radomskaaa

Zabrałam się za siebie 6 miesięcy po porodzie. Nikt mnie nie zmuszał, nie nagabywał, nie sugerował, nie zazdrościłam szczuplejszym koleżankom, mój wygląd nie spędzał mi snu z powiek. Po prostu chciałam spróbować. Przy niemowlaku, konkretnie moim niemowlaku, robienie czegoś dla siebie, nawet jeśli to obiad było i jest wyczynem.

Było strasznie i bolało. Bywa strasznie i czasem nadal boli. Nie raz się zastanawiam po co to robię, zamiast iść spać czy w końcu wziąć spokojną kąpiel. Po treningu sobie przypominam- złapałam bakcyla. Lubię się zmęczyć i spocić, odreagować. Chcę dawać mojej córce dobry przykład, nie pozwolę by tak jak ja borykała sie z  dodatkowymi kilogramami, babciom dzierżącym wyciągnięte w jej stronę smakołyki prędzej je odgryzę niż odpuszczę. Czy wytrzymam dłużej niż te trzy miesiące? Ha, nie wiem, konsekwencja nigdy nie była moją mocną stroną, ale nie będę stękać ani kozaczyć, nie mam siły- właśnie skończyłam trening. blablabla nie o tym chciałam pisać :) Przebrniesz dalej?

Robię to,co chcę- nikt mnie nie zmusza, nie sprawdza, nie kontroluje. Nie mam potrzeby bycia atrakcyjną dla kogoś, kto nie jest dla mnie ważny.  Po prostu dla mojej psychiki to teraz istotne- że przy tak znikomej ilości czasu wolnego, porodzie przez cesarskie cięcie, przepuklinach, odruchu wymiotnym na myśl o aktywności fizycznej wzięłam się za siebie i znajduję na to czas.

Coś mnie jednak wzdryga, niepokoi, chyba brzydzi. Jako osoba, która ćwiczy, więc raczej nie powinnam zostać oskarżona o szukanie uzasadnień dla swojego lenistwa  i mogę o tym napisać…

Urodzenie dziecka to wydarzenie spektakularne i nie da się porównać z niczym innym. Nie wiem,czy w życiu kobiety dzieje się coś, co mocniej wpływa na jej samoświadomość, samookreślenie, sposób myślenia i funkcjonowania. Przed porodem nie da się tego wyobrazić, po -trudno opisać, tym bardziej, że jesteśmy różne i różnie przeżywamy i interpretujemy z pozoru podobne kwestie. Mimo szeroko pojętych i spektakularnych zmian wiele bab skupia się tylko na kilku wybranych aspektach: jak im ciężko, jak im cudownie oraz… jakimi są fajnymi dupami/ lapsami mimo porodu lub przez niego.

Tyle zmian w głowie, ciele, życiu wraz z wydaniem na świat mniej wiecej 4 kilowego człowieka i …Czy tylko mi się wydaje, że największym komplementem dla kobiety po porodzie jest “NIE WIDAĆ ŻE RODZIŁAŚ?, a jednym z większych problemów wiszący brzuch i dodatkowe kilogramy?

Znajome ciężarne już dziś planują programy treningowe, te co nie ćwiczą jąkają się wymieniajac listę usprawiedliwień, aby wszechświat zechciał zrozumieć… nieznajome deklarują na profilu Ewy Ch. dozgonną miłość i pierwsze brzuszki już na porodówce…

Bycie mamą stało się banalne i powszechne, wszyscy komentują jak sobie radzisz i co najważniejsze jak wyglądasz ( nie daj boże mieć fałdy, dres i podkrążone oczy!). Bycie szczupłą, fit mamą to jest jednak wyzwanie! Wyzwanie, którego niepodjęcie wiąże się ze społecznym linczem.

A przecież macierzyństwo to wór ważnych tematów, doświadczeń, wyzwań, prób i pytań. Ciało po ciąży jest jednym z miliarda. To cudowne, że wielu kobietom się udało, to cudowne, że są z siebie dumne, ale w chwili, w której wymuszają na innych większą dbałość o siebie i komentują ich wygląd w nieprzychylny sposób.. powinny jebnąć się w głowę.

Na wygląd po ciąży wpływa wiele czynników. Nie wszystkie są możliwe do zmiany, a te zmiany nie dla wszystkich są na tyle istotne, by zarywać dla nich noce. Wolność wyboru to święte prawo każdej z nas.

