Wiem, ze tytuł brzmi jak pełen egzaltacji nagłówek z listów to BRAVO, ale jest celowy. Na dysforyczne zaburzenie przedmiesiączkowe cierpię prawdopodobnie “od zawsze”, czyli odkąd miesiączkuję, w moim przypadku jest dziedziczne i z dużą dozą prawdopodobieństwa dotknie moją córkę, choć normalnie torturuje jakieś 5% miesiączkujących bab. Do tego momentu chciałabym, aby miała wiedzę i wsparcie, bo mi jej zabrakło.

Dysforyczne zaburzenie przedmiesiączkowe – czym jest?

Kiedy je zdiagnozujesz, twym oczom ukaże się suchy opis nasilonych objawów PMS – tzw. Zespołu Napięcia Przedmiesiączkowego, które dotyka od 30-50% procent kobiet. W jakimś stopniu chyba każdej, bo nie słyszałam, żeby któraś z otaczających mnie pań “nie czuła”, że “się zbliża”. Czym różni się PMS od zaburzenia dysforycznego (PMDD)? Ujmę to tak: PMS wypiło jedno piwo i poszło spać, opowiada jakie było narąbane. PMDD ćpa, chla perfumy, rzyga pod siebie, demoluje Ci dom i wypróżnia na środku pokoju. Tak bym to ujęła.

Jeśli PMS to zespół, to dysforyczne zaburzenie jebana symfonia wraz z psychofanami.

Zabawne? No nie.

Dysforyczne zaburzenie przedmiesiączkowe – dlaczego o nim nie słyszałaś?

Sad 505857 1920 1
Sad 505857 1920 1

Powodów może być kilka, np.:

  1. Na oficjalnej liście zaburzeń, które można leczyć farmakologicznie znajduje się od kilku lat. Wcześniej, z tymi samymi objawami byłam diagnozowana jako chora na depresje. Leczenie przebiega podobnie, ale problem ma inne źródło.
  2. W naszym społeczeństwie przyjęło się, że KOBIETY TAK MAJĄ, że przed okresem je nosi, boli i drażni, TO NORMALNE
  3. Nie ma obiektywnej skali objawów, bo za bardzo nie możesz porównać, czy boli Cię bardziej niż kogoś, a z jaką babą byś nie gadała, to będzie sie licytować i wyjdzie na to, że obydwie histeryzujecie

Dlaczego o tym piszę?

Bo muszę żyć z tą mendą, bo żyje mi się lżej odkąd umiem obsługiwać i może pomoże Tobie albo innej kobiecie, która cierpi.

Na czym polega?

U części kobiet (4 – 5%) PMS może nasilać się do tego stopnia, że nie są one zdolne do pracy i muszą pozostać w łóżku. Ta najcięższa odmiana PMS określana jest skrótem PMDD od angielskiego terminu PreMenstrual Dysphoric Disorder. W języku polskim PMDD określane jest jako przedmiesiączkowe zaburzenia dysforyczne. PMDD jest poważnym problemem, może wyraźnie utrudniać pracę zawodową i wpływać na relacje rodzinne. PMDD jest oficjalną medyczną kategorią diagnostyczną.
Natężenie objawów, zwłaszcza tak charakterystycznego dla PMDD psychicznego napięcia, “chandry” i poczucia bezwartościowości własnej i świata, może być bardzo silne i prowadzić do niezdolności do pracy oraz sprostania zadaniom domowym. Obraz zaburzenia i jego skutki bardzo przypominają więc stan osoby z depresją. “

źródło: Bionorica

Najogólniej rzecz ujmując PMDD zaczyna się już zaraz po owulacji, więc w drugiej połowie cyklu i najmocniej nie daje żyć jakiś tydzień przed (objawy mogą trwać dłuzej/ krócej, być różne i mieć zróżnicowane nasilenie. Poza kobietami w mojej rodzinie nie znam nikogo, kto przechodziłby to aż tak, dlatego swój przypadek warto zdiagnozować – z psychiatrą, który jest na bieżąco i nie będzie Was zbywał “przesadza Pani” / “u kobiet to normalne”. Bo nie to nie jest normarne, że:

