Wiem, ze tytuł brzmi jak pełen egzaltacji nagłówek z listów to BRAVO, ale jest celowy. Na dysforyczne zaburzenie przedmiesiączkowe cierpię prawdopodobnie “od zawsze”, czyli odkąd miesiączkuję, w moim przypadku jest dziedziczne i z dużą dozą prawdopodobieństwa dotknie moją córkę, choć normalnie torturuje jakieś 5% miesiączkujących bab. Do tego momentu chciałabym, aby miała wiedzę i wsparcie, bo mi jej zabrakło.

Dysforyczne zaburzenie przedmiesiączkowe – czym jest?

Kiedy je zdiagnozujesz, twym oczom ukaże się suchy opis nasilonych objawów PMS – tzw. Zespołu Napięcia Przedmiesiączkowego, które dotyka od 30-50% procent kobiet. W jakimś stopniu chyba każdej, bo nie słyszałam, żeby któraś z otaczających mnie pań “nie czuła”, że “się zbliża”. Czym różni się PMS od zaburzenia dysforycznego (PMDD)? Ujmę to tak: PMS wypiło jedno piwo i poszło spać, opowiada jakie było narąbane. PMDD ćpa, chla perfumy, rzyga pod siebie, demoluje Ci dom i wypróżnia na środku pokoju. Tak bym to ujęła.

Jeśli PMS to zespół, to dysforyczne zaburzenie jebana symfonia wraz z psychofanami.

Zabawne? No nie.

Dysforyczne zaburzenie przedmiesiączkowe – dlaczego o nim nie słyszałaś?

Sad 505857 1920 1
Sad 505857 1920 1

Powodów może być kilka, np.:

  1. Na oficjalnej liście zaburzeń, które można leczyć farmakologicznie znajduje się od kilku lat. Wcześniej, z tymi samymi objawami byłam diagnozowana jako chora na depresje. Leczenie przebiega podobnie, ale problem ma inne źródło.
  2. W naszym społeczeństwie przyjęło się, że KOBIETY TAK MAJĄ, że przed okresem je nosi, boli i drażni, TO NORMALNE
  3. Nie ma obiektywnej skali objawów, bo za bardzo nie możesz porównać, czy boli Cię bardziej niż kogoś, a z jaką babą byś nie gadała, to będzie sie licytować i wyjdzie na to, że obydwie histeryzujecie

Dlaczego o tym piszę?

Bo muszę żyć z tą mendą, bo żyje mi się lżej odkąd umiem obsługiwać i może pomoże Tobie albo innej kobiecie, która cierpi.

Na czym polega?

U części kobiet (4 – 5%) PMS może nasilać się do tego stopnia, że nie są one zdolne do pracy i muszą pozostać w łóżku. Ta najcięższa odmiana PMS określana jest skrótem PMDD od angielskiego terminu PreMenstrual Dysphoric Disorder. W języku polskim PMDD określane jest jako przedmiesiączkowe zaburzenia dysforyczne. PMDD jest poważnym problemem, może wyraźnie utrudniać pracę zawodową i wpływać na relacje rodzinne. PMDD jest oficjalną medyczną kategorią diagnostyczną.
Natężenie objawów, zwłaszcza tak charakterystycznego dla PMDD psychicznego napięcia, “chandry” i poczucia bezwartościowości własnej i świata, może być bardzo silne i prowadzić do niezdolności do pracy oraz sprostania zadaniom domowym. Obraz zaburzenia i jego skutki bardzo przypominają więc stan osoby z depresją. “

źródło: Bionorica

Najogólniej rzecz ujmując PMDD zaczyna się już zaraz po owulacji, więc w drugiej połowie cyklu i najmocniej nie daje żyć jakiś tydzień przed (objawy mogą trwać dłuzej/ krócej, być różne i mieć zróżnicowane nasilenie. Poza kobietami w mojej rodzinie nie znam nikogo, kto przechodziłby to aż tak, dlatego swój przypadek warto zdiagnozować – z psychiatrą, który jest na bieżąco i nie będzie Was zbywał “przesadza Pani” / “u kobiet to normalne”. Bo nie to nie jest normarne, że:

  • regularnie, bez przyczyn środowiskowych cierpię na stany depresyjne i nie chce mi się żyć, cieszyć, wstawać
  • co miesiąc wije się z bólu i to jeszcze przed okresem – bolą mnie nerki, plecy, głowa, pada mi odporność, łapię infekcję, krawię z nosa etc.
  • nie mogę ustać na nogach i nie mam na nic siły
  • obiektywnie byłam w stanie stwierdzić, że w najdotkliwszym etapie traciłam absolutną kontrolę nad sobą i czułam, jakbym np. nikogo nie kochała. Będąc w szczęśliwym związku etc.
  • moja masa ciała w drugiej fazie cyklu potrafi zmienić się o 5kg
  • tracę chęci do życia, poczucie sprawczości i sensu
  • jestem słaba, mogłabym spać 20 godzin
  • tracę zainteresowanie wszystkim, co normalnie dla mnie ważne

Nie chcę myśleć, ile decyzji i sytuacji rozgrywało się w moim życiu, kiedy nie potrafiłam nazwać tego co się ze mną dzieje.

Jak mnie zdiagnozowano?

Po prostu z ulicy, w stanie już zaniedbanego zaburzenia, które czynniki zewnętrzne sprawnie ukulały w depresję, trafiłam do drzwi psychiatry, która zasugerowała mi PMDD. Wertowanie internetu było jak informacja o wyroku, ale jednocześnie światło nadziei, że da się z tym żyć. Wróciłam pod skrzydła swojego psychiatry, który diagnozował mi depresję i wyjaśnił, że raptem dwa lata wcześniej PMDD nie było na liście zaburzeń, formalnie nie istniało.

Co daje diagnoza?

Świadomość tego, co się dzieje i możliwość wprowadzania działań prewencyjnych. Nie da się tego wyeliminować w całości, ale i mniejsze nasilenie dla kogoś kto męczy się X lat to spora ulga. Ja mam na swoim koncie lepsze i gorsze cykle – zdecydowanie gorzej znoszę je, kiedy mam intensywny czas i nie daję sobie czasu na regenerację, a że jestem wtedy nie do życia, to wiem, że lepiej dla świata, kiedy po każdym wysiłku zaciągam ręczny.

Co robię?

PMDD jest nadal dość mgliście zdiagnozowane (bo jak zweryfikujesz, czy kobietę A będącą w grupie badawczej coś boli bardziej niż kobietę B? Poza tym w świetle “poważnych” chorób i stanu polskiej psychiatrii, komu by się chciało wchodzić w tak “błahy” temat, który nie jest spektakularny i dotyczy ułamku społeczeństwa? Z tego co czytałam lekarze wyodrębnili około 150 (!) objawów, które PMDD mogą towarzyszyć…

  1. Przyjmuję leki przepisywane przez psychiatrę, które prawdopodobnie będę przyjmować zawsze, bo każdorazowe odstawienie kończyło się stanami depresyjnymi z których nie dawałam rady się wygrzebać w momencie względnej równowagi, a co dopiero przed miesiączką. LEKI MNIE NIE ZMIENIAJĄ! One pomagają utrzymać równowagę i sobą być.
  2. Monitoruje kalendarz i bliżej terminu okresu unikam: spotkań, wyjść, wyjazdów, spędów, stresu. W całości się nie da, ale potrafię już wyegzekwować weekend sam na sam ze sobą zamiast wyjazdu do teściów, bo wiem, że w takim stanie generuje tylko troski i pytania i sprawiam, że wszyscy czują dyskomfort.
  3. Po każdym “wysiłku energetycznym” – wyjeździe, spotkaniu, występie – tym, co wiąże się z dawaniem z siebie 200% komuś, rezerwuję minimum tyle samo czasu na regenerację.
  4. Edukacja otoczenia – nie wszystkich, dla wielu nadal będziesz jęczybułą, ale partnera, dzieci, koleżanek. Podsunięcia im artykułu medycznego o zaburzeniu, zaświadczenia od lekarza.
    To trudne, mój mąż wie doskonale, co mi jest, jest ze mną od samej diagnozy, a mimo to regularnie nie okazuje wyrozumiałości i jest zdziwiony. Ja już nie oczekuje, że świat będzie ojojciał, bo jednak da się z tym żyć, tylko otwarcie mówię, że przez kilka dni muszę zredukować bieg, że jest mi źle i potrzebuję wsparcia i odciążenia. To chyba nie jest aż tak wiele biorąc pod uwagę ilość pracy jaką wkładam we wspólne życie i deklaracje bycia ze sobą na dobre i na złe?

