IMG_20150511_224440

Przez ponad rok byłam tylko mamą i wszystko kręciło się wokół Lenki. Każda inna aktywność była marginalna. Przymykając oko na piekielne początki mogę śmiało przyznać, że w przeciągu ostatniego roku doznałam najwyższego poziomu szczęścia w swoim życiu. Spokoju, spełnienia, ulgi i luzu. Nauczyłam się odpuszczać, olewam brudne gary, jeśli jest ładna pogoda i możemy iść grać w piłkę, kiedy Lenon funduje mi hardkor, kładę się  z nią o 21.

Wydawało mi się, że wyłączyłam na ten rok wszystkie MUSZĘ: muszę pracować, muszę czytać, muszę sprzątać, muszę się rozwijać, muszę… Skupienie się na jednym zadaniu – byciu szczęśliwą mamą, spokojnie wypełniało mi czas. Niemniej jednak dużo się zmienia.

Lenka chodzi na kilka godzin do żłobka, ja w tym czasie mam pracować na zlecenie i odpocząć. Pierwszy raz od niemal 2 lat, sama stworzyłam sobie taką możliwość- 5 godzin dziennie, które mogę wykorzystać jak tylko chcę. Płakałam z podniecenia na myśl o ostatnim poniedziałku, a okazało się… Że jestem beznadziejna.

Pierwszego dnia wymyśliłam sobie tyle zadań, że po Lenkę poszłam styrana i niemal na czworaka. Na placu zabaw z nią miałam ochotę zakopać się w piaskownicy. Dotarło do mnie, że jestem jeszcze bardziej zmęczona niż kiedy jestem tylko z nią i kiedy dla niej potrafię zingorować wszystkie “muszę, powinnam,trzeba”. Dzień później dodałam na instagrama zdjęcie, na którym po prostu, siedzę na balkonie i piję gorącą kawę. Kto ma małe dziecko, ten wie, jaka to przyjemność siedzieć i konsumować coś ciepłego i to nie z podłogi!  Siorbałam powoli, czytając komentarze, a w jednym z nich autorka przyznała wprost “że tak nie umie”. Nie umie odpocząć. Dotarło!

Przez 1,5 roku nikogo,poza nawleczonym oczywiście, nie obchodziło, jak daję radę. Nikt nie zastanawiał się, jak łączę obowiązki, nie dociekał jak można biegać po placu zabaw, parku, łazić z piłką, rowerkiem, wiaderkiem, piciem, bluzeczką pod pachą, po seriach nieustająco i nadal nieprzespanych nocy, czy nie miewam dosyć, nie jestem zmęczona. Świat ma mnie w dupie, i to jest piękne. To:”muszę” w mojej głowie to mój głos, a nie głos innych. Innych naprawdę nie obchodzi, jak Ola Radomska spędzi pięć godzin bez dziecka. Nikomu nie muszę się przypodobać, nikt nie patrzy mi na ręce. Nikt nie był mną przez ostatnie półtora roku. Nikt nie powiedział mi “Ola, weź dzień wolnego, wyśpij się, wyjdź zrób coś dla siebie”, a sobie sama nie umiałam. Postanowiłam jednak wziąć urlop.

Taki żenujący, ale dla mnie każdy jest potrzebny, bo go nie miałam. Codziennie od 7 do 12 mam wakacje. Postanowiłam tak robić jeszcze przez tydzień, a  w przyszłości do tego wracać. Bo mi się należy, bo nikt mi za moją pracę nie płaci, ba, po dłuższym czasie trąci już oczywistością. Bo… a w dupie mam nie, będę się przecież tłumaczyć z własnego odpoczynku, bo każdy człowiek na niego zasługuje!

Bo jestem ważna. Bo nie jestem robotem. Bo od matek się wymaga, ale o matki się nie troszczy, bo to przecież nadludzie i zawsze jakoś ogarną zbawianie świata i zupę na obiad.

Kolejne wyzwanie- nauczyć się odpoczywać i nic, dla nikogo, poza sobą, nie musieć i nie zwariować, to mój priorytet.A Ty? Troszczysz się o siebie?

Kiedy ostatnio poszłaś sama na spacer? 
Wyspałaś się?
Wyszłaś do fryzjera?
Zrobiłaś badania, odwiedziłaś chociażby dentystę?
Nie myślałaś o tym,  co dla kogo, kiedy, o której, muszę, powinnam, trzeba…?

 

49 komentarzy
  1. Prawda prawda prawda!
    Od roku odkładam wizytę u lekarza bo bedzie chcial mnie do szpitala położyć…
    A Lucyna zasypia tylko przy mnie…

    1. A jak nie pójdziesz do szpitala, Twój stan się pogorszy, po prostu nie dasz rady wstać któregoś dnia i wtedy zamkną ci w szpitalu na trzy tygodnie, nie 5 dni, to kto się zajmie Lucyną? Też mam skierowanie do szpitala. I pierwsze o czym myślałam, to kto uśpi Lenkę.

      A kto uśpi Lenkę, jak jej mama oleje każdą dolegliwość i przegapi objaw, który może oznaczać coś naprawdę poważnego? jak jej mamy nie będzie przy niej? Nie jesteśmy potrzebne tylko tu i teraz.

