Przyznam, że spodziewałam się kiedyś tego pytania. Dziwnym trafem rzadko zadawanego mężczyznom. Owszem – żyję bardzo aktywnie, łączę pracę zawodową z pasją, biegam, mam poczucie ciągłego niedoczasu, a ponadto wciąż jestem mamą i żoną. Jak ja to godzę? Czy da się? Rozczaruję albo powiem coś oczywistego: ano nie da. i to nie tekst o przypadku Oli Radomskiej, a chyba każdej mamy, która rodzicielstwo dzieli z wieloma innymi wcieleniami.

Ja wiem, że w Internecie zastępy motywacyjnych, domorosłych bożków mówią Wam, że można mieć wszystko, wystarczy po to sięgnąć, ale ze swojego doświadczenia wiem, że: nie, nie można. To jest niewykonalne, możesz jedynie starać zaniedbać się jak najmniej i bez wahania prosić o wsparcie.

W praktyce po krótce wygląda to tak, że i ja  z wielu rzeczy rezygnuję: nie oglądam żadnych seriali, rzadko znikam popołudniami, darowałam sobie wszystkie aktywności, które sprawiałyby, że znikałabym z domu na dłużej niż godzinę popołudniu, nie mam czasu, który poświęcam stricto na swoją rozrywkę, taką „nieużyteczną” nie „w imię wyższych celów”.
W czasie intensywnych przygotowań do biegu (co drugi dzień) rodzina częściej jadła gotowe obiady z kantyny, Lena obejrzała kilka bajek więcej, a mąż jest ekstra tatą i świetnie sobie daje rade. Bo rodzina to 2 dorosłe osoby, które  powinny sie wspierać i rozumieć swoje potrzeby, umieć wyjść sobie naprzeciw. A nie kobieta i grupa idiotów, którzy po jej wyjściu z domu przestaną oddychać. Serio.

Czy ja się tłumaczę? Nie.

Po prostu próbuję dać do zrozumienia, że to, iż mamy nie ma obok 24h na dobę nie oznacza, że mamą nie jest, a dziecko w tym czasie płacze w kącie. Byłam do pełnej dyspozycji Leny przez pierwsze 2 lata jej życia, a teraz z grubsza w godzinach typowych dla większości pracujących mam. Nie satysfakcjonuje mnie to, że realnie jestem mamą od 17 do 21, ale nie mogę rzucić pracy albo podawać dziecku kawy, żeby wydłużyć wspólne wieczory. Tęsknię za nią, bardzo – w pracy, albo kiedy wyjeżdżam na konferencję, mam poczucie często, że powinnam być obok, ale… Może nie przytulałabym tak gorliwie i tak ochoczo nie grała w Małpki, gdybym miała to non stop? Nie wiem.

Jest niedoskonale. Bywa trudno i smutno.

Zdarza mi się rozryczeć ze zmęczenia. Z poczucia winy. Sama potrafię siebie skarcić i zastanawiam się, czy ona zrozumie. Domyślam się jednak, że moja nieustająca obecność i gotowość nie sprawiłaby, że Lena będzie szczęśliwsza, za to na pewno wykończyłaby mnie, bo choć kocham swoje dziecko ponad wszystko i zawsze będzie priorytetem, to życie nie składa się z priorytetów. Napiszę to raz jeszcze: ograniczając się jedynie do roli mamy i żony nie byłabym szczęśliwa, a widok nieszczęśliwej matki jest chyba gorszy niż przeplatanie czasu spędzanego z nią razem z wizytami u babci, cioci czy koleżanek.

Moje dziecko jest coraz starsze.

I choć to brutalne, coraz mniej mnie potrzebuje. Ma swój świat, swoje zajawki, swoje zainteresowania i uwielbia czas spędzany inaczej niż z mamą. I możesz mnie skarcić, ale naprawdę łatwiej się kocha kogoś, od kogo można odpocząć. Ja się nie nadaję do dyżuru 24h na dobę, 7 dni w tygodniu i zawsze. Nie odnalazłam w rodzicielstwie aż takiego spełnienia, aby poświęcenie się wyłącznie rodzinie było dla mnie źródłem szczęścia. A kiedy oje dziecko widzi moją siostrę, to wpada w taką ekstazę, że moglabym wyjechać do Bangladeszu i zorientowałaby się po roku.

I to nie tak, że jestem skończoną egoistką, która wybiera „karierę”, „rozwój” zamiast rodziny i nie powinna jej mieć. jestem po prostu autonomicznym tworem, który ma potrzeby, cele, pasje i inne obowiązki. I jestem mamą dziewczynki.