  • regularnie, bez przyczyn środowiskowych cierpię na stany depresyjne i nie chce mi się żyć, cieszyć, wstawać
  • co miesiąc wije się z bólu i to jeszcze przed okresem – bolą mnie nerki, plecy, głowa, pada mi odporność, łapię infekcję, krawię z nosa etc.
  • nie mogę ustać na nogach i nie mam na nic siły
  • obiektywnie byłam w stanie stwierdzić, że w najdotkliwszym etapie traciłam absolutną kontrolę nad sobą i czułam, jakbym np. nikogo nie kochała. Będąc w szczęśliwym związku etc.
  • moja masa ciała w drugiej fazie cyklu potrafi zmienić się o 5kg
  • tracę chęci do życia, poczucie sprawczości i sensu
  • jestem słaba, mogłabym spać 20 godzin
  • tracę zainteresowanie wszystkim, co normalnie dla mnie ważne

Nie chcę myśleć, ile decyzji i sytuacji rozgrywało się w moim życiu, kiedy nie potrafiłam nazwać tego co się ze mną dzieje.

Jak mnie zdiagnozowano?

Po prostu z ulicy, w stanie już zaniedbanego zaburzenia, które czynniki zewnętrzne sprawnie ukulały w depresję, trafiłam do drzwi psychiatry, która zasugerowała mi PMDD. Wertowanie internetu było jak informacja o wyroku, ale jednocześnie światło nadziei, że da się z tym żyć. Wróciłam pod skrzydła swojego psychiatry, który diagnozował mi depresję i wyjaśnił, że raptem dwa lata wcześniej PMDD nie było na liście zaburzeń, formalnie nie istniało.

Co daje diagnoza?

Świadomość tego, co się dzieje i możliwość wprowadzania działań prewencyjnych. Nie da się tego wyeliminować w całości, ale i mniejsze nasilenie dla kogoś kto męczy się X lat to spora ulga. Ja mam na swoim koncie lepsze i gorsze cykle – zdecydowanie gorzej znoszę je, kiedy mam intensywny czas i nie daję sobie czasu na regenerację, a że jestem wtedy nie do życia, to wiem, że lepiej dla świata, kiedy po każdym wysiłku zaciągam ręczny.

Co robię?

PMDD jest nadal dość mgliście zdiagnozowane (bo jak zweryfikujesz, czy kobietę A będącą w grupie badawczej coś boli bardziej niż kobietę B? Poza tym w świetle “poważnych” chorób i stanu polskiej psychiatrii, komu by się chciało wchodzić w tak “błahy” temat, który nie jest spektakularny i dotyczy ułamku społeczeństwa? Z tego co czytałam lekarze wyodrębnili około 150 (!) objawów, które PMDD mogą towarzyszyć…

  1. Przyjmuję leki przepisywane przez psychiatrę, które prawdopodobnie będę przyjmować zawsze, bo każdorazowe odstawienie kończyło się stanami depresyjnymi z których nie dawałam rady się wygrzebać w momencie względnej równowagi, a co dopiero przed miesiączką. LEKI MNIE NIE ZMIENIAJĄ! One pomagają utrzymać równowagę i sobą być.
  2. Monitoruje kalendarz i bliżej terminu okresu unikam: spotkań, wyjść, wyjazdów, spędów, stresu. W całości się nie da, ale potrafię już wyegzekwować weekend sam na sam ze sobą zamiast wyjazdu do teściów, bo wiem, że w takim stanie generuje tylko troski i pytania i sprawiam, że wszyscy czują dyskomfort.
  3. Po każdym “wysiłku energetycznym” – wyjeździe, spotkaniu, występie – tym, co wiąże się z dawaniem z siebie 200% komuś, rezerwuję minimum tyle samo czasu na regenerację.
  4. Edukacja otoczenia – nie wszystkich, dla wielu nadal będziesz jęczybułą, ale partnera, dzieci, koleżanek. Podsunięcia im artykułu medycznego o zaburzeniu, zaświadczenia od lekarza.
    To trudne, mój mąż wie doskonale, co mi jest, jest ze mną od samej diagnozy, a mimo to regularnie nie okazuje wyrozumiałości i jest zdziwiony. Ja już nie oczekuje, że świat będzie ojojciał, bo jednak da się z tym żyć, tylko otwarcie mówię, że przez kilka dni muszę zredukować bieg, że jest mi źle i potrzebuję wsparcia i odciążenia. To chyba nie jest aż tak wiele biorąc pod uwagę ilość pracy jaką wkładam we wspólne życie i deklaracje bycia ze sobą na dobre i na złe?

