Jeden z pierwszych dni z Lenką w domu

Doskonale pamiętam pierwsze dni po narodzianach Leny. Świat walił drzwiami i oknami, żeby pogratulować, zobaczyć, dowiedzieć się,co strasznego i pięknego przeżyłam. Spaliśmy mało, bo emocje nie pozwalały spać – wszystko było nowe, a każde przewijanie wydarzeniem na miarę głównego wydania Faktów. Życie kręciło się nad przewijakiem, a w mojej, poturbowanej lawinami nowości i emocji głowie, nie mieściło się, że gdziekolwiek dzieje się cokolwiek istotnego.

Pamiętam pierwsze wydanie Wiadomości po porodzie. Wyszłam do drugiego pokoju odsapnąć i wlepić zmęczone oczy w kolorowe obrazki. Obrazki nie były kolorowe, ktoś mówił coś o wichurach i anomaliach pogodowych, wiatr dudnił w moje okna, a mi huczało w głowie, że nie wierzę, że cokolwiek, poza tym,co przeżywam, dzieje się naprawdę.

Dziś oglądam relacje z Ukrainy. I milczę. A w mojej głowie rozgrywa się film, którego wcale nie chcę oglądać. Ale powinnam.

Gdzieś tam, w jakimś dwupokojowym mieszkaniu po remoncie robionym w pośpiechu i po kosztach mieszka może inna Radomska, inny Nawleczony i od kilku miesięcy mają swojego nieznośnego Lenona. Ich świat kończy się na planowaniu następnych wakacji. O ile mają siłę i czas, na wyrywają skrawki życiowej przestrzeni dla siebie, żeby osobisty egoizm nie szczekał i pomagał utrzymać równowagę między życiem rodzica, a życiem autonomicznej jednostki ludzkiej, która była kimś tam i chciała czegoś tam, nim na świat przyszło dziecko.

Ja jem właśnie niedzielny obiad, a tamta Radomska dowiaduje się, że  w poniedziałek jej Nawleczony nie pójdzie do pracy. W drodze powrotnej nie zrobi zakupów, nie spóźni się na wymyślany na prędce obiad. Będzie musiał stawić się w Wojskowej Komisji Uzupełnień. Jeszcze niewiadomo po co, albo i Radomska i Nawleczony udawać będą, że nie wiedzą, bo kto mniej wie, lepiej śpi.

Dziś nie usną. O ile w ogóle będą mogli spać spokojnie. W normalnych okolicznościach ja usnęłabym chwilę po 21 i marzyła, żeby jutrzejszy dzień był znośny, a Lenka w dobrym humorze. Dziś w nocy będę obsesyjnie myśleć o tamtej Radomskiej. I o rzeszach jej (nie)podobnych, których święta wiara w to, że jest dobrze, będzie co najmniej nieźle, a kiedyś tak, jak sobie wymarzyliśmy, zostanie zbeszczeszczona.

Tragedia, która ma imię i nazwisko zawsze jakoś bardziej trafia. Przedstawiana w absurdalnych liczbach i statystykach staje się suchym faktem, który nie wyciska łez.

***

Trzymam śpiącą Lenkę na kolanach, kiedy Panowie w garniturach obradują za zamkniętymi drzwiami eleganckich gabinetów, gdzie pewnie podgryzają paluszki i paznokcie aż po łokcie. Gdyby nie okoliczności, można by się  śmiać, że nagle świat wlepia w nich oczy i oczekuje, że ruszą rozpasane siedzeniem na wygodnych stołkach dupy i pokażą, czy są tak mądrzy, jak mówili w wyborczych spotach.

Nie są.

Ja gładzę moją córkę po głowie i całuje nieskalane zmarszczkami zmartwień czoło. Milczę, bo wstyd mi powiedzieć, że wydałam ją na świat, w którym nie ma zasad i przyzwoitości,  na którym możesz spać spokojnie tylko wtedy, kiedy mało wiesz. Na którym ludzie lubią ładnie obiecywać i dużo mówić, ale nie zrobią nic, jeśli będzie to obarczone ryzykiem lub nie dostaną nic w zamian.

I prozaicznie, patetycznie, wyję.

Jak bumerang wracają do mnie wszystkie opisy  z podręczników do historii i obrazy z lektur szkolnych, szczególnie te, które opowiadają o dzieciach i matkach, w czasie wojen, okupacji, w gettach, obozach, w domach, w których jedynym marzeniem było znów poczuć się jakkolwiek bezpiecznie. Hormony jeszcze wariują, filtrują rzeczywistość w scenariusze, które teraz, kiedy tulę ją śpiącą, przemawiają najmocniej.

Dziś nie mogę przestać myśleć, że rodzicielstwo to egoizm. A przekonanie, że wydajemy na świat dzieci, żeby był lepszy, infantylnością.

Świat jest chujowym miejscem, który na taki cud, jak Ty, nie zasłużył, Córeczko.

