Tytuł mógłby sugerować, że to tekst z serii – mam na imię absurd! Wymyśliłam sobie, że się poudręczam, pogłodzę, a gawiedź rozbawię wizją siebie masturbującej się do zdjęć czekolady i kebaba. A tymczasem po raz piąty odcinam dopływ kalorii, żeby się… Nie śmiać. I wychodzi na to, że jednak trąci absurdem.

Kiedy jeszcze dzieliliśmy we 3, wraz z psem, 42 metry przestrzeni i mój obłęd był bliski, nie ze względu na spartańskie warunki, bo na łeb nie upadłam, żeby narzekać, co na potrzebę zamknięcia się gdzieś sam na sam ze sobą, pod nosem, jak mantrę, powtarzałam, że chciałabym mieć szafę w której byłyby tajemnicze drzwi do pokoju. Tylko mojego i tylko dla mnie. Żebym mogła sobie tam znikać, czas w miejscu startowym zatrzymywał się łaskawie, by dane mi było złapać oddech, złapać dystans w samotności i ciszy.

Ja kocham gwar, a ludzie nakręcają mnie do działania. Nadają tempa i biegam, nie zważając na kolki, kiepską kondycję i powtarzając, że gdyby była szafa… Szafy nie ma. Ba, fizyczne zbudowanie ściany w salonie i stworzenie kilku metrów wlasnej przestrzeni też nie pomogło. Zadziałała magia paraliżowania zdarzeń nieszczęsnym “gdyby” – “gdybym miała buty, to bym poszła, nie mam, więc stoję” zamiast – “potrzebuję butów, żeby pójść, potrzebuję pójść, więc zdobędę buty”.

Potrzebowałam wyciszenia. Marzyło mi się takie jak z filmów, jakiś ośrodek, nakaz milczenia (tak, dla mnie!), medytacje, przerwa, stop, dystans. Bo ja nie umiem. Sama z siebie nie umiem. I widzę jak hierarchia priorytetów zaczyna się trząść a w głowie huczy pytanie “Ola, chciałam robić jedno, robisz sześć, na jedno nie masz siły, czasu, uwagi, co Ty odpieprzasz?” i znalazłam sposób.

Nie polecam, nie pochwalam, chciałabym być na tyle pewna siebie i świadoma potrzeb, żeby nie dać się złapać w klasyczne muszę i głupio, że radzę sobie tak przyziemnie.

Moja przygoda z głodówkami zaczęła się ponad 2 lata temu. Znajoma rekomendowała, ja uważałam, że to idiotyzm, ale ziarno wątpliwości zostało zasiane i po wielu miesiącach zapragnęłam eksperymentów.

Mam problem z  “za dużo”. Za dużo oczekiwań, za dużo obowiązków, za dużo rzeczy, a także, przyziemnie, za wielka porcja tego, co smaczne, a nie dobre dla mnie, jakby dokładka potrafiła przytulić, jakby kolejny czelendż odhaczony z jęzorem na wierzchu sprawił, że doceni już każdy, a z nim ja, że  “potem odpocznę”.Nie ma potem.

WIęc wyrywam się z biegu siłą i bardzo po omacku. Dlaczego piszę o tym tu? Bo widzę, że zamartwianie się o zasięgi, o to, że Was rozczarowuję, że tematów poważnych, rodzicielskich jest jest tu za dużo, a jaj i szydery, która tak się klika i cieszy, za mało, o to, czy zdołam napisać te dwa w tygodniu, żeby było regularnie i odpisać choć pół zdania, żebyście wiedzieli jakie to istotne, choć krzywo patrzy mąż.

I stop. O zdrowotnych właściwościach głodówek pisać nie będę, ja serwuję sobie tylko takie przerwy od pędu w codzienności i z fascynacją obserwuję ten eksperyment, to co odkrywam, bardzo często nieprzyjemne.