Przy PMDD warto zmienić także tryb życia w kwestii używek -i ja-fanka wina i cydru- świetnie wiem, że używki tj. alko a nawet za duża ilość kawy skutecznie rozstrajają i utrudniają organizmowi odnalezienie równowagi.

Jak to wygląda? (U mnie, bo przebieg ma cechy wspólne, ale i indywidualny sznyt)

Uwaga! Jedyne, co odróżnia PMDD od depresji to:
objawy fizyczne jak np. obrzmienie piersi
oraz to, że objawy choroby pojawiają się cyklinie, podczas gdy depresja towarzyszy choremu stale. “

źródło: Polki.pl

Zaczyna się od wkurwienia, które nie ma źródła. Rzeczy, które normalnie mi nie przeszkadzają, spędzają sen z powiek. Najchętniej spałabym tydzień, wpadam w furię z byle powodu i mam ochotę tylko być sama, bo męczy mnie najkrótsza wymiana zdań. Potem dochodzą dolegliwości bólowe, męczliwość i ogólne poczucie niemocy. Ból się nasila, a ja czuję, że wybuchnę, że mi źle bardzo ze sobą. Napięcie i chujowość samopoczucia mija mniej więcej 2-3. dnia cyklu, a wtedy czuję się, jakby ktoś odkręcił wentyl i pozwolił ujść powietrzu.

Co się zmieniło od diagnozy?

Szanuję swój organizm i akceptuję przypadłość, bo nie ma sensu walczyć z wiatrakami. Leki zdecydowanie podniosły komfort życia, teraz najgorsze są 2,3 dni “przed”, a nie równia pochyła przez 2 tygodnie. Przeorganizowałam sobie sposób funkcjonowania – w lepszym momencie cyklu robię jedzenie na zapas, piszę więcej itd., aby w tym trudnym móc wywiesić czerwoną kartkę, a świat kręcił się dalej. Nie pytam o zgodę, tak jak ktoś kto złamał nogę. Ja po prostu mam kontuzję duszy co miesiąc. I chuj.

Pewnie drugą stroną tego, z czym się mierzę jest wrażliwość, czujność, trafność obserwacji i inne cechy, dzięki którym doświadczam, pracuję, czerpię z życia.

Co robić, kiedy druga połówka to ma?


Tu napiszę oddzielny tekst. Nie tylko dla hardkorowych przypadków. Za moich czasów tematy z menstruacją omawiało się na lekcjach biologii bez chłopców w klasie (sic!), więc dla nich to naprawdę abstrakcja.

Dla przypomnienia

Leki to żadne zło. Przynoszą ulgę, wspierają organizm w przesyłaniu serotoniny, łagodzą przede wszystkim psychiczne objawy. Jak masz potrzebę się męczyć i być super bohaterką, to nie proś o znieczulenie u dentysty, olej zalecenia diabetologa gdy masz cukrzycę i odstaw leki na serce, mimo zaleceń kardiologa. Głupie nie? No właśnie.

UWAGA! Nie jestem lekarzem. Nie przyniosę Wam ulgi i nie zamierzam być tą od depresji czy zaburzenia. Ja sobie z nimi żyje, jakoś radzę, może moje sposoby przyniosą komuś ulgę, będą wskazówką do przyjrzenia się sobie. Nie chcę wracać do tego tematu, bo moja codzienność jest nim z lekka nasączona jak biszkopt alko – życie się toczy “przed” i “po” każdego miesiąca.

Jednak mimo to staram się ogarniać. Nie zawsze wychodzi. Często nie, jednak – żyję, funkcjonuję, utrzymuję się. Teraz na swoim ciut mi łatwiej (nie ma pytań ludzi, czemu siedzę zawinięta w sweter smutna), ale na etacie, w pracy męczyłam się na tyle długo, by móc powiedzieć – wiem, jak to jest, nie musi być aż tak.

Pozdrawiam, aktualnie dojechało mnie okrutnie i o ile głowa ma się ok, po prostu odpuszczam dywagacje o życiu, o tyle w tym miesiącu ból wybrał sobie kręgosłup – bo mam siedzącą pracę, bo nagle postanowiłam włazić na 10 piętro, bo śpię byle jak w pozycji złej i w końcu się to na mnie zemściło, dlatego tak ważne jest długofalowe dbanie o siebie i komfort swojego życia i głowy.

Artykuły na ten temat:

  • opracowanie psychiatrów TUTAJ
  • artykuł o przebiegu, objawach TUTAJ
  • artykuł Polki.pl TUTAJ
  • rozważania na temat przyczyn abc.portal.zdrowie TUTAJ
  • o stosowanych metodach leczenia TUTAJ
  • jeszcze jeden artykuł o różnicach między PMS a PMDD TUTAJ

OGROMNA PROŚBA!

Udostępnij ten tekst innym kobietom, a jeśli problem Cię dotyczy poświęć kilka minut i zostaw komentarz – nie po to, by się użalać nad sobą, ale kobiecie, która przechodzi przez tu i czuje się sama, dodać otuchy, że jest nas więcej.
Historie w komentarzach są ANONIMOWE. Nie wysyłajcie mi prywatnych wiadomości, bo ja wiem, z czym to się je aż za dobrze, nie udźwignę i w ten sposób nikomu nie pomożemy. Z góry dzięki.

Ola.

98 komentarzy
  1. A mój mąż mówi, że mój okres jest trudny do zniesienia. Ja po prostu potrzebuje dużo miłości, ból da się znieść ale psychicznie też mnie czasami dobija. Nie jest to nic w porównaniu co przeczytałam i bardzo współczuję kobietom, które muszą przez to przechodzić. Trochę wyrozumiałości dla samych siebie :)

  2. Nie doświadczyłam, ale współczuję tym wszystkim kobietom, które tego doświadczają i muszą dalej funkcjonować…mogą wziąć wolne w pracy, ale od domu, a zwłaszcza od dzieci, a wszczegulności tych małych się nie da.

  3. Jestem od roku na grupie depresyjnej na fb, wlasnie dodalam tam post z linkiem do Twojego artykulu na blogu, wiem, ze niejdenda kobieta znajdujaca sie w grupie znajdzie wytlumaczenie swoich stanow depresyjnych :) dziekuje za ten artykul, ja na szczescie walcze ze stanami depresyjnymi i od 11 lat jestem stale na lekach. Uwielbiam Cie za Twoja normalnosc :*

  4. Ja przed urodzeniem dzieci strasznie ciepialam Miałam migreny tak z 5 dni przed okresem takie że tylko cisza i zaciągnięte zasłony mnie ratowały. Dzień przed i pierwszego dnia cyklu miałam takie skurcze że bolały mnie nerki krzyż i cały brzuch kończyło się na ketonalu łóżku i butelce z ciepłą wodą, która kulalam po brzuchu. Czasami gdy dopadło mnie w pracy kolega odwozil mnie do domu bo bałam się prowadzić samochod. Teraz po dwóch ciazach i zastrzykach antykoncepcyjnych większość objawów ustąpiło. Pozostał ból krzyża utrzymujący się 2-3 dni przed okresem. Pozdrawiam Kasia

  5. Brak mi słów. Ledwie zmęczyłam ten tekst, bo właśnie ten stan diagnozuję. U mnie dochodzi jeszcze inne schorzenie i mam takie kombo, że boję się czasem zaglądać w swoje myśli.. mój psychiatra nie podołał.

