Śpiąca Lenka i ręka władczyni Matki ;)

Bardzo krótko jestem mamą. Bez względu jednak na to, jak długo stoję na moim macierzyńskim polu bitwy i ile dzieci jeszcze wydam na świat, o ile  w ogóle, próbuję ze wszystkich sił wyciągać wnioski i w stosunku do innych matek unikać tego, czego sama doświadczałam i nienawidzę. Dlatego ten tekst to nie jest zbiór złotych porad i lekarstw na wszystko, co może napotkać matkę w jej walce o fajne macierzyństwo i spokojniejszą głowę. To tylko zbiór własnych wniosków. Formułując go starałam się wnieść kilka centymetrów ponad “moje doświadczenia” i może okaże się dla kogoś przydatny?

Inspiracją do tego wpisu stał się komentarz jednego z czytelników tego bloga, który wraz ze swoją kobietą oczekuje narodzin ich pierwszego dziecka i już ze zdumieniem odkrywa, że wszystko,co związane z dzieckiem, to nadal nawet nie połowa tego, z czym będzie musiał się zmierzyć tak w ogóle, że przed nim jeszcze presja i indoktrynacja wszelakich firm, korporacji,instytucji pragnących generować zyski dzięki wzbudzanym w nim strachu i… głosy innych rodziców, które odzywają się często nieproszone i niepytane.

Oto kilka moich wniosków, które nie czynią ze mnie lepszej mamy,a sprawiają po prostu, że czuję się coraz lepiej w nowej roli. Dzielę się nimi nie po to,żeby cokolwiek Ci narzucać – wierzę, że odkryjesz wkrótce ze zdumieniem, że wiele zależy tylko od ciebie, a świat, choćby najżyczliwszy, może Cię cmoknąć w dupę.

1. Początki

Nikt nie jest w stanie odpowiedzieć ci na pytanie “jak będzie”. Kiedy będziesz słuchała historii o kaskadach wzruszeń wynikających z otrzymania do rąk własnych jeszcze trącącego bęcem oseska wyglądającego jak chiński zwiadowca lub tortilla lub też o mrożących krew w żyłach opowieściach na temat jeszcze bardziej mrożących krew w żyłach kolek, nocach zarwanych i lawinie ciężkich doświadczeń- po prostu trzymaj dystans.

Ludzka głowa, w zależności od tego,co bliższe jej właścicielowi, lubi wygładzać wspomnienia albo też podkręcać przebieg zdarzeń z przeszłości. Matki, które pierwsze dni i tygodnie z dzieckiem mają za sobą, albo po prostu te, które NIE SĄ Tobą nie wyposażą Cię w żadną wiedzę, pewniki i poczucie bezpieczeństwa. Będzie tak, jak ma być w Twoim przypadku i jedyne, co możesz zrobić, to przeżyć to tak, żebyś czuła się z tym jak najlepiej. Oczekiwanie na gotowy scenariusz może sprawić,że wiele może Ci umknąć, a to ciągłe dziwienie się i zaskakiwanie, nie zawsze fajne, podnosi poziom adrenaliny dzięi któremu mi łatwiej obejść się bez snu i kawy.

Ja na przykład oczekiwałam wybuchu euforii i miłości do Lenki i od samej ciąży panicznie bałam się kolek. W przypadku pierwszego oczekiwania wszyscy powtarzali mi, że dzień jej narodzin będzie najpiękniejszy w moim życiu. W przypadku drugiego- że nawet jakby co, to jest masa środków i leków, sposobów, że kolka nie trwa dłużej niż godzinę, że kilka tygodni i minie.

Jak było? Przynieśli mi paskudę spuchniętą, a ja nie poczułam nic poza schodzącym znieczuleniem. Poczuwałam się do odpowiedzialności i ta powinność bycia mamą towarzyszyła mi przez pierwsze dni. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że miłością ochujeńczą zaczęłam ją kochać po czasie, że to uczucie dopiero się we mnie rozwija. Co do kolek? Trwały po 8 godzin i nie pomagało Lence nic, a jestem już kompendium wiedzy w dziedzinie kolkowej farmakologii. Kiedy ktoś mówił, że miną, chciałam go zagryźć żywcem, bo perspektywa kolejnych tygodni z wiecznym rykiem dziecka w tle była dla mnie nie do wyobrażenia.

A patrz, stoję. Wciąż pamiętam, że było koszmarnie, ale uśmiecham się do wspomnień, bo przetrwałam i jestem z tego dumna, wierzę, ze Ty też będziesz, nawet jeśli będziesz miała to szczęście, ze Twoje maleństwo będzie przez pierwsze tygodnie spać, żreć i robić kupę na czas! Jeżeli będzie to dla Ciebie magiczny czas, super. Ja wtedy nie byłam najszczęśliwsza na świecie, ale dziś i tak, oglądając zdjęcia, wspominam ten czas z rozrzewnieniem,bo wiem, że nie wróci.

Jeśli mogę coś doradzić i chcesz posłuchać to- nie słuchaj za wiele, naprawdę dasz sobie radę, a jak odwalisz coś, to po to,żeby mieć zabawniejsze wspomnienia. Jak powtarzała mi doradca laktacyjna- gdyby dziecko było tak łatwe do uszkodzenia, śmiertelność wśród noworodków była by przerażająca! A nie jest, więc kobiety zasadniczo dają radę. Ja się pocieszam, że te głupsze ode mnie też :)

2. Nie pozwól sprawić, by ktoś odebrał Ci radość dumę!

Odkąd zaszłam w ciążę ciągle słyszałam, ze to,co przeżywam tu i teraz, to jeszcze nic, bo dopiero zobaczę i tu kolejno mogę wymienić a)jak urośnie ci brzuch b)poród c)połóg d)kolki zęby e) jak pójdzie do szkoły… i tak dalej i dalej… Wszyscy straszyli i uprzedzali, a żebym już kompletnie popadła w schizofrenię, to każde “to jeszcze nic, będzie tylko gorzej” kończyli zwykle “ciesz się tym, bo szybko mija, nie wróci i będziesz tęsknić‘.

