Jak zaorała… Radomska…

Publikując tekst o wyczynach córki mojej nie przeczuwałam nawet, że podświadomie poczuję, że rzucono mi wyzwanie, któremu zapragnę sprostać. Wystarczyło kilka dni od publikacji, by przekonać się, że dziecko genów nie oszuka, a orania może uczyć się od matki. Dziś historia o tym, jak zaorała Radomska.

W czerwcu pozwoliłam sobie na tygodniowy wyjazd bez bliskich, który okupiłam niemalże rozwodem i licznymi awanturami nawet z tymi, którzy nie mieli nic przeciwko, bo tak się wczułam, że mnie poniosło. W czasie pobytu z dala od domu chciałam udowodnić mężowi, że dramatyzowanie było zupełnie niepotrzebne i od mojego wyjazdu “nikt nie umarł”, ale ten jakby tylko czekał i odparł -że nieprawda, bo właśnie że owszem.

W tym miejscu przepraszam wrogów czarnego humoru, kłaniam się im i polecam kliknąć czerwony krzyżyk, gdyż bezczelnie będę kpić ze śmierci. Nim jednak o tym to…

Do naszego mieszkania przeprowadziliśmy się nieco ponad 2 lata temu i te nasze 73 metry kwadratowe na samej górze wieżowca były szczytem moich marzeń. I mozliwości kredytowych, sialala. W euforii planowania drbnych remontów, domykania spraw formalnych do głów nam nie przyszło, by zainteresować się swoim sąsiedztwem i zemsta losu była brutalna i wyrachowana.

Mieliśmy frajdę dzielić piętro z Dr Dżekylem i Mr Hajdem w wersji demo, który w zależności od stanu upojenia – był niegroźnym starszym panem albo upierdliwym wrzodem na dupie. Sąsiad dostarczał sporo przygód wszystkim w pionie, bo zdarzało mu się zapomnieć dopasować spodni do koszuli. Jakichkolwiek – latał po prostu  z gołą dupą na wierzchu, ale beneficjentami największych rozkoszy zostaliśmy – a jakże- my.

Sąsiad mieszkał w innej części klatki, miał inne drzwi i nazwisko na nich i o pomyłkę, wedle wszystkich wskazań nie było łatwo.A jednak, nie ma rzeczy niemożliwych. Regularnie dobijał się nam do mieszkania, zostawiał to i owo pod drzwiami, nie szczędził słodkich komentarzy niczym rasowy hejter z Onetu. Mieliśmy sporo nieprzyjemności – łącznie z tym, że Pan wparował kiedyś do naszego mieszkania, którego przez pośpiech nie zamknęłam i zupełnie nie dało mu do myślenia: obce wnętrze, baba ani dziecko. Zaczął forsować teorię, że jest u siebie, a ja mam wypierdalać.

Dziś opowiadam w formie anegdoty, ale wtedy do śmiechu mi nie było, bo skończyło się szarpaniną z dziadem i przerażeniem córki, która jeszcze dłuuuugo wspominała strasznego pana i potrafiła się obudzić w nocy z płaczem. Straż miejska Pana sprzątnęła, ja nauczyłam się NIGDY NIE zostawiać nie zabezpieczonych drzwi, a moj mąż… No a móóój mąąąążżżż…..

Musicie wiedzieć, że mój mąż to człowiek całkiem cywilizowany, mimo tej brody i miłości do lasu. Jada sztućcami, jest magistrem historii, całkiem elokwentnie się wyraża i zna odpowiedzi na pytania w Wielkiej Grze, ale… Ma też, głęboko w środku, skitranego śpiącego, małego dresa. Tak. I ten dres jest zupełnie niegroźny, no chyba, że mąż się akurat nie wyśpi i ktoś zajedzie mu drogę, albo ktoś skrzywdzi kogoś, kto jest dla niego ważny.

