IMG_20150707_181037 (1)

Lenka wyrosła już z nieustających kolek, krzyków, nieradzeniem sobie z nadmierną ilością bodźców. Nie dała nam od tego odpocząć, bo teraz bodźce chłonie jak szalona, biega, ma miliard pomysłów i bezpardonowo testuje siłę swojego NIE. Oczywiście, że jest mi ciężko – wyjście do sklepu z nią to koszmar połączony z zabawą w ganianego i łapaniem rzeczy w locie, plac zabaw to negocjacje, żeby zajęła się czymś chwilę dłużej. Moje dwie pary oczu to często zdecydowanie za mało, żeby ją upilnować, a przespana w ludzkich godzinach noc nadal jest marzeniem. Mówię o tym jednak ze (zmęczeniem ;) ) i uśmiechem na twarzy.

Bo niemal każde dziecko jest pępkiem świata i cudem dla swoich rozkochanych w nim rodziców. Bo mając Lenkę nie wyobrażam sobie, jak to jest mieć jej przeciwieństwo- czyli dziecko ciche, spokojne i grzeczne. Piszę ten tekst, bo niejednokrotnie słyszę będąc gdzieś z Lenką, poza zachwytami, także wyrazy współczucia, że tak daje nam popalić. I czuję potrzebę podzielenia się jaśniejszą stroną medalu posiadania dziecka z charakterem i moją taktyką radzenia sobie- z nim, ze sobą i “życzliwymi”. Może przeczyta to jakiś inny rodzic Lenona i jednak nie straci zmysłów?:)

Tym tekstem nie szukam zrozumienia, aprobaty, wsparcia ani wymówek. Jestem już naprawdę bardzo daleko od użalania się i załamywania rąk, które podtruwało mi życie od porodu. Dedykuję go rodzicom grzecznych dzieci, żeby docenili spokój. Rodzicom Lenonów, żeby przestali narzekać i dostrzegli pozytywy. Przyszłym rodzicom, żeby wiedzieli, że to,czy rodzicielstwo będzie fajne, serio zależy przede wszystkim od nich!

CO JEST EKSTRA W POSIADANIU CHARAKTERNEGO, NIEOKIEŁZNANEGO DZIECKA?

1. Nie porównuję siebie, swojego życia, ani swojego dziecka do innych.

Z kilku podstawowych powódów. Po pierwsze- ludzie kłamią. Albo idealizują wszystko do porzygu, albo najmniejszy drobiazg kreują na dramat, a obydwie wersje są męczące. Po drugie mama Zosi i Zosia to nie Radomska i nie Lenka. Jaram się swoim dzieckiem jakby na świecie nie było żadnych innych i jaram się każdym jej nowym osiągnięciem bez względu na to, czy zaliczyła je jako pierwsza w powiecie, czy jako ostatnia na placu zabaw. I pozwalam sobie na ryczenie z powodów, które inni by obśmiali. Bo mogę. A to jest super.

2. Pielęgnuję swój egoizm

Nie mam nic przeciwko absolutnemu oddaniu się dziecku tak długo, jak zarówno dziecko i matka tego chcą, bo po pierwsze nie jestem od tego, żeby mówić jak żyć, a po drugie każdy i tak będzie beneficjentem skutków swoich decyzji i żadne cudze sapanie tego nie zmieni, nigdy za wczasu niewiadomo, kto miał racje. Ja byłam mamą na miliard procent ponad rok. Żyłam Leną, jarałam się Leną, płakałam przez Lenkę, a w tak zwanych wolnych chwilach umierałam ze zmęczenia i czekałam aż wstanie, bo tęskniłam. Powoli obie uczymy się własnej prywatności- ja wróciłam do swoich pasji i potrzeb, bo wiem, że tylko otrzepanie się z macierzyństwa pozwala nabrać sił na dalsze starcia. Lence doskonale robi towarzystwo innych ludzi, którzy świetnie stymulują jej rozwój. Nie mam problemu z pójściem spać, olaniem wszystkiego kiedy nie ma jej ze mną. I w dupie mam wówczas świat. A to jest super, bo wiele mam czeka na drzemkę dziecka ekscytując się możliwością umycia okien i obrania ziemniaków. NIE JA.

