Także tego. Dzień kobiet Anno Domini 2017 zapamiętam na długo. Radomska – polski Mr Bean wyszła do ludzi, na basen, a nawet saunę i masaż! Nikt nie zrozumiał rozmachu tego przedsięwzięcia i jak stałam w kolejce do szatni, to tak podrygiwałam z podniecenia, że wszyscy myśleli, że chce mi się siku. Zachowywanie się normalnie, kiedy w środku endorfiny tańczą zorbę jest takie trudne, ludzie nie rozumieją, bo albo robią przyjemne rzeczy na co dzień i przywykli albo przestali je robić! Ja ciągle jestem amatorką! Z moją częstotliwością sprawiania sobie radości to każdy raz jest moim pierwszym! Dziś tekst o tym, jak Radomska wyszła do SPA, czyli co, gdyby Mr Bean był kobietą. Długi, ale z myślą o wszystkich tych, którzy tęsknili za odrobiną MIĘSA, niechaj się najedzą do syta!

Jak ja sobie coś obiecam, to nie ma zmiłuj, po prostu. Zarzekałam się, że schudnę  w podstawówce? I Co? Raptem 15 lat później już jest po krzyku. Co nagle to po diable, jak to mówią, do spektakularnych zmian należy się dobrze przygotować, żeby nie doznać szoku. I tak do Paryża wybieram się już 12 lat, liczę na to, że go nie przeniosą, nim dotrę. A kiedy po porodzie doskwierały mi plecy, to raptem niecałe 4 lata później mogłam już pochwalić się biletem wstępu na masaż! Ha! Trochę ponaglił mnie fakt, że obiecał mi takie wyjście mąż, a on działa jeszcze mniej pośpiesznie i głupio byłoby tak wydostawać się z trumny żeby pomasować swoje zwłoki.Ale do brzegu. Wspominałam już, że na miejsce odpoczynku, oddechu, odsapnięcia od rodziny w ciszy, WYBRAŁAM SOBIE AQUAPARK W GODZINACH SZCZYTU? Czy ja nie jestem pocieszna, no przyznaj?

W basenach jest coś obleśnego. Te uniformy: gatki oblepiające genitalia, kostiumy bezlitośnie obnażające każde odstępstwo fizjonomii od ideału, blade ryje odbijające się w płytkach PCV w radosnym odcieniu szarości (i ryje i płytki)– aż człowiek od razu nabiera ochoty, by spędzić czas w jednym, wspólnym zbiorniku z całą resztą obleśnych, jak on sam, ludzi, czyż nie?! YAY!

Takich obiektów jest w mieście sporo, każdy walczy o przetrwanie, dlatego organizują masę zajęć, żeby przyciągnąć klienta. I tak spotkasz tam grupę seniorów na gimnastyce, cztery przedszkola spuszczone ze smyczy, którym ktoś w szatni wstrzyknął adrenalinę, kilku sportowców upokorzonych, że musi spędzać czas z takimi brzydkimi ludźmi, kilka lasek, których widok brzydkich ludzi cieszy, parę grubasków, którzy walczą i garść zwyczajnych flaczków, niby nie najgorzej wyglądających, ale nadal bez obaw mogących kąpać się bez lepkich, cudzych rąk pełnych pożądania, na swoim ciele. I wszyscy razem. Na 17:00. Żeby w ciszy i spokoju zrobić swoje. Logiczne!

Między nimi ja. W kostiumie z czasów studiów, jak się okazało, mocno za dużym. Z dwoma smutnymi kasztankami zamiast piersi. Ryjem od chloru o fakturze trawnika pod blokiem w połowie kwietnia. Cudo, ale takie dla wysublimowanych koneserów: powyginane, mocno speszone, zdeterminowane i ślepe, bo bez okularów. Doceniająca zabawę z dzieciństwa pt. jak Ty kogoś nie widzisz, to znaczy, że oni Ciebie też nie, oddana pływaniu z zerową widocznością, bo pozbawioną okularów z ilością dioptrii dokładnie 6 i to na plusie. Pełen relaks! W zasadzie to nikogo nie widziałam! Do czasu…

W basenie taki tłok, że bałam się zatrzymać, żeby mnie nie utopili i powiedzieli, że jak wyjdę z wody to pobite gary, wypadam z gry, goń się Radomska do brodzika. I zanim się obejrzałam 60 długości po półrocznej przerwie od pływania. Bezdech, życiówka, kilka ciosów cudzej stopy po ryju, ze 4 zachłyśnięcia i poczułam, że żyję! A jutro nie wstanę…
Jestem kobietą, nie poradziłabym sobie próbując po prostu odpocząć.