A że skrzywdzono jego córkę i żonę, dres zbudził się z impetem szczęśliwy, że w końcu może się przydać. Tak oto zainicjował przełamanie lodów z kłopotliwym sąsiadem i stał się siła napędową dla męża, który postanowił to i owo wyjaśnić panu,  elokwentnie i barwnie niczym Mróz wykładając mu, co się stanie jak jeszcze raz zbliży się do naszego mieszkania, dziecka, psa lub nawet mnie.

I sprawa jakby ucichła i wszyscy o niej zapomnieli. Ze mną na czele. Dzięki temu mogłam zaorać. WZOROWO!
Bo, jeśli ktoś czytał uważnie ten wie, że sąsiad już nas nie nachodził, bo… Umarł. O. Tymczasem dwa miesiące później….

Mąż brał prysznic, a do drzwi zapukał dzielnicowy. Ja pobladłam, bo tak mam, że nawet z biletem się boję kanara i już się zastanawiałam, czy to sąsiedzi nie skarżą się na psa, że wyje, albo na mnie, że śpiewam, albo na dziecko, że jest Lenonem. Okazało się, że wizyta dotyczy niekoniecznie świętej pamięci sąsiada, co to odszedł raz na zawsze, choć nie wyszedł z mieszkania i tam go po dłuższym czasie właśnie znaleziono.

I w tymże momencie emocje wracają, jak kilogramy po diecie, więc opowiadam:
– o wtargnięciu do mieszkania,
– wystraszeniu dziecka,
– straży miejskiej, która zabrała pana, ale nie dziecko, bestialsko zostawiając mnie z nią sam na sam,
– o mężu, który interweniował u sąsiada RAZ I PORZĄDNIE, dzięki czemu sytuacja się raczej nie powtarzała…

I już mam teatralnie mdleć i pokazywać blizny po przepuklinie, które nie mają w tej historii żadnego znaczenia, kiedy z łazienki wychodzi mój brodaty Adonis.

I dowiaduje się od Pana dzielnicowego, że prokurator rozważa udział w śmierci osób trzecich.
I wręcza mężowi bilecik z datą i godziną przesłuchania.
Z racji konfliktu z sąsiadem i kontaktów z nim jest brany pod uwagę, jako służebny partner “tamtej strony”.

Dzięki komu? Ha.
Taka partnerka życiowa jak ja, to skarb.  Żaden sport ekstremalny nie jest potrzebny!

A u Was co? Wam przeszkadza, jak stary deski w WC nie położy lub stara obiadu nie zrobi? Amatorzy. Cieszcie się, że Was do pierdla nie wsadza… 😉
Czy są na sali lepsze żony niż ja?!

______________________________________________

P.s. Na posterunku się okazało, że mąż niewinny. I że Pan posterunkowy też kocha góry. Nagadać się nie mogli – od potencjalnego podejrzenia o nieumyślne spowodowanie śmierci do przyjaźni. Jak w małżeństwie.  Z tym, że w odwrotnej kolejności.

58 komentarzy
  1. Pff ja sikam na samą myśl o policji , musiałaś byc w wielkim szoku a sąsiadów współczuję prawie tak jak sobie nasza sąsiadka pisze nam kartki wielkości a3 albo i większe i przykleja na drzwiach wejściowych klatki …

  2. To ja miałam siebie za twórcę najbardziej hardcorowych przypałów, ale przy takim oryginale jak Ty, to ja wylatuje w przebiegach i mogę kapcie czyścić ????

  3. Czytając o Twoim Mężu,to jakbym czytała o swoim ? Co prawda chłop ma brodę raczej lichą,ale też jest mgr historii z wewnętrznym dresem, gdzieś na dnie serduszka ??

  4. Zaorała ?? Tak o, jak na zawołanie wsypać męża i przyczynić się do potencjalnego oskarżenia to chyba tylko Radomska potrafi ?

  5. Nie wiem jak to skomentować.. jak to powiedział mój tato – Ty jesteś jak mały gestapowiec ,gdybym sie ukrywał to i tak w imię prawdy i zdrowego sumienia mnie sprzedaż ?