Matki, które mają już za sobą etap na którym jesteś mają tendencję do umniejszania znaczenia tego,co przeżywasz tu i teraz. Będziesz naprawdę wystarczająco przejęta tym,co się dzieje i uwierz, snucie planów na przyszłość sprawi tylko, że przegapisz to,co fajne tu i teraz. Bo każdy etap rozwoju dziecka ma w sobie coś ekstra -chociażby to, że spętanego noworoda możesz zostawić samego w łóżeczku bez obawy, że wyjdzie balkonem albo pomaże sąsiadom drzwi sprayem, a z kilkulatkiem możesz się w miarę sprawnie porozumieć.

Za każdym razem,kiedy będziesz chciała się czymś podzielić, a usłyszysz “to jeszcze nic! zobaczysz jak…” zamknij oczy, złap oddech, policz do 94 i pamiętaj – autorki tych wypowiedzi są na etapie jarania się i przeżywania ich aktualnego kosmosu, Twój rozgrywa się równolegle i jest naprawdę tak samo ważny. Nie znam matki, której łatwiej było przejść przez etap kolek, dzięki relacjom, że zęby są gorsze. Wiem natomiast, że kiedy słyszę, że nic trudnego w zasadzie jeszcze nie przeżyłam, to mam ochotę walić w mordę.

Nie mogę przyśpieszyć biegu wydarzeń i nie chcę. Fajnie, że z czasem zapominam to,co było straszne a koloryzuję to,co piękne. Pamiętam jednak, że wszystko co się dzieje jest cholernie ważne- tak jak na początku wyzwaniem były kolki i udało mi się im podołać, tak będę musiała sprostać kolejnym. Nie mam siły ani czasu na roztrząsanie co przede mną, bo a) jestem zbyt zmęczona, b) moje dziecko tu i teraz zmienia się i rośnie absurdalnie za szybko i muszę próbować nacieszyć się nią taką małą c) chcę mieć czas dla siebie i wolną,choć na chwilę, od macierzyńskich rozterek, głowę.

Zatem w dupie mam licytacje na wyzwania. Kiedy następnym razem ktoś zacznie mi wyjaśniać, że przesadzam przeżywając etap życia mojej córki w określony sposób, bo dopiero zobaczę, to wyjaśnię mu, że to moje dziecko, moje macierzyństwo, a co za tym idzie moja sprawa. Bardziej wyrafinowanym trollom dyskusje o wyzwaniach macierzyństwa proponuje skwitowanie stwierdzeniem

nie martw się, teraz tak cię denerwuje, a za 20 lat nie będzie pamiętało, że istniejesz i miało dać ci znać, że żyje i wtedy odetchniesz z ulgą

3. Decyduj sama

Są kwestie szczególnie burzliwie komentowane i wzbudzające najwięcej macierzyńskich emocji i dyskusji. To już pewnie wiesz- o wadach i zaletach różnych porodów,  metod karmienia, usypiania, wychowywania można godzinami, a jak chcesz sprawić, by stabilne i stateczne na co dzień kobiety rzuciły się sobie do gardeł, przynajmniej werbalnie, to rzuć na jakimkolwiek forum, że “uważasz, że każda kobieta powinna rodzić naturalnie/ olać naturę i rodzić drogą cc“, a potem rób popcorn, obserwuj jak się zjadają i uważaj, żeby nie pochlapały cię pianą toczącą się z ust.

To Ty podejmujesz decyzje i to Twoja sprawa. Konsekwencji nie jesteś w stanie przewidzieć, ba, powiem więcej, że gdyby nie ‘życzliwy paluszek’ innych, w wielu przypadkach nawet nie wiedziałabyś, że istnieją i, o rety jak to- żyła spokojniej. Możesz nastawiać się w ciąży, że będziesz prała rzeczy dziecka ręcznie w szarym mydle i rzece, a do snu czytała traktaty filozoficzne, ale jeżeli okaże się, że pierzesz je z roboczymi ciuchami męża, dziecku zapuszczasz bajki, żeby pozwoliło ci spokojnie wyjść do kibla, to zdradzę ci sekret – świat się nie zawali, żaden jednorożec nie umrze.

Po prostu w razie trzeźwości umysłu staraj się gromadzić na temat problematycznych kwestii jak najwięcej rzetelnych informacji nie okraszonych nadmiarem emocji i brakiem dystansu. A w razie chwili słabości powtarzaj sobie to,co powtarzam sobie ja, żeby było mi raźniej

– nie muszę być świetną matką, bycie wystarczająco dobrą naprawdę wystarczy. A kiedy nie daję rady być wystarczająco wystarczającą, to przynajmniej, zamiast zbawiać świat i zaspokajać wszystkie potrzeby psychofizyczne swojego dziecka jakie wymyślił każdy poradnik dla rodziców, kombinuję jak się wyspać.

4. Nie ma matek idealnych, są po prostu matki różne

Moja siostra jest dla mnie niemalże ideałem Matki- ma świetnego, grzecznego i mądrego synka, którego zawsze stymulowała na różnych polach, dzięki czemu jestem niemal pewna, że wyrośnie na naprawdę fajnego człowieka i pozostaje mi sobie życzyć, żeby Lenka po bracie ciotecznym cokolwiek fajnego w genach przejęła, bo ja tyle samozaparcia i energii na stymulacje córki raczej nie posiadam. Poza tym moja siostra odnajduje się rewelacyjnie jako gospodyni. Ma ekstra dziecko, posprzątany dom, ekstra obiad i wyborne ciasto, czym zawsze mnie zaskakiwała, a odkąd mam dziecko, wzbudzała zazdrość.