Mija właśnie 9. dzień postu. Nie podam CI przepisu na frytki z marchewki i zupę, nie będę piszczeć, że schudłam, bo nie ważyłam się nim wstałam rano twierdząc, że to dziś. Robię sobie przerwę od emocji, bo… Najzwyczajniej odcięcie dopływu kalorii redukuje zasoby paliwa i po ludzku nie mam siły.

Mechanizm obronny organizmu (nie twierdzę, że dobry dla niego, oj nie) jest taki, że się wyciszam. Nie chce mi się gadać, rozmawiać, zapisywać na kartce listy spraw. Kroję sobie tą marchewkę i czuję spokój i ciszę, której szukałabym w szafie i w swoim pokoju, a której nie umiem sobie dać sama.

Wywalam z diety te cholerne alergeny, które gdzieś po pół roku wplątują się w menu i wracam do swoich zasad, które pozwalają mi się zatroszczyć o siebie. Jest trudno, bo świat nie wciska “stop klatki”, a ja jestem w wersji demo, ale skoro nie da się na razie inaczej…

Dlatego wybaczcie, prze Państwo, zaczęłam się gubić w lajczkach i klikach i wyceniać je nie po swojemu, a tego nie chcę. Utknęłam w durnych rozterkach, czy “pokazać Wam coś” czy “unikać linczu”, nadmiernie zakładając, że to ważne i ważność temu nadając. Przede mną jeszcze kilka dni, a potem, taki miesiąc miodowy.

Odkrywania starych-nowych smaków. Nie kebaba, a możliwości posypania sobie sałatki sprażonymi ziarnami i kawałkiem szarlotki. Powolne wracanie do sił. I tego, co się wyklaruje – tego, co ważne, w z godzie ze sobą.

To nie mistyczne i nie rozwiązuje problemów. Ot, dwa razy do roku skupianie się na krojeniu papryki i przypominnie sobie, jak pyszne są pomidory malinowe z cebulą i jak fajnie być głupim przez chwilę i żyć od rana do wieczora, ani chwili dłużej i mocniej, to taka moja trochę terapia. I póki nie znajdę metody na lepszą, by wracać do siebie, pozwolę sobie ją stosować.

Dzień 9. Kłaniam się z nieobecnym uśmiechem i bardzo, bardzo spokojna. Wrócę lada moment, taka jaką ja siebie lubię, przez chwilę bez tej paniki “CZY NA PEWNO LUBIĄ WSZYSCY”. Do poczytania i obejrzenia, mam nadzieję, ale już zdrową i nie podszytą autentycznym przerażeniem?

Ola. Trochę mniej, ale ciągle, jak najbardziej, Radomska :) 

49 komentarzy
  1. Brawo! Kamień z serca, że umiesz się zatrzymać, spojrzeć na sytuację racjonalnie i wróciło do Ciebie, że chwilowo gorsze statystyki Cię nie złamią :*

    1. Odpoczywaj i wracaj do sil. Glodowki/posty pomagaja wrocic nie tylko do zdrowia fizycznego ale takze psichicznego. Ja za niedlugo zaczynam miesieczny post i juz nie moge sie doczekac 😉 pozdrawiam i czekam na powrot naladowanej energia Radomskiej 😁

    1. U mnie tez dziś 7 dzień. Zakładam 14. Ale w marzeniach slonecznik, jaglanka i warzywa z odrobiną masła…

  2. Spokojnie nabierz powietrza. Robisz i pokazujesz dobre rzeczy, wierze,ze ludzie chcą w tym uczestniczyć :)

  3. Lubie post Dąbrowskiej podobnie, za to że można odpocząć, siła rzeczy unikam wtedy miejsc tlocznych przesiaknietych wszystkim ja moje dziecko i moje marchewki. Wyostrza mi się wzrok kolory stają się wyrazniejsze zapachy mocniejsze. Lubię ten czas… Spokoj odczuwanie wszystkiego lepiej bardziej mocniej… Byle przeżyć pierwsze trzy dni później już tylko lepiej :) pozdrawiam!