  6. Pobeczałam się. Czyli ja nie mam pms, tylko właśnie ten pmdd. Nigdy o tym nie słyszałam. Myślałam, że jestem do dupy, bo mam ochotę wyrzucić ukochane mi osoby przez okno. Albo wysłać w kosmos. Tak totalnie bez powodu, za jedno słowo. Bo nie umiem wtedy nic tylko leżeć. I zmuszam się, żeby żyć. Co miesiąc. Dziękuję, Ola.

  7. Powiem tak mam tak samo jak ty.tylko że mój lekarz stwierdził nerwicę i depresję.W pewnym momencie już sama siebie dosyć miałam a co dopiero moi bliscy.biore leki a gdy przestaje brać to znowu jazda od nowa☹️

  8. Bardzo potrzebny tekst, doceniamy! Mam ciężkie PMS, piersi puchną tak że ciężko chodzić po schodach, mąż mówi, że mi odbija- ba! Ja sama mam wrazenie, że nie jestem sobą, z nerwów z w*urwienia często aż trzęsą mi się ręce, po prostu nie jestem sobą. Różne są stopnie nasilenia, najbardziej pomaga po prostu zadbanie o siebie, odpuszczenie sobie i pozwolenie sobie na słabość, nie walczenie z tym. Ale najbardziej bliskie jest mi pojęcie tego “wentylu” to jest dosłownie to uczucie kiedy w końcu przychodzi ten okres.. ja mówię, że tama puszcza ;)

  9. Dziękuję.
    Oby każda z nas w trudnych dniach okazywała sobie wsparcie. I nasi mężczyźni także.
    Oczywiście tekst puściłam dalej. Do mojego męża, koleżanek, siostry.

  10. Dziękuję za ten tekst. Mój PMS to pikuś w porównaniu z tym co przechodzisz Ty i wydaje mi się teraz, że przechodziła go dziewczyna z którą pracowałam. Nie miałam pojęcia, że PMS może przyjmować tak drastyczne formy. Puszczam Twój tekst w świat bo myślę, że takich ignorantów jak ja , w tym temacie jest więcej. Życzę dużo siły i zrozumienia.

  11. Ja mam spoko okresy i doceniam to naprawdę. Ale cieszę się, że miałaś ochotę do napisania tekstu. Mnie nie dotyczy ale jestem kobietą i solidaryzując się z nimi dziękuję Ci za tekst.

  12. Dziękuję za ten tekst. Jakoś dziwnie do mnie pasuje. Przed, mam ochotę rozszarpać wszystko, wszystkich, całą ludzkość. Drażni mnie (oj delikatnie powiedziane) wszystko i wszyscy. Jem jak pułk wojska, tyję i puchnę. To wszystko nic, bo przy tym wpadam w taki dół i taką beznadziejność… Tak bardzo czuję się nic nie warta, słaba, przygnębiona, że mam ochotę zniknąć. Nie być. Po prostu nie być

  13. O dzięki Ci Kochana za ten tekst i poszerzenie mojej wiedzy 💐!
    Mam tak prawie co miesiąc 🤦ja sama ze sobą nie mogę wytrzymać a co dopiero mój mąż….🙄, chociaż i tak jest wyrozumiały i dzięki Jego obserwacjom znoszę to dużo lepiej- nie poświęcam wiele uwagi moim cyklom w przeciwieństwie do Niego 😅
    P.S. właśnie usłyszałam że mężczyźni to mają IMS i On też chce być “ojojany”😅🤷….

  14. Ja już dawno odkrylam że to mam, najgorsze są choroby, wystarczy że dostaje okres i odrazu jestem chora: angina, grypa, zapalenie gardła. To jest tak uciążliwe że już chciałam się zapytac lekarza czy można jakoś się pozbyć okresu na zawsze. O straszliwych humorach nie wspome, u mnie to jest mega brak panowania nad sobą i wachania aż do myśli samobójczych. Tragedia.

  15. O tak. Plus minus 10 dni przed miesiączką jestem anty na wszystko. Na życie, na rodzine, na partnera, na pracę. Płaczę kiedy tylko mogę, o wszystko. Nienawidzę siebie, czuję się jakbym do niczego się nie nadawała. Jakbym w życiu na nic nie zasługiwała. Nie widzę sensu w niczym. Mam ochotę zaszyć się w swoim łóżku i z niego nie wychodzić. Czuję się wstrętna, brzydka, a przez to że mój organizm napełnia się wodą czuje się jeszcze gorzej – na te specjalne okazje mam kupione większe spodnie, bo w swoje standardowe się nie mieszczę.
    Na to wszystko nikt mnie nie rozumie. Słyszę tylko, że jestem naburmuszoną, niezadowoloną księżniczką, której nic w życiu nie pasuje. Ciagle słyszę, że przez moje humory zostanę sama, bo żaden facet tego nie zniesie – no poprawia to mój nastrój w sekundzie ;)
    Niestety, ale mimo moich tłumaczeń, nikt nie potrafi zrozumieć jak się czuję i dlaczego tak jest. No cóż, życie.
    O wizytach u specjalisty myślę od dłuższego czasu. Ale się boje i wstydzę rozmawiać o swoich problemach. Wstydzę się płakać i pokazywać tego, że jestem słaba.

  16. Ojej to może jednak moje stany depresyjne to jednak nie depresja 🤔 Mega dobrze wiedziec, że to iż mam czasem ochotę wsadzic męża i dzieci do okna życia (niestety rozsądek podpowiada, że przynajmniej jedno napewno znajdzie drogę do domu i resztę przyprowadzi 😜oraz, że się nie zmieszczą 😂). Mąż mówi w taki czas, że wraca do jaskini lwicy jak przystało ryk mam odpowidni😉, ależ Olinku zmieniłas moje patrzenie na te wybuchy i że nie jestem całkiem nienormalna ufff buziole i od dziś łączę się w walce o max harmonii w tej minimalnej możliwości jej osiągnięcia 😘😘 dziękuję

      1. No właśnie konsultuje z mężem i wychodzi, że te moje choroby gardła, wieczny wkurw połączony z bólem istnienia jakoś tak cyklicznie wypada jak na rollercoaster raz w górę raz w dol, niekoniecznie związane to z zawirowaniami w zyciu. Kobieto zmieniłaś moje myślenie i pewnie nie jedna tak czuje. Fajnie, że kiedy trafiłam na ciebie na insta 😉😀

  17. Moge jedynie współczuć, rozumiem Cię może nie do końca ale w pewnym stopniu. Cierpie na zespół policystyczych jajników, okres mam rzadziej niz od swieta gdyz 2_3 razy do roku. I w te dni czuje sie jak wyzej opisałaś , do tego dochodzi krwawienie jak z ,,zarzynajej swini ,, .
    Waga masakra , nie moge schudnac pomomio diet i ćwiczeń, ale nie biore lekow bo przez nie czuje się gorzej i waga w gore idzie.
    Pozdrawiam serdecznie , trzymaj sie

  18. Ja mam migreny, ból nie do wytrzymania, praca na etacie – ketonal 100 przed wyjściem,w pracy hałas, w domu powtórka z ketonalu, bo dzieci, mąż i praca na dzień kolejny. Kiedyś tylko 3 dni ostatnio nawet 5. Wrzeszczę i płaczę z bezradności. Lekarz mnie pocieszył, że minie jak miesiączka zniknie ale sama. Hormonalne jej wykurzenie nic nie zmieni.

  19. znam to, zdycham co miesiąc…
    jestem po operacji, która miała zmienić wszystko,ale objawy się pogłębiają na nowo…
    Jak powiedziałam o tym lekarzowi to usłyszałam, że TAKI MAM UROK I BĘDZIE BOLAŁO…

  20. Rozumiem w 100%
    Gdy się zaczyna męża i dzieci wysłałbym na księżyc z biletem powrotnym gdy się skończy. Źle odłożona łyżeczka wyprowadza mnie z równowagi do tego stopnia, że brak słów. Okropny ból stawów, mięśni, kręgosłupa. Ekstra 5kg, senność, wewnętrzna niemoc do wszystkieg. Dla mnie osobiście najgorsza jest ta wewnętrzna złość, wręcz furia i to, że nie zawsze potrafię nad nią zapanować. Te niemiłe słowa którymi ranie najbliższych, zwłaszcza w kierunku dzieci i męża….

