Hej Bezdzietna i jednocześnie dzieci nie planująca!
Pozwalam sobie pisać do Ciebie i daję sobie do tego prawo, bo doskonale pamiętam kim i jaka byłam stojąc na Twoim miejscu. Zarzekałam się, że nigdy nie będę miała dziecka, albo, że nastąpi to za nieokreśloną liczbę lat- kiedy będę dojrzała, gotowa, spełnię kilka marzeń, popłacę rachunki, zarobię na kredyt. Szczerze?Panicznie bałam się siebie w tej roli i udawałam, że życie samo mną tak kieruje, że na dziecko miejsca zabraknie. Lubiłam swój styl życia, wolność i wypieszczony egoizm i nie chciałam/bałam się z niego zrezygnować w imię nieznanego, przerażającego, a co najważniejsze- nieodwracalnego. A potem to samo życie sprawiło, że wydałam na świat nowe życie. I co?
No dla Ciebie w zasadzie nic. Jeśli wydaje Ci się, że będę teraz piać z zachwytu nad córką i gloryfikować nowe doświadczenia- rozczaruję. Moja córka i moje doświadczenia są moje, opisuję je tylko dla tych, których to interesuje- temu docelowo poświęcam ten blog, ale nie ten wpis. W żaden sposób nie wartościuję Twoich wyborów i decyzji i uwierz mi, że absolutnie nie mam czasu,by wywierać na Ciebie jakąkolwiek presję. Nawet jeżeli nie zgadzam się z Tobą to.. daję sobie do tego prawo. Nie pozwalając jednak na wpieprzanie Ci się w życiorys.
Nie uważam, że macierzyństwo jest jedyną słuszną drogą dla każdej samicy ludzkiego gatunku. Uważam,że powinno być realizowane świadomie, ale to,że często, tka jak w moim przypadku, nie jest, to też nic strasznego – gdyby dzieci miały tylko te, które czują, że powinny i są gotowe, ludzki gatunek by wymarł, a najbardziej inteligentni wyginęli by pierwsi, bo na dzieci by się nie odważyli. Żałuję tylko, że wiele kobiet zasłaniających się swoją niezależnością, wolnością i egoizmem nie urodzi dziecka nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że twierdzą, że nie chcą, a dlatego, że boją się, że się nie nadają. Myślę, że można zostać fajną mamą nie mając kurewsko pojęcia w co się człowiek pakuje. Ale Ciii.. Radomska, nie Twoja macica, życie sprawa! Nie o tym ten tekst. A o szacunku.
Twoja macica jest Twoja i dysponujesz nią w dowolny dla siebie sposób. Ja urodziłam i jaram się dzieckiem, którego nie planowałam, choć każde inne i nie swoje chciałam utopić po dwóch godzinach.Ty nie musisz. Nic nie musisz, ja Ci niczego nie każę i nie próbuję udowodnić, że wybrałam lepiej- może trochę się puszę i przesadzam z pianiem z zachwytu, ale wiem, że po drugiej stronie muru, za którym stoisz ze swoją nienaruszoną macicą, akustyka jest taka, że dociera tylko,co znasz z autopsji, pojęcia o poznanym już smaku -zmęczenie,gorycz, rozczarowanie, wkurwienie. I próba zrównoważenia i zagłuszenia tego jakimkolwiek pojęciem związanym z rodzicielstwem jest bezsensowne,bo nie masz o tym pojęcia. Tak jak ja o inżynierii, fizyce etc. Nie piszę po to,żeby wytknąć Ci coś, a wyrazić zrozumienie- 2 lata temu też nie miałam i kiedy ktoś próbował mnie przekonać, że macierzyństwo jest super, to chciałam mu zwymiotować na buty, posadzkę i dziecko.
Piszę z prośbą o szacunek. Moje życie przewróciło się do góry nogami. Podjęłam się zajebistego wyzwania – poza przeżyciem swojego życiajak najlepiej, jestem odpowiedzialna za życie własnego dziecka. Już na zawsze kocham kogoś absurdalnie i umieram ze strachu o to, czy będzie szczęśliwy. Miotam się i gubię i jest mi bardzo ciężko. Tak jak tobie być może, tyle, że zupełnie innych powodów. Nie mam ochoty, czasu, ani siły na walki i utarczki słowne. Nie mam ochoty słuchać też, że babram się w kupach, przeżywam debilizmy związane z ząbkowaniem czy ekscytuję się czymś dla Ciebie żałosnym. To,w czym się babram, co przezywam i czym ekscytuję, to jak w Twoim przypadku, moja osobista sprawa, choć nie zawsze wybór (czasem konieczność, ot, żeby nie zwariować).
Chcesz pogadać, co w macierzyństwie piszczy- wpadaj na kawę. Nie chcesz o tym słyszeć, spoko. Chcesz mi opowiedzieć,co u Ciebie i jak wygląda świat bez dziecka- chętnie posłucham i będę się jarać, bo pamiętam smak życia bez dziecka i naprawdę uważam, że było smaczne, choć coś w tyle głowy zawsze mówiło mi, że na krótką metę, po której przekroczeniu byłoby za późno na zmiany.
Będziesz mnie próbowała przekabacić i udowodnić, że popełniłam błąd, a przede wszystkim obrazić mnie albo moje dziecko… Podziękuję i wyproszę. Skoro Twoja praca, pasje, osobowość są dla Ciebie świętością i domagasz się respektowania swojej wolności, ja domagam się o nieokreślanie mojego dziecka bachorem, wpadką, mnie oszołomem, kimś, komu macierzyństwo wyżarło mózg, kto poświęcił się na ołtarzu rodzicielstwa. Bo moje rodzicielstwo to znacznie więcej niż zapłodniona komórka jajowa i nie nalegam, żebyś to zrozumiała,ale uszanowała.