  4. Głodówki są dobre.Nie myślisz wtedy o problemach ….masz to wszystko w dupie bo jedyne co zaprząta głowę to …..jedzenie😉😉….co zjem jak to się skończy🤣🤣
    Też bym spróbowała ale karmię piersią małego człowieczka i póki co nie mogę się wyłączyć.
    Pozdrawiam i życzę wytrwałości😘

  5. Spoko, poczekam, nie pójdę sobie, nie zapomnę. Trzymaj się, oczyszczaj, wyciszaj, każdy ma swoje sposoby – ważne, że działa

  6. Jak dobrze,ze napisałaś ten tekst! To wszystko wyjaśnia. Powiem Ci szczerze że już się martwiłam co się z tobą dzieje! Tak bardzo lubię Cie oglądać bo poprawisz mi humor a tu…. CISZA! SPOKÓJ! i tak sobie myślę co jest do *uja! Teraz już wszystko rozumiem i czekam na “stara” Ciebie! Buziaki ;*

  7. Olinek zrobiłam post 10 dni postu 10 dni wyjścia przed Wielkanocą, chyba nigdy wcześniej nie udało mi się wytrawc na jakiekolwiek diecie tak jak na poście, jestem miesiozerca i glutenu pochłaniaczem, ale dzięki temu eksperymentowi zobaczyłam że jedzenie warzyw wcale nie jest takie trudne, można nie jeść mięsa i chleba, niestety na mnie wpłynęła trochę depresyjne i nie byłam w stanie gotować rzeczy których jeść nie mogłam ale podejrzewam że zrobię te dietę jeszcze raz nie tylko ze względów kilogramy lecą jak ludzie na otwarcie biedronki w poniedziałek po niedzieli handlowej, ale też ze względów zdrowotnych

  8. Kurcze no uwielbiam Cię słuchać, ale nie mogę czytać. Za cholerne nie potrafię ogarnąć tych tekstów, albo ja za szybko chce to przeczytać albo Ty tak chaotycznie piszesz? Nie wiem ale sam wstęp wprowadził mnie do nikąd i szczerze powiem nie doczytalam reszty.

  9. Olu, Oleñko, Olinku, że tak sobie pozwolę. A rób Ty sobie co chcesz, byle łapać swój własny spokój. Ja cały czas szukam sposobu na to. Nie znalazłam. Ale głodówki odpadają, bo tak niewiele mam przyjemności w życiu, że z żarcia nie zrezygnuję 😂

  10. I znów w punkt- przymierzam się do postu Dąbrowskiej, do uleczenia i ciało i dusza, bardzo też rozumiem określenie, jakoby dokładka czegoś pysznego mogła przytulić, ukoić.. to taki sposób na zatrzymanie, skupienie, ustawienie priorytetów w głowie, po prostu reset w dzikim pędzie, bo taki post wymaga skupienia i przemyślenia. Liczę na to ze sobie wszystko poukładasz, bo przykro było patrzeć przez ostatnie tygodnie na Twoje rozedrganie, na Twoje zniechęcenie, na Twój strach i niepewność- Olinku lubimy, kochamy taką jaką jesteś, bądź sobą A będą i zasięgi i klikalnosc, tylko się nie przejmuj bo Ty sprzed kilku miesięcy A w ciągu ostatnich kilku tygodni to bez porównania :*

  11. Ja dzis kończę 16 dzień postu -ludzie pytaja co sie stalo ze tak milczę bo przecież zazwyczaj buzia mi się nie zamyka. Trzymam w milczeniu kciuki za nas Obie ! :)

