relaks matki

Chciałabym bardzo powiedzieć wszystkim tym mamom, które lekceważą swoje potrzeby i swoje zdrowie- że to one są egoistkami, bo troska o siebie,kiedy ma się rodzinę, jest trudniejsza, ale jeszcze ważniejsza, BO NIE ŻYJEMY JUŻ TYLKO DLA SIEBIE. Dlaczego nazywam to egoizmem? Bo matki zaślepia ich macierzyństwo, to jak ONE się czują, przekonanie, że nie mogą zniknąć z posterunku nawet na chwilę i to jak one zniosą niebycie zawsze, w pogotowiu i na posterunku.

Często kalkujemy swoje lęki na dzieci, którym nie dajemy szansy poradzić sobie bez nas, uzależniając je od siebie. Nasze bąble teraz może nie mogą tego powiedzieć, ale sami byliśmy dziećmi- i kto się nie zgodzi z tym, że chcieliśmy mieć spełnionych, zdrowych i fajnych rodziców?

Bardzo dziękuję za odzew na ostatni tekst, jego część mnie jednak przeraziła. Kochane moje, jak czytam takie rzeczy w komentarzach to mam zawał:

“Ja od dziesięciu lat (tyle ma moja córka) dbam, organizuję, opiekuję się, latam po lekarzach, szpitalach a sam, wstyd się przyznać nie byłam u ginekologa od porodu i nie zrobiłam badań nawet tych najbardziej podstawowych…..”

W kwestii dbania o siebie- nie chodzi tylko o samopoczucie. Jesteśmy przykładem dla naszych dzieci. Zastanówcie się, czy chciałybyście, aby wasze córki oddały całe siebie swoim bliskim. Teraz robicie wszystko, by były piękne i zdrowe i chciałybyście, by tak było zawsze, a być może nie będą potrafiły same o siebie zadbać, bo nikt ich nie nauczy, kiedy ich własna mama to męczennica…

W kwestii zdrowia- to aż wstyd mi o tym mówić. Mnie też czeka operacja, też martwię się o Lenkę, bardziej o nią niż o siebie, ale na litość boską, ja chcę być przy niej jak najdłużej, na siłach i zdrowa, żeby ją wspierać i umierać tylko z dumy. Dbanie o siebie to mój obowiązek, wszelkie zaniedbania zdrowotne na pewno odbiją się czkawką w przyszłości a ostatnie, czego chce, to obarczać opieką nad sobą swoje ukochane dziecko.

I jeszcze jedno- nasze dzieci nie są dla nas. Nie wychowujemy ich dla siebie, a dla świata. Musimy je uczyć zaradności, samodzielności, funkcjonowania w grupie, nie możemy ich chronić przed wszystkim, bo muszą dać radę bez nas, żebyśmy potrafiły być spokojne o nie, kiedy już wyfruną z gniazda. Świat jest okrutny, może nie spotkają na swojej drodze życzliwych i troskliwych ludzi i muszą same umieć otaczać się troską i być dla siebie wsparciem.

Bardzo ciężko jest dorastać w domu w którym rodzic, rodzice, nie lubią siebie, nie akceptują, o sobie zapominają. A co za tym idzie, nie dbają i lekceważą swoje potrzeby. W wielu moich i waszych słowach przebijają się kompleksy, a prawda jest bolesna – jeśli my nie polubimy siebie, bardzo trudno będzie to zrobić naszym dzieciom. A nikt nie chce wysyłać w dorosłość najważniejszego człowieka na świecie obciążając go balastem braku wiary, kompleksów i, najgorsze, własnymi oczekiwaniami, których nam się nie udało spełnić, a których spełnienia oczekujemy od naszych dzieci.

To nie fair wymagać od swoich dzieci, żeby były szczęśliwe i uważały się za wartościowe, kiedy sami tego nie umiemy. Zapierdzielać mi natychmiast na badania, do fryzjerów, trzasnąć drzwiami od czasu do czasu, żeby się przyzwaić do hałasu, bo nasze dzieci nie raz nimi przed nami trzasną.

Zgadzasz się, a przynajmniej zamyśliłaś na chwilę? a może chcesz coś dodać? Udostępnij ten tekst, tylko wtedy możesz mi pomóc nadawać temu,co robię, sens.

