Paradoks macierzyństwa, jeden z pierdyliarda, poza tym największym – że miewasz do porzygu dość, a godzinę po wyjściu z domu absurdalnie tęsknisz, polega na doradzaniu. Każda matka, która już nią jakiś czas jest, mniej więcej kuma, że to gra bez reguł, a już na pewno nie przestrzegająca zasad fair play. Mimo to – doradzamy – czapeczki, skarpeteczki, metody usypiania, karmienia… Chyba, że jest się matką Lenona. Bo ja nie wiem jak wygląda normalne macierzyństwo.

Ja od ponad dwóch lat jestem na tajnym szkoleniu dla służb specjalnych, gdzie uczę się, że nie wiadomo, co się wydarzy, ale w żadnej z kryzysowych sytuacji nie pomaga płacz ani zamknięcie się w WC. Znajomość podstaw psycho i socjologii oraz sztuk walki także Czasem tylko ciasteczko, ale i ono na dłuższą metę jest metodą prowadzącą donikąd. I do niczego. Konkretnie  do “zeżarło cukier, ma więcej energii, więc nigdzie gdzieś nie pójdziesz, nic nie zrobisz, bo właśnie wszystkie misie zrobiły wjazd na dywan, bo będą pić herbatę“.

13383953_1360459777303882_599411509_oCodziennie, opuszczając pokój, naiwnie sądząc, że przecież przez 20 sekund, niewiele może się wydarzyć, w panice monitoruje układ mieszkania i próbuje przewidzieć CO WYMYŚLI.  Nie jestem matką nadgorliwą, panikującą, przewrażliwioną. Mój mąż z kaszlem jeździłby na SOR, mnie na SOR zawiodłaby tylko duża rana otwarta, sącząca ropą, która mogłaby ubrudzić upraną kanapę. A tak serio.Lena od urodzenia sprawdza naszą wytrzymałość na emocje, stres i adrenalinę. Już mając zaledwie 3 miesiące, kiedy zwyczajne dzieci zaczynały przekręcać się na boki, ona, jak mała dżdżownica, uwielbiała wciskać się głową w dół w niewielką szparę między kaloryferem, łóżkiem, a ścianą. I Zaczynam podejrzewać, że jej lśniące włosy zawdzięczają swój blask zjedzonym psu chrupkom.

13383426_1360420337307826_924293848_o

Kiedyś  zawiesiłam w oknie tzw. makarony, kolorowe sznureczki  zamiast firanek, które trzeba prasować i prać. Byłam w ciąży. Gdzieś kołatało mi w głowie, że Lena w okresie dorastania i buntu, będzie chodzić w glanach i twierdzić, że życie nie ma sensu. Jednak to, że w wieku 9 miesięcy, postanowi spróbować odebrać sobie życie owijając sznurki wokół szyi. I to w outficie złożonym z pieluchy i mrocznych skarpetek w truskawki/

Sytuacji niemrożących krwi w żyłach było mniej, ale pouczających, ma na swoim koncie bez liku. I ukruszoną jedynkę, bo któregoś dnia nóżki nie nadążyły za pomysłem. Szybciutko dowiedziała się, co to znaczy, że piekarnik parzy, a woda jest za zimna. I tak, leci nam trzeci rok, kiedy z lepszym bądź gorszym skutkiem, testujemy swoje wzajemne możliwości w procesie samodoskonalenia i zdobywania życiowej mądrości. Nawet Lenon i nawet moja wyobraźnia nie uchroniły mnie przed odwaleniem baboli, wielkości świebodzińskiego pomnika. Są rzeczy, których nie da się przewidzieć. Zdarzają się takie, które dzieją się właśnie po to, żeby czegoś nas nauczyć. Jest jednak też kilka tych, których można uniknąć.

13388855_1360459807303879_1414668164_o

Naklejki na ścianach wylepiałam pieczołowicie i roztropnie, kilka godzin. Właziłam do każdego sklepu z dodatkami, żeby znaleźć coś uroczego, a dywanu, który będzie wygodny, nienachalnie skrywający brud, a jednocześnie tani i niebędący siedliskiem zła, bakterii, roztoczy, plasteliny oraz chrupków kukurydzianych, szukałam kilka tygodni. To akurat głupie, bo na podstawie tego, co przyjmuje każdego dnia, napisałabym lepszy thiller niż Miłoszewski. Myślałam, że znam ją jak nikt, że wystarczy, że odsunę łóżko od okna i zaklejęwystające rogi mebli. Tymczasem…

  • nie zabezpieczyłam kontaktów, “bo przecież jej nie interesują“;
  • nie zabezpieczyłam na 10 piętrze okien, bo na razie nie sięga“;
  • usytuowałam większość rzeczy  na wysokości, która jest niedostępna dla Lelonabo tak szybko rośnie, zaraz będzie sięgać, a teraz i tak popsuje“;
  • zagraciłam jej pokój wielką wersalką i biurkiem, które będzie jej potrzebne za jakieś 8 lat “bo przyda się w swoim czasie‘;
  • nie przymocowałam regału do ściany,  bo… “jakoś zabrakło czasu, już miałam to zrobić, e tam, bez przesady, nic się nie stanie…”

Przygotowałam pokój, w którym dobrze czuję się ja, zapominając, do czego zdolna jest moja córka, która odkąd wie, że temperaturę da się zmierzyć w odbycie, zwyczajnie NIE MOŻE zostać z psem sam na sam, która uczy mnie odkładania rzeczy na miejsce, bo, dla jaj, wiedząc, że mam wówczas zawał, krzyczy ” mamo, znajaźłam tabjetke, była pyśna“.

Pomalutku dodajemy nieco stretchu do naszej pępowiny. Co to znaczy? To znaczy, że zaczynam pracować nad granicami. Oddaję przestrzeń Leny jej i obiecuję słuchać i obserwować. Nie bluźnić także, jak zostawię ją samą z farbami. Wytłumaczyć, że trochę wiocha będzie jej ssać cycka do osiemnastki, bo na maturach nie będzie mnie obok i co ona zrobi, jak się bidna zestresuje. Nie spać już w jednej pozycji na lewym boku przez to, że Lenon ma czujnik ruchu i nie wypuszcza mnie w nocy nawet na siusiu.

13405178_1360459873970539_1396732962_o

Będzie mi szalenie brakować pewnie, ale jeszcze nie teraz, tych dyskusji od 2 nad ranem, że:
-Jenka kocha mamę,
-Jenka jubi bawić się z mamom

oraz, moje ulubione, zaspane, ale jakże trafne i pełne racji:
-Nie jemy Jenki kupy, mamo!