  12. Droga Aleksandro,
    To dobrze, że znajdujesz w sobie tyle siły i samozaparcia aby co pół roku zrobić taki reset. Bo resety są potrzebne. Nie wiem jak Ty ale ja jestem uzależniona od gwaru, ludzi, roboty, projektów. I zawsze ale to zawsze przez te wszystkie lata zajeżdzałam się tak ze mój organizm protestował. Protestował w sposób taki, że czerwiec i grudzień (i to jeszcze okres tak cudownie świąteczny) spędzałam z daleka od piwa ze znajomymi czy świątecznej rodzinnej biesiady a we własnym łóżku. Organizm się buntował i sam stwierdzał “STOP ja dalej nie jadę”. Trzeba naprawdę dojżałosci w głowie aby samemu po sobie aby poznać, że regeneracja/reset jest naszym obowiązkiem wobec samych siebie. Bo jest…
    Szczerze? Szanuję to niczym Dawid Podsiadło. I nie ukrywam… trochę zazdroszczę. Chociaż też nie ukrywam, że mój obecny zakręt życiowy i odpoczynek i to ze mam czas zrobić te wszystkie rzeczy na które wiecznie nie miałam czasu… wpływa pozytywnie i oczyszczająco. Czuje się jak na resecie po długim biegu. I dochodzę do tego, że nie ma sensu odpoczywać pół roku po 28 latach. Właśnie chodzi o bardziej regularne przeglądy swojej głowy tak jak w samochodzie czy w zębach.
    Z tęsknotą czekam na każdy tekst czy wpis, ale… nie ukrywajmy ze nie jesteś maszyna tylko żywym czlowiekiem. Który przeglądu tez czasem potrzebuje. Nie ukrywajmy ze wszystko ma swoje granice – nawet “istotność czytelników”. Chociaż niektórzy tego nie rozumieją.

    Radomsiu, gratuluję znalezienia swojego resetu. Będę czekać na powrot sił i weny wiernie niczym Penelopa. A Ty trzymaj kciuki, aby i moje powtoty do rzeczywistości za czas jakiś nie były bezowocne ;-) bo nauka resetu to jedno z moich największych wyzwań.

    Ściskam,
    Szynszyl

  13. Jesteś niesamowita w tym co robisz! Nie dość, że nie brakuje ci pomysłów na teksty, przekazujesz je w fenomemenalny sposób, zawsze w punkt😊 to jeszcze rozbawiasz innych sama czerpiąc z tego radość. Czy to nie jest w tym najfajniejsze? Żeby podzielić się tym optymistycznym podejściem? Pamiętaj, ze są babeczki, które oglądając cię szepczą sobie pod nosem ~OHO, NIE TYLKO JA ODCZUŁAM, ZE DZIŚ PONIEDZIAŁEK… ściskam!

  14. Olunia, rób co dla Ciebie dobre i co Ci pomaga. Chciałoby sie napisać że wielbię Cię w dwóch wydaniach-dietetycznym i nie, ale wyznaje Ci miłość w każdym moim komentarzu i boję się być posądzona o psychopatyczną fankę.

  15. Ten post to najlepsze co mnie w zyciu spotkalo w ostatnim czasie. I to dzieki tobie bo od ciebie uslyszalam o nim po raz pierwszy. Jestem biedronka i naprawde przy tej chorobie emocje czasem siegaja zenitu niestety bardziej w strone negatywna. Ale po 6 tygodniowym poscie a nawet juz w trakcie jego trwania bardzo sie wyciszylam i odpoczelam od negatywnych emicji. Ale najlepsze jest to ze moja luszczyca w wiekszym stopniu znikla co sprawilo ze naprawde czuje sie rewelacyjnie i nawet chodze w krutkim rekawku co w zeszlym roku bylo dla mnie ogromnym wyzwaniem. Niedawno skonczylam 2 tyg przypominajke i jestem mega zadowolona. Post pomogl mi spojrzec na moja chorobe z innej strony i mysle ze nawet zaczynam akceptowac fakt ze juz zawsze bede biedonka tylko czasem z wieksza iloscia kropeczek a czasem mniejsza. Olus ty tez znajdziesz ukojenie w poscie i wrocisz do nas taka jaka cie kochamy. Pozdrawiam i zycze zdrowka dla Lenki😗

  16. Podziwiam Cię 😍 u mnie sama świadomość, że jutro zaczynam dietę sprawia, że mam fantazje o burgerze, zapiekankach i tym, czego nie jem.na codzień. Jesteś silna. Mega silna. Zazdroszczę, podziwiam i też chcę taka być!