Dopóki nie pojęłam, że ja na jej miejscu nie byłabym szczęśliwa ani przez jeden dzień, bo to,co ją uszczęśliwia, dla mnie  byłoby karą. Bezczelnie daję swojej córce smoczek, włączam bajki i huśtawki, by dała mi chwilę odsapnąć i nie być mamą, bo potrzebuję tych oddechów,żeby wracać do niej z lepszą energią i bardziej doceniać, nawet to,co wkurwia. I nie uważam, że robię dobrze. Uważam, że robię po swojemu. I chcę dla swojego dziecka jak najlepiej, po prosut uważam,że najważniejsze jest dla niej, żeby miała spokojną i cierpliwą mamę, ale Ty masz pełne prawo się z tym nie zgodzić i ja to SZANUJĘ, dopóki nie rzucasz się na mnie z radami, pomocą, presją itp.

Mam wokół siebie sporo matek – jedne każdego gila swojego dziecka sprowadzają do dramatu i zanim małe kichnie już siedzą w poczekalni u pediatry. Inne jarają się ekologią – nie podają dziecku sztucznych mieszanek, mleka, telewizora i cukru. Jeszcze inne mają dużo rzeczy w dupie i z ulgą odsapnęły, kiedy ich dzieci poszły do przedszkola i przestały absorbować aż tyle ich uwagi.

I wiesz co?

Nie wiem,czy dobrze robią i nie mnie to oceniać, ale znam ich dzieci i.. wszystkie są całkiem fajne, kochane,  żyją i mają się dobrze.

Kiedy któraś z mam będzie  z uśmiechem moralizować Cię, że codziennie….(i tu dowolne: sprząta, czyta, gotuje,maluję się COKOLWIEK) to zwróć jej uwagę na  na to, że gdyby jeszcze mniej zbędnych kocopołów pierdzieliła, to zdążyłaby umyć okna i to w całym bloku.

Jakoś od dawna wydaję mi się, że ludzie tak usilnie próbują przekonać innych, że są lepsi, szczęśliwsi, bardziej zaradni i ogarnięci właśnie dlatego, że przede wszystkim lepsi, szczęśliwsi i zaradni bardziej nie są albo się nie czują. Z tym wiążę się kolejny punkt

5. wystarczająco jest akurat

Wiem, to słyszałaś tysiąc razy- nie musisz wszystkiego na raz i na tysiąc procent. Ja piszę Ci to po to, żeby dotarło do Ciebie jeszcze coś – kiedy ktoś mówi ci, ze czegoś nie musisz,  a ty nagle czujesz drobną ulgę, albo czujesz się nieco pocieszona, że możesz nie dawać sobie rady, to znaczy, że w konieczność bycia na tip top i piątkę z plusem już się wkopałaś.

Kolejny sekret

Może należysz do tych,dla których błyszczący dom i pyszny domowy obiad stanowią powody do dumy – jeśli tak, to zazdroszczę, a już z pewnością zazdrości mój narzeczony. Ja przez jakiś czas czułam się niefajnie z tym, że zalegam w domu, a wraz ze mną kurz i brudne gary. Obiad co prawda serwuję codziennie, ale swoją wyborną znajomością repertuaru wyrobów gotowych i garmażeryjnych nie lubię się chwalić. Odkryłam niedawno coś, co pozwala nie zwariować mi.

Bez względu na to ile zrobię w ciągu dnia, dostrzeżone zostanie tylko to,o czym powiem. Co to znaczy? Że to, co wydawało mi się podstawą obowiązków matki w domu, to tylko mój wymysł – bo świat ma tak naprawdę w dupie to,czy sama gotuję, wystarczająco często odkurzam i czy w ogóle myję okna. Ważne jest to, jak czuję się ja.

A ja w mieszkaniu z brudną podłogą i praniem, mając czas na pisanie, czuję się naprawdę dobrze.

6. Nie ma sprawdzonych schematów

Jedne matki będą Ci mówić, że czas spędzony z dzieckiem w domu jest bezcenny i powinnaś skupić się na tym, że maleństwo cię potrzebuje, tak przez nie więcej niż 15 lat, potem możesz zająć się sobą. Inne, że musisz jak najszybciej wrócić do pracy, na siłownie, do szydełkowania, żeby się  w macierzyństwie nie zatracić i nie zachorować na pieluchowe odparzenie mózgu. Jeszcze inne będą nawoływać do szukania równowagi, której chyba żadna jeszcze nie znalazła. A ja mówię,że bez względu na to, jaki model macierzyństwa sama chcę/chciałam lub realizuję  – nic mi do Twoich wyborów.

Chcesz siedzieć w domu z dziećmi jak najdłużej? Daj Ci Boziu, żeby było Cię stać, skoro taka Twoja wola. Chcesz wracać do pracy jak najszybciej? Oby obyło się bez żadnego poczucia winy i byś była szczęśliwa. Jeszcze nie wiesz? I O.K. , życie wszystko zweryfikuje.

Ani ja, ani ktokolwiek inny nie ma prawa Ci mówić, że MUSISZ cokolwiek- interesować się czymś poza dzieckiem/skupić tylko na nim, znaleźć czas żeby o siebie zadbać/swoje potrzeby i egoizm zepchnąć na dalszy plan, wolny czas poświęcać na coś pożytecznego/spać kiedy tylko to możliwe i  żadna z matek nie ma prawa cię obrażać, dyskredytować, poniżać, tylko dlatego, ze wybrałaś inaczej niż ona. Może Cię nie lubić, ale nie ma prawa przede wszystkim wpędzać w poczucie winy. Z moich obserwacji wynika, że macierzyński szpan uskuteczniają najchętniej te, które tak bardzo próbują udowodnić całemu światu, że są OK, dlatego,że … same w to nie wierzą.

