List otwarty do Mai Bohosiewicz. I nie tylko, dlatego otwarty.

Droga Maju!

Pozwolę sobie pisać na „Ty”, bo sprawiasz wrażenie równej babki, które naprawdę mnie przekonuje. No i jesteśmy prawie rówieśnicami. Mimochodem i niecelowo podglądam Twoje poczyniania życiowo – artystyczne. A to zobaczę Cię, jak śpiewasz przebrana, a to przeczytam, że dołączyłaś do zacnego grona blogerów, a to, że jesteś w ciąży. Ostatnio natrafiłam na Ciebie w porannej telewizji, gdzie dzieliłaś się swoimi spostrzeżeniami na temat aktywności fizycznej w ciąży.

I mniejsza, jakie jest moje zdanie, na temat stylu życia celebrytów. Nie mój świat, nie znam się, widzę tylko to, co zechce obrzydliwie skomentować Pudelek, zakładam optymistycznie, że niegłupia i zadziorna z Ciebie baba. I tak jakoś, wzbudzasz moją sympatię.  I piszę z troski, uwierz.

Na podstawie Twoich własnych słów zakładam, że ciąża była dla Ciebie zaskoczeniem. W życiu niezależnej baby, która lubi decydować o sobie, nieprzewidywalne sytuacje potrafią wytrącić z równowagi, szczególnie, kiedy nie jest się tak pewnym siebie i odważnym, jak człowiek próbuje być i przekonywać o tym innych. Nie będę sadzić kocopołów, że będzie cudownie, a mała istota przysłoni, przynajmniej na jakiś czas, cały Twój świat. Będzie absolutnie różnie i przysłoni, ale jak dobrze to rozegrasz, to serio, zrobi Ci to dobrze. Choć teraz ta wizja wzbudza adrenalinę mieszaną z przerażeniem, chyba, że na siłę oddalasz od siebie wizję tego, co się będzie działo.

Wiem, że lubisz wbijać kij w mrowisko i być trochę niegrzeczna. Pokazywać tłumowi lub grupkom, że wcale nie jesteś taka, jak powinnaś albo jak się może wydawać. Tylko wiesz co? Po prostu trochę szkoda czasu. Twojego, bo inni zawsze znajdą chwilę, żeby podglądać ludzi z innego świata.

Piszesz o dotykaniu brzucha i o tym, jakie to opresyjne. Nie jestem w stanie uwierzyć, że ktokolwiek, kto zna Ciebie choć trochę, serio wyciągał łapy, żeby pomacać dziecko przez powłoki brzuszne. Bałby się. A poza tym ten problem jest naprawdę błahy – można komuś na to pozwolić lub nie i wrócić do swoich, ważniejszych spraw. Nie odwracać od nich swojej uwagi na siłę. Mówisz, że Twoje ciało jest Twoje, lubisz to, że było atrakcyjne i takie ma pozostać. A mi się właśnie wydaje, że chyba z tym lubieniem to u Ciebie nie do końca tak gra i śpiewa. Bo jak się siebie lubi, to się robi to po prostu, nie za coś, nie dzięki litrom wylanego potu i widocznemu kaloryferowi.Unikasz pewnie jak ognia wszystkich jednostek, głupich i mądrych, które pchają się do Ciebie z radami, co prowokujesz paradoksalnie sama, wystawiając swoje poczynania na widok publiczny. Dobrze wiesz, że wzbudzą kontrowersję, a potem dziwisz się, że borykanie się z komentarzami innych jest męczące.

Jeśli Twój lekarz wyraził zgodę, a Ty czujesz się z tym ok – to ćwicz. Biegaj i poć się. Gdzieś w moim Radomskim łbie zapala się czerwona lampka, powstaje pytanie, ile w tym radości, ile niezależności, a ile obawy o utratę kontroli nad swoim ciałem i życiem. Wszystko jest dobrze dopóki… jest dobrze, jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało. Dopóki nikt nie robi sobie ani komuś krzywdy. A ja zwyczajnie się martwię, o Ciebie i o te, dla których Twoja postawa jest sugestią na temat tego, co powinny.

Sytuacja nas, bab, jest cholernie opresyjna. Musimy być multi zadaniowe, seksowne, niezależne. Z jajami, ale nadal kobiece. Ciężko temu sprostać. Ciąży nad nami masa wkodowanych wymogów, widać to wówczas, kiedy spuszczamy się ze smyczy. Myślę sobie właśnie, że dlatego tak duża część z nas wykorzystuje okres ciąży na obżeranie się twierdząc, że kiedy jak nie wówczas, że w końcu im wolno. „Wolno”, jakby ktokolwiek kiedykolwiek otwarcie tego zabronił. Niby nie zabronił, a jednak wiadomo, że jest „zakazane”.

Macierzyństwo to jest mamy rozpierdziel emocjonalny, roller-coaster i sinusoida, którą już pewnie fundują Ci hormony. Jazda bez trzymanki i albo można drzeć japę z przerażenia albo czerpać z tej adrenaliny. Najczęściej jedno i drugie, na raz albo jedno po drugim. Ale wiesz co?

Ja wierzę, że ludzie, którzy nigdy nie widzieli siebie w roli rodziców, mogą się w tej roli sprawdzić naprawdę dobrze. Mogą wymiotować ze strachu na myśl o porodzie, nienawidzieć zarywania nocy, nie ogarniać tych wszystkich tematów związanych z opieką, karmieniem i wychowywaniem, które o dziwo nikt nie wkłada nam do łbów w czasie wydobywania z brzucha dziecka. Z całego serca żałuję, że wielu moich znajomych nigdy nie zdecyduje się na dziecko z przekonania, że nie dadzą sobie rady. Ok, pewnie wyliby do księżyca widząc obrzygane oblicze siebie z podkrążonymi oczami, ale uważam, że fajni ludzie powinni mieć dzieci, bo one też z dużą dozą prawdopodobieństwa mogą być fajne. I to nawet wychowywane w sprzeczności z obowiązującymi normami, z masą błędów i rzucanych pod nosem kurw. Dzieciństwo to wbrew pozorom cholernie krótki okres życia człowieka. A kształtowanie jednostki, wyplutej z siebie, ale kompletnie różnej, jest serio fascynujące.