Sauny.

Skoro zapłaciłam za korzystanie z ciasnych, dusznych pomieszczeń bez dostępu świeżego powietrza, pełnych spoconych nagich ludzi, to skorzystam, bo nie lubię trwonić pieniędzy po nic. Następnym razem może dogłębniej przeczytam o ofercie obiektu, który zaszczycę swoją obecnością i panujących tam zasadach. Nie będę biegała na golasa z pytaniami do recepcji i oszczędzę sobie zdziwień, bo od nich przybywa mi zmarszczek, a nie po to chudłam, by je uwidaczniać.
Coś tam czytałam. Coś tam pisali. Strefa nagości, że tylko dla kobiet. W środę. Miało to sens. Według mnie powinno…
No i na miejscu, w drzwiach, okazało się, że wejście tylko dla kobiet owszem, nawet w środy, ale akurat nie tą, sorry. I że nagość nie jest rekomendowana, a obowiązkowa. Wdech wydech.

Spokojnie, jestem nowoczesna dziewczyna, nie w jednym markecie zakupy robiłam, mam kablówkę, trochę świata zwiedziłam (poza Paryżem), luz. Dam radę. Co ja nagiego mężczyzny nie widziałam? Boże Ty mój, lekcja biologii, strona podręcznika numer 143, pamiętam jak dziś, swoje zdziwienie, że to, co mężczyzna ma między nogami, jest takie brzydkie, jakby dawała znać kobietom: nie ruszaj, dla swojego dobra, nie ruszaj,a one jak zawsze najmądrzejsze podotykały i mają, rodzinę, miłość i wyjście na basen co 4 lata, YAY!

To żaden przytyk, ot, stwierdzenie obiektywne. Sama też nie mam się czym chwalić. Bałam się, że ze stresu zacznę się wygłupiać i opowiadać o sobie: o, patrzcie, 3 lata tymi cyckami karmiłam dziecko, szału nie ma, ale jak świetnie się nimi żongluje, haha! Stres zadziałał w drugą stronę. Zamilkłam. Mężowi powiedziałam, że wyciszyłam. A ja po prostu w myślach dziękowałam sobie, że spontanicznie dokonaną depilację dzięki której nie wyglądałam jak azjatycka aktorka porno z lat 70-tych. Dokładnie tak wyuzdana i owłosiona jak sobie to w tej sekundzie wyobrażasz.

Co ja mówiłam? A, że luz. Wchodzę. Bez okularów, oswajam się. Migoczące obok fajfuski przechodzących panów przestają dziwić. Luzuję – im wszystko zwisa, mi też może, przynajmniej jestem pewna, że nie zgwałcą, tak na nich działam. Siedzenie w ciasnym, zaparowanym pomieszczeniu, na golasa, z obcymi chłopami, na golasa, no czysta frajda. Kafelki uwierają w dupę, gołą, mimochodem do głowy przychodzą skojarzenia na temat międzyludzkiej wymiany flory bakteryjnej, odganiam, razem z potem z czoła, wzięłabym głęboki oddech i policzyła do 10, ale się nie da. Ależ wypoczywam, wypoczywam.
Boże Ty mój jaka ja już jestem nawypoczynowana, trzymajcie mnie, bo świat uniosę. Rąk nie, bo jakoś nadal odruchowo zakrywam te moje tajemnicze kasztanki. Jakie są takie są, ale własne, nikomu nic do nich i nie będę się obnosić. Zmiętoliłabym i schowała  w kieszeń, gdyby nie ten brak spodni.

Taki luksus, tyle szczęścia, że 30 minut minęło jak z bicza strzelił, jak wiadomo szczęśliwi czasu nie liczą, więc to musiało być to. Po wyjściu obowiązkowy prysznic. Oddalony o 10 metrów. Najdłuższe 10 metrów w moim życiu, przysięgam. I ten mój chód – połączenie dresa, który spalił lolka i zupełnie mu z tym spoko, że tak sobie idzie oraz emeryta z endoprotezą dającego do zrozumienia, że jednak kurwa wcale nie oraz modelki Victoria Secret, która zaciska w odbycie czopka. Prysznice koedukacyjne. Jezu, co oni mają z tym jebanym równouprawnieniem, jak nie w jedną przegną to w drugą. I stało się. To czego się obawiałam. Mój wzrok przecina się ze wzrokiem nagiego mężczyzny. Sytuacja napięta jak w thrillerze.

