sczepienie

Są takie tematy, które zawsze wzburzą krew w żyłach rodziców. Należy do  nich podważanie lub obrona słuszności szczepień.

Zdałam sobie sprawę, że w przypadku szczepień nie ma czegoś takiego jak świadoma, racjonalna decyzja. Mogą mnie zapluć absolutni przeciwnicy, pogryźć obrońcy. Nie ma znaczenia co ktokolwiek ma na ten temat do powiedzenia. Ważne jest tylko jedno – konsekwencje mojej decyzji poniesie Lenka. A ja nie jestem w stanie ich przewidzieć.

Człowiek ma potrzebę racjonalizowania swoich działań i funkcjonowania świata. Rodzice nieszczepiących dzieci będą powtarzać mantry o szkodliwych składach szczepionek, zagrożeniach związanych z powikłaniami, obrzydliwymi działaniami koncernów farmaceutycznych, wpływem szczepionek na nasze zdrowie. Szczepiący przywoływać argumenty o tym, że dzięki szczepieniom ludzkość zwalcza choroby, że nauka idzie do przodu, żyjemy dłużej, rośnie ilość zagrożeń przed którymi musimy się bronić.

A ja mogłabym posadzić na przeciw siebie jednych i drugich i powiedzieć- nie mam prawa podważyć żadnego z Waszych argumentów, po części każdemu z Was przyznaję racje, ale i tak- to nie ma znaczenia. Potrzebujecie wiary w to, że chcecie dla swoich dzieci jak najlepiej pielęgnowane przez fakt, że są zdrowe, daje Wam to poczucie komfortu, że to wasza decyzja jest dobra.

Dopóki dzieci są zdrowe.

Kiedy zachorują nadal będziecie racjonalizować swoje decyzje obarczając winą innych – szczepione/nieszczepione dzieci, ich rodziców, lekarzy, system. I to też jest naturalne, życie z ciężarem dotyczącym tego, że jesteśmy winni krzywdy własnego dziecka jest z pewnością nie do zniesienia. Poza tym winę ciężko wskazać. Tak jak i słuszność.

A prawda jest taka, że prawda o szczepionkach nie istnieje.

Czytam listy pediatrów nawołujących do szczepień i trudno mi się z nimi nie zgodzić. Czytam dramatyczne listy rodziców, których dzieci zachorowały zaraz po szczepieniu i zamieram. Być może część tych corób, zjawisk i schorzeń, albo zachowań jest utożsamiana ze szczepieniami niesłusznie, w ramach tej usilnej racjonalizacji zdarzeń (“Muszę, muszę wiedzieć dlaczego moje dziecko zmieniło usposobienie, tydzień temu spało się i śmiało, a teraz milczy i płacze!“), ale nie mam argumentu, który pozwoliłby to zanegować.

Jestem skołowana, zmieszana i wstrząśnięta. Bo im więcej czytam, tym mniej wiem. Z jednej strony chciałabym skazać część eko oszołomów na przymusową banicję i leczenie się w piecu, z drugiej, kiedy widzę poruszającą reklamę szczepionki na rotawirusy, w której mama żałuje, że nie zaszczepiła syna, ale z pewnością zaszczepi córkę, mam ochotę znaleźć marketingowca koncernu producenta i zapytać, czy swoje dzieci też zaszczepił? Bo wystraszył mnie debil nie na żarty, w chwili słabości i odkrycia, że na oddziale szpitalnym na którym leżała Lena są rotawirusy, chciałam porwać dziecko i o mało nie dostałam zawału. Wirus reklamowany jak rak okazał się lekką sraczką i nieznacznie podwyższoną temperaturą. Zanim się rozwinął mnie zdążyło niemal zabić poczucie winy.  Wracając do (nie)słuszności szczepień…

Dwie strony sporu mogą się szarpać i opluwać do woli. Zarzucać sobie, że przez stronę przeciwną rośnie zagrożenie. Opluwać. Grozić. To i tak nie ma znaczenia.

Dopóki nasze dzieci są zdrowe.

Lenka zachorowała nagle dwa dni po szczepieniu. Niewinny kaszel, szybka reakcja i podanie naturalnych leków, zachowawcze siedzenie w domu. Mimo to po szczepionce jej organizm w ogóle nie podjął walki z infekcją. W trzy dni suchy kaszel ewaluował w zapalenie płuc.

Oczywiście nie mam pewności, że między infekcją a szczepieniem jest jakiś związek, może po prostu miałyśmy pecha? Pech chce też jednak, że nie chorujące nigdy dziecko łapie przeziębienie co kilka dni, nie pójdzie do żłobka, uniemożliwia mi pójście do pracy.

I mimo mojego usilnego zgłaszania, żaden z kilku lekarzy nie odnotował w żadnym miejscu, że dziecko było szczepione i jego choroba może mieć związek z Niepożądanym Odczynem Poszczepiennym.

To nie żaden pamiętniczek ani ckliwe zwierzenia. Po prostu chciałam to napisać.Czy zaszczepimy swoje dzieci, czy nie, bez względu na ilość argumentów. To wszystko ma sens, dopóki nie dzieje się nic złego.