  6. Działo się to lat 18 temu (sic ale jestem stara!) kiedy o losie najszczęśliwszy narzeczony mój wtedy jeszcze nabył na uroczych Jelonkach w Wawie w wieżowcu ze zsypem (a jakże) całe urocze 36m. Szczęśliwa bo jskontska cena i ja również przy okazji ze w końcu będę gdzie miała nocuwaccwcweekebd jak z akademika przyjadę na weekendowy seks etc ?. Ofkors kto by tam sprawdzał sąsiadów …No i po miesiącu się okazało ze sąsiadów mamy narkomanów…takich prawdziwych co sobie w żyłę dają na klatce schodowej. W nocy tez. Będąc na głodzie lub nie głodzie zdarzało się głównie w nocy ze im się wszystko pier…o i walili do naszych drzwi pięściami i kopiąc w drzwi i drąc się: K…a! Ty ch…u j…y! Bo Ci zaraz zapier…e! Otwieraj!!!!
    I tak co kilka tygodni łącznie trwało to ze dwa lata przyprawiając me później ciało ciężarne o ryzyko poronienia ze strach . W końcu zaćpala się na smierc (ona) on zniknął, dzieci tez… smutne i straszne. PS. Sąsiad z dołu hodował za to karaluchy które lazły do nas po ruchach w pionie. A sąsiadka z góry uprawiała głośny seks?. No i kto miał bardziej fajnie, kto ?? Ty, bo męża prawie posłałaś za kratki ?. Mój wytrzymał napięcie darł się tez na sąsiadkę jej językiem i nadal przy mnie już 19 lat ?

  7. Olinku jestes niemożliwa 🙂 a i tak uważam ze dla swojego męża i Lenki jestes najlepsza żoną i matka na świecie!!!
    Uwielbiam Cie!! Głowa do góry 🙂

  8. Ty to potrafisz mężowi czas zająć ? żeby coś pozwiedzał, kogoś nowego poznał, porozmawiał ? komisariaty są takie odkrywcze ? Skarb z Ciebie! ? oby tylko Mariuszek nie chciał go zakopać ???

  9. O M G a ja myślałam,że po odwiedzinach mego sąsiada nic mnie nie zdziwi. Ja jako osoba lubiąca pracować w nocy, w jedno z tych że ciemnych nocy do mych drzwi o godzinie 3:15 zapukał do drzwi sąsiad cieszący się nie pochlebna opinia na swój temat, a ja zmartwiona „ bo może coś się stało” z przerażeniem w oczach drzwi otworzyłam. Na moje pytanie czy coś się stało, sąsiad zapytał czy nie chciała bym kupić
    od niego przetworów na zime wykonanych przez jego mamę lub pożycz 10 zł. A ja głupia odmówiłam, a mogłam mieć zapełnioną śpiżarke słoikowymi rarytasami.
    Cóż – czego do człowiek nie zrobi, gdy głód mu doskwiera.

  10. a on mówi do Ciebie, że z tatuażem wyglądasz jak recydywistka…serio? ???…ale historia sztos, Ty jesteś sztos..

  11. No szacuneczek kochana nie jedna pewnie ma ochote męża do paki wsadzić… ale Ty tak bez ukrywania, kombinowania, wprost przy nim… ciach i pyk???

  12. takiej historii jak mąż Radomskiej-magister historii, nikt nie będzie mógł opowiedzieć. niech dziękuję że Cię ma!

  13. Haha umarłam na tekście o pokazywaniu blizny ???
    Historia zajebista! Zajebiscie opisana ?
    Trzyma w napięciu. No ale pokazywanie blizny mnie rozwalilo hahaha ??
    I Love you ?

  14. Gdy byłem mały, mieliśmy sąsiadkę, która bardzo nam pomagała i była trzecią babcią. Mieszkała obok i potrafiła wchodzić bez pukania. Teraz mi brakuje tych niespodziewanych wizyt i uśmiechu jakim nas darzyła. Tylko to co innego niż burzący się facet.

