Archetyp jest doskonale znany – miłość aż po grób, porywy namiętności przeplatane błogą codziennością, w której ktoś zawsze czeka na Ciebie z kubkiem herbaty i ciepłym słowem i wizja przyszłości, w której bujacie się w fotelach, o n z rozrzewnieniem wspomina Wasze wspólne szaleństwa, a Ty w tym czasie kitrasz ostatnią czekoladkę, zanim się zorientuje i dojdzie do awantury.

Wasze spojrzenia pełne czułości rozgrzewać będą zimą wszystkich pasażerów autobusu MPK, a żart o tym, że Wasze twarze pokryte są siatką spidermana, a nie zmarchami, bo wciąż macie tak naprawdę 30 lat, ciało to kamuflaż, żeby postronni nie nakłaniali Was do romansów, którym i tak byście nie ulegli, bo po co szukać miodu w dupsku, kiedy ma się pod ręką całą pasiekę, która nadaje za cały ul?

Piękne to. A co tam Panie w prawdziwym życiu?

A no po ślubie zaraz będzie lat dwa, bałam się to napisać, żeby nie zapeszać – mamy dokładnie dwa miesiące żeby się pozabijać i nie dotrwać do tego imponującego jubileuszu.O mężu rzadko piszę, a przecież rodzinna idylla tak dobrze się sprzedaje – wystarczy jednak krótka myśl, że miałabym go ładnie ubrać i prasować koszulę, aby świat przekonać, że jesteśmy ładniejsi niż inni i warto się w nas zapatrywać, ślepo, dziko, obsesyjnie i… Odpuszczam. Naprawdę nie wiem, gdzie mamy żelazko.

Mój mąż zna na pamięć daty każdej, najmniejszej bitwy – jeśli w starożytnym Rzymie dwóch piechurów zrobiło sobie ustawkę i pobiło o to, kto ma fajniejsze sandały, Mariusz wie – kim byli, co robiła ich matka, jakiej broni użyli i co zadecydowało o wyniku. Nie wie natomiast, że warzywa na rosół to nie mrożona marchewka w kostce, a lista zakupów to nie gra w “wybierz z listy potrzebnych rzeczy tylko to, co chcesz”. Naprawdę trudno go nie kochać.Mario nie chrapie jak inni pospolici mężczyźni. On nocą odgania krtanią i nozdrzami dzikie bestie, które mogłyby się czaić pod naszym łóżkiem. Skutecznie, bo żadnej nie widziałam. A śpię (*próbuję…) obok i aż strach pomyśleć, co by się zdarzyło, gdyby użył siły… I sama nie wiem, czy doceniam bardziej tą stałość nawyków nie do zajechania, jak kupowanie żonie na bezglutenowej diecie ordynarnych i chamskich pączków, których nie lubię, ale jak przynosi to bym zjadła.

Obiecuje w weekend wielką niespodziankę, dawkuje emocje, ja upocona i rozmarzona w pracy zastanawiam się,co też ten mój szogun wymyślił cudownego i gdzie pojedziemy tylko we dwoje jeść coś, czego nie musiałam przygotować i spać do 7 rano jak beztroscy wariaci, kiedy to nagle okazuje się, że niespodzianka to wielkoformatowy tatuaż na całym ramieniu mojego małżonka o którym dowiedziałam się już po fakcie. Jest impreza, mówię Wam. Dlatego nigdzie nie wychodzimy, bo w domu mam tyle emocji, że miasto by mnie znużyło.
On już po 30-tce, choć się wypiera i  neguje żywiołowo, więc szanse na zmiany są marne, może to i lepiej? Ledwo go rozgryzłam, a już musiałabym pewnie za nowym nadążyć. A tak, są rzeczy, które pozostaną niezmienne – zanim wstawię jasne pranie muszę wyciągnąć z pralki wszystkie czarne gacie.

***

Odgrywam w życiu mojego męża bardzo ważną rolę. Jak brudna podłoga, nigdy nie dość doskonała, zawsze w nieodpowiednim momencie utytłana, złośliwa i niewdzięczna, ale chory by był jakby się nad nią (nade mną) nie pochylił i nie musnął. On chyli się nad mopem, nade mną, a ja nad tym wszystkim, z podziwem, że się jeszcze z hukiem nie rozpadło. Aczkolwiek wdrożyłam się w temat i sprawdziłam, że wszystko u nas jak należy. W poniedziałek rozwód, w środę kabaret, w sobotę dramat i wiele niezmiennych nawyków, jak wyjadanie mi ulubionych chrupek i udawanie idioty, że same wyszły. Nie nadążam tego napisać, bo nim świat zachwyci się tym, jak on na mnie patrzy to akurat mąż stwierdza, że patrzeć na mnie już nie może i zabije, jak mu raz jeszcze na świeżo mytą podłogę brudną syrą wlezę.

