Uśmiechaj się. Doceniaj. Bierz z życia garściami. Mierz wysoko i skacz z radości. Ciągle, ciągle, aż się zasapiesz. Umrzesz ze szczęścia. Jest tak pięknie. Tak wielu wciąż się nabiera.Ja połknęłam haczyk.

Spuściłam powietrze z wentyla, odpięłam uwierające gacie i pomyślałam, że sobie chwilę podryfuję, jest tak pięknie, szkoda by było wszystko przegapić ciągle machając łapami w czasie dążenia gdzieś dalej, wyżej, mocniej. Uśpiłam swoją czujność. To nic złego, ba, zazwyczaj czekam na najgorsze, więc chwilowa beztroska smakowała wybornie. Jak świeża buła z przedziałkiem posmarowana masłem, której już tak dawno nie jadłam.

Więcej luzu na wszystkich płaszczyznach. Wiara we własny potencjał. Porządek rzeczy jakiś, sens. Przekonanie, że będzie ok. Poczucie, sugestie coraz śmielsze, że ejże, ja to chyba jestem całkiem fajna, kobieta też, ale mama. Córka moja taka mądra, ciepła, inteligentna przecież, wrażliwa i bystra. I to bez książek z ekologicznego papieru, zajęć sensorycznych, baletu, choćby połowy znanego podręcznika o wychowaniu. Ha, kozak rodzic ze mnie. Można fruwać. Warto się jarać. I tak uniosłam się ponad chodnik, ale tam dobiegł mnie głos. A z nim niechciana i niemiła opowieść o moim dziecku.

Pani Mamo, wcale nie ma tęczy, czas wracać na ziemię, bo sporo tu do roboty.

A wraz z nią fala smutku, wstydu? Upokorzenia? Jak to możliwe, że…? No tak, matki zawsze bronią swoich dzieci, nawet jeśli odsiadują wyroki za morderstwa. I tu absolutnie nie chodzi o to, co Lenka zrobiła, bo po pierwsze jestem od tego, żeby ją chronić,a po drugie robi miliony cudnych rzeczy, więc wywleczenie w oddzielnym wpisie akurat tych niefajnych, byłoby wobec niej trochę nie fair, tym bardziej, że za nami  już cykl rozmów, zainicjowane zmiany, sporo przemyśleń, a tamta historia szybko stanie się tylko “wspomnieniem wybryków”. Chodzi o to, jak łatwo widzieć tylko to, co chcemy zobaczyć i jak niebezpieczne, przegapić to, co ważne.

Chodzi o to, że ja zawsze się trochę bałam tych ludzi, co bujają w obłokach i uważają, że świat jest taki piękny, jakby chcieli, że może im fajnie, ale kontakt z bazą jest potrzebny, tym bardziej, jeśli w tej bazie jest człowiek za którego jest się odpowiedzialnym.  Mi zakłóciło łączność, ktoś życzliwy wcisnął reset i…Dobrze mi zrobił. Trzeźwość umysłu zachowana.

Chcę mieć mądre, czułe, empatyczne i dobre dziecko – muszę zrobić wszystko, by tak się stało, co w mojej mocy, nawet jeśli danego dnia akurat niewiele.  Pokornie przyjmować porażki, wyzwania, uczyć się na błędach. A w obliczu efektów stać twardo na ziemi i mieć świadomość – ile pracy włożyłam. Ale i tego, że nie jestem nadczłowiekiem.

Żyjemy w czasach,w których krytyka jest hejtem, a każdy pragnie zachwytu. Nad sobą, nad życiem, nad tym jak wygląda, co robi. Jak ktoś klaszcze, może nawet na stojąco, jeśli ma uwagi, ma spieprzać. Jesteśmy próżni, ja też, ale zanim wpuszczę cudzą opinię do swojego domu, analizuję mocno w progu, czy jest zasadna – nawet jeśli ma taki wydźwięk, że mam odruchowo ochotę ją wypieprzyć. Robię rachunek sumienia. Zawsze. To wyczerpujące, często boli. Niejednokrotnie ścina z nóg, ale jest potrzebne.  Czasem trzeba się zbliżyć, jak to mówię, mordą do bruku, tam, gdzie stać powinny stopy, niekoniecznie pewnie, bo to proces, a nie stan i ja się go uczę i ciągle mało wiem, ale wiem, że stopy mają tam stać. Bo tu tu się toczy prawdziwe życie. Bo decyzje i zaniedbania tu i teraz będą miały swoje konsekwencje. Bolesne nie tylko dla mie.