Za nami mega ważny weekend. Małż spędził go sam na sam z córą, teraz usilnie szuka, gdzie jest jego mózg oraz czy kastracja jest w Polsce legalna. Ja wróciłam z Poznania, gdzie – spałam ciągiem kilka godzin, jadłam ciepłe rzeczy i nie musiałam uważać, żeby nikt mnie nie ubrudził, tylko swobodnie robiłam to sama.

Lenka od piątku ma swój nieco odmieniony pokój. Nowe, regulowane biurko, które będzie spoko dziś i za kilka lat, spokojnie, nim Lena dorośnie do tej poprzedniej kozy ode mnie. Ma swoją sztalugę, dzięki której może nauczać w pokoju wyimaginowane dzieci i jysować mi sejduśko. Ma też zupełnie nowe łóżko. W którym nie ma miejsca dla mamy.

13388769_1360459887303871_404771858_o

Kiedy to piszę, Lelol śpi. Sama. Ja znów będę mieć problemy z uśnięciem i chyba przyjdzie mi gorzej znieść jej dorastanie. Każdy kolejny etap, w którym nie będzie się chciała przytujać, dać mi ręki na spacerze, czy wyprowadzi się z domu, będzie trudny, ale przyjmę go 13383641_1360459823970544_488614061_oz pokorą i alkoholem.

92 cm mojego człowieka właśnie zrobiło swoimi nunami kolejny mały krok ku dorosłości. Czuję się dumna i lada dzień nauczy się pisać, żeby przykleić na drzwiach komunikat:
RODZICOM WSTĘP WZBRONIONY. albo: Mamo, jeszcze jedna naklejka z sową,  a zadzwonię do Rzecznika Praw Dziecka. Na razie puchnę z dumy, kiedy zasiada przy swoim małym -wielkim biurku i głosem nieznoszącym sprzeciwu, żąda pomidoja, buły i pajówki.

______________________________

Nie wydaliśmy fortuny, nie odkryłam Ameryki, ale zniwelowałam kilka szans na to, że Lenka zrobi sobie krzywdę albo zrealizuje ambitny plan o nauce pytania z 10 piętra bez magicznego pyłu.
I teraz kolej na Was.

W poprzednim wpisie mówiłam Wam o przyjęciu perspektywy swojego dziecka i wykorzystaniu tego, że znacie je jak nikt, a i tak potrafi Was zaskoczyć. Ogłaszam konkurs niestety z ograniczeniem terytorialnym, bo raczej dla ludzi z woj. łódzkiego, ale tylko wtedy będę mogła się z tą osobą zgadać na KAWĘ w IKEA i przekazać nagrodę ;-)

Nagrody są 3 i są bonami na kwotę 500, 300 i 200 zł, bo nikt od Was, nie wie lepiej, czego potrzebuje Wasze dziecko. Do wykorzystania na asortyment dziecięcy w IKEA Łódź.

Do piątku poproszę o Wasze najbardziej zaskakujące historie opowiadające o pomysłowości Waszego dziecka. To będzie także poniekąd casting na kandydatów do mafii Lenona, ale też metoda pocieszania się, że nie tylko ja jestem ciągle na szkoleniu dla FBI, CIA i TVP ABC. Napiszcie mi też, co by się Wam z asortymentu IKEA przydało. Poniżej kilka moich inspiracji.

500 (1)

300

200

Zróbcie to do piątku 10.06.2016 r.
Mrożące i zabawne historie o wybrykach pociech z happy endem.
Wybieram trzy.
Odpowiedzi: pod tekstem, pod postem konkursowym i na maila: radomska@mamwatpliwosc.pl do 10 czerwca do 00:00. Wyniki w poniedziałek rano na blogu. Czas start. ;)

Tekst jest owocem współpracy z
logo_yellow_blue1 (1)

61 komentarzy
  1. Ja tak poza konkursem, bo do Łodzi nie dam rady dojechać – po wielodniowych poszukiwaniach jednego bucika od pary, kiedy już prawie traciliśmy nadzieję, znalazłąm go u nas w sypialni, w najdalszym zakątku szafy – wypchanego ciasno zielem angielskim… :) skąd, jak, kiedy – nie mam pojęcia, bo przecież nie spuszczamy potomka z oka :)))

    a poza tym to świetny tekst Radomska, nie wiem czy ja się starzeję, czy co, ale jakoś zawsze ze mnie łzy wyciskasz babo :)

  2. Ja też poza konkursem (a szkoda!) bo z wielkopolski, ale… Wciskanie głowy w dół w ciasne miejsca praktykują zazwyczaj dzieci, które rodziły się przez cesarskie cięcie i nie doświadczyły przechodzenia przez kanał rodny, ewentualnie te, które nie miały dość wrażeń przy naturalnym porodzie :-) Wiem od fachowca! A z pomysłów dzikich i mrożących krew w żyłach to: wszyscy, którzy mają balkon (zwłaszcza na wysokich piętrach, gdzie zeskok oznacza poważny uszczerbek na zdrowiu albo witanie się ze św. Piotrem), a lubią tam sobie wywiesić pranie czy co innego niech do tej czynności zabierają ze sobą komórkę, uwiązane do nogi dziecko, albo zabezpieczają drzwi przed zamknięciem. Wiem co mówię moja osobista matka stała na balkonie najdłuższy kwadrans w swoim życiu po tym jak moja 2-letnia córka ledwo dosięgając do klamki jednak zamknęła drzwi za wieszająca pranie babcią. Zamknięta w mieszkaniu z 3-miesięcznym bratem nie umiała drzwi na powrót otworzyć i nawet nie bardzo się przejęła. Babcia za to walczyła z zawałem. Zanim podjęła desperacką próbę darcia gęby na całe osiedle, ewentualnie skoku z pięterka do ogródka sąsiadów poinstruowała dziecko jak klamkę przekręcić w drugą stronę. Dziecko bystre i chętne do współpracy się trafiło więc i finał szczęśliwy, ale na takie fuksy liczyć nie można, czyż nie? :-)