3. Umiem już odpuszczać

Wiele mam wpada w wir dążenia do doskonałości. Za wszelką cenę chcą udowodnić, że mogą wszystko – zająć się dzieckiem,domem, sobą. Jedną nogą kołyszą wózek, jedną ręką stymulują dziecko intelektualnie książeczką, aby resztem kończyn ogarniać makijaż, obiad, mycie podłóg, a nocą zrobić trening, bo prawdziwa matka, to pzecież taka z sześciopakiem, faultetami, pasją i szczęśliwym domem oraz czystym dzieckiem(czy tam na odwrót).  Ja nie zastanawiam się jak mnie ktoś oceni, co powie, gdy wejdzie do mojego domu, co sądzi o tym, że często zamiast gotować, serwuje Lenie zupę z baru mlecznego, czasem poświęcam cały dzień zabawom na dywanie, by innego katować ją bajkami i móc zrobić trening. Nie jestem od wszystkiego, nie muszę być ekstra. mam być wystarczająco dobra i mieć siłę cieszyć się tym, co w ciągłym zapieprzaniu o perfekcjonizm mogłabym przegapić.

4. Akceptuję stany rzeczy i uczę się pokory

Sytuacje w których Lenka krzyżuje mi plany są frustrujące. To oczywiste, że jeśli umówię się na kawę o 10, to Lenka będzie akurat tego dnia spać do 11, choć normalnie wstaje najpóźniej o 6. Wiele razy musiałam zrezygnować z czegoś, bo dziecko jest ważniejsze. Itd. Dziś umawiając się z kimś od razu zapowiadam, że muszę skonsultować grafik z szefową. Staram się nie wkurzać na rzeczy będące poza moją kontrolą. I snuć plan zemsty, w którym to budzę zaspane swoje dziecko, bez litości, do szkoły i ignoruję jej prośby o “jeszcze minutkę” ;) Życie to nie plan, a skoro często nie daje mi czegoś zrobić, może zacznie zaskakiwać i nagle spać ze mną do południa?!

5. Jestem tu i teraz

Bo t i teraz wystarczająco dużo się dzieje. O tym mówiłam będąc panelistką na See bloggers. Całe życie łapałam tysiąc srok za ogon, bujałam w obłokach, albo sama ściągałam się na ziemię pesymizmem. Nie używam już wielkich słów, nie rozpamiętuję, nie snuję planów. Jestem tu, teraz, z nią, cieszę się, że Lence smakuje zupa. Nie chcę już gonić, zadyszka odbierała mi radość życia. Nie mam już potrzeby udowadniania światu, że jestem ok tylko robiąc wielkie rzeczy i gnając. Dziecko uczy mnie, że jetem zupełnie ok wspinając się na zjeżdzalnię w dresach. I czuję się jakby ktoś zdjął ze mnie ciężki plecak powinności.

6. Nie grozi mi zostanie matką helikopterem

Nie mam tyle paliwa, żeby nad nią krążyć,serio ;-)

7. Wiem, że wszystko jest względne…

Mój dramat to drobiazg w życiorysie wielu ludzi. Staram się o tym pamiętać i za długo nie zbierać do kupy, kiedy coś mnie chwilowo przerośnie.

8. …I będę tęsknić

Nawet nie chcę wiedzieć, jak będę ryczeć oglądając jej zdjęcia z dzieciństwa, skoro już te sprzed paru miesięcy roztrzaskują moje matczyne serce jak ja talerze z duralexu w czasie zmywania…

9. Wypłata jest nieproporcjonalnie większa niż cena

Debet w postaci awantury na placu zabaw likwiduje scena w której Lena śpiewa misiom kołysanki i zaprasza mnie do tańca.

10. Nie słucham i nie rozważam za bardzo

Tak, tak, wszyscy wiedzą lepiej, mają gorzej blablabla.

11.Nie wstydzę się prosić o pomoc

Zaliczyłam taki radosny etap pt. Wara od mojego dziecka! Bo moje, bo ja wiem, bo nie wiesz. Potem poszłam po rozum do głow, a może padłam na twarz. Dziadkowie Lenki widzą ją raz na jakiś czas, umiem już przymykać oko, choć nie raz zalewa mnie krew. Cieszę się, że moje dziecko uwielbia ciocie ze żłobka i w razie pilnej potrzeby zostałaby nawet z hydrantem, bo czasem nawet hydrant zdaje się być dla niej fajniejszym towarzystwem niż ja.

13. Pilnuję słów i gestów

Dziecko z charakterem, które po mnie skopiowałoby niegdysiejsze napady furii sprawiłoby, że co miesiąc musiałabym remontować mieszkanie.  Poza tym Lena uczy się w zastraszającym tempie, a ja chcę ją nauczyć fajnych rzeczy, a nie tego, że trudno poradzić sobie z własnymi emocjami.