Nikomu do tego, czy matka w wolnej chwili czyta Kanta, ćwiczy, śpi, czy jedzie  z mopem. Nikt nie ma prawa wpędzać ją w poczucie winy z powodu wyglądu.

30 lat temu na topie były duże pupy, 15 suche modelki, teraz umięśnione i opalone fitneski. I super. Jeżeli modne będzie stanie na głowie to nie oznacza, że wszyscy mają amputować sobie jednak nogi.

Ja ćwiczę. Czy będę- moja sprawa. O psychofitneskach mam zdanie wyrobione – niech energię marnowaną na wprawianie innych w zakłopotanie zachowają na leczenie swoich stawów i kręgosłupa, bo nikt mi nie wmówi, że ich uzależnienie na dłuższą metę ma na ich ciała pozytywny wpływ.

Uważam, że fajnie mierzyć się ze swoimi słabościami w każdej dziedzinie, ja akurat na tapetę wzięłam lenistwo, szukanie wymówek i odwieczne “nigdy nie będę mieć ładnego brzucha”, ale czyham na następne. Nie świruję, z nutą satysfakcji obserwuję zmiany na lepsze a zdjęciom Mirandy Kerr mówię- ha, może i jesteś piękna, ale na pewno nie masz na dupie tak ładnie odciśniętego dywanu jak ja, mała!

A jeżeli bycie seksifithotszczupłą jest dla kogoś celem samym w sobie to… Szanuję. I nie, dziękuję. Za duża jestem, żeby zapominać, że doskonałe to są tylko czekoladowe rurki z Biedronki  i bakaliowe lody.

Także mamy ćwiczące – powodzenia. Niećwiczące- sił i wytrwałości życzę żeby te, co się trzy tygodnie temu rzuciły na bieżnię zdążyły przed Wami uciec i ocalić tętnice.

Pozdrawiam!

55 komentarzy
  1. ja to z innej beczki… a jak przytyć? Żarty żartami każdy jest sobą i wisi mi co o mnie myślą, jeżeli powiem że mi się wpis podobał, zwłaszcza ta część o dywanie na pupie to wygram coś ???? :D
    Pozdrawiam DobranoC!

    1. Kobiety po poradach zaniedbują się , robi to duża większość .Mam wrażenie ,że im wszystko jedno i wpychają w siebie następne kilogramy. Powiem wprost młode dziewczyny z tym bagażem kilogramów jak dla mnie wyglądają koszmarnie. Starsze nie lepiej. “Kochanego ciałka nigdy nie zawile” nonsens bzdura , to tragedia .

    2. A ja myślę, że bycie mamą to także zmiana w zakresie oceny siebie, to o czym piszesz z prostą mądrością: robię bo chcę, jak nie będę chciała moja sprawa. Może w byciu matką bardziej stajemy się nie tylko kobietą, ale ..sobą, może to, co w sobie lubimy bardziej się uwidacznia, mamy więcej sił żeby sprawdzać się w walce z tym czego nie lubimy.
      Mnie bycie matką uszczęśliwia właśnie dlatego, że siebie samą w swoim macierzyństwie poznałam- wiem teraz co dla mnie ważne, co lubię, co faktycznie jest moją słabą stroną (a nie, co ktoś o tym myśli). I ..pokochałam się bardziej przez to i mniej mnie obchodzi co myślą o tym inni.W ciąży i w macierzyństwie słucha(ła)m swojego ciała i siebie i dobrze na tym wyszłam. Nie miałam potrzeby powrotu do wagi tydzień po porodzie, bo zwyczajnie wtedy zajęta byłam czymś innym, ale też nie zapominałam o sobie.
      Czego życzyłabym wszystkim mamom.

  2. Ciąża zmieniła u mnie świadomość mojego ciała. Niby wiedziałam, że dupa może się powiększać, cycki zmniejszać, brzuch wisieć albo i nie. Ale zmienił się mój stosunek do ciała, które bardziej szanuję, lepiej rozumiem i inaczej postrzegam. Moje ciało się zmieniło i jest inne podobnie, jak ja. Ja dlatego zaczęłam ćwiczyć. Pierwszy raz w życiu tylko i wyłącznie dla siebie i tak jak Ty Radomska dla córki. Bo ja mam strasznie niską samoocenę i walczę z nią od urodzenia mojej córki i chce jej pokazać, że da się zmienić coś, co wydaje się nie do zmiany i da się siebie polubić. Nie chcę jej przekazywać swoich kompleksów, więc tu mamy coś wspólnego. Życzę wytrwałości. Ja walczę ze swoim leniwym dupskiem i leniwym mózgiem, który wymyśla tysiące powodów do nicnierobienia i robię. Rzadko, bo rzadko, ale jednak :)