Przy PMDD warto zmienić także tryb życia w kwestii używek -i ja-fanka wina i cydru- świetnie wiem, że używki tj. alko a nawet za duża ilość kawy skutecznie rozstrajają i utrudniają organizmowi odnalezienie równowagi.

Jak to wygląda? (U mnie, bo przebieg ma cechy wspólne, ale i indywidualny sznyt)

Uwaga! Jedyne, co odróżnia PMDD od depresji to:
objawy fizyczne jak np. obrzmienie piersi
oraz to, że objawy choroby pojawiają się cyklinie, podczas gdy depresja towarzyszy choremu stale. “

źródło: Polki.pl

Zaczyna się od wkurwienia, które nie ma źródła. Rzeczy, które normalnie mi nie przeszkadzają, spędzają sen z powiek. Najchętniej spałabym tydzień, wpadam w furię z byle powodu i mam ochotę tylko być sama, bo męczy mnie najkrótsza wymiana zdań. Potem dochodzą dolegliwości bólowe, męczliwość i ogólne poczucie niemocy. Ból się nasila, a ja czuję, że wybuchnę, że mi źle bardzo ze sobą. Napięcie i chujowość samopoczucia mija mniej więcej 2-3. dnia cyklu, a wtedy czuję się, jakby ktoś odkręcił wentyl i pozwolił ujść powietrzu.

Co się zmieniło od diagnozy?

Szanuję swój organizm i akceptuję przypadłość, bo nie ma sensu walczyć z wiatrakami. Leki zdecydowanie podniosły komfort życia, teraz najgorsze są 2,3 dni “przed”, a nie równia pochyła przez 2 tygodnie. Przeorganizowałam sobie sposób funkcjonowania – w lepszym momencie cyklu robię jedzenie na zapas, piszę więcej itd., aby w tym trudnym móc wywiesić czerwoną kartkę, a świat kręcił się dalej. Nie pytam o zgodę, tak jak ktoś kto złamał nogę. Ja po prostu mam kontuzję duszy co miesiąc. I chuj.

Pewnie drugą stroną tego, z czym się mierzę jest wrażliwość, czujność, trafność obserwacji i inne cechy, dzięki którym doświadczam, pracuję, czerpię z życia.

Co robić, kiedy druga połówka to ma?


Tu napiszę oddzielny tekst. Nie tylko dla hardkorowych przypadków. Za moich czasów tematy z menstruacją omawiało się na lekcjach biologii bez chłopców w klasie (sic!), więc dla nich to naprawdę abstrakcja.

Dla przypomnienia

Leki to żadne zło. Przynoszą ulgę, wspierają organizm w przesyłaniu serotoniny, łagodzą przede wszystkim psychiczne objawy. Jak masz potrzebę się męczyć i być super bohaterką, to nie proś o znieczulenie u dentysty, olej zalecenia diabetologa gdy masz cukrzycę i odstaw leki na serce, mimo zaleceń kardiologa. Głupie nie? No właśnie.

UWAGA! Nie jestem lekarzem. Nie przyniosę Wam ulgi i nie zamierzam być tą od depresji czy zaburzenia. Ja sobie z nimi żyje, jakoś radzę, może moje sposoby przyniosą komuś ulgę, będą wskazówką do przyjrzenia się sobie. Nie chcę wracać do tego tematu, bo moja codzienność jest nim z lekka nasączona jak biszkopt alko – życie się toczy “przed” i “po” każdego miesiąca.

Jednak mimo to staram się ogarniać. Nie zawsze wychodzi. Często nie, jednak – żyję, funkcjonuję, utrzymuję się. Teraz na swoim ciut mi łatwiej (nie ma pytań ludzi, czemu siedzę zawinięta w sweter smutna), ale na etacie, w pracy męczyłam się na tyle długo, by móc powiedzieć – wiem, jak to jest, nie musi być aż tak.

Pozdrawiam, aktualnie dojechało mnie okrutnie i o ile głowa ma się ok, po prostu odpuszczam dywagacje o życiu, o tyle w tym miesiącu ból wybrał sobie kręgosłup – bo mam siedzącą pracę, bo nagle postanowiłam włazić na 10 piętro, bo śpię byle jak w pozycji złej i w końcu się to na mnie zemściło, dlatego tak ważne jest długofalowe dbanie o siebie i komfort swojego życia i głowy.