Mówisz, że Cię oceniam? OK, może trudno mi zrozumieć nawet po kilku miesiącach, że wolisz wygodę (edit: lub cokolwiek innego,co po prostu, zwyczajnie, do mnie nie przemawia!) od bezgranicznej miłości, ale kto powiedział, ze moja bezgraniczna miłość nie przyniesie mi bólu i cierpienia, którego będę pragnęła się zrzec w imię innych problemów, wyzwań i możliwości wyboru. Nie mam pewności, ze robię dobrze, nie mam pojęcia, czy lepiej niż Ty. Niemniej jednak życzę Ci, żebyś naprawdę czuła się ze sobą i swoim życiem komfortowo. Bo wiesz, nie masz pojęcia jak wygląda mój dzień, jaką cenę płacę za swoje szczęście i jak boli, kiedy z boku, ktoś kompletnie niewtajemniczony komentuje, że nie daję rady, że powinnam zadbać o siebie, chociaż często nie mam czasu na podstawowe potrzeby, że nie wolno mi się zatracić, że powinna się oddać dziecku w całości, że.. Och kurwa mać, popatrz, ja też czuję, że ciągle ktoś ode mnie czegoś chce, wymaga i ocenia, uważa, że marnuję sobie życie, uwierzysz? Tyle, że coraz częściej się zastanawiam, czy Ci „wszechwiedzący inni” to przypadkiem nie moja własna głowa i własne lęki, że nie daję rady.
Im bardziej opowiadasz mi o presji i oszołomach-matkach, tym bardziej jestem sceptyczna. OK, matki bywają toksyczne i nadgorliwe, muszą ocipieć na punkcie swoich dzieci, bo inaczej by nie przetrwały, gorzej kiedy próbują do tego ocipienia przekonać psa, kota wszechświat kanarka i proboszcza. Niemniej jednak, kiedy słyszę, że ktoś Cię do czegoś namawia, skłania, zobowiązuje, zmusza… To..
Dla mnie Presja Społeczna to w większości przypadków własne demony, wątpliwości i kompleksy. To nie wina modelek, że mamy problemy z samoakceptacją, to nie wina matek karmiących cyckiem, że tym z butlą się nie udało albo wybrały inaczej i je to gryzie. Naprawdę nie siedzimy w piaskownicy i nie plujemy z oburzeniem, że wolisz cokolwiek innego, niż robisz Ty. A jeśli są takie, to ja ich nie znam, nie rozmawiam, potępiam i nie zamierzam zbierać batów za ich głupotę.
Zastanawiam się tylko po cichu, ile w tym Twoim niechceniu wątpliwości, rozdarcia, ale to nie moja sprawa, więc będę cicho. Ty nie obrażaj mnie, ani mojego dziecka. Po prostu przestańmy się wartościować i oceniać.
Punkt wyjścia miałyśmy podobny, ja skręciłam, ale żadna z nas nie idzie na skróty i żadna nie wie, dokąd dotrze. Nie mamy argumentów żeby się mądrzyć i pchać w swoje życie z nogami. Nie musisz lubić mojego dziecka, dopóki go nie obrażasz. Mogę nie rozumieć Twoich decyzji, ale nie mam prawa ich krytykować.
Świat ma naprawdę kawał miejsca, pomieścimy się.
Bo wiesz „szanuję to, że wybrałaś kupy, jaranie się zębami i siedzenie w domu” brzmi jak „szanuję, że jesteś pusta, wolisz życie egoisty,bo nie stać Cię na poświęcenie i wybierasz wygodę zamiast zaangażowania” – Jak według Ciebie brzmi owe „Szanuję”? Bo ja mam ochotę wepchnąć je autorowi w dupę.
Dużo spokoju, miłości, zgody z samą sobą, satysfakcji Ci życzę.
Zupełnie tak jak sobie. Bo dużo nas dzieli, ale od nas zależy czy mur zamieni się w przepaść nie do pokonania.
Pozdrawiam,
Ola.
___

Uff, Radomska. Mocne.
I w zasadzie się z Tobą zgadzam.
Choć uważam, że tak naprawdę obu stronom należy się szacunek. Taki zwykły ludzki szacunek, bez oceniania, namawiania, krytykowania. Szacunek podjętego wyboru, niezależnie od motywacji.
Bezdzietne szanujcie matki. Matki szanujcie bezdzietne.
No tak, chyba o to Radomskiej chodziło, co nie? O to, żeby szanować się nawzajem. Ja jeszcze bobasa nie mam, jest w planach i chociaż bardzo go chcę, to jest tak jak napisała Radomska – też się bardzo boję. Mam nadzieję, że kiedyś strach przejdzie.
Pozdrawiam 🙂
Zakładam, że pewnie tak 😉
Ale może moje czytanie ze zrozumieniem dzisiaj szwankowało, bo jakoś to odebrałam tylko i wyłącznie „jestem matką, więc spróbuj mnie zrozumieć”.
Ja cały czas się też miotam, by jednak w rozmowie z bezdzietnymi nie narzucać macierzyństwa jako leit motivu życia, głównego tematu do rozmów, bo nie ukrywajmy nie dla wszystkich są one super interesujące. Znaleźć złoty środek byłoby fajnie.
Właśnie ja jako bezdzietna, ale planująca w najbliższej przyszłości dziecko powiem, ze mam na odwrót..nie raz to ja byłam atakowana przez koleżanki matki właśnie ze nie wiem co to znaczy życie i że dziecko jest naj! Choć nawet nie zagajałam do rozmowy czy nie pytałam one same pisały mi np. pod zdjęciami na fb, że z Panem Poślubionym wszystko pięknie ale i tak największe szczęście daje dziecko..i najlepsze jest to, że ja wcale temu nie przeczę, szanuję zarówno matki jak i nie matki i sama chciałabym być matką bardzo…czasem dziwi mnie i smuci taka walka na to kto ma lepsze życie..a właśnie taka walkę najlepiej widać na portalach społecznościowych. My aktualnie się wahamy i nie piszemy, ze nie chcemy i że wygodnie nam z naszym egoizmem a że się boimy i o tym są ostatnie nasze posty an blogu 🙂
Radomska, jak cię lubię i czytam regularnie tak nie podoba mi się tekst o woleniu wygody niźli bezgranicznej miłości. Kurcze no, ja bezdzietna nie oceniam Twojego wyboru, więc i Ty, proszę nie oceniaj mojej wygody dziwić się, że nie chcę tej „wszechogarniającej miłości” (odbieram to tak, że moja wygoda jest mimo wszystko gorsza, więc i mój wybór jest gorszy).
peace and love i niechaj się Lenen dobrze chowa 🙂
Trochę źle mnie zrozumiałaś – mi chodzi o to, że każdy ma prawo mieć swoje zdanie, nawet jak się myli, ale ponad tym powinien szanować innych. I ja się, ze swoimi „uważam, ze powinno być tak czy siak” nie wychylam, i jedyne o co apeluję to naprawdę wzajemny szacunek, bez względu na motywacje. bo w obydwu stanach jest ich masa i ja podałam przykładowe i głupie, celowo, żeby wkurzyć, bo sama jestem wkurzona czytaniem o sobie.
