To się wydarzyło przypadkiem – ktoś wywołał mnie do odpowiedzi i poprosił o 5 faktów o mnie i w jednym z nich napisałam, że moi rodzice się rozwiedli, a ja, zamiast traumy i poczucia posiadania rozbitego domu, mam dziwny żal, że stało się to tak późno, kiedy byłam już dorosła. W odpowiedzi dostałam dziesiątki wiadomości, które mniej więcej brzmiały podobnie “potrzebowałam to usłyszeć, dzięki”. I może powiem coś bolesnego, ale tak -moim zdaniem istnieje cholernie duże prawdopodobieństwo, że  dziecko nie podziękuje Ci za to, że się nie rozwodzisz.

Autorki tych wiadomości potrzebowały usłyszeć, że składając pozew o rozwód nie zniszczą psychiki swojego dziecka. Jedno zdanie wystarczyło, by poczuły lekką ulgę – że gdzieś tam, jakaś kobieta, bez znaczenia, że akurat ja, napisała, że chciałaby rozwiedzionych rodziców dużo wcześniej. Bo one biją się z myślami, co wieczór przed snem rozważają za i przeciw, za jest wyraźne jak neon nad burdelem, ale przeciw szarpie jak konwulsje – jak zniesie to dziecko, jak sobie poradzę, jak się utrzymam, co powie rodzina, a co jeśli będzie trudniej, co jeśli “rozbijanie rodziny” (która faktycznie nie istnieje) to błąd?
Nie odpowiem na te wątpliwości, bo jakim niby prawem miałabym to robić? Nie mogę mówić w imieniu dzieci rozwodników, nie mogę mówić w imieniu dorosłych, których rodzice rozstali się, kiedy wydawać się mogło, że czeka ich wspólna starość, wnuki i bambosze. Mogę mówić tylko w swoim i posilać się wynikającą z nich refleksją. A brzmi ona tak…

To nie rozwód jest dramatem.
Dramatem jest sytuacja, w której przed nim powstrzymuje fakt, że jest się finansowo zależnym od kogoś, kogo się nie kocha – bo swoją niezależność z własnej woli lub bez poświęciło się dla dzieci i rodziny, a druga strona ma to w dupie.

Dramatem jest dorastać w domu bez miłości. Mimochodem chłonąc wiedzę o tym, że awantury są normalne, że cisza jest normalna, że rodzice, którzy mówią dziecku, że się kochają, mogliby się pozabijać, gdyby zostali sam na sam, to nic niezwykłego i “wszyscy tak mają”.

Dramatem jest brak widoku ojca, albo obcowanie z jego manekinem. Dramatem widok mamy z zapuchniętymi oczami, która niezmordowanie twierdzi “że nic się nie stało i coś jej wpadło do oka”.

Dramat to słyszeć wieczorem, jak ludzie, którzy twierdzą, że kochają siebie i dziecko, obrzucają się gównem. Jak wtedy można myśleć o tym, że miłość jest dobra, skoro ludzie, którzy wycierają sobie tym pojęciem mordę, swoim zachowaniem absolutnie temu przeczą?

Dramatem jest być obarczonym oczekiwaniem, że samemu się ułoży swoje życie lepiej, bo “rodzice przecież zrobili wszystko, a nawet wytrzymali razem” dla dobra dziecka i teraz ono musi sobie poradzić, dać poczucie, że zostało dobrze wychowane i stworzono mu wystarczające warunki do rozwoju. Musi poradzić lepiej. A wiedzę JAK to zrobić ma wziąć wziąć skąd? Z książek? Z internetu?

Naszym rodzicom wpojono, że ślub oznacza “razem aż po grób” – i nie wiem, może dzięki temu, że wchodzili w związek małżeński jako bardzo młodzi ludzie i tak naprawdę dorastali razem, a może dlatego, że mieli jasno wytyczone przez społeczeństwo role, a jeszcze dlatego, że nie mieli gdzie uciec, im się udawało im się wytrwać w związku, mimo, że się nawet nie lubili? To tylko sugestia, której fala rozwodów pośród małżeństw z długim stażem przeczy.* A wśród rozwodników dominuje argument “odchowaliśmy dzieci, możemy się rozejść”.
No brawo. Super, że stworzyliście przepełniony nienawiścią, rozgoryczeniem dom, wypuściliście jego owoc w świat i postanowiliście podarować sobie spokój. Brawo!
____________________________

Miałam 23 lata, kiedy rozpadła się moja rodzina. Przyjęłam to, bo tworzyłam już własną i czułam, że każdy jest kowalem swojego losu. Żałowałam, że tak późno. Moich rodziców to doświadczenie bardzo zmieniło.I przykro mi chyba z jednego powodu – ja ich nie pamiętam takich szczęśliwych i beztroskich, jakimi bywają teraz. Mają nowe związki, partnerów i zaczęli żyć. Zdjęli ze mnie i siostry to poczucie, że “musimy się im odwdzięczyć” za “ich poświęcenie” i późno, bo późno, ale lepiej niż wcale, czerpią z życia. Tyle z osobistych refleksji. A bardziej ogólnie?

Twoje dziecko raczej też Ci nie podziękuje. Nie zrozumie, że byłaś dzielna. Zapamięta, że byłaś smutna.