___________

(* Tekst powstały w odpowiedzi na niektóre komentarze do ostatniego tekstu)

23 komentarze
  1. Holly shit – w wolnym tlumaczeniu “swieta racja!”
    Ale sama wiesz, ze odkad maluch pojawia sie na swiecie my i nasze potrzeby schodza na drugi a nawet dalszy plan. A czasem nawet nie masz po prostu czasu pomyslec o sobie w natloku wszystkiego.
    Jesli chodzi o zdrowie to priorytet – jako matki chcemy byc jak najdluzej zdrowe i sprawne, i powinnysmy swiecic przykladem!
    Jesli chodzi o tzw. “przyjemnosci” i inne luksusy to jeszcze ra dziekuje Ci za poprzedni tekst i dosadne uswiadomienie, ze owszem musze, MUSZE czasem pomyslec o sobie i zrobic cos dla siebie bez wyrzutow sumienia. I mimo, ze ta mysl obija mi sie czasem miedzy neuronami, to traktuje Cie jako osobisty, zewnetrzny glos rozsadku. :)
    Peace :p

  2. No Radomska, Ty jak coś napiszesz, to aż z kanapy mnie wyrzuca. Niech to szlag, przez ciebie zaczynam częściej myśleć, a mój mózg mądrości w takiej dawce, to nie ogarnia. I dzięki Tobie idę go zbadać. No dobra idę w ogóle zadbać, ale tym razem o siebie!

  3. Jako matka trójki dzieci w pełnym rozstrzale lat: 15, 10, 3, potwierdzam i zachęcam. Trzaśnijcie drzwiami. To jest tak cholernie trudne, kiedy patrzy się na swojego 15 letniego syna i 3 letnią córkę, mając w pamięci, że przecież jeszcze wczoraj…, a jak płakał, to zawsze byłam, a tę bajkę też uwielbiał, jak czytałam. A teraz jest a go nie ma. I za chwilę najmłodsza też trzaśnie tymi drzwiami. I tylko moje wspominki i zdziwienie zostanie, że byłam tak strasznie i niezbędne potrzebna, że wydawało się, że zastępuję tlen a tu powietrzem się staję i może mnie nie być, byle tylko chleb był w domu. Trudne sprawy.

  4. Choc czytam od niedawna to jednak w tej kwestii sie wypowiem. A wlasciwie przyznam zem sama winna! Mieszkam w UK gdzie czego jak czego ale szacunku do drugiego czlowieka ucza od najmlodszych lat. i to sie tez tyczy stosunkow Matka-Dziecko. Tu jest normalne ze mama kaze isc pociechom ‘na gore’ o ustalonej porze chocby sie walilo i palilo bo ona ma czas dla siebie. I to jest swiete! Bylam swiadkiem gdy pewna mama nakarmiwszy swoje dzieci zasiadala do odrebnego posilku z kolezanka (czyt. ze mna) i na prosbe ‘ mamo daj troche’ odpowiedziala: swoje juz zjadlas teraz ja jem. Szok? No wlasnie, winna jestem bo od wyrodnych matek ja wyzwalam (w myslach). A moze wlasnie trzeba zawsze takze o sobie pamietac bo w koncu dziecko glodne nie bylo? Ale sie rozpisalam…

  5. Bo w tym wszystkim wcale nie chodzi o to by być idealnym, zdecydowanie ważniejsza jest normalność. Tymczasem rodzice, chyba bardziej matki jednak, zapominają o sobie bo myślą, że tak trzeba. Jak mogłyby kupić sobie drogą, wypasioną kieckę, to nie wypada, bo przecież dziecku trzeba kupić kolejną landrynkową bluzkę. A ja wszystkim mówię, nie trzeba, to znaczy trzeba, ale tak samo sobie jak i jemu i to nie dlatego, że jestem egoistką, wszystko z powodu tego, że kocham moje dziecko. Nie chcę by kiedykolwiek musiało dźwigać bagaż – ona dla mnie wszystko, a ja nie spełniłem jej oczekiwań. Jakich oczekiwań? Chcę by potrafili gonić SWOJE marzenia, by potrafili wyciągać wnioski z porażek, by dbali o siebie i byli szczęśliwi. Nie snuję wizji wnuków, bo może geje i tak dalej. Tak naprawdę nie mamy wpływu na przyszłość naszych dzieci, za to mamy ogromny wpływ na teraźniejszość i jeśli ją wykorzystamy ona najprawdopodobniej, choć pewności nie mamy, zaprocentuje. Ale się rozpisałam :)

  6. Jestem dzieckiem matki, która zapomniała o sobie. Zawsze ważniejsze było to, że to na pewno ja jestem głodna, że trzeba zająć się mną, że to mnie potrzebne są nowe buty, koszulka. Że jabłko, banan, kawałek czekolady jest dla mnie, a nie dla niej. Zawsze to ze mną pierwszą leciała do lekarza, bo kichnęłam, ale pójście na kontrolę do ginekologa czy internisty to strata czasu, bo ona musi nam ugotować obiad, zrobić pranie, bo to ona najlepiej ugotuje, najlepiej upierze, najlepiej pozamiata podłogę. My nie zrobimy tego tak idealnie, jak ona, bo to jest jej obowiązek, my się mamy uczyć i się nie wtrącać.