Na szczęście czasu na rozkładanie aktów i zdarzeń na czynniki pierwsze mamy niewiele. Dwa lata minęły nie wiadomo jak, bo powodów ku temu mieliśmy sporo, aby jednak rzucić w kąt wspólne plamy i skupić się na ASAPie pt. przetrwanie i ocalenie zmysłów od zagłady. Ja się orientowałam w tym temacie przed ślubem, czytałam gazety i czasopisma, dowiedziałam się, jakie są wymagania wobec mnie: matki, kobiety, pracownika, to odetchnęłam z ulgą, że nie ma się co małżeństwem za bardzo przejmować, bo i tak zabraknie na nie czasu. I jakoś leci, dużo pracuję, wcześnie usypiam to i nawet kłócić się nie ma kiedy, a nawet jeśli się zdarzy, to małżon mój ochoczo przeprasza, bo choć mojego niewyparzonego ryja miewa dosyć to wie, że cisza w moim towarzystwie wieje grozą i wieszczy nieszczęście.

Miłość to wzajemne patrzenie w tym samym kierunku? Odhaczone, razem patrzymy, co też nasze dziecko tym razem odwali. Wspólne potrzeby? Są!  Obydwoje pragniemy się wyspać, wyjechać na tydzień. Plany? Całe mnóstwo! Choćby to, że  od jutra wracamy do treningów, oszczędzania, nieokazywania gniewu, wspólnego oglądania seriali. Ambicje? Kolejna wspólna płaszczyzna – z każdym dniem mamy ich po prostu coraz mniej. No i fajno.

Mariuszek lubi moje leczo i żarty, ja lubię, kiedy w domu jest czysto, każde z nas wie, że jedno z dzieckiem nie wytrzyma, on zawsze wie, gdzie jest mój kabel od laptopa, a ja natomiast jak nikt gaszę lampkę przed snem, żeby nie musiał wstawać i nie chcę zapeszać, ale jest szansa, że takiej trzeciej rocznicy ślubu też doczekamy. Szczerze zdziwieni i dumni ze swojej konsekwencji, silnej woli i niezłomnej złośliwości.

A jak tam w Waszych związkach? Sielanka i pola elizejskie nocą oświetlone rozgwieżdżonym niebiem, czy samo życie, kiełbasa z cebulą i serduszkiem narysowanym na talerzu keczupem?

 

14 komentarzy
  1. Oo to mnie juz w tym roku w lipcu wyskoczyła 30stka, po jutrze mamy 5 rocznicę ślubu☺️ i jest fajnie. Serduszka z keczupu też są 😀😀😀

  2. Zdecydowanie kiełbasa i serduszko z keczupu na talerzu ale i zbieranie brudnych skarpet spod łóżka. W chwilach wątpliwości, bo takie się zdarzają, zastanawiam się kto inny podwiezie mnie pod samą klatkę żebym nie zmokła kiedy ledwo kropi, a sam będzie zaiwaniał dookoła bloku? No kto? Tak więc siedzę teraz, patrzę jak skacze ze spadochronem i strzela do wroga, ale wstanę i naleje mu piwa. Niech ma. Dzięki Oleńko za natchnienie :*

  3. Jak patrzę na wasze pyszczki uśmiechnięte na instagramie i teraz jak to czytam to mi się morda sama jakoś tak uśmiecha i ciepełko na serduszku robi. Łza mi nie spłynęła, bo od kilku dni jestem fontanną i chyba już wyschło źródełko (albo hormony ciążowe chwilowo sobie odpuściły i dopuściły do głosu tę normalną część osobowości). Niemniej – fajni jesteście! Człowiek tak sobie poczyta, popatrzy, pozazdrości a potem dostaje swoją własną rzeczywistością w ryj i już mu jakoś tak mniej fajnie. I znowu płakać się chce.
    Radomsiu i Mariuszku! Życzę wam cudownej drugiej rocznicy, a potem kolejnych! Bo jednak człowiekowi serce rośnie jak was widzi :)

  4. Znajomy usłyszał w tramwaju. Dwie kobiety jadące w okolicach Górniaka gadają. “Ja to mam dobrze. Mój to ma prace i mnie nie bije przynajmniej”