  21. I cóż mam Ci powiedzieć… cieszę się że nie jestem sama, pozdrawiam z łóżka w stanie który opisujesz… a druga połówka dzielnie przynosi mi tylko herbatę i maści bo mnie w dodatku w drugiej połowie cyklu doskwiera AZS.
    Dziękuję za tekst Ciebie zawsze warto czytać.

  22. Ja mam czasami taka kurwice ze nie daje rady sama ze soba a co dopiero osoby mnie otaczajace, czesto niestety wyrzywam sie na dzieciach😔 chyba udam sie do psychiatry bo to nie sa zarty! Dziekuje Olinek za ten tekst!!! ❤️

  23. Moje miesiączki od zawsze zatruwaly mi życie do tego stopnia że już w podstawówce w każdy 1 dzień nie chodziłam do szkoły. Fakt że moja mama jest pielęgniarka ratował mi życie bo co miesiąc bóle tak się nasilaly że robiła mi zastrzyki z ketonalu. Bo lykanie tak silnych leków przeciwbólowych zniszczyli mi żołądek. Potrafiłam leżeć wymiotować mieć migrene tragedia. Po urodzeniu córki nic się nie zmieniło choć miało. Zaczęłam brać tabletki antykoncepcyjne które trochę to zlagodzily. Teraz jest i tak źle tylko nerwowość leki, poczucie beznadziei to norma ból wszystkich fragmentów mojego ciała. Wiem co czujesz wspieram cie całym sercem i dziękuję za ten tekst

  24. Najlepiej umie zrozumiec ktos, kto przechodzil przez to samo. Jak odkad jestem nastolatka cierpie na migreny. I to takie, ze kilka razy przyjechala karetka. A ja w zaciemnionym pokoju z jak najmniejsza iloscia bodzcow zastanawialam sie, jak bardzo moge uderzac sie w noge, albo reke, zeby choc przez chwile czuc inny bol. Dla innych ludzi bylo to po prostu: boli ja glowa, ma niski prog bolu, ty to zawsze te tabletki tak szybko bierzesz… a dla mnie to byla ciagla walka, czy tym razem sie uda, czy bede wrakiem przez 2-3 dni az bol minie. Po ciazy zrobilo sie milion razy lepiej, ale migrena dopadla moja siostre. I teraz mam jedna osobe, ktorej moge powiedziec, ze zaczyna bolec mnie glowa, a ona zrozumie, a ja zrozumiem ja, a nie jak inni pokiwa glowa myslac, ze wydziwiam. I z samego faktu, ze ktos rozumie, jest mi o niebo lepiej.

  25. Mam to samo!!!
    Twa tygodnie przed rollercoaster sie rozpoczyna. Tydzień przed godzina “W” to juz jest jazda bez trzymanki.
    Dlatego te tygodnie wolności celebruje z największa radościa!!!

  26. Ślę dużo ciepełka prosto z serca. ♥️ Doskonale wiem, co znaczy brak zrozumienia, więc wszystkim kobietom na to cierpiącym życzę dużo wyrozumiałości ze strony otoczenia. Szczególnie ze strony bliskich🌺 😘

  27. U mnie zawsze był ból. Od pierwszego okresu. Taki na który nie pomagały leki. Były nocne wyjazdy na pogotowie, na zastrzyk. Okres ukształtował mnie jako człowieka: pesymistke z niechęcią do życia, która nie chce (albo już nie potrafi) planować czegokolwiek – bo i po co, skoro tyle planów, marzeń, szans rozwaliło się z powodu bólu który kładł do łóżka. Lepiej zaczęło być gdy przestałam z tym walczyć. Nie poszłam do dziesiątego ginekologa (większość poprzednich mnie bagatelizowala lub poniżała lub oba), przestałam szukać powodu, jednostki chorobowej. Poszłam na terapię, potem do psychiatry. Było lepiej. Aktualnie jestem w nieplanowanej ciąży, odstawiłam leki. Jest średnio.

  28. Witam od ponad roku całkowicie mój stan psychiczny padł. Próbuje dostać się do psychiatry e w Niemczech to graniczy z cudem. I to co opisujesz to dokładnie to co przechodzę od dawna. Że nie dostałam się do specjalisty to lekarz rodzinny przepisał mi tabletki które od roku utrzymują mnie w lepszym stanie ale nie do końca tak jakbym chciała. I gdyby nie mój syn to chyba z łóżka bym nie wychodziła. Pozdrawiam i miło że o tym piszesz

  29. Dziękuję za ten tekst! Jest wspaniały pouczający i wyjaśniający bardziej moje stany depresyjne. Teraz wiem że mogę spróbować z tym walczyć a nie się temu poddawać i próbować przetrwać..

  30. O jej. A ja myślałam, że jestem pierdolnięta po prostu. Poważnie. Bo okres okresem, ale ja to właśnie takie hardcory mam co miesiąc, właśnie tak z tydzień przed, i niby węszyłam, że to sprawa okresu, ale że życie ogółem mam pełne stresu, to tak aż aż aż, nie związałam. Po ciążach i porodach (2x, 1xCC, 1xSN) jeszcze gorzej, poszły bóle w krzyż, miednicę, bliznę. Pierwsze dwa dni to prochy muszę brać, bo nie da się chodzić, nogi odcina ból. Wymioty, biegunki, zaparcia, co chcesz mam. I tak przed okresem: złości, furie, z dupy problemy, ból głowy, miednicy… Jak się zacznie: ofiara losu, nikt mnie nie kocha.. hehe ból wszędzie dookoła dupy, krzyż, stawy. No, bywa że naprawdę żyć się odechciewa fest. Dzięki Ola za ten wpis. A psychiatra przepisuje na to też CBD? Bo ogólnie w działaniach ma wszelkie za, żeby przepisał, ale nie wiem czy jest ta nasza dolegliwość na liście. Muszę przyznać że w jak mieszkałam kiedyś w Holandii przez cztery lata, to lepiej znosiłam ciężkie dni. 😀.

  31. To jest pierwszy komentarz pod postem, na jakimkolwiek blogu, jaki dodalam w zyciu. Zmagam sie z tym cale moje zycie i nie wiedzialam. Zawsze bylo ciezko ale po ciazy jest okrutnie. 4 lata temu urodzilam i w momencie kiedy fizyczne objawy sie zlagodzily,psychiczne sa nie do wytrzymania. Wkurw taki,ze nie mozna go opanowac. Cisnienie w glowie, mam ochote fizycznie zrobic sobie krzywde zeby tylko przestac to czuc…i to uczucie jakby ktos cos ciezkiego polozyl na mojej piersi a potem pfff powietrze schodzi i ulga. Dziekuje za wiedze, ktora mi wlasnie dalas.

  32. Ola. Bardzo Ci dziękuje za ten tekst. Nie mam ani jednego ani drugiego (mam całkiem inne choróbsko). Ale mam znajome, koleżanki, przyjaciółki które mogą na to chorować a nawet o tym nie wiedzą. Wysyłam dalej, niech Twój tekst ich nakieruje. Ja czekam na nowy tekst czego oczekujesz od osób które są wokół Ciebie. Chciałabym wiedzieć co mogę a czego nie, co zrobić żeby pomóc a nie zaszkodzić.
    Bardzo Ci dziękuje.
    I polecam siebie jako siebie, w sensie jak będę mogła jakoś pomóc w jakikolwiek sposób, to pisz.