I że diametralnie zmieniałaś swoje zachowanie i wyraz twarzy, jak Twój mąż miał wrócić do domu. Zapamięta i uzna może nawet, że to normalne, że taka jest cena za posiadanie rodziny. Może stwierdzi, że nie chce jej ponieść i całe życie będzie uciekać przed nawiązywaniem relacji? A może będzie wiązać się z każdą przypadkową osobą, która obdarzy go ciepłem i da przynajmniej złudzenie poczucia bezpieczeństwa? Lub co gorsza – będzie się czuć winne temu, że zmusiło rodziców do bycia razem dlatego, że przyszło na świat? Nie wiem.

Nie wiem też, czy jesteś ofiarą przemocy domowej, zdrady, a może paraliżującej ciszy i poczucia, że ten związek byłby chyba wpisany na listę porażek i to, co Cię powstrzymuje, żeby go przekląć, to właśnie dzieci. A może po prostu coś zdychało pomalutku, aż padło i nie chce zmartwychwstać albo żadne z Was nie ma ochoty na wskrzeszanie? Nie wiem. Każdy przypadek jest przecież inny.

Dzieci są jednak bystrzejsze i czują więcej niż nam się wydaje. I ja nadal podtrzymuję – że wolałabym parę rozwodników, kiedy byłam dzieckiem, bo oboje kochają mnie nad życie i na bank zrobiliby wszystko, żebym wynagrodzić mi swoje rozstanie. Może nie spędzilibyśmy weekendu we 4, ale wiecie co? Nigdy tego nie robiliśmy. A tak miałabym może wspomnienia fajnych chwil z każdym z nich z osobna? Już się tego nie dowiem.

Reasumując.
Według mnie to nie rozwód jest problemem. I nie uważam, że skala rozpadów związków jest równoznaczna z niedojrzałością małżonków i brakiem “zaparcia, by o związek walczyć”. dla mnie to gest ogromnej odwagi – bo stawia do góry nogami wszystko i niesie ze sobą wiele pytań. Ale wierzę, że można się rozwieść po ludzku – z szacunku i miłości do tego, co się razem przeżyło i powołało do istnienia, w tym najważniejszego dowodu, że się było dla siebie kimś ważnym –  dzieci.

I może to utopia, bo ponoć rozwody sprawiają, że w ludziach budzą się zawistne bestie nastawione na zemstę, ale jednego jestem pewna – że rozstanie z kimś, kto Cię unieszczęśliwia nie może być trudniejsze niż wegetacja obok niego, bo zmarnowanie swojego życia w imię “strachu”, “dobra dziecka”,”konwenansów” to po prostu bezsensowna ofiara, której nikt nie doceni, nawet sama hojna autorka czy autor. Prędzej skończy z głęboką depresją.

A jakie jest Wasze zdanie? Warto jest być ze sobą “dla dzieci”? Można się rozstać “po ludzku”?

_____________________
* chodzi oczywiście o obraz tych małżeństw, które się rozpadły a nie smutne podsumowanie, że “wszystkie były tak złe”, bo wiem, że wielu z Was miało szczęśliwe rodziny i fajne relacje między rodzicami.

 

186 komentarzy
  1. Z perspektywy dziecka z wpadki -nie ma nic gorszego niż małżeństwo z rozsądku i bycie w związku tylko dla “dobra dziecka”. Małżeństwo bez miłości nie ma sensu. Dziecko czuje, że coś jest nie tak, te wszystkie kłótnie, ciche dni, smutne twarze rodziców wpłyną na jego przyszłość. Lepiej wziąć rozwód niż fundowac dziecku taki obraz rodziny.

    1. Jestem dzieckiem z wpadki i zgadzam się z Tobą w 100%, moi rodzice wzięli ślub bo tak trzeba było, takie były czasy. Rozwiedli się za późno, za każdą kłótnie obwiniałam siebie itp. To co siedziało w tedy w mojej głowie, rzutuje strasznie na to co dzieje się dzisiaj. Trauma kłótni, ich (rodziców) impulsywność zrobiła mi większą krzywdę niż ich rozwód. Pozdrawiam

      1. Moja sytuacja była dokładnie taka sama. Rodzice wzięli ślub, “bo tak trzeba”. Rozwiedli się jak miałam trzy lata i była to najlepsza decyzja jaką wtedy podjęli. Cieszę się, że tak się stało, bo każde z nich jest od wielu lat szczęśliwe w nowym związku. Nigdy nie rozumiałam tych współczujących spojrzeń kiedy mówiłam, że rodzice są po rozwodzie. Nigdy nie chciałam, żeby byli znowu razem, bo wiedziałam, że będzie się to wiązało z ciągłymi kłótniami dwójki nieszczęśliwych ludzi, którzy niestety po dzień dzisiejszy nie potrafią na siebie patrzeć, mimo że minęło już ponad 20 lat. Szkoda tylko, że nawet po rozwodzie nie potrafili ze sobą zwyczajnie rozmawiać, bez bliższych kontaktów, od tak, bo mają razem dziecko, które zasługuje na odrobinę normalności.