Artykuły na ten temat:

  • opracowanie psychiatrów TUTAJ
  • artykuł o przebiegu, objawach TUTAJ
  • artykuł Polki.pl TUTAJ
  • rozważania na temat przyczyn abc.portal.zdrowie TUTAJ
  • o stosowanych metodach leczenia TUTAJ
  • jeszcze jeden artykuł o różnicach między PMS a PMDD TUTAJ

OGROMNA PROŚBA!

Udostępnij ten tekst innym kobietom, a jeśli problem Cię dotyczy poświęć kilka minut i zostaw komentarz – nie po to, by się użalać nad sobą, ale kobiecie, która przechodzi przez tu i czuje się sama, dodać otuchy, że jest nas więcej.
Historie w komentarzach są ANONIMOWE. Nie wysyłajcie mi prywatnych wiadomości, bo ja wiem, z czym to się je aż za dobrze, nie udźwignę i w ten sposób nikomu nie pomożemy. Z góry dzięki.

Ola.

131 komentarzy
  1. A mój mąż mówi, że mój okres jest trudny do zniesienia. Ja po prostu potrzebuje dużo miłości, ból da się znieść ale psychicznie też mnie czasami dobija. Nie jest to nic w porównaniu co przeczytałam i bardzo współczuję kobietom, które muszą przez to przechodzić. Trochę wyrozumiałości dla samych siebie :)

  2. Nie doświadczyłam, ale współczuję tym wszystkim kobietom, które tego doświadczają i muszą dalej funkcjonować…mogą wziąć wolne w pracy, ale od domu, a zwłaszcza od dzieci, a wszczegulności tych małych się nie da.

  3. Jestem od roku na grupie depresyjnej na fb, wlasnie dodalam tam post z linkiem do Twojego artykulu na blogu, wiem, ze niejdenda kobieta znajdujaca sie w grupie znajdzie wytlumaczenie swoich stanow depresyjnych :) dziekuje za ten artykul, ja na szczescie walcze ze stanami depresyjnymi i od 11 lat jestem stale na lekach. Uwielbiam Cie za Twoja normalnosc :*

  4. Ja przed urodzeniem dzieci strasznie ciepialam Miałam migreny tak z 5 dni przed okresem takie że tylko cisza i zaciągnięte zasłony mnie ratowały. Dzień przed i pierwszego dnia cyklu miałam takie skurcze że bolały mnie nerki krzyż i cały brzuch kończyło się na ketonalu łóżku i butelce z ciepłą wodą, która kulalam po brzuchu. Czasami gdy dopadło mnie w pracy kolega odwozil mnie do domu bo bałam się prowadzić samochod. Teraz po dwóch ciazach i zastrzykach antykoncepcyjnych większość objawów ustąpiło. Pozostał ból krzyża utrzymujący się 2-3 dni przed okresem. Pozdrawiam Kasia

  5. Brak mi słów. Ledwie zmęczyłam ten tekst, bo właśnie ten stan diagnozuję. U mnie dochodzi jeszcze inne schorzenie i mam takie kombo, że boję się czasem zaglądać w swoje myśli.. mój psychiatra nie podołał.

  6. Pobeczałam się. Czyli ja nie mam pms, tylko właśnie ten pmdd. Nigdy o tym nie słyszałam. Myślałam, że jestem do dupy, bo mam ochotę wyrzucić ukochane mi osoby przez okno. Albo wysłać w kosmos. Tak totalnie bez powodu, za jedno słowo. Bo nie umiem wtedy nic tylko leżeć. I zmuszam się, żeby żyć. Co miesiąc. Dziękuję, Ola.

