W urodzinowym prezencie zafundowano mi absurdalną porcję emocji. Mama latami zgrywała na VHS fragmenty imprez okolicznościowych na których pojawiałyśmy się z siostrą, żeby zachować wspomnienia. Po latach tata życia bez magnetowidu tato zgrał je na pendrive’a i mogłyśmy do nich wrócić.

To zupełnie inne doświadczenie, choć na co dzień rejestruję wiele momentów i zdarzeń z życia córki i problemem nie jest brak wspomnień na zdjęciach czy filmach, tylko brak miejsca na kolejne ramki czy czasu na powrót do nich. Kilkadziesiąt lat temu nagranie było świętem, a jednocześnie stanowiło element reportażu. Niby każdy stawał na rzęsach, aby dobrze wypaść, ale brak obycia z kamerą zdradza wiele.

Dziś zobaczyłam dziadków, których przyszło już pochować. Moje kuzynki w dziwnych fryzurach, które ledwo ukończyły naście lat, a teraz są po czterdziestce. Siebie z czasów grubych szkieł, masy kompleksów i tak silnej relacji z rodzicami.

Pamiętałam, a raczej opowiadano mi, że dziadek Marian kupił wszystkim swoim trzem wnuczkom różowe balowe sukienki, ale zobaczenie tego, jak tańczy z nami dumny jak paw to zupełnie inna ranga. WIem, że zawsze byłam przylepą taty, ale powrót do wspólnych tańców na weselu sprawił, że zalało mnie tsunami wzruszeń. Z nagrań dowiedziałam się jednak dużo więcej, niż tego, że moda na trwałą ondulację nigdy nie powinna istnieć, a pomysł z żydowskimi pejsami kręconymi na pierwszą komunię był, delikatnie mówiąc, nie do końca trafiony.

Moja mama wyglądała jak gwiazda filmowa

PAmietam, że życie poświęcała nam i pracy, a w mojej świadomości istniała jako mama od przytulania, gotowania, ogarniania i opieprzania. Nie pamiętam, żebym, niestety, dostrzegała w niej odrębny byt i kobietę. Tym bardziej taką z własnym stylem gustem i smakiem.
Na nagraniach jest mniej więcej w moim aktualnym wieku. A ja nie mam pojęcia o czym marzy i czego, poza tym, żebym nie podarła rajstop przed wyjściem z domu, pragnie.
Komunia moja, siostry, jakieś wesele – różne momenty na osi czasu, różne wydania mamy: w krótkich blond włosach, upiętym koku, złotej sukience, brzoskwiniowej garsonce. Jak mogłam nie widzieć, że moja własna mama, nie jakaś wielka gwiazda z telewizji, a Ela, córka i żona rolnika, miała tak świetny gust? Dziś piałam z zachwytu, o 20 lat z hakiem za późno. Czuję wstyd i zmieszanie.

Kobiety mają przejebane

Ta informacja nie wymagała dowodów filmowych, ale te tylko je potwierdziły. Babci nie było na kościelnych uroczystościach, choć paradoksalnie to dla niej były chyba najważniejsze. Stała w garach, by wykarmić gości. Piękna mama też była skupiona na obsługiwaniu. Na twarzy każdej z nich widać ogromny stres, napięcie i przemęczenie – przygotowania startowały na długo przed dniem uroczystości. Panowie siedzieli uradowani, w wyprasowanych przez swoje żony, a jakże, koszulach, polewając sobie alkohol. Mama pewnie nawet nie jadła, bo nie zdążyła, a ja i moje siostry nasiąkałyśmy przekazem, że tak ma być – że dzieci może wspólne, ale obowiązkom wystarczy matka.