Chcę żeby się rozwijała, odkrywała pasje, realizowała, kształciła, próbowała. Wkładam w jej wychowanie masę serca. I ono by mi pękło, gdybym miała jej powiedzieć:

Dobra córuś, sorry, teraz tak na poważnie, jest mąż, będzie dziecko, usiądź na dupie. Potańczyłaś teraz dom jest Twoim parkietem, odłoż siebie do szuflady i czerp z życia dla innych. Fajnie, że masz te wszystkie potrzeby, marzenia, ambicje, dyplomy, ale bez jaj, Twoje miejsce jest przy rodzinie. Może Ci pozwolą jeszcze gdzieś pojechać, coś zrobić, tylko jedzenia nagotuj na zapas i poproś.”

I nawet jak gadam z gośćmi, którzy mają do bólu patriarchalne podejście do życia i rodziny (pt. „baba do garów, dzieci bawić”) to zawsze pytam, a szczególnie jeśli mają córki, po co je wychowują w duchu samorealizacji, po co okazują im miłość, czułość, łożą na ich wykształcenie, kibicują w rozwoju i są dumni? Nie lepiej w ogóle nie puszczać ich do szkół, żeby przypadkiem nie rościły sobie od życia więcej niż „powinny”?

Każdy okazuje miłość inaczej. Moje to esencja tego czasu, kiedy jesteśmy razem. Poranki w kołdrze spędzone na przytulaniu. Wspólne wypady, bajki, spacery, czytanie, rozmowy. Wypady z mężem, kiedy mamy możliwość.

Jeśli mogę mieć do Ciebie prośbę w imieniu swoim i mam, które mało śpią i dużo robią – nie dokładaj im zmartwień. One serio zaginają czasoprzestrzeń, żeby dać radę. To nie Ty ich powinnaś-nieneś rozliczać.

Ja jestem mamą na etacie, która nagrywa, bloguje, pisze. Są takie, które pracują jako pilotki, dyrektorki – nie ma ich długo i często. Są takie, które kochają jazdę na motorze lub taniec. Wierzę, że można założyć, że każda chce dla swojego dziecka jak najlepiej i że kocha ponad wszystko.
Serio powinniśmy rozmawiać, czy kobiety mogą pilotować samolot albo być wyczynowymi sportowcami i czy uda jej się to pogodzić z rodzicielstwem? Adama Małysza ktoś pytał po rozdaniu nagród, czy nie jest mu przykro, że nie spędza teraz czasu z córeczką?

Październik jest szalenie intensywny, ale robię to wszystko, żeby zapracować na nasze wspólne plany. Coś za coś. Zawsze. Nie jestem typem karierowiczki i nie wiem, jakie proporcje „siebie” i „rodziny” są ok, rozstrzygną to moi bliscy, czas i ja. Ja pracuję teraz bardzo dużo i intensywnie, żeby w przyszłości tego czasu mieć więcej. Serio. Wiem, że tego się nie kupi i nie odzyska. Jednak SIEBIE też nie. A ja jestem ważna. Nie mniej. Tak samo. Ty też!

A u Was jak to wygląda? Rodzina przede przede wszystkim i zawsze, czy jednak jeden z obszarów Waszego życia? Często się zastanawiacie „kiedy ta blogerka/ modelka/dziennikarka ma czas dla dzieci?”A może same się bujacie pomiędzy „chcę czegoś więcej” a „tęsknie za tym małym gałganem”? Przeplatacie to „a w dupie tam, chcę iść spać, odwal się świecie?”

Chętnie się dowiem.Komentujcie!

Fot. Najwspanialsza moja Karolina Szubert – @onicniepytaj

92 komentarze
  1. Jak zawsze w punkt! Kobieta będąca żoną i matką nadal pozostaje człowiekiem i jak każdy człowiek ma prawo żyć. Buziaki, świetny tekst!

  2. Ja mam trójkę dzieci i na prawdę zero czasu dla siebie? muszę w końcu zmusic męża żeby te, zajął się dziećmi a ja coś ze soba zrobić bo czuję że moja cierpliwość się kończy przez siedzenie z dziećmi 24/7???

    1. Oj tak! Zaangażowany Tata to luksus któren nie każdej z nas jest dany. U nas dwójka, rok po roku. Roboty po łokcie. Prawda jest jednak taka, że z Mama najlepsza zabawa jest wtedy jak wróci zrelaksowana od fryzjera, kina, treningu czy gdzie ona tam poszła. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko!

      1. Kochana, u mnie też trójeczka. I mam czas dla siebie. Da się. Nie powiem że trzeba “tylko chcieć” ale na początek “trzeba chcieć i wymagać” nie tylko od siebie ale i innych. Powieka nerwowo mi lata na “zmusić męża żeby zajął sie dziećmi”. Facetom to trzeba komunikować, nie pytać najczęściej. Prostym językiem. Bez zbednych, nikomu nie potrzebnych fochów, pretensji, czy tonu walczącej na barykadach o wolnosc kobiet. “Ide w piątek o 17 na trening/do fryzjera/do kina/na wino/na wódke/zakupy/pobiegać, wróce pewnie kolo 20/21/22/23/24..”. Wpisz sobie zebys nie umawial sie nigdzie na ten czas. Szacunek. Do siebie (i innych także) ;)

  3. Mam podobnie jak Ty z jednej strony chciałabym być z dziećmi cały czas a z drugiej strony po pierwsze ktoś musi zarabiać a na dłuższą metę zwariowałabym gdybym cały dzień była tylko z dziećmi i dla nich. Więc mimo wyrzutów sumienia (czasem) pracuję w nielimitowanym czasie pracy i staram się aby wszystko działało w domu jak należy. Bycie samotną matką trójki nastolatków nie jest łatwe więc przy tym wszystkim staram się nie zwariować.