  15. A daj spokój, ja się zbłazniłam przed policją dokumentnie… Miałyśmy z koleżankami stłuczkę, po wszystkim chyba doznałyśmy wstrząśnienia mózgu wszystkie trzy ? na komisariacie (ja w roli świadka zdarzenia, nie kierowcy na szczęście) ośmieliłam się zapytać Pana Policjanta czy teraz będzie tak jak w filmach, że każdą z nas będzie osobno w pokoju przesłuchiwał (WTF?!) a później mnie zaintrygował jego tatuaż a że to był napis i tylko połowa wystawała (a ja koniecznie musiałam się dowiedzieć reszty) to wspaniałomyślnie w trakcie zeznań (jednak we trzy a nie osobno…) dowaliłam czy może pokazać co ma pod koszulką (ja pierdziele gdzie ja mozg mialam…) ? Chociaż ubawił się z nami nieziemsko i koniec końcem przyznał mam rację przy orzeczeniu o winie a drugiemu kierowcy prawie zabrał prawko. Dobrze, że mąż wyszedł cało i go nie posadzili! ?

  16. Ja chociaż mam męża policjanta to i tak dalej reszty się boję. Ale pewnie też bym to wydała kolegom ????

  17. Sprzątamy na podwórku. Przy bramie zatrzymuje się radiowóz.
    Młodsze dziecię drze się:
    “Psy! Psy.”
    Czuję, że policzki mi płoną, próbuję zagadać syna, a on jeszcze głośniej “Psy! Psy! Nie otwieraj bramki, bo zaraz uciekną!”
    Ledwo odetchnęłam, a drugie dziecię pędzi pokazać panu policjantowi jaszczurkę (chronioną!), którą “uratowała” gdzieś w krzakach.
    Za samo złapanie mogą być kłopoty. Policjant wyjmuje telefon… i prosi o zrobienie mu zdjęcia z jaszczurką, bo nigdy nie widział ?

    Zatrzymał się, żeby zapytać o drogę do jednego z sąsiadów.

  18. Co to się porobiło z Tobą Radomska ,że te pisanie jest o niczym ? Milion metafor , które mają na celu uatrakcyjnić tekst o …. niczym . Rozumiem , że tekst nie musi mieć wartości edukacyjnej , że nie musi płynąć z niego morał życiowy , ale błagam ….. odfolołowałam już profil na insta bo ewalułacja jego przestaje mnie interesować , ale daje czasem szanse zaglądając w myśl zasady, że może jednak warto bo to była moja niesprawiedliwa ocena i po tekstach jednak nadal nie wracam … wiem , „ nie jesteś zupa pomidorowa ,nie każdy musi Cię lubić „ . Pisze to bardziej ku refleksji niż wbicia szpili czy hejtu ( bo hejtem to nie jest ) ponieważ może dobrze jest znaleźć odpowiednia perspektywę i dać sobie przestrzeń…

    1. szanuję opinię, nie odczytuję jako hejtu, ale bardzo lubię swoją perspektywę. Pozdrawiam, mam nadzieję, że znajdziesz w sieci kogoś, kto Cię nie zawiedzie! Kłaniam się i dziękuję za poświęcony czas, mam nadzieję, że choć w niewielkim procencie nie był tak zmarnowany, jak można wnosić po treści komentarza!

  19. No to teraz pozostało Ci szukać po sieci przepisy na bezglutenową drożdżówkę z pilnikiem. I pamiętaj, że w sądzie masz prawo odmówić zeznań przeciwko mężowi. I w ogóle powiedz, że Policja wszystko wymusiła;)

  20. Domyślam się, że w zaistniałej sytuacji nie było Ci do śmiechu, a wręcz przeciwnie… Ale ja się dziś uśmiałam do łez ?? ?

  21. Jechałam z Holandii z ówczesnym partnerem, kontrola celna, i mój ostry jak brzytwa żart ” kochanie dobrze schowałeś ten koks”, oczywiście,że wzięli go na rewizję osobistą i przetrzepali wszystkie walizki. Polecam się 😉

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.