Czasem naprawdę wystarczą drobiazgi

Czasami wystarczy naprawdę niewiele. Poczekać na sąsiada z windą. Powiedzieć ciężarnej, że ma najpiękniejszy bęcol świata. Pochwalić obcą babkę, że wygląda jak milion dolarów i że to sztuka wyglądać dobrze w czerwonej pomadce. Czasami wystarczy się zatrzymać i otworzyć głowę, zobaczyć coś więcej niż czubek własnego nosa i cień rzucany przez własny zatroskany łeb. Świat jest pełen łajna, ale łajno to świetny nawóz, nawet taki padół łez jak on, potrafi zachwycić czymś pozytywnym. Czasem bardzo niewielkim i drobnym, dlatego trzeba się wysilić, przyjrzeć i schylić, wykrzesać z siebie odrobinę chęci.

Zagaduję sąsiadów w windzie i raczę suchymi żartami. Komplementuję nieznajome kobiety. Ustępuję miejsc w tramwajach nie tylko uprzywilejowanym, ale po prostu bardziej zmęczonym od siebie. Nie pcham się do kasy. Dziękuję kasjerce za miłą obsługę. Wrednej babie życzę miłego dnia i podkreślam, że widać, iż większość miewa parszywych i ze współczuję – to wybija z rytmu bardziej niż chamskie pyskówki czy komentowanie półszeptem za plecami.

W barze mlecznym rozpływam się na głos nad smakiem pomidorówki. Doceniam, kiedy ktoś pomaga mi wczłapać się gdzieś z wózkiem. Zagryzam zęby jak nurkują mi do niego głowami i zasypują radami- chcą dobrze, obchodzi ich, obdarowują moje dziecko uśmiechem, poświęcają mi swój czas, którego nie mają. Dużo się uśmiecham,nawet jeżeli padam na ryj i nie mam ochoty, ludzie mają masę własnych problemów i nieprzyjemności, nie potrzebują mojej smutnej mordy do kolekcji. W internecie dzielę się radochami i żalami na temat mojego macierzyństwa żeby było mi lżej i raźniej być mamą w świecie rzeczywistym. Odnotowuje tam swoje emocje i obserwacje, żeby mi nie umknęły, albo żeby się ich pozbyć i nie rozgrzebywać.

Dużo się zastanawiam nad przyszłością. Nie tylko moją. Oglądam programy w których mówią mi, że moi rodzice na emeryturze będą żyli za grosze, których na moją już nie wystarczy. Uświadamiam sobie, że nie mam stałej pracy i wydałam na świat, w którym o wszystko trzeba walczyć i wydzierać dziecko, któremu nie będę wstanie pomóc. Pomaga myśl, że nie jestem sama, że może kiedyś nie tylko ja zrozumiem, że…

Gdzieś między “muszę mieć”, “kupię”, “marzę”, gdzieś między każdym “ja” a otaczającą go rzeczywistością jest masa innych ludzi, którzy są sobie potrzebni.

Nie mam siły sprawczej, żeby zbawiać świat. Świadomość jego beznadziejności i lista argumentów uzasadniających, że jest obrzydliwy, bywa przytłaczająca, ale…

