którym żyją głównie kobiety – wychowała mnie babcia, matka wprawdzie siedziała ze mną prawie do mojego 3. roku życia, ale co z tego, skoro przestała ten cały czas w kolejkach, bo był to czas kryzysu. Więc doświadczenia w wychowaniu dzieci, można rzec, nie posiada. A kiedy przychodzi co do czego, kiedy moje dziecko krzyczy, histeryzuje, bije i gryzie, to nawet babci, która zazwyczaj powtarza, że “to taki wiek”, puszczają nerwy. I zwykle kończy się na tym, że cały dom w końcu skacze sobie do gardeł przed jedno małe dziecko. I niestety, w tym przypadku powiedzenie “żałuję, że cię urodziłam”, ma już drugie dno, bo nie chodzi tylko o mnie, ale o innych.

  11. Dziękuję za ten tekst. Tak, ja też należę do osób, które wywrzeszczały do dziecka “żałuję, że jesteś”. Dziś dziękuję, że jest, choć dużo wody popłynęło, nim tak pomyślałam. Liczę na to, że nie będzie tego pamiętać, miał wtedy pół roku. Teraz ma rok i kocham go nad życie.

  12. Prawda prawda, a najgorsze jest to, że żal i nienawiść do rodziców rzucających non stop takimi słowami ciężkiego kalibru to nie najpoważniejsze konsekwencja…Takie obrzucane słowną agresją dziecko często czuje później żal i nienawiść do samego siebie a jego samoocena sięga dna…

  13. Zaboli, to fakt, za te dziesięć lat. Ale widocznie będzie mi się należało. Nie za to, że zapomniałam kupić dziś kakao. Ale za to, że nie przytuliłam kiedy trzeba.

  14. Bardzo dobry wpis, prawdziwy. Czasami jest ciężko, ale każdego dnia staram się być realistką. Jestem zmęczona, więc się wyżywam, a przecież te małe ludziki to wszystko co dla mnie w życiu najważniejsze.

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.