Ależ, panie sąsiedzie!

Jakże miło widzieć pana sąsiada w naszych skromnych progach! Cóż sprowadza o tej dziwnej porze? Ach tak, woda na suficie, no widzi pan, wiadomość dotarła zanim zdołałam anulować wysłanie. Tylko spokojnie, na pewno się dogadamy!

Kurczę, miałam nadzieję, że spotkamy się w bardziej przyjemnych okolicznościach albo że chociaż zjawi się pan wówczas, kiedy pana intensywny remont sprawił, że pękła nam ściana działowa, ale widzę pana rzadko, więc chyba niezwykle jest pan zalatany. I mało śpi. Musi być pan bardzo zajętym człowiekiem. Słyszę, jak nocami pan nadrabia i ogląda filmy dokumentalne na temat rozmnażania delfinów i ich komunikacji. Gdyby nie pan w życiu nie pomyślałabym, że te zwierzęta poza piskami, jękami potrafią jeszcze krzyczeć po niemiecku. W końcu jest okazja, żeby podziękować za rozszerzenie moich horyzontów! Kto wie, może jeszcze kilka takich nocnych seansów i będziemy mieli wspólną pasję? Ma pan dobre głośniki, nie sposób, aby fabuła mnie nie wciągnęła!

Pan nie w tej sprawie? Ja tu zagajam sympatycznie, zupełnie jakby mnie interesowała odpowiedź, a pan tylko o tym suficie mokrym. No dobrze, widzę, że nie znajdziemy nici intelektualnego porozumienia. Mówiłam już, że jestem zdziwiona, iż pan znalazł czas? Kiedy pralka wylała kilka miesięcy temu oczekiwałam pana odwiedzin jak komornika. Ciastka kupiłam, rozważałam zmianę zamków, ale wtedy woda nie dotarła. Ach nie wiedział Pan, że już zalewałam? No tak. Wtedy byłam jednak o te kilka miesięcy młodsza, refleks miałam lepszy, rzuciłam się w wodę jak Otylka, chłonęłam całą powierzchnią ciała jak Sponge Bob. Dziś już nie to zdrowie. Właściwie niedawno miałam urodziny, może wypijemy za moje zdrowie i dobre, sąsiedzkie relacje?

Nie to nie. Proponowałam. Żeby pan potem nie powiedział, że mieszkają nad panem jakieś buce! Uprzedzam! Właściwie to pan w jakiej sprawie? Bo wie pan, strasznie się śpieszę, mam całą łazienkę do wysuszenia. Ach, wie pan, no tak, to chyba powinien też zrozumieć, że nie mam czasu na pogadanki o dupie Maryny.

Nadal nie? Uparty pan jest, daję słowo. Tak się zestresowałam, że będę musiała przyjąć jakiś węglowodan z czekolady w celu uzupełnienia niedoboru magnezu. Bo mnie jeszcze skurcz w nocy złapie, obudzi i znów będę słuchała zalotów tych pana niemieckich delfinów. A jak ten węglowodan niekorzystnie wpłynie na mój wygląd? Mógłby pan przez chwilę nie myśleć tylko o sobie?! Lada chwila wychodzę za mąż, wygląd mój tego dnia niesatysfakcjonujący może sprawić, że będę smutną panną młodą. Jak będzie pan żył z ciężarem unieszczęśliwienia młodej mężatki?! Mnie też byłoby ciężko z myślą, że panu przykro dlatego, że mi przykro… Jesteśmy ludźmi.