  4. To co napisałaś nt. tego, że dziecko jest coraz starsze i już tak nie potrzebuje mamy to święta racja i jeżeli tak nie jest to wtedy można zacząć się martwić i zastanawiać co poszło nie tak. Jest wiele etapów bycia mamą i trzeba każde z godnością przyjąć. Kiedyś dzieci usamodzielnią się a wtedy mama kwoka zostanie w czarnej dupie…. bez pasji, bez pomysłu na starość, bezradna i niesamodzielna itepe itede…… “Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie ….”

  5. Kilka dni temu, moja kolezanka z biura, mama dziewczynki, zona, ktora naprawde narzeka na wszystko, stwierdzila, ze ona jest niewolnica swojego meza i corki. Zatkalo mnie, choc jeszcze nie jestem mama i w sumie nie wiem co sie robie, a czego nie dla dziecka. Zapytalam czy ona chce tego samego dla swojej corki…chyba byla w szoku, bo nie odpowiedziala.
    Jej corka ma 9 lat i nie potrafi przejsc przez ulice “no bo jak mam ja puscic sama?!?! ona jest jeszcze dzieckiem”
    Radomska…macierzynstwo w Twoim wydaniu jest dla mnie wzorem!I wiem, ze to nie o to chodzi, ale jesli kiedys bede mama, nie chce byc niewolnica i nie chce wychowac niewolnicy.
    Robisz to dobrze…moim skromnym, niemamowym, zdaniem;)

  6. Jestem tu po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni! Dzieki, że to napisałas, bo musiałam sobie znowu przypomnieć, że jestem ważna! Inne kobiety mam nadzieję też sobie przypomną! Pozdrawiam :)

  7. Moja Córka ma prawie 16 lat. Najlepszy komplement który od Niej usłyszałam brzmiał mniej więcej tak :”wiesz mamo, KRYSI MATKA TEZ JEST TAKA COOL JAK TY, ma mnóstwo swoich spraw, gra na perkusji w jakimś zespole a na kolację często zamawia pizzę bo nie ma czasu gotować, nie jest taka ofiara jak niektóre matki co tylko w domu siedzą i się dziećmi zajmują”
    ❤️❤️❤️

    1. Ale dlaczego od razu te, które decydują że jednak chcą być w domu mają być ofiarami? Dlaczego kolejny raz którąś strona ma być gorsza? Podziwiam mamy które pracują łącząc to z byciem mamą. Sama podjęłam inna decyzję. Moja decyzję, z którą dobrze się czuję. Swoim córkom tłumaczę, że będą żyły tak jak będą chciały. Bo ich życie zależy od nich. Nie ode mnie. Dziewczyny jeszcze raz. Każdy żyje po swojemu, nie robiąc drugiemu człowiekowi krzywdy. Pomieścimy się na świecie, spory jest, ale przyjemniej będzie jeśli będziemy szanować wybory innych, żyjąc własnym życiem.
      Pozdrawiam

      1. @Emilia Nie zrozumiałaś chyba. Ofiara brzmi faktycznie pejoratywnie, ale nie o to w tym chodzi.
        Przeczytaj jeszcze raz na spokojnie i nie fochuj, nikt Cię nie karci za Twój wybór. Radomskiej daleko do oceniania.

      2. @Emilia. Nie zrozumiałaś chyba. Faktycznie ofiara brzmi pejoratywnie, ale nie o to w tym chodzi. Przeczytaj jescze raz na spokojnie i nie fochuj, nikt Cię nie karci za Twój wybór. Czas to zweryfikuje. Radomskiej daleko do oceniania. Całus

        1. Absolutnie nie mam focha. Artykuł Oli był o jej wyborze, który ja szanuję i to nie na artykuł odpowiadałam, a na komentarz z określeniem “ofiara”. Bo on wskazuje w drugą stronę, że fajne mamy to te które pracują, a te co w domu to ofiary. I do tego się odniosłam. Że każdy ma swoje życie, ale drugiej strony nie trzeba od razu tak perioratywnie nazywać. Pozdrawiam

          1. A no coś w tym jest. Nic nie jest czarne albo białe. Szare. Jak ściany w moim mieszkaniu, bo nie mogłam się zdecydować. Swoją drogą może to być przykre, że szesnastolatka, kobiety, które postąpiły inaczej niż jej matka nazywa ofiarami. Patrzcie, jak bardzo wzorce wyniesione z domu mają wpływ na nasz stosunek do świata.
            Całe szczęści zawsze wszystko może być różne. Jak osoba, która doświadcza przemocy, czy uzależnienia w domu rodzinnym powielająca negatywne wzorce lub wręcz przeciwnie.
            Refleksja, może nie do końca w temacie, ale zawsze skłaniająca do myślenia.