Chciałabym przynajmniej móc do końca świata przytulać Cię, kiedy się o tym przekonasz. Nie mogę nie ulec dziś wrażeniu, że ten koniec naprawdę będzie niedługo.

17 komentarzy
  1. Mądrze napisane… Mi, mimo, że matką nie jestem, łatwiej było sobie wyobrazić sytuację na Ukrainie czytając twój wpis niż jakiekolwiek artykuły-newsy.

  2. myślę, że po obejrzeniu dzisiejszych wiadomości, wiele matek ma takie same odczucia, ale tylko Ty potrafisz tak zebrać nasze wszystkie myśli i przelać je na wirtualny papier.

  3. Witam, śledzę i czytam Twoje zapiski od długiego czasu. Nie raz, nie dwa chciałam podziękować za trafne ujęcie rzeczywistości i opis świata w jakim przyszło nam żyć. Ale teraz wyjątkowo mocno zadziałał na mnie twój wpis. Jestem porażona i przerażona.

  4. Radomska Matka jak zwykle trafia w sam środek mrowiska. Mam dwóch synów i chyba bym ich przywiązała do kaloryfera, gdyby z własnej woli chcieli iść na wojnę.

  5. Mocny post. Myślałam dużo i wiesz co Słońce Ty moje… są sprawy, na które nie mamy wpływu i to jest jedna z nich. Możemy stać przerażone, zarywać noce albo wykorzystać jak najlepiej się da czas który mamy. Dając go dzieciom, facetom, sobie.. ba nawet czytelnikom. Choć z pozoru to drugie wygląda na egoizm, tak naprawdę jest sprawianiem, że świat staje się lepszym miejscem. W mikroskali ale zawsze.
    Ja również martwię się Ukrainą. Nawet nie tyle Ukrainą co o tych ludzi. Jednak poza doraźną pomocą (jeśli będzie potrzebna) nie jestem w stanie zrobić nic. Więc postanowiłam robić na własnym poletku. Pomaga :)
    Buźka dla Lenona. Świat jest głupi, ale zdarza się mu być fajnym. Np na Łońskiej wsi jest bardzo ładnie i nawet ludzie są mili. Nie wkręcaj jej, że to złe miejsce, pokazuj te dobre:)

    1. Łoniusia, ale ja kompletnie nie w takim sensie, że nagle jak dziewica odkryłam, że świat jest zły. Chodzi mi raczej o tą porażającą świadomość, że w sytuacji zewnętrznego zagrożenia, na które nie mam wpływu, to jaka była moja wioska i moje intencje oraz sąsiadów będą raczej bez znaczenia. Skupiam się na tym,co tu i teraz, ale uderzyło mnie to, jak TAMTO z (nie)daleka (bo nie chodzi o doleglosc miedzy miastami, a miedzy tym,czym zyje swiat, a czym ja) może to wszystko zmieść i sprawić, że nie będzie niczego,co wydaje mi się naiwnie oczywiste.

      I oczywiście życie jest ciężkie, WSZYSTKO się może zdarzyć, WIELE może mi zabrać to,co kocham, ale odkrywanie tego, że zabrać mi to może decyzja polityczna, inni ludzie, wciąż mnie poraża. NAwet jeśli to infantylne. Napisałam po prostu co czułam wczoraj.

  6. Tez plakalam, jak sie dowiedzialam co sie dzieje na Ukrainie. Tak jak tobie stanely mi przed oczami wszystkie wojenne lektury, ktore przeczytalam i rozdzialy w podrecznikach od historii. Boje co bedzie jutro i ten niewyobrazalny starch mnie zjada zywcem. Nie modlilam sie od wielu lat, ale jedyne co nam zostalo to chyba sie modlic o cud.

  7. Prawdę powiada przysłowie, że “pesymista to optymista, który przeczytał poranną gazetę”. Na tym świecie optymistą można być tylko nie czytając, nie myśląc, nie przyjmując niektórych informacji do wiadomości.

    Ale tym samym się kierują lekarze w przypadku kobiet w ciąży. Nie mówią, co się może stać, co może pojść nie tak, pamiętam jak na szkole rodzenia ginekolog wił się jak piskorz, zeby nie powiedzieć wprost np. czym grozi niedoczynność tarczycy kobiety w ciąży. A przecież badanie tarczycy jest standardem i na pewno każda z obecnych wiedziała jak to wygląda.