14. Nie wdaję się w dyskusję

Ani w realu, ani na forum, nie mam potrzeby, by wszyscy przyznawali mi rację. Kiedy widzę ile emocji wzbudza w matkach działalność “Beki z mamuś na forach” cieszę się, że umiem być offline i układać klocki. Jak to mówią- dyskusja z idiotami jest jak zapasy ze świnią w błocie, można się ubrudzić tylko,  a świniom się to podoba. Sama nie dałabym się przekonać kiedyś, że macierzyństwo jest spoko, a matki mają mózg więc jakkolwiek brzmi to idiotycznie, szanuję prawo ludzi do ich poglądów. Współczuję ich matkom, którymi również z automatu gardzą, ale wiadomo, wieża z klocków sama się nie wybuduje. Trzeba mieć priorytety.

15. Nie martwię się o nią ani o siebie.

Kiedy stanie się samodzielna dam sobie radę, jest naprawdę spora lista rzeczy za którymi tęsknię i do których chętnie wrócę. Lena jest przebojowa, odważna, kontaktowa, radosna, a jak ktoś jej podpadnie, to dostaje w łeb. Może to nie pedagogiczne, może złe, ale żyje już trochę na tym świecie, wiem, że nie jest miły i dobry, chciałabym, żeby umiała poradzić sobie z durniami i nie musiała przez nich płakać. I nie bała się świata ani ludzi, po to, aby pokazać mi kiedyś to, czego ja sama nie zdołałam zobaczyć i zaczęła mnie uczyć, tak ja uczę teraz ją.

16. jestem bardziej asertywna 

Kiedyś naprawdę łatwo ulegałam sugestiom i wpływom i nie potrafiłam dbać o swój interes. Daleko mi od ideału, ale na tyle blisko, że jeśli ktoś skrzywdzi moje dziecko dosiegnę, odgryzę mu łeb. Poza tym Lenka jeszcze nie wie, co to znaczy niemożliwe. Walczy o swoje do końca, zaciekle, niezmordowanie, nigdy się nie poddaje, nie obchodzi jej opinia innych. Uczę się od niej.

17. Wiem, że nie wszystko zależy ode mnie

Oczywiście, że dzieciństwo ma decydujący wpływ na życie. Staram się, czasem wyrazem tego starania jest szukanie kompromisów. Świadomość, że moje dziecko będzie kształtowane przez całą masę ludzi, że będzie podejmowało swoje własne decyzje i popełniało własne błędy nieco przynosi ulgę i przypomina, że dziecko to nie moja własność, ani produkt, tylko oddzielna istota, która nie ma zawsze robić to,czego chce, a radzić sobie i być szczęśliwa.

18.Nie mam czasu na pierdoły

Przed narodzinami Lenki oddawałam sie dywagacjom o wolności, o więzi, o znaczeniu roli matki, o tym,czy dam radę, jaka będę, jak zmieni się moje życie. Teraz cisnę wolne chwile jak cytrynę i tylko matki mogą pojąć dlaczego czasem tańczę na balkonie, kiedy w samotności piję kawę.

19. Mam wyjątkowe dziecko

Mam w domu Lenkę- diabła tasmańskiego, cud i perłę w jednym. Taki pakiet. Jest mądra, bystra, przesłodka i śmieszna. Każdy ponoć ma dziecko na miarę swoich możliwości, najwyraźniej ja mam trochę większe ;-)

20. Chudnę!

Bo Lena nie chce słyszeć o odstawieniu się od piersi, bo robię hopsa hopsa miliard razy na łóżku dziennie, bo wchodzimy razem na nogach na siódme piętro, bo nie nadążam i muszę dbać o kondychę, bo (to nie powód do dumy) nie mam czasu jeść albo siły tego posiłku przygotować. Zamartwiałam się, że będę słoniem, a ważę mniej niż kiedykolwiek. Ha.

 

A jakie argumenty Wam pomagają nie wywiesić nadal białej flagi na rodzicielskim poligonie? :-)

p.s. UDOSTĘPNIAJĄC TEN TEKST NADAJESZ SENS TEMU, CO ROBIĘ, WIESZ?

44 komentarze
  1. Ano! To dlatego moje dziecko uzadlila osa az 6 razy, w zwiazku z tym jej tydzien w szkolce odwolany a ja zamiast sie wyspac jade z nia organizowac jej dzien. Spanie jest przereklamowane future is outside jak mawia moje dziecko

    1. SEN JEST DLA SŁABYCH, TAK JAK PROSTE ROZWIĄZANIA, PAMIĘTAJ MATKO!!! BRACE YOURSELF, WYSYŁAM POZYTYWNE WIBRACJE, BO NARKOTYKÓW NIE WOLNO!