Buziaki.
p.s. to trochę tak jak osoba biegająca wmaratonie, która nie kuma jak ktoś może nie lubić się ruszać. Może nie kumać,moze mieć teorie, ale nie ma prawa zmuszać, wpedzac w poczucie winy, obrażać, kpić, tak?
nie! jako ojciec 2 mowie nie! nie ma litosci i zrozumienia dla leni i nierobow. mur musi rosnac!!! 😉
Widzę, że sporo tekstów ostatnio o rodzicielstwie. Zaczęła chyba Malvina.Pe, potem dołączył się Konrad z Halo Ziemia, teraz Ty. Każdy z ciekawym, wartościowym głosem, bo zawsze sensowna, osobista perspektywa jest dobrze widziana. I zgadzam się i nie zgadzam z każdym z Was.
Masz w stu procentach rację, że gnojenie matek, wieszanie na nich psów, że głupie bo wpadły, mózg im wyżarło Bebiko, o niczym się nie da porozmawiać oprócz ząbkowania, wydaje im się, że wszystkich fascynuje lewa stópeczka ich dzieciaczka-misiaczka jest faktem. I podobnie jak stawianie kobietom-matkom stu tysięcy wymagań ze spektrum: poświęć się całkowicie – nie daj sobie wejść na głowę i zachowaj siebie przez hordę ludzi, często całkiem obcych jest wstrętne, niewłaściwe i bezprawne. Właśnie, bezdzietne, jakie macie prawo do oceniania kogoś pod tym względem? Obrzucania go inwektywami które przyobleczecie w jedwabny, słodziutki szalik troski i „współczucia”. Żadne.
Z drugiej strony Olu trochę jest dla mnie przykre podejście, że ktoś nie wybierając rodzicielstwa jednocześnie wybiera wygodę i brak zaangażowania. Przecież NIGDY tak naprawdę nie wiemy, dlaczego ktoś nie decyduje się na dzieci. Nawet, jeśli ktoś się ukrywa pod dumnie rozgłaszanym hasłem „nie mam i nie chcę mieć dzieci”. Każdy ma swoje powody. Czy brak dzieci oznacza jednocześnie brak zaangażowania? Na pewno brak zaangażowania w dzieci. Na pewno taka osoba jest uboższa o doświadczenie rodzicielstwa ale być może jest bogatsza w inne, również powiązane z zaangażowaniem, dawaniem siebie, miłością i odpowiedzialnością. Jeżeli potrzebą ludzką jest pozostawienie „czegoś” po sobie, jakiegoś śladu, to jedne osoby wybierają trudną i piękną rolę rodzica, dając z siebie wszystko, by pozostawić po sobie szczęśliwą istotę ludzką a inne np. poświęcają się literaturze, która będzie krzepić i poruszać serca setek czytelników. Albo jadą do Kambodży pomagać ludziom, którzy wysprzedali swoje nerki za bezcen. Albo inne rzeczy, które uznają za ważne.
W całym tym dyskursie bezdzietni vs. dzietni najbardziej wkurwia mnie to, że ludzie po prostu NIE POTRAFIĄ/NIE CHCĄ dać innym żyć. Po cholerę się wpierdzielać z butami? Skoro nie możesz zdzierżyć słuchania o kolorze wczorajszej kupy, to na chwilę ogranicz kontakt (aż do momentu uzyskiwania stałej, jednolitej kolorystyki).I zastanów się nad sobą, co takiego w tobie takiego drga, że reagujesz z taką agresją. Nie możesz znieść stylu życia bezdzietnych koleżanek? To spędzaj więcej czasu z osobami o podobnych doświadczeniach i pomyśl, co możesz zmienić w sobie, żeby poprawić jakość swojego życia. Czasem mam wrażenie, że większość tej zgryzoty jest w nas, a sytuacja społeczna jest katalizatorem, który sprawia, że zaczynamy swoje wąty wyrzygiwać na innych. A można by po prostu dać innym żyć po swojemu.
Bardzo dobry tekst napisałaś 🙂
Twój komentarz jest dokładnie tym,co chciałam powiedzieć. I zwrócić uwagę na coś jeszcze- nawet jeżeli ktoś rezygnuje ze zobowiazań z wygody i nie chce ani dziecka ani Kambodży to mi się to może nie podobać, ale na tym koniec. 😉 pozdrawiam
Kurde, Malvina narobila namieszania, Konrad tez sie zainspirowal, jak i Ty. Bardzo dobry tekst!
forma tekstu Malv mnie jakoś.. zabolała? no ale sama walę na pełnej kurwie mna drugim blogu, więc ostatnią jestem, która się dziwić może 😉 chyba zmiękłam po porodzie i niektóre tematy szczególnie mnie kłują 🙂 Malv z perspektywuy bezdzietnej, Konrad globalnie trochę, ja z perspektywy matki, ale tej, która nie uważa, że sensem życia każdej jest dziecko. Myślę,że się dopełniają.