Przed nami kontrowersyjne szczepienie na odrę, świnkę i różyczkę. Cokolwiek nie zrobię, już wiem. Jeśli moje niezaszczepione dziecko zachoruje, to umrę ze strachu, a wszyscy mądrzy dookoła mnie będą wiedzieli na jakim stosie mnie spalić. Jeśli ją zaszczepię i wydarzy się cokolwiek niepokojącego, porównywalnego z zapaleniem płuc, lub, nie daj Boże, gorszego, zostanę sama. Kompletnie sama. Bo zgłaszanie NOP-ów to fikcja, a nawet jeśli się uprę i owy uznają, to… moje dziecko nie poczuje się od tego lepiej.

I mogłabym na to przystać, dorosłość polega na przyjmowaniu konsekwencji. Jednak oznaczałoby to, że dzieciństwo jest przyjmowaniem konsekwencji decyzji dorosłych.

Zatem kłóćcie się, szarpcie, wyzywajcie. Doradzajcie, osądzajcie i pokażcie, że to nie żadna epidemia nas wykończy, ale wzajemna nienawiść.

I pamiętajcie, to wszystkie racjonalne argumenty, zgrabne zdania, mają racje bytu- dopóki dzieci są zdrowe.

I życzyć sobie i Wam wszystkim jednego- ABY ŻYCIE NIGDY NIE ZWERYFIKOWAŁO, CZY POSTĄPILIŚMY SŁUSZNIE.

 

 

41 komentarzy
  1. Masz 100% racji. Nam nop udało się zgłosić i mamy podpisane oświadczenie o nieszczepieniu po powikłaniach po mm, ale ja nadal nie mam pewności że robię dobrze :(

  2. Ja też się bałam jak cholera szczepienia na odrę, świnkę i różyczkę. Jedyne co było młodej to malutki czerwony bąbelek w miejscu wkłucia, takie niby krotsko coś. A ja się bałam bo po szczepieniu na to jako dziecko szpital 2 miechy. Ja szczepię swoje dziecko, ale rozumiem te matki, które nie szczepią. Ja po prostu będąc w ciąży stwierdziłam, że jestem w ciąży i nic nie czytałam tylko sobie byłam. Po ciąży nie miałam czasu, bo pracuję odkąd mała skończyła 5 dobę( pracuję w domu akurat). A jak zaczęłam o tym rozmawiać z innymi matkami, o nopach i innych niefajnych rzeczach i jak usłyszałam, ze szczepionki są zrobione z martwych płodów to już nie czytam. Każda decyzja dla matki to rozdarcie wewnętrzne- karmić/nie karmić, szczepić/nie szczepić, słoik/ własna zupka. Robię to, co dyktuje mi serce. Najwyżej za 20 będę w trudnych sprawach jako matka, co zrobiła dziecku bekę kiedyś tam.

  3. Otóż to. MOje dziecko szczepione po pierwszej dawce wyło jak pies, po 4 dniach zapalenie płuc i szpital, nie chciał ssać piersi,a zaraz po porodzie ssał jak dziki. Balansowaliśmy na granicy niedożywienia. Lekarze rozkładali ręce. Ale nie znałam reakcji swojego dziecka, bo miało dobę.Więc wmówili mi ,że tak płacze. Dziwne,że później przeszło.Po drugiej dawce miał tak wzmożony odruch moro ,że intuicja matki krzyczała, coś jest nie tak, wmówili mi ,że pewnie coś zjadłam i dziecko się męczy.Kolejna dawka ,wygiął się w łuk nie można go było położyć, miał krzyk mózgowy (reakcja mózgu na zatrucie) nie do pomylenia z czymkolwiek-patrzyłam jak mojemu dziecku wyszły oczy ,piszczał nieludzko,nurofeny nic nie pomagały, tego wzroku do końca życia nie zapomnę.Spuchnięta noga od kostki do końca pampersa .Kolejna szczepionka. Moje dziecko przestało mnie poznawać,uśmiechać się ,patrzyło tempo w ścianę, płakało całymi dniami,przestało gaworzyć oddychało baardzo wolno. Lekarz po cichu nam powiedział ,że mieliśmy pecha a szczepionki to loteria. Nop nie zgłoszony..I powiem CI Radomska tak:jak słyszę teraz o tym,że mam być zmuszona do dalszych szczepień bo odporność stada,to pytam się gdzie miało mnie stado jak moje dziecko zwijało się z bólu? odp,w dupie. Wywaliliśmy kasę na prywatne konsultacje, leczenie. Koleżanka darła ze mnie tzw.łacha.Ostatnio dzwoni i mówi,że jej bratanek po szczepionce mmr po 12 h siedzi i wali głową w ścianę.Aktualnie ma już zdiagnozowany autyzm i chciała mnie przeprosić.

    Kolejna sprawa przed operacja miałam hepavax -gene na wzw, położyła mnie ta szczepionka,leczenie u reumatologa trwało rok. Baba 70 kg padła jak mucha. Moje 4 kg dziecko dostało taką samą….
    Tylko ktoś ,kto to przeżył, patrzył jak dziecko cierpi w szpitalu ( my 17 dni) może to zrozumieć.
    Pozdrawiam

    1. Tak dobrze Cie rozumiem :-( i pewnie wszyscy rodzidę, którzy widzieli jak ich dziecko się zmienia po szczepieniu! Moje się zmieniło tak bardzo, tańczyło “kaczuszki” na moim weselu, potem MMR, infekcja, wymioty, karetka w środku nocy, bo dziecko nie może złapać oddechu, szpital….potem już miałam dziecko gdzieś “obok”. Nie chciał mówić, naśladować, rysować :-( mamy autyzm

    2. Bardzo mnie dziwi Twoje podejście do szczepień, za pierwszym razem z dzieckiem się coś działo, za drugim też, więc co matka robi? Idzie z dzieckiem na trzecie szczepienie! BRAWO!!!!!