Piszę to wszystko, żeby Ci powiedzieć, że sama znajdziesz swoją drogę albo przynajmniej będziesz jej szukać. Żadna rada, żadna rozmowa, żaden człowiek Cię na to nie przygotuje. Uśmiecham się do Twojej taktyki – odwracania uwagi, bagatelizowania i ośmieszania tego, co w istocie ważne i tego, co przeraża. To Ci jednak nie pomoże poczuć się dobrze. Jedyne, co może, to jak najszybsze oswojenie się z myślą, że stracisz kontrolę. I że to nic złego. Naprawdę, nie będąc już niezależnym, absolutnie wolnym i będąc odpowiedzialnym za kogoś i niewyspanym, można być szczęśliwym.

Domyślam się, że najbliższy czas będzie dla Ciebie wyzwaniem. Kurde, ale przecież lubisz wyzwania? Na jakiś czas Twój świat stanie na głowie, ale się nie skończy. Ba, wierzę, że dopiero tak naprawdę zacznie, ale obiecałam nie sadzić kocopołów macierzyńskich, żebyś nie dostała wysypki.

Nie dałam się nabrać. Na to, że na pohybel wszystkim będziesz sobą i będziesz płynąć pod prąd. Nie wierzę w gadki o tym, że wstawanie o 4 Cię uszczęśliwia. Mam wrażenie, że paradoksalnie, im częściej mówisz o swoich planach, działaniach, pewności i przekonaniach, tym bardziej dajesz do zrozumienia, że (JAK KAŻDA Z NAS W TAKIM MOMENCIE ŻYCIA) robisz w gacie ze strachu. Ty lubisz wbijać kijki w mrowiska, a ludzie obrzucać tych, którzy się wychylają, błotem. A w tej sytuacji naprawdę szkoda na to Twojej energii.

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie niepokoi. W świecie, w którym tak ważny jest atrakcyjny wygląd przeraża mnie to, że kobiety nawet w tak monumentalnym momencie życia, jakim jest ciąża, wydawanie na świat nowego człowieka, potrafią tyle uwagi poświęcić temu, czy… będą atrakcyjne. Czy będą wyglądać tak samo. Czy nie przytyją. Za moment będziemy prosić w czasie porodu o liposukcję, a dzieci oddawać do okien życia, żeby mieć czas, bo sił nie bardzo, na trening. Żeby przypadkiem nasze ciało nie odnotowało czegoś tak spektakularnego jak to, że wydało na świat inne ciało. Żeby w całej tej sytuacji, w której jest tyle niewiadomych, mieć kontrolę przynajmniej nad swoją talią.

To nic złego być egoistą i ba, wiele z nas, matek, zapomina o tym, że być nim trzeba. Nie oszukujmy się jednak, nie wszystkie matki są świadome, światłe, rozsądne. Niemal wszystkie czują się zagubione. Pomyślałaś, że w całym tym bajzlu i przerażeniu, które dobrze już pewnie znasz, jakaś oglądająca Cię mama poczuje, że powinna natychmiast zacząć ćwiczyć i na własną rękę prężyć się na macie? Pomyślałaś, że może zrobić sobie krzywdę? Albo po prostu poczuć się ze sobą źle, że nie wygląda jak powinna i zamiast cieszyć się z bęca, który tętni życiem, zamartwiać się, czy nie będzie płaski? Opresja to żadna wolność.

Przesrane jest być babą. To my, nadal, musimy się opiekować, wiedzieć, czuwać. Do tego godzić to z samorealizacją. Jak? Nikt tego nie uczy. Dodawanie sobie jednak zmartwień, z pewnością nie pomaga.

Nie mam dla Ciebie żadnych złotych rad. Takie nie istnieją. Po prostu trzymam kciuki za to, żebyś szybko odnalazła się na nowym poligonie. Żebyś z otwartymi ramionami przyjęła tą utratę kontroli, bo ta, może nas albo doprowadzić do furii albo – wyluzować, wyciszyć, nauczyć patrzeć z innej perspektywy. Jakkolwiek to nie brzmi, pojawienie się cholernie ważnego człowieka w życiu człowieka, który sam dla siebie był ważny, ale i krytyczny, wymagający, często niesprawiedliwy, robi dobrze na głowę. Nie ma czasu na rozkminianie. Szkoda go na pretensje, lepiej się wyspać, odpocząć. Nauczyć być w jednym miejscu i wykonywać jedną czynność. Polubić siebie, nie za coś, ale tak po prostu.

A utraty wolności się naprawdę nie bój. Dowcip polega na tym, że to, co będzie wykańczającą rutyną i nadludzkim wysiłkiem, będzie tym, za czym chwilę później możesz zatęsknić. Pieprz innych, mnie też. Nie jesteśmy ważni. Tylko Ty i ten chomik na amfie pod Twoim sercem i przestań się tak przed tym bronić. Nikt nie bał się mniej, nie wiedział lepiej i nikt nie ma prawa oceniać.

Po prostu fajnie byłoby, jakbyś była szczęśliwa. A piszę Ci o tym, bo sporo swojego czasu zmarnowałam i bardzo mi go szkoda. Nie, nie tych miesięcy spędzonych w domu i nieprzespanych nocy. To małe, pyskate, moje, nauczyło mnie więcej niż wszyscy inni przez całe życie. Jaraj się tą lekcją, Majka. Będzie przerażająco fantastycznie. Albo tylko przerażająco momentami 😉

Wierzę w Ciebie, serio serio! I pozdrawiam. Tak jak każdą, którą paraliżuje strach. Jak siebie sprzed trzech lat. Mam nadzieję, że ktoś przekaże Ci te słowa i że dotrą. Trzymaj się!