    1. Ja rownież mam ten problem. Jestem chuda jak patyk. Mój syn ma 11 msc. A ja niknę w oczach. Myśle, że to przez cyca. Przyklejony jest do niego jak ” Mały Jamochłon”;) nie dojadam, nie dosypiam, i widać efekty :(

  3. Na widok mojego brzuchs, który nie oszukujmy się, jedt tylko i wyłącznie zsłgą genów, większość pieje z zachwytu, po jednym z takich opiewań w świecie realnym spytałam znajomą czy widzi moje cycki?Co z tego, że nir mam brzucha, żadnych rozstępów i innych oxnak pociążowych? Cycków też nie mam i jakoś z tym muszę żyć ;).

    1. Nigdy więcej nie skomentuję z telefonu, jak się czytam, to mam ochotę palnąć sobie w paluch.
      Przetłumaczę:
      Na widok mojego brzucha, który nie oszukujmy się, jest tylko i wyłącznie zasługą genów, większość pieje z zachwytu, po jednym z takich opiewań w świecie realnym spytałam znajomą czy widzi moje cycki?Co z tego, że nie mam brzucha, żadnych rozstępów i innych oznak po ciążowych? Cycków też nie mam i jakoś z tym muszę żyć ;).

  4. Ja mam inne obserwacje. Zaczęłam ćwiczyć jakiś czas temu, dla siebie, bo chciałam sobie udowodnić, że dam radę. Ćwiczyłam mniej lub bardziej regularnie, ale ćwiczyłam. Kiedy zaszłam w ciążę i upewniłam się, że wszystko jest ok, wróciłam do tego, oczywiście z głową, ba, nawet biegałam. “A po co Ci to, w ciąży trzeba odpoczywać, najważniejsze jest dziecko, jedz za dwoje”… masakra. W szpitalu kobity patrzyły na mnie jak na wariatkę, i wyraźnie dawały odczuć, że już w 8 m-cu ciąży jestem wyrodną matką. Ja nie komentowałam tego, że przytyły w ciąży 20 czy 30 kilo, bo co mnie to. Jak moja mama siedziała z wózkiem w parku, a ja biegałam wokół niego, to gdyby wzrok młodych matek mógł zabijać, to bym dawno trupem padła i nie wstała. A ja chciałam pobiegać, bo miałam potrzebę odreagowania i już. Nie jestem żadną fitnessmaniaczką, rurki z Biedronki uwielbiam tak, że o matko! :) Ale chce być zdrowa i pełna energii dla siebie i dziecka i też nie chcę żeby mnie ktokolwiek wprawiał w zakłopotanie, bo powinnam spędzić ten czas z dzieckiem. Babki, wyluzujcie. I w jedną i w drugą stronę!