Radomska! Zaje..sty tekst! Nigdy nie czułam się lepsza – bo mam dziecko- w pracy nie potrafię tłumaczyć spóźnień tudzież nieobecności kacowej chorobą dziecka – a są tacy którzy od razu tak zakładają :” A ona ma dzecko to na więcej może sobie pozwolić” odpowiadam, to zrób sobie dziecko jak tak zazdrościsz:) Słucham różnych opini i nie dowierzam, że można komuś zarzucać że pokazał raz zdjęcie dziecka i od razu stwierdzać, że jest na tym punkcie zafiksowany – ale to jest tak napisałaś kompleksy, niespełnione marzenia innych i gorycz. Ja po dwóch latach macierzyństwa tęsknie za mnóstwem rzeczy które kiedyś były dane mi na tacy – ale nie żałuje 🙂 W gronie znajomych nastąpiła selekcja Ci bezdzietni sami się odsuneli bo znieść nie mogli, że nie mamy dla nich czasu… ale Ci prawdziwi zostali i ten czas wypełniają normalnością. za to ich cenię i kocham! Mnie Mama nauczyła : Szanuj wszystkich tak jakbyś chciała aby oni Ciebie szanowali” tego się trzymam! Pisz Pani Pisz!! Bo dobrze się to czyta:)
Witaj Radomska, poswiecilam ci chwile czasu i od twojego tekstu moja nienaruszona macica dostala skurczy.Proponuje ci spacerek do domu starcow. Mieszkancy tejze placowki to matki i ojcowie babunie i dziadkowie. Pomiedzy oddzialem polozniczym i geriatrycznym rozciaga sie nasze zycie. Do podusi proponuje poczytac prawo spadkowe. Nie robcie ze swoich dzieci bozkow i nie modlcie sie do nich tylko je wychowujcie. Bo i wasze pokolenie dorosnie do pampersow i oby bylo komu wam je zmieniac.Mlode samice wydaja na swiat swoje potomstwo. Potem opieke przejmuje siec przedszkoli. Jest ich w kazdym miescie pod dostatkiem. A gdzie jest najblizszy dom starcow? Pociechy z dzieci zycze.
Ale ja nie mam dziecka po to, żeby zajmowało się mną na starość, ale po to, żeby być mamą i przezywać macierzyństwo. A Ciebie Marto boli coś bardzo i dajesz temu wyraz po razu kolejny, nakładasz jednak na moją osobę swoje mylne interpretacje. takim komentarzem dajesz tylko wyraz temu, że brak dzieci jakoś w dziwny sposób Ci doskwiera i próbujesz mi udowodnić, że bez nich będę bardziej lub tak samo nieszczesliwa jak Ty.
Bo wydaję mi się, że jesteś nieszczęśliwa.
A ja będę gloryfikować swoje dziecko, bo mam do tego prawo. wszystkiego dobrego.
I zamierzam zostawić córce i być moze jej rodzeństwu oświadczenie, że żądam pobytu w domu opieki, bo nie zamierzam ich prosić, żeby rezygnowali ze swojego życia dla mnie. pozdrawiam.
Droga pani Radomska, zdefiniuj pojecie „nieszczescie”. Bezdzietnosc nie jest nieszczesciem. Tekst interpretuje wlasciwie, tylko patrze na niego z innej strony. Zgryzliwi emeryci to takze rodzice, tylko nieco starsi. Pobyt w domach starcow jest platny, a jesli emerytura lub renta nie wystarcza na pokrycie kosztow powstaje dlug,ktory obciaza mase spadkowa. Poruszylam temat tabu, odlegly o lata swietlne od klopotow z niemowleciem. Gloryfikuj swoje dziecko, robia to tysiace kobiet. Zdumiewa mnie tylko znieczulica u tych wielbionych balochwalczo dzieci wychodowane przez zaslepione matki. No to gdzie jest ten najblizszy dom starcow? Przespaceruj sie w niedziele…moze cos zrozumiesz.
nie tylko ode mnie zalezy jakim człowiekiem będzie moje dziecko- nie wszystko jest zasługą i winą matki. Ale nigdy w życiu bym nie chciała jej sobą obciążać, nigdy. I rozumiem więcej niż myślisz. Ja mam dziecko tu i teraz, nikt nie wie,co będzie za 40,50 lat.
u nas w mieście jeden dom starców to przebudowany żłobek. Znamienne, nie?
Wisznu lowe <3
Strasznie duzo jadu i dziwnie atakujacego tonu jak na kogos, kto twierdzi, ze jest szczesliwa mama. Tak jakbys sama siebie probowala przekonac o slusznosci swoich wyborow i decyzji. bo nie wierze, ze sama wierzysz w to, ze taki apel dotrze do bezdzietnej, ktora krytykuje/podwaza wybory tych, co maja dzieci, twerdzac, ze jej zycie jest lepsze/ciekawsze. To troche tak jak rozmawiac ze slepym o kolorach. Mam wrazenie, ze ktos bliski moze nie do konca akceptuje 'nowy stan rzeczy’ i za wszelka cene starasz sie mu udowodnic, ze nie ma racji. Kompletnie nie rozumiem tylko po co? Wymagac szacunku od osob, kotre nie rozumieja podstaw? Prosze Cie…..
Gdzie Ty widzisz jad? Bliskich, którzy nie akceptowali stanu rzeczy, już nie ma, życie jest dość chujowe, szkoda energii na marnowanie jej na ludzi, którzy psują nam krew. Tak jak ktoś pod wpływem mojego „ej, weź urodź!” nie urodzi, tylko się wkurzy, tka ja „e, zrypałaś sobie życie, odszczekaj!”.
Nie zapomnę czytelniczki, która na wszystkie możliwe sposoby – mailem, na fanapge’u, w prywatnych wiadomosciach, wiadomościach na profilach,komentarzach, próbowała mi przez cąły początek ciąży wytłumaczyć, ż ebędę nieszczęśliwa płakać nad łóżkiem dziecka nad tym,czego mnie pozbawiło.. Płakałam przez nią ze strachu i oddycham z ulgą,bo nie miała racji. Ludzie czasem nie rozumieją z niewiedzy. Moż do niektórych trafi. Pozdrawiam
Zycie jest piekne a nie chujowe. Tylko chcielibysmy byc jego czescia. wszyscy, ci z geriatrii tez.