Radomska – od zawsze. Matka od 2,5 roku.

38 komentarzy
  1. Brawo!!!!!!! Ja matka od 7 mcu,pamiętam jak te mega chude a w ciąży celebrytki wywoływały u mnie poczucie winy: ze może za dużo jem,że za mało ćwiczę, ze mój brzuch kurczę taki wielki i jak ja będę wyglądać później,itp. A one wszystkie po porodzie w max miesiąc wracały do figury sprzed. Daje to na dekiel jak nic ale trzeba powiedzieć sobie stop. Patrzymy na siebie a nie na innych,róbmy po swojemu a nie po ichniemu a wtedy będziemy szczęśliwe. Pozdrawiam Cie Radomska jak zawsze ? Świetny tekst

  2. Brawo! W samo sedno! Tylko po co? Przyjmujesz rady od obcych? Ja unikam… A do Pani „celebrytki”, która ma nad wszystkim kontrolę ten tekst na pewno nie dotrze w sposób jaki miałaś na myśli ;-).
    Gratuluję odwagi!

    1. odwagi? Nie liczę, że dotrze, ale może dotrze gdzie indziej, bo świadomość tego, że większość kobiet albo w ciąży się obżera albo nie śpi po nocach z obawy przed utratą talii, mnie przeraża…

  3. ten list bardzo trafia w moje obserwacje, doświadczenia, przemyślenia, przerażenia. i w euforyczne uniesienia także. patrząc na różne typy macierzyństwa wokół, rejestrując presję napływającą do nas z różnych źródeł – życzliwych i bardziej opresyjnych też, przyglądając się z wypracowanym dystansem walce o dusze, portfele i umysły zmagających się ze światem (co z wnętrza i z zewnętrza) matek – WYCOFUJĘ się na swoje pozycje coraz bardziej. i odnajdując siebie w twoich słowach, boję się jednak, że to, że przeszłyśmy te swoje matczyne meandry (nawet jeśli podobne się wydają) nie czyni z nas ekspertek. bo każdy ma swój cudowno- paraliżujący wydany na świat meander. i może właśnie wystąpienia i problemy celebrytek w stylu by maja bohosiewicz właśnie dobrze, że są? pozwalają zamotanym złapać ten moment, kiedy już jest „to much”, „za daleko” i że „to nie dla mnie”. i można wtedy zobaczyć tę granicę, za którą pojawia się karykatura, parodia , przegięcie po prostu. ale przegięcie dla mnie, dla ciebie , może jeszcze dla kogoś. ale nie dla mai bohosiewicz . dajmy jej myśleć (daj boże! 🙂 tak, jak uważa za słuszne.

  4. Piękne, a to że kierujesz je akurat do konkretnej osoby… Dzięki temu twój tekst dotrze do większej liczby przyszłych mam, więc nie widzę w tym nic złego.

  5. Przesadzasz. Nie śledzę kariery tej laski, nie ziębi mnie ona i nie grzeje, ale z Twojej wypowiedzi wywnioskowałam, że kobieta w ciąży powinna cieszyć się z tego, że nic nie musi, z radością leżeć przed telewizorem z kubełkiem lodów. Z jednej strony hejtowanie matek, że nie ćwiczą i nie dbają o siebie, z drugiej kiedy są aktywne. Widać polskiemu społeczeństwu nie dogodzisz. W komentarzu pod postem napisałaś, że skoro opisuje to, że ćwiczy, wstawia zdjęcia to jest to nieszczere i pod publiczkę i próbuje ukryć to, że jest zakompleksiona. Kiedy wyszłaś za mąż wstawiałaś trylion zdjęć ze ślubu i sesji ślubnej. I fajnie, miałaś prawo się tym cieszyć. Ale wszystkie nie zamężne mogły wtedy stwierdzić, że to nie szczere, że afiszujesz się pod publiczkę, bo przecież szczerze i prawdziwie możesz się cieszyć tylko w domowym zaciszu. Jakoś nigdy nie miałam figury modelki, ani przed ani po ciąży, ale zdjęcia celebrytek nie wzbudzają we mnie poczucia niższości. Jeśli jakaś kobieta faktycznie ma z tym problem, to niech się za siebie weźmie a nie beczy, że telewizja promuje tylko anorektyczki.

  6. Kobiety wszystkie dzieciate lub nie.. Figura kobiety jest wynikiem Akceptacji lub Motywacji.. Jakby nie patrzeć trzeba coś wybrać… Pozdrawiam Mama 2,5 letniej córki i instruktor pilates. 😉 list sedno jak zwykle 😉

  7. Czytam..i nie wierzę. Kochana zajmij sie swoim życiem,a nie cudzym. Twoje dobre rady mogą być dla kogoś złymi. Każdy powinien decydować o swoim zyciu. Każdy jest kowalem swojego losu. .

  8. Tia.. celebrytki…i ta ich obsesja wyglądu. Zaraz po porodzie na fitnesy itp. a dziecko na sztucznej mieszance. Bo nie mam czasu siedzieć w domu z dzieckiem, mam tyle zajęć. Lecieć na zakupy, z koleżanką na kawkę itp. no i od razu wrócić na scenę! Bo jeszcze o mnie zapomną. Muszę poza tym być „mamą aktywną” – tak teraz piszą w parentingowej prasie i mówią w telewizji śniadaniowej. Ech straszna jest ta moda na niezależność, nowoczesność w negatywnym znaczeniu. Przez tę aktywność i modę coraz więcej kobiet karmi dzieci swoim mlekiem tylko kilka mcy , 2 no maks do pól roku . A potem już wszechobecna reklama robi wodę z mózgu takiej mamie , bo przecież „karmiłaś pól roku (hoho jak długo!) ,a teraz już możesz podać nasze super mleko, dzięki któremu dziecko będzie mądrzejsze i sprytniejsze, bo zawiera extra-formułę-jakąś-tam”. A to bzdura. A dziecko powinno być na matczynym mleku do ok. 2 lat (najlepiej do samoodstawienia). Żadna mieszanka nie zawiera tego co mleko ludzkie i nie będzie zawierała. Ech ręce opadają, niestety tv i celebrycki świat jest mocno opiniotwórczy. Ludzie jak by wyłączyli myślenie , a kobiety dodatkowo instynkt.