  5. Odchudzam sie od 23 lat. Zawsze byłam duża. Wszystkie diety miałam począwszy od amfy w tabletkach aż po 2-letnia prace z dietetykiem. Wiec było i głupio i mądrze. Chudlam 10 tyłam 20. Na diecie Herbalife spadło 25 wróciło 40 kg. I tak wciąż. 5 lat temu wykryto niedoczynnośc tarczycy i doc zapewniał spektakularne wow po uregulowaniu hormonów bo wszystkie pacjentki chudną. Ale nie ja. Powiedzmy ze nauczyłam sie z tym żyć. Jak zaszłam w ciąże to gin załamał rece bo nie dość ze stara (37) to i gruba. Rysowal czarne wizje. Nie miał racji. Syn jest zdrowy a ja przeżyłam. Ba.. Ciąża okazała sie dieta cud ! Przez 9 miesięcy stałe chudlam. Nie przytyłam nic. Na porodowce były dziwne dialogi bo lekarze dogryzali ze folgowalam sobie a ja im podsuwalam kartę ciazy z waga startowa. Wyższa o 10 kg. Przy porodzie straciłam kolejne 10 kg. To było dość ciekawe… Chudnięcie bez diety. Potem mówili ze karmiąc schudne. Nie schudłam. Potem mówili ze biegając za roczniakiem schudne. Nie schudłam mimo ze nie mam czasu jeść. Byłam u dietetyka ale sie nie podjął prowadzić mnie drugi raz. Znam wszystkie zasady. Nie jem słodyczy , mięsa nie lubię, fastfoodow tez nie. Lubię kasze i warzywa i owoce. Z napojów tylko woda. Alkoholu nie ruszam. A mimo to waga jest niezmienna. Gdy dietetyk układał mi menu to najładniej chudlam gdy było 2000 kcal na dobę. Przy 1000 waga stanęła i tak juz została. Zepsulam sobie wszystko co sie dało stosując 23 lata diety. Moj metabolizm żyje swoimi zasadami. Jedna z nich to : im mniej jem tym bardziej on stoi. Niby sie przyzwyczaiłam. W koncu jestem taka całe moje dorosłe życie. Ale nigdy nie przywykne do ocen ludzi. Większość uważa ze zapuscilam sie po ciazy. Inni ze obżeram sie jak świnia. A tymczasem padli by z głodu chyba na tej ilości pożywienia jaka mam teraz. Jakieś 1200 kcal. Jedyne ruchu nie ma w moim życiu. Od dziecka nienawidziłam sie ruszać. Moze przez docinki na wfie a moze przez wielki biust ( miska J), przez który np bieganie odpada. Przyczepcie sobie 2 melony i biegajcie. Pływać nie umiem. Szukałam kiedyś dla siebie dyscypliny. Czegoś co da mi frajdę. Bo chce lubić to, czemu bym miała poświecić czas, a nie nienawidzieć każdej sekundy i czuć wstręt na myśl o zbliżającym sie treningu. Nie znalazłam tej swojej dyscypliny. Próbowałam brzuszków i ćwiczeń na piłce. Nie chudlam oczywiście. Wiec sie znuechecilam. Chodziłam przed ciąża na pilates ale to dla zdrowotnosci kręgosłupa. Obecnie gdy kładę spac mojego 13-miesięcznego syna, to za chwile szukam kata do zdechniecia bo jego hiperaktywnosc jest wprost proporcjonalna do mojego zmęczenia. Stare matki chyba tak maja. Czasem patrzę na znajomych zarażonych bieganiem i myśle sobie ze chciałabym by i mnie cos tak wciągnęlo. Robić cos dla siebie i dla frajdy. Póki co jest jak jest.

    1. To, że metabolizm stoi, gdy się mało je, to jest akurat normalne :) Również mam problem z wagą i zrzuceniem balastu. Również nie przepadam za gimnastykowaniem się, chociaż gdy byłam piękna i młoda uprawiałam różne sporty. Walczę i szukam, bo wiem, że samą dietą nic nie zdziałam. Tłuszcz hodowany przez lata sam się nie spali.

      Ale – jak w tekście – mierzi i odpycha mnie terror, przymus, że oto wszyscy muszą być fit, mieć conajmniej czteropak w okolicy pępka i endomondo.

      1. Mam to samo, jestem w trakcie badań, ale to więcej niż pewne, tak mówi Pani doktor. Z tym że ja ćwiczę, co 2 dzień bo tylko wtedy mogę, a waga niby spada na początku a potem staje w miejscu, lub -o zgrozo – rośnie więcej niż ubyło :( i WSZYSCY mi to wspominają, niech żyją jak ja, to sobie trochę ponarzekają.
        Doslownie- mam wszystko tak jak Ty i rozumiem. Bardzo rozumiem.

    2. Mi najłątwiej szło, kiedy stosowałam dietę zgodną z grupoą krwi. Oczywiście nie wszystko mogę z niej jeść z innych przyczyn ,ale jak wyeliminowałam wędliny, to organizm zaczął nieco inaczej się zachowywać

        1. No właśnie! Grupa krwi Zero i nie przepada za mięsem! Jak ja…. A podobno powinnyśmy objadać się czerwonym mięsem, jak nasi pra…pra..pra… jaskiniowcy. Bo grupa Zero jest najstarszą grupą na świecie. A jaskiniowiec mamutem nie pogardził.