Więzy krwi to za mało

Zaprosić, bo wypada, bo trzeba, bo ktoś się pogniewa, bo bliska rodzina. A potem po prawie trzech dekadach uświadomić sobie, że wujaszek Romek to zawsze patrzył na moich rodziców, którzy donosili mu jedzenie i zimną wódeczkę, jak na gorszych – z pogardą. Ponoć żyjemy w czasach upadku rodzinnych wartości.
Chyba wolę wierzyć, że przestaliśmy tej wartości szukać siadając przy stole z ludźmi, którzy wcale dobrze nam nie życzą i przez te kilkadziesiąt lat, które minęło, które sprawiło, że nie wyprawiamy imienin na 40 osób i weseli na skalę koncertu, doświadczyliśmy boleśnie, dlaczego marnowaliśmy swój czas na nieodpowiednie towarzystwo

Szkoda, że wyjątkowe chwile okazują się takie po czasie

Nie ma już krzaczastych brwi dziadka i jego ciętych ripost. Babcia mojej mamy siedziała na komunii sama, w rogu – nigdy się nie dowiem, co mogłaby mi opowiedzieć kobieta, po której odziedziczyłam imię. Dziś płakałam, że nie zdążyłam jej poznać. Wtedy nawet nie zdawałam sobie sprawy, że siedziała przy stole.

Socjalizację zbyt łatwo można pomylić z tresurą

Rzędy dziewczynek z wypiekami oglądającymi swoje białe sukienki, których pod groźbą wpierdolu nie wolno było ubrudzić. Klękanie na akord, bez refleksji, jak tresowane na serii prób pieski. Krągłe słowa spisane przez dorosłych wkładane nam w usta i deklamowane ku ich własnej próżnej uciesze.

Ale stoły mieliśmy oddzielne, żeby nie przeszkadzać. Jak płakaliśmy, to dostawało nam się i mieliśmy przestać się mazać. Nie było z kim porozmawiać – mama miała na głowie cały dom, pamiętacie o świeczce, przemęczenie, a także całą furmankę swoich wątpliwości, lęków, frustracji i niepozałatwianych spraw.

Nie było rozmów. Były komunikaty. “Jedz”, “Jak tam w szkole?”, “Siedź prosto”, “Nie przeszkadzaj”.Uroczystości niby piękne i rodzinne, a tak walące stresem, nerwówką i przemęczeniem, że oglądanie aż boli.

Czas zapierdala

Przecież doskonale pamiętam rajd po sklepach w poszukiwaniu białych lakierków i przymiarki sukienki z gipiurą. Przecież jeszcze wczoraj musiałam nosić na głowie kokardę większą niż głowa. A dziś mam córkę starszą od siebie na nagraniach.

Jakość nagrań pozostawia wiele do życzenia, ale przynajmniej urządzenia mają funkcję rewind…

A Ty co i jak pamiętasz z dzieciństwa? Wracasz czasem do starych nagrań? Zobaczyłaś coś, co było niewidzialne?

____________________________________________________________________________

Okladka2

PRZYPOMINAM, ŻE NAPISAŁAM KSIĄŻKĘ! MOŻESZ ZAMÓWIĆ JĄ W PRZEDSPRZEDAŻY TU I LADA DZIEŃ OTRZYMAĆ JAKO JEDNA/-EN Z PIERWSZYCH!

KLIKNIJ I ZAMÓW: )

47 komentarzy
  1. Teraz jak tylko przyjadę do Polski polecę po VHS i przegram wszystko na pendrive. Bo aż zatęskniło mi się aby chociaż na chwilkę przypomnieć sobie głos moich pradziadków… Wspomnienia to piękna sprawa. Chociaż niewątpliwie będę tam wyglądać jak pół du*y za krzaka, to przynajmniej się pośmieje sama z siebie. Super tekst i dużo w nim prawdy. Szczególnie jeśli chodzi o rodzinne uroczystości gdzie 3/4 ludzi nie znasz a wypada się przywitać.

  2. W 1998 miałam 3 latka, na nagraniu z wesela mojego o 20 lat starszego brata, tańczyłam razem z nim i jego żoną, trzymana przez brata na rękach. Teraz gdy w tym roku mija dokładnie 15 lat odkąd zginął w wypadku samochodowym (z tego powodu mam lęk przed tirami,[mam prawko]) za każdym razem jak wspominam ten taniec wyje… Wyje bo na moim ślubie razem nie zatańczymy…