      1. Sylwia, nie sposób w komentarzu, ale poza przeciwciałami, które potrafią się wytwarzać wraz z pojawieniem się infekcji u dziecka i jego zetknięciem z brodawką, mleko zmienia swój skład w zależności od pory dnia jak i wieku dziecka – zawsze zaspokajając zapotrzebowanie na wybranym etapie. w nocy staje się gęstsze i treściwsze, w dzień bardziej lekkostrawne. poza tym – w chwii, kiedy dziecko zaczyna ząbkować, produkuje fluor, zmniejsza ilość cukru, żeby chronić zęby.
        O składzie i właściwościach mleka (np. o tym, że są w nim komórki macierzyste, zdolne do przemiany w każdą komórkę organu naszego ciała, te komórki tak cenne w krwi pępowinowej) przeczytasz na blogu Hafija.pl
        ja dodam tylko dwie kwestie: wyleczalność wcześniaków w stanach karmionych mlekiem ludzkim jest większa o blisko 70 procent niż modyfikowanym. Dzieci, którym podaje się ludzkie mleko w czasie choroby nowotworowej, otrzymują porcję kmórek macierzystych, a przeszczepy komórek to jedna z najskuteczniejszych metod w walce.

        Co mleko matki można bez końca. Mleko modyfikowane to mleko krowie. DLa cieląt, które w dobie po porodzie muszą stać na własnych siłach. człowiekowi zajmuje to ok. roku. Człowiek potrzebuje stymulacji innych organów, składników, mikroelementów. Skład kaloryczny mleka krowiego jest także dostosowany do cieląt. Dlatego dzieci na mieszance są większe, szybciej tyją. Trawienie mieszanki jest szkodliwe dla ich jelit, jej jedzenie – dla kości, prowadzi się badania nad korelacją między mm a oestoporozą. Każda mama ma wybór, o ile ma wiedzę, żeby ten wybór był świadomy. Pozdrawiam.

        1. czy aby na pewno mleko modyfikowane to mleko dla cielaków? myślisz, że produkując proszek dla niemowląt skład kaloryczny dostosowywany jest do cieląt? tylko po co?
          dlaczego trawienie mieszanki miałoby być szkodliwe dla ich jelit, jej jedzenie – dla kości?
          dodam jeno, że nie liczyłam na Twoją odpowiedź i nie celowałam w Ciebie odpisując na komentarz, chciałam zagadnąć autorkę komentarza, ponieważ jej komentarz zadziałał na mnie jak elektroniczny pastuch na owce. Przecież każda ma swój rozum, każda wie co DLA NIEJ i dla jej dziecka najlepsze.
          Ośmielę się twierdzić, że lepiej dać mleko modyfikowane (nawet jeśli panuje teoria, iż jest to mleko dla cielaków) niż dać się traktować jak dojna krowa

        2. Czasem matka nie ma wyboru. Czasem dramatyczna sytuacja decyduje o tym, ze mimo najlepszych chęci ze strony matki dziecko jest na mleku modyfikowanym. I o ile to nie jest z powodu lenistwa (czy też brutalniej – głupoty) szanownej rodzicielki to,moim zdaniem, nie mamy prawa takiej matki oceniać. Jestem taką matką. Pierwsze dziecko karmione piersią ponad rok (póki samo się nie „odstawilo”). Drugie – wcześniak z za niską wagą urodzeniową – po miesiącu życia przeszło na modyfikowane (specjalistyczne). I mogłam walić głową w ścianę i wyć po nocach, że nie karmię piersią, ale rzeczywistości zmienić nie mogłam. Jedyna ulga, że rośnie zdrowy (i na pewno nie jest tłusty?). I nauka, żeby nikogo nigdy nie oceniać z góry.

  9. Tu są dwie zupełnie różne sprawy. Jedna, że na kobietach potwornie wymusza się troskę o figurę, z różnych powodów, nie powinno się, zwłaszcza w ciąży, zgoda. Ale kwestia priorytetów w ciąży to jest ogólniejsza sprawa. Uważasz pewne rzeczy za a)super b)konieczne elementy macierzyństwa, bo Tobie się tak przytrafiło i przyniosło spełnienie – ogromne emocje, zatracenie, uczenie się lekcji życia od niemowlęcia itp.. Jak ja czytałam tego typu teksty w ciąży, o tym, jak to na pewno strasznie się boję, jak to mi się wszystko zmieni, jak to będę musiała poddać się jakimś wielkim turbulencjom, zatracać, uczyć od dziecka, oddawać kontrolę, wolność, i doznawać mistycznych przeżyć, bo takie to będzie wszystko szalone, to dopiero żałowałam, że zaszłam. Po Twoim liście waliłabym głową o ścianę z rozpaczy. A potem okazało się, że niepotrzebnie się denerwowałam, że ja akurat mam zupełnie inaczej, bez tych skrajnych emocji, adrenalin, utraty wolności, która ma być jednakowoż taka piękna, bo ktoś tak w necie napisał, chociaż nigdy mnie to nie przekonało, a przede wszystkim bez jakichś kolosalnych zmian. Może zamiast wystosowywać wychowawcze listy otwarte pozwól dziewczynie, żeby miała takie priorytety i emocje, jakie ma, a nie jakie Ty uważasz za jedynie możliwe, a może i właściwe? Ludzie naprawdę mają różne pragnienia, i różnie macierzyństwo można przeżywać, niekoniecznie tak potwornie intensywnie, żeby nie można było przejmować się już tym, czym człowiek się przejmował przed ciążą. Oczywiście, to Twój blog, nikt Ci nie zabroni opublikować listu do kogokolwiek, ale takie pouczenia są naprawdę zbędne kobiecie w ciąży, jeśli wolno mi, jako byłej kobiecie w ciąży, wystosować tu taką otwartą odpowiedź.