        1. Ja nie jestem dzieckiem z wpadki… ale takimi sa moje dzieci… Pierwsza ciaza w wieku 20lat, szok… i slowa mojej mamy, przeciez MUSICIE wziac slub, dziecko musi miec ojca, co powiedza inni… Wtedy nic nie powiedzialam, pokornie wyszlam za maz… Pamietam, ze rok pozniej juz chcialam rozwodu… ale tkwilam w tym gownie nadal, bo dziecko, bo jak sobie poradze, bo, bo, bo… Zaszlam w ciaze z drugim dzieckiem, poszlam do pracy bardzo szybko, nigdy nie moglam liczyc na meza… Starsze dziecko poszlo do komuni, a ja juz mialam napisane pozew rozwodowy, ktory zlozylam zaraz po komuni. W dniu rozwodu stwierdzilam, ze to byla najlepsza decyzja mojego zycia i tak tez czuly/czuja moje dzieciaki :)

    2. Też jestem od rodziców rozwodników, którzy rozstali się gdy miałam 7 lat. Sprawa wyglądała nieco inaczej, bo poszkodowaną była moja mama, w momencie gdy mój ojciec korzystał z życia. Dopiero po 10 latach stanęła na nogi i jest teraz wielka bizneswoman. Czemu to pisze. Bo od 2 lat jestem mężatką, odpowiedzialnym i rozsądnym mężczyzna, bo tak wpajala mi mama, babcia – idealny, pracowity, rodzinny. A ja czuję, że wegetuje, że wyszłam za mąż za jego rodziców, jestem wściekła, że nie uprzedził mnie, że zostanę samotną matką a jego zobaczę każdego dnia 10 minut przed snem… I jak żyć, kiedy jest dobrym człowiekiem, a ja czuję jak bardzo jest mi obcy i nie chce fundować jazdy swojemu rocznemu prawie dziecku..

      1. Skoro jest dobrym człowiekiem, to zasługuje na szczerą rozmowę. Trzeba przede wszystkim porozmawiać i zweryfikować, czego oboje chcecie od siebie i życia. Może można coś zmienić, naprawić, zmienić nastawienie. Podejrzewam, że skoro wasze dziecko ma niecały rok, to pewnie jesteś kobietą na macierzyńskim. Znam ten stan i rozumiem twoje rozterki w tym względzie, że mąż wraca późno z pracy. Sporo się zmieniło, jak sama wróciłam do pracy. Życzę szczęścia i wielu szczerych rozmów

      2. Witaj Anna mam podobnie, na mojego męża nie można nic złego powiedzieć,jest pracowity,utrzymuje cała naszą czwórkę,jest lepszym ojcem dla naszych dzieci niż mój był był dla mnie. Ale jest coś co nie pozeala mi cieszyć się życiem z nim. Cierpię na depresję poniekąd przez niego,jak mam gorsze dni to on się obraża i noe ofzywamy się do siebie. Jest wiele sytuacji, w których czuję się winna np.nie podam mu śniadania na czas a on zamiast sam zrobić coś na szybko to wychodzi z domu głodny. Nie mam w nim sparcia,zrozumienia ani pomocy ? i jeszcze to zmuszanie do seksu. Pogłębia to tylko moją chorobę i nie widzę wyjścia z tej sytuacji.

        1. Basia, pierwsze i ostatnie zdanie Twojej wypowiedzi wykluczają się. Wyjście z sytuacji jest jedno: musisz pomyśleć o sobie i o dzieciach, nie zasłaniając się argumentami, dlaczego Twój mąż jest dobrym ojcem. Dobrym ojcem może być też z dala od Ciebie. Proszę, zrozum, że dobry człowiek nie zmusza drogiego człowieka do niczego.

        2. Jakbym czytała o sobie… Mój mąż również jest bardzo dobrym człowiekiem, ale dużo zmieniło się po ślubie, a jeszcze więcej po narodzinach dziecka. Czasem mam wrażenie, że najważniejsza jest jego rodzina, tradycje i przekonania, spychając na dalszy plan mnie, o mojej rodzinie nie wspominając. Zarabia znacznie więcej, sam wykończył nasz dom i mam wrażenie, że podchodzi do tego tak, że powinnam być mu dozgonnie wdzięczna… Sam natomiast nie docenia tego, że kiedy on po pracy malował ściany ja poświęciłam wszystko by zajmować się dzieckiem wręcz 24/7, gotować, sprzątać, a też mam swoje ambicje i chciałabym nieco odsapnąć… kiedy już to wszystko się skończyło i mamy wolny czas a ja mówię głośno o swoich potrzebach słyszę tylko, że marudzę. Czy to naprawdę tak wiele kiedy chce się spędzić czas z mężem i dzieckiem inaczej niż w domu osobno lub u teściów na obiedzie, urodzinach siostry, siostrzeńca itp. a np. wyjechać gdzieś na odrobinę romantyczny dzień tylko w trójkę, bo dziecko nie ma jeszcze roku? A było tak pięknie kiedy musiał się o mnie starać…

        3. Bylam wychowywana w rodzinie gdzie moja mama caly czas uswiadamiala mnie i moja siostre ze milosci nie ma ,ze kobieta musi wyjsc za maz, ze trzeba miec dzieci itd. Nigdy sie nie rozwiedli moi rodzice i niebawem beda obchodzic 45 rocznice slubu nie z milosci.
          Teraz ja jestem zona i matka i staram sie nie powielac bledow ktore popelniali moi rodzice. Niestety od dluzszego czasu czuje sie bardzo samotna w moim malzenstwie. Maz pracuje i staje na rzesach zeby zapewnic nam wszystko co potrzeba.
          Jest jednak druga strona medalu. Moj maz woli czas spedzac w pracy niz w domu z racji mojej depresji i zaburzen z jakimi zmaga sie nasze jedno z trojga dzieci. Kiedy jest w domu nie rozmawia ze mna, nie spedza z nami czasu a potem wieczorem wrecz wymusza sex. To jest niesmaczne.