  3. Jakoś pół roku temu również odgrzalam swoje vhsy sprzed blisko 28 lat i niestety choć fajnie było zobaczyć wszystkich których z nami już nie ma to niestety ale wróciły również te złe emocje- te w których był stres i zmęczenie, dokładnie tak jak piszesz, mamy, taty – emocje które były przelewane na mnie i moją siostrą bo zawsze ale to zawsze coś było nie tak. Spróbuję je jeszcze raz obejrzeć w formie terapii nie tylko mojej ale i reszty mojej rodziny

  4. Wspomnienia bardzo często są ze mną choć wylewam morze łez nic nie szkodzi najważniejsze ze jest co i kogo wspominać :) co do dzisiejszych czasów i nagrań niby każdy ma smartfona ale czy można powiedzieć ze mamy mnóstwo nagrań ? Myśle ze nie bo jest to codziennością ze potem ginie wszystko wraz z zmiana telefonu . Ja staram się chociaż zdjęcia folderami miesięcznymi układać naporem wywołać :)

  5. Z rodzinnych nagrań na VHS pamiętam szczególnie jedno. Była na nim dziewczynka, 8 może 9 latka. Pokazywała zeszty z 6kami, tańczyła przed kamerą, ubierała w najlepsze ciuchy. Nagranie było dla mamy, która wyjechała za granicę za pieniędzmi, których niby brakowało. A ja wiem, że ta dziewczynka bała się każdego dnia, bo została z babcią, która odwracała głowę kiedy dostawała 15 pasów na gołą pupę albo trzepaczką do dywanów w plecy. Potem ojciec smarował jej krwiaki i siniaki maścią żeby szybciej schodziły. Ta dziewczynka tak bardzo się bała i chciała do mamy ale wiedziała, że trzeba się uśmiechać i być grzeczną. Siedzę teraz i płacze nad jej dzieciństwem, płacze nad nami.

  6. W zamierzchłych czasach mojego dzieciństwa nie nagrywało się filmików, bo nie było czym. Tata robił dużo czarnobiałych zdjęć dokumentując wakacje, wspólne wycieczki, czy rodzinne uroczystości. Zdjęcia wywoływał w domowym “laboratorium”, a ja często mu towarzyszyłam. Przypuszczam, że stąd się wzięło moje zamiłowanie do fotografii. Wszystkie sytuacje z tych zdjęć pamiętam, pamiętam też osoby występujące na zdjęciach. Czasem do tych wspomnień wracam, wielu z tych osób już nie ma wśród nas, ale nic mnie w tych zdjęciach nie zaskakuje, ani stroje, ani fryzury – to wszystko był świat mojego szczęśliwego dzieciństwa i dobrze go pamiętam :) Dziś “trzaskamy” tyle fot, że czasem trudno sobie przypomnieć gdzie i kiedy dane zdjęcie zostało zrobione…

  7. Rewelacyjny tekst.
    Pamiętam noce zarywane przez mamę żeby zawsze wszystkich bogato ugoscic. Kupa kasy szła na takie wystawne imieniny. Od lat mamy już z nami nie ma i nikt nie przyjechał z rodziny nas odwiedzać. A na wakacje przez to nie było kasy żeby z nami pojechać.
    Moje wspomnienia z dzieciństwa to głównie to żeby było posprzątane i ugotowane nawet kosztem rozmowy czy spędzenia z dzieckiem czasu.
    Mimo wszystko tęsknię do tego czasu, bo nawet że był rygor to było szczęście.

  8. Woow wszystko tak trafione w punkt! A myślałam – tak już teraz, z perspektywy czasu – że jestem jedną z niewielu, u których tak było, że to moje dzieciństwo i moja rodzina były jakieś dziwne. Dzięki za ten mądry wpis ?

  9. Chyba pamietam to tak samo jak opisałaś. Mamy i babcie kręcące się w kuchni żeby nakarmić gości.
    Panowie w świetnych humorach.
    Kurczę, nauczmy się w związku partnerstwa. Tego sobie i Wam życzę. Dzisiaj i zawsze.