  8. Kochana jak zwykle w punkt :) JA też jestem ważna, mój odpoczynek, moje znajome, moje ćwiczenia, mój czas na kawę w spokoju i książkę- i mąż i syn o tym wiedzą. Kocham swoją rodzinę i przez pierwsze lata czułam, że wciąż muszę być na posterunku, mąż musi odpocząć po pracy (choć i ja pracuje zawodowo!), teraz basta, mam prawo być zmęczona, zła i mieć chwilę dla siebie.

  9. Bardzo fajny tekst, najgorsze są w ocenianiu i dołowaniu kobiety i tak jak napisałaś – wychowywanie w ideałach i wizjach a potem wtłoczenie w codzienność i oczekiwanie dostosowania się.

  10. Ehhh gdy mój syn miał 4 miesiące wzięłam swoje pierwsze zlecenie po przerwie… Jezu ile usłyszałam ciepłych słów…to za wcześnie , nie powinnam , Boże co ja wtedy czułam, nie dość że sama miałam z tym problem było mi cholernie ciężko , co prawda byłam w domu ale sił mi brakowało czasem. Ale niestety tak jest ten świat urządzony że nic z nieba nie spada ,i na prawdę inaczej człowiek myśli jak jest sam a inaczej jak bierze odpowiedzialność za drugą osobę. Chce zapewnić wszystko co najlepsze, żeby niczego nie brakowało. I często zadawałam sobie pytanie czemu tak łatwo przychodzi nam ocenianie innych. A dobrymi radami to by można było całe osiedle nakarmić. Czasem robimy sobie z mężem takie weekendowe wakacje tylko we dwoje , oboje wtedy okropnie tęsknimy za synkiem , ale kiedy wracamy to jesteśmy dla niego znowu tacy w 100% procentach jego! Staramy się pamiętać o sobie , bo wtedy Antoś zdecydowanie ma więcej z nas korzyści! Nasze mozgi zaczynaja oddychać na nowo świeżo , a Antoś na tym na pewno nie traci , a myślę że zyskuje ?Tak w skrócie ? Trochę misz- masz w tej wypowiedzi , ale ciezko tak to opisac- ewidentny brak zdolności w pisaniu ???

  11. Przegebialny zwrot akcji! W końcu prawda! Radomska kocham Cię! Nie da się być doskonałym na wszystkich polach i nie da się sprostać wszystkim oczekiwaniom. Pracuje dużo, bywa że staje na rzęsach bo LUBIE TO, pozwala mi się realizować i sprawia, że czekam na tupot moich małych 4 stóp, a one też czekają na mnie. Ba nie kończę na pracy, ale szkole się i inwestuje w siebie i to właśnie ten obszar jest kością niezgody. Ale żeby było zabawniej – nie pomiędzy mną a panem mężem, ale rodziną wszelaką. Także DZIĘKUJĘ! Bogini!

  12. Z wiekszoscia tekstu Sie zgadzam. Trzeba zyc tu I teraz na 110%. Jesli ma sie duze wsparcie partnera, rodzicow I innych czlonkow rodziny to mozna duzo osiagnac. A jesli nie to tzw “dupa”…. Mam tu na mysli np zycie z dala od rodziny. Zycze powodzenia w dalszych aktywnosciach… Pozdrawiam. Kate

  13. Ile razy widzialam w internecie te wszystkie super ekstra mamy i zony co to pracują, spełniają swoje pasje, maja hobby, ale przy tym sa cały czas z dziećmi i cały czas dbają o dom i wogole wszystko jest naj. I siedzę sobie w tym domu, wróciłam z pracy, obróciłam sie w lewo, w prawo i trzeba isc spac, myśle, kurde, jestem słaba, nie ogarniam, a im tak super wszystko wychodzi. na szczęście jest jeszcze w tym internecie osoba, która nie ściemnia i pisze jak jest. Nie wszystko zawsze jest ekstra, nie zawsze wszystko super sie ogarnia. Trzeba sie starać z całych sił zeby nie zaniedbywać innych wokół nas, ale uważam, ze chwila dla siebie nie jest zaniedbaniem, to jest po prostu zdrowe. Musimy dbać o innych, ale przy tym, nie mozemy zapomnieć o nas samych. Inni tez chetnie czasami od nas odpoczną i nie bedzie to dla nich zaniedbanie tylko możliwość spędzenia czasu w inny sposób, z innymi osobami, poznanie innych rzeczy, innego podejścia, innego życia i często nawet nie zauważa tej chwilowej nieobecności. Oczywiście sa chwile kiedy musimy schować swoje sprawy na chwile do szuflady, ale w codziennym życiu nie mozemy zapominać o sobie.