    1. może masz rację, może inaczej interpretuje się pewne pojęcia przed i po porodzie. Tyle, że jak świat światem, wszystkie ciężarne chciałyby się móc jakoś przygotować, a jedyne, co ja chciałam powiedzieć to – odpuść, jaraj się tym, co masz, nie wybiegaj w przyszłość i przeszłość. To chyba nie sa zanadto krzywdzące porady? Poza tym dzielę się osobistymi spostrzeżeniami, jak zawsze, nie mówię nikomu jak ma żyć a już na pewno nikogo nie zmuszam do przyznawania mi racji! I NIE, nie wierzę w jedyną właściwą drogę i rozwiązania! I nie pouczam, naprawdę nie, to był tekst z serii „napijmy się piwa i ogadajmy” a nie „siadaj, słuchaj, bo gówno wiesz”. Przykro mi, że tak go odbierasz..

  10. A ja czytając Twojego bloga często donoszę wrażenie że jesteś strasznie pewną siebie osobą bardzo chętnie pouczającą innych- niby rad nie daję- bo sie nie da, ale swoją opinię wykładam, czym to się różni?
    Tak sobie myślę śledząc twojego bloga i wpisy na fb że to życie z dzieckiem i mężem cos ostatnio zaczęło Cię przytłaczać, niby wielka miłość a wpisy…same o sobie mówią, niby robisz to z jajem (jak sama mówisz), tylko mam wrażenie że momentami tylko Ty ten żart rozumiesz, i jest to właśnie nieszczere, bo niby żart a z drugiej strony głos sfrustrowanej kobiety, która gdzieś źle wybrała, nie jest tam gdzie mogłaby być i doskonale o tym wie,kredyt, dom, przeprowadzki, praca, dziecko na koniec mąż króry ma już wszystkiego dość, chodzi mi o Twoje wysokie ambicje, może dla niego zbyt wysokie ( tak odczytuję z ostatnich wpisów na fb). Wydaje mi się że godzieś w życiu straciłaś swoją szansę na wygodniejsze życie i tu Cię boli. Jedziesz po celebrytach, a mam wrażenie że sama chciałabyś być jedną z nich, o której mówią (oczywiście tylko dobrze, bo pamiętam pare razy jak kroś wyraził swoja opinię niepochlebną na temat TWoich tekstów, stawałaś murem, bo przecież możesz to Twoje zdanie, moim zdaniem nie potrafiąć obiektywie tego przyjąć) która ma wygodne zycie, bo sama przyznaj że gdyby wasz miesięczny zarobek wynosił np z 20 tys , nie musiałabyś borykać się z codziennymi dylematami, zapłacić rachunek czy iść na maseczkę do kosmetyczki, albo kupić córci coś ekstra, albo wypad na weekend może na narty, albo ciepłe kraje;) Ty wolałabyś wygodniejsze życie, a niestety jesteś tam gdzie większość z nas młodych małżeństw, licząć czy starczy kasy do perwszego;) moim zdaniem ten wasz związek długo nie potrwa, masz normalnego pracowitego faceta u swojego boku, czego nie jedna pewnie Ci zazdrości, ale wydaje mi się że swoim ambicjami go trochę przytłaczasz, jeśli mogę dać Ci radę zajmij się mężem, bo wydaje się być tego warty, a olej tego bloga i fb na który wykładasz prywatne życie, bo długo tak nie pociągniecie, mam nadzieję że się mylę i doskonale dogadujecie się z mężęm i jemu to nie przeszkadza, wnioskuję tylko i wyłącznie z wpisów, na które ja osobiście nie zdecydowałabym sie w sieci,to co jest między Wami powinno tam zostać a nie wywlekane na forum.
    Mam nadzieję że to co napisałam da Ci do myślenia, a jeśli nie tobie to może jakiejś czytelniczce, choć MAM WĄTPLIWOŚĆ…;)