  3. Ty wiesz, że Lena do mafii Lenona już dawno należy, sprawdzały to już w porcie :D A testuje nas każdego dnia, bo przecież w nowy rok trzeba iść z lalką w ręce drugą w kieszeni i bawić się z psem zarazem wywracając się pod domem dziadków i walnąć głową centralnie w schody tak, że zamiast na obiad noworoczny pojechała na sor z krwawiącą głową. A przecież codzienną najlepszą atrakcją jest siedzenie na parapecie w swoim pokoju i odpychanie nogami komody, krzycząc przy tym na dzieci pod blokiem, że nie wolno wchodzić na jej zjeżdżalnie :D Ewentualnie przecież można na drewnianym domku u babci zjeżdżać głową w dół zjeżdżalni lub wchodzić na drewniane barierki bo przecież nie spadnie. Siniaków na nogach nie zliczona ilość, piach w zębach, we włosach i w majtkach to też codzienność, ale to przecież tylko jej dzieciństwo, a na pamiątkę zostają nam tylko blizny ( jedna na czole po nowym roku, której grzywka niestety nie zasłoni, ale dodaje jej uroku, bo taka zadziora z nią jest ;) ). A co by nam się przydało z asortymentu ikea? http://www.ikea.com/pl/pl/catalog/products/80253809/ to łóżko na czas zanim w końcu pobudujemy tą naszą hacjendę regulowane biurko, lub ława ogrodowa dla dzieci ;) wybór ogromny i na pewno dla obu dziewczynek by się coś znalazło ;) Pozdrawiam

  4. Ha! To ja inaczej :) Moja jedyna I ukochana córka Maja, lat wtedy prawie 4, przywaliła tekstem że matce mowę odjęło.

    Odwiedziny u znajomych:
    Obserwuję z drżącym sercem jak Maja wchodzi I schodzi po niebezpiecznych schodach na antresolę.- schody z samą poręczą bez “płotku” czy jak się to tam nazywa :) Majka wchodzi I schodzi co chwilę.

    Ja: Maja, uważaj dziecko na tych schodach, żebyś nie spadła.

    Maja: tak, tak mamo,wiem jestem dorosła i odpowiedzialna….. :)

    Ja-szczęka zbierana z podłogi……….
    z Ikea przydało by się nam biurko :) baaardzo, bo mamy coś ogromniastego w miniaturowym pokoju.

  5. Walka o przetrwanie w domu, gdzie dowodzi mała szefowa jest nam dobrze znana. Nasz Don Corleone to Zofia, lat 3. Ostatnio przy każdej próbie negocjacji formy zachowania, czy nie daj Boże reprymendy słyszę “Ale mamo, ty mnie w ogóle nie szanujesz!”. A negocjacje to nasz chleb powszedni: że bluzka z długim rękawem lepsza, bo mróz; że jednak sandałki nie kalosze, bo gorąco i sucho,; że może jednak założymy majtki, bo tak głupio w sukience bez nich… W gospodarstwie domowym też tak jakoś współpraca nie idzie. Ostatnio wyczytałam, że najlepszym sposobem no to, żeby baterie łazienkowe były długo czyste i lśniące trzeba je wyczyścić olejem i wypolerować – osad nie zostaje. Wydaje się, że to sposób może i niezły, żeby oszczędzić sobie roboty i polerowania ich 3 razy dziennie. Sprawdzić niestety nie zdążyłam, bo Zofia parę minut później pod przykrywą mycia rąk sprawdzała, czy lekko rozbełtanym w wodzie mydłem da się szczelnie baterie obkleić. Da się… nawet poślizg po oleju nie przeszkodził. Można też sudokremem wysmarować szczelnie lalkę, bo przecież “pupą ją ścipała” Dało się też rozmoczonym w wodzie papierem toaletowym obłożyć kibel i pół umywalki, a potem próbować wyczyścić wszystko szczotką do WC. Zabawa przednia… A wszystko da się zrobić w rekordowym czasie -wystarczającym na zmienienie pieluchy młodszej latorośli, które jednocześnie uniemożliwia sprawdzenie, co robi starsza. Gorzej jest ze sprzątaniem – nie tylko w domu. Ostatnio przedszkolanka pożaliła się, że Zofia na hasło “dzieci sprzątamy zabawki” momentalnie musi iść siku. Niestety młoda sypnęła się przed Panią, która w końcu poszła za nią sprawdzić co z tym sikaniem. Zośka stała za drzwiami podciągając rajty- że niby się ubiera i na widok pani wychyliła się tylko i konspiracyjnie zapytała “pośpiątali już?”. Strach się bać co będzie dalej…
    Pozdrawiam inne matki walczące, a w szczególności Ciebie Droga Radomosko i Szefowo Lentosławo!!!
    Aha – Jeśli chodzi o wybór w razie ewentualnej acz wątpliwej wygranej – to chyba wybralibyśmy dopiero na miejscu pod dowództwem niezastąpionej królowej Zofii :))

  6. Ha! To ja inaczej :) Moja jedyna I ukochana córka Maja, lat wtedy prawie 4, przywalila tekstem ze matce mowe odjęło.

    Odwiedziny u znajomych:
    Obserwuje z drzacym sercem jak Maja wchodzi I schodzi po niebezpiecznych schodach na antresolę.- schody z samą poreczą bez “płotku” czy jak sie to tam nazywa :) Majka wchodzi I schodzi co chwilę.

    Ja: Maja, uwazaj dziecko na tych schodach, zebys nie spadła.

    Maja: tak, tak mamo, wiem, jestem dorosla i odpowiedzialna….. :)

    Ja-szczeka zbierana z podlogi……….

    z Ikea przydalo by sie nam biurko :) baaardzo, bo mamy cos ogromniastego w miniaturowym pokoiku.

  7. Moja niespełna roczna córka zrobiła dziurę w obiciu krzesła i najadła się znajdującej pod obiciem gąbki… próbowała także już szafki w kuchni która zaczęła się lekko sypać od podłogi i dzięki temu mamy w kuchni całkiem nowe meble :) Przydałoby się zatem coś nowego dla niej co by powstrzymało ją przed skonsumowaniem nowej kuchni. Myślę, że namiot z Ikei byłby fajny a najfajniejszy z piłeczkami :)

  8. Co prawda, ja własnych dzieci nie posiadam, ale tak się zdarzyło, że spadło na mnie to nieszczęście jakim jest posiadanie rodzeństwa ciotecznego. Młodszego. Gorszego. Ale sprytniejszego. I chętnie podzielę się paroma fajnymi dialogami tak poza konkursem.