  5. U mnie 5 rocznica za nami ( 9 lat razem) I z biegiem lat mniej się kłócimy i mniej na niego krzyczę 😁 często dogadujemy się bez słów ale są dni że doprowadza mnie do szału gdy po raz setny mu o czymś przypominal albo gdy pyta o to samo co 3 minuty. Jednak dba o nas jak nikt inny i widzę nas na starość na tych bujanych fotelach z herbatka 😀

  6. Standardowe stwierdzenie mojego wybranka: jak facet mówi, że coś zrobi to to zrobi, nie trzeba mu o tym przypominać, nałogowo, co 6 miesięcy 😂 razem prawie 9 lat. Bez ślubu, ku radości mojej babci kochanej ❤

  7. My z małżowinkiem szanownym to planujemy już wyścigi z balkonikami po 80tce i ustalamy kto komu będzie sztuczną szczęką schabowego gryzł :D gdyby nie to że jest typowym mężczyzną i jak mówi że coś zrobi to zrobi i nie trzeba mu co pół roku przypominać to byłoby całkiem nieźle :D ale ale! z drugiej strony podziwiam go, bo nie wiem kto normalny by ze mną tyle czasu wytrzymał i z moim poczuciem humoru :P no i te serduszka z keczupu.. <3

  8. My po 7 latach od cywilnego tak sie kochamy ze i koscielny wzielismy w koncu.
    I wszystkie przygotowania byly jak blogoslawienstwo bo w spokoju ciszy i ogolnym zmeczeniu nie bylo czasu na kłótnie. Natomiast juz tydzien po slubie zmuszeni byc sam na sam na drugim koncu polski gotowi pozabijac sie jak zwykle. Zazwyczaj lataja przedmioty i kilka brutalnych slow rodem spod monopolowego. Codziennosc straszna bywa nieprzewidywalna. Mam ochote zabic ale pozniej z rozpaczy sama bym umarla. I choc 30 na karku i 7 lat z jego nazwiskiem to mam wrazenie ze dopiero zaczynamy sie docierac. A dziecko i tak weryfikuje to co wydawalo sie byc ulozone. Moze sie nie pozabijamy do 7 rocznicy ślubu koscielnego. Dobranoc

  9. Najważniejsze aby się uzupełniać. W naszym przypadku jest tak już od 20 lat. W zasadzie od 24 bo przed ślubem też się liczy. A gdyby dodać, że znamy się od szkoły podstawowej to już kosmos.
    W każdym razie mąż spokojny, opanowany, plaster na ranę przyłóż. Ja chodząca furia, wszyscy mnie denerwują, począwszy od teściowej, skończywszy na sąsiedzie, który pali zimą opony. Latem zaś hoduje pomidory i mówi, że jest taki ekologiczny.
    No więc, znamy się od zawsze i od zawsze wszystko nas różni. Mąż lubi rosół ja nienawidzę, ale gotuję mu, tak od serca z lubczykiem, aby mnie mocniej kochał. On szczupły jak syn 18 letni. Ja tyję od patrzenia jak ślubny ten rosół z uwielbieniem w oczach, zjada. On dzieciom wszystko tłumaczył na spokojnie, ja z nerwami. Gdy w sobotę rano ryknę aby sprzątali swoje pokoje, to sprzątają od razu dzieci sąsiadów. Mąż lubi sporty wszelakie, mnie nogi bolą jak patrzę na to jak Urbaś biegał przed zakończeniem kariery. On nie lubi naszego ogrodu i jedyne co robi, to spsceruje po nim bawiąc się z psem. Ja mogę cały weekend plewić mlecze na trawniku, lub polować na kreta.
    On nie przepada za mięsem a ja już dzień zaczynam schabowym, który został z obiadu z poprzedniego dnia. On uwielbia kobiety w szpilkach a ja w conversach biegam. Ale mam jedną parę dyżurnych szpilek dla niego właśnie i zakładam je do sypialni, aby mu sprawić radość. Mój mąż pije kawę a ja nie znoszę jej zapachu. Ale jako dobra żona kupiłam mu express do kawy z młynkiem, aby miał super mieloną kawę i pyszne latte. On mi kupił super wypasiony mikser Nigeli Lowson z nadzieją, że może wreszcie ogarnę wypieki, ja dalej mieszam w kitchen aid tylko proszek na sernika z torebki. Mówię ci, wychodzi puszysty jak nigdy do tej pory. Ten sernik oczywiście. 😘

  10. U nas są czasem pola elizejskie, jak po 3 tygodniach rozłąki widzę go z daleka i po 13 latach małżeństwa czuję nadal motyle w brzuchu. A czasem jest i kiełbasa jak zostawi brudne skarpetki na środku pokoju. Nie umie niczego odmówić naszym dzieciom, a córeczki tatusia mogą okręcić go sobie wokół palca. Czasami też mnie wkurza, tak że bym go zamordowała, ale nie robię tego bo za bardzo bym za nim tęskniła.

