Kilka miesięcy temu to było takie proste – wymarzyłam sobie, że za odłożone, ciężko zarobione pieniądze zmienię coś wokół siebie, tak na stałe. Najpierw wyidealizuję, potem obrzucę w głowie błotem w postaci rzeczywistości, a na koniec dopnę swego. Potem ocknęłam się w mieszkaniu z barankiem, który jak osioł uparty, nie chciał zdrapać się ze ścian.

Uwierzyłam w to, uwierzyłam, że może nie jestem taka Radomska do końca, że drzemie we mnie Lewandowska albo inna Rozenek, nagram pimp my life, internet oszaleje na widok zdjęć zjawiskowej metamorfozy mojego gniazdka, co ja będę z tryumfem podziwiać znad filiżanki z wytwornym cappucino.

Tylko ja, kurwa mać, nie piję cappucino. Kawa moja – czarna, gorzka,. Jak życie – czasem wchodzi jak złoto, innym razem sprawia, że opluwam się fusami, ale inne jakoś do mnie nie trafiają. I myślałam, że tak będzie z podejściem do życia. Przecież duża już jestem, szanuje, że Małgosia R. preferuje ponton zamiast ust, a Anna wygląda po porodzie niż ja lepiej kiedykolwiek, zupełnie mnie to nie rusza, ba, wydawało mi się, że ja jestem z innej galaktyki. Tam są trendy, tu – trędowaci, chorzy na szarą rzeczywistość wśród których ja. Ta, co szuka na nią antidodum i sama sobie koloruje. Po prostu.

A jednak. Zachłysnęłam się zdjęciami salonów z żurnala. Metamorfoz zapierających dech w piersiach. Zaczęłam czuć się nieswojo, że nie wiem, co to znaczy, że coś jest skandynawskie, vintage, glamour,  a kiedy robi się nowoczesne. Oczy błyszczały mi na widok tych wszystkich pięknych rzeczy i serce rwało się, żeby gdzieś dalej, wyżej, mocniej… Ale już prrrr, Dzikusko! MAm nadzieję, że w porę wcisnęłam je  na swoje miejsce.

I Bozia mi świadkiem, że śmiałam się przez łzy, że u mnie to zawsze musi być jakoś pod górkę. Na opak. Zamówienie kanapy? Ok, czas oczekiwania 2 tygodnie. Zmiana wymiarów, poduch i wykończeń, tak żeby zmieściła się w nowym mikrosalonie, przystępna cena, moje wypieki, Pan Miecio, co nie widział problemów. Kanapa dotarła. 7 tygodni później,w międzyczasie moje zamówienie zginęło, potem się zrealizowało, ale 45 cm większe, a na końcu dotarło. W sobotę o 5 rano.

Meble? Nie, nie z eleganckiego sklepu ze znaną japą w reklamie. Przestrzeń w nowym, mikrosalonie, mocno ograniczona, nie dało się szaleć, a wydać cały meblowy budżet na stolik RTV frajda żadna. Przemierzyłam kilometry giełdy, gdzie zjeżdżają się producenci mebli, Mietki, Zbyszki i Waldki. Byłam tam, gdzie większość moich koleżanek nie zjawiłaby się albo nie przyznała. I spośród wszystkich rzemieślników, wybrałam takiego, co mu najlepiej patrzyło z oczu, bo w swoim umyśle Radomskim założyłam, że chcę dać zarobić komuś, kto jest uczciwy. Dobry. Niecwany. Śmiejesz się? Nie pomyliłam się jednak.

Pan pomylił za to treść zamówienia i meble zrobił zupełnie inne. Telefony, rozmowy, wzajemne przeciąganie liny, moje próby zapłacenia za robociznę, jego próby zmodyfikowania mebli. Powinnam jebnąć słuchawką, powiedzieć – nie było umowy, nie ma sprawy, nara, cześć. W końcu to mój salon, inwestycja i wydatek na najbliższe lata. Ale ja jestem Radomska. Mi łatwiej było przyjąć, że będę miała w salonie meble, z którymi obcowanie będzie wymagało flaszki wina niż przyjąć, że przez zwykłe nieporozumienie ktoś przeze mnie stracił swój czas i pieniądze, bo szukał specjalnie dla mnie obić krzeseł i uchwytów.