  10. Nie wiem dlaczego pamiętam zdarzenie, które skończyło się wpierdolem z liścia w moją twarz. Ojca miałam to 12 roku życia. Zmarł. Gdy miałam około 5/6 lat kupił aparat fotograficzny i poszliśmy do parku i na polanke robić milion zdjęć a dokładnie 24 bo taka była klisza. Nie wiem jak to się stało, że już nie chciałam pozować, za długo to trwało i stało się. Ojcu puściły nerwy i mi zajebał. I mam takie piękne zdjęcie tak stoję na pniaku i trzymam się za policzek! Wspomnień czar ?

  11. Mama przy garach, wujki i dziadki przy wódeczce. Dzieci przy osobnym stole, mimo że to ich uroczystość. Nawet wyjaszek Romek się zgadza. Bardzo trafnie zaanalizowane coś, co kiedyś wydawało się zwyczajne. Ze tak ma być i już. Dziękuję Ci za ten tekst!

    PS: Dobrze ze mi zabronili pejsów ?

  12. Cudownie tak wrócić do wspomnień… Ja nie mam nic z dzieciństwa swojego, no może parę zdjęć… 43 lata temu nikt nie miał w domu kamer, a aparat był luksusem. Gdy byłam starsza, a u innych koleżanek były już kamery, kasety VHS czy odtwarzacze to u nas wciąż ich nie było… Bo po co, bo szkoda pieniędzy, bo nie ma pieniędzy… Gdy urodziłam dzieci też pieniędzy brakowało, ale mam setki jak nie tysiące zdjęć moich dzieci, średnio tak do 10roku życia, bo potem robienie zdjęć już było obciachem… Teraz syn ma 23 lata, córka 18, a ja nie mam wspólnych zdjęć bo to obciach z matką robić… Gdzieś tam ukradkiem coś mi się uda zrobić, ale nie pokazuje, bo by kazali wykasować :) a co moje to moje ? zazdroszczę tego ludziom teraz że każdy ma kamerkę w telefonie, że pstryk zdjęcie, filmik na zawołanie… Czasy się zmieniają, a wspomnienia pozostaną na zawsze

  13. Oj, uwielbiam oglądać stare filmy, niestety nie ma ich wiele. Studniówka, wesele, a potem dopiero kupiona własną kamera. Na szczęście życie mojego dziecka jest udokumentowane od narodzin.

  14. W zeszłym roku, na dzień matki, zgrałam nasz jedyny VHS, który mamy – wzrusz gwarantowany :)

    A dzieciństwo zapamiętałam tak barwnie, jak jest ujęte na filmie. Szok, że moja mama cierpiała, już mam za sobą, bez dowodów rzeczowych – po prostu w ramach shower thoughts. Film jest tylko bolesnym dowodem rzeczowym, że robiła wszystko, żebym miała ciepło (również w dupę).

    Dziś nasze stosunki są zupełnie odwrotnie i dzieciństwo to z jednej strony fajny schron ale z kolcami.

  15. Pięknie to opowiedziałaś ?
    Moje dzieciństwo i lata nastoletnie minęły bez kamery, ale z masą zdjęć.
    Tydzień temu, kiedy rodzice byli na urlopie, spędziłam u nich wspominkowe popołudnie. Obejrzałam stare zdjęcia i powzruszałam się. Stare zdjęcia przywołują wiele sytuacji, nawet tych nieujętych na nich. ☺️

  16. U mnie nie było kamery.
    Wszystko dokumentowane było na zdjęciach.
    Przez mojego ojca.
    Uwielbiam wracać do tych zdjęć. I mam całkiem pokaźna kolekcje na ścianie. Tysiące kilometrów od domu i rodziny. Te zdjęcia przypominają mi kim i skąd jestem i że mam gdzie wracać.

  17. Nie mam dobrych wspomnień z dużych imprez w dzieciństwie zdenerwowana i zmęczona mama tak utkwiła mi w pamięci. Ciche szepty przy stole wujostwa co to im się nie podoba itd itp. Właśnie dlatego nie zapraszam na takie uroczystości dalszej rodziny zapraszam tylko najbliższe osoby tylko tych na których mogę liczyć nawet o 2 w nocy. Jak to mówimy na siebie rodzina z wyboru ? zdanie innych kompletnie mnie nie interesuje i tak widujemy się tylko na pogrzebach. żeby uniknąć stresu i skakania przy gościach wyręczam się cateringiem bądź organizuje je w restauracji ? I to są naprawdę udane imprezy ?☺️?