  11. Cudowni jesteście :)
    U nas lada moment 15 rocznica ślubu, a wszystkiego razem 23 lata.. zważywszy, że mam 38 – to niezły kawał czasu razem….
    Czasem się dziwię, że ze mną wytrzymuje, ale pewnie kocha ;) ale i tez się dziwię, że go jeszcze nie zabiłam – ale nie mogę tego zrobić, bo baaardzo bym tęskniła….
    Pozdrawiam Was serdecznie i życzę wielu wspólnych lat razem :)

  12. No to my mamy miks. Pola Elizejskie i rozgwieżdżone niebo poprzetykane pętami kiełbasy. Za 30 dni (o kurw…) zostanę jego żoną, za 31 stukną nam 4 lata razem. I w naszej niezgodności charakterów jesteśmy dość zgodni w hobby. Z grubsza.
    Ja potrafię się zagotować w dziesięć sekund w złości. On przeprasza, choć jeszcze sam ze sobą nie ustalił za co powinien. Czasem nawet nie powinien, bo to ja przesadziłam, ale to potem ja go przeproszę. Jak on już mnie pięć razy przeprosi. Przy czym takie przepraszanie to się zdarza sporadycznie, bo prawie w ogóle się nie ścieramy.
    Ja jestem gorąca głowa, za godzinę już kupiłabym nowe auto/mieszkanie/nowy gadżet. On potrzebuje czasu. Jak sobie coś ubzdura,a ja go zasypię logicznymi argumentami, to on i tak się stawia. Ale jak przeeemyyyyśliii, to nawet stwierdza, że to rzeczywiście niegłupie, te moje argumenty, ale czemu ja się od razu zagotowałam?
    I nie, on nie jest wolnomyślący. Tylko zdanie zmienia wolno.
    I potrafi dodawać, odejmować i mnożyć duże liczby (np. 35634 plus 4526278). A ja czasem mam problem dodać do siebie liczby pojedyncze. A potem on patrzy z takim politowaniem, a ja zaraz “ej, no przecież nie byłam rocznikiem, który zdawał maturę z matematyki”. A tak w ogóle to po co mi ta wiedza? A on za to miał mi włożyć do butelki z wodą miętę, a wcisnął bazylię “bo przecież to tak samo wygląda, te doniczki to identyczne są”. Pomylił cukinię z ogórkiem i pomarańczę z grejpfrutem. I myślał, że jak na liście było “ciasto do pizzy”, a on kupi francuskie, to to jest obojętne. I to nasza wersja kiełbasy.
    Ale… jak słyszę, jak mi koleżanki opowiadają farmazony, że “facet zawsze zdradza” i “nie ma opcji, żeby nie kłamał”. To ja tego nie ogarniam. Bo my siebie mamy na sto procent. Zaufanie – no ja nie wiedziałam, że tak można komuś ufać. Nie okłamie mnie, nigdy. Bo tak jest po prostu. Jestem go tak pewna, że to mi się aż w głowie nie mieści. I ma to samo ode mnie i to jest OCZYWISTE. I ja naprawdę nie rozumiem, dlaczego znaaaczna większość ludzi patrzy na mnie jak na ciężko upośledzoną, jak o nim tak mówię. To nie jest moje wrażenie, on taki jest. My dla siebie tacy jesteśmy. I stąd ten Paryż. I niebo rozgwieżdżone.

    Ps. Sorka za przydługi koment.

  13. Czytam, czytam.. I ja która jestem anty na wszystko aż szczerze się uśmiechałam i tak troszkę.. pozazdrościłam? Nie kupuję różu i wszystkiego polanego lukrem i słodkości i karteczki z różyczkami, bo to jest zbyt PERFEKCYJNE. Kupuję PRAWDĘ jak w Waszym przypadku. I tak miło się na Was patrzy, na Wasze uśmiechnięte oczy!! Mariuszu, Olu, wieelu lat spędzonych razem i jeszcze więcej Ciebie na insta! <3

    PS I aż zachodzę w głowę i myślę, czemu nie jesteś tak popularna jak szafiareczki? Masz swój styl, jesteś szczera i prawdziwa i to o wiele bardziej cenię od słodkości w blogosferze. Całusy!

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.