  4. bardzo trafne przemyslenia…jeszcze pare lat temu nie czytajac internety szczepilam syna w imie spolecznego i jego “dobra”… w przypadku corki szczepilam trzesac sie ze strachu aby ja poszczepienne odczyny nie dotknely. modlac sie aby podjeta decyzja byla ta wlasciwa. i co? lekarz nie zrobil odpowiedniego wywiadu, dziecko zaszvzepione 4 tygodnie po jelitowce,a powinnam odczekac dluzej…skad mialam to wiedziec..do szczepienia dziecko bylo zdrowe. tylko nikt mi nie powiedzial ze ten wirus jest tak inwazyjny iz organizm dziecka regeneruje sie minimum 6 tygodni :((… z podaniem kolejnej dawki 6 w jednym czekalam bardzo dlugo, nawet “listy” przychodnia pisala bo im sie statystki nie zgadzaly..sic…zaszczepilamaz nabralam pewnosci ze jest zdrowa…a i tak goraczkowala…
    masz calkowita racje. nie ma slusznej decyzji dopoki nasze pociechy nie zachoruja. wtedy darcie wlosow z glowy czy moglam to jako matka przewidziec lub temu zapobiec??

  5. Ignorancja nie jest niczym dobrym. Zamkne oczy to moze zlo przede mna zniknie. Mama Madzi tez miala intuicje. W koncu matka wie, co najlepsze jest dla jej dziecka. Sluchac tego nie moge. W reklamie pasty do zebow nie występują prawdziwi dentysci. Myslicie, ze w reklamie wystepuja chore dzieci??? Reklama jest po to, zeby producent mogl zarobic. Reklama szczepionek, ketchupu, perfum niczym sie nie rozni. Czy perfumy kupujecie ze względu na zapach czy reklame? Posłuchajcie prawdziwych historii prawdziwych rodzicow. Nie artykulow na zamowienie w gazetach. Tych rodziców wokol was. Polowa z nas miala odre, rozyczke, świnkę. Mimo szczepien dzieci choruja na krztusiec i wcale lepiej nie przechodza. Stop NOP zorganizował akcje Czerwona Kartka. Tam sa prawdziwi ludzie z prawdziwymi problemami. Ludzie podają swoje dane. To nie mila zatroskana anonimowa mama z reklamy. To prawdziwa mama, ktorej zawalil sie swiat, a producent liczacy zyski ma ja w serdecznym powazaniu.

  6. Bardzo postaram sie nie gryzc nikogo, ale:
    Po pierwsze, nie mozna porownywac historii przerazonych matek z fejsa z wynikami tysiecy badan naukowych. Po prostu. Czlowiek jest tak skonstruowany, ze bardziej wierzy anegdotom niz suchej statystyce. Ale tysiace naukowcow na calym swiecie, wbrew pozorom oplacanych przez uniwersytety, a nie przez firmy farmaceutyczne, przebadalo zwiazek autyzmu i szczepionki – i go nie znalezli!!!! A zysk firmy farmaceutycznej ze szczepionki jest duzo nizszy niz np. kuracji antybiotykowej. Wiec nie wiem skad to przekonanie o spisku. A skoro anegdotki sa bardziej nosne niz badania naukowe – moj maz jako male dziecko zjadl rtec z termometru, autyzmu nie stwierdzono, alergii tez nie ma. Po drugie, to juz pytanie do autorki – skoro kilku lekarzy stwierdzilo ze to nie NOP, to moze nie jest to spisek, ale po prostu maja racje? Po trzecie, wyjdzie ze jestem czescia spisku, ale przyznam sie, ze bliska mi osoba jest lekarzem. I mowila, ze najgorsza specjalizacja jaka mozna wybrac to pediatria. Bo dzieci choruja ciezko i nagle, a ich stan moze sie pogorszyc w zastraszajacym tempie. Wiec kolejna anegdotka – kiedy mialam 11 lat wychodzac do szkoly mialam w domu 3-letniego brata z lekka grypa zoladkowa, a po powrocie ze szkoly zastalam brata prawie nieprzytomnego z odwodnienia, zabieranego wlasnie do szpitala. Tenze brat chorowal tak czesto, ze mama musiala wypisac go z przedszkola, bo na szczescie mogl zostac z babcia. Dzisiaj jest zdrow jak ryba, kon, itp … Ja wiem, ze teraz kazda chorobe dziecka laczy sie ze szczepieniem, ale moze w wiekszosci te dwie rzeczy nie maja zwiazku?

    1. Rtec nie wchlania sie z przewodu pokarmowego, dlatego mozna ja jesc i nic sie nie stanie. Wchlaniaja sie jej zwiazki i one sa szkodliwe. W przypadku szczepionek nie ma mowi o wchlanianiu, poniewaz jest dostarzana bezposrednio do krwioobiegu.

  7. Ola, rozumiem bol i uczucia rodzicielskie, ale wiele zła tą notką wyrządzasz. Tak, istnieje cos takiego jak prawda. Niezależna od pojedynczych, tragicznych przypadków.

    Powikłania mogą być także po przeszczepie i transfuzji krwi. Gdybys je opisała, to wiele matek nie chciałoby zrobćę przeszczepów… Powikłania mogą nastąpić po wszystkim. I naprawdę w przypadku szczepień nie manich więcej… Wiecej w komentarzu powyżej, warto go przeczytać.