Moja Droga Radomska! Z niecierpliwością czekam na każdy Twój wpis. Bardzo dobry tekst i bardzo potrzebny. Bo o tym szacunku do osób które chcą czy myślą inaczej bardzo często zapominamy. Sama do niedawna byłam po drugiej stronie i mówiłam, że dzieci to nie dla mnie, nie teraz, może kiedyś… I spotykałam się z dziwną reakcją osób, które potomstwo już miały. Namawianie, po części ocenianie, i słowa: bo jest Ci tak wygodnie jednak bolały. Bolały pewnie dlatego, że rzeczywiście w jakimś stopniu było mi tak dobrze i wygodnie, a po części jak wytłumaczyć, że czuję, że to jeszcze nie ten czas, nie ta osoba… tak być nie powinno. To wybór kobiety w jaki sposób żyje i nikomu nic do tego. Moje życie całkowicie się zmieniło. Spotkałam na swojej drodze kogoś wyjątkowego i razem zdecydowaliśmy, że chcemy, że „czemu nie”, oczywiście nie mając pojęcia co nas czeka. Pełni planów, myśli i jakiś założeń jak to będzie czekaliśmy na pojawienie się dziecka. I to, co myślałam i w swojej główce zakładałam było niczym w porównaniu do tego jak jest. Od czterech miesięcy jestem mamą najcudowniejszej istoty na świecie. Nigdy nie myślałam, że można być tak szczęśliwą i kochać tak niewyobrażalnie, że codziennie można być lepszą wersją siebie. Cieszę się swoim macierzyństwem, ale nie przekonuję swoich bezdzietnych przyjaciółek, że koniecznie muszą mieć dziecko, że to uczyni je bardziej szczęśliwymi, uwrażliwi, zmieni, etc. Tak jak kiedyś w moim przypadku, za każdą z nich stoi inna historia. Każda spełnia się w czymś innym. Jest tak łatwo krytykować innych, a tak trudno akceptować inny model życia niż nasz własny. Szanujmy swoje wybory i cieszmy się nimi i sukcesami jakie za nimi stoją, czy to będzie związane z macierzyństwem, pracą, karierą, czy czymkolwiek innym.
Pozdrawiam
Ej ale tak serio, serio – słyszysz takie głosy od bezdzietnych kobiet?
Jestem mamą od lat 7, z ciążą będzie 8. Zaszłam w nią w czasie kiedy moje równolatki zastanawiały się co ubrać na imprezę i na jakie studia wybrać się po maturze. NIGDY nie usłyszałam, że wpadłam (choć kurna wpadłam :D) nikt nigdy nie nazwał młodej bachorem, nikt nigdy nie zarzucił mi, że mi odpierdoliło albo że jaram się kupami.
Może to kwestia nieodpowiednich ludzi w Twoich kręgach, bo ja serio przez te lata nie spotkałam się z nieżyczliwością kobiet które dzieci nie chcą mieć.
Halo Łońska! Byłaś w nieco innej sytuacji,bo ciąża nastolatki to zawsze, tym bardziej w małej miejscowości, większy case dla ludu, ale .jeszcze kilka tygodni temu pisząc o Teen Mom Poland zwierzałaś się, jak było Ci ciężko z opinią, presją i spojrzeniami innych, jak na złość IM JAKIMŚ zakuwałaś, postanowiłąś udowododnić, że zdasz maturę i sobie poradzisz…A teraz że nikt nic? A kupami się nie jarasz i twardo stąpasz po niemacierzyńskim także gruncie, więc to byłoby nie o Tobie.
TAk, usłyszałam, od znajomej ze studiów, która trzymała moją córę za rękę a wśród znajomych rozesłała wici, że mam bachora i chciała uciec po kwadransie, choć siedziała kilka godzin i nikt jej nie trzymał. Że wpadłam to było oczywiste, i to, że ponoć złapałam Mikorskiego na dziecko, bo rpzecież jest baronem naftowym i wiodę teraz żywot i wyglądam jak Grycanka.
A inne bezdzietne piszą do mnie i nieśmiało pytają jak tu jest, po tej drugiej stronie, bo boją się pomyśleć. Są mądre, piękne i wspaniałe, może i by chciały, nie wiedzą, nie dowiedzą się, bo się boją.
Ale powody nieposiadania dzieci to też nie powinna być moja sprawa, choć swoje zdanie mogę mieć chyba. Tu tylko o szacunku. Adresatki w targecie bloga ob 1/4 społeczności RM to wariaty z MW.
Pisałam wyraźnie, że problem miałam z współczującymi obcymi (głównie personelem medycznym). Znajomi i rodzina spisali się na medal. Osiemnastoletnie ziomki odwiedzali mnie w szpitalu. Odnoszę wrażenie, że tak jak pisała jedna z komentatorek próbujesz przekonać sama siebie. Dwa zupełnie nie wiem dlaczego w Twoich oczach jawie się jako matka wyrodna tylko dlatego, że nie epatuję tym że młoda jest zajebista. Nie robię tego właśnie z szacunku o którym piszesz. Tymczasem ten Twój wygląda tak: szanuję Cię ale jesteś wygodnickim, tchorzliwym szczurem 🙂
Jezus Maria gdzie ja Ci napisałam, że jesteś wyrodna?! Łońska?! Dla mnie ten mój wygląda inaczej. Szczurom bym ie poświecała swojego ograniczonego czasu. O wsparciu rodziny i znajomych, poza mężem, nie pisałaś, dlatego przneiosłam kalkę na całość obrazu. też wybierasz poszczególne obrazy i używasz ostrych kolorów malując swoje teksty, dlaczego tak Cię to dziwi tu, nie kumam.
Czasem mam wrażenie, że masz potrzebę zanegować cokolwiek napiszę, albo inaczej, cokolwiek odczytasz i zinterpetujesz. Napisałabym szanujmy się nawzajem, szczurze? Nie sądzę.
Radomska, Ty się Saską -Klępą nie przejmuj bo ona jest szczurem nielogicznym. Zaprzecza sama sobie. Na temat jej niekonsekwencji elaboraty mozna smialo pisac.
A co do tekstu to obydwie strony „zazdroszcza” sobie nawzajem i stad to całe zamieszanie. Roznica jest tylko to, ze Zbior A rozumie zbior B, ale zbior B nie kmini zbioru A.[ z braku doswiadczenia].