    3. Też tak mam – tzn. tyję, kiedy ograniczam jedzenie. Na diecie 800 – 1000 kal. udało mi się przytyć 3 kg. Teraz wróciłam do swoich “dobrych” nawyków i od 2 miesięcy ciągle jem. Do pracy noszę torbę jedzenia, zamiast kanapki w torebce (- kanapka też jest ;) ). Ograniczyłam tylko mięso, wyrzuciłam z jadłospisu wędliny i białą mąkę. Non stop pogryzam warzywa, od czasu do czasu owoce, orzechy i pestki. Bez głodzenia, liczenia kalorii, pichcenia wymyślnych potraw zrzuciłam nadprogramowe 3 kg i czuję się świetnie – mam więcej energii i lepiej wyglądam. Podobnie, jak ty, nie lubię się ruszać i jestem “starą” matką – mam 41 lat, a dzieciak 2. Zacznij jeść- zaczniesz chudnąć. Pozdrawiam.

    4. Myślę, że nie tylko u Ciebie chodzi o tarczyce. Również mam niedoczynność i ciągłą walkę z wałeczkami. W ciążach wrzuciłam na siebie cielska, że ło matko (25 i 20 kg). Jak miałam gdzieś około 23 lat udało mi się schudnąć 18 kg i nie przytyć (to chyba była dieta Drozdowej ale dokładnej nazwy nie pamiętam. Właściwie nie dieta tylko sposob odżywiania). Ale wracając do Ciebie to znam jedną kobietkę, ktora chudła w ciąży (nawet 40 kg), a potem i tak rosła i okazało się, że wiele hormonow (w tym coś z trzustką) było rozregulowanych. Udało jej się dojść o co chodzi dopiero po 40. Więc nie poddawaj się tylko poszukaj lepszego lekarza. Good luck

      1. Imienniczko moja, właśnie rozważam zmianę endokrynologa, ponieważ mój obecny mnie nie słucha, Ostatnio stwierdził luzacko że powinnam sobie ciachnąć żołądek to schudnę. Kompletnie nie przyjmuje do wiadomości że ja się nie obżeram. Kompletnie ignoruje że od lat mam nieżyt żołądka, refluks i przepuklinę rozworu przełykowego, i wszelkie machinacje przy układzie pokarmowym są ograniczone.
        Poza tym, ja się nie kryguję, że mam 10 kg za dużo. Moja nadwaga wynosi około 50 kg. Ostatni raz poniżej setki zeszłam jako nastolatka. Potem, jak zaczęłam dietową odyseję, to sobie skakała… spadek do 105.. wzrost do 120.. spadek do 110.. wzrost do 130… każda kolejna spektakularna dieta cud kończyła się jeszcze większą wagą początkową.
        Podczas pracy z dietetykiem schudłam 20 kg. Jednocześnie chodziłam na masaże całego ciała dla ujędrnienia skóry, i ćwiczyłam brzuszki oraz na piłce. Niestety… jak waga stanęła po owych 20 kg tak już została.. masaże, ćwiczenia.. nie pomogły. Moja skóra stała się niczym zbyt duży kombinezon. Nigdy nie wróciła do jakiegokolwiek stanu zbliżonego do jędrności. W ciąży konsystencja ciała jeszcze bardziej się pogorszyła. Obecnie nie jest lepiej. Ale cóż… prawie 40-letnie ciało po takich ekstremach nie będzie inne. Nie mam szans wyrzeźbić sobie niczego, choćbym na głowie stanęła. NFZ nie finansuje usuwania skóry.

        Wydaje mi się, że moja walka już nigdy nie będzie wygrana. Najwyżej mogę walczyć o remis. Żeby nie było gorzej.

        Optymistyczne zakończenie musi być, więc mogę tylko dodać, że mimo swojego wyglądu, i szarpiących mnie często kompleksów, nie narzekam na powodzenie u facetów, mój prawie-mąż miewa powody do zazdrości. Ale chciałabym wyglądać inaczej. Z miliona powodów….
        Pozdrawiam wszystkie dziewczyny, którym wydaje się czasem, że powietrze tuczy :)

  6. Teoretycznie przestałam się przejmować tym jak wyglądam po dwóch ciążach (żart), teoretycznie to zaakceptowałam (żart). Zrozumiałam jednak coś innego. Jeżeli chcę, żeby moje bajgle interesowały się sportem, to muszę dawać im przykład, że ja też to robię. Trenujemy więc we troje, starszak na rowerze, a ja biegnę z małym w wózku. Mieszkamy na wsi, więc ludzie i wiejskie psy są zaskoczeni takim widokiem i różnie reagują. Wkurza mnie jednak taka cholerna niesprawiedliwość, że niektórzy mogą wciągać żarcie wiadrami i gram tłuszczu im się nawet na nosie nie odkłada, a inni (w tym ja) muszą uważać na każdy kęs, który wkładają do japy, żeby im się na tyłku nie odłożył.