  2. Wywiesiłam białą flagę i chodzę do psychologa. W dniu w którym rzuciłam garnkiem o ścianę, wrzeszcząc “Nienawidzę Was” na oczach partnera i dwulatka, zrozumiałam, że dłużej już sobie nie poradzę z emocjami. To tak w temacie pkt. 13 Pilnuję słów i gestów. Złe zachowanie mojego syna, które wydaje się wykraczać poza zwykły bunt dwulatka skłoniło mnie do myślenia, że on jest odzwierciedleniem mnie. I choć pierwotnie chciałam pójść do psychologa z dzieckiem, to zrozumiałam że zacząć muszę od siebie.
    Mogę próbować się usprawiedliwiać, że koszmarne długi robią ze mnie potwora i że ostatnio mało nie zabrał mi komornik mieszkania. Ale wiem, że moim rodzicielskim obowiązkiem jest odseparować syna od tego bagna, i nie dać mu odczuć jak bardzo się boję przyszłości. I że krzyczę z bezradności.
    Spotkania z psychologiem uświadomiły mi, że potrzebowałam wsparcia od samego porodu, ale supermenki jak ja, nie proszą o to. I oto mam efekt.. 2 lata macierzyństwa zmarnowane na depresje i ucieczki od własnego dziecka. Do jakiej ściany trzeba czasem dojść by to pojąć.
    Może jeszcze kiedyś powiem sobie: posiadanie dziecka jest extra.

  3. A mnie mój Lelon nauczył organizacji. Dzięki niemu wiem, że jak coś jest do zrobienia to trzeba to zrobić tu i teraz a nie później bo później Leon wstanie, skończy mu się dobry humor, nie będzie chciał się bawić sam “przez chwilunię tylko” :) albo po prostu będzie chciał wyjść na dwór. Chyba nigdy nie byłam tak zorganizowana chociaż przy takim szogunie nigdy nie wiadomo co się zdarzy i czy plan wypali. A inni? Inni i tak wiedzą lepiej, ich dzieci robiły lub robią wszytko szybciej i lepiej. już same jedzą i załatwiają sie do nocnika w wieku 15 miesięcy. A nam się nie spieszy i dobrze nam z tym.

    1. fakt, “teraz albo nigdy” naiera głębszego sensu. co do innych cudowności, urzeka mnie ten spryt. Bo Lena absolutnie kuma, o co chodzi z nocnikiem, od dawna, sama poprosiła o rekwizyt, ale się znudziła. Teraz wysadza na nocnik lub, o z grozo, wsadza do kibla wszystkie misie. Woła im brawo siusiu! Jest też niezwykle ambitna. Życiowy cel- nasikać na dywan. Oczywiście, że wie, że źle robi. Kuca patrząc na siuśki lecące i robi ojej, nu nu! Uwielbiam ją, uwielbiaaaam! :)

  4. Ja mam też high need baby i czasem mam dość. Bo np ostatnio śpimy ładnie przed 8, ale za to wstajemy o 1, bawimy się do 4 rano, a potem wstajemy o 6 :| dobrze, że mam kawę w domu, duuuużo kawy:) Moje dziecko mnie rozbraja tym, że jak zrobi coś co nie wolno np. wejdzie na szafę po szufladach, to potem przychodzi mówi moja mama, przytula się i daję buzi. Potrafi mnie nakarmić wymamlanym kabanosem wyciągniętym spod łóżeczka i powiedzieć jedź. Wspinając się na stół czy krzesło mówi o nie i tak dalej. Zorganizowana jestem jak szwajcarski zegarek, kondycję mam lepszą niż kiedykolwiek (chociaż moje dziecko biega szybciej ode mnie, dołujące nie?) . A w sklepie to wszystkie panie się uśmiechają do nas, bo Tośka do każdej woła cześć, równocześnie biegając po całym sklepie i krzycząc hura. A na plac zabaw nie chodzimy, moje dziecko woli siłownię na powietrzu, przy okazji poodchudza trochę matkę. A na nocnik zaczęła robić niedawno, strasznie ją to fascynuje. Do tego stopnia, że ostatnio umyła siuśkami lodówkę. A jak ją zapytałam groźnie co robi to myju myju, co chcesz matka, lodówa brudna. No i jak nie kochać?

  5. Ja mam to ciche i grzeczne. Ale czy mniej absorbujące? W życiu! Sama zawsze byłam cholernie niezależna i straszliwie ciąży mi jej brak teraz. Nagle nie mogę decydować o własnym czasie, żadnych planów i przyklejone non stop dziecko. Brakuje mi oddechu i funkcjonuję w nieustannej ambiwalencji czy bardziej uniezależniać dziecko, rzucać na głęboką wodę, przełamywać lęki, opory czy jednak zaspokajać tę wielką, nienasyconą potrzebę mojej obecności, opieki i troski. Myślę, że to równie wyczerpujące mieć nadwrażliwego dzikusa co wszędobylskie i bezpardonowo odważne. Pierwsze musimy chronić przez ranami na duszy a drugie na ciele. Konsekwencje jednych i drugich mogą być równie przykre więc spora to odpowiedzialność, która nas czasami przerasta..