  14. Zgadzam się w 100%. Takie podejście do życia jest zdrowe, jednak najbardziej przykry jest fakt, że przez otoczenie takie podejście do życia odbierane jest raczej negatywnie. Tak jest przynajmniej w moim przypadku.

  15. Rozpoczynając swoją przygodę z macierzyństwem starałam się przygotować na wszystko. Wiedziałam, że noce będą nieprzespane, dni poświęcone dziecku bez większych szans na własne przyjemności, generalnie psychicznie przygotowałam się na wszelkie trudy. Jedyna rzeczą która mnie zaskoczyła i na którą nie była gotowa były wyrzuty sumienia. Nie spowiedziewalam się, że macierzyństwo to wieczne wyrzuty sumienia, o to, że za rzadko jestem, za mało robię, za często się denerwuje. Wieczna narzucana sobie presja i wieczne biczowanie się o wszystko. To mnie zaskoczyło i wciąż z tym walcze chociaż podejrzewam, że to uczucie będzie mi towarzyszyło całe życie.

  16. Często my mamy, jesteśmy mylne porównywane do kur domowych. Będziesz idealna kiedy codziennie będzie to lepszy i smaczniejszy posiłek, wyprane i wypracowane ciuchy, lub posprzatane do błysku. A z życia osobistego? Nic.. Która mama jest szczęśliwa bez pasji, marzeń, pracy? Czy nasze dzieci chcą mamy które czerpią radość tylko z siedzenia w domu, no i może sąsiadka przyjdzie od czasu do czasu na kawę. Mamy prawo do życia osobistego, do spełniania się w dziedzinach które nas interesują. Dzieci też mają OJCÓW, i oni też są odpowiedzialni za wychowanie a nie tylko Matki.. Żyjemy w XXI wieku a nie XVI. Więc.. Nie róbmy z własnego domu więzienia.. I czekać aż córka przyjdzie że szkoły czy mąż z pracy… Trzeba żyć.. DLA SIEBIE i Rodziny.

  17. Nie wiem jak Ty to robisz, ale jakoś zawsze trafiasz w punkt ze swoimi tekstami do mojej obecnej sytuacji. Mój syn ma 10 miesięcy, podczas urlopu macierzyńskiego skończyła mi się umowa w pracy do której i tak nie chciałam wracać. Plan był taki, że min. dwa lata z dzieckiem w domu, A może drugie? Życie szybko nas postawiło do pionu. Okazuje się, że firma męża jakoś tak ostatnio zabiera i nie daje. A ja? Ja kocham moje dziecko ponad wszystko, ale dziś (naprawdę dziś i to moje pierwsze) wyslalam cv do pracy w zawodzie. Nie wiem czy ją dostanę, ale to dla mnie jakiś krok. Myślałam, że będę mamą na pełny etat. Moja taką nie była i było mi przykro. Dopiero teraz zrozumiałam. Wieczny syf, od 4 dni nie miałam czasu ściągnąć prania. Przysięgam wisi 4 dni… A przecież siedzę w domu, nic nie robię. Jak wrócę do pracy pewnie będzie jeszcze większy brud w domu, ale oderwę myśli od domu i może mąż zrozumie co oznacza dzielenie się obowiązkami. Kocham go i on mnie wspiera w wielu rzeczach, ale ewidentnie nie rozumie. On po pracy robi co chce. Planuje swój dzień. A ja jedyne co mam zaplanowane to 2 razy w tyg zajęcia dziecka.. bo inne plany, dotyczące całkowicie mnie, łatwo się wykolejają. Rodzi to frustracje, więc siedzenie w domu nie jest dla mnie… Będzie ciężko. Ale dziecko chce mieć szczęśliwą mamę. Bo taka mama to szczęśliwy dom.

    1. Piąteczka! Jestem na tym samym etapie ? też pranie wisi, ale na pewno dłużej niż 4 dni! Haha! W chacie mam syf, ale tym się nie przejmuję. Siedzenie w domu z dzieckiem to temat rzeka i paradoksalnie nie ma nic wspólnego z siedzeniem! Trzymam kciuki za pracę. Na pewno ją dostaniesz. Ja tak mówię i tak będzie ?

  18. Ja mam gdzieś z tyłu głowy że powinnam być mamą idealną. Przez pierwszych kilkanaście tygodni życia syna tak miałam. I ostatnio mój mąż mną potrząsnął mówiąc że przecież nie mogę się zajechać. Że on jest mi wdzięczny za schludny dom i zadbane dziecko ale że ja też jestem ważna. I że nie stanę się gorszą matką jak pójdę na drzemkę gdy syn śpi ?.

    Super że to piszesz. Że można kochać swoje dziecko do utraty tchu nie rezygnując z siebie!