Mogłabym powiedzieć, że to czas zweryfikuje, która z Was podjęła lepszą decyzję -ale ot bzdura. Jesteście zupełnie innymi ludźmi w  zupełnie różnych sytuacjach i tylko swoje własne będziecie miały okazję przeżyć. Warto zrobić to jak najkorzystniej dla siebie, bez marnowania czasu na oglądanie się na innych chyba.  Bo zapieprza ten czas, ledwo poród, a już wrzesień i trzeba dziecku plecak pakować do szkoły.

7. Ty decydujesz

Są rzeczy, których nie przeskoczysz, z obiektywnych lub nieobiektywnych względów, co ktoś może zechcieć skomentować. Ma prawo kulturalnie powiedzieć Ci np., że popełniasz ogromny błąd używając jednorazowych pieluch/śpiąc lub nie śpiąc z dzieckiem, karmiąc lub nie karmiąc piersią. Ty możesz tego wysłuchać, powinnaś przeanalizować argumenty, a w razie potrzeby -mieć to w dupie.

Owa potrzeba następuje wtedy, kiedy czyjaś ‘troska’ wpędza Cię w poczucie winy i sprawia, że czujesz się kiepską matką.

Będziesz miała tyle decyzji do podjęcia, tyle wyborów do dokonania, że poświęcanie nadmiaru uwagi na roztrząsanie tego, czy sposób karmienia determinuje to,jaką jesteś człowiekiem i czy kochasz wystarczająco mocno, jest.. głupie i za długo trwa.  Będziesz potrzebna swojemu dziecku jeszcze całkiem długo, szkoda byłoby zdechnąć na nerwicę i wrzody jeszcze  przez jego pierwszymi urodzinami…

8. Jest wolność, której nie musisz wyszarpywać!

Czasami wydaję mi się, że ceną za poczucie przynależności do grupy społecznej mam, jest obowiązek zrzeknięcia się dużego fragmentu, niekoniecznie macierzyńskiej, siebie. Że po prostu, takie są zasady -wchodzisz między wrony, kracz jak i ony. Podobne poczucie dyskomfortu towarzyszyć może w czasie rozmów z wszechwiedzącą matką, teściową i siostrą.

Problem polega na tym, że nie ma żadnego jednoznacznego kraczenia do którego można by się było dostosować czy ustosunkować, a ten problem rozwiązuje go banalne – nic nie musisz. To znaczy nie walcz, szczególnie na początku, kiedy macierzyństwo nie zagrzewa do walki, a sprawia, że czujesz się jak rozdeptana dżdżownica, która próbuje przypełznąć do najbliższej drzemki/prysznica/kanapki.

Bo choćbyś była najcudowniejszym Don Kichotem świata, to z racjami tłumu i teściowej nie wygrasz. Możesz powtarzać swojej matce miliard razy, że nie ma czegoś takiego jak dieta karmiącej matki,  a ona i tak zadręczać Cię będzie tonami gotowanej marchewki i ryżu.

Nie marnuj energii na walkę z wiatrakami – marchewkę przyjmij, podziękuj i doceń, że ktoś się o Ciebie troszczy, a jak nie masz na nią ochoty wywal do kibla, z uśmiechem i bez poczucia winy idź na kebab. Rozkoszuj się tym, że za drzwiami swojego mieszkania, nad łóżeczkiem własnego dziecka, rządzisz Ty, nikt inny. Reszty doradców kulturalnie wysłuchaj (wyrok za zabicie teściowej może przecież Twoje macierzyńskie plany postawić pod znakiem zapytania).

Bycie odpowiedzialną za kogoś to nie tylko smak odpowiedzialności i strachu o to, czy dobrze robisz. To także miłe uczucie posiadania władzy. A dziecko uczy asertywności i testuje cierpliwość, co w każdych innych konfrontacjach na każdym innym polu okaże się bezcenne.

_____________

Podsumowanie jest teoretycznie żałośnie oczywiste – każda matka jest ekspertem w sprawie własnego dziecka. Mądre frazesy mają to do siebie, że są tak mądre i tak frazesowe, że cholernie ciężko zainstalować je w swoim życiu.  Ja napisałam tylko o tym, czym sama autentycznie się rozkoszuję i wykorzystuję.

Mam nadzieję, że czujesz się po tej lekturze ciut pewniej,albo że przynajmniej raz uśmiechnęłaś przed nosem. Jeżeli jednak w jakiś sposób Cię wystraszyłam albo uświadomiłam,co może Cię czekać, no to.. Kurwa mać, przepraszam :) Chciałam dobrze, prawie tak dobrze jak Twoja teściowa ! :))

Powodzenia dziewczyny, nie dajcie się zwariować! I dajcie znać, co sądzicie o tym tekście, bo jeśli zarwałam noc bezsensownie, pójdę zjeść wafelka na pocieszenie!

43 komentarze
  1. Jestem matką od 10 lat, a sama nie mam jeszcze 30. Dziecko urodziło dziecko i tak dalej za mną. Czy jestem dobrą matką, nie uważam się ani za złą ani za dobrą. Niejednokrotnie brak cierpliwości spowodował salaterkę łez, ale metodą prób i błędów cały czas tego macierzyństwa się uczę. Chcecie mi powiedzieć że nie powinnam przekupywać dzieci komputerem jak chcę iść do kina i odpocząć – pocałujcie mnie w nos!