      Ja zamierzam doczekać chwili aż Lena się rozmnoży, żeby jej powiedzieć AHAHAHAHHA MASZ ZA SWOJE :)

  2. Muszę to u mnie słowo od zawsze, a jeszcze mając typowo matkę-polkę za wzór, co sobie nigdy nic kupi, bo jej szkoda pieniędzy, bo lepiej kupić lody dzieciom, nowe buty zimowe czy inne rzeczy, sama zaczęłam powielać ten schemat i zapieprzać, jak kurczak na fermie albo koń podczas westernu, jak ulubiona kasztanka Garrego Cooper’a. W związku z tym od 16 roku życia pracuje, pracowałam całe studia i wróciłam do pracy w 5 dobie po porodzie. I nie, nie mam cudownego męża. Mama mi pomaga, ale ty wtedy, gdy pracuje, bo to ja wstaję w nocy, ja tulę, jak wyłażą zęby. Mama tylko jest, jak pracuje. I też myślałam, że muszę muszę i muszę wszystko zawsze, wszędzie o każdej porze, każdemu załatwić, napisać, wytłumaczyć, opisać, wysłać, przesłać i odesłać 7 razy. Ale, macierzyństwo, mimo pracy cały czas, nauczyło mnie, że muszę odpoczywać. Że muszę dbać o siebie i czasem zacisnąć zęby i wydać na siebie, zrobić coś dla siebie. Bo skoro ja patrzyłam na to, że moja mama nie umie dla siebie i ja robię podobnie, to moja córka też tak będzie robić. I nie będzie dla siebie, a całe życie dla innych zapieprzać jak dzik. Ja mam myślenie jakie mam o sobie, samoocena leży i kwiczy od lat, ale moje dziecko nie musi. A widząc, że ja odpoczywam, że nie gary, pranie, czy cokolwiek innego jest ważne, ale mama czasem też sama dla siebie da jej odczuć, że ona jest ważna sama dla siebie i sama musi o siebie i o swój czas walczyć. Dla mnie to było cholernie trudne. Tym bardziej cieszę się, że Ty masz podobnie trudno(ale jestem wredna :P ). Ale cieszę, że nie jestem jedynym koniem w tym westernie. Powodzenia :)

  3. Słowa muszę, powinnam to słowa, które sprawiają, że czuję się gorszym człowiekiem. Że sama trzymam siebie na krótkiej smyczy, nie pozwalając odbiec i popatrzeć na siebie samą z perspektywy. Dla mnie marzeniem jest się obudzić i nie musieć. Ale nie w kategorii : muszę pracować, sprzątać, gotować, prać, tulić itp. Nie musieć się bać i martwić co będzie i jak będzie z moją rodziną i dziećmi. Ja znajduję czas dla siebie, biegam, chodzę do fryzjera, napiję się wina i spotkam z przyjaciółmi ( oczywiście z dziećmi:-). I doceniam te chwile. Gorsze jest to, że boję się i już:-( Jestem “późną” mamą i też boję się, że nie wystarczy mi na wiele czasu…

    1. Małgosia. Powiedz te wszystkie zdania zamieniając partykułę MUSZĘ na MOGĘ lub CHCĘ. Mogę pracować, chcę tylić, Mogę iść do fryzjera, mogę sprzątać. Nie jest lżej? I co to znaczy być późną mamą? NIe zauważyłaś, że nie ma dobrego momentu? Jak za wcześnie to źle, bo się nie zdążyło pożyć przed dzieckiem, jak za późno źle, bo dziecko do komunii a matka na botoks, ja niby urodziłam w optymalnym momencie, końcąc studia i co? Nie będę się rozpisywać. Engigmatycznie dodam, że GÓWNO :)

  4. Pamiętam, że gdy mój pierwszy synek był mały to jak tylko szedł spać włączał mi się motorek. Nadrabiałam całą domową robotę, a gdy się budził, marzyłam, żeby już by wieczór… Mąż dziwnie na mnie patrzył, kazał spać w tym samym czasie, bo dla niego nie ma znaczenia czy okna lśnią, ale mój wkurw owszem…
    Przy drugim dziecku jestem mądrzejsza, ale to był proces… P. ma prawie dwa lata, ale chyba od roku mogę powiedzieć, że złapała złoty środek. Gdy młody śpi, ja czytam, oglądam film, albo poświęcam się hobby (odkrytemu zresztą w czasie pierwszej ciąży). Rozwijam się “duchowo”, bo niestety według męża tracę czas, POWINNAM podnosić swoje kwalifikacje, bla, bla,bla. A ja wiem, że ten czas “luzu” wkrótce się skończy, wrócę do pracy, dziecko będę widywać przez chwilę dosłownie w ciągu dnia. Teraz jest mój czas, zamierzam być egoistką. A no i w sezonie wiosenno – letnim biegam godzinę co drugi dzień. Czas dla mnie, i tylko dla mnie. Jest bosko! Polecam.
    Ważna zasada: nie sprzątam, nie piorę, nie robię zakupów w weekendy. Jakoś żyjemy w tym bałaganie, ale za to jest wesoło. Muszę, przyznać, że z tym było najtrudniej. Ale warto :)
    Pozdrawiam Cię Radomska i żyj jak chcesz!