    1. Oooo mogę z Tobą przybić piątkę. Też jestem ze wsi. I też jak sobie biegałam albo chodziłam z kijkami to ludzie się pukali w czoło. Że wydziwiam, że lepiej żebym się za coś pożytecznego wzięła. A jak się starsze panie brały za nordic walking to zamiast poparcia, że to dobrze, że dla zdrowia to słyszalam komentarze, żeby lepiej się za gotowanie obiadu swojemu chłopowi wzieły. Taka mentalność. Teraz na szczęscie mieszkam w mieście.

  7. no właśnie, ja tylko dla siebie i swojej psychiki chciałam dobrze wyglądać, bo wiem, że jak człowiek się zapuści to bida, takie czasy, kult dobrego wyglądu. Ale ja dzięki temu dobrze się czuję w skórze Mamuśki :d Jednak nie umiem myśleć tylko o swoim ciele, myślę o dziecku. Ja walczą o to by było zdrowe, miało zdrowe ząbki, a mam wstrętnych teściów, którzy traktują moje słowa jakby szły w eter…i dają parówki, paluszki, czekoladki, soczki (bo to taaaaakie delikatne) i niestety w mężu oparcia nie mam. I tak w urlop, zamiast być gdzies w trasie, siedzę i czytam Radomską, bo z mężem wieczne kłótnie….

  8. zgadzam się, tak, owszem
    *ale nie dotyczy jednego typu szkodnika – takiego co tyje na potęgę folgując sobie w ciąży do granic, a później nie próbując nic z tym zrobić płacze nad dawnym płaskim brzuchem, narzeka na przeciążony kręgosłup, wyklina swój nędzny los, dręczy partnera współudziałem w czynieniu tych nieodwracalnych zniszczeń i tak dalej

    1. dokładnie! to chciałam napisać, ale bezsensu powielać.
      Pewnie, że są rzeczy ważniejsze od wyglądu, ale…
      Nikt nie każe kobietom być po ciążach szczupłymi! NIKT! ktoś stoi i mówi : “ćwicz”? No nie. Wiec nie muszą tego robić. Tylko niech później nie narzekają, że wyglądaja okropnie- sorry… i niech nie obwiniają o to całego świata. aaa i niech nie obgaduja tych którym się jednak chce. Każdy wygląda tak jak chce, jak pracuje- i nikomu nic do tego (chociaz w sumie znajde pare sytuacji kiedy jednak mnie to interesuje)

  9. Jak zwykle tutaj – podejście do sprawy niestandardowe!
    Trafiłaś w sedno i widać to po komentarzach wyżej – nagle okazuje się, że tych, co zyskały ciążą i porodem samoświadomość własnego ciała, jest więcej niż 1% z 1% populacji. I dobrze!
    Powiem szczerze, że kiedy zaczynałam ćwiczyć i biegać po ciąży (a to też było jakoś po 6. miesiącu), czułam się jak skończona egoistka. Trochę mi czasu zajęło, żeby uświadomić sobie, że po pierwsze mam do tego pełne prawo, po drugie, mam wsparcie i nikt tak naprawdę od egoistek mnie nie wyzywa. Presja zeszła, forma podreperowana, a ja po wieczornym treningu i kąpieli czuję się piękna mimo rozstępów, blizny i fałdy, której jeszcze długo się nie pozbędę – ale co tam! I tak pojadę w tym roku nad morze i założę dwuczęściowy kostium. Bo CZUJĘ się piękna.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę wtrwałości!