  7. Powiem tak mam tak samo jak ty.tylko że mój lekarz stwierdził nerwicę i depresję.W pewnym momencie już sama siebie dosyć miałam a co dopiero moi bliscy.biore leki a gdy przestaje brać to znowu jazda od nowa☹️

  8. Bardzo potrzebny tekst, doceniamy! Mam ciężkie PMS, piersi puchną tak że ciężko chodzić po schodach, mąż mówi, że mi odbija- ba! Ja sama mam wrazenie, że nie jestem sobą, z nerwów z w*urwienia często aż trzęsą mi się ręce, po prostu nie jestem sobą. Różne są stopnie nasilenia, najbardziej pomaga po prostu zadbanie o siebie, odpuszczenie sobie i pozwolenie sobie na słabość, nie walczenie z tym. Ale najbardziej bliskie jest mi pojęcie tego “wentylu” to jest dosłownie to uczucie kiedy w końcu przychodzi ten okres.. ja mówię, że tama puszcza ;)

  9. Dziękuję.
    Oby każda z nas w trudnych dniach okazywała sobie wsparcie. I nasi mężczyźni także.
    Oczywiście tekst puściłam dalej. Do mojego męża, koleżanek, siostry.

  10. Dziękuję za ten tekst. Mój PMS to pikuś w porównaniu z tym co przechodzisz Ty i wydaje mi się teraz, że przechodziła go dziewczyna z którą pracowałam. Nie miałam pojęcia, że PMS może przyjmować tak drastyczne formy. Puszczam Twój tekst w świat bo myślę, że takich ignorantów jak ja , w tym temacie jest więcej. Życzę dużo siły i zrozumienia.

  11. Ja mam spoko okresy i doceniam to naprawdę. Ale cieszę się, że miałaś ochotę do napisania tekstu. Mnie nie dotyczy ale jestem kobietą i solidaryzując się z nimi dziękuję Ci za tekst.

  12. Dziękuję za ten tekst. Jakoś dziwnie do mnie pasuje. Przed, mam ochotę rozszarpać wszystko, wszystkich, całą ludzkość. Drażni mnie (oj delikatnie powiedziane) wszystko i wszyscy. Jem jak pułk wojska, tyję i puchnę. To wszystko nic, bo przy tym wpadam w taki dół i taką beznadziejność… Tak bardzo czuję się nic nie warta, słaba, przygnębiona, że mam ochotę zniknąć. Nie być. Po prostu nie być

  13. O dzięki Ci Kochana za ten tekst i poszerzenie mojej wiedzy ?!
    Mam tak prawie co miesiąc ?ja sama ze sobą nie mogę wytrzymać a co dopiero mój mąż….?, chociaż i tak jest wyrozumiały i dzięki Jego obserwacjom znoszę to dużo lepiej- nie poświęcam wiele uwagi moim cyklom w przeciwieństwie do Niego ?
    P.S. właśnie usłyszałam że mężczyźni to mają IMS i On też chce być “ojojany”??….

  14. Ja już dawno odkrylam że to mam, najgorsze są choroby, wystarczy że dostaje okres i odrazu jestem chora: angina, grypa, zapalenie gardła. To jest tak uciążliwe że już chciałam się zapytac lekarza czy można jakoś się pozbyć okresu na zawsze. O straszliwych humorach nie wspome, u mnie to jest mega brak panowania nad sobą i wachania aż do myśli samobójczych. Tragedia.

  15. O tak. Plus minus 10 dni przed miesiączką jestem anty na wszystko. Na życie, na rodzine, na partnera, na pracę. Płaczę kiedy tylko mogę, o wszystko. Nienawidzę siebie, czuję się jakbym do niczego się nie nadawała. Jakbym w życiu na nic nie zasługiwała. Nie widzę sensu w niczym. Mam ochotę zaszyć się w swoim łóżku i z niego nie wychodzić. Czuję się wstrętna, brzydka, a przez to że mój organizm napełnia się wodą czuje się jeszcze gorzej – na te specjalne okazje mam kupione większe spodnie, bo w swoje standardowe się nie mieszczę.
    Na to wszystko nikt mnie nie rozumie. Słyszę tylko, że jestem naburmuszoną, niezadowoloną księżniczką, której nic w życiu nie pasuje. Ciagle słyszę, że przez moje humory zostanę sama, bo żaden facet tego nie zniesie – no poprawia to mój nastrój w sekundzie ;)
    Niestety, ale mimo moich tłumaczeń, nikt nie potrafi zrozumieć jak się czuję i dlaczego tak jest. No cóż, życie.
    O wizytach u specjalisty myślę od dłuższego czasu. Ale się boje i wstydzę rozmawiać o swoich problemach. Wstydzę się płakać i pokazywać tego, że jestem słaba.