  6. Odkąd mam dzieci jestem inna. Przy pierwszym czytałam podręczniki, słuchałam innych (mam i babć też), a przy drugim to nikt mi nie podskoczy. Potrafię jawnie się przeciwstawić (trudno mi samej w to uwierzyć), bo ja to raczej z tych zalęknionych i nieśmiałych. W pierwszej ciąży odkryłam swoją pasję i ciągle działam, rozwijam się, a to już ponad 5 lat. W końcu dzieci zaczęły ładnie spać… Gdy młodszy ma drzemkę, ja siadam do pisania, albo do swoich zainteresowań. Są dni, ze dzieciak dostawał obiad ze słoiczka, bo MUSIAŁAM przeczytać do końca książkę. Ciągle dzieci są priorytetem, ale walczę ostro o odrobinę prywatności/samotności. Gdy mam totalnie dość, to zostawiam szkraby z mężem i miną: jeszcze minuta i was zatłukę. Czasami wystarczy godzina, a czasami wracam po 5. Mam to szczęście, że dzieci raczej mam grzeczne, spokojne, ale starszy wymaga 100% uwagi. Szaleństwo. Cóż…tego chciałam…kocham dzieciaki i doskonale rozumiem Radomska Twój punkt widzenia. Pozdrawiam

  7. O Matko Radomska! Niemal jakbym czytała o sobie, swoim dziecku i swoim macierzyństwie. Początkowe parcie na rodzicielską doskonałość już dawno mi przeszło. A ostatnio, spędzając czas z innymi mamami i dziećmi z naszej rodziny, spostrzegłam jak bardzo daleko mi do rodzica-helikoptera. Nawet nie sądziłam, że jestem taką “złą matką”, za to upewniłam się, że bardzo mi z tym dobrze. Nie zawracam sobie głowy tym, co potrafią inne dzieci. Za to jaram się wszyskim, co potrafi moje. Prowadzę blog w dużym stopniu poświęcony mojemu dziecku, wychodząc z założenia, że kto będzie chciał ten przeczyta, a ja wypowiem to co muszę powiedzieć i w realnym świecie nie będę nikogo zanudzać opowieściami o fascynującym życiu trzylatka. Bo gdybym tak po prostu, offline, zaczęła mówić prawdę wszystkim dookoła, bez względu na to czy chcą ją usłyszeć czy nie, a mianowicie, że moje dziecko jest najmądrzejsze, najpiękniejsze, najfajniejsze i w ogóle najmojsze, pewnie wielu osobom zrobiłoby się przykro, uświadamiając sobie, że mam rację ;-) A niech sobie myślą, że ich dzieci też są spoko. Chociaż jak patrzę na swoje to ciężko mi uwierzyć, że to możliwe ;-)

  8. Nie wiem jak Ty to Olka robisz, ale ile bym nie przeczytała twoich tekstów (a przeczytałam wszystkie…), wywiadów, nie obejrzała paneli dyskusyjnych, filmików i pierdyliarda innych Twoich wypowiedzi, to zawsze mam ochotę napisać tylko jedno: kocham Cię dziewczyno za twoją zajebistość! :D

    1. Przepraszam, mogę wydrukować Nawleczonemu? Bo ma wątpliwość. I pracodawcom? Bo mnie nie chcą ;] Dziękuję za morze ciepłych słów, taplam się jak w jacuzzi, tyle z życia mam dziś :)

  9. Kurcze… Jakbym czytała o sobie ;) kiedyś bałam się prosić o pomoc, wszystko chciałam żeby było idealne, ale życie szybko zweryfikowało. Dziś mając dwójkę najwspanialszych na świecie dzieci postępuję dokładnie tak jak opisałaś. Pozdrawiam serdecznie i cieszę się, że ktoś tak ja cieszy się życiem, dniem, sytuacją. :)

  10. Ech też mam diabła tasmańskiego w domu… choć ostatnio tak daje nam w kość (5 latek), że stwierdziliśmy, że pora na psychologa. Niestety przedszkole zniszczyło nam wspaniałego syna i np dzisiaj mialam ochotę rzucić to wszystko w pizdu i uciec na drugi koniec świata. Ale złość i bezradność przeszły i najwazniejsze jest pomóc Ryśkowi radzić sobie ze złością. Matki, Drogie Matki! Będzie dobrze :)