  18. Na moim nagraniu VHS z pierwszej komunii jest urawane jakieś 30 min bo ktoś przez przypadek nagrał na tej kasecie odcinek Klanu hahaha
    Ale ogólnie uwielbiam do tego wracać. Ja osobiście jestem bardzo sentymentalna i mam dosyć dobrą pamięć i kocham wspominać jak to było kiedyś “kiedyś to były czasy a teraz to nie ma czasów” ?. Na szczęście posiadam gdzieś “wideło” i od czasu do czasu mogę sobie odtworzyć nagrane wspomnienia ☺️

  19. Oglądając Twoje story na instagramie gdzie pokazywałaś kilka ujęć z nagrań sprzed lat, byłam tam samo wzruszona jak Ty bo faktycznie obudziło to we mnie mnóstwo wspomnień, które pamiętam i te, które pamiętam dzięki właśnie nagraniom na VHS. Pamiętam jak mój Ś. P. Tato latał za mną i siostrą z kamerą i uwieczniał piękne momenty, nagrania moich pradziadków których nigdy nie poznałam, moi rodzice tacy młodzi… Niestety mój Tato będąc już chorym ale nadal o siłach, pod Naszą nieobecność wyniósł wszystkie te nagrania z domu chcąc je przegrać na płyty. Choroba na tyle postępowała, że zapomniał gdzie je wyniósł, a dwa my późno się zorientowałyśmy się z Mamą, że ich nie ma :( i niestety wszystkie wspomnienia, które zostały to na fotografiach i w głowie. :(

  20. Moje ulubine nagranie z wesela chyba kuzynki mamy. Kręcić się w czerwonej sukience w stokrotki❤? uwielbiałam! A że bylam wzrostu na wysokość stołu. Szybko zostałam “piratem”
    O i tak ze wzruszem porządnym oglądam takie nagrania, z zalepionym okiem.
    Niesamowite jest oglądać siebie i tych których juz z naminie ma. Pamiątkawspaniała❤ Jeszcze dodam że jestem wdzięczna że udałomi sie dożyć trzydziestu lat ???

  21. Otworzyłaś puszke pandory wspomnień. Moja Mama do tej pory tak ma, jak nadchodzą goście to niemal spazmów dostaje, a najbardziej ją stresuje jak ja sama ogarniam (zaplanowałam minimum wysiłku wsześniej i ogarniam bezstresowo – plus gotowania zawodowego) i ona nie ma absolutnie co robić….. Bardzo ciężko jej też zrozumieć że mnie to naprawde nie stresuje i denerwuje się biedna za nas obie.

  22. Bardzo pięknie napisane ? nic dodać nic ująć. Zgadzam się z Tobą w 100%. Bardzo dobrze rozumiem jak to jest tęsknić za kimś bliskim też mam tylko jednego rodzica bo drogi niestety nie żyje ? Olu dzięki Tobie zrozumiałam że nie ważne co się w życiu dzieje ważne jest to aby być silnym i iść z podniesioną głową, mimo że czasem jest ciężko. Dziękuję za to że Jesteś ❤️

  23. Olinku jak ja Ciebie dobrze rozumiem , choć jesteś ciut starsza od mojej córki (27lat) to też dwa tygodnie temu zaczęliśmy zgrywać naszym dzieciom jak były małe……Emocje u nas wszystkich poszybowały pod sufit , bo każdy z nas miał wtedy inne oczekiwania niż nam się wydawało. Napiszę Ci na swoim przykładzie ZAWSZE ale to ZAWSZE uważałam że jestem gruba i wielka bo taki przekaz dostałam od swojej Babci która potrafiła przy mojej koleżance powiedzieć że szkoda że ja nie jestem taką filigranową dziewczynką tylko potężną babą. Tak mi mózg zryła że nawet i na zdjęciach widziałam siebie tak jak ona o mnie mówiła.Teraz po dokładnym obejrzeniu 12 godzin wspomnień , zobaczyłam siębie zupełnie z innej stony i zrozumiałam jak bardzo mnie skrzywdziły te słowa. Zobaczyłam całkiem fajną kobietkę a nie jakiegoś olbrzyma Jak mi wmawiano pół życia. Moje dzieci to mój największy skarb i tak je wychowywałam żeby szły pod prąd ale ZAWSZE będą miały mnie obok siebie i że ZAWSZE im pomogę i stanę w ich obronie. Ja nie miałam takich rodziców i żyłam w strachu a szukając w oczach mojej Mamy akceptacji byłam zmuszana do opiekowania się bratem o 7 lat młodszym. Gdy raz pozwoliłam sobie na uwagę, że to przecież jej dziecko a nie moje to dostałam tak w twarz, że do tej pory pamiętam. Moje dzieciństwo to jedna wielka porażka , dlatego zrobiłam wszystko aby dziciństwo moich dzieci było zupełnie inne i mam nadzieję, że mi się to udało……..