    1. Dobrze prawi kobieta. Dlaczego twierdzisz, że wyrządza tą notka wiele złego? To jest nieprawda. W związku z pojawieniem się tej notki nie spadną od razu obroty firmy produkującej szczepionki i nic złego nie stanie się portfelom właścicieli tych firm. Ola co najwyżej można powiedzieć, że “zgłosiła NOP” do opinii publicznej i słusznie, skoro organ właściwy zobowiązany m.in. do odnotowania odczynu, nie pokwapił się spełnić swojego obowiązku. Postąpiłabym tak samo, mało tego, naciskałabym na lekarza by zarejestrował odczyn poszczepienny, wówczas statystyki poszczepienne byłyby o ten jeden wpis bardziej wiarygodne, a tak to co? Mało który lekarz ma jaja wpisać nawet poważniejsze następstwa poszczepienne do książeczki zdrowia i zgłosić je do sanepidu (nawet gorączka poszczepienna się kwalifikuje wg prawa). Naprawdę nic złego się nikomu nie stanie od tego wpisu, co najwyżej kilku osobom wytworzy się w mózgu kilka nowych połączeń neuronów i w przyszłości zaowocuje to większą rozwagą w dbałości o zdrowie dziecka.

  8. Moje dziecko jak i setki innych dzieci zaraz po szczepieniu ma zapalenie oskrzeli i płuc – ja z moim zdrowym jak ryba przed szczepieniem dzieckiem wylądowałam w szpitalu w ”celu badan neurologicznych po szczepionce Hexacima” ( opis na skierowaniu). W szpitalu okazało się że dziecko ma bezobjawowe zapalenie płuc bez gorączki, bez kaszlu bez kataru. Na wypisie wpisali że dziecko zostało przyjęte do szpitala z powodu gorączki KTÓREJ NIE MIAŁO i wysypki a badania neurologiczne wykonali chyba bo nie mieli co robić. Lekarze jak ognia unikali rozmowy na temat kilka dni wcześniejszego szczepienia. Zrobili z nas durniów i idiotów – wierzyłam że ktoś potraktuje mnie poważnie a wypisie nie było nawet ani jednego słowa SZCZEPIENIE!

  9. Niby racja – natomiast rota to nie zawsze “niewinna sraczka”. W naszym przypadku skończyło się na poważnym odwodnieniu, odparzeniu do krwi i hospitalizacji nie tylko OliVa ale również Kępy.
    I strasznie żałowałam, że jej nie zaszczepiłam. Nie z powodu ideologicznego pierdololo a braku hajsu.
    Ja szczepię. Mnie szczepiono. Dzieci w mojej bliższej i dalszej rodzinie są szczepione. Jedyne przykre doświadczenie to mała gorączka. I o ile nie posiadam wiedzy medycznej, by się wykłócać i wierzę, że faktycznie ciężkie przypadki mogą się zdarzać to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wiele mam już idzie na szczepienie z myślą, że będzie cyrk. A dzieci doskonale wyczuwają nastroje, napięcie i stres. I to co my odbieramy jako skutek szczepienia jest często rykiem na widok zestresowanej mamy :)
    No ale do kuńca – chciałabym powiedzieć – róbta jak chceta. Ale niestety, przez wielu, którzy robią jak chcą zagrożone jest życie nie tylko ich dzieci, ale również setek innych – z zaburzeniami odporności, chorych, takich które NAPRAWDĘ nie mogą być szczepione. No trochę słabo…

    1. Łońska w punkt.
      Do Belgii wyjechaliśmy, kiedy Najstarsza miała 11 miesięcy. Do tego czasu szczepiona była wszystkimi podstawowymi, darmowymi. Żadnych płatnych 5w1, pneumo, meningo czy rota – nie było tyle mamony i już.
      Jak miała rok i trzy miesiące zaliczyła kombo: wirus grypy żołądkowej + rotawirus. Zła diagnoza lekarza, antybiotyk i w efekcie po 3 dniach do szpitala zanieśliśmy dziecko ledwo przytomne i jak się okazało, jedną nogą na tamtym świecie.
      To wszystko prawie zabiło mi dziecko i dobrze, że w tamtym momencie nie byłam do końca świadoma w jak ciężkim była stanie, bo pewnie nie wyszłabym z tego szpitala o zdrowych zmysłach. Ponad miesiąc leczenia, z czego 3,5 doby hospitalizacji.
      Syn urodzony w BE, szczepiony wg tutejszego kalendarza (pierwsze szczepienie dopiero po 2 miesiącach od urodzenia, nie ma wzw b i gruźlicy w pierwszej dobie – lekarze tutaj oczy wywalali na stół, jak w ogóle można szczepić dziecko w pierwszej dobie życia, poza tym tylko skojarzone i wszystkie dodatkowe – pneumo, meningo i rota – bezpłatne). Miał 11 miesięcy, jak trafił do szpitala z dokładnie tym samym kombo, co córka. Młodszy, więc powinien to gorzej znieść. Skończyło się na wymiotach i sraczce. I gorączce przez jeden dzień. W szpitalu został tylko dlatego, że był blisko odwodnienia, a lekarze chcieli być pewni, że się nie odwodni – no i nie miał roku, więc doba obserwacji w takim przypadku jest normą.
      Na rota był szczepiony i zniósł to nieporównywalnie lepiej niż siostra, chociaż był młodszy.