  17. Dziwne to ale jestem tu nowa,anigdzie się nie wybieram bo mi się spodobało.Od mojego weganizmu do Twojej głodówki blisko…mam chęć też tak się wyciszyć.

  18. Wczoraj był mój ostatni – 6 dzień. Leżę właśnie najedzona na kanapie i w jakiś perwersyjny sposób, tęsknię za tym postem. Ta nicość w głowie była przyjemnym odchyleniem od normy.

  19. Odpocznij złap dystans, gorsze statystyki to przecież nie koniec świata .Powodzenia my tu poczekamy aż wrócisz :)
    Ja z przymusu od diabetologa na dajecie głodowej która niestety nie jest dla mnie wyciszeniem :( a wręcz przeciwnie chodzę i warczę na wszystkich biedna rodzinka musi to znosić aż do końca ciąży , a jeszcze sporo zostało.

  20. Szalona czy spokojna.
    Aktywna lub mniej aktywna.
    I tak Cię uwielbiam Radomska!!!!! ❤️
    Rob co musisz i wracać ze zdwojona siła ❤️❤️❤️❤️❤️

  21. Każdy robi to co lubi, ja lubię się odchudzać i w ciąży przytyłam 22kg żeby teraz to gubi. Już w ciąży marzyłam o tym żeby iść pobiegać albo dać sobie taki wycisk na siłowni że pot po dupie cieknie. Ciągle słyszę że jestem nienormalna, że dobrze wyglądam i nie muszę tego robić, ale ja to lubię więc odpimpać się ode mnie. Więc każdy robi to co uważa za słuszne. Brawo Radomska 😉

  22. Jedna z głupszych rzeczy jakie tu przeczytałam. Już od dawna trudno mi było czytać i oglądać, ale tą głodówką i dorabianiem do tego mistycznych teorii przeszłaś samą siebie. Mimo wszystko, powodzenia w dalszych projektach i życiu, buziaki dla Lenona.

    1. Ale to po co się męczysz? :) pozdrawiam ciepło w imieniu Lenona i swoim. I owszem, głodówka to dla mnie trochę mistyczne doświadczenie.

    2. Ależ Ty nie zrozumiałaś idei. To jest fizyczna realizacja tego dowcipu:

      “Przychodzi Mosze do rabina i narzeka: – Rebe, jakie ja ma fatalne warunki do życia! Mieszkanie małe, straszna ciasnota, żona krzyczy, dzieci płaczą, hałas, rwetes… Ja już nie mogę wytrzymać! Co robić?

      Na to mądry stary rabin mówi: Mosze, ty kup sobie kozę. Mosze zdziwiony ale przecież rabin mądry i słuchać go trzeba.

      Po kilku dniach jednak Mosze znów przyszedł do rabina – kompletnie załamany: – Rebe, coś ty mi doradził?! Teraz jest jeszcze gorzej, niż było, jest jeszcze większa ciasnota i hałas, żona krzyczy, dzieci płaczą, koza beczy i śmierdzi, wszystko zżera. Katastrofa! Jaki ja jestem nieszczęśliwy!

      Na to rabin spokojnie odparł: – Mosze, ty teraz sprzedaj tę kozę.

      Żyd znów posłuchał rady i po kilku dniach powrócił do rabina, cały rozanielony. Opowiada podekscytowany: – Dzięki ci, rebe, za radę, sprzedałem kozę. W domu sielanka – cisza, spokój, mnóstwo miejsca, nic nie śmierdzi. Jaki ja jestem teraz szczęśliwy!”