  5. Ja jeszcze tej drobnej wolności nie posiadam. Kiedy jednak mojego męża natchnie na zrobienie mi chwili wolnego, to ja zamiast rzucić swoje cztery litery na kanapę, to nadrabiam zaległości w domowych obowiązkach. Nie potrafię siebie zrozumieć. Jak mój mąż ma zostać sam w domu, to zanim wyjdę, już słychać jego chrapanie. Ja tak nie umiem i umieć nie będę, dupa mnie nosi i koniec. Odpocznę w trumnie.

    1. Oooo tak! Jakbym czytała o samej sobie. Usiąść na kanapie, pomalować paznokcie, obejrzeć serial albo pogapić się w sufit? Tak, tak oczywiście. Muszę zrobić coś dla siebie, ale najpierw MUSZĘ posprzątać, ugotować, prać, prasować, pracować, rozwijać się,uczyć się….

  6. Dzieki Radomska za rozgrzeszenie!!!! Ostatnio na spacer Korna zabral Tata a ja poszlam na solarium na drugi koniec osiedla i poczulam sie jak mloda bogini :))) bo mialam ten luksus 25min dla siebie (dojscie, 8min lezenia i przyjscie na plac zabaw) i zamiast wyrzutow sumienia mialam spalone plecy, hell yeaaaah :p

  7. Moma odwieczna walka z “głosem”, wypisz-wymaluj. ale na Szczęście między artykułami o kolorach niemowlęcych kup, ząbkowaniu i tych typu ‘naprawde możesz w expres tempie schudnąć po porodzie’, znalazłam kiedyś taki, gdzie ktoś mądry uzmysłowił mi że to właśnie ja jestem najważniejsza. Brudne gary wołające ze zlewu nie mogą ze mną wygrać. I cała masa rzeczy, za którymi głos murem stoi. Pierwszy raz był najgorszy – Ja, wyjść sama? Wyszlam, przyszłam, nikt nie umarł! :) Z każdym kolejnym, na spokojnie oddałam się od domu dalej niż 300 metrów ;)

  8. To teraz punkt widzenia osoby, która ucieka w pracę. I od siebie i od dziecka. Pracowałam cały urlop macierzyński. W domu, jak syn był młodszy to za dnia, jak starszy to nocami. Po macierzyńskim wróciłam do pracy, ojciec dziecka został z dzieckiem na urlopie wychowawczym – sam nie miał pracy, więc to było oczywiste. Gdy syn miał 1,5 roku zaczęłam pracować na 2 etaty. Weszłam w role typowego ojca.. czyli dziecko widuję wieczorami i w weekendy, i bywam wtedy tak zmęczona że nie mam siły/cierpliwości by się z nim bawić. Łatwo tracę panowanie nad sobą, częściej uciekam do innego pokoju, byle nie mierzyć się z buntem dwulatka. Dla socjalizacji syn chodzi do żłobka na 4 godziny, by tata też miał chwilę wytchnienia. Przyznaję, nie lubię weekendów, bo nie mogę leżeć martwym bykiem, a powinnam dzielić czas między pracę a syna. Pracę udaje mi się czasem olać, syna-nie da rady… Mam 39 lat, albo ja jestem już za stara, albo bunt dwulatka za dotkliwy bo tak, miewam dość własnego dziecka.. codziennie. Marzę by nie robić nic.. siedzieć na balkonie, czytać, patrzeć w chmury, nie mieć oczu dookoła głowy i nie martwić się co znowu zmalował syn. Oczywiście w żłobku jest aniołek, poza domem też, w domu okazuje nam cały wachlarz złych emocji. Jego emocje, których jeszcze nie potrafi wyrazić inaczej jak tylko waląc zabawką w podłogę.. i moje zmęczenie/zniechęcenie.. dają bombę. Brak pracy partnera i kłopoty finansowe i wychowywanie dziecka w spokoju i błogości.. nie idą w parze. Od kiedy próbuję utrzymać nasz dom sama, nie ma mnie… bywam mamą… tak bywam, jestem pracownikiem, ale nie jestem od dawna Joanną. Miewam przebłyski żalu, że nigdy nie byłam tylko mamą. To mój partner wypełnia większość świata naszego dziecka, ja w nim bywam. Patrzę z zazdrością na mamy spacerujące wolnym krokiem po parku z wózkami. Ja… w okresie wózkowym, zwykle biegłam do urzędów z karetą, i w koszu pod gondola woziłam towar od sklepu do sklepu. Większość mam narzeka, że dziecko pochłonęło całe ich jestestwo… Ja, mogę narzekać, że sama, dobrowolnie oddałam się pracy, z maleńkimi przerwami na bycie mamą. Ale czy dobrowolnie? Mówię sobie czasem, że chciałabym normalnej rodziny, gdzie facet zarabia na chleb, a ja mogę sobie pobyć kurą domową. I to okoliczności bezrobocia zmusiły nas do postawienia na głowie naszego światka. Ale z drugiej strony…. Gdy pracoholiczka rodzi dziecko, zwykle późno, to ono chyba nigdy nie stanie się pępkiem jej świata, bo tenże świat od dawna ma swoje priorytety.
    Tylko czasem, gdy partner pyta mnie, kiedy ostatni raz byłam szczęśliwa, to szklą mi się oczy. Bo ja sie czuję między światami. Dziecko sprawiło, że zawodowo nie zrobiłam tego czy tamtego.. Praca sprawiła, że nie byłam i nie jestem z dzieckiem tyle ile bym chciała/powinna. I gdy tak się miotam pomiędzy, kompletnie gubię siebie. Swoje potrzeby i pragnienia. Więc, Radomska… olewam siebie ile wlezie, nie troszczę się. A mimo wszystko czuję się egocentryczką.