    Ja się czułam tak, jakbym jej te banany od ust odejmowała i koszulę z grzbietu ściągała. Prosiłam, błagałam, już jako dorosłe dziecko, żeby poszła do lekarza, gdy kaszle, gdy ją coś boli. Tłumaczyłam, że to, że boli oznacza, że coś jest nie tak, że trzeba do lekarza. Nie, ona nie ma czasu. Ja się nie znam. Gdy będę miała własne dzieci to ją zrozumiem.

    No to dzieci nie mam i nie rozumiem. Nie rozumiem zwłaszcza dlatego, że rezultatem niewyleczonej infekcji jest uszkodzony mięsień sercowy. Że skutkiem niechodzenia do dentysty są problemy z zębami i najprawdopodobniej również to uszkodzenie i znaczna niewydolność serca. Że ból w kolanach nie pojawił się dla uciechy, tylko sygnalizował stan zapalny w kolanach. O problemach ze stopami to nawet wspominać nie chcę. Wszystko obecnie nie do wyleczenia.

    Tak więc, drogie mamy małych jeszcze dzieci. Dbajcie o siebie. Róbcie cokolwiek dla siebie. Chodźcie do lekarzy, fryzjerów, kosmetyczek, do kina, na spacer same, z koleżankami, psem, kotem. Idźcie gdziekolwiek, popatrzcie na kaczki DLA SIEBIE. Poczytajcie książkę. Idźcie na trening. Wasze dzieci będą was za to szanowały bardziej, niż za kupowanie batoników czekoladowych TYLKO IM, podczas gdy dla siebie nic. Rezygnując z siebie po to, by dać wszystko dzieciom, nie dajecie im NIC wartościowego. NIC.

  7. Złoty środek, temat stary jak świat, ale jak widać, nadal trzeba go wałkować :) Ostatnio u mnie na tapecie jest właśnie to wychowanie do życia w świecie – młody zapisany do złobkowej grupy w przedszkolu, ale dopiero od września, bo…boję się, że sobie nie poradzi. To znaczy bałam się, jeszcze do wczoraj. Teraz sobie myślę, że to nie jest kwestia poradzi-nie poradzi, po prostu się przystosuje, a ja mam całe wakacje, ostatnie takie, żeby go to tego przygotować. A potem fru! I tyle go widzieli, mam nadzieję :)
    Polecam w kontekście tego tekstu taki filmik children see, children do. Drastyczny, ale bardzo prawdziwy, sama wczoraj widziałam w poczekalni taką “męczennicę” mamę (która wprost i przy ludziach mówiła córce, że zmarnowała tyle lat swojego życia, żeby ją i jej brata wychować… i jej małą, nastoletnią kopię – brrrr! Koszmarek.

    1. “zmarnowała tyle lat życia”

      a, no właśnie chciałem coś podobnego napisać, że tacy rodzice to zwalając odpowiedzialność za swoje głupie wybory na własne dzieci zachowują się nieodpowiedzialnie. I nawet nie dostrzegają, że w tym jest błąd logiczny. Bo proces wychowania to ich cholerny obowiązek.
      A nad marnowaniem życia to się należało zastanawiać przed uprawianiem seksu, a nie później obarczać dzieci…

  8. Serio jestem nazywana wyrodną matką bo nie mam problemu wyjechać bez niej na weekendowe szkolenie z pracy bo zostawiam ją na noc u dziadków idę z mężem do teatru a potem na imprezę. Jestem straszna bo mam czas na fryzjera kosmetyczkę i wydaje na to ciężkie pieniądze. Jestem zła bo zarażamy córkę naszymi pasjami wyszukujemy coraz to lepszych miejsc na wycieczki a zamiast bajek w telewizji gramy z nią w planszówki rysujemy albo robimy maskotki z filcu (ja totalne antytalencie plastyczne). Nie boje się jej zostawić cieszę się że największym wymaganiem przed jej snem jest przeczytanie 3 bajek a nie obecność wyłącznie moja. Rozmawiam z tą 5 letnią dziewczynką poważnie i jak się z nią umawiam to obie musimy się tego trzymać choćby się waliło i paliło. Ona jest człowiekiem i nie zawsze będę przy niej a jeśli byłabym z nią non stop przez te 5 lat miałybyśmy obie duży problem bo twierdzę że robienie wszystkiego pod dziecko to krzywda nie tylko dla dziecka ale również dla matki i ojca bo rujnują siebie. Trzeba szukać złotego środka i pamiętać że my nasz związek jesteśmy tak samo ważni jak dziecko :)