Zdrowia dla L.
<3
Nie mam dzieci i jak pewnie większość w moim wieku (24) „narazie nie planuję”. Choć nie powiem, że nie chcę mieć nigdy. Kiedyś. Może za półtora roku, może za 3, może za 10. Nie wiem. Wolałabym żeby to los zdecydował (ot, akurat dziś zapomniałam tabletki, bum, ciąża), bo nie wiem, czy ja dam radę podjąć taką decyzję…trochę ze mnie tchórz, chyba powoli zdaję sobie sprawę, co posiadanie dziecka oznacza. I doceniam moją mamę. Smutne, że dopiero po 24 latach, ale dopiero teraz powstał Twój blog :p i oto ja – ta wyżej wymieniona egoistka, pani wygodna, zdaję sobie powoli sprawę jaką cholernie ciężką przygodą(?) jest macierzyństwo. Jak to wygląda oczami młodej kobiety. Dzięki temu, że widzę, że dziewczyna w moim wieku, kiedyś tak samo jak ja myśląca, rodzi nieplanowane i dziecko i jest po prostu szczęśliwa. Bo odpowiedzialność za kogoś, bo bezgraniczna miłość…itd. Fajne. W 100 % docenię pewnie, kiedy (jeśli) sama zostanę mamą. Ale jak pomyślę, że coś zrobiłabym nie tak, czegoś nie nauczyła, jakichś wartości mojemu małemu człowiekowi nie przekazała, coś by nie pykło ;), to mnie takie przerażenie ogarnia… Ale kiedyś ogarniało mnie przerażenie pt. „O matko, a jak będę mieć dwa rozstępy po ciąży, a jak nie będę mieć czasu na zakupy…!?”.
Jeszcze całkiem niedawno patrzyłam z lekką pogardą na kobiety żyjące „od kupy do zęba, od kaszki do marchewki”. Dziś rozumiem. Chyba. Że można chodzić w dresie cały dzień i czuć się dobrze, bo obok leży taki mały człowiek, który się zaśmiewa i pokazuje ten swój pierwszy ząb, że można nie chcieć iść ze znajomymi do knajpy, bo ten człowiek robi właśnie piąty krok w swoim życiu. To, kurcze, chyba daje naprawdę frajdę.
Dalej nie ogarniam tych przysłowiowych matek z dziesięcioma kilogramami nadwagi, nieumytymi włosami i w wyciągniętej bluzie, która ze mną nie porozmawia o niczym innym, jak o dzieciach. Ale…to nie moje życie. Nie muszę z nią gadać. Skoro jej tak dobrze, nic mi do tego.
Ale do takiego oglądu sprawy chyba trzeba po prostu dojrzeć. Nie twierdzę, że osoba, która woli np. podróżować czy robić tzw. karierę i tym żyć, jest niedojrzała, ale taka, która stwierdzi, że tylko jej życie jest wartościowe, już tak. Podobnie jak mamuśka, która twierdzi, że ma monopol na szczęście, bo jej macica jest „naruszona”. Dojrzewanie, uczenie się wzajemnego szacunku, tolerowanie „innego” chyba nam ciężko idzie w dzisiejszych czasach. Za dużo osób ma ból dupy.
Pozdrawiam i matki, i bezdzietne.
o jezu jak się wzruszyłam czytając 😉 dodając coś z perspektywy mamy a propos nadwagi, włosów itp. – jakby mi ktoś przez pierwsze 3 miechy powiedział, ze mam zrobic coś dla siebie,to bym się zorientowała, że 3 dni siku nie robiłam. Dziś Lentol ma 5 miesięcy, niejest grzeczna,ale ja odporniejsza. Zdarzają się chujowe dni, jak dziś, gdzie ledwo stoję, kiedy mam ochotę uciec i czuję się chujowo-ale wiesz, ty też takie masz, nie mając dziecka.. Wydaję mi się, że za duża bańka powstaje wokół macierzyństwa i przekaz się zaciera, bywa mistycznie, bywa cholernie ważnie, o tym chcę pisać, chwytać, pamiętać, ale codzienność naprawdę nie jest egzystencjonalną rozterką, nie dumam nad sensem istnienia, ot, zastanawiam się, o której pójdziem na spacer, tak jak ty, o której na piwo. Nie mam bólu dupy w związku z dzieckiem, choć mi zarzucają, ot, są rzeczy za którymi bardzo tęsknię i którch bezdzietnym cholernie zazdroszczę, ale musiałam wybrac, nie da się mieć wszystkiego.
dzięki za ten komentarz, nawet nie wiesz jak mi ulżyło, że to co nadaję, dociera w niezakłóconej formie. :**
Mam chujowe dni i może nawet ciężej mi – bezdzietnej- się z takich dni wygrzebać niż Tobie 😉 Ty dziękujesz za komentarz, to ja podziękuję za bloga 😀
Dziękuję, bo dzięki Tobie wiem, że jeśli kiedyś będę mamą i będę mieć np. kryzys laktacyjny (czy jak tam Wy – matki to nazywacie 😀 ), to odpalę „Radomskie macierzyństwo” i poczytam jakiś stary wpis… i może będzie lepiej. A jeśli nie będę mamą, to będę czytać w celu się pośmiania i wzruszenia czasem też! 😉 I myślę, że jest meeega dużo dziewczyn bezdzietnych, które zazdroszczą Tobie i innym mamom. Nawet ja się czasami na tym łapię, serio 🙂
A tak w ogóle wydaje mi się, że fajni ludzie bezdzietni stają się fajnymi mamami i fajnymi tatusiami. Dlatego nie musi być muru między stronami „konfliktu”.