    3. Dokładnie tak jak piszesz Ola. Ja zapytałam mojej mamy dlaczego tak późno? A kiedy powiedziała mi że to dla nas… stwierdziłam… to nie wiedziałaś, że byłoby nam lepiej samym… Taka smutna refleksja…

    4. Moi rodzice wzieli slub, bo mama wpadla ze mna. To bylo prawie 40 lat temu i do tej pory sa razem…nieszczesliwi, zgorzkniali i zyja obok siebie, a nie razem. Jako dziecko pamietam, ze nie radzili sobie emocjonalnie z wychowywaniem, bywali agresywni badz obojetni i tylko sie krytykowali. Nie rozumiem, dlaczego ciagle mieszkaja razem. Moim zdaniem wogole nie powinni byli brac slubu ze soba. Zyje w poczuciu, ze moje przyjscie na swiat zgotowalo im ten los.
      Sama kilka lat temu sie rozwiodlam, bo nie bylo juz szans na bycie razem. Mieszkam z corka, ktora widzi szczesliwa mame i szczesliwego tate. Mam dobry kontakt z bylym mezem, a paradoksalnie moja corka spedza z ojcem wiecej czasu niz gdy bylismy malzenstwem

    5. Bardzo madry tekst. Polska to niestety taki taki kraj, w ktorym ksiadz (osoba bez dzieci i partnera) mowi nam jak zyc i rozwiazywac problemy malzenskie. Pamietam, jak moj ojciec wracal do domu pijany i jak moja mama powtarzala mi kiedy probowalam jako nastolatka namowic ja na rozwod i bycie szczesliwa – “nie bije mnie, ze wszystkim innym da sie zyc”. I to byly slowa ksiedza ktory dodatkowo uwazal, ze zycie nie zawsze uslane jest rozami i czasami czlowiek musi sie poswiecic.

      Straszne.

    6. Bardzo szybko się dzisiaj wiążemy, a ponad połowa małżeństw się rozpada. Jeżeli już się tak spieszymy i wiążemy ze sobą swoje życia, potem warto chociaż spróbować uratować związek, który stworzyliśmy. My z żoną chodziliśmy na terapię do https://www.psychologgia-plus.pl/. Cieszę się, że dałem się jej przekonać. Czasami potrzebny jest ktoś taki, kto będzie może nie tyle mediatorem w związku, ale pokieruje rozmową. Terapia zrobiła nam bardzo dobrze. Wreszcie naprawdę ze sobą porozmawialiśmy.

  2. Olinku znów pojechałaś. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mój syn ma w tej chwili 17 lat i od 6 lat pochodzi z “rozbitej rodziny” ale dziś u mojej mamy na grillu właśnie jakoś został poruszony ten temat i powiedział że ona ma fajnie bo ma dalej mamę i tatę którzy się nie kluca już a też ma w pakiecie dodatkowe babcie bo Kasi mama i Zygmunta mama czyli rodzice naszych nowych partnerów. Wiec moim zdaniem godnie z klasą i po ludzku zawsze mozna się rozstać ? pozdrawiam

  3. Cudownie, że to piszesz <3 Od 3 miesięcy wiem, że podjęłam najlepszą decyzję. Najlepszą dla mnie, dla naszej córki…mimo to dobrze to czytać. Dziękuję :*

  4. Pokazałam ten tekst mojej mamie, która bardzo wzruszyła się czytając go. Te łzy mówiły same za siebie.
    Przekaz bardzo konkretny, mocny i słuszny.
    Olinku, dziękuję !

  5. Czytając to co napisałaś….Hm masz dużo racji,mam 16 lat i żałuje,że moi rodzice jeszcze się nie rozwiedli,a dzięki swojemu postępowaniu w pewnym stopniu doprowadzili mnie do problemów ze zdrowiem psychicznym.Być może zle mówię,ale to jest moje zdanie

    1. Ja mam 25 i moi tez się nie rozwiedli i tez nigdy im za to nie podziękuje. Była już terapia, jest psychiatra, wspomnienia awantur, a tak naprawdę to nie tylko wspomnienia, bo awantury trwają do dziś, wyparły prawie wszystkie dobre wspomnienia z dzieciństwa. I tak, nie podziękuje, a są dni, że mam wręcz ochotę m.in. za to porządnie nawrzucać.

    2. Hej wszystkim! Tak czytam te wszystkie wasze komentarze, wsparcie jedna dla drugiej, ale chcę abyście spojrzały na to z drugiej strony: a co stałoby się jeśli byście zostały np. Przy mężu. Co zamiast wylewać swoje żale w internet stawilybyscie czoła problemowi? Jesteście dziećmi: dlaczego nie powiedziałaś rodzicom, że nie chcesz żyć w takim domu? Wydaje mi się że jedynym sposobem na szczęśliwe małżeństwo i rodzinę jest rozmowa. Jeśli wasze dzieci nie rozmawiają z wami o problemach swoich to znaczy że ich nie słuchacie lub co gorsza ignorujecie. Życie i małżeństwo to nie tylko same uniesienia ale też pot i łzy. Pamiętam mame jak czasami płakała jak byłem mały. Ale nie płakała z powodu złego męża lecz z powodu bezsilności. Zwykłej, ludzkiej. Bo jak zająć się piątka małych dzieci na raz? Nie można. A jednak to dzięki temu co widziałem jak byłem mały ze strony mamy, a później to co usłyszałem od ojca będąc dorosłym, że pracował w polu abyśmy mieli godne dzieciństwo zrozumiałem jak być dobrym mężem i rodzicem. Że nie będzie kolorowo ale będzie trzeba charowac. I trzeba włożyć między bajki to że bez ojca czy matki dziecko się wychowa. Tak wychowa ale nie będzie doroslym lecz dzieckiem w ciele dorosłego. I najprościej jest wyjść. Zamknąć drzwi. A co jeśli zostaniesz, ? Co jeśli twój mąż zechce porozmawiać a ty zbywasz go bo chcesz przeczytać coś na forum. Sam mam teraz 4 dzieci wiec wiem o czym mówię. Dopóki dzieci z wami rozmawiają i czują się przez was kochane to jest najważniejsze. A jeśli czekacie na podziękowanie od dzieci to jesteście co najwyżej egoistkami. Bo największym podziękowaniem dziecka dla rodzica jest stworzenie własnej kochającej rodziny. To tyle w temacie.