    1. O Jezu, jaka analiza 🙂 Wbrew pozorom doceniam, że chciało Ci się aż tyle czasu poświęcić, natomiast już wyjaśniam: Z mężem dogaduję się jak pewnie każda żona, awantur i jaj u nas nie brakuje. Na temat tego, co mam, ciężko mi się wypowiedzieć, tak, kiedy rodziłam dziecko wydawało mi się, że zawalił się świat i moje ambicje zdechły, ale dziś moje ambicje to po prostu zdrowie i spokój (dlaczego, o tym za chwilkę). Nigdy nawet nie marzyłam, że mając 27 lat będę miała stałą pracę, zlecenia, wymarzone, duże mieszkanie i że moje dziecko będzie spało ciągiem kilka godzin z rzędu.
      Pozwól, że sama będę decydować o tym, czym i kiedy się zajmuję. Obydwoje z mężem mamy swoje niezalezne pasje i nikomu nie dzieje się krzywda. Czy nas związek przetrwa to też raczej tylko nasze wyzwanie. Już bardzo dawno nie wywlekam brudów na forum, blog nie am już dla mnie funkcji terapeutycznych i dowartościowujących, jest zupełnie obok. A że piszę o codzienności – coż, żyję nią i ona mnie inspiruje, zawsze inspirowała, a wykpiewanie tego, co jest dla mnie wyzwaniem to dla mnie metoda na przetrwanie.
      Nie dałaś mi do myślenia, bo nie masz racji, aczkolwiek rozumiem, skąd takie wrażenie, tylko też nie do końca mam wpływ na to, jak zostaję odbierana. Dlatego też list nie ejst tylko do Mai, a raczej do mojego wyobrazenia o niej, które absolutnie może być mylne. Z bloga i pisania nie zrezygnuję, bo to kocham, po prostu.
      Jeśli chodzi o Twoje doszukiwanie się drugiego dna – od kilku lat walczę z depresją, a raczej z jej nawrotami, jestem na lekach, moje stany wynikają z obciążeń genetycznych i nie bardzo mam na to wplyw, po prostu leczę się, chodzę na terapię, przyjmuję tabletki, które aktualnie mocno utrudniają chociazby jedzenie, ale mimo to staram się cieszyć życiem, doceniać i jarać. Zdawać sobie sprawę, że mam to,co chciałam. I że muszę powalczyć o swoje zdrowie, żeby bardziej się tym jarać. A śmianie się na blogu zwyczajnie mi w tym pomaga, a jeśli komus przeszkadza to ma problem i może go w bardzo łatwy sposób rozwiązać.
      Widzisz moja droga, ja nikogo nie przekonuje na siłę, siebie też nei, że jestem mądrzejsza, ładniejsza, szczęśliwsza, mam lżej czy lepiej. Raczej staram się równowazyć komunikaty, bo prawda zwykle lezy po środku. Po prostu. Jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas i uwagę, mimo, że jak dajesz mi do zrozumienia, to, co robię, nie spotyka się z Twoja sympatią i uznaniem. W razie jakichkolwiek pytań i WĄTPLIWOŚCI zapraszam: radomska@mamwatpliwosc.pl

  11. „jest dobrze dopóki…..jest dobrze” – Radomska jesteś w porównaniu do mnie DUŻYM BLOGEREM że się tak wyrażę, żebyś lepiej zrozumiała napiszę że ja w porównaniu z Tobą jestem płotką, a płotki nie komentują zazwyczaj u tych dużych (przynajmniej takie jak ja), bo nie chcą być posądzane o przebijanie się mimo wszystko. Ale teraz kończąc 29 tydz. mojej drugiej ciąży nie pozostaje mi nic innego jak tylko przyznać Ci rację i ukłonić się w Twoim kierunku, kult pięknego (jakiekolwiek by ono nie było) ciała przysłania za wszelką cenę rzeczy ważne i ważniejsze, a ciężarne są na każdym kroku pod obstrzałem, nie tylko ze względu na to że są w ciąży i znajdzie się na to tysiąc mądrych rad, ale też dlatego że wmawia im się że jak przytyją 30 kg. to NA PEWNO będą nieszczęśliwe i MUSZĄ robić coś z sobą już będąc w ciąży…. I one biedne jak tylko świat się dowiaduje o stanie błogosławionym ciągle coś MUSZĄ….i zostaje im to do końca życia bo przecież później są matkami i także MUSZĄ, a do tego jeszcze MUSZĄ być przy tym szczęśliwe, bo jak nie będą to ich dzieci też nie będą. Nie wiem o co chodzi z tą oto personą do której wystosowałaś ten list, bo celebrytów mam w głębokim poważaniu, ale list sam w sobie jest tak mądry że przeczytałam sobie go kilka razy – i wcale C nie słodzę bo chcę się podlizać, ja nie z tych….pozdrawiam PR

    1. Po pierwsze, jakie to ma znaczenie kto ma jakiego bloga, kiedy się człowiek dzieli opinią? Moja tak samo ważna jak twoja, a że akurat tu podobne, to miło. Po drugie, bo ta Majka to taki pretekst, milo, że wyhaczyłaś, bo widzę, że nie wszyscy.. I tak, matka MUSI dużo i albo się nauczy odpuszczać i luzowac majty albo się wykończy, bez względu na to, kogo słucha, nie da się wszystkich i już. tyle. aż. Proste. i cholernei trudne. zadne tam recepty, bo takich nie ma. ściskam. !

      1. 🙂 właściwie to żadne to ma znaczenie – to z tym blogiem, to nawet nie było bezpośrednio do Ciebie – tylko do tych którzy wchodzą, czytają, nie komentują, ale później pitolą że u tych bardziej znanych komentują tylko Ci którzy się wybić nie mogą a bardzo chcą być zauważeni. Znam takich z autopsji i wiem że i tutaj też zaglądają. Harpie Pozdrawiam ! A Ciebie również ściskam mocno – na prawdę dobrze sie czyta ten tekst!

  12. wypowiadanie się na forach publicznych należy u mnie do rzadkości, znaczy to tyle, ze bardzo ujął mnie ten tekst. Mam 28 lat i boję się ciąży, „nie planuję jej jeszcze ” ale gdybym zaliczyła wpadkę to pewnie byłabym mocno załamana, a dlaczego ? już wyjaśniam : jestem kobietą silną, otwartą, nie rozpaczam gdy zostanę skrytykowana , mocno stąpam po tym świecie ale bezgranicznie boję się tego co o ciąży przekazuje mi otoczenie. Od nastolatki mama powtarzała mi, że ciąża to olbrzymia odpowiedzialność, płacz, pieluchy, zero imprez, rycząco – plujące dzieci itp i to podejrzewam uchroniło mnie przed głupimi decyzjami wieku dojrzewania , i dobrze ! ale jakoś tak wszystko mocno zakorzeniło się w mojej głowie, ze sobie nie poradzę, że rozstępy że nastoje, że wymioty i boję się tego jak cholera choć w głębi serca wiem, że dałabym radę bo jestem mega odpowiedzialna i nie jestem próżna. Odsuwam od siebie tą decyzję bo praca nie taka bo domu nie ma i myślę, że może po trzydziestce , że tyle kobiet rodzi po trzydziestce i jest ok, że dają radę to może i ja nie muszę się śpieszyć, może ja jakoś dojrzeję… Prawda jest taka że moje jajeczka się starzeją szybciej niż myślę i może zdarzyć się tak że nigdy dziecka mieć nie będę! Perfekcja czasem zjada mnie, kobietę od środka, strach przed tym, że będziemy grube , że gdzieś nam wywali rozstępa i nie pokarzemy się już w seksownym bikini na plaży i że nasza wagina będzie wyglądać jak po wojnie światowej , sprawia że decyzja o dziecku podświadomie zostaje przesuwana jak wizyta u dentysty gdy nie boli nas jeszcze ząb. wiem że to głupie myślenie ale nie mogę się się z tego wyrwać, przytłacza mnie to i boję się że kiedyś na dziecko będzie za późno …