    1. Joanna, piszesz od dawna, od samej ciaży. Jest mi strasznie cię szkoda, bo wydajesz się być pernamentnie nieszczęśliwa. Nadal nie dociera do Ciebie jednak PODSTAWOWA rzecz- to nie jest wina problem Twojej pracy, dziecka, partnera. Ty byłabyś nieszczęśliwa w każdej możliwej życiowej konfiguracji. Ty w ogóle nie zakładasz, że możesz inaczej. I tak jest od lat. Tylko mogłabym Ci współczuć i głaskać gdyby nie to, że gotujesz PIEKŁO synowi, on wszystko wychwytuje. Nie mądrze się, wróciłam do lekarza wracam do leków Joanna, to nie wstyd. Top nie Twoja ani moja wina, że jebana serotonina nei dociera gdzie powinna. Ostatni raz do Ciebie apeluję, wróć do psychiatry, dobier dobre leki i idx na terapie. Umrzesz nieszczęśliwa i wykończysz wszystkich. Order dla partnera, każdy by się zawinął dawno z beradności. I wiemm, że to nie tak, że ty nie chcesz pomocy, po prostu nie jesteś w stanie, ale kurwa mać, skoro miałas siłę z towarem pod wózku, to miej siłę ze sobą do lekarza. Życie nie jest takie ohydne i Ty nie jesteś złym człowiekiem. Jesteś chora, jakbyś miała nadciśnienie brałabyś leki, żeby je wyregulować. Nie będę Ci stawiać diagnozy, ale leki na pewno Ci pomogą. Idź i bądź szczęśliwa,bo cię kopnę w łeb zaraz.

    2. Joanna…. hmm …jakby Ci to powiedzieć byłam w podobnej sytuacji. Praca wprawdzie nie na 2 etaty tylko na 1,5 etatu.I partner obok, który najpierw pracował po całych dniach i wieczorach i nic nie robił w domu a kiedy stracił pracę to nie mógł się odnaleźć w żadnej innej i przez ponad rok nie pracował.Akurat przestał pracować kiedy ja wyładowałam w szpitalu. Jakoś go to do niczego nie zmobilizowało, więc jak tylko ledwo stanełam na nogi wróciłam do pracy, bo ktoś musiał dom utrzymać i kredyty. Musiałam zacząc brak leki p.lękowe bo nie dawałam rady, poszłam do psychologa.To on mi uświadomił że to ja nosze portki. Nadmienię że mój młody ma ADHD. Załatwiłam facetowi kurs dla rodziców dziecka z ADHD i co????? On nie widzi problemu a kurs olał. Dowiedziałam sie jak młodemu załatwić biofeedback – trzeba było go jedynie wychodzić w PPP, wszystkie skierowania załatwiłam, ale nie miałam już siły wydreptać mu wolnego termiu. No dobra zapisałam go na terapię grupową i grafik ustawiłam żebym mogła tego osobiście dopilnować. .Zaczęło nam brakować pieniędzy na moją rehabilitację i co? Zero spinki. Tak długo to wszystko znosiłam bo chciałam żeby mój młody miał pełną rodzinę. Dziecko z ADHD jest nadwrażliwe i całe otoczenie wokół burzy jego poczucie wartości, odczytując jego zachowanie jako niegrzeczne i ciągle go karcąc. Ale nie wytrzymałam -dałam facetowi ultimatum albo znajduje pracę albo fora ze dwora. Ok ja Ale znalazłam mu pracę za granicą i przez pierwszy miesiąc pomagałam jak mogłam, finansowo również. Mam już za proszeniem dość roli siłaczki. Jak się okazuje jak na razie sama z dzieckiem radzę sobie wyśmienicie.. Wprawdzie ten tekst piesze chyba ze 40 minut bo musiałam od niego odejść do stłuczonego wazonu, nastrugać kredki, zawiązać chustę ninja. Chodzę jeszcze do psychologa która mi uświadamia że jestem dzielna, bo sama mam tendencje do ciągłego krytykowania siebie i wymagania więcej Wiem jedno że jak coś nie gra to trzeba to zmienić