  6. Kiedy mówiłam znajomym, że rozwód rodziców był dla mnie błogosławieństwem patrzyli na mnie albo jak na wariatkę, albo z politowaniem. Widok mamy, która w końcowej fazie małżeństwa, bała się o moje i swoje bezpieczeństwo było czymś bardzo wyniszczającym. A przecież gdyby rozstali się chociaż kilka lat wcześniej, mogliby oszczędzić sobie tylu dramatów, okropnych słów i morza wylanych łez.
    Olinku, wspaniały tekst, mocny przekaz, i jeśli komuś pomoże podjąć decyzję we właściwym momencie to uwierz, będzie Ci wdzięczna/-y do końca życia za te słowa.

  7. Pewnie jest jak piszesz. Tylko co jeśli jeszcze chwile temu byliśmy cudowna, kochająca się rodzina, stawiana za przykład. Bez awantur, bica i tego całego syfu, taka fajna normalna, po prostu rodziną.
    Nagle ukochany człowiek przychodzi i mówi koniec. Przestałam Cię kochac. Odchodzę. Zostajesz sama, z tym małym wesołym czteroletnim chłopcem. I ten chłopiec patrzy teraz na zapłakane oczy, i pyta czy jestem smutna bo tęsknie za tata…

    1. wtedy odpowiadasz: tak, jestem smutna i potrzebuję czasu synku, żeby ułożyć sobie wszystko na nowo. Nie martw się, w życiu dzieją się różne rzeczy, kiedy smutne trzeba się cieszyć, a kiedy smutne, to płakać. Tak mi się wydaje..

    2. Mam tak samo, tylko zostalam w styczniu z 1,5 Roczniakiem. Bylismy ze sobą prawie 11 lat, niecale dwa lata po slubie. Moja rodzina i znajomi postrzegali nas za super parę, a potem rodzinę. I nagle 1 stycznia dowiedzialam sie tego o czym piszesz.

  8. Jako dziecko nie rozwiedzionych rodziców, które odczuwało po wielokroć skutki braku rozwodu. Uważam ze najgorsze co istniej to związek bez miłości i szacunku jako przykład dla takiego dziecka.

  9. Kocham Cię za ten tekst. Wprawdzie ja się nie rozwodzilam bo z ojcem moich córek nie mieliśmy ślubu, ale po kiedy starsza miała ok. 3 lata a młodsza ok. 1,5 roku podjęłam decyzję o odejściu. Po wielu burzach, dawaniach szans z mojej strony i walce o rodzinę zdecydowałam, że najlepsze co mogę dać moim dzieciom to inne życie bez Niego. Po 2,5 roku zdecydowanie moge powiedzieć że nie żałuje. I wierzę, mam nadzieję że dziewczynki nigdy nie będą miały mi tego za złe.

  10. Nie zawsze się z Tobą zgadzam, ale zawsze z zaciekawieniem czytam. Dzisiejszy tekst – 100% moich myśli… Moi rodzice rozeszli się jak byłam w klasie maturalnej. Zrobili to o jakieś 4-5 lat za późno. Myślę, że miałabym więcej ciepłych myśli o czasach, kiedy było dobrze. Teraz trochę przyćmiewają je wspomnienia z ostatnich lat ich małżeństwa.

    1. Jak ja Cię rozumiem… U mnie też klasa maturalna… “Ucieczki” z domu do znajomych, na obozy, kolonie, w góry… Wszystko byle nie być w domu i na to nie patrzeć, kosztem nauki, kosztem kiepskiej matury, kosztem zdrowia psychicznego i wiecznego strachu w obecnym, dorosłym już życiu. Minęło 10 lat, a ja ciągle na te wspomnienia mam ucisk w gardle i mokre oczy, czy to kiedyś minie?

  11. Z perspektywy czasu wiem, gorszym dramatem dla dziecka jest widok ludzi noszących się nawzajem,ludzi których dziecko kocha bezwarunkowo. Żałuję, że tak późno podjęłam tę decyzję. Olinku Twój tekst może pomóc tym którzy właśnie teraz są na rozstaju dróg.

  12. Ja żałuję bardzo, tak czasami chcialabym cofnąć czas…. By szybciej… ale ja wtedy byłam dzieckiem, co mogłam zrobić. I tak w wieku 15 lat zrobiłam więcej i więcej przyjełam ma klatę niż nie jedno dziecko ( zbyt dużo, zbyt traumatycznie by pisać). Ale w końcu szczęśliwi wszyscy ? by jednak nie było za słodko miałam 20 lat jak urodziłam synka i nie chciałam, bo tak jest !!! Jesteś w ciąży to ślub! Tak nadal takie cuda istnieją. Powiedziałam nie ? może i dzięki temu, może nie…. 13 lat tyle jesteśmy razem…. 10 lat po cywilnym, 8 po kościelnym ? chyba samo mowi za siebie ???