  33. Puściłam w świat. I wszystkim Wam kobietki współczuję takich stanów przed okresem. Ja mam normalne pms i po ciąży i urodzeniu mniej bolesne miesiączki i doceniam to co mam teraz, bo mając niespełna 18 lat prawie przez okres straciłam życie a tak tylko zęba ( przednią dwójkę). Ściskam wszystkie Was mocno

  34. Dzieki szczęściu nie mam tego problemu. Moje miesiączki to raj w porównaniu do tego co opisujesz. 🙂 Ale słyszałam że niektóre moje koleżanki ciężej go przechodzą, od bólu do załamań psychicznych. Wiąże się z Wami w bólu kobiety ❤️ i mimo że nie odczulam tego posilkujać się empatią przytulam Was wszystkie w takie dni ❤️ jedne mocno inne z daleka jak kto woli ❤️ świetny teks Ola 👌

  35. A facet zamiast zrozumienia, że nie wspomnę o współczuciu … twierdzi że to dla niego jest trudny czas 😬😬😬 bo jesteśmy trudne do zniesienia 😤

  36. Dziękuje za ten tekst. Czytałam już o tym zaburzeniu wcześniej i zastanawiam się nad diagnozowaniem. Z tego co opisujesz, znam wszystko, co miesiąc to samo i mam wrażenie, ze z upływem lat jest coraz gorzej. Mam czterdziestkę na karku i marzenia o menopauzie, bo wyczerpują mnie te comiesięczne bóle, stany lekowe, połączenie irytacji z wycofaniem, przygnębienie, zniechęcenie, niemoc, poczucie przemęczenia, smutek i cykliczna, tygodniowa, przedmiesiączkowa bezsenność. Wszystko razem powoduje ze co miesiąc odechciewa się żyć.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie!

  37. Ja w sumie bałam się, że cierpię na borderline z tą moją rozchwianą równowagą, ciężko samemu się ocenić, jestem aktualnie na etapie unikania ludzi , lepiej tak niż być niemiłym a jestem strasznie bez powodu znajduję problem. Może warto przeanalizować Twój wpis, niż myśleć, że jest się po prostu złym człowiekiem i zależy jak mi czapka stanie .. jednak boję się udać do psychiatry, to chyba jeszcze nie mój moment , nie umiem . Ale dziękuję za wpis bardzo cenny :)

  38. Dziękuję za tekst. Przez otoczenie miałam myśli, że może to ja wszystko sobie wyolbrzymiam i wcale nie jest ze mną tak źle. Przez presje innych robiłam ponad swoje siły co się miło dla mnie nie skończyło. Od tego czasu słucham swego Ja. Bo tylko one wie, co jest dla mnie ‘najlepsze’ w tym czasie. Plus wsparcie partnera lub osob innych jest potrzebne. 3 pierwsze dni miesiaczki mam wyjęte z życia i chyba tylko dostarczane herbaty i cieple okłady na plecy trzymają mnie przy życiu.

  39. To prawda że wiele kobiet ma podobnie ja też ale tłumaczyłam to sobie zmęczeniem i czułam się winna że nic mi się nie chce lub mieć nerwy bez powodu na moje kochane córki. Dzięki Tobie wiem że trzeba coś z tym zrobić. Buziaki trzymaj się jesteś silna, mądra i jak zawsze dasz sobie radę.

  40. Świetny tekst. Nigdy o PMDD nie słyszałam. Na szczęście nie doświadczam tego sama Ale rozumiem brak zrozumienia albo komentarze o tym że się przesadza, bo od wielu lat mam potworne migreny. I tekst że panikuje przy bólu głowy doprowadza mnie do szału. Albo “dobra” rada od team leadera że muszę uważać na chorobowe, sprawia że chce się człowiekowi płakać. Tak więc powodzenia i dzięki za edukację bo nie miałam o tym pojęcia.

  41. Ten wkurw przed jest nie do zniesienia a do tego wkurw bo się wkurzasz i nie wiesz dlaczego!!! Uczucie bezsilności i płacz bo jesteś bezsilna !!! Oj dobrze wiedzieć co mi jest!!! Dziękuje Olinku i życzę mniejszego PMDD!!!

  42. Dobrze wiedzieć, ze jest coś gorszego niż PMS, pierwszy raz o tym czytam.
    łatwiej mi jak używam plastrów. Tylko co któryś cykl mam ochotę zamknąć się i umierać w domu – oczywiście bez innych ludzi, a nawet zwierzaków.
    lekarstwo – milka! ❤️

  43. Wspólczuję i dziękuję. Ja własnie dzisiaj czuje się jakby właśnie ktoś ze mnie spuścił powietrze bo przylazła ta menda… Ale pierwszy raz w życiu doświadczyłam częściowo tego o czym piszesz. Przez tydzień mega poczucie beznadziejności, dół większy niż rów Mariański i chęć pozbycia się wszyskich, zmuszanie się żeby wstac z łóżka i do zrobienia czegokolwiek. Wahania nastroju od wkurwu na 200% do płaczu po przeczytaniu tytułu filmiku “spróbuj sie nie rozpłakać” nawet bez ogladania go… Dobrze wiedzieć ze jest cos takiego i będę sie sobie uważniej przygladać, bo chyba jednak nie mozna wszystkiego zwalac na jesień.

  44. Nie wiem o czym piszesz. Jestem szczęściara. Mnie tylko na jeden dzień przed okresem boli głowa- i to tez nie zawsze. Bóle brzucha, nieznośne w wieku nastoletnim minęły sama nie wiem kiedy. Pewnie lekkie wkurzenie jest i apetyt na dziwne rzeczy, ale to tyle. Naprawdę nie wiedziałam, ze moze być aż tak zle. Wspieram wszystkie cierpiące. Trzymajcie się kobitki.

  45. Ola, dzięki za tekst. Nigdy nie słyszałam o takim zaburzeniu i przyznam się, że czasami uważałam że kobiety naprawdę się nad sobą użalają, teraz mi bardzo wstyd:( ja odkąd urodziłam dzieci okres przedmiesiączkowy znoszę całkiem nieźle, jasne…mam wkurwa na świat, ale radzę sobie:) i teraz… bardzo współczuje Wam kobietom, które doświadczają tego pieprzonego PMDD… trzymajcie sie!!!

  46. Przeczytałam i się popłakałam. Co miesiąc słyszałam : „nie przesadzaj ! Każda kobieta to przechodzi !” „Jesteś nie do zniesienia !” „Odbija Ci już!” I wiele innych stwierdzeń , które od wielu lat się powtarzaly. Odbija mi- to prawda. Z cholernego bólu i niemocy. Nieraz znajdowano mnie pół przytomną na podłodze. Bo przecież „nic mi nie jest” i muszę się ruszyć z łóżka. Nie mogę leżeć kolejny dzień. Teraz wiem ,że mogę ba- nawet MUSZĘ. Boje się. Każdego miesiąca dostaje histerii na samą myśl o zbliżającej sie katastrofie. Nienawidzę siebie z tego czasu. Nie jestem sobą. Diagnoza była prosta – nerwica. „To przez nią tak Pani przeżywa tez czas. Martwi się Pani , że jest słaba.” Mogłabym napisać jeszcze wiele zdań , ale zabiorę się za znalezienie odpowiedniego psychiatry , który pochyli się nad tym problemem. Dziękuje Olu!

  47. Tez mam ciężkie PMS, nawet przyjaciółka, która ich nie ma, mówi że wymyślam. Co gorsza, moja córka nastolatka ma ciężkie PMDD, psychiatra zdiagnozowala depresję. Biegam z nią od lekarza do lekarza, wszystkim mówię, że samopoczucie zmienia się w cyklu. Wszyscy to ignorują. Nikt nie postawil diagnozy PMDD. Dostała leki przeciwdepresyjne i zaczęła psychoterapię, jest lepiej, ale przed miesiączką dół nadal. W tym roku ma maturę, bardzo ciężko jest jej skupić się na nauce.

  48. Sądzę, że bardzo potrzebne jest mówienie/pisanie o różnego rodzaju chorobach czy schorzeniach. Ważne jest edukowanie ludzi I pokazywanie im, że to co im dolega prawdopodobnie można w jakiś sposób kontrolować, chociażby za pomocą leków. Ale, na litość boską, drogie Panie nie pisze tylko na podstawie tego co tu przeczytałyście że wy na pewno macie to samo. Od diagnozy są lekarze. Niech ten tekst będzie dla Was bodźcem do skorzystania z pomocy lekarza, a nie bodźcem do samodiagnozy.