  11. Pisałam o tym u siebie, bo mam ten “problem”. I bardzo się cieszę z tego “problemu”. Ile się człowiek przy wymagającym dziecku uczy! :)

  12. Nawet nie wiesz Radomska jak potrzebowałam tego tekstu..aktualnie od 1,5 roku przeżywam to co opisałaś, wielokrotnie wywieszam białą flagę z nieodzownym poczuciem klęski na całej linii i zastanawiam się co takiego się stało że poradziłaś sobie z tym. Bo ja nie potrafię tego osiągnąć

    1. chorowałam w przeszłości na depresje. Zabrała mi wiele lat. Nadal muszę uważać i starać się bardziej. Dzięki Lenie wyluzowałam, tego nie da się ogarnąć, więc przestłąm od siebie tego wymagać :) Ucałuj nuny śmierduny swojego wariata (hitowa zabawa u nas ;) )

  13. A ja właśnie jestem na etapie że…nie ogarniam mój starszy syn, spokojny , ułożony ma 17 lat nigdy nie było i nie ma problemów wychowawczych a tu…wcześniak 27 tydzień waga 970 skrajne wcześniactwo dużooooo powikłań kolki srolki jelitowki dysplazje spodziectwo tralala la i mnóstwo innych rzeczy. Na tą chwilę ma 14 miesięcy nadpobudliwy ze hoho wszędzie go pelno szkoda dania na spanie jak tyle rzeczy się dzieje. Rano 5:30 na nogach od 12 miesięcy mam chroniczny brak snu ale….zaczynam chodzic i do pracy i wiecie co?kocham te wyjścia bo jak wracam jestem lepszą matką tęsknię doceniam mam więcej cierpliwości a najlepsze jest to ze nie dzwonię jak było przy pierwszym synu czy wszystko dobrze czy zrobił kupkę jaka kupkę co zjadł o co robi i jest mi z tym fantastyczne. Mam 36 lat nazywam się Zosia i jestem konsekwentną dojrzałą matką egoistka która mysli także o sobie bo szczęśliwa mama to szczęśliwsze dziecko aaaaa bylam młoda mama a teraz jestem starą hahhahahah bardziej świadoma

  14. Aaaa czasami mam tak dość ze mam ochotę uciec hahaha ale Miłosz jest moja, naszą miłością. Pracuje codziennie nad sobą i proszę Boga o cierpliwość bo bycie mamą to nie tylko sranie tęczą i pierdze nie serduszkami…to ciężkaaaaaaa praca…..ale warto. AMEN

  15. podpisuje się pod tym tekstem rękami i nogami! właśnie przed chwilą uroniłam parę łez przeglądając zdjęcia mojego łobuziaka jak miał 2 latka :( przecież to było wczoraj! i dokładnie pamiętam ten dzień! a dzisiaj będzie mi mówił, że idzie do dziewczyny, prosi o perfumy, żeby być jak tata…szok przeżyłam, jak dzisiaj obraził się w sklepie na mnie bo zabroniłam mu kupić maszynki do golenia! (ma 4 lata!) a do tego też mam takiego diabła tasmańskiego-haha:D chociaż na pocieszenie co mogę powiedzieć-z wiekiem jego częstotliwość się zmniejsza :) pomagają dyskusje i pójście na kompromisy :) z takim 4-latkiem już naprawdę można fajnie porozmawiać praktycznie o wszystkim :)!

  16. Jakbym o moim skarbie i sobie czytała :))). Poznaje nowe znaczenia słowa ambiwalentne. Najlepsza rozrywka przechytrzyć matkę (np. rozlać wodę po całej podłodze po uprzednim samodzielnym rozkręceniu butelki) a następnie wspiąć się na parapet i próbować otworzyć okno. Duma mnie rozpiera, że taki pomysłowy i lęk, że sobie krzywdę zrobi i cholera mnie bierze, że znowu muszę umyć podłogę :). Choć miałam nadzieję, że w wieku 2 lat (ma 13 miesięcy) uzna, że pierś matki jest “demode” i inne produkty będą budzić entuzjazm :).