  10. Lekarz, który kwalifikuje dziecko do szczepienia powinien nie tylko je dobrze zbadać, ale zrobić dokładny wywiad z rodzicami. Nam raz odroczono szczepienie – drobna wysypka i słusznie, bo okazało się, że syn bezobiawowo przechodził wirusówkę. Może gdybym trafiła na jakiegoś, któremu się nie chce i za karę jest w gabinecie, to by nawet nie spojrzał i młody dostałby szczepionkę, wtedy tez pewnie skończyloby się zapaleniem płuc. Przed nami tez MMR i czekam na koniec sezonu infekcji, jeśli będzie trzeba to odroczymy, ale szczepiony będzie.

  11. Ja miałam ultra szczęście, bo moja córka nie miała po szczepionkach nawet obniżonego nastroju. Jakby nic się nie stało. Więc są i takie dzieci i myślę, że jest ich ogromna grupa, tylko rzadko kto o tym pisze.
    Oraz bardzo przepraszam panią Kasię, ale proszę, żeby nie siała psychozy. To nieprawda, że w reklamach występują ludzie tylko przebrani za doktorów. W reklamach wyrobów medycznych jak i past do zębów występują lekarze! Tylko wybiera się tych dość urodziwych. Takie jest prawo i praktyka. Gdyby pani Kasia pojawiła się na planie choćby jednej reklamy, wiedziałaby, że one są takie sztywne i dziwne dlatego, że osoby w nich grające nie są aktorami.

  12. Van Frost proszę o linki do tego tysiąca badań, szczególnie interesuje mnie badanie o związku zapalenia płuc ze szczepieniem oraz badań populacyjnych długoterminowych ( w skali pokolenia np).

  13. Ja też się wypowiem. Bo już mnie tak bardzo irytuje ta szczepionkowa nagonka, że słuchać się tego nie da. Na wstępie napiszę, że ja szczepię swoje dzieci. Tak jak mnie szczepiła moja mama. I tak jak moją mamę szczepiła moja babcia. Ostatnio czytałam list pediatry, która pisała o tym, że obok 3 tygodniowego dziecka w poczekalni jej gabinetu zasiadło 5-letnie nieszczepione dziecko z męczącym kaszlem – diagnoza – krztusiec. 3 tygodniowe dziecko niestety nie było jeszcze zaszczepione na krztusiec – za kilka dni szpital, trudności z oddychaniem i otarcie się o śmierć. Ja rozumiem, że szczepionki mają skutki skutki uboczne – jak każdy lek! Gdy podajemy dziecku paracetamol, też nie wiemy czy nie ma na niego uczulenia i za chwilę nie będziemy wzywać pogotowia.
    W dzisiejszych czasach, gdy wiele rodziców nie podejmuje decyzji o szczepieniu, ja nie czuję się bezpieczna.
    I jeszcze jedno. Gdy moje dziecko jest po szczepieniu, nigdy w ciągu najbliższych 2-3 dni nie udaję się z nim na zakupy do hipermarketu, na zabawy do figloraju i urodziny do znajomych dzieci. Mam świadomość, ze jego organizm jest osłabiony i nie pcham się w siedliska wirusów i bakterii. Wiem, wiem, przecież wirucha można złapać z powietrza. Ale i tak jakieś środki ostrożności mogą zapobiec załapaniu wstręciuchów.
    I owszem, zgadzam się Olu z najważniejszym stwierdzeniem Twojego tekstu – dopóki dzieci są zdrowe, nie ma tematu, racji i sprzeciwu, słuszności i niesłuszności podjętych decyzji!
    Ale nie dajmy się zwariować! My też byliśmy szczepieni! I żyjemy.

    1. No właśnie ja też byłam szczepiona i dzisiaj jako 30-latka mam wykończony organizm, bo nikt nie wiązał reakcji poszczepiennych ze szczepionkami. A mam wrodzony brak odporności. Dlaczego boisz się o swoje zaszczepione dziecko? Masz świadomość tego, że Twoje szczepione dziecko żywą szczepionką jest przez pewien czas nosicielem? Moja ciężarna kuzynka zaraziła się w ten sposób od swojej zaszczepionej córki, poroniła… Ostatnio mówiło się głosno o epidemii Odry w Niemczech… zapomnieli dodać jedno słowo “POSZCZEPIENNA” – była to odra poszczepienna, i było to raptem kilkanaście przypadków.

  14. Ola, zgadzam się z Tobą. Czasem jak czytam wpisy rodziców, których dzieci poważnie zachorowały po szczepieniu, zostały wręcz niepełnosprawne, mam ochotę wysadzić ten cały biznes w kosmos. I rozumiem ich strach o dzieci i zachowawcze podejście do dalszych szczepień. Myślę, że każdy rodzic powinien obserwować dziecko i jeśli na szczepienia ewidentenie reaguje źle to raczej unikać tematu. Są dzieci, które nie reafują na szczepienia w żaden sposób, są takie które przechodzą to bardzo ciężko. To jak z okresem. Jako mały wereran szpitalny (jako dziecko chorowałam na MASĘ RZECZY) muszę powiedzieć, że szczepienie nie gwarantuje, że na jakąś chorobę nie zachorujemy. Byłam szczepiona na odrę, a miałam odrę. W otaczającym nas świecie jest mnóstwo absurdów, procedur, które istnieją BO TAK. Pamiętam jak oglądałam wypowiedź pani profesor na temat współczesnych szczepień w pierwszych dniach życia dziecka. Jednym z nich jest szczepienie na żółtaczkę. Pani profesor skomentowała to w następujący sposób: przy współszesnej medycynie dziecko może zarazić się żółtaczką tylko w wyniku zaniedbań szpitala.