Twierdzi pan, że mówię tylko o sobie, ale to nieprawda. Czy to źle, że w tym bezdusznym, zmechanizowanym, cyfrowym świecie, przynajmniej cierpienie  ma ludzką twarz?! Dziś pokrętny los chciał, że akurat moją. A o czym mam mówić? O pralce? Już się popisała przecież, nasz mały, słodki, niesforny, wodny Van Gogh! Zgasła biedna z przejęcia, dajmy jej spokój, bo jeszcze znów się wodą zakrztusi…

Czy ja panu grożę? Ależ skąd! Przedstawiam perspektywy! Skądinąd wiem, że u pana często zmieniają się współlokatorki. Ja daję Panu możliwość zmiany wystroju wnętrz w zależności od preferencji i gustu każdej z nich. Człowiek z natury nie lubi zmian, ale pan chyba tak. Ja tylko dostarczam motywacji, aby były bardziej spektakularne niż kolor włosów kobiecych zostawianych w odpływie wanny. Ależ Pan niewdzięczny, matko…

A właśnie! Wie Pan, że jestem matką?! Słyszy pan. No tak, córka kolki miała. Nie, nie aż do teraz, teraz ma temperament. Nie no, nie aż taki, żeby skakać z hukiem, bez przesady. Te huki to ja, ćwiczę z Chodakowską, bo moje ciało może więcej niż podpowiada mi mój umysł. Sugeruje pan, że sufit nie może? Ojjj… Bo się pogniewamy! I skończą się nocne harce z delfinami!

O dziecku zaczęłam mówić, ojej, a mogę mówić bez końca! Lentosiu, chodź tu, pan nie wie jak robi kaczuszka, pokaż, jak grasz na tamburynie, hopsa! Zabawna, prawda? Nie śmieje się pan. Rozumiem. Mógłby pan chociaż udawać, wymaga tego kultura. Nie lubi Pan dzieci? Ojej, podrzuciłabym Lenke na godzinkę, to zobaczyłby pan, że nie ma racji. Albo utwierdził się w przekonaniu, że wie lepiej. Godzinka i się pan dowie, co jeszcze w mieszkaniu można by poprawić, gwarantuję! Doceni pan, że wcześniej była tylko woda na suficie i może dorzuci się do naszego remontu, bo ewidentnie bardziej go potrzebujemy. Zgoda?

O odszkodowaniu dla siebie Pan chciał pogadać? Haha, czyli jednak nie jest z pana taki drętwy kołek, jakby się mogło wydawać! Dowcipniś, ancymon i zgrywus! Panie, jakie pieniądze! Jakbym je miała, to wyremontowałabym swoje mieszkanie. Od dwóch lat narzeczony już to robi, wie pan jakby było mu przykro, gdyby się dowiedział, że remont jednak będzie, ale u pana? Pieniądze, pieniądze… Nie przywiązuję wagi do rzeczy nieistotnych i zupełnie mi obcych, gdybym je miała z pewnością nie mieszkałabym nad Panem! O, widzi pan! To z pewnością mogę obiecać: jak tylko się wzbogacę, pakuję manaty i się wyprowadzam, zgoda? Problem rozwiąże się raz na zawsze!

Wybaczy Pan, ale czuję się niezręcznie, śpieszę się. Woda dotrze na kolejne piętro i cały dzień spędzę na konwersacji z sąsiadami, absurd, przecież normalnie mi nawet dzień dobry nie odpowiadają. I obiad się sam nie zrobi przecież. Rozumie pan? No to dziękuję! Naprawdę nie musi się pan kłopotać wyceną szkód! Dobrych relacji sąsiedzkich nie da się przecież przeliczyć na pieniądze.

Pozdrawiam i dziękuję za wizytę. Dzwonek nie działa, dziś wyjeżdżamy. Na długo? To zależy jak często będzie pan jeszcze przychodził… Proszę ucałować koniecznie wszystkie delfiny i współlokatorki! Do zobaczenia, mam nadzieję, że będzie pan wtedy w lepszym nastroju, bo naprawdę ciężko się dziś z panem dogadać!

_______

Tekst bierze udział w konkursie „Twórca Roku 2015” w kat. Tekst Roku. Będzie mi miło, jeśli mnie wesprzesz i za 1 zł i 23 grosze kopniesz mnie w dupsko w celu zmotywowania. 