    1. Razem z moim M. zabraliśmy chłopaków na basen. Znaleźliśmy dmuchaną piłkę i w małym basenie zabijaliśmy czas. W pewnym momencie podpływa do mnie M. i daje mi buziaka, na co Kacper (lat 12) bardzo poważnym tonem mówi:
    – Czy możecie się całować w miejscach, za które nie płacimy?

    2. – Karolina, jak długo jesteś już z M.? – pyta mnie Kacper.
    – No ponad dwa lata – odpowiadam.
    – Babciu, ciocia Gosia (moja mama) musi być chyba bardzo bogata – zaczepia Kacper babcie i zerka na mnie.
    – Czemu?
    – Bo już dwa lata płaci M., żeby się z Karoliną spotykał.

    3. – Babciu, masz jeszcze ten paragon? – pyta Kacper.
    – Jaki paragon?
    – No jak braliście Karolinę z domu dziecka.
    Żarty na temat tego, że wszyscy jesteśmy albo od sąsiada, albo z domu dziecka to codzienność :D

    4. – Miłoszku, kim byś chciał zostać w przyszłości? – pytam brata.
    – Tirowcem. – odpowiada Miłosz (lat 7)

    5. Jak co roku w styczniu dostajemy od znajomych mnóstwo kalendarzy. W tym roku razem z mamą zawiozłyśmy ich sporo do babci, żeby rozdała po rodzinie. Wśród nich był jeden z półnagą dziewczyną. Babcia zostawiła sobie jeden jakiś “normalny” kalendarz, a całą resztę zawiozła do mamy moich braci.
    Pod koniec stycznia mama chłopców słyszy rozmowę dobiegającą z góry:
    – Ja to już się nie doczekam lutego – mówi Kacper (12l.).
    – Noooo, ja też – odpowiada Miłosz (7l.).
    – Kurcze, czemu nie mogą doczekać się tego lutego? – zastanawia się mama chłopców. – Pewnie dlatego, że Miłosz ma urodziny, no ale wtedy Kacper nie cieszyłby się aż tak bardzo. Aha! Pewnie dlatego, że będą ferie!
    Nagle słyszy Kacpra:
    – Niezła jest ta laska z lutego, no nie?
    Już wiesz, jaki kalendarz wybrali? :)

  9. Walka o przetrwanie w domu, gdzie dowodzi mała szefowa jest nam dobrze znana. Nasz Don Corleone to Zofia, lat 3. Ostatnio przy każdej próbie negocjacji formy zachowania, czy nie daj Boże reprymendy słyszę „Ale mamo, ty mnie w ogóle nie szanujesz!”. A negocjacje to nasz chleb powszedni: że bluzka z długim rękawem lepsza, bo mróz; że jednak sandałki nie kalosze, bo gorąco i sucho,; że może jednak założymy majtki, bo tak głupio w sukience bez nich… W gospodarstwie domowym też tak jakoś współpraca nie idzie. Ostatnio wyczytałam, że najlepszym sposobem no to, żeby baterie łazienkowe były długo czyste i lśniące trzeba je wyczyścić olejem i wypolerować – osad nie zostaje. Wydaje się, że to sposób może i niezły, żeby oszczędzić sobie roboty i polerowania ich 3 razy dziennie. Sprawdzić niestety nie zdążyłam, bo Zofia parę minut później pod przykrywą mycia rąk sprawdzała, czy lekko rozbełtanym w wodzie mydłem da się szczelnie baterie obkleić. Da się… nawet poślizg po oleju nie przeszkodził. Można też sudokremem wysmarować calutką lalkę, bo przecież „pupą ją ścipała” Dało się też rozmoczonym w wodzie papierem toaletowym obłożyć kibel i pół umywalki, a potem próbować wyczyścić wszystko szczotką do WC. Zabawa przednia… A wszystko da się zrobić w rekordowym czasie -wystarczającym na zmienienie pieluchy młodszej latorośli, które jednocześnie uniemożliwia sprawdzenie, co robi starsza. Gorzej jest ze sprzątaniem – nie tylko w domu. Ostatnio przedszkolanka pożaliła się, że Zofia na hasło „dzieci sprzątamy zabawki” momentalnie musi iść siku. Niestety młoda sypnęła się przed Panią, która w końcu poszła za nią sprawdzić, co z tym sikaniem. Zośka stała za drzwiami podciągając rajty- że niby się ubiera -na widok pani wychyliła się tylko i konspiracyjnie zapytała „pośpiątali już?”. Strach się bać co będzie dalej… Ale kochana jest przecież najbardziej na świecie, a jak przynosi dyplom z festiwalu, gdzie jako indyczka-perliczka pięknie recytowała swój pierwszy konkursowy wiersz, to matczyne serce pęka z dumy, nawet w nieposprzątanym, wysmarowanym kremem i mydłem mieszkaniu:-)
    Pozdrawiam inne matki walczące, a w szczególności Ciebie Droga Radomosko i Szefowo Lentosławo!!!
    Aha – Jeśli chodzi o wybór w razie ewentualnej acz wątpliwej wygranej – to chyba wybralibyśmy dopiero na miejscu pod dowództwem niezastąpionej królowej Zofii :))

  10. Dopóki nie zaczęłam czytać bloga Radomskiej myślałam, że tylko moje dziecko jest super… ale okazuje się, że tego towaru jest znacznie więcej. Moja 2,5 letnia Zofia błysnęła ostatnio niczym złoty ząb u radzieckiej obywatelki. Wieczór, dzwoni do mnie szefowa, która ma tendencje do długich rozmów o niczym i nijak nie da się jej pozbyć. I kiedy mijała właśnie 56 minuta jej słowotoku znudzona Zofia podeszła do mnie i teatralnym szeptem wprost do słuchawki zarzuciła “Mamo, kupa!”. Szok był obopólny, bo nigdy wcześniej nie raczyła podzielić się tą radosną nowiną, a Szefowa wobec powagi sytuacji musiała skapitulować i się rozłączyć. Ja cała podekscytowana biegnę po nocnik, po czym moje dziecko z miną “co Ty wyprawiasz stara wariatko” oświadczyło: “No co ty Mama, chciałam, żebyś się ze mną pobawiła”.