Pozdrawiam :*
a Ja myślę, ze punkt widzenia zależy od punktu siedzenia…
Myślenie zmienia się w zależności od okoliczności na które nie mamy wpływu…
Chyba tylko krowa nie zmienia poglądów…
Z drugiej strony łatwiej się żyje jeśli akceptuje się daną rzeczywistość…
Nie chciałam dziecka, zawsze mi się wydawało, ze będę złą matka przez pryzmat doświadczeń własnej rodziny, ale mam..uczę się je kochać, uczę się funkcjonować jako matka…
Z drugim było łatwiej..wiedziałam co mnie czeka 🙂
Dajmy ludziom prawo wyboru, daj mi im prawo żyć po swojemu..nawet jeśli przez chwilę zazdroszczę singielkom czy bezdzietnym..to staram się nie zatruwać życia im ani sobie „mądrościami z dupy” lub że moje zycie jest lepsze bo mam dzieci…gówno prawda..
Czytałam post Malwiny i Halo Z..i szanuje obie postawy..żadna nie jest ani lepsza ani gorsza…jest ich własna…a mnie gówno do tego…
Mogę pisać o własnych doświadczeniach szanując jednocześnie wybory innych ludzi…
pzdr
Zgadzam sie w zupelnosci.
Olu, nie umiem wyrazić, jaka jestem Ci wdzięczna za ten tekst! Czytam oba Twoje blogi (nawet macierzyński, mimo że jestem bezdzietna) od dawna, a czytając ten post poczułam niewysłowioną ulgę, że istnieją na tym świecie kobiety, matki, które potrafią uszanować moją decyzję o nieposiadaniu dzieci z wyboru. To jest dla mnie takie nieznane 🙂
Bo ja nie czuję tej magii, co więcej: nie marzę o tym, by ją poczuć. Dzieci lubię cudze i raz na jakiś czas, ale własne mieć… nieee
I jakie były reakcje otoczenia? Cytuję:
”Nie mów tak! Dziecko to najwspanialsza rzecz na świecie, cudownie jest być matką!” (Nie neguję tego, bo po prostu nie jestem w stanie stwierdzić, czy to prawda, skoro sama nie mam dziecka)
”Jak to nie chcesz mieć dziecka? Przecież każda kobieta chce, jesteś jakaś nienormalna, czy co?” (Widocznie każda kobieta minus ja… A poza tym nigdy nie twierdziłam, że jestem normalna :P)
”Jak śmiesz tak twierdzić! Dziecko to jest błogosławieństwo!” (O wierze religijnej nie dyskutuję, więc ponownie nie negowałam prawdziwości tego stwierdzenia ale padło ono z ust bezdzietnej, więc niezbyt mnie przekonało…)
I na koniec najlepsze, zasłyszane od innej bezdzietnej:
”Nie zarzekaj się, że nie chcesz, bo pózniej będziesz chciała i nie będziesz mogła mieć, bo cię Bóg ukarze!” (Ponownie nie wdałam się w dyskusję na tematy religijne, stwierdziłam tylko, że w taki obrót spraw nie wierzę)
Ja po prostu lubię swoje życie bez dodatkowych obowiązków, jednakże nikogo nie zamierzam przekonywać, żeby wybrał sobie takie samo. Jeśli ktoś chce: niechże ma i 10 dzieci, skoro tego pragnie. Zaś jeśli nie chce: niech po prostu nie ma i już, tak jak ja.
Można mnie nazwać egoistką, wygodnicką damulką pozbawioną wyższych uczuć, ale… Dopóki ja nie ubliżam żadnej matce, nie pozwolę obrażać siebie.
ot ot ot! Buziaki 🙂
Po tym wpisie juz wiem,ze wiecej na bloga nie wejde. Tym razem, Radomska juz przegiela 🙁
Witam. Dobry tekst. Pozwolę sobie kilka słów napisać.
Jestem bezdzietna, starająca się..Mam bardzo dużo znajomych z dziećmi i bez dzieci…z którymi się spotykam najczęściej? A no z bezdzietnymi. Dlaczego? Bo z bezdzietnymi rozmawiam o sobie, o nich, o wszystkim. A z dzietnymi? „Co u Ciebie?” A moje maleństwo to i to… „Ok. Fajnie, a co u Ciebie? Tak poza tym?” A no bo maleństwo…
Raz spotkałam się z sytuacją, kiedy rozmawiając z matką dziecka na dość poważny temat, ona przerwała mi gugugagając do swojego dziecka. Zero szacunku do mnie…nie interesowała się zaproszonym gościem, czyli mną tylko na przymus próbowała zainteresować mnie swoim dzieckiem, mimo, że wiedziała, że dzieci nie są tematem, który przyszłam omówić. Gdybym była zainteresowana, zapytałabym!!! Wkurza mnie to, że matki narzucają innym temat rozmów jakim jest ICH DZIECKO! Nie ma innego tematu. Zdrowie, ekonomia, polityka, kwiaty itp. Nie. DZIECKO, KUPKI, KASZKI!
Ja sobie obiecałam. Jak przyjdzie do mnie koleżanka pogadać przy kawie, pogadamy o wszystkim a jak wykaże zainteresowanie kolorem kupy mojego dziecka to jej powiem ze szczegółami!
Chciałam na koniec napisać, że zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie mamy takie są. Nie chcę wrzucać do jednego wora matek maniaczek i matek trzeźwo patrzących na fakt, że nie każdego interesują ich dzieci ale wciąż chcą się spotkać i pogadać przy kawie o dupie maryni jak kiedyś.