  9. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że tak, troszczę się o siebie od samego początku mimo bardzo trudnych początków i niełatwego teraz (kiedyś: ciągłe pobyty w szpitalu, poważne operacje z zagrożeniem życia; teraz: już “tylko” opóźnienie rozwoju, które raczej już pozostanie). Mam to szczęście, że mam całą rodzinę na miejscu, chętną do pomocy. Od samego początku pozwalałam sobie pomagać, nie próbowałam być niezniszczalna, żeby potem paść na pysk – już w szpitalu dyżurowaliśmy wszyscy na zmianę. Córka więc od początku była przyzwyczajona do wszystkich członków rodziny i nigdy nie było problemu, żeby z kimś została. Nigdy też nie miała problemów ze spaniem, więc pod tym względem mam szczęście (chociaż oczywiście zamieniłabym chętnie wszystkie problemy rozwojowe i zdrowotne na problemy ze spaniem ;)) . Mąż zawsze chętnie zostawał z dzieckiem – nie jesteśmy parą, która wszędzie musi chodzić razem, więc każde z nas stosunkowo często wychodzi i spotyka się ze znajomymi, bez konieczności angażowania w to babć za każdym razem. Bardzo też pilnuję mojego świętego czasu, jakim jest czytanie w wannie po położeniu dziecka spać i raz albo dwa razy w roku wyjeżdżam na kilka dni ( na ogół odwiedzam koleżanki mieszkające w innych miastach). Od 1,5 roku pracuję, a córka chodzi do przedszkola integracyjnego. Czasami trudno wszystko ogarnąć i jeszcze znaleźć czas dla siebie, ale staram się i jak do tej pory wychodzi. Oczywiście z pomocą innych – bez pomocy nie udałoby się nic (poza leżeniem w wannie, kiedy dziecko śpi) i jestem za tę pomoc ogromnie wdzięczna (oczywiście tu bardziej mowa o dalszej rodzinie, tata to tata – jest dla mnie oczywiste, że też zajmuje się dzieckiem). A do lekarzy latam ciągle, bo jestem hipochondryczką ;))))

  10. Mój synek ma 5 lat ,a córka 18 m-cy. Nie mam pojęcia co to czas tylko dla mnie. Obecnie chwile wytchnienia mam w ciągu 8 godzin w pracy! Pozdrawiam :)

  11. Każdego dnia robię coś dla siebie :) Żelazna zasada, jak nie zadbam o siebie, nie będę w stanie zadbać o nikogo innego. To może być nawet 15 minut w szczególnie zabieganym dniu, ale musi być. Zresztą nie jestem na tyle zamożna, żeby było mnie później stać na leczenie skutków niespania, jedzenia w biegu czy braku odpoczynku.

  12. Też tak miałam. Miałam, bo teraz Hanka ma 3,5 roku, a ja zaczęłam robić coś dla siebie. Choćby się waliło codziennie mam 45 minut dla siebie. Przeznaczam je na spinning przy oglądaniu filmów. Dwa w jednym. ;) niby nic, ale w porównaniu do poprzednich lat bardzo wiele. Mąż mnie wspiera, rozumie. Zresztą bardzo często słyszałam i od niego i od mamy, że mam odpuścić. Ale nie potrafiłam. Dzisiaj się tego uczę. Małymi kroczkami. To samo tyczy się zakupów. Kiedys tylko dla Hanki, teraz dotarło do mnie, ze Hanka ma więcej ciuchów niż troje dzieci razem wziętych, a ja chodzę jak obdartus. A i na przyjemność znajdzie się czas. Dzisiaj kupiłam bilet na koncert zespołu, który chciałam zobaczyć od czasów liceum. Ale muszę być szczera – gdyby nie mój mąż i moja wiecznie jęcząca matka chyba nadal byłabym na etapie “muszę robić wszystko” ale “nie mogę nic zrobić dla siebie” za co im dziękuję :)

  13. Olcia, mam pytanie małe, to że Lenon jest w żłobku od 7-12 to jest tylko Twoj wybór? domyślam się jako mamuska szalona 2 synów, ze masz jeszcze pępowine aby ja puszczac na dłuzej, ale moze za jakis czas sporóbuj do 14:00 np wtedy bedzie czas I na prace I na kawe :) a daję Ci słowo, ze Lenon nawet tych dwóch godzin nie zauway a Ty tak…. :)

    1. Ewuńcia, dzięki za troskę,ale wszystko przemyślane :) Po pierwsze żłobek prywatny, a większy pakiet jest droższy, a nie mam tylu zleceń, żeby to miało sens. Po drugie- LENA ODSYPIA ŻŁOBEK 3 GODZINY.mam 8 godzin, place za 5 :) se se se!

  14. seseseseses i wszystko jasne! :D :D śpiące dzieci to błogosławieństwo, mój 3 letni Miś nadal miewa w weekendy drzemki po 3h….ale tak aby się zgrali z bratem jak był mniejszy to nie ma bata, jak jeden spał to drugi się budzil ;))
    ale teraz np. 19:41 chlopaki moje maja 3 i 5 lat i są z tatuśkiem na rowerach…a mama w dresikach cudo siedzi i odmóżdża się w kolejnych nagranych na dekoderze odcinkch “Na Wspólnej” hehehehe …Ola jeszcze będzie pięknie, tzn piękniej :D ja teraz odżywam…sami dajemyrade, bez babć, bez opiekunek, żłobki, przedszkola dają radę, szczególnie państwowe- jesteśmy wybrańcami ;) bo weź tu opłać 2 dzieci x 1300zł + kredyt– wiwat stolyca :/ pozdro 600 z kanapy;) xxx

  15. Dziecka nie mam, ale mam matkę, która zawsze coś chce, coś muszę dla niej/z nią zrobić. Wiem, stara krowa jestem, a matki się słucham. Ale to taki trochę toksyczny związek jest. Pierwszą rzecz jaką zrobiłam tylko dla siebie z czystego egoizmu była wyprowadzka z domu. Boże, jak ja odpoczęłam! I mimo, że teraz znowu mieszkam z mamą (taki dodupny splot zdarzeń) to jednak umiem powiedzieć “nie, bo teraz robię coś na komputerze/czytam/idę na spacer/jadę do koleżanki, możesz poczekać, nie pali się”. To takie fajne uczucie mieć czas dla siebie!