      Tak właśnie działa każdy reset psychiki.

  23. Powolutku dojrzewam do rozpoczęcia postu. Słyszałam o nim dużo dobrego. Moja koleżanka była “na poście”
    29 dni i to ona opowiedziała mi o jasnych i ciemnych stronach postu. Niestety, na razie na samą myśl, biegnę do chlebaka🙁 Bo chleb, to moja morfina, heroina i czekolada, w jednym. Ale postanowiłam… zacznę dokładnie, dzień po zakończeniu roku szkolnego, kiedy będę mogła “zwolnić” i pozwolić sobie na przeżywanie tych “ciemnych stron”😉 Czekam na Olinka, takiego jak wcześniej 🙂Podziwiam i pozdrawiam.

  24. Ja to odkąd mogłem, to wolałem zrobić czasem reset po męsku – spotkać się z kolegami na piwie, wrócić w dobrym nastroju ale w pełnej świadomości. I wtedy ranek przypomina, że się żyje, przypomina co jest najważniejsze, znika wtedy poczucie welt-szmelcu ;)

    Bo jak to mówią – alkohol pożycza dobre samopoczucie od przyszłego poranka :)

    Ale to właśnie kac swoją fizycznością bólu głowy ustawiał priorytety, wyciągał mnie z doła. Przypominał o piramidzie potrzeb – bo gdy człowiek musi walczyć o przetrwanie, to jakoś przestaje mieć znaczenie co się dzieje w polityce, że świat jest źle urządzony, że “z tylu różnych dróg przez życie”…

    Aczkolwiek chyba się starzeję, bo od jakiegoś czasu już sama świadomość porannego kaca zniechęca do imprezowania. A walka o przetrwanie staje się codziennością, gdy ma się dzieci…

    1. Głodówka to najgorsze co można zrobić dla organizmu. Najważniejsza jest dieta oparta o odpowiedni stosunek białek:węglowodanów:tłuszczy. Głodówką (zwłaszcza długotrwałą) można sobie tylko zaszkodzić, ponieważ zaczyna brakować witamin obecnych np. w mięsie i tłuszczach.

      Wiem to od dietetyka. Mimo, że mam do zrzucenia 30 kg to odżywiam się normalnie (2000 kcal / dzień). Ćwiczeń nie robię w ogóle, jedynie do pracy rowerem łącznie 60 minut dziennie. W 2 tygodnie mam spadek wagi o 4 kg (w tym wzrost masy mięśniowej o 2%, a mięśnie ‘ważą’ kilka razy więcej niż tkanka tłuszczowa. Co tydzień sobie jem ciasto i piję kawę w kawiarni jak człowiek, a i Subwaya nie odmówię lub piwka na mieście :)

      Głodówka sprawia, że wpada się w depresję i osłabienie, nic więcej. Oczywiście, zapewne coś się schudnie, ale zaraz po zakończeniu głodówki będzie efekt jojo (organizm ‘z obawy’ przed gorszymi czasami przyswoi więcej składników pokarmowych niż normalnie, żeby mieć zapasy. Jak niedźwiedzie przed zimą). To również info od dietetyka-lekarza (dwie specjalności).

      Ja nie potrzebuję głodować, żeby się lepiej czuć :) po prostu zawsze się czuję dobrze.

      PS. dzisiejsze śniadanie:
      – 3 kromki chleba pieczonego własnoręcznie; pół papryki, 1 cały pomidor, 2 plastry szynki i ogórek kiszony. Raczej nie głoduję a chudnę :) a wczoraj na obiad spaghetti (zwykłe bolonese, ale nie z gotowca typu sos w słoiku).