T11151 NA NUMER 7124. Całość tej kwoty zostanie przeznaczona na cel charytatywny i moją wdzięczność.

socialImgbl

 

 

6 komentarzy
  1. Ja się nie śmieję…
    Pierwszy raz zalałam sąsiadów miesiąc po wprowadzce. Rurka od ogrzewania w podłodze nie wytrzymała rozruchu próbnego. Ich świeżutki dębowy parkiet na szczęście wytrzymał. Sąsiad przybiegł z krzykiem.
    Drugi raz pękła mi rurka pod zlewem w kuchni.. Sąsiad przyszedł ze zgryźliwościami.
    Trzeci raz wylała mi pralka. Pobiegłam piętro niżej z krzykiem. Przeprosić.
    Czwartego razu nie pamiętam, bo o tym że zaistniał dowiedziałam się po roku, gdy moj ubezpieczyciel obciążył mnie malowaniem sąsiedzkiego sufitu, bo mojego ubezpieczenia nie starczyło
    Tak, tak.. po pierwszym razem ubezpieczyłam się, OC. Przy pierwszym razie sąsiadka aż się zapowietrzyła z oburzenia że JAKIS tam malarz z ubezpieczalni będzie dotykał jej wypieszczonego sufitu.
    Po drugim razie sąsiadka próbowała wyłudzić ode mnie kasę, bo znowu ma jej przyjśc malarz partacz z ubezpieczalni??
    Nie wiem czy byly kolejne razy, bo sąsiedzi przestali mnie informować o przeciekach, za to od razu walą do ubezpieczalni.
    Ale jako naczelna zalewająca zostałam uznana winną zalania sąsiadów 2 piętra poniżej. Bo sąsiedzi spode mnie strzelili focha na insynuację, że zwykle zalewa się sąsiadów POD, a nie POD POD. Ostatecznie to im strzeliła rurka pod zlewem.
    Buhahaha!
    Mija 16 lat sąsiedzkich waśni. Już ich chyba nie zalewam, chyba . Ale oni tępią objawy życia w moim mieszkaniu za pomocą kija od szczotki. Szczególnie nie lubią jak moje dziecko biega, oraz jak z narzeczonym w nocy przerabiamy temat delfinów. Na szczęście nie znam niemieckiego 🙂

  2. Nareszcie wróciła „stara” Radomska i jej cudownie zgryźliwy styl pisarski, w którym się zakochałam od pierwszego przeczytanego tekstu (oby na długo!) 😀 Nie zazdroszczę sytuacji, ale jeśli dzięki nim będą powstawały na blogu takie perełki – to gotowam się opodatkować na rzecz szkód poczynionych w sąsiedzkim mieniu 😉

  3. Ja po pierwszym zalaniu sasiadów się ubezpieczyłem. Trafiła się okazja przy ubezpieczaniu samochodu, jakaś promocja była, że stówa wydana na ubezpieczenie mieszkania obniżała koszt ubezpieczenia samochodu też o stówę. Aż szkoda, że to nie było rok wcześniej…
    A tak to już bez promocji zostało. (Stówa rocznie to nie majątek – ale trzeba uważnie czytać warunki ubezpieczenia, bo pamiętam jak znajomy opowiadał, że ubezpieczył dom, m.in. od upadku drzewa nań. No i traf chciał, że była wichura i gałąź się złamała. A z ubezpieczenia nic nie dostał, bo gałąź to nie drzewo… )

    A teraz mieszkamy na parterze i to mnie sąsiad zalał. A potem w ramach przeprosin chciał mnie zalać jeszcze raz, tym razem personalnie i nie z pralki, a taką zdrobniałą formą wody 😉

  4. Ja się uśmiechnęłam!

    Ale Sąsiad Z Dołu to sprawa wielkiej rangi. Niedawno jeszcze na studenckim mieszkaniu Pan Sąsiad uderzał w rury od kaloryfera, bo śmiałyśmy się głośno po godzinie 23. Nie mówiąc już o wizytach paru znajomych w niedzielne popołudnie czy upadkach przedmiotów w godzinach nocnych. Ach, złośliwa grawitacja!

    Powodzenia z sąsiadem!… Może jednak nowy wzór na suficie mu się spodoba?..

Napisz komentarz: Anuluj pisanie

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.