  11. A co mi tam – konkurencja mała, więc jest szansa znaleźć się na podium;P
    Chociaż mamy trochę daleko, ale jakby co, to będzie dobry pretekst do ustalenia konkretnego terminu, zeby przy okazji odwiedzić rodzinę w okolicy, bo tak to ciągle na przeszkodzie jest coś pilniejszego i bardziej absorbującego :)

    Kiepsko tylko, że jakoś ostatnio szybko wylatują mi z pamięci scenki z synem, więc przychodzi mi do głowy tylko ostatni weekend. Aha – mrocznych historii to i tak bym nie opowiedział, bo nawet żona o nich nie wie ;P

    Sobota – tytułem wstepu: syn dużo nam pomaga przy składaniu mebli – no nie da się w domu nic zrobić bez jego udziału, więc siłą rzeczy ogarnia podstawowe zastosowanie różnych narzędzi, typu młotek, wkrętarka, klucz oczkowy itp. A także wymyśla nowe zastosowania dla nich (np. granie młotkiem na cymbałach), albo tworzy sobie własne narzędzia.
    Leniwy poranek, bawimy się na łózku – my leżymy, syn hasa. W końcu żona idzie zrobić małemu mleko, wraca, Syn stoi na środku łóżka i wyciąga ręce do mamy po butelkę, ona wyciąga rękę z butelką do niego, ale brakuje paru centymetrów do przekazania cennego ładunku. Mały się rozgląda – co tu zrobić, żeby nie trzeba było ruszyć nóg z miejsca… nagle łapie w ręce moją rękę, nakierowuje na mleko i – voila – mamy organiczny chwytak o idealnym zasięgu:D

    Po wypiciu mleka chce dokładkę – pokazuje mamie znacząco na butelkę, mówi “AMMMM!”, podaje jej i – dla pewności, że ona pójdzie do tej kuchni – robi: PAPA PAPA.

    NIedziela – tytułem wstepu: nasze dziecko lubi zwierzęta (aż za bardzo), i jest bardzo uczynne.
    Wizyta w gospodarstwie agroturystycznym, z połączonej okazji dnia dziecka i poniedziałkowych II urodzin (korzystamy z okazji, że jeszcze nie zna się na kalendarzu i łaczymy imprezy jak tylko się da;)). Syn ma w rękach sporego lizaka.
    Zobaczył kucyka, służącego do zajeżdżania go przez dzieci, idziemy. Biorę syna na ręce, podchodzimy.
    Widzę, że chciałby kuca pogłaskać. Pytamy dziewczynę prowadzącą konia czy mozna i mówi, że owszem, “ale ona uważałaby na lizaka, bo koń może go zjeść”. Na to syn się wychyla z lizakiem w stronę konia i woła radośnie: “AMMMM!!!”.
    A dziewczyna zdziwiona – “chciałam ostrzec a nie zachęcić” :)

  12. Walka o przetrwanie w domu, gdzie dowodzi mała szefowa jest nam dobrze znana. Nasz Don Corleone to Zofia, lat 3. Ostatnio przy każdej próbie negocjacji formy zachowania Zosi, czy nie daj Boże reprymendy słyszę „Ale mamo, ty mnie w ogóle nie szanujesz!”. A negocjacje to nasz chleb powszedni: że bluzka z długim rękawem lepsza, bo mróz; że jednak sandałki nie kalosze, bo gorąco i sucho, że może jednak założymy majtki, bo tak głupio w sukience bez nich… W gospodarstwie domowym też tak jakoś współpraca nie idzie. Parę dni temu wyczytałam, że najlepszym sposobem no to, żeby baterie łazienkowe były długo czyste jest wyczyszczenie olejem i wypolerowanie – osad nie zostaje. Spróbowałam… Skuteczności sprawdzić niestety nie zdążyłam, bo Zofia parę minut później, pod przykrywą mycia rąk, sprawdzała, czy lekko rozbełtanym w wodzie mydłem da się szczelnie baterie obkleić. Da się… nawet poślizg po oleju nie przeszkodził. Można też sudokremem wysmarować całą lalkę, bo „pupą ją ścipała”. A rozmoczony w wodzie papier toaletowy idealnie nadaje się na obłożenie nim połowy wyposażenia łazienki. Ze sprzątaniem niestety jest trochę gorzej- nie tylko w domu. Ostatnio przedszkolanka pożaliła się, że Zofia na hasło „dzieci sprzątamy zabawki” momentalnie musi iść siku. Niestety młoda sypnęła się przed Panią, która w końcu poszła za nią sprawdzić co z tym sikaniem. Zośka stała za drzwiami podciągając rajty- że niby się ubiera – na widok pani wychyliła się tylko i konspiracyjnie zapytała „pośpiątali już?”. Strach się bać co będzie dalej… Ale i tak jest najukochańsza, najcudniejsza, najpiękniejsza i w ogóle Naj – jak każda córa zakochanej mamy:-)
    Pozdrawiam inne matki walczące, a w szczególności Ciebie Droga Radomosko i Szefowo Lentosławo!!!
    Aha, jeśli chodzi o wybór w razie ewentualnej acz wątpliwej wygranej , bo chyba nigdy w życiu nic nie wygrałam:-) to wybralibyśmy coś dopiero na miejscu pod dowództwem niezastąpionej królowej Zofii :))

    1. Kilka chwil z życia naszej rodziny pod wodzą trzyletniej Don Corleone Zofii. Na szczęście do tej pory mrożące krew w żyłach historie nas omijają, ale atrakcji nie brakuje. Chociaż trudno spamiętać wyczyny latorośli, zwłaszcza jak jest drugie, które zaczyna dorównywać inwencją twórczą. Parę dni temu wyczytałam, że najlepszym sposobem no to, żeby baterie łazienkowe były długo czyste jest wyczyszczenie olejem i wypolerowanie – osad nie zostaje. Spróbowałam… Skuteczności sprawdzić niestety nie zdążyłam, bo Zofia parę minut później, pod przykrywą mycia rąk, sprawdzała, czy lekko rozbełtanym w wodzie mydłem da się szczelnie baterie obkleić. Da się… i to nie tylko baterie, nawet poślizg po oleju nie przeszkadza. Można też sudokremem wysmarować całą lalkę, bo „pupą ją ścipała”. A rozmoczony w wodzie papier toaletowy idealnie nadaje się do obłożenia nim połowy wyposażenia łazienki “No mamo, to są takie plasterki przecież”. Ostatnio przedszkolanka pożaliła się, że Zofia na hasło „dzieci sprzątamy zabawki” momentalnie musi iść siku :-). Niestety młoda sypnęła się przed Panią, która w końcu poszła za nią sprawdzić co z tym sikaniem. Zośka stała za drzwiami poprawiając rajty- że niby się ubiera – na widok pani wychyliła się tylko i konspiracyjnym szeptem zapytała „pośpiątali już?”. Przedszkolanki sikały ze śmiechu opowiadając mi to, a ja nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać :-) Ale i tak jest najukochańsza, najcudniejsza, najpiękniejsza i w ogóle Naj – jak każda córa zakochanych rodziców:-) Pozdrawiam inne matki walczące (i ojców też!), a w szczególności Ciebie Droga Radomosko i Szefowo Lentosławo!!! Aha, jeśli chodzi o wybór w razie ewentualnej acz wątpliwej wygranej, to wybralibyśmy coś dopiero na miejscu pod dowództwem niezastąpionej królowej Zofii i księcia Stanisława :-)