Nie wiem, czy fakt, że skrzyżowało się mi jedno oko, bo drugie bez okularów już dawno stamtąd spieprzyło, czy speszenie pana, nazwijmy go kolegą, skoro już patrzymy sobie w oczy/oko, nago, ale nabrałam odwagi. Postanowiłam być ta spoko, wyluzowaną, pokazać, że nie robi mi to.

Całym ciałem mówiłam do niego:

Andrzej, słuchaj, jest jak jest, nie panikuj. Dziwnie wyszło, ale nie ma się czego wstydzić, ja też byłam kiedyś w ciąży, wiem, że Ci ciężko. Nie przejmuj się niczym, mi też coś zwisa, połowa obowiązków, polecenia szefa i jurne kasztanki moje pochowane w kieszeniach, których nie mam, naprawdę rozumiem. Zachowajmy się jak dorośli, morda w podłogę, ślizg wzdłuż ściany, wstrzymanie powietrza, szybkie myj myj i cześć, nie było tematu, tak naprawdę nigdy nas tu nie było, słowo! Jakoś poszło. Pleców sobie nie pomyliśmy, ale ze wstydu też nikt zapłonął.

W recepcji Lucyna. Lucy dla bogatych gości obytych w świecie, ale dla mnie, zwyczajnej takiej, z ulicy,  mnie – Lucyna, co jeszcze na pewno ciągle pije herbatę w szklance z koszyczkiem. Siedzi sobie. Poziom doinformowania jak mój, zerowy, pomocna w stopniu żadnym. I płacą jej za to, że golasów nagania, jak drzwi pomylą, Mój Boże, dobrze, że nie miałam już siły się dziwić.

Ja już wyczerpana tym relaksowaniem, a tu nadal nie koniec. Jeszcze masaż. Co mnie podkusiło, Chryste Panie,no bolą te plecy, ale już tak długo, że to w zasadzie swojski ból, jakby mi się dziwnie wstawało bez niego. Argument uzasadniający skwaszony ryj zawsze pod ręką, a jak rozpasują i przestanie boleć, to co ja powiem mężowi? Że mam taką minę, bo nie plecy, tylko, że się musiałam obok niego obudzić? I awantura przed siódmą raną jak malowana. A jak na plecy narzekam to odruchowo nie słucha i poranek zlatuje bez konfliktów.
Idę. W duchu się modlę żeby nie masował facet. Albo żeby przynajmniej był ubrany, bo się będę musiała spowiadać i zachować czujność. Jest. Kobieta. Młoda, ładna, zgrabna i jędrna. JA PIERDOLĘ Z DESZCZU POD RYNNĘ!!!! Jakby naprawdę źle mi było w domu…

I nagle odzywa się mój wrodzony brak asertywności. Tak, cierpię na coś takiego, trudno uwierzyć, ale jak Pani powiedziała, że jak coś zaboli, to mam mówić, to od razu założyłam, że będzie jej przykro, jest dzień kobiet, ona w pracy… No wiedziałam, że tego nie zrobię. Kilka dni temu połamało mnie mocno, czułam jeszcze swój kark plecy i nogi, ale najwyraźniej za mało, bo jak Pani poprawiła to się okazało, że jednak wcale wcześniej nie bolało aż tak bardzo.

Milczę. Pani 1,60 m robi ugniata mnie jak ciasto na kluski śląskie. Boli, do tego stopnia, że zaczynam odczuwać przyjemność, a żadnego Greya nie czytałam. My kobiety chyba lubimy sobie pocierpieć. Człowiek z niej drobny, niepozorny, a krzepę ma taką, że jakby piątkę zbiła to siup, złamanie otwarte jak w banku.

Przygotowałam się trochę, także psychicznie, że będzie dość nago i intymnie, po przejściach z sauny można powiedzieć, że czułam się jak naga wyjadaczka w tych sprawach i nie wiedziałam, czy pamiętam jak się majtki na dupę zakłada. Nogi wydepilowane, ja oporządzona jak na wesele, wiadomo, żeby nie było wstydu, w końcu jestem taka trochę osoba publiczna, raz nawet ktoś chciał zdjęcie i wcale nie prosił, żebym ja je zrobiła. Tylko te stopy. No kurwa, zapomniałam. Nie ma jeszcze wiosny, nikt na nie nie patrzy, a ta jak jakaś fetyszystka. Czuję jak płonę. Mam ochotę powiedzieć:

Marzena, ja wiem, że do weekendowego kursu w Żaku przyłożyłaś się sumiennie, ale nie psuj tej odświętnej atmosfery i nie przypominaj, że po sezonie nie zdjęłam podkowy i nie wymieniłam na aksamitne i wiosenne. Daj spokój. Jesteśmy tylko ludźmi. Ty się dziwisz, ja się patrzę na twoje pomalowane paznokcie u stóp i też się dziwię, że ci się chce, jesteśmy kwita, puśćmy to w niepamięć.