    W krajach bardziej cywilizowanych niż nasze szczepionki nie są obowiązkowe. To raz. Drugi argmument, który krzyczy we mnie “nie szczep”, odnosi się do liczby zaczszepionych pracowników służby zdorowia. Skoro szczepionki są takie wspaniałe dlaczego wśród wszystkich grup społecznych to właśnie oni mają najmniejszą liczbę zaszczepionych? Coś mi się tu po prostu nie zgadza.

  15. Ja też mam wątpliwości co do tego wpisu. Bo wiesz, na takie przykłady można podać kontrprzykład: Twoje dziecko przeszło rotawirusa łagodnie, moje odwadniało się i trzeba było je zabrać, co ja mówię, trzeba było z nim pędzić do szpitala. Za każdym razem gdy słyszę o rotawirusie, cierpnie mi skóra. Może powinnam była zaszczepić na szczepionkę, o której wyrażasz się z taką ironią?

  16. Prawda to prawda, nie można pisać, że jej nie ma i nie ma prawdy o szczepionkach.
    Prawda dotyczy tego co pokazują badania współczesne i historia medycyny. Były czasy kiedy umieralność noworodków była normą, wśród dzieci do 4 roku życia przeżywało 50 %, epidemie rozprzestrzeniały się z prędkością światła i zabierały pół populacji Europy.
    Naprawdę chciałybyście żyć wtedy? Człowiek nie docenia tego co ma. A my mamy wielki postęp medycyny i sposobów na ratowanie życia i zdrowia.

  17. Olu , jeśli mogę Ci coś doradzić , to wstrzymaj się ze szczepieniem Lenki na MMR do wiosny niech minie ten sezon wirusów i infekcji . Ja zaszczepiłam swoją Julkę miesiąc temu była całkiem zdrowa , ale pech chciał że szczepienie przypadło w okresie gdzie panowała grypa i mała zaraz po szczepieniu się dość mocno pochorowała . Pediatra która była u mnie na wizycie powiedziała mi wtedy że w takim okresie punkty szczepień powinny być nieczynne i nic się dziecku nie stanie jeśli szczepienie się przesunie w czasie .

  18. Zgadzam się z autorką tekstu. Zbyt wiele niewiadomych a tutaj najważniejszą sprawą jest zdrowie i życie dziecka. Mojego syna z powodu choroby nie szczepiłam ( powikłania zabiegowe) przez 6 lat zgłebiam wiedzę na temat chorób zakaźnych i szczepień. Przez pierwsze lata pytałam każdego specjalistę z różnych dziedzin o szczepienia i zdania były podzielone, jedni tak koniecznie, drudzy tak ale trzymać się z daleka od szczepionek zawierającymi żywe wirusy i bakterie inni nie. Ostatnia rozmowa w ośrodku, gdzie dobrze wiedzieli co dziecko już przeszło, zapytałam czy dajecie mi 100% pewność że mojemu dziecku nic się nie stanie po szczepionce? Odpowiedź była jedna: nikt Pani takiej gwarancji nie da! Odwróciłam się na pięcie i powiedziałam Dowidzenia. Temat zamknięty mimo że cały czas czytam i aktualizuje informacje. Przez liczne pobyty w szpitalu spotkałam ludzi, matki zrozpaczone które w szpitalu znalazły się w ciągu paru godzin lub doby od szczepienia, płaczące, bezradne i przerażone. Sama wśród swoich znajomych mam 3 przypadki nieodwaracalnej utraty zdrowia. Jeden z nich :w ośrodku nie chcieli zaszczepić dziecka z przewlekłą chorobą ale w szpitalu przekonali mamę że jest to dla dobra dziecka, w ciągu paru godzin po podaniu utrata przytomności, drgawki, napady padaczkowe które utrzymują się już parę lat. Więc, jeśli publicznie ludzie wzywają rodziców którzy nie szczepią, stają mi łzy w oczach bo mam w głowie te tragedie. Drugiego dziecka nie szczepiłam wcale i umarłabym gdybym miała to zrobić, z własnego przykładu wiem że jeśli dziecko moje zostało kaleką przez błędy lekarzy nikt nie bierze za to odpowiedzialności, zostałam z tym sama i dzieciątko. Szanuje wszystkich za swoje decyzję, te mamy które są przekonane że szczepienia chronią ich dzieci i szanuję mamy które z wielu powodów tego nie robią. DOPÓKI DZIECI SĄ ZDROWE tak jak zakończyła autorka tekst. Pozdrawiam

  19. Czy ja właśnie przeczytałam pierwszą mądrą przemowę w kwestii szczepień? Aż nie dowierzam. Czyli są jednak racjonalni ludzie, którzy widzą zarówno plusy jak i minusy w obu przypadkach. Brawo Ola. I zdrowia dla Was bo to najwazniejsze

  20. Zgadzam się z tobą Radomska. Najgorsza jest ta niepewność, bo nigdy nie wiesz czy zrobiłeś dobrze. I tak jak ty zdaję sobie sprawę z za i przeciw. Widzę też minusy obecnego systemu szczepień – chociażby ich zbyt wczesne (jak na mój gust) wprowadzanie. Ale cała ta dyskusja dała mi jedno do myślenia – czemu my dorośli się nie szczepimy, choć teoretycznie w celu zapewnienia tej odporności populacyjnej też powinniśmy. Czemu to nie jest tak mocno propagowane chociażby przez lekarzy? I tak jak piszesz, skutki decyzji będa ponosić wyłącznie dzieci i nasze sumienie.