  24. Wszystko się zgadza nawet taki wujek Romek. Ja mam taką refleksje już od jakiegoś czasu że jeśli życie naszych mam tak wyglądało to jakie życie miały nasze babki i prababki… choć z opowieści mojego ojca on też nie miał najłatwiejszego życia.

  25. A ja na VHS mam tylko swoją studniówkę. Jakoś w mojej rodzinie nie nagrywało się nic. Pierwszy aparat dostałam na komunię, ale i tak mało zdjęć się robiło, bo “nie ma kasy na co wydawać tylko na zdjęcia”. Ze swojej komunii pamiętam włosy kręcone na papiloty z gazety, bo mlodsza siostra dzień wcześniej mi dużo wyrwała i nie było do czego wianka przyczepić. Kłuło to cholerstwo strasznie, a musiałam w tym spać. Wynikiem tego jest wielkie afro. Pamiętam też wannę pełną brudnych naczyń, bo w zalewie się nie mieściły. Dzieci nie miały osobnego stołu, a osobny pokój ( komunia była w małym mieszkaniu w bloku). Bardzo bym chciała mieć takie nagrania. Chciałabym zobaczyć babcię, której nie ma z nami ze 20 lat, a której mam chyba ze dwa zdjęcia. No i mamę, której cholernie mi brakuje i mimo, że nie ma jej ponad 4 lata, nadal nie potrafię sobie z tym poradzić…

  26. Dwa tygodnie temu dałam kasety do zgrania , dzisiaj odbieram , najstarsze nagranie z lat 80 gdzie miałam 4 lata . Już nie mogę się doczekać ?

  27. Komunia włosy na papiloty i po zdjęciu okazuje się ze masz pudla na głowie ,a miały się tylko lekko falować ?chciałam odwołać imprezę .Przy takich nagraniach przypominamy sobie jak nam brakuje ludzi ,których już nie ma z nami ?dziekuje przywołałaś masę wspomnień

  28. Mam podobne odczucia. Nie cierpię rodzinnych imprez. U mnie szczęście ojciec był feministą. Kochał gotować. Wiec w garach stali oboje z mama. Pomagał jej, nosił do stołu. Nie wstydził się tego. Ale obojgu zależało żeby pokazać się przed rodzina, żeby pokazać że ciężko pracują na to co mają. I nerwy ich zjadały. Pamiętam ich liczbę sprzeczki przed punktem kulminacyjnym, gdy byli skupieni na tym co jeszcze trzeba zrobić. A nie na nas. Na naszych emocjach, a przecież te uroczystości wiele razy tyczyły nas. I emocje z nimi związane, stres że Ci wszyscy ludzie którzy przyjadą będą mieli oczy skierowane (wiadomo przez chwilę) ale na nas. Ze będę oceniona jak wyglądam, jak uroalam, jak się przygotowałam do danej uroczystości. I wystarczał drobny grymas, okazanie zmęczenia całym zamieszaniem, jakiś zwykły dziecięcy foszek, aby ojciec wybuchł. Słyszałam że nie doceniam. A oni tak się starają. Dla mnie. A mnie przecież w tym wszystkim właściwie nie było. Siedząc przy stole ttm osobnym, dziecięcym wiadomo, słyszałam komentarze rodziny, na temat urządzenia domu, na temat jedzenia, na temat rodziców, że “nowobagccy”. Było mi przykro, a jednocześnie czulam dumę, bo jako dziecko myslalam ze ta nowobogackosc to komplement, i że widzą ze rodzice ciężko pracują. Oni tego nie słyszeli bo byli w garach. Babcia ze strony taty, komentowała że źle trzymam nogi w sukience i ze jak matka może na to nie zwracać uwagi…
    Jakos tak seria tych familyfestow, tak mnie nastawiła, że z większością tych ludzi nie mam kontaktów. Najbardziwj przezywam jednak to, że mój własny brat jest takim gościem przy stole. I nie rozumie że wieży krwi to nie wszystko. I jego przy tym moim uroczystym stole też nie ma. Jakie to jest po latach oczyszczające. Gdy wiesz ze obok masz ludzi, którzy wspierają nawet jak ten kotlet który szykujesz na obiad, się przypalił. Powiedzą że dziękują, bo chcesz ich ugościć i starasz się jak umiesz.