  2. Mądre jest to, co piszesz, Radomska… Dzięki temu wpisowi zauważyłam, że faktycznie już się wkopałam w konieczność bycia na tip top; że jestem na etapie wypominania sobie każdej wolnej chwili spędzonej z daleka od żelazka (bo przecież nie zdążę ze wszystkim, jak dziś przeczytam 20 stron książki albo włączę komputer, żeby prześledzić najnowszą aktualizację Twojego bloga) i że faktycznie wokół mnie jest bardzo dużo Mam, które są najmądrzejsze na świecie…

    “Zatem w dupie mam licytacje na wyzwania” – Twój tekst na moje dziś!
    …daj Boże, żeby na dłużej :)

  3. dzięki :)

    ogólnie z naszej perspektywy zauważyliśmy jeszcze 3 sprawy:

    1. głosy obecnych matek przydają się w roli statystyki, np. kierując się opiniami o lokalnym szpitalu wojewódzkim, zarówno internetowymi, jak i na zywo wyrobilismy sobie opinię o nim taką, że wybraliśmy mniejszy szpital powiatowy w sąsiedniej miejscowości.
    Przy tym opinie położnych na szkole rodzenia ograniczały się do stwierdzenia: “nie należy się kierować cudzymi opiniami, można oceniać jedynie na podstawie własnego doświadczenia”.
    Taa, bo to jest łatwizna – urodzić w jednym i cofnąć się w czasie, dla porównania w którym jest lepiej… Albo może “zróbmy drugie, urodzimy w tym drugim szpitalu, tam już będzie ok.”

    2. dużo łatwiej się przyjmuje rady przekazane w stylu:
    – myśmy zrobili tak, potem siak i okazało się, że coś tam,
    niż
    – zróbcie tak i tak, bo “Ja to mówię – A jak mówię, no to wiem!”
    a to tych drugich jest niestety masa.

    3. Brakuje rad dotyczących tego jak zaoszczędzić na jakichś pierdołach, żeby się nie dać zwariować finansowo, np. czegoś w stylu
    – zamiast kupować drogie ciążowe suplementy składające sie z kwasów omega 6 i omega 3 w idealnych proporcjach, można kupić tran z takim samym składem i proporcjami za ułamek tej kwoty.
    albo
    – zamiast kąpać małego w superdrogich emolientach składających się głównie z parafiny można dodać trochę samej parafiny z apteki do wody (choć ponoć teraz należy unikać parafiny ;) ). Itp.

    1. :* wszystkich bledow nie unikniesz, ja np. cala ciaze bralam suplementy za 70 zl przekonana,ze super. dzis biore innej firmy za 25 z tym samym skladem… co do oliatum – ja stosowalabym gdyby cos sie ze skora dzialo, bo to ponoc ma lecznicze i lagodzace wlasciwosci. nic sie nie dzieje- uzywam zwyklego plynu z rossmana, troche wali i strasznie sie pieni, ale tani, wiec mu wybaczam.

      wszystko to nic przy dyskusji o SZCZEPIONKACH. jakiej decyzji nie podejmiesz to i tak uslyszysz,ze narazasz zycie i zdrowie dziecka. ;]

      1. no, fakt, szczepionki to temat rzeka. Nawet opinia pediatry w szkole rodzenia sprawia wrażenie podrasowanej przez producentów. Na szczęscie tu sprawę znacznie ułatwia niedobór funduszy :)

        Ale zabić gwoździa potrafi nawet taka pierdoła, jak pytanie czy oblizać dziecku smoczek:
        – jak najbardziej nie:
        http://pogromcymitowmedycznych.pl/myth/1994/oblizywanie-przez-mamę-smoczka-może-być-źródłem-groźnych-infekcji-u-dziecka/
        – jak najbardziej tak:
        http://www.superstary.pl/oblizywanie-smoczka-zdrowe-czy-nie/

        o, a propos oszczędzania i bakterii na smoczkach:
        Wyparzanie butelek – ponoć najwygodniej w mikrofali, są nawet specjalne pudełka, za jakąś stówę…
        Tą samą rolę spełni pudełko do przechowywania żywności i podgrzewania jej w mikrofali, za kilkanaście złotych
        Albo można zaoszczędzić krocie na prądzie gotując w wodzie z dodatkiem odrobiny kwasku cytrynowego, żeby się kamień nie osadzał. Ale niektórzy twierdzą, że butelki się w ten sposób bardziej niszczą.
        A jeszcze inni uważają, że w ogóle nie warto wyparzać, bo:
        – płyny do mycia wykańczają wszystko,
        – dziecko musi mieć kontakt z bakteriami od samego początku… itp.

        ogólnie – biez wodki nie razbieriosz :)

        1. KUZWA, WSZYSTKIE BUTELKI W KAMIENIU, TERAZMI MOWISZ?! mineralna kupowalismy nawet do wyaprzania a tu taki myk ;0 smoczka nie oblizuję,bo to niehigieniczne. pies to robi. szczepimy po najmniejszje linii oporu 5w1 bez dodatków, bo… tak? polej mi tez :))

          1. Hmm, no mineralka to nie byl dobry pomysl, bo zawiera mineraly,a z tego wlasnie robia sie kamienie. Podobno tez w nerkach;-)
            Lepsza by chyba byla taka woda jak do zelazek, destylowana/demineralizowana. Co do plci, podobno facet, ale kto go tam wie co sobie wybierze, takie mamy czssy…
            Imie NN;-)

            O szczepionkach to wiemy duzo:
            -nie szczepic bo trucizna i powoduja autyzm
            -szczepic ale tylko nowymi, bo stare to trucizna i powoduja autyzm i goraczke. I wysypke
            -szczepic ale tylko starymi, bo nowe sa nowe i nie wiadomo jak dlugo dzialaja, np taka szczepionka na ospe to wiadomo tylko, ze dziala 15 lat, bo wtedy po raz pierwszy je zaczeto stosowac.
            Wszystko z odpowiednimi wykresami.
            U nas problem rozwiaxuja fundusze. Nadmiarowa gotowka poszla do firmy, ktora wygrala ranking w kategorii prywatny horror. Wiec bedziemy szczepic darmowkami, a to co zaoszczedzkmy na kosztach szczepionek pojdzie na bonusowe wklucia. Taki mamy plan, a co wyjdzie…

  4. Kocham Cię Radomska!!! Za ten tekst, za jego sens, za podniesienie mnie na duchu i za szczerą prawdę!!! Pozdrawiam Cię serdecznie razem z moim ośmiomiesięcznym synem.