  49. Od lat ten sam ból głowy trwający przez 5 dni… To nawet nie był ból… To była napieprzanka, coś w stylu galopujacego stada koni, rozpierania, tłuczenia szkła, szumu i światło wstrętu. Przerwy nastepowały na jakieś 40min. Kiedy piłam Ibuprom…. MIGRENA tak mnie zdiagnozowano. Później urodziłam pierwsze dziecko. Kiedy powrócił okres i cykl byłam najgorsza kobieta, matka i żona na Świecie (tylko w moich oczach).
    Chciałam żeby i moje dziecko i mój stary zniknęli z mojego życia… I ten cholerny ból głowy. Wegetowalam tak przez rok. Później znowu zaszłam w ciążę. I pyk… Nagle glowa przestała boleć i rozkwitlam na nowo. Do czasu porodu… I powrotu do normalności….
    Lekarze zwalili to na problemy z tarczyca, za takie wahania nastroju są normalne przy nadczynności….
    Tym razem do bólu głowy i nienawiści do samej siebie doszły wrzaski. Wkurwienie do granic wytrzymałości…
    Uderzyłam mojego dwuletniego syna w twarz… Bo wypluł zupę, która wciskałam mu na siłę….
    To było najgorsze przeżycie jako matki. To była porażka… Zamknęłam się wtedy jeszcze bardziej…
    Na szczęście moja siostra poznała kogoś kto miał podobne problemy. I tym sposobem od 4lat wiem co mi jest. Wiem jak mam sobie z tym radzić. Tarczyca owszem mi w tym nie pomagała. Jak się okazało kiedy przychodziły “te dni” hormony tarczycy sięgały zenitu…. A kiedy tylko korek się odtykal wracały mniej więcej do normy…
    Przyjmowałam leki. Na szczęście w moim przypadku wyciszylo się teraz po ostatniej ciąży. Bo tak! Urodziłam trzecie dziecko.
    Póki co od 1,5 roku jest ok. Wiadomo jest ciężko, głowa boli nadal, z tym że teraz boli a nie tak jak wcześniej.
    Ale nie zagrażam sobie i swojej rodzinie.
    I modlę się każdego dnia o to żeby tamta Ewka nigdy nie wróciła.
    Oczywiście wkurzam się dalej, ale podobno jest to adekwatne do danej sytuacji 😁
    Trzymajcie się 💪

  50. Dziękuję dziękuję dziękuję. Nic więcej nie mogę zrobić dla Ciebie. Może to banalnie zabrzmi ale czytając to tak jakbym czytała o sobie. Historie swojego miesiąca…

  51. Moja córka lat 15 na czas miesiączki kładzie się do łóżka, nie chodzi w tym czasie do szkoły, nie pozwala nikomu przebywać w jej pokoju, ma zasłonięte szczelnie okna, nie myje się. Sytuacja trwa już ponad rok. Odmawia jakiejkolwiek pomocy psychologicznej czy ginekologicznej. Miałam nawet wizyty psychiatrów w domu, ale zamyka się. Nie wiem jak jej pomóc, a wiem że w tym czasie cierpi, gdyż omija przyjemności, swoje urodziny, wyjazd na obóz (w dzień wyjazdu dostała okresu i nie pojechała) i wiele innych mogę wymienić. Może ktoś….

  52. hej, przykro mi, że musimy przez to wszystko przechodzić. mam 23 lata, a na koncie zemdlenia i wymioty spowodowane bólem pleców. u mnie na całe szczęście trwa to tylko 2/3 dni, ale mentalnie to jest rollercoaster, a nie huśtawka nastrojów. podważam wszystko, od mojego związku począwszy, na byciu dobrym człowiekiem kończywszy. samoocena zjeżdża do zera, a byle gówno potrafi spowodować moje wycie. Póki co, jakoś daję radę, chłopak się przyzwyczaił, że gdy wątpię w nasz związek akurat przed okresem to nic nie oznacza (bo serio przez całą resztę miesiąca do głowy mi takie bzdury nie przychodzą). Dziękuję za tekst, gdyby nasiliły mi się objawy, wiem co z tym zrobić

  53. Dziękuję za ten tekst. I nie dlatego, że mnie dotyczy – na szczęście mam czasami zwykłe PMS a czasem nawet tego nie. Ale to, że część kobiet mimo takiego cierpienia co miesiąc dalej “funkcjonuje”, pracuje, dba, jest matką, żoną, pracownikiem i nie może liczyć na zrozumienie i uznanie, że nie wariują lecz po prostu cierpią na istniejące medyczne zaburzenie, jest skandaliczne!!! I efukowanie absolutnie wszystkich w tym temacie jest tu podstawą!!! Tak więc – DZIĘKI OLINEK👍

  54. Też dziękuję za ten tekst. U mnie nie tak intensywnie, ale co miesiąc zdecydowany spadek nastroju i rozdrażnienie (delikatnie to nazywając). Bardzo pomogło zainstalowanie aplikacji, która monitoruje mój cykl. Teraz w momentach nasilonych lęków czy stanów niemocy jestem w stanie wziąć oddech i dać dobie trochę czasu. Bo wiem, że to minie, że teraz nie czas na wielkie plany oraz odważne kroki. Zwalniam. A potem mija i znów mogę działać. Czytałam też, że w odległych zakątkach czasu i ziemi kobiety w tym stanie (czyli przed miesiączką) były oddalane do samotni. Nie dlatego, że „nieczyste”, tylko po to, by skupić się na sobie i zadbać o siebie.
    Wkurza mnie tylko, tak mało zrozumienia dla problemu. Te wszystkie heheszki i pobłażliwości, że pms. Ale to temat na osobny post i komentarz.

  55. Doczytałam do połowy i rycze, ale rycze chyba z bezsilnosci, że mój mąż tego nie rozumie. Co myślisz, jakbym mu dała do przeczytania ten tekst? Ja juz Ci pisałam o moim przypadku w wiadomości prywatnej( Edyta) jesli pamietasz . Jeszcze raz dziękuję, że to Ty uświadomiłas mi na co cierpię, tak dobrze tu opisalas , jak właśnie się czuję. Pisałaś też, ze nasila się też przy tabletkach antykoncepcyjnych, ja niestety muszę je brać ze względów zdrowotnych . Pozdrawiam

  56. Dziękuję Kobietko kochana za ten tekst! Ważny jest! Potrzebny! Jak dowiadujesz się jak nazywa się menda z którą walczysz co miesiąc (i najważniejsze, że to faktycznie istnieje, a nie, że jesteś do d… żoną, matką i człowiekiem) i że są inne kobiety, które co miesiąc tak się mordują ze sobą i światem, to robi się jakby lżej… 😘

  57. Bardzo potrzebny i ważny tekst, dziękuję, że podzieliłaś się z nami tymi doświadczeniami. U mnie dodatkowo w grę wchodzi jeszcze endometrioza więc dzieje się czasami na maca…Ale też zajęło mi lata, żeby w końcu zacząć słuchać siebie i dbać o siebie nie patrząc na innych. Żeby popatrzeć na siebie nie jak na wariatke tylko na normalnego człowieka…
    To cholernie niesprawiedliwe, że tak ciężko w naszym społeczeństwie zdiagnozować choroby u kobiet, bo traktuje się je z założenia jako narzekajace, przesadzające itp. Że zawsze lekarz najpierw zaleca z uśmiechem “prosze sobie odpocząć, odstresować się i na pewno poczuje się pani lepiej”. Że tak wiele złego musi się stać, tyle czasu często upłynąć do czasu aż w końcu z “histeryczki” chora kobieta stanie sie osoba potrzebującą pomocy…A jak mężczyzna idzie do lekarza to od razu wiadomo, że trzeba się nim zająć, bo przecież no wiadomo, że panowie to nigdy nie przasadzaja i są tacy konkretni, więc jak się coś uskarżają to musi być to coś poważnego…😡 Dla kolejnego przykładu-jak poszłam do lekarza z symptomami olbrzymiej anemii to zamiast od razu wysłać mnie badania krwi…zaproponował wizytę u psychiatry…Zmieniłam lekarza, żeby nie było i do dzisiaj przyjmuje kilka razy w roku kroplówki z żelazem ;)