  13. Rodzice rozstali się gdy miałam 10/11 lat – okej, na początku łatwo nie było. Ojciec casanova, a mama nagle zdeżyła się z dzeczywistością. Jasne! Były łzy na początku i pretensje, ale to trwało tylko chwilę. Później moja superMama stanęła na wysokości zadania – okazała się super zaradna i dzielna. Tato się ogarnął i były nawet wspólne wigilie, urodziny itd. Teraz każde z nich ma drugą osobę obok siebie i są szczęśliwi. Ja mam 23 lata i jestem im wdzięczna,że się rozstali. Miałam fajny dom, bez awantur z uśmiechniętą mamą i tatę, który też był szczęśliwy. Skończyły się durne kłótnir i żale, nawet dogadywali się lepiej. Teraz szanują się i dogadują, bo mają wspólne dzieci – to jest fajne.

  14. Tez jestem zdania ze lepiej sie rozwiesc niz byc na sile jednak mam wrazenie ze w dzisiejszych czasach bardzo szybko dochodzi do rozwodow. o zwiazek trzeba dbac, partnerzy musza chciec osiagnac konsensus a nie tylko byc nastawionym na siebie. Czuc troche empatii jedno do drugiego. Teraz o to bardzo trudno.

  15. Bardzo prawdziwy;życiowy i dający do myślenia tekst. Mnie osobiście zakreciła się łezka w oku bo jestem na takim “zakręcie ” życiowym i nie wiem jak to będzie. Dziękuję za ten tekst. Pozdrawiam.

  16. Moi rodzice rozeszli się, gdy miałam 11 lat i chociaż na początku wydawało mi się to straszne, bo dzieliło mnie z tatą 400 km i w każde święta pojawia się wielki dylemat z kim je spędzić, to wiem, że tak musiało być. Nie mogłam znieść ciągłych kłótni w domu. I jestem im cholernie wdzięczna za to, że potrafili się ze sobą dogadać i rozstać w normalny sposób. Niestety w przeciwieństwie do nowego partnera mojej mamy, który rozwodził się 8 lat… i chociaż nie mam już swoich dziadków, to zyskałam nowych, wspaniałych dziadków i kilka fajnych kuzynek. :)

  17. Dziękuję! Pochodzę z rodziny toksycznej, przemoc fizyczna , psychiczna do tego fanatyzm religijny:/ od kilku lat mieszkam z dala od tamtego miejsca… jedyne co we mnie jest to ból, żal, rozgoryczenie, brak wiary w ludzi… po wyprowadzce dostaje tylko negatywne ciosy, obrzucanie mnie najgorszymi słowami na przemian połączone z fałszywą chęcią wybaczenia mojej decyzji odnośnie wyprowadzki … o jedno zawsze prosiłam „rozwiedzcie się” do dzisiaj te osoby są razem, co gorsza usłyszałam,że dopiero teraz są szczęśliwi. Tego jest tak dużo, jak funkcjonować w tym świecie jak człowiek jest tak poraniony ? Zazdroszczę wszystkim znajomym, którzy wiedzieli,że dom rodzinnych to ich azyl… może kiedyś i ja odnajdę równowagę… do wszystkich Kobiet, które żyją z oprawcą – dajcie dzieciom szczęśliwe dzieciństwo , nieważne ile macie pieniędzy , czasu- dzieci najbardziej zapamiętują obraz a nie słowa. Pozdrawiam serdecznie i ściskam ciepło ❤️

  18. Bardzo mądry tekst… Mam przyjaciółkę,której koniecznie muszę go dać do przeczytania,gdyż tkwi w małżeństwie z człowiekiem nie tyle złym,co żerującym na Niej,a poza dziećmi nie łączy ich już nic. Zero miłości,wsparcia,namiętności… Dziękuję za to,że można się z Tobą nie tylko pośmiać,ale też przeczytać coś inteligentnego i życiowego :-)

  19. Moja sytuacja jest podobna. Moi rodzice od dawna prowadzą fikcję małżeńską. To cholernie męczące, patrzeć na nich albo słuchać wzajemnych pretensji. Doskonale wiem, że lepiej byłoby im osobno, z drugiej czuję się trochę jak mała dziewczynka, która tego nie chce. Oczywiście udowodnili już nie raz, że kochają najmocniej mnie i mojego brata i nie chodzi tu o to, że boje się, że zabraknie mi nagle miłości rodziców- bo nie zabraknie. Ale przeszywa mnie strach przed tym nowy, które mogłoby nadejść lub kiedyś nadejdzie.

  20. Jak zwykle w sedno. Zgadzam się w 100% z każdym słowem. Tylko byle nie brakwało ludziom odwagi na te poważne kroki. By nie odbierali sobie szans na szczęście…

  21. Oczywiście,że masz rację. Może jakby moi rodzice rozwijali to nie wyniosłabym takiego obrazu rodziny z domu.Pełnego żalu,pretensji,przekleństw,braku szacunku.Ale jak w moim związku zaczęło się to samo to po prostu zabrałam dzieci i odeszłam.Bo co może być gorszego niż świadome stworzenie własnym dzieciakom piekła? Gorzej być nie mogło. Dopiero z drugim mężem nauczyłam się co to znaczy fajny dom.I wiadomo ,że nie zawsze jest łatwo i jakaś kurwa czy inne pierdol się poleci ale za minutę siadamy i rozwiązujemy problem.W spokoju i z szacunkiem dla drugiej osoby. I z tego jestem dumna, że na to się patrzą dzieci ze tego się uczą !Miłości, radości i szacunku?