  5. boskie Olcia i Ty boska i mądra matka jestes :)) dzięki, Leniorek biutifull!!
    @wisznu- taka refleksja, mam dwóch synów, co prawda nigdy nie używali smoczków, ale butla była i niekapek,bo młodszy nie tolerował też butli wiec ubaw….nigdy nie wyparzałam butelek, nie gotowałam, myje po prostu wodą z płynem i bardzo dobrze opłukuje….nie wiem może jestem wyrodna, ale dzieciaki jak ta lala :D no i nie bawiłam się też w mineralną….

  6. Czemu ja tego nie przeczytałam przed ciążą? Bardzo mądry tekst. Jako matka 8 miesięcznej córki ciągle się czymś zadręczam- za krótko ją karmiłam piersią, przy rozszerzeniu diety żarła na początku tylko gotowaną marchewkę( a czemu nie chce jabłuszka albo tego albo nienawidzi zupek), teraz tym, że woli jeść ze słoja, a nie jak ja ugotuje(chociaż zajmuje mi to pół dnia, a ona to wyrzyga w 5 sekund i pośmieję się do mnie po tym), tym, że za dużo pracuje, a za mało czasu z nią spędzam, tym, że za mało zarabiam i nie mam na wydatki i czasem koniec miesiąca to ciężka sprawa i tak dalej. Ciągle coś. I najgorsze jest to, że milion osób wmawia mi sto tysięcy różnych rzeczy, którymi się zadręczam jak debil przez 3 dni i chodzę jak zombie(mistrzem w tym była teściowa, ale 20kg schudłam mieszkając z nią, może dalej powinnam zamiast ćwiczyć z chodakowską). I się martwię, że mi dziecko za 15 lat powie, że byłam wstrętną matką, bo….a prawda jest taka, że mam tak samo jak Ty. Uczę się mieć w dupie(oj trudna to sztuka bardzo), bo wiem, że robię wszystko co mogę i wiem, że kocham najmocniej na świecie swoje dziecko i tyle. I to się liczy i o dzisiaj, po tekście będę miała bardziej w dupie. DZIĘKUJĘ. Głównie za kopnięcie w dupę, żeby mieć w dupie. I pozdrawiam od małego potwora(z dwoma już zębami,w oczekiwaniu na górne) i od siebie(uzębienie jeszcze całe) Lenke i Ciebie :) Nawleczony w pakiecie :)

  7. Cześć Olu. Jestem już baaardzo starą matką (19-to letniego syna). I powiem Ci tylko jedno – napisz sobie w łazience na lustrze, to co Maciek Kot ma napisane na nartach: LUZ W DUPIE! Po przeczytaniu tej notki zakrzyknęłam :AMEN! ALLELUJA! Jak dobrze, że są jeszcze w tych naszych popieprzonych czasach nie popieprzone i nie sfiksowane matki (nie mylić z Matką Polką).
    Jak czytam o Tobie, to jakbym czytała o sobie – a syn zdrowy i mądry. Nie spał przez cały pierwszy rok – teraz potrafi spać do 13-ej ;) Grunt, że matka szczęśliwa, spełniona zawodowo, wyćwiczona na siłowni (bo lubi), a że w domu lekki syf – trudno – to nie szpital. Ze obiad nie zawsze ugotowany – Chińczyk i Włoch też muszą zarobić ;)
    Pamiętaj! Ty tu (u)rządzisz!!!

    1. ja po prostu wiem, ze to nie ode mnie do konca zalezy jakim moja corka bedzie czlowiekiem – mi w zyciu nikt nic nie czytal, ogladalam telewizje po 10 g na dobe w podstawowce i co? czytac kocham, debilem nie jestem. po prostu chcialabym aby sie ludzkosc od matek odpierdolila iprzestala je winic za wszystko!

  8. Radomska dzięki za ten tekst. Zaraz zaniosę kompa mojej drugiej połówce, by zobaczyła, że są jeszcze na świecie normalne matki !!!

  9. Świetny tekst Radomska! Dla mojego 3,5-latka najfajniejsza mama to mama wypoczęta i uśmiechnięta, więc dużo sobie odpuszczam, żeby taka być. A jak zajmuję się tym co lubię, np. idę pobiegać albo na rower to nie ma pretansji, rozumie że tak jak i On ja też mam swoje zainteresowania a nie jestem tylko stworem piorąco-sprzatajacym.

  10. @ wisznu……Lepsza by chyba byla taka woda jak do zelazek, destylowana/demineralizowana,…..jezus maria człowieku o czym ty mówisz…jeżeli przez myśl Ci przeszło aby dawac dziecku wode destylowaną to na prawde gratulacje głupoty!!!! jeżeli nie chcesz doprowadzić dziecka do grobu to poczytaj i sie zastanów co to jest….jeżeli do żelazek to na pewno nie dla dzieci aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!