  58. Ola, dziękuję za ten tekst! ❤
    Od 15 lat się z tym męczę. Najgorsze jest to, że z wiekiem objawy się nasilają – takie mam wrażenie. Pierwsza połowa cyklu jest super, cieszy mnie wszystko. Kocham swojego męża, córki i jestem pozytywnie nastawiona do siebie i świata. A po owulacji czyli gdzieś tak od 16 dnia cyklu zaczyna się coś czego nie rozumiem czyli chodzę zła i wku***na na wszystko, najmniejsza rzecz wyprowadza mnie z równowagi, swoją rodzinę wysłałabym w kosmos i najchętniej nie wychodziłabym z łóżka, czuję się wtedy źle ze sobą, na nic nie mam siły, nic nie ma sensu. Wszystko co wtedy robię, robię bo muszę. Najbardziej mi przykro, że w tym czasie nie znoszę swoich dzieci i męża a wcale tego nie chcę bo bardzo ich kocham. I jak “wracam do siebie” (2-3 dzień cyklu) to mam z tego powodu straszne wyrzuty sumienia.
    Mam 30 lat a czasami czuję się jak starsza schorowana Pani i głupio mi mówić, że tu mnie boli, tam mnie strzyka. Nikt tego nie rozumie bo jak kogoś tak młodego może dopadać tyle dolegliwości na raz.
    Dziękuję za ten tekst! Już wiem, że nie jestem nienormalna ❤ 😉😊
    I tez tak jak Ty zaczęłam większość rzeczy ogarniać w lepszej połowie cyklu a w gorszej staram się nie wybuchać i dawać sobie więcej luzu. Jednak bez leków to się chyba nie uda bo 2 tygodnie takiej huśtawki to dla mnie za dużo. Dojrzewam powoli do pójścia do lekarza. Najbardziej brakuje mi wsparcia, przykro słuchać, że ciągle mi źle i wymyślam swoje dolegliwości.

  59. Zaczynam się zastanawiać w jakim stopniu, mnie to dotyczy. O ile kiedyś bardziej dokuczał mi ból fizyczny do takiego stopnia, ze rzeczywiście nie byłam w stanie się podnieść z łóżka, tak teraz częściej psychicznie mi dokucza. Super temat, dzięki. Fajnie, ze mimo takich przeszkód kobiety są w stanie się jeszcze jakoś odgarnąć i zmobilizować. Tak trzymać 😊

  60. Otworzyłas mi oczy. Tyle lat w niewiedzy. I każdy ma Ci za hipochonryczke. No bo jak można się czuć źle 1,5 tyg przed okresem… Otóż jak widać można. Dziękuję i pozdrawiam cieplutko 🤗

  61. Bardzo się cieszę, że ktoś o tym napisał. Ja już od bardzo długiego czasu zauważyłam, że co miesiąc naprawdę jest coś nie tak. Zstanawiałam się już kilka dobrych razy “Czy ja po prosru jestem nienormalna?” i “Czemu nie umiem sobie Z TYM poradzić?” Nie chce nikogo widzieć, słyszeć, mam doła bo tak, bo akurat obudziłam sie, otworzyłam oczy i już czuję że ten dzień będzie ciężki, że bardzo tego nie chce, ale tak bardzo cierpię. Wydaje mi się…. A nawet dobrze wiem o tym wiem, że nikt z moich bliskich tego nie rozumie! I tak właśnie zegar tyka i tyka, a ja w końcu nie kontrolowanie wybucham i jest wielki dramat. Podsumowując, mam dużo refleksji po tym co napisałas. Dziękuję 👌

  62. Olinku cieszę się, że mimo wątpliwości opublikowałaś ten tekst ja paradoksalnie znam Cię “od okresu” czyli filmiku na yt na temat pms, który w końcu wkurwiona wysłałam facetowi i powiedziałam że jak mnie nie słucha to niech chociaż kurwa obejrzy. Doceniam to, że dzielisz się mimo wątpliwości swoimi osobistymi doświadczeniami. Hejterzy i tak się przyczepią mam nadzieję, że nigdy Cię nie zamęczą. Czekam na wersję dla panów.

  63. Nigdy nie byłam w podobnym stanie,ale jak tu o tym czytam to az mnie boli od środka. Nie mogę napisać że wiem co czuje kobieta która cierpi na dysforyczne zaburzenia ale cieszę się że ktoś opisuje ten straszny stan i ze może to w końcu pomóc tym kobietom. Nie ważne czy jest was 5% czy 10% ,najważniejsze ze będziecie umiały jakoś sobie z tym poradzić. Pozdrawiam :)

  64. U mnie bywało tak, że musiałam brać wolne w pracy, ledwo stałam w komunikacji miejskiej, miałam krwotoki z nosa, zwykle co drugi cykl było gorzej. Od niedawna jest nieco lepiej, choć przed okresem mam bardzo słabą odporność i mocne bóle brzucha. Póki co czuję poprawę, ale dobrze wiem, jak trudno jest wtedy normalnie funkcjonować, a wpędzanie siebie w poczucie winy przez to, że “inne babki dają radę” wcale nie pomaga ;) Nauczyłam się w miarę możliwości zwalniać i uważniej obserwuję swój organizm, to trochę pomaga <3

  65. Bardzo ważny tekst! Dziękuję! Wreszcie wiem co mi jest i nie muszę żyć dłużej w poczuciu winy, że nie ogarniam. Że nie mogę się doczekać poniedziałku, kiedy On pójdzie do pracy a dzieci do szkoły! Że się zaszyję w łóżku. Totalnie jestem wyłączona z życia w tym czasie. Tym razem jest ból we wszystkich pozycjach leżących, krwotok z nosa, drażliwość, poczucie bezsensu i ryczę już kolejną noc. Zaczynam obserwować siebie, kolejny temat, który moja terapeutka pomoże mi dźwignąć. Jak dobrze, że Ją mam! Jak dobrze, że Ciebie mam 😘💗

  66. Prawdopodobniej wlasnie przechodze. I od paru miesiecy zastanawiam sie czemu mam momenty w zyciu kiedy zupelnie sobie nie radze, jestem splatana i zagubiona. Droga dedukcji i obsereacji mojego ciala dochodzę do wniosku, ze wlasnie w polowie drugiego cyklu nie jestem w stanie sprostac zadaniom. Wylabym i odracala ludzi od siebie. By zostawiono mnir w spokoju, z byle powodu. Niestety cierpia najblizsi, co nasila problem, bo pojawiaja sie moralniaki. I kolo sie zamyka… Dzieki za ten artykul.

  67. Dziękuję , a ja się zastanawiałam co jest ze mną nie tak że najchętniej wysłałabym najbliższych w kosmos tak mnie więcej od połowy cyklu.Bez kija nie podchodź , nie mam siły,nie mam cierpliwości ,nie mam ochoty.

  68. Ja miałam endometrioze- jestem po wycięciu 2 ognisk. Bol co miesiąc okropny,zyc sie odechciewalo.
    Temat tak samo lekcewarzony. Co prawda PMS też mam i nie wobrazam sobie gorszego stanu jak ciężki musi być.