  13. Moje dziecko powoli wkracza w wiek brojenia więc historii jeszcze nie mam z nim w roli głównej. Ale jest mój młodszy brat który będąc dzieckiem dostarczył sporo rozrywki a wszystkim. A mianowicie : mieliśmy u Babci na podwórku psa, zwał się Filek. Otóż pewnego pięknego dnia Dziadek przybiega do Babci z przerażeniem, że Filek na wściekliznę zachorował bo mu piana z pyska leci. Babcia w szoku. Jaka wścieklizna? Pies szczepiony, zadbany? W te pędy biegnie za Dziadkiem do ogrodu, a tu nagle zza winkla wyłania się 5-cio letni Józek z uwaga BABCI SZCZOTECZKĄ DO ZĘBÓW i swoją pastą Colodent…..i dziarskim głosem informuje że teraz to Filek na pewno nie będzie miał problemów z zębami bo on mu je solidnie wyszorował- tak przecież ostatnio mówiła pani w telewizji- że psom należy czyścić zęby…pies przeżył, szczoteczka Babci nie?

  14. Nasz Don Corleone to Zofia, lat 3. Na szczęście do tej pory mrożące krew w żyłach historie nas omijają, ale atrakcji nie brakuje. Parę dni temu wyczytałam, że najlepszym sposobem no to, żeby baterie łazienkowe były długo czyste jest wyczyszczenie olejem i wypolerowanie – osad nie zostaje. Spróbowałam… Skuteczności sprawdzić niestety nie zdążyłam, bo Zofia parę minut później, pod przykrywą mycia rąk, sprawdzała, czy lekko rozbełtanym w wodzie mydłem da się szczelnie baterie obkleić. Da się… nawet poślizg po oleju nie przeszkodził. Można też sudokremem wysmarować całą lalkę, bo „pupą ją ścipała”. A rozmoczony w wodzie papier toaletowy idealnie nadaje się do obłożenia nim połowy wyposażenia łazienki. Ostatnio przedszkolanka pożaliła się, że Zofia na hasło „dzieci sprzątamy zabawki” momentalnie musi iść siku. Niestety młoda sypnęła się przed Panią, która w końcu poszła za nią sprawdzić co z tym sikaniem. Zośka stała za drzwiami podciągając rajty- że niby się ubiera – na widok pani wychyliła się tylko i konspiracyjnie zapytała „pośpiątali już?”. Strach się bać co będzie dalej… Ale i tak jest najukochańsza, najcudniejsza, najpiękniejsza i w ogóle Naj – jak każda córa zakochanej mamy:-)Pozdrawiam inne matki walczące, a w szczególności Ciebie Droga Radomosko i Szefowo Lentosławo!!! Aha, jeśli chodzi o wybór w razie ewentualnej acz wątpliwej wygranej, to wybralibyśmy coś dopiero na miejscu pod dowództwem niezastąpionej królowej Zofii i księcia Stanisława :-)

  15. Z ostatnich wyczynów mojego 2 letniego terrorysty:-) jedziemy w autobusie obok siedzi Pani która miała nie zadbane i bardzo brudne stopy gdy Kacper to zauważył na cały autobus wskazując na nogi Pani mama fu fu fu be kobiecie było głupio mi też choć nie wiem czemu następny dzień ostatnio syn jest niejadkiem wszystko nie na spacerze znalazł w parku chleb dla gołębi i zacząć wycinać jakby nie jadł miesiąc miny starszych Pań na ławce bezcenne ;-)

  16. Ja krótko powiem jak wygląda życie z 4.5 latką :D
    Próby uczenia Milenki dobrych manier zwykle kończyły się sukcesem. Jednak ostatnia zaskoczyła nas elokwencją. Jedząc wspólnie obiad dyskutujemy na tematy przeróżne. Mila podjęła temat kupy i fizjologii szeroko pojętej :) tatuś dzielnie tłumaczył, że przy jedzeniu takich tematów nie podejmujemy. Na co Mila zapytała “a co Ty tato, książę jesteś? “. Nie odpowiedzieliśmy nic. Ja wyszłam żeby nie udusić się śmiechem .

  17. Jasio zarówno w żłobku jak i w domu, najczęściej na śniadania jada zupy mleczne (owsianka, manna, jaglanka itp.). Niedawno z racji długiego weekendu i wolnego dnia od pracy szykowaliśmy się na wyjazd do Torunia, dlatego chciałam by zjadł coś konkretniejszego. Postawiłam na bułkę, sałatkę warzywną z pomidorów, rzodkiewki i ogórka oraz na nieśmiertelne parówki. Jasio pogardliwie popatrzył na talerz i oznajmił:
    – mamusiu, przecież ty mi zlobiłaś kolację…
    Fakt, parówy jada właśnie wieczorem, ale żeby aż tak…

    Rozmowa z Jasiem
    – Mamusiu, kupię ci takie buciki.
    – Tak, a skąd weźmiesz pieniążki?
    – Z torebki od babci Grażynki…

    Dodam, że babcia Grażynka to moja teściowa, sasasaaaa

  18. z wczoraj….
    – Mamo mamy jakis keczup albo majonez?
    – Nie mamy
    – Ale nie mamy, bo ” w tym domu tego nie jemy, bo to niezdrowe i sama chemia”, czy nie mamy, bo zapomnialas kupic?
    #stasiek

  19. Z karmieniem dziecka nigdy nie miałam problemu. Od początku żarła wszystko, co stanęło jej na drodze, łącznie z gryzakami psa, których nie udało mi się szybko schować i mydło. Mydło było kiedyś na propsie, Bożeniebieski. Do tej pory pamiętam wyrywanie kostki z zatopionych w niej kłach i płacz, jak mogę tak dziecku odsuwać “od talerza”. Im dalej w las upodobania kulinarne znacząco się zmieniły a dziecko zamiast mydła wpieprza mazaki. Nie byle jakie, bo ikeowe mazaki kupowane zawsze pospiesznie na wyjściu przy kasie, celem złagodzenia scen dantejskich i rzucającej się pod kasą dwuletniej histerii . Tak oto malowanki jedynie pod nadzorem Matki albo Ojca, aby się po raz kolejny nie tłumaczyć w żłobku, że nikt dziecka nie bije tylko ciućka Panna granatowy wkład, a i żeby pościele i ściany tez w kolorze oryginalnym oglądać. Bez wczesnego Pisacco na kocu za pierdylion monet.