  17. Tak czytam i czytam i jakbym moją Dziedziczkę widziała. Z tym, że ja nie mam problemu, żeby ją z kimś zostawić :)
    Ja bym ją z chęcią tak pooddawała co kilka godzin jak już mi się nerwy kończą. Niestety, o ile teściowa (święta kobieta) to rozumie i przejmuje Julkę i nie dzwoni co chwilę, to moja Matka jest zupełnie inna. Zostawiam dziecko z kobietą, która wychowała dwoje, ale nie potrafi położyć spać dwulatki. Woli zadzwonić do mnie, żebym wracała z wesela 60km bo dziecko nie śpi – usypała ją całe 15 minut jak się później okazało o_O
    Fajnie jest jak ktoś chce Ci pomóc. Trudniej jak chce Ci pokazać, że to co do tej pory zrobiłaś jest porażką. Ja słyszę na każdym kroku: “dlaczego ona jest taka szkudna” (rozrabiaka :)), “ona nic nie je” (ale ciastka, czekoladę i żelki i owszem), “ona się nie słucha”. A na koniec jeszcze powie, że ona może ją rozpieszczać, bo jest babcią.
    Także, tego… kobiety róbmy robotę i nie dajmy jej sobie spieprzyć. Tak sobie myślę, że coś mi się jednak udało skoro Mała podchodzi czasem do mnie, przytula się i mówi “Kocham Cię, wiesz?”

  18. moj Johnny też absorbujący, bardzo, od urodzenia, a ja matka wariatka, nerwowa, zosia samosia….mojaj mama, jego babcia, aby wnusia “usprawidliwić” wyszukała artykuł, że energiczne dzieci to inteligentne dzieci…usmialam się ale i tak go kocham nad życie!!!!

  19. Ja się nauczyłam WBIJAĆ we wszystko. W komentarze, w spojrzenia, w dobre rady. W brak czasu, w nieprzespane noce, w “nie chce zupki, daj cyca”. W ciągły płacz. Porozwalane zabawki, powyciągane wszystko z szafek i porysowane ściany. W obrzygane ubrania i brak makijażu. W brudną podłogę. To wszystko jest, zdarza się. Wzruszam ramionami, uśmiecham się bądź nie i idę do przodu. Czytam. Biegam. Gram. Uczę się. Buszuję po sklepach. Gdy spinałam się nad wszystkim byłam wiecznie sfrustrowana, jęcząca i o krok od płaczu. Po co? I choć mam ochotę małego potwora czasem udusić poduszką to kocham go nad życie:)

  20. Siemano mamo Radomska!
    Teraz takie dzieci to podobno high need baby.
    Ja mam taką Gabrysie… Jest IDENTYCZNA JAK LENON. Dziękuję Ci za ten tekst odzwierciedla to co czuje dziś na tydzień przed powrotem do pracy. Ubralas w słowa moje odczucia. I jeszcze raz krzyknelas z żartem ze WIELE JEST TAKICH DZIECI JAK NASZE i nie warto wpadać w depresję ze nie ma się ogolonych nóg bądź pełnego makijażu albo że dziś nie będzie obiadu… Bo ważniejsze było czytanie książeczki i wyrzucanie bielizny z szafki w pokoju ;-) piona!

  21. Mówiłam Ci już, że patrząc na Twoją Lenę i słuchając o Niej czułam się jakby ktoś opowiadał o mojej Lenie:) Wszystko jest do przeżycia- trzeba do tego tylko odpowiednio podejść…recepta- nie ma, bynajmniej ja nie znalazłam. Moje dziecko nauczyło mnie, że nie ma gotowych rozwiązań, że to co działa dziś jutro jest do bani. Przespane noce- Młoda ma prawie 3,5 roku i śpi od 21-22 do 8 rano bez wołania w środku nocy mamooo chodź do mnie czekam na ciebie:) pozdrawiam

  22. O panie jak dobrze, ze tu trafiłam:)) już miałam zacząć krzyczeć by nie pęknąć dzisiejszego dnia;0 …. zaczynam ten wpis już 3 raz bo pozostałe się skasowały – o nie chciałem;0, dolna półka lat 3 i 11mcy jest żywa, Aktywna i mało śpiąca… ale jakie słodziaki:)) o lecę bo jedno ożyło>>>

  23. Jestem matką- obecnie już dorosłych-trójki dzieci z charakterkiem. To były diabły tasmańskie i anioły ( też tasmańskie). Przejażdżka kolejką górską przy spacerze z Nimi to pikuś. ALE BYŁ WARTO!
    Radomska trzymaj,się dasz radę- widzę że jesteś twarda kobita z MÓZGIEM ,POCZUCIEM HUMORU I DYSTANSEM !!!