  22. Dzięki.
    4,5 roku po rozstaniu. Moja decyzja. Małżeństwo nasze pt “wzór”, ale oczywiście dla wszystkich z boku, a w środku….dramat. ocknęłam się, gdy młody (2 latka) zaczął przenosić nasza agresję. To był ten kubeł, który utwierdził mnie we wcześniejszych wątpliwościach.
    Dziś dzieci są szczęśliwe, bo tata ma nową żonę i jest tam szczęście, a u mnie mają swój dom. Oazę, w której razem uczymy się radzić sobie z emocjami. Bo lekko nie jest ;) jeden rodzic na dwójkę, to często mało, nawet rąk do pracy. Jednak nie żałuję. I radzę sobie. Raz lepiej, raz gorzej. Ale przecież na świecie sama nie jestem. Jest rodzina. Znajomi. Przyjaciele.
    A dzieci dojrzewają w środowisku, gdzie konflikty się rozwiązuje, nawet jeśli jest to rozwiązanie małżeństwa. I widzą spokój.
    Dziś wiem, że to lepsze wyjście i cieszę się, bo, akurat u mnie, to nie było to. I życie to potwierdziło.

  23. Wiem , że muszę to zrobić. Ale nie mogę bo ogranicza mnie fakt, że nie mam dokąd pójść i nie dam rady się utrzymać. Jestem sama i nie mam na kogo liczyć.

    1. Dasz radę.Babeczki są silne.Ja to zrobiłam o kilka lat za późno.Syn obecnie z problemami, ja obwiniająca się o wszystko.Trzymam kciuki.

    2. Tak samo mam i ja. 6 lat po ślubie, córki mają 5. Od 3-4 lat nasze życie to dramat przeplatany spokojem. Ja wszytsko, on nic. I nie wiem co dalej. Za co, gdzie i jak? Totalny mętlik bo widzę że dziewczynki widzą dużo, i często pada pytanie ‘mamusiu, dlaczego płaczesz?’…

    3. Jestem w takiej samej sytuacji, nie mam dokąd pójść,nie mam pracy… Stoję przed trudnym wyborem, ale wiem,że muszę to zrobić dla dzieci i własnego zdrowia psychicznego. W moim małżeństwie od dawna nie dzieje się dobrze,jest alkohol,przemoc psychiczną, chorobliwa zazdrość,prawie rok temu wyprowadziłam się z dziećmi i zamieszkałam u mamy,lecz przez jej chorobę (Alzheimer)musieliśmy wyprowadzić się od niej,żeby nie przysparzać dzieciom niepotrzebnie stresu. Nie mieliśmy dokąd pójść,więc wróciliśmy do niego. Na początku było w miarę spokojnie,niestety wszystko wróciło. Wiem,że nie mogę na niego liczyć w jakiejkolwiek sytuacji i z wszystkimi problemami muszę radzić sobie sama,chyba przyszedł czas na rozstanie. Muszę znaleźć pracę i wynająć mieszkanie i wierzę w to,że uda nam się. Nie chcę fundować dzieciom takiego życia i niepotrzebnego stresu.

      1. Skoro pije , skoro sie zneca ?
        Dlaczego Ty masz sie wyprowadzic z mieszkania pod chmure .
        Niech on to zrobi , bedzie ciezko i trudno , ale mozesz oprawcy sie pozbyc .
        Nie zrob tego bledu , ktory zrobilam ja .
        Jemu zostawilam wszystko , wyszlam z dziecmi , pod chmurke .
        To był koszmar , co przezylismy.
        Bedziesz chciala porozmawiac , napisz .
        molla35@o2.pl
        Pozdrawiam.

  24. Jestem po rozwodzie i teraz z perspektywy czasu wiem że to była najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. Była cholernie trudna , najgorszy okres w moim życiu , ale kiedy te emocje opadły i minęło trochę czasu, to zaczęłam Żyć! A czas po rozwodzie wykorzystałam na rozwój siebie ! Zaczęłam na nowo oddychać, śmiać się , bawić ! A później przyszła miłość i mój ukochany synek! I teraz jest tak jak być powinno! Rozwodząc się nie mieliśmy dzieci więc to była inna sytuacja, ale wiem że nieszczęśliwa mama/tata nie dadzą szczęścia swojemu dziecku. A to te małe istoty są najważniejsze , więc skoro chcemy żeby były szczęśliwe to dajmy im szczęśliwy dom. A dom to nie budynek tylko my i nie ważne czy razem czy osobno ale ważne żebyśmy byli szczęśliwi, to wtedy oni będą :) Średni że mnie pisarz ale mam nadzieję że w miarę czytelnie ???. Świetna robota Olinek!