I jedziemy. Masarnia, bo nie masażownia. Drób przygotowywany do poćwiartowania. Ugniata, ściska, miętoli. Boże Ty mój, nie wiedziałam, że mam aż tyle miejsc, które można dotknąć, jakoś bardziej bym się przejęła. Uśmiech na twarzy,  bo zapłaciłam, łzy w kącikach,  bo bolało w domu i nie trzeba poprawiać, no jest pięknie. Postanawiam wyluzować. Wypuszczam powietrze z płuc, ulatniam dopaminę, którą utrzymywałam na wysokim poziomie na wypadek podjęcia decyzji, że jednak spierdalam, chill. Spokojny oddech, myślimy o przyjemnych rzeczach. Czas dla mnie.

Tralala. Ni chuja.

Ciekawe, co mąż zrobił dziecku na obiad. Pewnie za długo tu jestem. Będą źli. Ledwo weszłam, a zaraz muszę wyjść, proszę, odwrócić się każe, czyli koniec. A jednak nie. A w sumie to mogłoby, bo już późno. Matko, tak rzadko wychodzę, drugi raz się pewnie nie powtórzy. Tu mnie pewnie nie wpuszczą. Czy ja kupiłam ziemniaki? Jutro na ósmą do roboty. Ale karmy dla psa to na pewno nie kupił. Dobrze już, ciii…

I już zaczęło się robić miło, a oni wyjechali z rachunkiem. 130 zł za ponad 3 godziny przygód. Zaszalałam?

_______________

Ja muszę częściej wychodzić z domu. To jest studnia inspiracji i przygód. A Ty musisz mi zostawić swój e-mail:

[wysija_form id=”2″]

Podobało się? Idziesz ze mną następnym razem? Czekam na Ciebie na Facebooku i Instagramie!
Komenatarze dają mi radość, a udostępnianie daje mi skrzydła ;-) Koniec żebrania o uwagę, mua :*

 

27 komentarzy
  1. Ola, idę!
    Idę z Tobą następnym razem ?
    Ja też mam dioptrie, tyle że na minusie – razem będzie większy fun!
    Tylko daj znać, dobra? ?

  2. Hihram się …cudownie bliskie wspomnienia matki półki … pamiętaj ze kolejnym razem bedxie łatwiej ;) lub trudniej ;) bo wiesz już o co biega. Udostępniam :)

  3. nie żebym się chwaliła, ale zrobiłaś mi mega prezent na ćwierćwiecze, w sumie się nieciekawy wieczór urodzinowy zapowiadał, a tu taki świetny tekst i uśmiałam się jak….zazwyczaj zresztą przy Twoich tekstach.
    p.s. 1 sorki,że tak per Ty, ale śledzę Cie już tak długo,że jeszcze nie było Lenki i męża i myślę,że się nie pogniewasz;)
    p.s. 2 a skoro już się uaktywniłam po tylu latach śledzenia bloga i wszystkiego co się w międzyczasie pojawiało, to powiem Ci jeszcze,że UWIELBIAM kobieto Twój styl bycia;) i czytam nawet teksty macierzyńskie, chociaż do mamy to mi dalekoooooooo (głównie dlatego,że przydałby się do tego potencjalny tato, którego ciągle brak….głównie bo patrząc na Lenke, myślę, sobie,że też mogłabym być mamą takiego urwisa, a jeszcze rok/dwa temu połączenie mojej osoby z macierzyństwem było dla mnie absurdem i kwitowane było wielkim JA?! )
    p.s. 3 no to jak już się odezwałam to porządnie, wybacz,że tak bez ładu i składu ale troszkę jestem zawstydzona, to moją wylewnością;)
    p.s. 4 w razie problemów, ze zrozumieniem, mogę przetłumaczyć z polskiego na nasze;)

    pozdrawiam

    1. Chciałam krzyknąć że ja też ją też ją też mam 25 lat ale mi się przypomniało że owszem ale 3 lata temu i taki smutek mnie ogarnął..ja jestem zachwycona Twoja wylewnoscia i tak sobie myślę że na swoje urodziny to Ty mi sprawiłas ogromny prezent więc poudawajmy że mam te 25 ok? Co do dziecka i całej reszty. We wrześniu poznałam Mariusza. I zamieszkałam z nim. W lutym zaręczyny a w marcu dwie kreski. Także tego ;D ileż to roboty:D