  16. Ojej to może jednak moje stany depresyjne to jednak nie depresja ? Mega dobrze wiedziec, że to iż mam czasem ochotę wsadzic męża i dzieci do okna życia (niestety rozsądek podpowiada, że przynajmniej jedno napewno znajdzie drogę do domu i resztę przyprowadzi ?oraz, że się nie zmieszczą ?). Mąż mówi w taki czas, że wraca do jaskini lwicy jak przystało ryk mam odpowidni?, ależ Olinku zmieniłas moje patrzenie na te wybuchy i że nie jestem całkiem nienormalna ufff buziole i od dziś łączę się w walce o max harmonii w tej minimalnej możliwości jej osiągnięcia ?? dziękuję

      1. No właśnie konsultuje z mężem i wychodzi, że te moje choroby gardła, wieczny wkurw połączony z bólem istnienia jakoś tak cyklicznie wypada jak na rollercoaster raz w górę raz w dol, niekoniecznie związane to z zawirowaniami w zyciu. Kobieto zmieniłaś moje myślenie i pewnie nie jedna tak czuje. Fajnie, że kiedy trafiłam na ciebie na insta ??

  17. Moge jedynie współczuć, rozumiem Cię może nie do końca ale w pewnym stopniu. Cierpie na zespół policystyczych jajników, okres mam rzadziej niz od swieta gdyz 2_3 razy do roku. I w te dni czuje sie jak wyzej opisałaś , do tego dochodzi krwawienie jak z ,,zarzynajej swini ,, .
    Waga masakra , nie moge schudnac pomomio diet i ćwiczeń, ale nie biore lekow bo przez nie czuje się gorzej i waga w gore idzie.
    Pozdrawiam serdecznie , trzymaj sie

  18. Ja mam migreny, ból nie do wytrzymania, praca na etacie – ketonal 100 przed wyjściem,w pracy hałas, w domu powtórka z ketonalu, bo dzieci, mąż i praca na dzień kolejny. Kiedyś tylko 3 dni ostatnio nawet 5. Wrzeszczę i płaczę z bezradności. Lekarz mnie pocieszył, że minie jak miesiączka zniknie ale sama. Hormonalne jej wykurzenie nic nie zmieni.

  19. znam to, zdycham co miesiąc…
    jestem po operacji, która miała zmienić wszystko,ale objawy się pogłębiają na nowo…
    Jak powiedziałam o tym lekarzowi to usłyszałam, że TAKI MAM UROK I BĘDZIE BOLAŁO…

  20. Rozumiem w 100%
    Gdy się zaczyna męża i dzieci wysłałbym na księżyc z biletem powrotnym gdy się skończy. Źle odłożona łyżeczka wyprowadza mnie z równowagi do tego stopnia, że brak słów. Okropny ból stawów, mięśni, kręgosłupa. Ekstra 5kg, senność, wewnętrzna niemoc do wszystkieg. Dla mnie osobiście najgorsza jest ta wewnętrzna złość, wręcz furia i to, że nie zawsze potrafię nad nią zapanować. Te niemiłe słowa którymi ranie najbliższych, zwłaszcza w kierunku dzieci i męża….

  21. I cóż mam Ci powiedzieć… cieszę się że nie jestem sama, pozdrawiam z łóżka w stanie który opisujesz… a druga połówka dzielnie przynosi mi tylko herbatę i maści bo mnie w dodatku w drugiej połowie cyklu doskwiera AZS.
    Dziękuję za tekst Ciebie zawsze warto czytać.

  22. Ja mam czasami taka kurwice ze nie daje rady sama ze soba a co dopiero osoby mnie otaczajace, czesto niestety wyrzywam sie na dzieciach? chyba udam sie do psychiatry bo to nie sa zarty! Dziekuje Olinek za ten tekst!!! ❤️

  23. Moje miesiączki od zawsze zatruwaly mi życie do tego stopnia że już w podstawówce w każdy 1 dzień nie chodziłam do szkoły. Fakt że moja mama jest pielęgniarka ratował mi życie bo co miesiąc bóle tak się nasilaly że robiła mi zastrzyki z ketonalu. Bo lykanie tak silnych leków przeciwbólowych zniszczyli mi żołądek. Potrafiłam leżeć wymiotować mieć migrene tragedia. Po urodzeniu córki nic się nie zmieniło choć miało. Zaczęłam brać tabletki antykoncepcyjne które trochę to zlagodzily. Teraz jest i tak źle tylko nerwowość leki, poczucie beznadziei to norma ból wszystkich fragmentów mojego ciała. Wiem co czujesz wspieram cie całym sercem i dziękuję za ten tekst