Ewelka ja nie chce bronić takich kobiet, ale może rzucić ciut inne światło – moje dziecko absorbowało mnie przez pierwsze miesiące w zasadzie całą dobę, nie było innych czynności, zainteresowań, tematów nie związanych z nią. Kiedy widzę „matki oszołomki” to po prostu stwierdzam często, że to mechanizm obronny, one tracą kontakt z rzeczywistością, bo na inną rzeczywistość niż ich dziecko nie potrafią, nie mogą, nie są w stanie, nie mają jak lub też nie chcą sobie pozwolić. To jest wszystko prostez boku ” pozostan kobietą”, „pozostań partnerką”, „pozostań sobą i pielęgnuj swoje zainteresowania i pasje” – choćby się miało najbardziej wyrozumiałego aprtnera na świecie, to, szczególnie przy karmieniu piersią, dziecko będzie zabierać w zasadzie cały czas i większość obowiązków zostanie na barkach kobiety, bo to ona zwykle zostanie w domu. Po 4 miesiącach piekła, 2 cudownych w których byłam w stanie jeść, pisać, odpoczywać, nadeszło ząbkowanie. I zarywamy noce, ja padam ze zmęczenia, nie mam siły na nic, odsypiam kiedy mogę i nie wiem,co się dzieje na świecie. Ale ja mam taki charakter, że nie moge być tylko mamą, choć czasem mi się wydaję, że tak byłoby łatwiej i piękniej- nie mieć innych potrzeb poza patrzeniem na dziecko. Kiedy Lenka usypia, ja padam na ryj i mam do wyboru- pisać albo spać i wiem, że muszę pisać, bo się uduszę, trochę zazdroszczę tym tylko mamą, że przez swoje zatracenie nie mają poczucia zatracenia,straty. To działa na ich niekorzyść jako bycia człowiekiem poza macierzyństwem, ale jest taki poziom zmęczenia chyba, że rozumiem, czemu mogą mieć to w dupie albo ignorować.Pozdrawiam.
Myślę, że racja, zmęczenie…trochę wiem jak to jest, byłam z siostra po jej porodzie, wiem co przechodziła, zresztą miała depresję poporodową…Kurdę widzisz, teraz po Twojej odpowiedzi inaczej na to spojrzałam, może rzeczywiście to zmęczenie jest tak silne, że nie ma się ochoty po prostu na koleżanki i jej ploteczki ze świata mody, czy inne…no.. ok, czyli co? Nie zapraszać znajomych? Tylko dziecko, dom, sen, kupki, kaszki…Nie straszcie mnie, bo planuje 🙂 A nie chcę tak, chcę być szczęśliwą mamą, chodzić na spacery, spotykać się ze znajomymi i słuchać ich opowieści, nie zbywać ich bo mam dziecko…czas pokaże co ze mnie wyjdzie…Radomska lubię Twój blog, nie zmieniaj nic, bądź sobą… Napiszę Ci cytat z mojej tablicy na fejsie…
„Moje opinie są jak pierdy, trudno je powstrzymać, ale kiedy już dam im upust, wszyscy się zaraz o tym dowiedzą i zapewne przynajmniej jedna z osób opuści pokój…” także jedni wysłuchają i odejdą a inni zostaną z tobą, bo do nich docierają Twoje teksty 🙂
Witaj, jestem bezdzietną odwiedzającą od jakiegoś czasu Twojego bloga. Nie dlatego, że dziecko planuję, że się boję, ale zwyczajnie z ciekawości, tak jak czytam o modzie, polityce chociaż ani wielkim kreatorem ani premierem być w najbliższym czasie nie zamierzam. Fajnie się czyta Twoje teksty bo są autentyczne, nie koloryzują rzeczywistości ale dziś poczułam się dziwnie po dotarciu do ostatniej linijki.
Tak jak już ktoś wcześniej napisał również odniosłam wrażenie, że tekst skierowany jest do konkretnej osoby/osób a nie do ogółu bezdzietnych. Z tych kilkudziesięciu zdań bije chęć przekonania wszystkich i być może utwierdzenia samej siebie, że jest super. Pytam – po co Ci to ? Jak jest super, to Ty wiesz, nie musisz udowadniać tego najbliższym znajomym, którzy twierdzą, że Bebiko wyżera Ci mózg ani czytelnikom. My – normalne bezdzietne wierzymy na słowo, tym bardziej nie mamy potrzeby przekonywać Ciebie, że się mylisz i że jest inaczej. Rozumiemy, że radość z małej kupy dorównuje radości z nowej pary butów, mimo że jak mówi się za długo o jednym czy drugim to można rozmówcę zanudzić…
Ja odkąd pamiętam nie chciałam dzieci w młodym wieku i nie wiem czy w ogóle będę je miała. Gdybym została postawiona przed faktem dokonanym, nie miałabym wyjścia – musiałabym sprostać zadaniu i wychować tego małego człowieka. Czy byłabym szczęśliwa – nie wiem. Ale nie muszę, mam równie fajne chociaż inne życie i mogę Cię zapewnić, że żadna bezdzietna która jest szczerze zadowolona z własnych wyborów i braku posiadania dzieci nie będzie Cię przekonywać że wtopiłaś. Tak jak żadna szczęśliwa matka nie będzie przekonywać bezdzietne żeby koniecznie spróbowały bo jest super. Powiedzmy, że każda z nas znalazła to co ją uszczęśliwia i tego się trzymajmy, nie wartościujmy że osoba bezdzietna to od razu egoista a matka nadczłowiek bo na takich stereotypach można się przejechać. Nie wsadzajmy wszystkich bez dzieci do jednego worka tak jak nie robimy tego w przypadku matek bo w obu grupach mamy do czynienia z różnymi postawami, motywacjami i racjami.
Pozdrawiam
ok, jeszcze raz- nie chodziło mi o wartościowanie, a o napisanie, że jeżeli ktoś nie chc emieć dzieci i nawet jeżeli ma niezrozumiałe dla mnie motywacje tj. chociażby egoizm albo cokolwiek innego, COKOLWIEK- od wolontariatu po umiłowanie spokoju i ciszy, TO MI NIC DO TEGO. A nie, że bezdzietni to egoiści ;/
Nikogo nie próbuje przekonać, że jest super! Bo jest różnie i że jest różnie piszę!AAAa!!!! buziaki
Ola, to nie jest kwestia decyzji, czy i kiedy sie na dziecko zdecydować, tylko najprosciej rzecz ujmujac brak insktyntu macierzynskiego. Nie czuje potrzeby bycia matką. Zupełnie mnie to nie kreci, nie widze sie w roli matki i tyle. Jesli bym wpadła, a wszelkie badania wykazały ze dziecko jest zdrowe urodziłabym i kochała do nieprzytomności. Ale czy z tym dzieckiem byłabym szczesliwa? Tego nie wiem.
Autorka tekstu zaprzecza sama sobie. Dla mnie to jest bełkot mamusi, która sama przed sobą nie chce przyznać, że żałuje decyzji o dziecku.