Ta sąsiadka, z którą zawsze żartowałam w windzie, teraz zagaduje jako pierwsza. Zawsze czeka na mnie z otwarciem drzwi do klatki i dowcipkujemy, że znów zapomniała rozwinąć dla mnie czerwonego dywanu, albo że ja go piorę i na jej cześć wywlekę jutro. Z inną wymieniamy się nadmiarem żarcia, wypłakujemy sobie w rękaw i spijamy razem piwo. Ciężarna umordowana końcówką ciąży daje mi najbardziej promienny uśmiech świata, na moment zapomina, że jest niewyspana, zmęczona i bardzo się boi. Nieznajoma ze świetnym stylem i gustem wita się ze mną życzliwie i ciepło, jakbyśmy kiedyś piły razem wino i śmiały się pół nocy. Kasjerka w sklepie zna moje imię, dziecko, narzeczonego i psa, zawsze znajduje parę minut, żeby zapytać o ząbkowanie, a ja odwzajemniam się pytaniem o wnuka, samopoczucie, plany na weekend. Wredna baba zbita z tropu moim niezmordowanym i życzliwym “dzień dobry”, udaje, że jestem niewidzialna, a to bardzo miłe, przy moim wzroście i masie czasem miło być nie zauważonym. Dzięki internetowemu ekshibicjonizmowi zawieram masę cudnownych znajomości i czuję się coraz pewniej w karkołomnej roli młodej matki. Mam to szczęście, że znajduję obcych ludzi, których, jeśli tylko poproszę, udzielają mi rady i pomocy- bez względu na to, czy nakłaniam do pomocy innym, czy sama szukam cześci do złamanej karuzelki mojej córki. Obce mi kobiety płacą za taksówki, żeby napić się kawy na mojej uwalonej sierścią kanapie, poświęcają swój czas, żeby poznać Lenkę i podrzucić mi kawałek plastiku, który pomoże mi zająć moje dziecko i sprawić, że zjem spokojnie śniadanie.

Nie mam mocy sprawczej, żeby naprawiać świat, karmić głodnych, finansować operacje ciężko chorych. Nie mam mocy sprawczej, żeby pomóc sobie- znaleźć dobrą pracę, spełnić parę marzeń, ba, nauczyć się doceniać i cieszyć, z tego, co mam.

Ale gdzieś w tyle głowy wierci mi dziuręw mózgu myśl, że życie składa się z  lat, lata z miesięcy, miesiące z dni, a dni z drobiazgów. A lista drobnych, fajnych i pozytywnych rzeczy do zrobienia jest naprawdę bardzo długa i banalnie prosta do odhaczenia. Nie pamiętam dat, mieszają mi się wspomnienia, ale są gesty, uśmiechy i błahostki, które nie raz uratowały moje dobre samopoczucie.

Wierzę, że często wystarczy naprawdę niewiele, ażeby wieczorne wiadomości oglądać z tłumionym przerażeniem i uroczym wrażeniem fikcji, że to całe zło wyjące z ekranu, to tylko wycinek rzeczywistości, że życie to o wiele więcej. Choćby o miłą rozmowę w warzywniaku.

Prima Aprilis?

28 komentarzy
  1. Radomska, z nieba mi spadasz! też tak robię i mówią, że jestem naiwniara. A przecież życie składa się tak wielu średnio miłych chwil, przeplatanych tymi bardziej udanymi a na wiele rzeczy wpływ mamy -uśmiech, chwila zachwytu-mało a dużo. Wiem, brędzę, nieco, ale -po terminie, syn skacze niczym wielbiciel Stocha. I-wielki uśmiech od ciężarnej <3

  2. w tym całym maratonie zapominamy o tych wszystkich drobiazgach, dzięki którym chce się żyć.Dzięki za ten tekst.Pozwolę go sobie wydrukować i nosić przy sobie…jako koło ratunkowe lub gumowy młotek 🙂
    P.S. dziś energii dodał mi syn śmiejąc się na głos…przez sen 🙂 Pozdrawiam i życzę miliona miłych drobiazgów każdego dnia