  24. Najlepiej umie zrozumiec ktos, kto przechodzil przez to samo. Jak odkad jestem nastolatka cierpie na migreny. I to takie, ze kilka razy przyjechala karetka. A ja w zaciemnionym pokoju z jak najmniejsza iloscia bodzcow zastanawialam sie, jak bardzo moge uderzac sie w noge, albo reke, zeby choc przez chwile czuc inny bol. Dla innych ludzi bylo to po prostu: boli ja glowa, ma niski prog bolu, ty to zawsze te tabletki tak szybko bierzesz… a dla mnie to byla ciagla walka, czy tym razem sie uda, czy bede wrakiem przez 2-3 dni az bol minie. Po ciazy zrobilo sie milion razy lepiej, ale migrena dopadla moja siostre. I teraz mam jedna osobe, ktorej moge powiedziec, ze zaczyna bolec mnie glowa, a ona zrozumie, a ja zrozumiem ja, a nie jak inni pokiwa glowa myslac, ze wydziwiam. I z samego faktu, ze ktos rozumie, jest mi o niebo lepiej.

  25. Mam to samo!!!
    Twa tygodnie przed rollercoaster sie rozpoczyna. Tydzień przed godzina “W” to juz jest jazda bez trzymanki.
    Dlatego te tygodnie wolności celebruje z największa radościa!!!

  26. Ślę dużo ciepełka prosto z serca. ♥️ Doskonale wiem, co znaczy brak zrozumienia, więc wszystkim kobietom na to cierpiącym życzę dużo wyrozumiałości ze strony otoczenia. Szczególnie ze strony bliskich? ?

  27. U mnie zawsze był ból. Od pierwszego okresu. Taki na który nie pomagały leki. Były nocne wyjazdy na pogotowie, na zastrzyk. Okres ukształtował mnie jako człowieka: pesymistke z niechęcią do życia, która nie chce (albo już nie potrafi) planować czegokolwiek – bo i po co, skoro tyle planów, marzeń, szans rozwaliło się z powodu bólu który kładł do łóżka. Lepiej zaczęło być gdy przestałam z tym walczyć. Nie poszłam do dziesiątego ginekologa (większość poprzednich mnie bagatelizowala lub poniżała lub oba), przestałam szukać powodu, jednostki chorobowej. Poszłam na terapię, potem do psychiatry. Było lepiej. Aktualnie jestem w nieplanowanej ciąży, odstawiłam leki. Jest średnio.

  28. Witam od ponad roku całkowicie mój stan psychiczny padł. Próbuje dostać się do psychiatry e w Niemczech to graniczy z cudem. I to co opisujesz to dokładnie to co przechodzę od dawna. Że nie dostałam się do specjalisty to lekarz rodzinny przepisał mi tabletki które od roku utrzymują mnie w lepszym stanie ale nie do końca tak jakbym chciała. I gdyby nie mój syn to chyba z łóżka bym nie wychodziła. Pozdrawiam i miło że o tym piszesz

  29. Dziękuję za ten tekst! Jest wspaniały pouczający i wyjaśniający bardziej moje stany depresyjne. Teraz wiem że mogę spróbować z tym walczyć a nie się temu poddawać i próbować przetrwać..

  30. O jej. A ja myślałam, że jestem pierdolnięta po prostu. Poważnie. Bo okres okresem, ale ja to właśnie takie hardcory mam co miesiąc, właśnie tak z tydzień przed, i niby węszyłam, że to sprawa okresu, ale że życie ogółem mam pełne stresu, to tak aż aż aż, nie związałam. Po ciążach i porodach (2x, 1xCC, 1xSN) jeszcze gorzej, poszły bóle w krzyż, miednicę, bliznę. Pierwsze dwa dni to prochy muszę brać, bo nie da się chodzić, nogi odcina ból. Wymioty, biegunki, zaparcia, co chcesz mam. I tak przed okresem: złości, furie, z dupy problemy, ból głowy, miednicy… Jak się zacznie: ofiara losu, nikt mnie nie kocha.. hehe ból wszędzie dookoła dupy, krzyż, stawy. No, bywa że naprawdę żyć się odechciewa fest. Dzięki Ola za ten wpis. A psychiatra przepisuje na to też CBD? Bo ogólnie w działaniach ma wszelkie za, żeby przepisał, ale nie wiem czy jest ta nasza dolegliwość na liście. Muszę przyznać że w jak mieszkałam kiedyś w Holandii przez cztery lata, to lepiej znosiłam ciężkie dni. ?.