  29. Zawsze to samo, dzieci osobno, przy stoliku wódeczka i wujkowie świętujący z zadowoleniem a kobiety większość czasu w kuchni bo trzeba donosić, wynosić, uzupełniać.. ehh :/

  30. Jakiś czas temu przegrałam z kasety na płytę wesele mojego chrzestnego… Wyłam przez całe wesele. USLYSZEC głos babci, która nie żyje od 15 lat, zobaczyć pannę młodą, moją ukochaną ciocię, która nie żyje od 10.. moja chrzestna, której również nie ma już z nami, zmarła niedługo po tym weselu.. tak pięknie kręci się tam w żółtej sukience w kwiaty.. mam mnóstwo zdjęć tych ludzi. Ale usłyszeć głos, zobaczyć, jak się poruszają po tylu latach tęsknoty.. to doświadczenie na miarę tego, jak gdyby siedzieli obok mnie ! ?

  31. Coś wspaniałego!
    Ola, nie muszę oglądać kaset – czytając, przeniosłam się 20lat wstecz… Ciężko mi zebrać myśli, ciężko cokolwiek mądrego napisać, bo łzy lecą po policzkach jakby co najmniej wyścig sobie urządziły.
    Ja Ci po prostu dziękuję!
    Za to, że JESTEŚ, że PISZESZ, że skrupulatnie wyszłaś/wychodzisz z szeregu kompleksów.
    DZIĘ-KU-JE!!!

  32. Niedawno z okazjib25 rocznicy slubu ogladalismy nasze wesele na kasetach VHS.Przemyslen mnostwo ale najeazniejsze to to ze juz okolo 3/4 nszych weselnikow niema wsrod nas.Fajniebylo popatrzec na bawiacego sie tescia,babcie wszystkich wujkow I ciocie.Cxas mija nieublaganie nikogo z nas nie piminie….niestety niemam zadnych magran ze seojej komuni tylko kilka zdjec,ale amietam mame i babcie biegajae pomiedzy goscmi zeby wszystko bylo dopilnowne na tip top?nawet czasu nie mialy usiasc za stolem,co prawda alkoholu na komuni nie bylo ale reszte zycia lal sie strumieniami….?

  33. Ja z tamtego czasu leczę się do tej pory, by uwierzyć, że jestem wartościowym człowiekiem. Pamietam jedynie wpiernicz, gdy kokarda na włosach się choćby ruszyła, lanie, bo na zabawie mikołajkowej guma do żucia jakimś cudem weszła mi między sandałka a piętę na której były rajty które chyba miałam nosić do teraz dlatego miałam ich nie uszkodzić, ciągły opierdziel i to, że nie mogłam jeść tego co było w lodowce, bo miało starczyć na dłużej . Nie było miłości niestety tylko frustracja matki i ojciec udający, że wszystko ok by znów nie rozdarta twarzy. Dziwna to była rodzina . Do tej pory a mam 40 lat usiłuje zacząć być zwykłym człowiekiem , a mózg mam tak poorany z poczuciem wartości włącznie, że szok. Nagranie mam jedynie ze studniówki, ale zakodowane , tak wiec go nie odtworzę, bo nie mam video a pan fotograf powiedział, że kodowanego nie przegra , bo się nie da. A szkoda, może tam zobaczyłabym efekt metod wychowawczych moich rodziców i mogłabym zobaczyć to z perspektywy siebie jako matki 16 letniego syna .

