IMG_20150503_204003

Nasza majówka była na wskroś przewidywalna. Prognozy mówiły zgodnie, że będzie zimno, strasznie i źle i jak zawsze nie miały racji. Lentosia po raz pierwszy świadomie widziała kozy, ryby, bizony, żyrafy i balony z helem. Zrobiliśmy dziś maraton zgięci w pół pokazując naszemu dziecku nowe kawałki świata (jeszcze na szczęście nie pyta, dlaczego w klatkach). Zdołaliśmy dzisiaj zachwycić się światem jakieś 164 razy, a przy tym ani razu nie paść ze zmęczenia na ryj. Sam widzisz, dzień jak co dzień w większości polskich rodzin z małymi dziećmi. Mogłabym napisać, że nic się takiego nie wydarzyło,ale..

Pod naszym blokiem stały dwa strażackie wozy, wejście do sąsiedniej klatki zostało zablokowane tą folią znaną z amerykańskich seriali, tylko w patriotycznych, biało-czerwonych barwach. Grupka gapiów oczekiwała spragniona sensacji, strażacy imponującym dźwigiem wjeżdżali na siódme piętro…

Jest piękny maj, chce się żyć i chciałabym napisać, że wszystko skończyło się dobrze. Kiedy ja zbieram z Lenką szyszki na drugim krańcu świata tłumy płaczą po stracie 9 000 swoich bliskich. Kiedy gryzłam się z myślami, że moja majówka może być nudna, przewidywalna i prosta, dwie klatki obok, na takim samym jak moje, siódmym piętrze, sąsiad, którego już chyba nigdy nie poznam, poczuł się gorzej.

Nikt nie zaprosił go w długi weekend na obiad. Nie zaproponował spaceru. Nie zadzwonił, żeby ponarzekać na wiatr, Słońce, kampanie wyborcze i wysokość emerytury.  Nikt nie dowiedział się na czas. Kwadrans po siódmej nie budziły go małe wścibskie ręce i przygłupi pies. Nie pokłócił się z nikim, jak my dziś, kto ma zrobić śniadanie, a kto ubrać dziecko na spacer. Może dziś któraś z sąsiadek usłyszała łkanie i wołanie o pomoc, pełne rozpaczy i bezradności. Może sam sąsiad zdecydował się w końcu ostatkiem sił zadzwonić po pomoc, orientując się, że na liście kontaktów nie ma żadnej “córci”, “siostry”, ani “brata”, że zamiast głosu kogoś kto się przestraszy i zmartwi, usłyszy zimny i profesjonany głos dyspozytorki.Paradoksalnie dziś cały blok, w przerwie majówkowej sielanki dowiedział się o istnieniu sąsiada, którego nieobecność na obiedzie, niewychodzenie na spacer, absolutnie nikogo, aż do dziś, nie zainteresowała. Widziałam chłopców zafascynowanych prawdziwymi mundurami, sąsiadów, którzy przyszli obejrzeć sensacyjny paradokument rozgrywany w terenie, słyszałam karetkę, a potem swoje myśli.

Każdego dnia ktoś dałby się zabić za to, co tak często wzbudza we mnie frustracje, niedosyt. Denerwuje i męczy. 

Znajomi rozjechali się po pięknych miastach i działkach, a nam znów nie udało nam się wyjechać w siną dal, mimo, że tyle razy sobie obiecywaliśmy. Za rok, za dwa wyjdziemy na prostą, a potem będzie już z górki, powtarzamy trzeci raz z rzędu, coraz bardziej nerwowo ściskając się za ręce.  Szafa, gdyby miała zęby, już dawno zbierałaby je z podłogi, dopóki nie zamieszkała z nami, nie wiedziała, co to znaczy ubierać się w złości. Sinusoida, tarcia, miłość, euforia, zmęczenie i gniew, samo życie.