      1. kurcze, teraz to mi dopiero miło,że odpowiedziałaś na ten komentarz:) nie ukrywam,że już dawno chciałam do Ciebie naskrobać, skomentować i pokazać,że dobrze,że jesteś….jesteś jaka jesteś…. i o tym piszesz:)! bo próbuje się inspirować takimi osobami jak Ty, ale jakoś słabo mi idzie…życie mi stoi w miejscu i ciężko mi przeskoczyć stwierdzenie “ileż to roboty” żeby coś w tym życiu zmienić…(to dopiero wylewność!)

        z tym udawaniem 25 lat czemu nie!! chociaż chyba sama przyznasz,że wcale 3 lata później nie jest gorzej:) ja przynajmniej liczę, na to,że za 3 lata jednak będzie lepiej jakoś, łatwiej może;)

        1. a czemu Ci się wydaje, że moje stoi inaczej albo leci wolniej/szybciej? Jest tak samo frustrujące, na swój sposób, życie jest za krótkie żeby szukać inspiracji u ludzi z internetów :D a, za 3 lata nic nie będzie prostsze, ale może już ogarniesz, że można to olać :D:D:D:D

          1. zbierałam się do odpisania parę dni, bo trochę poczułam się zbesztana i nie wiedziałam jak zareagować (i sumie dalej nie wiem,ale nie chciałam tak tego zostawić bez echa):) chyba się nie zrozumiałyśmy, nie chodzi mi wcale o to,że uważam,że Twoje życie jest takie super, łatwiejsze, zajebistsze, zero stresu i zero problemów a moje jest do dupy i wgl siedzę,śledzę i zazdroszczę:) chodziło mi bardziej o to przyzwolenie sobie, na to, że po prostu niektóre rzeczy można olać:) ale chyba nie do końca umiem napisać to co mam w głowie;) w każdym razie, pozdrawiam i nie zamierzam przestać obserwować:)

          2. zbesztana?! w życiu! Źle się zrozumiałyśmy, a sztuki olewania trzeba się uczyć, ja też mam gorsze dni -dziś jest sobota, mam wolne, córka śpi, a ja… przed chwilą skończyłam prasować i myć podłogi. to, co olane zwykle też kiedyś też musi być zrobione ;-)dziękuję za komentarz! I za pozytywne nastawienie mimo nieporozumienia :) !

  4. Przywracasz mi chęć do życia, w tym sensie, że ja gniję już od dwóch lat na zielonej kanapie, a tu się okazuje, że spokojnie jeszcze dwa lata mogę pognić bez żadnej wizyty u golasków, i nadal mogę być spoko ziomeczkiem, tak jak Ty. ;D Cudowny opis basenowej rzeczywistości. Ja bym do tego dodała jeszcze starsze panie, które są tak sfrustrowane, że nasze fałdy są może i obwisłe, ale jednak mniej pomarszczone, że muszą dać temu wyraz kopaniem po mordzie, gdy niechcący płyniemy za wolno tuż za nimi.

  5. Witaj Radomsiu, brawa za odwage. Nastepnym razem bedzie lepiej, pierwszy masaz zawsze troche boli, miesnie tez,to normalne.Do sauny zabierz recznik kapielowy albo kilt, zeby nie siadac gola pupa na drewnie lub kaflach.Nie placi sie za to mandatow. Wyciagnij z szafy zapomniane od lata paero i szlafrok frote. A schowaj gleboko kompleksy. Nie ma ludzi doskonalych, idealne sa tylko starozytne posagi.

  6. Radomska, ja się popłakałam :D fragment o saunie będę sobie czytać, jak mnie czarna otchłań będzie próbowała wciągnąć, okej? albo po prostu jak mnie świat z równowagi wyprowadzi <3

  7. Oo apropo masażu! Dostałam na święta masaż, odbierałam go tydzień temu. W domu jeszcze heheszki do męża- “Ty , może jaki tam przystojny Alvaro mnie pomasuje czy jak” no to foszki śmieszki itp. Ja tu się melduję w spa, a tu podchodzi do mnie, nazwijmy go Zenon, i mówi że się mną zajmie :D to se wykrakałam xD pozdrowienia, my to obie takie Grażyny SPA, co? ;P

  8. :D aż mi się przypomniało jak opisywałaś wizytę na siłowni. Piękne.

    A jak napisałaś o kasztankach, to pierwszy obraz w moim umyśle to Piłsudski na kasztance… :D
    Chwile mi zajął potem przeskok tematyczny w wyobraźni do nagości kobiety…

  9. I pomyśleć, że wpadłam na tę stronę przypadkiem googlując przepis na ciasto z buraka. A teraz czytam bloga od dwóch godzin i nie mogę przestać :-)

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.