  34. Mam prawie 42 lata, noe pochodzę z patologicznej rodziny ale czas spędzany z bliską rodziną w czasach dziecinnych i nastoletnich nie należał do przyjemnych. Lata 80te i 90te,rodzinne spędy. Pokazówa kto ma lepiej, kti gorzej, pastwienie się wiecznie nad moją kochaną mamą przez jej w chuj bogatego brata i siostrę (typ babska, które jako nie proszone pierwsze się odzywa i wie WSZYSTKO i na każdy temat, w każdej dziedzinie brrr). Z tamtych czasów pamiętam tylko awantury rodzinne, płacz zawsze i tylko mojej mamy i mnie (stającej w jej obronie), wyzwiska, że ona sobie życia nie umiała ułożyć (wtf?), że wychowuje mnie, jedynaczkę-bachora (sic!) Pamiętam błagania z mej strony by zerwać z nimi kontakty, by już się nie dać poniżać i płacze mojej matki, że tak nie wolno, bo to rodzina. Dziś mam swoją rodzinę, nie cierpię świąt, nie trawie sztuczności imienin, nie lubię urodzin, szczególnie swoich. Z rodziną bliską rodziną matki zerwałam kontakt po co mi tacy ludzie, którzy potrafią niszczyć, traktować moją 75 letnią już matkę nadal jak worek bokserski… Miłe wspomnienia z dzieciństwa posiadam, całe mnóstwo ale związane z osobami z po za rodziny i nawet z obcymi. Tak mi dobrze i dziś- bliższych mam wśród znajonych niż z biologicznej rodziny. Tak się z niemężem umówiliśmy, że nigdy i niczego nie będziemy robić na pokaz bo społeczeństwo tego od nas oczekuje. Więc chrzty, komunie, kiedyś nasz cywilny ślub to kameralne uroczystości w maciupkim gronie zaufanych, najbliższych i z pewnością nie na pokaz. Z dzieciństwa też pamiętam umęczoną, usługującą wkoło suto zastawionego stołu matkę i ciotki, oczywiście zawsze i jedynie najlepiej bawiła się męska część grona. Tego sobie i dzieciom chcę zaoszczędzić. Uczę córkę 5letnią feminizmu oraz postawy nie uległej wobec facetów ale to temat nie na ten komentarz. Ściskam Cię Matko Radomsko mocno ♥️

  35. Tak bardzo Cię rozumiem. Nagranie z komunii jakieś jest w rodzinnym domu, ale nie jeżdżę tam od lat. Obrazy,które zostały w mojej głowie są tak silne,że nie da się wymagać choćbym chciała. Awatrury,bo obierki po ziemniakach lecą na podłogę, a woda z doniczek spływa po ścianie. I gdzieś tam między zdjęciami małej uśmiechniętej dziewczynki z pierwszym walkmanem od Mikolaja, fotografia kałuży krwi na podłodze kuchennej. Bo tata rozbił nos córce, która koniecznie chciała dokończyć pracę z techniki zamiast iść spać jak kazał. I matka,która zamiast pocieszyć robiła zdjęcia by potem szantażowac nimi tate.
    Jak sobie pomyślę o tej dziewczynce co pokazuje kuzynowi, za który palec może ją chwycić przy tańcu, tej, która chowa się pod umywalką ze strachu, tej dorastajacej dziewczynie,ktora musi się zmagać z krytyką i codzienną walką o choć odrobinę przestrzeni, to mi jej zwyczajnie szkoda. Ciężko mi pokochać kogoś,kogo odrzucali nawet najbliżsi.

  36. Jakbym czytała o sobie,o swojej Elce świetnie napisane.Dzeiaj sama jestem mamą ale daleko mi do Elki, nie wiem skąd ona to wszytko wiedziała?? nie było kasy sklepów i tego przepychu a było tak bezpieczni wspaniale i powietrze jakby miało wiecej tlenu dzieki!! Radomska

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.