  3. Od kiedy polubiłam Twoje profile na fejsbuku zawsze uda się na niego zalogować kiedy Ty informujesz o nowym poście i japa mi się cieszy, że mam co poczytać do kawy czy kanapki;). Ten wpis jest chyba kwintesencją Ciebie…niby trochę zrzędzisz (ale to zrzędzenie mimo wszysto przyprawia o uśmiech dzięki poczuciu – mam tak samo, z resztą napisane w taki sposób, że nie sposób się trochę z siebie i innych nie uśmiać;P), a na końcu zawsze jakiś z tego zrzędzenia pozytyw wypływa… I taki Twój wpis przypomina mi mój dzień… Trochę narzekam, bania mi pęka od krzyku dzieciaków, nie zdążam obiadu zrobić przed końcem ich drzemki i lepianki ogarnąć od wszechobecnych chrupek/ chrupków (?) i szału dostaje i uczesać się nawet nie zdążam…. A kiedy już się kładę spać, albo siedzę z narzeczonym wieczorem jedyne o czym gadamy to o tych małych potworrach przyprawiających o najskrajnieszcze uczucia – oczywiście wieczorem pamięta się tylko te pozytywne;) i ostatnim grymasem przed snem mimo tego znoju dnia codziennego jest szeroki banan;D.
    A tak już całkiem a’ propos wpisu… Uświadomiłaś mi coś bardzo ‘fajnego’, może wydam się gburem, ale do głowy mi nie przyszło żeby uśmiechać się do obcych lub wrednych bab xD. Może czas to zmienić;)?

  4. swój ciągnie do podobnego sobie a takich jak ty na nie ma na swiecie zbyt wielu ( to oczywiscie komplement 😉 )
    Albo sie z tym pogodzisz i bedziesz sie cieszyc z tego co masz , i nawet skwaszona mina pana z warzywnika jedynie cie rozbawi, albo wpadniesz w stado wron i jak w powiedzeniu bedziesz krakać jak one.
    – To ja wole bramke nr 1, a ty ?

  5. To zaiste niesamowite jak zmienia się twarz kasjerki do której zagada się jakimś sucharem, czy na koniec obsługi tak zwyczajnie uśmiechnie i powie “dziękuję, do widzenia, życzę miłego dnia”. Ci najmniej zauważani kasjerzy, dozorcy, sprzątacze, służby porządkowe. Na co dzień wykonujący masę ciężkiej, parszywej roboty do tego chu** płatnej ale takiej bez której większość damulek umarła by w brudzie i z głodu jak im dzień zmieniają proste gesty. Bo w zalewie chamstwa i pogardy czasem pojawia się światełko.

    Staram się, codziennie się staram uśmiechać się do ludzi, pomagać ile mogę, małymi drobiazgami zmieniać rzeczywistość. Nie zawsze wychodzi. Są dni gdy człowiek ma ochotę pójść na wojnę z całym światem ale wtedy spotykasz kogoś kto w autobusie tak po prostu się do Ciebie uśmiechnie . I to wszystko puszcza.

    To po sobie zostawimy na tym świecie, co damy innym ludziom. Wspomnienia i uczucia które będą mieli. Nie pieniądze. Nie majątki. To na dłuższą metę nic nie znaczy.

    Jak mi się filozoficznie zrobiło z rana 😀

  6. Zaiste Prima Aprilis i Wigilia w jednym. Radomska przemówiła ludzkim głosem i zdobyła się nawet na samorefleksję. Alleluja! Gratuluję Ci tego wpisu. Jest super!

      1. e,co Ty! to, że lubię kiełbasę z grilla nie znaczy, że czasem i truskawieczki nie opędzluję! :3

  7. Żadne to Prima Aprilis. Taka kolej rzeczy. Z macierzyństwem to przychodzi. Oleńka to inny już człowiek. Już o tym pisałem, że tak będzie. Owszem, mogła być inna, szalona jak dawniej. Na szczęście jest inaczej, jest dobrze. To dobrze, bardzo dobrze świadczy o Tobie. Prawda, niewiele potrzeba, drobne rzeczy, gesty by było normalnie. A jeśli będzie trochę biedniej to nic. Wszak bogato będzie duchem. To najważniejsze by mieć spokój i cieszyć się tym jak ta księżniczka dorasta. Matczyna i ojcowska miłość to jest pokarm !. Pomidorówka i leniwe wystarczą. I dużo owoców i warzyw. Tak sobie spokojnie żyjcie. Jesteście dobrym przykładem na to, że warto żyć w przekonaniu : ” być, później mieć”. Kiedyś Wam córka za to podziękuję. Pozdrawiam “naprawioną huncwotkę” i Jej skarby. 🙂 🙂 🙂