  16. Ja od dziesięciu lat (tyle ma moja córka) dbam, oranizuję, opiekuję się, latam po lekarzach, szpitalach a sam, wstyd się przyznać nie byłam u ginekologa od porodu i nie zrobiłam badań nawet tych najbardziej podstawowych…..

  17. Pracuję w bardzo podobnym trybie – tzn 5h dziennie, ale też nie codziennie, bo jeszcze syn nie poszedł do żłobka. Też kiedy akurat pracy miałam mniej nie wiedziałam co z sobą zrobić, ale od jakiegoś czasu też już wiem co zrobić – wypić tę cholerną kawę i pomalować paznokcie ;)

  18. Kiedyś, jak tylko Ślubny zabrał dziecko (wtedy jeszcze sztuk jeden) do parku czy gdzieś – od razu nadrabianie zaległości domowych, na które nie miałam czasu czy siły po pracy: wiadomo – sprzątanie, pranie, etc.
    Przy drugim nieco stopowałam – pół na pół. A teraz, kiedy lada chwila dołączy trzecie, leję na obowiązki :) Odsypiam, maluję paznokcie, piję ciepłą (!) kawę, błądzę w internetach, czytam książkę.
    Mam nadzieję, że szybciej niż ja dojrzejesz do etapu pozbywania się dzieci na noc w ramach nocowania u dziadków :)

  19. Poobierania drzemka mojej rocznej biegającej istoty. I… nie zrobiłam nic. Zupełnie nic. Pierwszy raz. Niech zakwitnie patelnia w zalewie, a kosz z praniem zacznie strajkować. Niech mąż patrzy przecierajac szkła okularów, a dywan traci kolor na rzecz ilości paprochów… Ja dziś nic nie muszę. Dziękuję za ten tekst. P.s. Juz małżonkowie Twoich czytelniczek piszą petycję, o usunięciu Cie z blogosfery za rozpustną namowę na urlop matek, które przecież i tak ‘nie pracują’?

    1. a który z nich został kiedyś na weekend sam na sam z dzieckiem, bez przygotowanych ubranek, planu dnia, mrożonek, knajpy w pobliżu? szach mat nadal. :) miłego odpoczywania cześciej!

  20. W pewnym momencie mojego życia poznałam koleżankę Ole, którą uważałam za dziunię, Jednak w toku naszej znajomości uznałam, że jest mega mądrą kobietą. Pamiętam jej słowa z przed kilku lat jak stwierdziła, że jest wielką egoistką. I to właśnie z egoizmu o siebie dba o swoją rodzinę i o siebie. Kiedy w zeszłym roku zostałam matką zrozumiałam w 100% jej słowa. I wiecie co też jestem egoistką. Dbam o zdrowie mojej córki, o to jak się odżywia, jak się rozwija.Bo dbając o to wiem, że robię sobie dobrze (jakby dziwnie to nie zabrzmiało). Jednocześnie zrozumiałam, że mimo mojej całej miłości i nie wiem jak wielkiego wysiłku nie jestem uchronić mojego dziecka przed złem świata. Dlatego gdy idę z nią na pobranie krwi to jako jedna z nielicznych matek nie płaczę!!!!!

  21. Hm..moja mała istota ma 16miesiecy..i przyznam sie bez bicia ze po pół roku bycia mama po prostu zastrajkowalam..powiedziałam otwarcie,ze bycie mama jest najcudowniejsza rola, jaka mnie w życiu spotkala, ale do jasnej cholery jestem przede wszystkim kobieta, która ma swoje potrzeby! Potrzebuje wyjsc z koleżankami dwa razy w tygodniu, przynajmniej raz w miesiacukino, raz w tygodniu nauka jezyka i to nie podlega dyskusji. I niech sie wali niech sie pali ale nie odpuszcze :) ubóstwiam swojego synka, uwielbiam spacerowanie z nim i pokazywanie mu swiata, uwielbiam z nim gawędzic i gotowac, ale nie ukrywam ze nieszczęsna nie mam cierpliwości, mam dosc, jestem zmęczona..nie mam syndromu matki Polki, nie zamierzam miec więcej dzieci bo po prostu nie chce, nie moge sie doczekać kiedy pójdę do pracy, nie mam wyrzutów kopnąć męża rano pod kołdra, ze to jego kolej wstawania a ja wynurzam sie z łóżka o 10..wyznaje zasadę, ze ja wszystko moge a NIE MUSZE..i wiecie co? Jestem szczęśliwa, a moj maz jest dumny(co mi ostatnio powiedział), ze ma tak fajna babeczke ;) ps. Oczywiście możecie sobie wyobrazic co myśli o mnie moja teściowa ;)

  22. Oj tak! Tego mi było trzeba przy porannej!? kawie. Potrzebuje zrobic coś dla siebie i to juz!. Jestem mama 15 miesiecznej Barbary,a w brzuchu hoduje Helene ktora ma zamiar wyskoczyc we wrześniu i wtedy o wolnej sekundzie będę mogla pomarzyć. Chce a nie musze – święta racja! Gdyby tylko moj małżonek zrozumial,ze jak wraca z pracy to idzie sam na spacer z Baskiem a nie wypomina mi ze on nie jest samontym ojcem i sam z dzieckiem chodzić nie chce, woli rodzinnie. Mdłości dostaje jak mysle o rodzinnym spacerze jak moglabym w tym czasie,spac,pojsc do toalety w samotnosci czy zadbac o swoje stopy. Dzizas!!!Chce urlopu!