    1. @Ewa nie skumałaś –
      odniosłem się do poprzedniego tekstu @Radomskiej o wyparzaniu w wodzie mineralnej.
      I chodziło mi o to, że gotowanie/wyparzanie butelek w wodzie destylowanej zamiast mineralnej powinno być pod tym względem lepsze.
      Tak na chłopski rozum, jak w wodzie nie ma żadnych minerałów, to się kamień nie osadzi, bo nie ma z czego.
      W żadnym razie razie nie miałem na myśli picia samej wody.

      Polecam czytanie ze zrozumieniem ;P
      I więcej spokoju :)

      1. i widzisz, dziecko byś zabił, Ewa Ciebie i pisałabym dla siebie! uff, jak dobrze, że odsiecz w porę ;-)

  11. za ten wpis powinnaś dostać i nobla i oscara!
    i powinni Cie ozłocić!
    każda matka powinna przeczytać to co napisałaś i wtedy byłaby szczęśliwsza:)
    pozdrawiam ciepło

  12. Jejku, prawie jakbym sama napisała. Choc prawie robi wielka różnice ;) jak mnie denerwuje czarnowidztwo innych matek, rady z innej dekady matki, ciotek, a zwłaszcza ukochanej teściowej. Nie waham sie krzyknąć, tupnąc, ochrzanic, ze ja niekoniecznie bede stosowac oliwke po kapieli i nosic dziecko 18 godz dziennie, czasem pozwalajac mu pospac. Ostatnio wkurza mnie wscibstwo innych i pytanie -kiedy wrócisz do pracy i co z dzieckiem. Czasem odpowiadam: “ze nie wiem, ale jest na tyle grzeczne ze chyba bede zostawiać same w domu. Zastanawiam sie tylko, czy zamykać drzwi czy nie, w razie pożaru, powodzi, itp”. Mina mniej rozgarnietych bezcenna.
    Nie uważam sie za alfa i omege, nie wstydzę sie zapytać, poradzić, ale zastosować sie do zaleceń moge lub nie- Mòj wybór, moje dziecko, moje życie.
    Często czytam komentarze na fb pod Twoimi postami i bardzo śmieszna mnie poważne komentarze nie znoszace sprzeciwu matek, ktore dopiero co urodziły, ale wiedzę maja książkowa. A jak wiadomo z książek dla dzieci najlepsze są bajki. Przynajmniej naprawde użyteczne;-)

    To pisałam ja- matka dwójki dzieci. Która przy pierwszym reprezentowała typ poukladany pod linijke z zaplanowanym wyborem niani, przedszkola, szczepionek, wydajaca fortunę na rzeczy, ktore nawet metek sie nie pozbyly, powrociwszy do pracy po 5 miesiącach siedzenia z dzieckiem; i po drugim- gdzie nie wyobrażam sobie zostawić teraz niespełna polrocznego dziecka i pracować po 12 godz, wyciagajaca z kartonu rzeczy po starszym bracie, szczepiaca tylko 6 w 1, itd. I co- dobrze mi z tym.

    Pozdrowienia

  13. @ wisznu……przepraszam, źle zrozumiałam :/ sorry, ale miałam zły dzień chyba…z dwójką kochanych urwisów spokoju nie zaznasz ;)

    1. @Ewa
      Spoko, nie ma problemu:)
      Niedługo też się dowiem jak to jest ogarniać dziecko i jeszcze własne życie w internecie;)

  14. Lepszego tekstu nie czytalam ! Podpisuję się wszystkimi konczynami pod tym co napisalas ! Zaraz udostepniam innym .pozdrawiam z 15 miesięcznym brzdacem:-P

  15. Gdyby w szpitalu zaraz po porodzie, zamiast niecnie zbierać dane osobowe moje i dziecka w zamian za pieprzoną buteleczkę wody mineralnej, kilka próbek i stos ulotek, wykorzystując zamroczenie i oszołomienie sytuacją (“Ożeż w mordę, człowiek ze mnie wyszedł!!!”), dano mi do przeczytania ten tekst, a potem kazano go czytać codziennie po kilka razy przez najbliższe 2 tygodnie, żebym miała pewność, że przyswoję mimo hormonalnej zupy zamiast mózgu, początki mojego macierzyństwa wyglądałyby zupełnie inaczej.
    Prawdopodobnie nie pisałabym bloga i racji bytu nie miałby mój pseudonim. Ale w zamian pewnie nie płakałabym 3 tygodnie po porodzie, że zapewniam mojemu synowi za mało zabaw edukacyjnych i przeze mnie nie będzie taki mądry jak inne dzieci.
    Radomska, ten tekst powinni drukować, laminować (żeby przetrwał każde ulanie, zafajdanie i łzy rozpaczy) i obowiązkowo wręczać przy wypisie ze szpitala wszystkim świeżo upieczonym rodzicom! A Ciebie mianować ambasadorką jakiejś akcji typu “Wychowywać po ludzku”, o!

  16. Najbardziej mi się podobało to o traktatach filozoficznych i biednym jednorożcu… :-) oj jak ja się balam o te jednorożce a okazało się ze maja się dobrze:-) z własnych doświadczeń mogę dorzucic, żeby młodzi rodzice, a zwłaszcza mama nie dala się zwariowac presji perfekcji i ideału, a bardziej trzymala się zasady, ze szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci:-) zamiast słuchać rad z telewizji i gazet dla rodziców, choć doszktalcanie i poszukiwanie wiedzy jest jak najbardziej ok, lepiej poswecic więcej czasu na poobserwowanie i lepsze poznanie swojego dziecka, jego nawyków i zachowan, bo przecież ono nie czytalo tych wszystkich złotych rad i zasad i istnieje duża szansa ze się na nie wypnie:-) . a na koniec tylko dorzuce, żeby w tym niełatwym czasie docenić to co my dostajemy od tego całego macierzyństwa… Ja wciąż nie mogę się nadziwic, ale teraz jako mama juz dwójki maluchow czuje się jak ninja – czuje wielka sile i widzę ze nie ma rzeczy niemożliwych a to daje mi energie na innych polach… To co wydawało się niemożliwe stało się czymś normalnym… Będzie ciężko i wszystko się zmieni juz na zawsze, ale na pewno nie będzie nudno i pusto… Trzymam kciuki!