      Rozkład posiłków:
      I śniadanie 6:00
      II Śniadanie 8:30
      Lunch 14:00
      Obiad 17:00
      Kolacja (bez chleba) 20:00
      Przekąska (owoc między dowolnym posiłkiem ale nie później niż przed kolacją, bo owoce na noc sprzyjają tyciu (ze względu na zawarte cukry). Przekąskę jem między 2 śniadaniem a lunchem (11:00).

      Rozkład kalorii:
      200:400:400:600:300+100=2000 kcal.

      Jak idę do kawiarni to już np. Obiadu nie jem lub jem mniejszy i pomijam kolację, gdy idę późno do kawiarni.

        1. Może i chodzi o co innego, ale głodówka jest bardzo niezdrowa. Prowadzi do zaburzeń funkcjonowania narządów jak serce, wątroba, nerki i jelita oraz do zaburzeń wodno-elektrolitowych.

          Nie ma żadnych podstaw medycznych do stosowania tego typu diet. Najlepszą dietą dla organizmu jest dieta zawierająca co najmniej 400 gramów warzyw i owoców, a optymalnie ok. 800 gramów.

          Może komuś pomaga to psychicznie, ale wg mnie to męczarnia :)

  25. A mnie bardzo zaskoczyłaś Nigdy niespodziewalabym się ze dieta, Głodówka czy detox może wyciszać, uspakajać czy powodować ze dochodzisz do siebie.
    Nie ukrywam ze nie do końca to rozumiem, może dlatego ze sama potrzebuje kompletnie czegoś innego aby się wyciszyć ale szanuje. Jeśli tylko cię to uszczęśliwia i nie szkodzi to ok. 👍💪💋

  26. Ciekawe, że nagle wszystkie Panie są w ostatnim dniu głodówki… Olinku, może i nie chciałaś propagować głodowki, ale mimo wszystko to robisz. Bo Panie i Panowie Cię szanują… i chcą być tacy fajni jak Ty, bo przecież Ty jesteś najfajniejsza! (Bez ironii, naprawdę Cię lubię. Nie pisałabym jakbym nie lubiła) Może i w Twojej głodówce chodzi o mentalne wyciszenie, może i Tobie jest od niej lepiej. Ale komuś innemu głodówka przeżywana bez opieki porad i lekarza może zaszkodzić. Także proszę bądź odpowiedzialnym Olinkiem i pamiętaj, że wypływające z Twoich łapek słowa czytają uwielbiające Cię masy, które z radością pójdą w Twoje ślady. Bez pomyślunku i bez przygotowania. Nie mówię, że post jest zły i przepraszam, że marudzę. Ale boje się o mało rozsądne osoby, które nie znają umiaru.

    Trzymaj się ciepło. I bądź sobą nie ważne czy głodna czy nażarta :)

  27. Rozumiem, ze w pani przypadku taki post pomaga, ale wydaje mi się ze wszystko jest do czasu. Niejedzenie to również uzależnienie, skoro znajduje pani wyciszenie i spokoj głodząc organizm, prędzej czy później będzie pani powielała te schematy, tym bardziej kiedy problemy uderzą z podwójną siłą. Każdy z nas szuka ucieczki, w jedzenie bądź niejedzenie, w narkotyki, w alkohol, obowiązki, żeby zagłuszyć swoje mysli. To co pani stosuje to trochę mindfullness, tylko przy tym rani pani rodzinę nie otaczając ich zainteresowaniem i obarczając swoją apatią, wynikającą z głodu. Lepiej już udać się na tygodniowy turnus nauki medytacji czy coś równie modnego w dzisiejszych czasach. Codziennie nawet w natłoku obowiązków przeznaczyć sobie chwilę na medytacje, a nie odcinać się od życia pełnią na tygodnie. To pani życie, ale osoba publiczna powinna liczyć się z tym co publikuje i myśleć o każdym rodzaju odbiorców. Ci zagubieni życiowo mogą wpaść w niezłe bagno, bo nie zrozumieją pani idei.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.