  24. Pokazujesz te wszystkie codzienne sprawy w taki rzeczywisty sposób. Nie tylko jako szczęście, ale też problemy i trudności. Dzięki Tobie ludzie w podobni sytuacji wiedzą, że nie są sami! Dziecko pełne energii może się wydawać trudne do ogarnięcia.. i z pewnością takie jest. Ludzie gadają i będą gadać, mimo że nic nie wiedzą. Chciałabym zobaczyć ich w Twojej sytuacji. Myślisz, że poradziliby sobie lepiej? :)

  25. punkt 5 mi się podoba bardzo! I motywuje, inspiruje, dziękuję!!! :
    “Całe życie łapałam tysiąc srok za ogon, bujałam w obłokach, albo sama ściągałam się na ziemię pesymizmem. Nie używam już wielkich słów, nie rozpamiętuję, nie snuję planów. Jestem tu, teraz, z nią, cieszę się, że Lence smakuje zupa. Nie chcę już gonić, zadyszka odbierała mi radość życia. Nie mam już potrzeby udowadniania światu, że jestem ok tylko robiąc wielkie rzeczy i gnając. Dziecko uczy mnie, że jetem zupełnie ok wspinając się na zjeżdzalnię w dresach. I czuję się jakby ktoś zdjął ze mnie ciężki plecak powinności.” – tak, tak, tak! tak trzymaj!
    powodzenia :)

  26. Również zostałam obdarzona dzieckiem z niespożytą energią i pomysłami, które wyrastają poza obszar mojej wyobraźni … I ciągle słyszę teksty – ” ale Pani musi za nią biegać “, ” musi mieć Pani oczy dookoła głowy ” itp …
    Wczoraj na placu zabaw, na który Tasia wpadła jak rakieta wieszając się na drążku zrobiwszy półprzewrót w locie i jakimś cudem nie wybiwszy sobie zębów widziałam tylko miny i uśmieszki mam i babć, które siedziały na ławkach i obserwowały jak ich grzeczne dzieci i wnuki bawią się na placu … Po półgodzinnej bieganinie od huśtawki do huśtawki przez zjeżdżalnię z okrzykami ” Tola, wolniej, bo wybijesz zęby, uwaga na głowę ! ” (na każdej z tych rzeczy moje dziecko bawiło się po kilka sekund – zdążyła się wdrapać, bujnąć i w nogi goń mnie mamo ;) usłyszałam od jednej z pań ” ja bym tego nie wytrzymała, dostałabym zawału ” …
    Poszłyśmy obie strudzone do domu żeby coś zjeść …
    W tym czasie moje dziecko oblało kubkiem soku ścianę i zalało podłogę … ja już zjeść nie zdążyłam bo pogoda i zmęczenie zrujnowały humor mojej córki i musiałam szybko organizować kolejne wyjście na dwór.
    Tym razem zaczęło się od awantury o lizaka – tu nadmienię, że jestem przeciwnikiem podawania dzieciom słodyczy ale wiadomo, babcie … więc całą drogę płakała wołając blllblll machając języczkiem … musiałam zaproponować coś w zamian zaproponowałam więc że poszukamy w parku tutu (słonia) i prrrr (konia).
    Na szczęście po drodze spotkałyśmy słodkiego szczeniaczka i inne pieski, które pozwoliły zapomnieć o słoniu i koniu ;)
    Przed nami schody … nie da się ich oczywiście ominąć, trzeba na nie wejść a jak się wejdzie już na sama górę trzeba nawiać matce … i bachh … i płacz … ślizg na kamieniu zakończył się upadkiem i zdarciem rączek i nóg.
    Matka łzy w oczach ale dziecko już zapomniało co się stało przed chwilą. No to w dół ze schodów i lecimy dalej.
    A tu niespodzianka – ukochany narzeczony ze żłobka, który już z nami nie chodzi na spacerze z rodzicami i malutką siostrzyczką. Jaka to była radość ! Humor wrócił bez słonia i konia. Gorzej było po powrocie do domu bo Tola wołała uparcie aż do zaśnięcia – “Aga tu” ”tata sio” co w wolnym tłumaczeniu oznaczało że mam zaprosić jej przyszłą teściową ale bez teścia ;)
    W międzyczasie nasz tata wrócił z pracy więc jeszcze były wygibasy i stanie na głowie, nie obyło się także bez odtańczenia z mamą przed godz. 22 ”Koła autobusu kręcą się” (musieliśmy znaleźć na youtubie wersję
    z żółto-czerwonym autobusem typu Volvo bo tylko takie autobusy toleruje moje dziecko inne są bleeee).
    I tak oto dobiegł końca jeden z wielu intensywnych dni wstającej o 6 rano z nocną przerwą na pobudkę pracującej od
    8-16 na etacie i po 16-stej aż do padnięcia mamy i jej ukochanej córki :)
    Matki obdarzonych niesamowitą energią i nigdy niemęczących się dzieci – Niech moc będzie z Nami :)

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.