    Kobieto, jesteś wspaniała ❤️

  19. Aż przeczytałam fragmenty mężowi, taki ten Twój tekst dobry! I on to dobro potwierdza!
    Dosłownie kilka dni temu rozmawialiśmy o tym, że ja kocham dzieci, ale nie jestem i nigdy nie byłam osobą, która nadaje się na wyłącznie mamę. Że mi odwala, jeśli nie mogę czegoś sama zrobić dla siebie. Że zaczynam mieć stany przeddepresyjne, bo cały dzień Książę wymaga uwagi, mało śpi za dnia, a ja przez to nie mam czasu o siły, by pisać. Szukałam wsparcia w tym, że czasem chcę, by on już chodził do przedszkola, że nie wiem, jak dotrwam do tego czasu – i że to nie robi ze mnie złej mamy.
    A jednocześnie wieczorem jestem przy córce, gdy zasypia, choć mogłabym wtedy robić coś dla siebie. Ale to nasz moment, kondensacja wspólnej obecności po jej szkole i rodzinnym popołudniu. Ktoś mógłby powiedzieć, że mało. Pff. To taka nasza chwila.
    I jeszcze coś. Po tym wpisie wiem, że chciałabym Cię kiedyś poznać. Tak osobiście. Głupie, wiem ^^’ Ale jakbyś mi w głowie siedziała. I w ogóle dziękuje, o ?

  20. Chociaż sama jeszcze nie mam dzieci i nie mam pojęcia jaka matka będę w przyszłości… To zawsze dziwią mnie takie teksty skierowane do KOBIET! Czy ktoś się pyta mężczyzny jak godzi pracę z byciem mężem i ojcem?! Bardzo chce wierzyć że te pytania są po prostu z ciekawości, może te osoby liczą na “złote rady”, może utknęły w tym domu, z tym mężem i tymi dziećmi i nagle to Marzenie o posiadaniu rodziny z perspektywy czasu wydaje się po prostu głupie. Bardzo w to wierzę bo nie chce żyć w świecie w którym oceniany swoje życiowe wybory i wystawiany sobie oceny kto gra w życie lepiej…

  21. Bardzo dobrze napisałaś – dzieci z wiekiem niestety też coraz mniej potrzebują rodziców, bo ich świat (choć śmiesznie to brzmi) zaczynają zapełniać ich własne „sprawy”. Myślę, że dajesz córce cudowny przykład, a za parę lat na pewno też motywacje do szukania własnych pasji :)))

  22. Moja Buba ma 4 miesiące. Całą ciążę siedziałam w domu, po porodzie zapragnęłam znowu być kobietą. Chodzę na rzęsy, bozeeee jakie ja mam wyrzuty leżąc na tym fotelu. Przebieram nogami żeby szybko wracac, potem pędzę łamiąc przepisy, boje się że oni tam sobie nie poradzą beze mnie, że ona płacze. Tymczasem zawsze dobrze bawi się z tatą :) kobieta żeby była szczęśliwa musi realizowac się na wielu płaszczyznach

  23. Nie jestem mamą, ale moja mama była matką samotnie wychowującą na pełnym etacie , więc rozumiem brak czasu. Z pozycji dziecka powiem i perspektywy czasu powiem, że te chwile po pracy są tak samo cenne i wystarczą żeby zbudować mocną relację matka- dziecko. Nie trzeba być ze sobą 24/7. Co do samej przyczyny dla której powstał ten tekst to mam wrażenie , że za bardzo bierzesz rzeczy do siebie. Prosisz o zadawanie pytań, wiec ludzie je naturalnie zadają. Często twoje odpowiedzi są sztywne i atakujące. Nie uważam , ze osoby , które Cię obserwują czy czytają teksty maja zawsze na myśli coś złego. Nie mamy tu samych hejterów. Czasem ludzie pytają, bo sami szukają rady tylko średnio potrafią to ubrać w słowa.

  24. Prawie całe wakacje żyłam w takim zawieszeniu pomiędzy tym co muszę (zlecenia, cos jeść trzeba + dom – wiadomo, samo się nie zrobi), tym czego chciałam i powinnam (dużo czasu dla dzieci, dla nas, na korzystanie z lata ) i tym co mi się marzyło (kawałek własnej czasoprzestrzeni na robienie tylko tego na co mam ochotę ) . I dopiero kiedy odpuscilam sama sobie…ze trudno, wszystkiego na raz nie ogarnę, mogę mieć albo po kęsie albo wcale i …zawsze cos trochę ucierpi, ale chyba lepiej mieć 3 nieidealne a wciąż fajne składowe niż gdzieś po drodze całkiem zgubić siebie, dopiero wtedy poczułam, że żyję. Że jest ok nie dawać z siebie zawsze 120% kiedy właśnie Ci pada akumulator…♡ powodzenia w realizacji Twoich planów, mocno trzymam kciuki ♡♡♡

  25. Właśnie dzięki takim kobietom jak Ty, jest szansa (dla innych kobiet, mniej pewnych siebie) na wyjście z zaścianka. Cieszę się że Twój przekaz trafia do tak wielkiego grona, którego mogę być częścią :)

  26. Świetny tekst. Ja też jestem mamą na etacie i bardzo serducho bolało gdy wracałam do pracy,zostawiając półtoraroczną córkę.Ale starałam się jak mogłam, żeby pogodzić wszystkie obowiązki,ale nic na siłę.Nie było idealnie.Teraz córka ma 13 lat i już jest o wiele łatwiej.