  9. Ktoś mi kiedyś powiedział że żeby być szczęśliwym rodzicem trzeba być szczęśliwym człowiekiem… nie znajduje trafniejszej myśli do tego tekstu

  10. Autorko, wiesz co jest najlepsze w tym wszystkim? Że odkąd przestałam być mamą cierpiętnicą (tak, tak, mimo całej mej ogromnej miłości do mojego dziecka, taką właśnie byłam), moje dziecko jest ze mną szczęśliwsze. Serio! Wcześniej myślałam, że mama idealna to taka, która z sobą się nie liczy, a która cały swój czas i uwagę przelewa tylko na dziecko. Wiesz co wtedy czułam? Ogromną frustrację, bo z jednej strony oddałam siebie w całości, a z drugiej strony szlag mnie trafiał, bo siebie straciłam. Odbiło się to na relacjach z najbliższymi: mężem, dzieckiem. Odkąd uświadomiłam sobie, że macierzyństwo to jeden z elementów mojego życia, a nie całe życie, zaczęłam to życie jakby na nowo. Inaczej postrzegam siebie. Im lepiej czuję się ze sobą, we własnej skórze, tym szczęśliwsi są ludzie wokół mnie. Długo by pisać i opowiadać, ale prawda jest jedna: chcesz mieć szczęśliwe dziecko? Ucz go szczęścia na własnym przykładzie :)

  11. Maka Polka nie trzaska drzwiami ,szuka innych rozwiązań na siebie. A po za tym ,co to za życie , kiedy rezygnuje się z oddania części siebie bliskiej osobie ?

  12. Wyglada na to, ze jestem doskonala matka ;) Bo wyznaje zasade maski tlenowej w samolocie: najpierw zatroszcz sie o maske dla siebie, a dopiero potem zaloz ja dziecku. Innymi slowy, zadbaj o swoje potrzeby, zeby moc w pelni zadbac o dziecko. Moje dzieci potrzebuja mnie zdrowej, wypoczetej (w miare), pielegnujacej swoje pasje. Czasem nawet kosztem porzadnego obiadu ;)

  13. jak zawsze dobrze napisane :)
    jakoś od początku )od urodzenia synka) dbam o to, by np. móc w całości w spokoju zjeść obiad. jeżeli dzieciak jest głodny, najpierw karmię jego, potem stanowczo ogłaszam, że teraz mama ma czas na zjedzenie swojego obiadku, i zasiadam, nie pozwalając i nie reagując na nagabywania podopiecznego by “dać mu spróbować”, usiąść na kolanko. Toż samo tyczy się wyjscia do fryzjera czy na zwykłego papierosa, na dwór…to chwile dla mnie i tylko dla mnie, to czas po to by móc wrócić i nadal mieć chęć zajmować się codziennymi obowiązkami :)

  14. @Magda-przybijam High Five!:)))u nas dokladnie to samo podejscie.Swojego 5latka traktujemy jak dziecko oczywiste, ale takze jako malego partnera do powazniejszych rozmow.mega cuda sprawia poswiecanie czasu dziecku.No i nie powiem,jak juz przedadza(bo mam dwoch)to krzykne dosc glosno”w tym domu najwazniejsza jestem ja,CISZA!”….no bo taka prawda;))) btw USG piersi sobie strzelilam dzisiaj a co:))

  15. Ile razy ja próbowałam wyjaśnić swojej mamie, że zapierdzielając jak wół nic nie zdziała. Że nie pomoże nam matka, która się nie leczy, bo “nie ma na to czasu” i że chcemy ją mieć jak najdłużej… Ech, nie wiem jak można temu zaradzić. To nie jest egoizm, ja bym tego tak nie nazwała, bo wiem po swojej mamie, że te matki żyją dla dzieci… tylko pogubione. To przykre.

    1. ich już nie da się zmienić. Zwątpiłam już. Robię to, co chciałabym, żeby robiła moja mama, Lenka nie zrozumie, ale to moje “dziękuję”

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.