  21. Problem polega na tym, że mamy różne strony które budują w rodzicach poczucie strachu i przed szczepionkami i przed lekarzami. Tysiące matek krytykuje lekarzy, którzy chcą zaszczepić ich dzieci, nie mają do lekarza żadnego zaufania. W ten sposób omijają gabinety lekarskie szerokim łukiem. Są specjalne grupy anty-szczepieniowe w których matki pokazują jak leczyć dosłownie wszystko czosnkiem i witaminą C (również krztusiec). Rodziców nie jest trudno nastraszyć, bo potem każdy idzie do lekarza i sam nie wie w co wierzyć, a w co nie. Mamy XXI wiek a chcemy dziecko leczyć jak z 200 lat temu, bo wszędzie węszymy spisek.

    Kolejny problem jest taki, że odra nie jest chorobą śmiertelną (nie w 100%), ale ma ogromne skutki uboczne. Oczywiście mam nadzieję, że będzie (jak co roku) parę zachorowań i na tym zakończymy epidemię na ”szeroką skalę”. Ale jestem ciekawa jak czuje się matka, która nie zaszczepiła dziecka ”bo się naczytała w mUndrych internetach” a dziecko zapada na odrę? Kto wtedy bierze za to odpowiedzialność? Bo na pewno nie żadne Stowarzyszenia różnych maści nawołujące do nieszczepienia, zasłaniając się, że ”tylko edukują” do niczego nie namawiają (ot – takie tam ratowanie tyłka).

    W procesie wszelkich NOP najbardziej mnie uderza fakt, że lekarze (niestety) mają bardzo olewający stosunek do badania przed szczepieniem. Szczepimy więc dzieci zainfekowane, czasami rownież krótko po chorobie (zapalenie płuc, oskrzeli), również dzieci z obciążonym wywiadem okołoporodowym (wcześniaki) czy z problemami neurologicznymi (wzmożone napięcie mięśniowe itp.). Nie ma profilaktyki w związku ze szczepieniami, która pomogłaby na pewno wielu dzieciom ominąć przykre konsekwencje szczepień.

    Co mnie jeszcze uderza w szczepieniach to próba namówienia rodziców, żeby szczepili na wszystko. Zaraz wejdzie szczepionka na katar, to też zaczniemy szczepić, a potem będą trąbić, że mamy epidemię glutów z nosa. Mamy szczepionkę na ospę, znowu reklamowaną na fundamencie czyjegoś nieszczęścia, bo jest historia chłopca, który od ospy zmarł (nie mylić z odrą!). Ciągle tylko nas straszą, a potem rodzic idzie i sra po gaciach czy robi dobrze.

    Rzadko kto jednak pamiętam, że właściwie każdy środek farmaceutyczny może mieć skutki uboczne …

  22. Moja, dziś dziś dwuletnia córka, była szczepiona, ale za radą Pani neurolog też, jak jedna z wypowiadających się mam, przesunęłam szczepienie na późną wiosnę. Według tej bardzo uznanej Pani doktor szczepionki nie są groźne, pod warunkiem, że są podane absolutnie zdrowemu dziecku. No i lepiej nie podawać ich w sezonie gryp i przeziębień. Moja córka miała wzmożone napięcie mięśniowe, co objawiało się, między innymi, ogólnym niepokojem i rykiem po prostu – szczepionkę przesuwałam w czasie, aż mała czuła się dobrze i była spokojna. Zdaniem lekarki każde niepokojące matkę zachowanie dziecka, nawet zły dzień i płaczliwość większa niż zwykle, powinny być przyczyną do odłożenia szczepionki, żeby nie zaszkodzić maluchowi. Nie wiem czy to wszystko prawda – nie jestem lekarzem, ale dla mnie brzmi to rozsądnie. Moja mała żadnych problemów po szczepieniu nie miała. Za to syn koleżanki szczepiony z nieleczonym napięciem mięśniowym zaczął mieć różne objawy wskazujące, że jego rozwój nie postępuje a wręcz się cofa. Może przypadek, może nie. Ale chyba nie zaszkodzi, jeśli się chce szczepić swojego maluszka sprawdzić czy na pewno nic dziecku nie jest. Nie wszyscy lekarze zwracają na to uwagę…

  23. Byłam całym sercem za szczepieniami ochronnymi. Wciąż borykamy się z problemami po MMR, już półtora roku i czeka nas jeszcze wiele lat konsekwencji decyzji, którą podjęliśmy. Nie wiem czy ewentualna odra/świnka/różyczka wyrządziłaby większe szkody i nigdy się nie dowiem. To chyba nawet nie ma znaczenia, lepiej skupić się na tym co jest, a co by było gdyby. A co do dalszych szczepień…mam wątpliwość.

  24. Mam synka (22miesiace). Na ostatnim szczepieniu lekarka zasugerowała aby podczas bilansu 2 latka zaszczepić małego na pneumokoki…synek miał tylko podstawowe szczepienia ale teraz nie wiem co zrobić…nie jest to kwestia pieniędzy tylko obawy o dziecko…jakie macie zdanie?