Zmieniłam kilka frontów, poprosiłam o zmianę nóżek, w regale o półeczki, żeby nadać beznadziejnej bryle jakiś kształt i przyjechały. OD tygodnia się oswajamy. Siadam w salonie z moją czarną, gorzką kawą, patrzę na regał, ktoś powiedział, że skandynawski, ale dla mnie radomski, na tanie dodatki, skromną kolekcję książek, której nigdy nie było gdzie i jak gromadzić i… Uśmiecham się. Cel remontu, czyli wyodrębnienie nowego pokoju jako tako osiągnięte. Tak to wyglądało, kiedy znalazłam mieszkanie w ogłoszeniu:

Teraz ten stół przecięłaby ściana. Za nią “mój pokój”, czyli na razie graciarnia. Pokój jest, funduszy brak. Ale takie jest życie. Prawdziwe życie. Prawdziwe życie nie wygląda ładnie na pintereście. Wahałam się, czy Wam pokazać nową odsłonę, bo podłoga jest brzydka, dziwny dekor na ścianie po poprzednich właścicielach musiał zostać, bo kucie ścian i sufitu po przeprawie z barankiem w sypialni jakoś nas nie podniecało. I krzesła, pasują do poduszek, ale nie do stołu. Kanapa jakby inspirowana folkiem, regał skandynawią, stolik inspirowany ofertą Biedronki.

No ale co? Siebie się mam wstydzić? Przecież jestem już duża.

Mam swój stół, robiony na zamówienie, specjalnie dla mnie – porządny i masywny, nie jakieś gówno ze sklejki “na razie, dopóki nie ma kasy”. Mam kanapę, którą wybrałam do swojego domu, na której zasiadam po ciężkim dniu, kiedy zasłużyłam na odpoczynek. I mam meble, w kolorze dębu Canyon, który na żywo jest naprawdę piękny, a wybierałam go na podstawie 5cm2 płytki. I mam dziurę w szafie, bo panom odbiły drzwi i jebnęła w nią w klamka. No, ale… takie jest życie. Moje życie!

Mimo przygód i perypetii usługi Pana od mebli polecam całym sercem – tak się przejął tym, że mnie zawiódł, że dostarczył je osobiście, mimo gorączki i choroby. Kanapę także zamówicie jak biali ludzie i dostaniecie ją w normalnym terminie, to po prostu ja mam magiczną moc przyciągania przygód.

Oto salon, bez ładu, składu, spójnej koncepcji. Przytulny. Mój. powstały z podzielenia pięknego, przestrzennego pomieszczenia na dwa, nieco ponad 12 metrowe, żebym mogła za drzwiami schować to, co nie należy do radomskiej matki i żony, a co na razie niestety jest suszarką na pranie i rowerem ;-)

Stół z krzesłami
Na indywidualne zamówienie, blat: dąb canyon, malowane na biało elementy, obicie krzeseł koronką. Stół rozkładany do 1,90 m, krzesła 4 – 1400 zł.

Meble do salonu. Szafka RTV, szafa, regał, na wymiar. 1100 zł

Kanapa – zmieniłam obszycia, poduszki, boki, długość kanapy. Zapłaciłam 1500 zł

Kolejne 4,5 tysiąca pochłonęły materiały, panele do sypialni, kabina prysznicowa, farby, drzwi z ościeżnicami i hot dogi Leny przy każdej wizycie w markecie budowlanym. Następne 1300 zł  rolety dzień/noc w całym mieszkaniu, must have na 10 piętrze wieżowca. Za wszystko zapłaciłam z własnych pieniędzy, ale lekcja  na temat życia i swojej wytrzymałości, która skończyła się w któryś czwartek, na dziale oświetlenia w Castoramie, gdzie ryczałam, że to mnie przerasta, była bezcenna.

Regał klepany w mojej głowie. Wypełniony książkami, które zdołałam ocalić. Egzemplarz Tokarczuk, z jeden Marquez, Żulczyk – przeplatani Gombrowiczem i pozycjami męża “1000 najsłynniejszych bitew” czy inną mitologią. Ułożone chaotycznie, bez związku, być może bez sensu. Obok książek kilka dekoracji – jakaś świeczka, pudełko w kształcie pnia, wszystko, co sprawiło, że szybciej zabiło mi serce. Nic z jakiejkolwiek przemyślanej, spójnej koncepcji. Wszystko tanio. Regał jak ja – zlepek różności, który tworzy całość – uroczą, dziwną, paskudną, bezgustną, wyjątkową, zależy kto patrzy. Na ten sam regał. I na mnie.

Ile to się człowiek o sobie dowie w czasie remontu! O sobie, bo o aranżacji przestrzeni nadal za mało! Jestem taka cała Radomska, nie Rozenek, nie Lewandowska. I nie lubię cappucino. Wpadlibyście na kawę? :) 

P.S. Obraz nie wisi, bo … szkoda mi ściany na gwóźdź… I nie pasuje mi już tu. Szukam takiego z dmuchawcami. Podpowiedzi chętnie przyjmę. Krytykę też zniosę.

Cześć, jestem już, jestem :) Bądźcie dla mnie mili, bo ja za bardzo nie jestem!

84 komentarze
  1. Olu – jest slicznie i przytulnie! Gdybym byla w PL wpadlabym na kawe lub soczek :)
    Nie odbierz mych slow jako pocieszanie czy cos w tym stylu- mnie sie naprawde podoba.
    Pozdrawiam Cie bardzo cieplo. Zycze spelnienia pozostalych marzen.