  10. Dziewczyny to ja wam coś powiem… Nie tylko sterczący brzuch, czy parę kilogramów morze być motywatorem, albo problemem. Przyzwyczaiłam się do widoku siostry której zostało tu i tam, i nie zamienię ja na żadną inną. Natomiast wracając do mnie jestem wybieganą zlataną matką. Która żre normalnie na potęgę aby tych kilka kilogramów nadrobić. Czuję się jak sflaczały balonik ;) i powiem Wam że mój płaski brzuch i zero rozstępów które u siostry uważam za piękne nie napawają mnie żadną lepszością bo teraz cierpię na płaskodupię totalne i zanik cycków. Też się za siebie wzięłam, ale po jakim czasie….? Po 2 latach bo mi tyle czasu to zabrało :) Za przeproszeniem w dupie mam durne komentarze o moich kościach. Ważne że tak naprawdę to są moje kości i jeżeli nie mogę mieć więcej kg niż by wypadało to mam ochotę zrobić chociaż tyle żeby ta falująca na wietrze skóra nabrała mięśnia. I nie powiem żeby było mi jakoś specjalnie przykro kiedy się już za siebie wzięłam dla siebie samej :) Nawet to lubię :) Pozdrawiam wszystkie mamuśki i pamiętajmy że w oczach naszych dzieci jesteśmy piękne, a szczęśliwa mama to taka która się dobrze czuje dla siebie samej ;)

  11. Jeśli pozwolisz, chcę Cię poprosić o jedną rzecz.

    Trzymaj swojego malucha z dala od kompa
    tak długo jak tylko Ci się uda. OK?

    Proszę pomyśl o tym poważnie przez chwilę,
    nawet jeśli na pierwszy rzut oka moja prośba
    wydaje Ci się śmieszna czy irracjonalna.

    Pozdraw i szacun!
    (tak mówią moi przyjaciele)

  12. Ja problemy z wagą zaczełam mieć mając 10 lat, kiedy wreszcie trafiłam do alergologa, zapisującego leki przeciw objawom alergii. Kiedy miałam lat naście nawet 3-4 kg za dużo rozlewały się niczym 10… Po maturze schudłam 15 kg i utrzymałam wagę rpzez kilka lat./ Później upadek zkonia, wywichnięte ramię, prawie rok rhabilitacji i przytycie w rezultacie do 68 kg (przy ~1,60 m wzrostu). Później znów spadek wagi i utrzymanie na 52… I wreszczie ciąża. Zachodząc, wazyłam ok. 54 kg, teraz, po 2,5 roku od cesarki, ważę i 62-63 wg domowej wagi. Ćwiczę codziennie, efekty widać na rękachoi nad biustem, ale waga nie rusza z miejsca. Kilka cm z brzucha ubyło; sąsiadka stwierdziła, że widać, że schudłam i żebym nie przesadzała, ale ja po porstu czuję, że ta waga to koszmar. Plecy mnie bolą, kiedy mój ciężar przekracza 59 kg. Marzy mi się wynik 54-55 kg, choć zdaję sobie sprawę, że organzim się z wiekiem zmienia. Mam już 35 lat na karku, to nie 20, kiedy w trzy miechy zrzuciłam palącą nadwagę…
    Pozdrawiam

  13. Ha. A ja tego wyciskania potu nie lubię, wolę ten czas poświęcić na kawę albo książkę. Dał mi bóg dobre geny, ciało po porodach wraca do siebie szybko chociaż mogłabym częściej w lustrze siedzieć gdybym się poruszała dodatkowo, ale dziękuję jest mi ze sobą dobrze. A każdą wolną chwilę wykorzystam bardziej biernie, żeby potem zamienić wycieczkę autem na dłuższy spacer.
    Matki, ćwiczcie albo nie, byle uśmiechać się do lustra :)

  14. Dobry tekst, dobrym tekstem, ale nic mnie tak nie cieszy jak sensowne komentarze, które przeczytałam pod tym postem! Brawo drogie Panie!

  15. Ja na początku po drugiej ciąży byłam podłamana zmienionym ciałem. Ćwiczyłam, chodziłam z kijami itd… Waga nie drgnęła. Przerobiłam kilka diet nawet pod okiem lekarza i co? Tyłam. Lekarz nawet robił mi wszystkie badania i co> Zdrowam jak byk.W końcu machnęłam ręką. Nauczyłam się pływać. Kocham to. Biegam po lesie z dziećmi, łapię motyle, pływam, chodzę z kijami i mam w nosie swój rozmiar. Kiedy przestałam myśleć o dietach i swoim wyglądzie przestałam tyć. Zdałam sobie sprawę, że Szkodniki mają gdzieś czy ja mam rozmiar 42 czy 44. Grunt, że zdrowa jestem i jestem dla nich. A kiedy ktoś mi wypomina, że jako nastolatka nosiłam rozmiar 38 a teraz 44 to mu pokazuje mój tyłek i mówię: Ale nigdy przedtem nie miałam tak jędrnej pupy, że zapałkę mogę sobie zapalić pocierając o pośladek ;) Jak mam uczyć córki samoakceptacji i szacunku do siebie, jeśli ja bym nie tolerowała swojego ciała? To przecież o to chodzi. Nieważny jaki masz rozmiar, innym nic do tego. Jeśli siebie lubisz świat cię polubi :)