    1. Elu, jeśli oczekujesz ode mnie rady, to przykro mi. Sama nigdy nie chciałam dzieci. I każdy argument na nie był wystarczający. przerażalo mnie i paraliżowało – i świadomość utycia i odpowiedzialności za kogoś. I nie wiem, czy kazdy będzie mial tak samo. Zaszłam, musiałam się oswoić, dziecko mnie uszczęśliwia i wykańcza naprzemian, w lustro chwilę po porodzie nie aptrzyłam, miałam gdzieś, a jak się ogarnełam to zaczęłam coś robić ze sobą, dla siebie. powoli. w rytmie swojego zycia i dziecka. Jasne, że dasz sobie radę. Jeśli teraz jestes szczęśliwa i spelniona, z dzieckiem też będziesz.

      1. zapomniałam dopisać, że fajnie piszesz :)post bardzo mi się spodobał , bo był do (przyszłej) mnie, wiem to 🙂 mam nadzieję ze już niedługo zbiorę się na odwagę i zaryzykuję ściągnięcie małego bobaska na świat i gdy będę w ciąży to zluzuję poślady a jak nie to przeczytam ten post znów 😀 troszkę goryczy wylałam ,tak mi się zebrało jakoś , bo te wymagania wobec kobiet to czasami jakiś kosmos , a wiem że po części same je sobie tworzymy . pozdrawiam 🙂

  13. ja to tak sobie myśle, że aktorki itp to mają troszkę inaczej, niż my, mamy w pracy, tzw korpo, czy mamy mające własne firmy. Majka także mi sie podoba, babka z jajem , młoda, otaczająca się ludźmi z TV, lubie ją za dystans, i poczucie humoru….ale widziałyscie celebrtyki jak zwał tak zwał, aby były rok na zwolnieniu macierzyńskim? pracują „ciałem” ich ciało to rekwizyt pracy, więc ja się nie dziwie, że dziewczyna juz jakby na zapas myśli o powrocie do formy. Ma pewne zobowiązania w teatrze, filmie, tak działa ten przemysł to wszystko. Ćwiczy? ok, jak może , ma siłe, na pewno dziecku krzywdy nie zrobi jak wzmocni mięśnie nóg, rąk, przecież brzuszków nie robi. Znając life zobaczymy ja szybko (jak siostre) oby nie po tygodniu od porodu 😉 Jedyna ważna rzecz, z której warto zdać sobie sprawe, to to, że czas szybko płynie, można dużo momentów przeoczyć, małe bobasy szybko rosną, potrzebują mamy, bliskości, nie niani czy nawet najlepszej babci…. „ścianka” może chwilke poczekać….ejmen

  14. hmmm ciąża zawsze myślałam, że jest to piękny czas dla każdej kobiety przed przyjściem na świat małego człowieka.
    Otóż zdanie zmieniłam odkąd sama zaszłam w ciąże. Sam początek, pierwsze trzy miesiące wspominam miło. Waga podniosła się tylko o 2 kg, mój biust powiększył się z miseczki B do D, ekstra. Niestety później straciłam kontrole nad swoim ciałem, przytyłam 10 kg a jestem dopiero w 6 miesiącu i czuje się jak chodzący słoń. Stając przed lustrem czuje się brzydka i gruba. Musiałam zrezygnować z aktywnego życia które kocham, pozostały mi tylko zajęcia z jogi ;(
    No cóż trzeba się z tym pogodzić i cierpliwie czekać na koniec przygody z ciążą. Podnoszą mnie na duchu zdjęcia małej Basi z Usg, która jest słodką dziewczynką, akrobatką która lubi trzymać nogę na głową – a mama dziwi się, że żebra ją bolą 😉
    Świetny post pozdrawiam!!!

    1. W 3 trymestrze to już cięzko czuć się seksownie, a może tez dlatego, że w zasadzie zawsze wymaga się od nas atrakcyjnego wyglądu i super formy? JA pod konie codpuściłam, chciałam umrzeć jak orka nwyrzucona na brzegu morza, czekając aż rozprują mnie kłusownicy albo mąz nożem kuchennym, bo tak marudziłam… 🙂 Ale to ciało mi dało Lenkę, akrobatkę, świra, cud – niech wisi, ja postoję i popatrzę nie mogąc uwierzyć, jaka jestem mu wdzięczna i jak je lubię za to 😉 Ucalwoania w pępek dla Baśki! Nie przegap tego czasu, nie wróci. Teraz się nie drze w nocy przynajmniej :D:D:D:D

  15. Po przeczytaniu tego listu mam wrażenie, że istnieją dwie Maje i czytałyśmy (oglądałyśmy) wypowiedzi innych kobiet. Aktywność fizyczna w zdrowej ciąży jest wskazana, zalecana i świetnie, że ktoś w końcu promuje ruch w ciąży. Jest to świetna inspiracja dla wielu dziewczyn, potwierdzenie, że te 9 miesięcy to nie leżenie plackiem na kanapie czy przy muszli klozetowej. Można a nawet trzeba się ruszać, nie tylko dla zdrowia własnego, zdrowia dziecka ale też łatwiejszego przebiegu porodu. Bonusem jest ciało, które nie będzie powodem kompleksów i łez, bo przez ciążę przejdzie gładko a po ciąży szybko wróci do siebie. Kobiety, które były aktywne bardziej cierpią z powodu konieczności porzucenia tej aktywności niż z presji szybkiego powrotu po porodzie do formy. I nie rozumiem naprawdę dlaczego ktoś forsuje swój pogląd – że przecież trzeba w jakiś dziwny i mistyczny sposób jarać się ciążą, że w ciąży nie powinno się zwracać uwagi na siebie ale na ten mistyczny czas. Patrząc na Maję Bohosiewicz widzę szczęśliwą dziewczynę, przyszłą matkę, która cieszy się z tego, co ma i z tego co nadchodzi a jednocześnie nie straciła własnego życia. Jest wzorem do naśladowania a nie przykrych uwag. Każdy żyje jak chce, ciąże są inne bo kobiety są inne.