    1. jakoś sobie wyobraziłam jak stajesz asertywnie i ryczysz “Na litość boską, Barbaro! Heleno! Apeluję do Twojego zdrowego rozsądku!” ahaha, genialne imiona :)) najlepszości Kam, najlepszości :)

  23. Nie wiem jakie wy macie dzieci, ze tak bardzo domagacie sie odpoczynku. Spychacie dziecko na drugi plan, nie wiedzac co dzieje sie nim w zlobku. 3 lata zycia dziecko powinno spedzic z rodzicem. Pracuje w zlobku i wiem jak tam traktuje sie dzieci i serce mi peka, ze rodzice maja az tak tragiczna sytuacje ze MUSZA tu zostawiac dzieci. Mysle sobie… naprawde musi byc im ciezko i nie maja wyboru, dlatego pracuja zostawiajac malenstwo w zlobku. ALE ZEBY SOBIE KAWE WYPIC? LITOSCI!! Z DZIECKIEM TEZ SIE DA…

    1. Jesteś bardzo niesprawiedliwa, wiesz? Rodziny w których utrzymanie jest możliwe z jednej pensji, to minimalny procent. Powrót do pracy czy jej znalezienie, to koszmar. Nianie wołają sobie 10 zł za godzinę. Myślisz, że to jest łatwa decyzja? Że dobro dziecka nie jest na pierwszym miejscu? 3 lata powiadasz, kiedy macierzyński i tak długi, ma zaledwie rok. 3 lata. Kolejne bez stałej pracy i dochodu. Siedząc w domu skazuję swoje dziecko na to, że będzie musiało mi pomagać, bo nie utrzymam się sama z emerytury, bardzo to troskliwe. I ta pierwsza osoba l.poj. nie oznacza moje zdanie, to po prostu odmienna od twojej perspektywa. Myślisz, że nie pękało mi serce, kiedy dostałam pracę, że Lenka będzie w żłobku 10 godzin dziennie? Ale marzę o lepszym zyciu dla nas i o rodzeństwie dla niej, nie za 10 lat, jak odchowam ją i odbuduję jakąś pozycję na rynku pracy? Pracę straciłam, bo zachorowała. I mogłam się cieszyć tym czasem z nią, zastanawiając jednak jak damy radę z jednej pensji. Nie ma prostych odpowiedzi na trudne pytania.

      Wybrałam optymalnie. Lenka chodzi do żłobka na kilka godzin, jest przeszczęśliwa, rano zakłada getry na szyje, w piżamie zabiera buty i mówi, że idzie. W dwa tygodnie zrobiła postępy, których nie było przez dwa miesiące, mimo, że poświęcam jej 80% mojego czasu, energii i sił. A dziś płakała jak ją zabierałam. Pracę zdalnie za śmieszne pieniądze, żeby dać nam czas. Jej sie oswoić, może uodpornić, a samej rozejrzeć się za czymś na stałe. I to jest moim zdaniem optymalne i najlepsze rozwiązanie. Gdybym przeczytała Twój komentarz będąc pracującą matką z kredytem i dzieckiem w żłobku, pękłoby mi serce.

  24. Cóż za wspaniały tekst….. Ja też mam teraz tydzień wolnego. Wprawdzie nie wyspałam się i nie poszłam do fryzjera ale teraz pije sobie kawę i czytam Twój post. Jeszcze 5minut temu mój młody ciągle marudził – pobaw się ze mną . Byłam z nim na rolkach ze dwie godziny i teraz powiedziałam mu nie! Niech się sam bawi a ja pije kawę:-)

  25. aaa i jeszcze chciałam Wam powiedzieć że ja w zeszłym roku tak o sobie zapomniałam że trafiłam do szpitala w skrajnym stanie. Dwa miesiące w łóżku leżałam i tak się nakręciłam że musiałam łykać tabletki przeciw lękowe, tak się potwornie bałam kto się teraz młodym zajmie. Więcej krzywdy zrobił mu mój lęk niż sam fakt mojego leczenia. Nie odkładajcie więc leczenia bo dziecko i tak wyczuje Wasze “lęki”.Im szybciej tym lepiej:-)

  26. …właśnie jestem Olcia. Matka dwóch synów i mam dwa kredyty,wiec jestem szvzesliwa podwójnie. Nie kroi mi sie serce no wiem że krzywda im się nie dzieje,inaczej nie chodziliśmy z uśmiechem.na buzce co rano….Ej Ty Ewka jak smiesz tak pisać, chyba mama nie jesteś,masz dzieci? No przyznaj się! 3Lata w domu hehe dobre żarty!podać Ci nr konta możesz mi wpłaty robić a ja chętnie posiedze z dziećmi.żałosny wpis!Moi oboje poszli w wieku 10mies do żłobka i wiesz co nie żałuję niczego,panie bcudowne,rozwijają się świetnie,a ja mam co do garnka wlozyc i rachunki oplacic….