  17. Jestem matką od 3 tygodni. Większość mojego serca wypełnia na razie żal w stosunku do mojego dziecka, że jest takie biedne, nic nie potrafi i nie ogarnia. Na pewno boi się wszystkiego dookoła, a po jego minie wnioskuję, że może myśleć “nie tak miało być”. Staram się mu pomóc przystosować do tego świata jak najlepiej, żeby już się nie bał i żeby był odważny później. Masz rację, ten “wybuch szaleńczej miłości” chwilę po urodzeniu to jakiś mit. Ja, podobnie jak Ty, poczułam jedynie poczucie wielkiego obowiązku za małego człowieka, w 100 procentach uzależnionego ode mnie. Kilka dni później, czułam smutek, że to, co było (czytaj: beztroska, godziny spędzone w sypialni, zabawa, itp.) minęło. Czy bezpowrotnie? Nie wiem. Mam nadzieję, że nie. Wiem też, że miłość do mojego syna przyjdzie sama. Musimy się tylko siebie na wzajem nauczyć. Miłość przyjdzie wraz z pierwszym uśmiechem, którym mnie obdaruje już w pełni świadomie i który nie będzie jedynie grymasem. Mam nadzieję, że się nie przeliczę… :) Pozdrawiam i dzięki za ten tekst.

    1. ja się dziś tak strasznie śmieję ze swoich rozważań ciążowych pt “czy będę umiała pokochać to dziecko?!?!” :D

  18. <3 No i niech Cię błogosławią wszystkie ludy Ziemi Pani kochana! :)
    Choć czasami mam wyrzuty sumienie, że mój trzylatek śpiewa w Rossmanie "włącamy nispie ceny" ;-)
    no i gdyby nie słoiki i kaszki to by pewnie była głodówka manifestacyjna u Synia…
    Dobrego dla Waszej trójki! :-*

  19. Nie jestem jeszcze mamą, ale Twoje “macierzyńskie” teksty uwielbiam. “Miłość ochujeńcza” to tekst mojego dnia! Pozdrowienia dla Was. : ))

  20. Ale mam refleks szachisty korespondencyjnego:-) jak to jest mieć dwójkę małych dzieci? W porzadku, piszesz komentarze pod rocznymi tekstami na blogu i jarasz sie jaka to nie jesteś na bieżąco i w ogóle:-) :-)

      1. Jeszcze żyję…;) Choć jak opowiadam małej na dobranoc “Lokomotywę” to najwięcej serca i emocji wkładam w deklamację fragmentu “Już ledwo sapie, już ledwo zipie…” :))) A tych wnuków to lepiej tak nie wyglądaj ochoczo… przecież kiedyś trzeba odpocząć;)))

  21. Fajny tekst, naprawdę warto go przeczytać ze zrozumieniem i zapamiętać. Żałuję, że dopiero teraz go czytam, teraz już towarzyszy mi spokój, a nawet spodziewam się drugiego dziecka. U mnie było tak, że wyrzuty sumienia towarzyszyły mi od stołu operacyjnego po cesarce, bo przecież miałam rodzić naturalnie… później przez brak pokarmu, depresję żywieniową, bo kolek można uniknąć tylko nie można jeść tego i tamtego… w nocy wstawałam po 17 razy, córka sprawiała, że wszystko działo się inaczej niż powinno… niż chór ideałów mi mówił… a z dnia na dzień miałam coraz mniej siły i ochoty, a przecież stosowałam się do wszystkich zaleceń idealnych matek – ‘zła matka’ to było moje drugie imię… Aż do czasu wielkiego płaczu, rozpaczy zupełnej, przypadkowej rozmowy z pewnym człowiekiem, który powiedział mi jako jedyny, że jestem najlepszą matką dla mojej córki – te słowa mnie rozłożyły na łopatki – bo nigdy nie będzie miała innej. Nie wszystko od razu się zmieniło, ale to poczucie i świadomość, że dla swojego dziecka jest się najlepszym rodzicem jakiego ono może mieć, dało mi siłę… niezależnie jaką jestem matką w oczach ideałów, wiem, że jestem jedyną matką jaką moja córka ma… to było jak magiczne zaklęcie… oczy dziecka zawsze zwrócone będę na mamę, nie na inne ideały… samo dzieje się to, że wszystko układa się lepiej, a ja mam więcej siły wewnętrznej niż kiedykolwiek właśnie dla niej, bo ma właśnie mnie jako matkę najlepszą jaką los jej dał… Napewno nie zrobię nic by w przyszłości przeklinała ten los, ideały miały swój czas i teraz mogą spać spokojnie, ale nie dam się zamęczyć…
    Fajnie, że dzielisz się tymi przemyśleniami i budujesz swoją silną postawę od początku, ja miałam z tym problem…

  22. Uwielbiam ten blog, po prostu !!! Jesteś genialna Radomoska, bo pewnie niejedna matka myśli podobnie, ale nikt tego wszystkiego tak trafnie nie zebrał. Czuję się dużo lepiej, że nie jestem idealna! Kocham swoich synów, ale sama dla siebie też muszę istnieć. Uśmiechałam się nie raz czytając tą lekturę, jej język jest mistrzowski. Podpisuję sie pod tekstem obiema rękami :-)

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.