  31. To jest pierwszy komentarz pod postem, na jakimkolwiek blogu, jaki dodalam w zyciu. Zmagam sie z tym cale moje zycie i nie wiedzialam. Zawsze bylo ciezko ale po ciazy jest okrutnie. 4 lata temu urodzilam i w momencie kiedy fizyczne objawy sie zlagodzily,psychiczne sa nie do wytrzymania. Wkurw taki,ze nie mozna go opanowac. Cisnienie w glowie, mam ochote fizycznie zrobic sobie krzywde zeby tylko przestac to czuc…i to uczucie jakby ktos cos ciezkiego polozyl na mojej piersi a potem pfff powietrze schodzi i ulga. Dziekuje za wiedze, ktora mi wlasnie dalas.

  32. Ola. Bardzo Ci dziękuje za ten tekst. Nie mam ani jednego ani drugiego (mam całkiem inne choróbsko). Ale mam znajome, koleżanki, przyjaciółki które mogą na to chorować a nawet o tym nie wiedzą. Wysyłam dalej, niech Twój tekst ich nakieruje. Ja czekam na nowy tekst czego oczekujesz od osób które są wokół Ciebie. Chciałabym wiedzieć co mogę a czego nie, co zrobić żeby pomóc a nie zaszkodzić.
    Bardzo Ci dziękuje.
    I polecam siebie jako siebie, w sensie jak będę mogła jakoś pomóc w jakikolwiek sposób, to pisz.

  33. Puściłam w świat. I wszystkim Wam kobietki współczuję takich stanów przed okresem. Ja mam normalne pms i po ciąży i urodzeniu mniej bolesne miesiączki i doceniam to co mam teraz, bo mając niespełna 18 lat prawie przez okres straciłam życie a tak tylko zęba ( przednią dwójkę). Ściskam wszystkie Was mocno

  34. Dzieki szczęściu nie mam tego problemu. Moje miesiączki to raj w porównaniu do tego co opisujesz. ? Ale słyszałam że niektóre moje koleżanki ciężej go przechodzą, od bólu do załamań psychicznych. Wiąże się z Wami w bólu kobiety ❤️ i mimo że nie odczulam tego posilkujać się empatią przytulam Was wszystkie w takie dni ❤️ jedne mocno inne z daleka jak kto woli ❤️ świetny teks Ola ?

  35. A facet zamiast zrozumienia, że nie wspomnę o współczuciu … twierdzi że to dla niego jest trudny czas ??? bo jesteśmy trudne do zniesienia ?

  36. Dziękuje za ten tekst. Czytałam już o tym zaburzeniu wcześniej i zastanawiam się nad diagnozowaniem. Z tego co opisujesz, znam wszystko, co miesiąc to samo i mam wrażenie, ze z upływem lat jest coraz gorzej. Mam czterdziestkę na karku i marzenia o menopauzie, bo wyczerpują mnie te comiesięczne bóle, stany lekowe, połączenie irytacji z wycofaniem, przygnębienie, zniechęcenie, niemoc, poczucie przemęczenia, smutek i cykliczna, tygodniowa, przedmiesiączkowa bezsenność. Wszystko razem powoduje ze co miesiąc odechciewa się żyć.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie!

  37. Ja w sumie bałam się, że cierpię na borderline z tą moją rozchwianą równowagą, ciężko samemu się ocenić, jestem aktualnie na etapie unikania ludzi , lepiej tak niż być niemiłym a jestem strasznie bez powodu znajduję problem. Może warto przeanalizować Twój wpis, niż myśleć, że jest się po prostu złym człowiekiem i zależy jak mi czapka stanie .. jednak boję się udać do psychiatry, to chyba jeszcze nie mój moment , nie umiem . Ale dziękuję za wpis bardzo cenny :)