  8. Oby takich miłych momentów w życiu zdarzało się jak najwięcej. Przecież to takie chwilą czynią nasze życie szczęśliwym. Pozdrawiam 🙂

  9. Olu..przemówiłaś ludzkim głosem? hihi..
    oki rozumiem taka chwilowa słabość :-PPP

    Ja uwielbiam twoje ironiczno-satyryczne postrzeganie otaczającej rzeczywistości..,mam podobnie…ale czasem ujawniam swoją “drugą twarz”..tą wrażliwszą… i duży pokłon, bo moim zdaniem trzeba mieć dużo odwagi i akceptacji siebie aby pisać tak pięknie o prostych rzeczach, które potrafią tak odczarować czasem smutną rzeczywistość..

  10. Jesteś taką nadzieją w tym zbrukanym świecie, który zresztą sami tworzymy. Twoje posty często mocno palną mnie w łeb, jak mi się już wydaje, że wszystko kręci się wokół mnie, a człowiek przecież najszczęśliwszy jest wśród ludzi i z ludźmi. Dziękuję.

  11. Bo wiesz fajnie sie uśmiechać do innych fajnie cieszyć się z tego co mamy że świeci słońce, że życie jest po prostu fajne. Ja lubie i zawsze przy kasie w okienku w przychodni przy dowidzenia zycze komus miłego dnia kiedy rececjonistka patrzy na mnie z przerażeniem i informuje że musi iśc zanieść karty do gabinetu lekarskiego i czy poczekam jasne że poczekam prosze sie nie spieszyć, ja wiem że to tez pani obowiązki i nie rusz mnie kolejka do zabiegowego albo pomstowanie na moja osobe że puszczam kogoś w kolejce bo lubie jak jest fajnie uwielbiam drobiazg i małe gesty. A jeśli świat ma się zmieniać to zmieniajmy go my naszymi małymi gestami 🙂 naszym uśmiechem dobrym słowem czy komplementem.

  12. No niestety wiekszosc kobiet jak sie umiejetnie podejdzie wierzy niemal we wszystko co im sie powie, dodatkowo podgrewajac atmosferke, uwierza nawet w we wlasne atuty ktorych nie maja. Podro dla skromnych i swiaomych swych wad ale i zalet…

  13. O jak ja bym chciała o tym pamiętać. Codziennie, a nie tylko kiwać z szacunkiem i zrozumieniem głową czytając Radomskie Mądrości 🙂 ale wbrew dobrym chęciom zdarza się wepchnąć do kolejki i rzucać na boki pogardliwe spojrzenia 🙁 będę walczyć! I nie. To nie może być prima aprilis!

  14. Witam,
    Bardzo podoba mi się Twój tekst. Jak rozmawiam z ludźmi to mi mówią, że nie mają czasu, żeby pomagać innym, a przecież tak jak piszesz te”drobiazgi” np. uśmiech do pani sprzedającej w sklepie, poczekanie na sąsiada z windą jest już czymś dobrym…
    Twój tekst pokażę znajomym bo udowadniasz, że można cieszyć się drobiazgami i pomagać innym.
    pozdrawiam
    dobrycoach.bloog.pl

  15. Trylion procent prawdy! Tak niewiele potrzeba, żeby świat wokół nas uczynić lepszym. Niestety, w mentalności naszego narodu często nie godzi się być miłym i uprzejmym, co jest traktowane jako oznaka frajerstwa. Gdy jednak będziemy przypominać aby być dla siebie dobrymi, w końcu musi się coś zmienić!

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.