  27. A ja do lekarza chodzę. I to nie jednego. Oczywiście wszędzie “taszcze” swoją księżniczkę ale jednak chodzę. I tak oto pojawiła się konieczność wykonania zabiegu usunięcia naczyniaka na prawej dłoni. Problem jest taki, że to będzie już w sierpniu. A moja księżniczka bez cyca ni rusz nie zaśnie zresztą o nauce picia z butelki nie myśli ale to chyba dlatego że jest bardzo mądrym dzieckiem i wie że skoro mama ma cyce to po co ma pić z butelki? A gdy proszę mojego “jeszcze nie męża” by pomógł mi nauczyć małą pić z butelki to on oczywiście nie ma czasu. Lekarz zapowiedział mi że na minimum 10 dni ręką będzie unieruchomiona i że pp będę musiała być na silnych lekach. Co z automatu wyklucza karmienie naturalne. I co tu począć bo przecież przez 10 dni nie będę głodzić dziecka. Ale wiecie co. Na te 10 dni mam już załatwioną pomoc… jadę do przyjaciółki.
    Wiec dziewczyny dbajcie o swoje zdrowie i korzystacie z pomocy nawet przyjaciół (gdy bliscy zawodzą)

  28. He he, miałam to samo! Starszy poszedł do przedszkola, młodszy drzemał w południe 3 godziny a ja pierszego dnia ledwie Go odebrałam tak się narobiłam… A teraz też wziełam wolne, np. siedzę, popijam kawę na ogródku, patrzę w niebo i na drzewa! Rany, jaka radość i błogość…

  29. Radomska, genialne masz te swoje teksty … chyba stanę się Twoją fanka ;)
    Przez link na fb chyba staniesz się najsławniejsza ciotką w Klubie Malucha ;)
    A tu wypisz wymaluj samo życie … Fajnie wiedzieć , że nie tylko ja tak czuję i ze nie jedyna mam takie rozterki.
    U nas różnica jest taka że ja pracuje bo zawsze ceniłam sobie niezależność i wróciłam po macierzyńskim do pracy żeby nie zgłupieć bo odkąd Tolka Demolka jest z nami nie miałam nikogo do pomocy … i przy jej żywotności ;) byłam już tak zmęczona i wykończona opieka nad mała i domem, że musiałam wyjść do ludzi by nie zgłupieć.
    A teraz dochodzę do wniosku że to może jednak był błąd bo chałupa nieogarnięta, gary niepomyte, bałagan po całości a moje dziecko spędza większość dnia z obcymi osobami zamiast z rodzicami … Do tego mój mąż ciągle mi mówi że ja pracować nie muszę w naszej sytuacji i dla dobra wszystkich powinnam rzucić prace i zając się dzieckiem i domem by było jak trzeba … No i stoję miedzy młotem a kowadłem myślę i myślę ciągle się waham …
    Jak patrzę jak szybko mija czas, to zaczynam żałować że nie poświęcam małej więcej czasu i zastanawiam się czy przez moje egoistyczne ambicje nie działam na szkodę całej naszej rodzinie, bo mała jest spragniona mnie, ja jej, nasze relacje z mężem są coraz gorsze poprzez niewyspanie i nocne kłótnie kto teraz wstanie kto zrobi mleko kto poda dydka bo wypadł … ehh … nie znaju szto mnie djelac …

    1. tu jest, że Tolka!!! aaa! czytałam nieprzytomna! ja jestem po drugiej stronie, z Lenonem w domu bez stałej pracy. I nie mogę zaoferować Lence nic, bo wszystko idzie na żłobek, co zarobię. Tu nie ma dobrych rozwiązać, dobrze wiesz. Zawsze trzeba wybrać…Niestety.

  30. A nawiązując do wypowiedzi Ewy z 14 maja – nie wiem w jakim żłobku Pani miała przyjemność bądź nieprzyjemność pracować, ale w Klubie do którego chodzi moja córka i córka Oli dzieci nie są źle traktowane i myślę, że w dzisiejszych czasach nie do pomyślenia byłby złe traktowanie dzieci w takiej placówce, prędzej czy później szydło wyszłoby z worka.
    Ale by mieć pewność, że moje dziecko ma dobra opiekę i jest bezpieczne zapisałam je właśnie dlatego do prywatnej placówki.
    Cóż … koszt tej przyjemności zabiera mi niemalże połowę mojej pensji ale przynajmniej jestem spokojna o to ze mojemu dziecku nie dzieje się tam krzywda.
    Jak ją odbieram z Klubu to ciągnie mnie na salę i pokazuje co narysowała albo proponuje mi niewidzialna herbatę z zabawkowego czajniczka, częstuje tez nią ciocie i nie ma zamiaru zbierać się do wyjścia, wiec to jest dla mnie najlepszym potwierdzeniem ze dokonałam dobrego wyboru jeśli chodzi o placówkę.
    Jeśli Państwo polskie gwarantowałoby zasiłek macierzyński wypłacany przez 3 lata opieki nad dzieckiem to proszę uwierzyć p. Ewo, że instytucja żłobka nie miałaby wtedy racji bytu bo każda matka mając zagwarantowane jakieś zaplecze finansowe wolałaby opiekować się swoim dzieckiem przez pierwsze lata jego rozwoju …

    1. Katjuszka, kozo, wies ziel się głowiłam, żeby dojść do tego, mamą którego bąbla jesteś? :D Lenon też uwielbia żłobek, od lipca dołączy nowa ciotka, moja znajoma, także tym bardziej łeb spokojny :)

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.