  2. Pewnie, że bym wpadła! Talentu do dekorowania i urządzania wnętrz mi brak. Przy ostatnim remoncie łazienki prawie doszło do rozwodu, bo tak oboje z mężem kochamy te markety budowlane i wybieranie koloru fugi…. Kawę pije gorzką i fusiastą jak Ty i uważam, że ten pokój jest piękny :)

  3. Radomska,
    Musisz mi uwierzyć, bo ja naprawdę się znam. Mam naprawdę dobry gust. Ludzie wchodzą do mojego mieszkania i ich zatyka. Wysyłają mi rzeczy i pytają o zdanie. Jak coś ładnego trzeba kupić, to ja to znajdę. Postawię dobrze. Dokomponuję. Śledzę 100 blogów wnętrzarskich. Pintrest i Insta. O projektowaniu wiem wszystko. Jestem uzależniona od piękna. Moja jednostka chorobowa to estetyzm.

    Więc Ci mówię: jest dobrze. Nawet, jest bardzo dobrze! Wyrzuć tylko ten obraz i będzie świetnie.

    Buziaki!

    1. no dlatego nie wisi. znajdź mi ładny, dobra? a jak jeszcze znajdziesz fajne dmuchawce, to petarda. Bardzo dziękuję, bo to dla mnie strasznie stresujące i intymne. Już chyba łatwiej by było gołą dupę pokazać no!

  4. Great !!
    Nie umię się nadziwić jak z tak małego pomieszczenia stworzyłas coś tak cudnego :)
    To jest Twój i zarazem mój raj na ziemi :)
    Tez taki chce!!!
    Ciasny ale własny:)!
    Pewnie ze bym wpadła na kawę, nawet wypiła bym z Tobą gorzka (pomimo ze nie przepadam). W takim miejscu z taka osoba wszystko smakuje.

    Good job !

  5. Powiem Ci Olu szczerze, super. Widać, że urządzał go człowiek, a nie pinterest ;) Sama jestem przed remontem pokoi i po remoncie łazienki, która dalej nie ma mebli, bo nie mogę się zdecydować. Znam uczucie euforii, która towarzyszy pierwszym minutom po wyjściu ekipy remontowej. Jest git, tak trzymaj. Macie z Lenutkiem świetny salon.

  6. Rozenek niech się wypcha z idealnie dobranymi rzeczami, które nie mają duszy bo są zbyt idealne, a tym samym puste! Regał pokochałam od pierwszego wrażenia i jak kiedyś będę sobie mogłam urządzić własne mieszkanie to pozwolę sobie bezceremonialnie zerżnąć ten wspaniały pomysł półek i pudełka w kształcie pnia :D To kiedy wpadać na kawę? ;)

    1. ależ zdaję sobie sprawę. Po prostu, jak każdy chciałam idealnie. Ale naprawdę dobrze mi z “realnym” :)

  7. Szczerze – bardzo dobry tekst (sic!), ale beznadziejnie urządzone mieszkanie. Moim zdaniem oczywiscie.. więcej nie dało się na mniejszej powierzchni ustawić?:) Zabierasz sobie przestrzeń,a durnostojki w tym nie pomagają – wszędzie jest coś nautykane, za miesiąc to będzie dramat.

    Czemu kanapa nie ma dwóch normalnych poduszek na oparcie? Te kilka małych się zaraz wygniecie.. I jest strasznie ozdobnie, a proste formy uszlachetniają wnętrze.

    Już żadnych obrazów, nawet dmuchawców (bleh, jak z katalogu Castoramy właśnie). Pomijam okrpone beże i brązy – co Polacy mają z tymi beżami?:) Na ścianach powieś coś w dużych białych ramach z szerokim passpartout. Może być kilka sztuk, najlepiej czarno – białych grafik z intensywnym kolorem dodatkowym. Błagam – obrusik? taki ni wpiął ni wypiął? Ani nie chroni stołu, ani go nie pokazuje – jak już zapłaciłaś, to pokazuj! I na tym obrusiku dodatkowo podkładka.. to jest podkładka pod talerz, a nie ozdoba.
    No i literki, w Polsce, to może lepiej po polsku? (piszę to z pełną świadomością osoby, która na co dzień pracuje w 100% w j. angielskim)

    ps. Wyrzuć obraz i nie słuchaj pierdów, że jest ładnie – może tak być dopiero, szczególnie regał daje nadzieję (zmień uchwyty koniecznie)

    1. dziękuję za opinię. Poduszki się nie wygniotą, bo są sztywne. Obrusem zakrywam “rozłączenie” blatu, podkładkę położył mąż, obrazu szukam, a uchwyty mi się podobają. Niemniej jednak dzięki za wyczerpujący komentarz :)