  69. Dziękuję Ci bardzo za ten tekst ❤️Ja mam zdiagnozowaną nerwicę lękową i początki depresji jednak właśnie są takie dni kiedy jest ogólnie mówiąc jakiś cholerny dramat… Do tej pory nawet do głowy mi nie przyszło, że to może być ten czas a jednak po przeczytaniu tego tekstu zaczyna mi się to układać w całość… Dziekuję, że dzięki Tobie mogę być bardziej świadoma tego co się dzieje. Jesteś świetna babka i tak trzymaj! Nie jesteś sama! Pozdrawiam 😊

  70. Podejrzewam, że od “zwykłego” pms do potrzeby leczenia u psychiatry jest jeszcze cały wachlarz nasilenia cierpienia.
    Mnie np infekcje nie łapią regularnie (ale ja mam wysoką odporność i choruję raz na kilka lat). Dzięki Tobie dowiedziałam się, że nie jestem jedyną kobietą, której objawy przed-okresowe się pojawiają w okolicach owulacji 🙂
    Tylko, że ja nie wiem, czy u mnie to jeszcze pms czy już dysforyczne zaburzenia. Co ciekawe, mój jeszczeniemąż jest tym, który mi uświadomił korelację między bólem kręgosłupa (odcinek piersiowy, żeby nie było za blisko do rejonów odpowiedzialnych za ten stan) a czasem przed miesiączką. Regularnie też mi przypomina, że wcale nie przytyłam aż tak, tylko nabieram wody, nie jestem beznadziejna tylko się beznadziejnie czuję itd… Jak zaczynam się awanturować o zachlapaną łazienkę po kąpieli albo nie spuszczoną wodę z wanny, to następnego dnia mi kupuje czekoladę. Wie, że dostanie burę za to, że chce mnie jeszcze bardziej utuczyć, żebym była taka brzydka, że nikt na mnie nie spojrzy, ale i tak kupuje.
    Dzisiaj to piszę lekko i w wesołym nastroju, bo jestem jeszcze przed owulacją, ale za 2 tygodnie…
    Najgorsze są chyba myśli o tym, że całej naszej trójce (łącznie z rocznym synkiem) byłoby lepiej, gdybym mnie nie było.
    Na koniec chciałam podziękować za dobre pomysły, typu gotowanie na zapas w pierwszej fazie cyklu. Do tej pory sama tego nie umiałam ogarnąć (kolejna kropla do stanów depresyjnych i poczucia beznadziejności), ale mój facet mawia, żebym poleżała, odpoczęła, kupuje pizze do odpieczenia albo pierogi z garmażerki (to się wściekam, że niezdrowe)… Cholera, ten mój chłop to jednak wyjątkowy jest. Muszę mu dzisiaj podziękować za całokształt. 😀

  71. Boże. To tak bardzo ja. W końcu mogę rozsyłać mamie/koleżankom Twój tekst i i zabić im klina na kolejny komentarz, że przesadzam i nie tylko ja na świecie mam okres. To jest totalna rzeźnia we łbie. Życie nie ma sensu, zwalniam się z pracy, a z chłopakiem zrywam regularnie (w głowie) co miesiąc odkąd jesteśmy razem, bo nic nie czuję. Do nikogo i niczego. Na szczęście po którymś cyklu zorientowałam się o co chodzi i zawsze pozostawiam te decyzję na po okresie – o dziwo nigdy jeszcze ”na trzeźwo” tak nie pomyślałam. Do bólu nóg, osłabienia, spania najchętniej cały dzień, poczucia że ktoś przez kilka nocy wali mnie cegłą w łeb, wkurwienia i płaczu na przemian dochodzi jeszcze mgła mózgowa utrudniająca funkcjonowanie, zwłaszcza przy pracy umysłowej. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że przy PCOS to przychodzi zawsze znienacka, niespodziewanie, nieregularnie.
    Jakoś mi raźniej, że nie jestem nienormalna, a nawet jeśli jestem to jest nas więcej. Życzę wszystkim dziewuszkom dużo siły, a Tobie dziękuję ❤️

  72. Drogie Panie też mam podobnie, teraz biorę tabletki anty takie przez 91 dni czyli okres raz na 3 miesiące i stwierdzam że teraz da się żyć :)

  73. Mam podobnie aczkolwiek nie aż tak. Chociaż momentami może i gorzej, nie ważne. Ja byłam pewna, że to po prostu PMS tylko z gorszym, silniejszym niż u innych objawami. Cieszę się z dni w których ,,nic” mi nie jest. Wam dziewczyny życzę wytrwałości i akceptacji tego stanu. Radomska, dziękuję za tekst bo otworzył oczy na głębszy problem. Pozdrawiam 😘

  74. Witam w klubie😊 dziękuję za ten tekst,dzięki niemu wiem, że nie jestem wariatka, która drze się bez powodu i wkurwia tak aż brzuch i głowa z nerw boli. Najgorsze jest tylko to, że najbardziej cierpią moi bliscy.

  75. Dziękuję Ci. Nie pierwszy raz zresztą.
    Od dłuższego czasu myślałam że Pani Deprecha wróciła ale dzięki tekstowi moze się okazać że wcale nie.. Ze przez kilka lat błędnie odczytywano moje zachowania.
    Dałaś mobilizację do poszukania pomocy. Może nie jestem porostu beznadziejna i mogę coś ze sobą zrobić więcej!!!! DZIĘKUJĘ

  76. Mam 36 lat zawsze miałam ciężkie miesiączki od zawsze chyba Bo nie pamietam innych. Kiedyś mi powiedziano mądrość, że jak urodzisz wszystko się zmieni hi no zmieniło się na gorzej z każdą ciąża było tylko gorzej, mam synów 14 i 5 lat i córke 9 lat .Moi domownicy żartuj że narazie na placach trzeba chodzic jak te dni sa , ale dobrze wiemy ze sie tak nieda a do tego wkurwia mnie ze jestem taka zolza i nieumiem nad tym zapanować . Brzuch napiernicza leb wszystko , łykasz leki czujesz się jak na jakimś haju jak naćpana A dalej boli . Wyc ci sie chce bo nienawidzisz tego stanu i bezradności, wszystko cie wkurza do okola ,kazdy pisk choć najcieńszy najlepiej bylo by w ciemnym pokoju i ciszy Ale jak to zrobić I się drzesz, żeby było cicho i znów się nienawidzisz bo tylko drzesz mordę I później beczysz, ale nie dasz rady się zmienic, czasem się zamknięta to się nieodzywasz wyglądasz jak widmo. Jak to pisze to kurwa zastanawiam się jak oni to wytrzymuja I jeszcze gorzej wkurwiona jestem najgorsze że już się to zbliża znowu jak tajfun masakra 😥😥😥😥

  77. Olinek, oprócz własnych posiadanych sposobów na przetrwanie – jak radzisz sobie z tym od strony farmakologicznej? Przepisane leki od lekarza, hormony, czy coś na własną rękę? Mam na myśli bardziej leki na „kontuzję duszy” niźli ciała. :)

  78. Odpisałaś dokladnie to co czulam przed ostatnią miesiączka. Leżałam, płakałam bez powodu, kazdy był mi obojętny, bylam gotowa na spotkanie z rodziną i miłą sobotę, ale odmówiłam, odwolalam, lezalam w łóżku, płakałam. Chcialam po prostu umrzeć, a wszystko co mnie otaczało było zle, szare, beznadziejne. To sie powtarza bardzo często. Tu nie chodzi o to ze ja sie kloce czy jestem czepialska wobec faceta, tak jak ukazują to memy. Mi sie po prostu wtedy nie chce żyć a czy on jest czy nie to mi obojętne…. Napisalam post na pewnej grupie. Czulam sie jak kupa. Tam poradzono mi bym udała się do specjalisty. W tym impulsie zapisalam sie do psychiatry z podejrzeniami depresji… Po okresie minęło, na jutro wizyta…. A ja zastanawiam sie czy isc czy odwołać…. Na tę chwilę jest ok, ale wiem ze to wróci.

  79. Dzięki za ten tekst!
    O ile z bólem fizycznym mogę jakoś żyć to psychicznie jest najciężej. Odbija się to na bliskich i tego mi najbardziej szkoda. Zresztą ma to też wpływ na czas bez objawów, trudno przeskoczyć z zajebiscie wrednej matki i kobiety na normalną… Szczególnie w ich odczuciu. Od kilku miesięcy już drugi raz w życiu biorę leki. I pomagają. Mogę żyć. Trzeba tylko sięgnąć po pomoc.

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.