  16. Dlatego nie ma sensu oglądać się na innych, słuchać setek rad, dopasosywać do innych. Najlepiej wszystko robić dla siebie, dla swojego komfortu i z własnej chęci. Jeśli skorzystają na tym inni, to fajnie, ale motywacja wewnętrzna jest najsilniejsza i ma największe szanse powodzenia. Tak więc życzę wytrwałości, a jak coś nie wyjdzie, to nie będzie to mieć żadnego znaczenia, bo nadal będziesz sobą!

  17. ćwiczenia i dbanie o siebie przy niemowlaku rzeczywiście jest nie lada wyczynem, chociaż podobno to kwestia dobrej organizacji czasu i samozaparcia, dlatego też wszystkim ćwiczącym mamusiom powodzenia życzym….

  18. Jedyny sposób na zdrowe odchudzanie i długotrwałe wyniki jest zmiana nawyków żywieniowych. Po co całe życie się odchudzać, to jest bardzo męczące dla naszego organizmu.
    Ja już z tym nie mam problemu, zmieniłam nawyki żywieniowe, ale pomógł mi w tym polecając mi świetny program konsultant Wellness(idealnafigura.com/gberes), schudłam zdrowo, bezpiecznie, co najważniejsze utrzymuje już ponad rok świetną figurę.Każdemu to polecam

  19. Wybacz czepialstwo, ale powinno być “Tak że mamy…”. To taki okropny i nagminny błąd. Także jest partykułą, synonimem również. Natomiast tak że to spójnik, odpowiednik zatem, więc. Fajnie piszesz, dlatego szkoda psuć to banalnymi bykami. Pozdrawiam

  20. :)
    Ja to usłyszałam nawet od swojego ginekologa :)
    Urodziłam dwoje dzieci i poza niestety rozstępem kresy białej, brzuch mam płaski i jędrną skórę.
    Trzebabyło po prostu dbać o siebie, jeść racjonalnie i ćwiczyć, niestety mięśnie mi się rozeszły, choć nie widać..widać nie na wszystko jest sposób…:(
    Trzymam kciuki

  21. żyjemy w czasach kultu ciała, wszystko musimy…. być jak pokazywane nam celebrytki na obcasach i w pełnym rynsztunku od rana …świetnie, że są takie osoby jak autorka bloga, które chcą zrobić coś dla siebie i tak jak chcą,
    zerknijcie też na mój blog z róznymi tekstami dywagacjami oraz prostymi przepisami z kuchni włoskiej na polskim gruncie
    http://aldopol.blogspot.com/

  22. Od kilku lat zmagałam się z zaburzeniami odżywiania, ciągle uważałam, że jestem za gruba. Dopiero w ciąży dostrzegłam, jak piękne jest moje ciało, że jest naprawdę szczupłe i doceniłam je. Chyba jeszcze nigdy nie byłam z nim taka zgodna, pierwszy raz poczułam, że je kocham. Stanowi idealny domek dla mojego maleństwa. Coś wspaniałego :)) Życzę wszystkim kobietom, by pokochały swoje ciała bez względu na to jakie są, a jeśli nie potrafiły siebie zaakceptować, to zrobiły wszystko by to zmienić. Najważniejsze, to czuć się dobrze ze sobą :)

  23. Olcia, może i jestem próżna, ale słowa “Wyglądasz jakbyś nigdy nie rodziła” są moimi ulubionymi :)))) Z resztą zupełnie się zgadzam. Naprawdę zdarzyło Ci się, że jakaś matka komentowała Twój wygląd w nieprzychylny sposób? Buziaki.

      1. Nie ujrzałam wcześniej, że odpisałaś :) Z rodziną to – jak wiadomo – zawsze najweselej… Ćwiczenia po porodzie to gorący temat. Dobrze, ze mam bloga podróżniczego, więc nie mam na to miejsca ;) A tak w ogóle, to świetnie, że ćwiczysz, wyglądasz super i do tego te nowe okulary… :) Aż chce się mieć wadę wzroku ;)

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.