  25. Trafione w punkt. Ostatnio moja przyjaciółka się rozwodzila. Wiele osób się dziwiło, że przecież wzięli ślub to muszą być razem, muszą dla dzieci itd. Ja powiedziałam jej tylko, że jestem z niej dumna. Dumna z tego jaka jest odważna. Nie sztuką jest być z kimś za wszelką cene, sztuką jest umieć podjąć tak trudną decyzję, która ostatecznie wyszła wszystkim na dobre.
    Moi rodzice też się rozwiedli, niestety za późno. Kiedy tata powiedział mi o ich decyzji to ja się autentycznie ucieszyłam. Czekałam na to bo widziałam jak bardzo oboje się męczą, jak gasną w oczach. Jednak mam żal że zrobili to tak późno, bo dzisiaj czuje skutki tego jaką rodzinę miałam…

  26. Bardzo wazny tekst. Na szczescie moi rodzice byli ze soba poki smierc ich nie rozlaczyla. Smierc wydarla nam Tate, mojej mamie meza.
    Tekst o doroalych dzieciach rozwodnikow BARDZO WAZNY

  27. Niestety moja przyjaciółka ,,K” popełniła błąd( przynajmniej moim zdaniem i zdaniem naszej wspolnej przyjaciółki ,,L”)… wyszła za mąż w wieku 20 lat… znając chłopaka niecały rok tylko dlatego ze wpadli… I jej głupie gadanie bo ona chce żeby dziecko miało nazwisko ojca a ona chce to samo nazwisko co dziecko… Jakby to ująć… podejście ,,zakochanie gimnazjalistki”? Chyba trochę tak… obie z L uważny że to była bardzo głupia decyzja… nie wątpimy w to ze im się uda… ze stworzą dom i cudowne dzieciństwo synkowi… chodzi o to że nie mieli nawet czasu się dobrze poznać… teraz mieszkają razem… cały czas są razem… momentami 24h/dobę… nie maja czasu nawet za sobą zatęsknić a jeśli już to tęsknota jest po 15 min jak jedno z nich wyjdzie na zakupy albo z dzieckiem na spacer… gdy mąż jest w pracy to K mało w depresje nie popada… Przez prawie cale liceum trzymałyśmy się we trzy… mogłyśmy zawsze pogadać o wszystkim… z K potrafiłyśmy godzinami gadać przez tel… Hehehe… czasmi sie śmiałyśmy że nasze rozmowy nie trafia krócej niż 45 min… a teraz… nawet nie ma czasu na 10 min rozmowy… i akurat nie dziecko jest tu problem… Gdy była jeszcze w ciąży jej mąż miał rozmowę o prace… zaproponowałam jej kawę i ploteczki niedaleko miejsca gdzie jej mąż miał rozmowę… a ona ze nie bo chce być przy mężu… Serio?! On jest dużym chłopcem i da radę… ale odpuściłam i zaproponowałam ze spotkamy się na kawę po tej rozmowie a ona ze nie może bo idą z mężem na zakupy… bla bla… powoli obie z L czujemy że przez męża K nasza przyjaźń powoli się rozpada… i my rozumiemy ze K ma teraz inne… ważniejsze obowiązki… ale mąż to nie wszystko… z mężem nie zawsze można pogadać o pierdołach… mąż nie zawsze doradzi czy lepsza miętowa sukienka czy błękitna… dobrze mieć przyjaciółkę albo dwie… a K jest tak w niego wpatrzona że świata poza nim nie widzi… boimy się z L że gdy przestanie działać moc ,,różowych okularów” po prostu się sobą znudzą… bo będą sobą po prostu przesyceni… i wtedy zaczną się zgrzyty… kłótnie… i w najgorszym wypadku rozwodem… Rozwodem z powodu przedwczesnej decyzji o ślubie i młodym wieku… z powodu ze nie mogą już na siebie patrzeć bo maja się po prostu dość… albo znając K skończy się na tym że będzie na każde przynieś podaj pozamiataj… Zostanie sama bo przyjaźń przyjaźnią ale kontakt już się powoli urywa… bo mąż najważniejszy… bo mąż ma racje… i później po prostu zaczyna się tworzyć ,,toksyczny” związek… niestety

  28. Kochana! Myślałam, że jestem odosobniona w takim myśleniu. Marzyłam o rozwodzie rodziców mniej więcej od 15 roku życia. Nieraz zaskoczona byłam, kiedy u koleżanek widywałam rodziców rozmawiających ze sobą, trzymających się za ręce albo o zgrozo, dających sobie buziaka. Teraz mam 38, a moi rodzice dalej żyją pod jednym dachem, ale nie ze sobą (psychiczna patologia). I aż dziw bierze, że mimo takich wzorców jestem w stanie przekazać swoim dzieciom coś przeciwnego – wesoły dom pełen miłości (no dobra, nie zawsze ?). Mam wrażenie, że Tobie też się udaje. Ale jak się ma takie umiejętności wyciągania trafnych wniosków, to musi się udać ? Życzę Ci więc, żeby Twoja córka była mocno zdziwiona, kiedy od koleżanek dowie się, że ich rodzice nie dają sobie buziaków ?

  29. Zgadzam się z Tobą w 100% ale… Dzieci inaczej postrzegają świat dorosłych, np. poważne rozmowy między rodzicami,którzy nie używają wulgaryzmów,nie podnoszą głosów wydają im się kłótniami. Odkryłam to,gdy z moim mężem któregoś razu zaczęliśmy rozmawiać na jakiś poważny temat,przyszło moje dziecko (jeszcze wtedy w wieku przedszkolnym) i patrząc na nas stwierdziło “znowu się kłócą!”,po czym wyszło. Nawet nie masz pojęcia jak mi się wtedy zrobiło przykro,ponieważ my jesteśmy zgodnym,kochającym się małżeństwem i rzadko kiedy się kłócimy,a już na pewno nie kłócimy się przy dziecku. Cały czas próbujemy uświadomić młodemu,że świat nie zawsze jest taki,jaki on myśli że jest. Rodzicielstwo weryfikuje wszystko to,co było kiedyś dla nas niezrozumiałe, jak byliśmy dziećmi,tylko trzeba mieć otwarty umysł i obserwować to,co się dzieje dookoła. Pozdrawiam ciepło