    Potrzeba nam tej komody, żeby te mazaki w najwyższej szufladzie upchnąć i zacząć spokojniej naczynia zmywać. Bez nerwicy żołądka, palpitacji serca i systematycznie zadawanego pytania “CO TAM TAK CICHO? JESZ MAZAKA?”

    http://www.ikea.com/pl/pl/catalog/products/10214557/

  20. No nie mam dziecka, ale mam chrześnicę i chętnie na nią wydam te pieniądze, co by miała wygodniejsze i przyjemniejsze życie.

    A więc tak, chrześnica bardzo nie lubi chłopaków, mojego męża też nie. Pewnego razu jedziemy sobie na wycieczkę we trójkę i nagle Wąż oznajmia, że się zgubiliśmy. Amelka na to:
    – Ciociu włącz nawigację
    -Nie mamy
    -To włącz telefon
    – (więc ja z półuśmiechem) rozładował się
    – Na to dziecko: Przez Twojego zdolnego męża pozostała nam tylko modlitwa…
    *Ba dum tsssssss*

    P.S. Jak będę miała córkę dam jej na imię Lenka :)

  21. Nie chcė Ciė martwić, ale bedzie tylko gorzej :) Nasza 3latka ma coraz “lepsze” pomysły. Na pierwsze urodziny dostała zjeżdżalnie i po 2 dniach samodzielnie znalazła siė na jej szczycie. Mając rok i 2 miesiące wdrapałam siė na pergolė (odwròciłam siė tylko do wołającego mnie mėża). Ostatnio stała siė posiadaczką młodszej siostry i już pròbowała ją nakarmić mlekiem (mamo! ona jest strasznie głodna), siedziała na niej (mamo przecież Ona robi ha ha). Nie wspomniałam jeszcze o wspinaczce po drzewach (najświeższy pomysł) oraz rządzeniem każdym napotkanym dzieckiem obojėtnie starszym czy młodszym. Także….powodzenia! :D
    P.S. ja z Poznania także poza konkursowo

  22. Mój Młody (4 lata) uwielbia chodzić do fryzjera. Zawsze wtedy wznosi się na wyżyny swoich umiejetności prowadzenia krótkich, acz niezobowiązujących rozmówek. Po ostatniej wizycie był co prawda lekko rozczarowany ponieważ długość opierzenia nie pozwoliła na wyczarowanie na głowie upragnionego ijokeza. To tytułem wstępu.
    Kilka dni temu po powrocie z przedszkola postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Niestety za późno zaalarmowała mnie wszechobecna cisza w domu. Syn dumny jak paw wkroczył do kuchni oznajmując, że : mama nie trzeba wydawać pieniążków, zobacz jaki mi ładny ijokez się udał! Po czy zaprezentował wycięte w kształt trojkąta włosy – tuż nad czołem. Widząc mój brak entuzjazmu i słysząc tylko – super synu, po prostu super, dodał : dobja jak będę chodził z tobą założe czapke.
    Po nieudanej akcji fryzjer postanowił poprawić mi humor i przy wejściu do największego pokoju wynalazł odprysk na panelach (też jego dzieło tylko z wcześniejszego okresu), po czym zamalował go czerwonym mazakiem. Żebyś ci mamusiu było kojojowo i wesoło. Takie mam dobre dziecko!
    A z Ikei przydałoby sie nowe łóżko, lub jakaś półka na wszstkie te samochody koparki i motocykle.
    Pozdrawiam

  23. Ja swoich dzieci nie mam (jeszcze), ale za to mam bombową bratanicę, więc do konkursu się przyłączę :)
    Autobus, godziny szczytu, ludzi multum, pot się po tyłkach leje. Kornelia siedzieć musi, a jakże – wymóg ciężki do zrealizowania, bo przecież wiadomo armia Pań w pończoszkowych podkolanówkach skrzętnie skrywających nogi błagające o depilację, zajmuje co lepsze miejscówki. Pewna pani spojrzała jednak łaskawym okiem i zwolniła miejsce burcząc coś w stylu, że ona już za długo nie pożyje a małej nogi muszą wypoczywać, bo przecież jeszcze tyle lat życia przed nią… Kornelia bez zastanowienia wdrapała się na krzesło trzymając w ręku najbardziej klejącego pączka świata zawiniętego w papierek, który miał ją chronić przed ubrudzeniem siebie i wszystkiego dookoła. Gdy tylko zasiadła oczywiście pierwsza rzecz jaką zrobiła to zabrała się do odwijania papierka, na co mama wypala z tekstem “dziecko, poczekaj z tym pączkiem bo przecież się calusieńka ukleisz… zjesz za 10 minutek jak dotrzemy do domku!” Odpowiedź młodej wprawiła w osłupienie współtowarzyszy podróży. Spojrzała spode łba i ciekawskim tonem wypaliła: “Po pierwsze nie mówi się CALUSIEŃKA tylko CAŁOŚCIEŃKA mamoooo bo to jest od słowa CAŁOŚć!! A po drugie czy to, że ukleję się cała to oznacza, że również nóżki???”
    Jest mistrzem ambitnych dyskusji – szczególnie w miejscach publicznych. Pan ją ostatnio po głowie pogłaskał na co odwróciła się oburzona i powiedziała: proszę mnie nie głaskać! Ja nie jestem kotem!