  27. Moja dobra kumpela jest kapitanem statku, pracuje w systemie tydzień na tydzień, czyli tydzień pracuje i mieszka na statku czym tydzień ma wolne i jest w domu. I ma dwójke dzieci. Jej też serce pęka jak ich nie widzi, ale podczas tygodnia wolnego wynagradza im to po stokroć. Przestała już dawno się przejmować co ludzie myśla. Jest kobieta sukcesu, niezależna, świetnie balansuje życiem prywatnym i zawodowym, a ja jej i Tobie Olu w tym wszystkim kibicuje.

  28. Jestem w 23tc. Od 10tc na L4. Wymioty, osłabienie – nie dałam rady. Chciałam pracować jak najdłużej. Ale myślę, to czas dla mnie i dziecka. Czas bez stresu, czas na relaks, czas na przygotowanie domu. Myślałam, że to będzie suuuuper. Miotaja mi się po głowie myśli, czy jestem gorsza bo tęsknię za pracą. Za pieniędzmi. Za tą swoją prywatną częścią zycia. I choć ruchy dziecka powoduja że łzy same mi lecą ze szczęścia, zastanawiam się ile dam radę byc tylko dla domu. Boje się, że zbyt długa przerwa w postaci roku na macierzyńskim mnie zepsuje. Że nie wrócę… Że dziecko mnie zmieni. I zmieni, wiem. Ale na lepsze? Gorsze? Mniej ambitną? Bardziej? A wcześniej nie chce zostawiać dziecka. Serce by mi pękło. I to jest ten moment gdzie każdy powie mi, że wyolbrzymiam. A ja myślę o tym codziennie.

  29. Ja jestem mama która co roku jedzie na 10 dni na urlop z moja siostra. Córke na wakacje wysylam do Dziadków. Kocham córke, tesknie ale wiem że jak Ja bede nieszcześliwa to ona też. A ona już teraz widzi że można dużo w ciagu Dnia zrobić. Ale też ucze ja że wszystkiego Nie można mieć. Mała ma 5 lat I już zna znaczenie słowa komprosis. A Ciebie podziwiam- rozwijaj sie, pisz dla nas, a tych co źle pisza I krytykuja…olej!

  30. Bardzo lubię i szanuję Twoje teksty. Są wyjątkowo osobiste i emocjonalne. Tutaj natomiat można odnieść wrażenie, że wypowiedź ma na celu publiczne usprawiedliwianie tego co Cię podświadomie nurtuje. Masz prawo się spełniać! Warto postawić granice pomiędzy tym, co jest Twoje osobiste a co publiczne.
    Pozdrawiam Ola, działaj dalej!

  31. Ja jestem mamą 3 dzieciaków i powiem Ci, że od zawsze mam poczucie niedoczasu. Z jednej strony wiem, że jestem im potrzebna i mam wrażenie, że zawsze jest mnie dla nich “za mało” a ż drugiej strony… 18 lat zajęło mi dojście do punktu, w którym jestem. Zamierzam zacząć coś swojego, małego i wymarzonego i najstarszy syn ( 18 lat ) chce mi pomóc. Chyba nie jest tak źle?
    Baaardzo dziękuję Ci za te pozytywne kopy w tyłek :) to również dzięki Tobie w końcu nie boję się działać. Pozdrawiam gorąco ?

  32. Uwielbiam Ci Olinek!
    Czasy kiedy kobiety siedziały w domu i zajmowały sie wychowywaniem dzieci minęły. Teraz szczesliwa mam to spełniona mama! Ze swoją córka siedziałam przez jej pierwsze tezy lata( pracując w domu). Pierwszy dzień córki w przedszkolu był moim pierwszym dniem w pracy teraz nie wiem czy bardziej sie bałam jak ona sie odnajdzie w nowej sytuacji czy martwiłam sie tym jak ja dam sobie rade ze nie mam jej przy sobie i jestm w nowym zupełnie mi nie znanym miejscu.
    Dałyśmy obie sobie swietnie rade! Kryzys przyszedł jak córka zaczęła chorować ( No bo kto jak nie mama będzie sie przytulać w czasie jak oba sie złe czuje) i co sie okazało ze tata tez swietnie potrafi sie zając dzieckiem! Dzięki temu ze tata zaczął spędzać więcej czasu z córka ona tez bardziej sie do niego zbliżyła. A ja dzięki temu odkryłam ( chodź długo po cichu płakałam w łazience) ze tata tez swietnie radzi sobie w obowiązkach domowych i nie jest tak ze bez mamy świat sie zawali.
    Teraz im córka jest starsza widzę ze nocowanie u dziadków, cioci, koleżanki sprawia jej wiele przyjemności i frajdy, ze całe życie nie będzie spędzać go z mama!
    Jedyne co nas kobiety ogranicza to my same wbijając sobie do głowy stereotypy ze musimy byc 24/7! Nie nie musimy! Ważne aby byc szczęśliwym spełnionym i aby nasze dziecię to widziały! Bo one ucza sie od nas poprzez obserwacje.
    Mam nadzieje ze jakoś sie to trzyma kupy!
    PS. KOBIETY Dopuście do dzieci i obowiązków swoich facetow! Doba co prawda sie nie wydłuży ale Wy jak i dzieci na tym skorzystacie!