Wkurwiamy się na siebie.
Mamy siebie dosyć.
Kochamy się.
Wyobrażamy sobie życie bez siebie, ale zwyczajnie go nie chcemy.
Jesteśmy rodziną.

Mamy siebie. A to więcej, niż wielu nie mogłoby sobie nawet wymarzyć. Wszystko wiem, a  ciągle zdarza mi się zapomnieć.

received_888336384540855

 

Ucałujcie dzisiaj swoich bliskich ode mnie.

12 komentarzy
  1. Jak zwykle wzbudziłaś emocje, poryczałam się… też muszę sobie to kilka razy dziennie powtarzać, że jesteśmy w tej szczęśliwszej części świata, a nasze problemy to pierdoły przyziemne, bo nawet tutaj- wokół nas nie brakuje dramatów

  2. Radomska, czytam wiele blogow, naprawde, ale tylko przy Twoich tekstach mam gule w gardle :( Jestes tak zwyczajnie niezwykla!

  3. To normalne, takie życiowe. I wiesz co? Z czasem nieco szybciej się otrząsasz. Takie tragiczne historie wloką się za mną odkąd pamiętam. Tylko jak się jest już matką odpowiedzialną za młode, to nieco inaczej się na to wszystko patrzy. Jak byłam w pierwszej ciąży ( już z pokaźnym brzuchem) to zaliczyłam m.in. ewakuację z płonącego bloku. Na szczęście paliła się tylko klatka schodowa na wyższych piętrach, ale i tak kiedy już wszyscy wrócili za zgodą strażaków do domów, ja z mężem zaliczyliśmy izbę przyjęć, bo skurczy z nerwów dostałam. W drugiej ciąży zaliczyłam ewakuację w urzędzie. Z nieco mniejszym brzuchem, ale większą córką w wózku. Strach okropny, ale dla tych maluchów trzeba zgrywać twardzielkę. W zeszłym roku mieliśmy pod oknami nastoletnią samobójczynię. Kładę dzieciaczki spać w ich cieplutkich łóżeczkach i czytam bajeczki o pierdołach, a w głowie mam świadomość leżącej parę pięter niżej roztrzaskanej dziewczyny. Nie zasnęłam dopóki jej nie zabrali. I tylko z przerażeniem myślę, co powiem dzieciakom jak zapytają dlaczego ich dziadek nie żyje. Nie da się na to przygotować. Może to egoistyczne, ale całego zła na świecie nie naprawię.

  4. Wkurwiamy się na siebie.
    Mamy siebie dosyć.
    Kochamy się.
    To jest kwintesensjca naszej majówki w trójkę. Znowu cholera jasna pojechał na zakupy bo skelpy pozamykają i kupił piwa i szynkę. Ani pół warzywa. Dobrze, że mam jabłko i mleko z cycka dla dziecka. Znowu mi powiedział, że coś tam, a to przecież on bardziej. I znowu mam ochotę go zabić i się wściec, że wszyscy znajomi szaleją, a jana placu zabaw. I tak jednocześnie się cieszę, że aż boli.

  5. “Przed lustrem w sypialni rodziców leżała różowa muszla. Zbliżałem się do
    niej na palcach i nagłym ruchem przytykałem do ucha. Chciałem złapać ją
    kiedyś na tym, że nie tęskni jednostajnym szumem. Chociaż byłem mały,
    wiedziałem, że nawet jeśli kogoś bardzo się kocha, czasem zdarza nam
    się o tym zapomnieć.”
    Z. Herbert “Muszla”

      1. no właśnie na tej głównej stronie nie widziałem, znalazłem jak zaszedłem Ci na fejsa. A teraz juz jest na swoim miejscu i udaje że był od zawsze…

  6. Mnóstwo ludzi nigdy nie zauważy tego, do czego doszłaś, zapomną już chwilę później. Więc wydaje mi się, że pół sukcesu osiągnęłaś. Drugie pół to choć raz docenić to zanim będzie za późno.

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.