  25. Szczepię tylko to co obowiązkowe. Żadnych pneumokoków, rotawirusów itd. Za dużo się naczytałam o powikłaniach, skutkach ubocznych, pobytach w szpitalu. Ja nie bylam szczepiona na to wszystko i żyję.. Nie mam zamiaru robić więc z mojej córki królika doświadczalnego. Zwłaszcza, że nie mam zaufania do tych wszystkich dodatkowych szczepionek.

  26. Jestem matką synka 2 lata 10 miesięcy. Myślę, że nie jestem matką nawiedzoną,mam 50 lat i 3 dorosłych dzieci 2 starszych dzieci po szczepieniach miało problem z koncentracją, syn miał problem oddechowy ,po każdym szczepieniu lądowaliśmy w szpitalu w związku zamykaniem się krtani,kończyło się na hospitalizacji,Podjęłam z mężem świadomą decyzję o nie szczepieniu Obecny synek jest w ogóle nie sczepiony,chodzi do żłobka jako jedyne dziecko jest w tym żłobku cały czas, Świetnie się rozwija ,ładnie mówi , Obserwuję dzieci które są szczepione. często chorują antybiotyk za antybiotykiem problemy u kilku dzieci ze śliniankami,itp. Byłam w kilku szpitalach dziecięcych i proszę mi wierzyć tam były wszystkie dzieci szczepione .które potrzebowały pomocy specjalistycznej Układ odpornościowy jest tak słaby że nie radzi sobie z najmniejszym przeziębieniem. Tylko w Polsce Rumuni i Bułgarii dzieci są szczepione w 1 dobie życia!!!! inne kraje odstąpiły od tych szczepień.Wszyscy się biją kłócą o to co jest lepsze szczepić nie szczepić. Nie neguję i nie krytykuję tych co szczepią ale uważam że dzieci powinny mieć indywidualny kalendarz szczepień . Patrząc na szczepienia przeciwko grypie mam znajomego leśniczego który co roku się szczepi i co roku przez 2 tygodnie jest wycięty z życia. My się mamy dobrze;nie chorujemy mamy się dobrze z mężem.Chwała Pani Kopacz że zabrakło nam pieniędzy na szczepionkę przeciwko ptasiej grypie no i wszyscy żyjemy Niemcy już tego szczęścia nie miały itd. Pozdrawiam

  27. nie no, prawda jest. nawet Fox Mulder wiedział, że jest ale mocno ukryta :).
    Kazda ze stron stosuje sztuczki, manipulacje faktami, co jest o tyle łatwe, że tą prawdą jest statystyka. I szczepiąc daje się po prostu większe szanse przetrwania. Pewności nikt i nic nie da.

    Problem jest taki, że rzeczywiście temat NOPow jest w Polsce traktowany po macoszemu.
    No i ten, kto podjął decyzję o puszczeniu w eter reklamy szczepionki chyba nei wiedizał co robi. Nie pomyślał, że skoro taki towar jak szepionkę trzeba zareklamować, to z automatu traci on na wiarygodności. Bo towar naprawdę dobry reklamy nie wymaga.

    jesli idzie o temat szczepionek i autyzmu itp., to polecam blogdebart, wpisy otagowane: szczepienia (czytać od najstarszych):
    http://blogdebart.pl/tag/szczepienia/

    bardzo fajnie i rzeczowo gośc rozbiera na czynniki pierwsze temat i wyjasnia,

    1. aha, problemem jest też to, że antyszczepionkowcy nawet nie odróżniają koincydencji od zależności, więc nawet jesli mają jakies poważne argumenty, to często trudno je wyłuskać spomiędzy bełkotu i trudno w efekcie traktowac ich poważnie

  28. Jak sobie pomyślę, że dzisiaj zewsząd straszą młode mamy tymi wszystkimi strasznymi przepowiedniami, obawami, uwagami, polemiką, wiadomościami, ulotkami, broszurami , wywiadami i filmami…..to cieszę się, że nie stoję na początku rodzicielskiej drogi. Chyba umarłabym ze strachu albo dostała pomieszania zmysłów.

  29. Temat szczepień jest bardzo obszerny w opracowaniach naukowych, ale napisany zrozumiałym dla laika językiem. Jeżeli ktoś może poświęcić kilka godzin na czytanie ze zrozumieniem i myśleniem, to ma trochę wiedzy na ten temat. Trudno podjąć decyzję, jeżeli chodzi o własne dziecko i nikomu nie można radzić – zbyt duża odpowiedzialność. Zdrowia dla córeczki szczepionej bądż nie. Pozdrawiam.

  30. Historia mojej Córki. Pierwsze szczepienie w 5m, było to 5w1 infarix, dziecko zdrowe. 3 dni po szczepieniu zauważyliśmy zmiany na skórze, które po kąpieli robiły się czerwone, głównie na szczepionej nodze. Pojechaliśmy na pogotowie, dali coś odczulajacego i kazali obserwować. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Po tygodniu była diagnoza AZS i alergia. Lekarze nie chcieli rozmawiać lub unikali rozmowy jak mówiłam że córka była zdrowa i miała piękna skórę przed szczepieniem, a ja byłam w domu przez ostatnie dni, nikt mnie nie odwiedzał i nic nowego nie było w otoczeniu. Może to tylko koincydencja, ale jeśli nie i po kolejnym szczepieniu będzie gorzej to co zrobię i kto mi pomoże?

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.