Nie zrozum mnie źle, nie uniknę wszystkich błędów i nadal nie zamierzam być matką-cyborgiem. Luz w majtach naprawdę mi się spodobał.Po prostu muszę być bardziej uważna. Uważność jest ważna. Ośmielę się stwierdzić, że ważniejsza od beztroski, choć, na szczęście, nie zawsze ją wyklucza.

A dziecko mam najzajebistsze, tylko po prostu wymaga od starych więcej,o. I lekcje pokory odrabiam. Nie uchylam się od odpowiedzialności. Dostałam pałę, staram się ją poprawić, ale wiem też, że kolejna piątka jej nie wymaże i wynik to średnia ważona. Życie zweryfikuje, czy korzystny dla mnie.

W dobie wypierania negatywów i rzygania tęczą, polecam i taką taktykę pod rozwagę. Może nie gilgocze, ale otrzeźwia i uświadamia.

Utrzymujecie kontakt z bazą? ;)

____________

Zajrzyjcie na IG: Radomskaa, Niebawem będzie Was 10K, a to umożliwi mi przekierowywanie Was na bloga tylko jednym ruchem palca! Bardzo zapraszam i proszę o wsparcie. W zamian daję kawał siebie.

14 komentarzy
  1. Rodzicielstwo w dzisiejszych czasach to nie lada wyzwanie. W dobie samouwielbienia i bezstresowego wychowania, słowo “pokora” niestety traci na wartości. Cieszę się, że są tacy ludzie jak Ty Olinku :)

  2. Chyba mam z tym problem !! Tez mi się wydaje , ze Młody tylko będzie zachwycał otoczenie ( bo taki uśmiechnięty blondasek ) , a dziad straszny ! Aż się boje , ze kiedyś zakochanej po uszy matce , ktoś zwróci uwagę ze coś powinnam zrobić .. jak zrobić ?? Przecież tak zajebiscie mi idzie wychowywanie … boje się tak prawdziwie ! Jak to przyjmę ..

  3. To ważne by w tym biegu (dom macierzyństwo praca) nie zatracić siebie. Brawo Olcia ze luzujesz. Szczęśliwa mama i żona to dopiero wyzwanie. Mariusz czy jesteś na to gotów? Q każdym razie pozytywnie zarazasz :) sciskam Ewa

  4. Chciałoby by sie być matką-cyborgiem ale się kurde nie da, ile razy pukam się paluchem w czoło kiedy odwale coś przy moich dziewczynkach, grunt to wyciągać z tego odpowiednie wnioski i co ważne WIECEJ NIE ODWALAĆ. Naprawde dobry tekst i daje do myślenia, dzięki za tę lekcje i czekam na kolejne 😉 pozdrawiam

  5. Ważna refleksja! Dzięki! Można przegiąć w obie strony. Powrót do bazy może wspomóc myśl, że Młode będzie kiedyś jakimś mężem, żoną, partnerem, partnerką, przyjacielem, przyjaciółką, kolegą z pracy… itd. I pytanie jakim tym kimś będzie?To w dużej mierze zależy od nas, choć oczywiście nie tylko :)

  6. Tak nie do końca, że wszystkie matki zawsze bronią. Miałam myśl nawet by trylogie napisać, a miałabym treści sporo. Miałam trudne dziecko. Rokowało nieźle, jako 3-5 latka była niezła. Pitem zacząl się dramat. Przedszkole mnie przeraziło, pierwsze klasy podstawówki zdołowały, gimnazjum uodporniło, a liceum… to była dłuższa historia.. Wieloletnia.
    Dziś ma swoją rodzinę. I jest nieprawdopodobnie inna, cudowna.
    Gdy czytam i patrzę na trzęsące się mamy, myśle, oj naiwne Wy. Macierzyństwo jest przereklamowane.
    Nie trzeba się bać krytyki, jak jej zbyt wiele to znaczy, że dziecina jest INDYWIDUALNĄ jednostką. Będzie dobrze! Einstein też był wyalienowany.

  7. Bardziej bogatym w treść celem, który występuje teraz w tym nowym zespoleniu się indywiduów, nie jest bynajmniej luz jako dążenie obiektywne i ogólne, lecz coś, co łączy się zawsze tylko z jakimś podmiotem, z kimś, i co wskutek tego okazuje się uwarunkowane znowu własnym honorem, partykularną korzyścią, subiektywnym zapatrywaniem. A dla mnie inni zawsze byli ważniejsi ode mnie samego i mojej ciasnoty.
    marek

  8. Ciężko być “dobrym” rodzicem w dzisiejszych czasach :) ale nie załamuje się dziewczyny, i walczymy! :) (panowie również;)) każdy popełnia błędy i trzeba z tym życ.

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.