  33. Ola, u mnie w domu bylo inaczej… mama “kura domowa ” po dziś dzień ( może sobie pozwolić na to bo ojciec – uważa że to facet powinien utrzymać rodzinę i tak też robi) poświęciła mi życie, wychowala. Ja rzucilam wszystko i wyjechalam do miasta… kocham mame – bezwarunkowo
    Ale czasem myślę ze ona nie jest szczęśliwa tak do końca. I ja. Ja, która od 7 roku życia marzyła o byciu bizneswoman… jestem przedszkolanka, ale wiesz co? Kocham swoje zycie za to, że robie cos co lubię. I wierzę, że jeszcze przede mną wszystko. Pi co To piszę? Nie miej poczucia winy. Zycie ma się jedno i powinnaś się realizować, a córką.. będzie Cię kochać… zrozumie.

  34. Jak zawsze trafiłaś w czuły punkt… jestem mamą 2latki i 5latka a oprócz tego księgowa prowadząca własne biuro. Kocham swoje dzieci, kocham swoją pracę, daje mi nie tylko stabilizację finansową ale tez wielkie spełnienie. Oczywiście ze w trudnych chwilach szukam równowagi i wyrzucam sobie, że 8 h to długo, ze mogłabym pracować krócej. Zamykam drzwi biura i wchodzę do głośnego domu a tam każdy coś chce. Czasem fizycznie nie daje rady, miliony wyrzutów sumienia i pewnie nie byłoby to tak silne gdyby nie złośliwe wstrętne babska dookoła, które niby to życzliwie zapytują czy moje dzieci nie tracą ze chodzą do żłobka/przedszkola a gdy są chore czas spędzają z nianią… po przeczytaniu twojego tekstu poczułam ze wiem co jest w życiu ważne, i to nie ilość czasu spędzonego z dzieci jest decydująca i świadczy o miłości i zaangażowaniu a jakość! Całuje i ściskam !!!:)

  35. Wiesz podziwia cię za bieganie i powiem Ci ? napiszę no że wiesz chciała bym też. Wiesz biegać mam super tereny do tego górki pagórki i takie tam i nie że się boję, mam jakiś taki hamulec ręczny chyba zaciągnięty i nie mogę się przełamać. Nie jestem pewna czy zatracilam się w matkowaniu(sztuk 3) czy wmawiam sobie że się wstydzę biegać. (Jak by to jakieś nie normalne było) ? Chcę przed 4 ciąża zrzucić trochę brzucha ale trochę też uciec z domu żeby móc zatęsknić za moim matkowaniem.

  36. W punkt Olinek ?
    Jestem mamą trójki Od 5 lat nie przespałam normalnie nocy Kocham ich nad życie i dałabym się dla nich pokroić ale lubię być czasem sama, kocham swojego męża z którym tez lubię spędzać czas sam na sam A kiedy tak za nimi zatęsknię bardziej ich doceniam i coraz rzadziej mam ochotę wyskoczyć przez okno.

  37. Świetny tekst. Prawda jest taka że i tak źle i tak niedobrze. Pracujesz – jesteś wyrodna matka, siedzisz w domu – nie pracujesz nad sobą, nie spełniasz się. W dzisiejszych czasach kobiety są ciągle oceniane i oczekuje się od nas poczucia winy. Na szczęście doszłam do stanu kiedy powiedziałam dość. Dzieci są moim priorytetem ale nie rzucę pracy i nie zrezygnuje z siebie. Mam marzenia i pasje które nie umarły śmiercią naturalną po porodzie. Mój mąż miał z tym problem na początku. Po 10 latach postanowiłam wrócić do tańca. Słyszałam że taniec jest ważniejszy od dzieci, że nie jest to odpowiednie zajęcie dla matki i żony (serio?). Ostatecznie postawiono mi ultimatum. Albo albo. Na szczęście ja zrozumiałam jego punk widzenia, a on moj. Przede wszystkim zrozumiał że mam prawo zrobić coś dla siebie i na szczęście kocha i chce mojego szc