    I tak na marginesie:
    Z jednej strony też moim zdaniem robienie dzieci jest aktem egoizmu – bo to przecież dzieci robi się dla siebie, nie dla dzieci czy świata, choć jak rozmawiam z dzieciatymi, to oni uważają odwrotnie – że z egoizmu dzeici się nie robi.
    Z drugiej strony sam wiem, że czasem kobieta tak bardzo pragnie mieć dziecko, że juz samo pragnienie staje się wyłączny sensem jej życia.
    Wtedy to już nie jest egoizm, choć nie wiem jak to nazwać…

    I drugie co mi przychodzi do głowy, to że rodzice tworząc dzieci zaciągają wobec nich – dług(?) to chyba nie jest dobre słowo – raczej zobowiązanie. Co też nie jest popularną myslą wśród dzieciatych. Częściej się trafia podejście – “matka cię wychowała X nocy nie spała, teraz masz wobec niej dług”.
    Mało kto myśli, że to jest odwrotnie – niespanie (itp.) przy dziecku jest naturalną konsekwencją zrobienia SOBIE dziecka.

    Ale też prawdą jest, że człowiek mając dzieci siłą rzeczy MUSI stac się bardziej egoistyczny. Musi bardziej dbać o dobrobyt własnej rodziny, własnego potomstwa niż reszty świata. Sądzę, że raczej coś nie tak z psychiką ma czlowiek, który poświęci dobro swoich dzieci dla innych, czy dla idei.

    1. absolutnie się z Tobą zgadzam, nienawidzę jak ktoś mówi o poświęceniu dla dziecka – to nie poświęcenie a naturalna kolej rzeczy według mnie. Gdyby to było poświęcenie, to dziecko musiało czuć się zobowiązane do miłości i troski odwzajemnionej z poczucia powinności i troski. Wychowuję, bo kocham i urodziłam, a nie się poświęcam. A jeżeli moje dziecko zechce coś dla mnie zrobić, kiedy to ja będę zależna od innych, będzie to oznaczało, że jakoś dałam radę. A jeśli nie, będę musiała to przełkąć. Nie po to mam dziecko, żeby miał się mną kto zajmować na starość i taką postawę uważam za okropną. Ale to tylko moje zdanie :) pozdrawiam!

      FACET mnie czyta, wow wow, tak bardzo! ;)

      1. Trafiłem tu szukając juz nie pamiętam jakich informacji o ciąży. Chyba chodziło o używane foteliki. I tak już zostałem :)

        Dzięki Tobie wiedziałem czego się spodziewać na szkole rodzenia w temacie szczepionek czy komórek macierzystych, i już mnie tak szlag nie trafiał jak widziałem tę bezczelną jazdę po emocjach – wzruszający filmik o tym jak młodsza siostra uratowała swoją krwią starszego brata, itp.

        Fajnie się czyta o tym co nas czeka za parę miesięcy (na razie to się jeszcze śmieję, póki mogę ;) ).
        No i lubię Twój styl.
        Pławię się w tej ironii, sarkazmie i autozłośliwości :D

        Z tego bloga trafiłem na mamwatpliwosc, i tu trochę przeszkadza mi że połykasz wyrazy – przynajmniej na początkowych tekstach, bo lecę od początku:)

        1. o! jaka cholernie mila niespodzianka :)) polykam z glodu!!!

          a tak powaznie, to nie boj nic, ja lubie dramatyzowac. kiedy piskle sie wykluwa? nie bede pisala rzygow w stylu nacieszcie sie poki, obiecuje!

          1. Pisz co Ci leży na wątrobie ;)
            Mną sie nie przejmuj. Czytałem dużo, pytałem dużo i dużo obserwowałem – wiem, że nie mam pojęcia na co się porywamy, ale wszyscy znajomi w okolicy chętnie będą doradzać ;P

            Termin jest z początkiem czerwca.

            Z propos nacieszenia się bieżącą chwilą.
            Tak dla odwrócenia uwagi od zmartwień teraźniejszych – załączam link dla zmartwień o przyszłość :)
            Był kiedyś w sieci taki blog “Magazyn Bachor. Bezradnik dla nieudacznych rodziców”
            zostało z niego trochę tekstów w archiwum internetowym, tu jest mój ulubiony:

            http://web.archive.org/web/20120615042325/http://bachormagazyn.pl/2012/01/27/31-strasznych-rzeczy-ktore-twoj-bachor-przyniesie-z-przedszkola

            (jakby nie było nic widać wciśnij ctrl+a)

          2. kocham bachor magazyn <3 pierdol innych, bedzie ekstra, do porzygu czasem, jak na kolejce gorskiej ;3 niech posiedzi do 23.06, bedziemy swietowac razem, ty dzien ojca, my urodziny!

  8. nadal nie trzymając się tematu:

    (ciekawe jak bardzo zwęzi się ten tekst ;))
    bachor niestety jest już śp. jak parę innych moich ulubionych blogów.

    Zdaję sobie sprawę, że najbliższe parę lat to będzie czas na trening asertywności pt. “Myśmy się wam nie wtrącali, grrr!”. Ewentualnie: “Mamo, spędziłem z Waszym cudem wychowawczym X lat, i znam jego wady na wylot, co każe mi wątpić w wasze kompetencje wychowawcze” ;)

    A raczej nie da rady przesunąć porodu o 3 tygodnie :)

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.