  24. Moja trzyletnia wówczas córka pod moją nieobecność a pod “czujnym” okiem męża bawiła się w ZAJĘCZE USZY.Mąż -co tam robisz córeczko?- nie ruszając się z kanapy oczywiście. Słodki głosik- zajęcze uszy tatusiu!
    Po setnym pytaniu i setnej odpowiedzi- a właściwie po skończonym meczu w tv- mąż zainteresował się co to są te ZAJĘCZE USZY.I co to było?
    Długie firany w dwóch pokojach i obrus ręcznie haftowany wisiały pocięte na dwu centymetrowe paski do wysokości zasięgu rącząt mojej pracowitej i pomysłowej oraz samowystarczalnej córuchny. Amen

    1. Ja wycinałam kwiatki z zasłonek jak miałam 5 latek – ale były mi potrzebne na laurki :) Później zasłonki musiały zostać skrócone do parapetu ;)

  25. historia akurat nie dotyczy mojego dziecka, ale to chyba moja ulubiona.. Jak F. miał 3 lata, to wielbiliśmy się, że tam powiem, miłością ciężką.. F. uwielbiał sprawdzać moją cierpliwość i wytrzymałość. Pewnego dnia nie wytrzymałam i mówię:
    – F. skoro tak ci ze mną źle, to umówmy się, że mnie tu nie ma, rób co chcesz, ale ze wszystkim też radź sobie sam..
    F. zadowolony, 5, 10 , 15 minut.. Ja zadowolona również, bo o dziwo, spokojny jak nigdy, w dodatku siedzi i rysuje.. Nagle wstaje, bierze obrazek z rękę, przychodzi do mnie i słodkim głosem, z jeszcze słodszym uśmiechem mówi:
    – Zobacz, co ci narysowałem.
    Ja udaję twardą, nie reaguję, przecież mnie tu nie ma..
    Ale F. się nie poddaje i jeszcze słodszym głosikiem, z oczami jak u kota ze Shreka mówi:
    – Ale proszę, nie złość się, zobacz co Ci narysowałem..
    Myślę sobie: Olaboga, matko boska, choć raz, choć jeden jedyny wygrałam… Więc z radością i samozadowoleniem nachylam się by owo arcydzieło obejrzeć.
    W tym momencie F. pokazuje mi obrazek i krzyczy:
    – “POTWORA, KTÓRY CIĘ ZJE!!!!!” i spokojnym krokiem odchodzi…

  26. U nas najfajniejsze są rozmowy. Jak Hanka miała 2,5 roku, to zaciekawił ją dźwięk wody płynącej rurami kanalizacyjnymi. Stałyśmy akurat w garażu i rury bulgotały bezpośrednio nad naszymi głowami. Pierwsze skojarzenie Hani było całkiem trafne: “Pan zrobił siku.” Ale ja niestety postanowiłam podrążyć:
    – Nie wiadomo, czy pan. Może to była pani. I może nie zrobiła siku, tylko się kąpała i spuściła wodę z wanny.
    Hania z namysłem: “Pani się kąpała z tatą.”
    “Masz ci los – pomyślałam. – Z jakim tatą?!”
    – No, z naszym tatą, to się chyba nie kąpała – próbowałam przegonić tę wizję.
    Na to Hanka stwierdziła triumfalnie i bez śladu wątpliwości w głosie:
    – Pani się kąpie z kolegą!
    – Ahaaaa… – poddałam się. Już w sumie lepiej z kolegą.

  27. Z wczoraj…
    – Mamo mamy jakis keczup albo majonez?
    – Nie mamy
    – Ale nie mamy, bo ” w tym domu tego nie jemy, bo to niezdrowe i sama chemia”, czy nie mamy, bo zapomnialas kupic?
    #stasiek

  28. Kilka chwil z życia naszej rodziny pod wodzą trzyletniej Don Corleone Zofii. Na szczęście do tej pory mrożące krew w żyłach historie nas omijają, ale atrakcji nie brakuje. Chociaż trudno spamiętać wyczyny latorośli, zwłaszcza jak jest drugie, które zaczyna dorównywać inwencją twórczą. Parę dni temu wyczytałam, że najlepszym sposobem no to, żeby baterie łazienkowe były długo czyste jest wyczyszczenie olejem i wypolerowanie – osad nie zostaje. Spróbowałam… Skuteczności sprawdzić niestety nie zdążyłam, bo Zofia parę minut później, pod przykrywą mycia rąk, sprawdzała, czy lekko rozbełtanym w wodzie mydłem da się szczelnie baterie obkleić. Da się… i to nie tylko baterie, nawet poślizg po oleju nie przeszkadza. Można też sudokremem wysmarować całą lalkę, bo „pupą ją ścipała”. A rozmoczony w wodzie papier toaletowy idealnie nadaje się do obłożenia nim połowy wyposażenia łazienki “No mamo, to są takie plasterki przecież”. Ostatnio przedszkolanka pożaliła się, że Zofia na hasło „dzieci sprzątamy zabawki” momentalnie musi iść siku :-). Niestety młoda sypnęła się przed Panią, która w końcu poszła za nią sprawdzić co z tym sikaniem. Zośka stała za drzwiami poprawiając rajty- że niby się ubiera – na widok pani wychyliła się tylko i konspiracyjnym szeptem zapytała „pośpiątali już?”. Przedszkolanki sikały ze śmiechu opowiadając mi to, a ja nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać :-) Ale i tak jest najukochańsza, najcudniejsza, najpiękniejsza i w ogóle Naj – jak każda córa zakochanych rodziców:-) Pozdrawiam inne matki walczące (i ojców też!), a w szczególności Ciebie Droga Radomosko i Szefowo Lentosławo!!! Aha, jeśli chodzi o wybór w razie ewentualnej acz wątpliwej wygranej, to wybralibyśmy coś dopiero na miejscu pod dowództwem niezastąpionej królowej Zofii i księcia Stanisława :-)

  29. Dzisiejsza wycieczka do Warszawy z Dziećmi…
    Bartek (5 lat) miał za zadanie zapamiętać jak najwięcej miejsc, które odwiedziliśmy…
    Po powrocie do domu po raz trzeci powtarzamy wspólnie gdzie byliśmy i co zwiedzaliśmy…(wymienia – Pałac Kultury, Zamek, Wisła, syrenka, Pendolino, Metro…)
    Pytam – a taki duży park, z alejkami, gdzie spacerowały pawie, z kwiatami, z pałacem na wodzie, gdzie była wiewiórka, to jak się nazywał?
    Bart myśli myśli… i po chwili:
    ….
    – kibelki?

  30. I jeszcze jedna z ostatnich historii..
    Bart – lat 5 vs Mama;)
    Poprosiłam Synka, żeby pomógł mi i zwinął bandaż.
    Sporo czasu Mu zajęło to zwijanie, ja w tym czasie rozwieszałam pranie. Po około 10 minutach przychodzi do mnie i mówi:
    – wiesz mamo, a w innej grupie w przedszkolu jest taka dziewczynka, ale ona ma na imię Wanda, a nie WANDAŻ!