    1. Agnieszko, nie mam nic do mai i jej aktywności, mam natomiast do zasiadania w kanapie i insynuowanie, że wszystkie ciężarne, które pświecają ten czas na coś innego, niż siłownia, robią coś złego i powinny czuć się winne. Mam coś do tego, że największym komplementem jaki może usłyszeć młdoa matka jest „wyglądasz jakbyś nie rodziła” . Mam coś do pędu za wyglądem, jedrnością, urodą, młodością i blichtrem, bo są na świecie ważniejsze sprawy, a nawet jeśli nie dla wszystkich, to pozwólmy innym samodzielnie to weryfikować, a nie szufladkować – nie ćwiczysz -> zaniedbałaś się. Bylibyśmy naprawdę dużo szczęsliwsi ze sobą sami i nawzajem. MOIM ZDANIEM.

  16. „Bo jak się siebie lubi, to się robi to po prostu, nie za coś, nie dzięki litrom wylanego potu i widocznemu kaloryferowi” <3

  17. Wyjątkowo przestrzeliła Pani wręcz upiornie. Opowiem to tak. Całkiem dawno idę sobie z Małym Człowiekiem przez bazarek warzywny. Jest upalne lato. Trzy obce osoby niezależnie od siebie nakazują mi na zmianę zdejmować i zakładać Młodemu skarpetki. Bo mu gorąco w skarpetkach. Bo mu zimno bez. A ja jestem świeżak w temacie i można mi doradzać we wszystkim. Nawet gdy o to NIE proszę. Wierzę, że rozumie Pani, co chcę przekazać.
    PS. A teraz proszę sobie wyobrazić sytuację, że tamta dziewczyna rzeczywiście przeczytała Pani tekst. Bo właściwie czemu nie?

    1. I przeczytała. I od slowa do słowa się dogadałyśmy. Bo to był tekst o tym, że ta osoba, choćby występowała w telewizji codziennie, nie ma prawa mówić, czy skarpetki to koneiczność, a przede wszystkim, że ci, którzy ich nie nosżą, robią źle, bo ma tylko swoje dziecko, swoej skarpetki i swoje poglądy. Po prostu.
      To był tekst o presji, że każdy kładzie na nas ancisk na kwestie, które w ogólnym rozrachunku nie są tak ważne. Szkoda czasu na rozważanie o skarpetkach, lepiej iść do parku i cieszyć się z ładnej pogody, po prostu. A ta osoba, czyli Maja, teraz wie,co robi i jest szczęśliwa i w nosie ma, co taka Radomska i każda inna na ten temat sądzi. Każdy jednak z nas, znajduje się czasem w sytuacji, kiedy nie wie. To nie jest komfortowe uczucie. A jak się nie będzie wiedziało publicznie, to się każdy rzuci. I o tym pisze- o tym, żeby wiedziec i nie wiedzieć w obrębie swoich 4 ścian, oszczędzając sobie nerwów.

      I ja nikomu nie mówię, co i jak ma robić i myśleć. Zwracam uwgaę an fakt, że pierwsza ciąża to doświadczenie niepowtarzalne i szkoda by było przegapić ten absolut, zajmując sobie głowę czymś, co niekoniecznie sprawia nam frajdę, a ejst wynikiem mistycznej społecznej presji. Tyle.

  18. A mnie to śmieszy. Pierwsza ciąża, jedno dziecko i wielka znawczyni. Ja mogłabym coś na ten temat napisać, mam trójkę i zaraz będzie 4-te. Dobijają mnie te porady i rady. Tych co to matkami są od kilku m-cy i jakież to one nie są doświadczone i czego to one nie wiedzą. No wiedzą i to niewiele…

  19. Jestem matka od 3,5 roku, choć z wyboru, nigdy nie chciałam nią być. Urodziłam wcześniaka, 8 tygodni przed terminem i przeżyłam związane z tym chwile strachu tak przeraźliwego, ze do dziś mam ciary na plecach. W ciąży dbalam o siebie bardziej, niż przeciętna ciężarna, choć wszyscy uważali, ze jestem przewrażliwiona. Mimo tego, nigdy nie miałam poczucia, ze straciłam nad czymś kontrole. Zmieniło sie wszystko a zarazem niewiele. Zmienily sie okoliczności, ale ja pozostalam sobą. Zaczął sie nowy etap w moim życiu, bo taka jest kolej rzeczy. I choć tekst jest naprawdę dobry i lubię czytać twojego bloga, odbieram całość jako przerost formy nad treścią… Dziecko jest największym szczęściem, ale można to zrozumieć dopiero wówczas, gdy pozna sie smak macierzyństwa. ,,Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono.” Daj dziewczynie szanse. Pozdrawiam.

  20. Od razu widac ze autorka nie ma wiele wspolnego ze sportem lub jakimikolwiek prozdrowotnymi formami aktywnosci. I ze „z troski” pisze takie kocopaly, ze glowa mala. Chyba ego szeroko idzie, bo skad pomysl zeby dawac rad z pozycji niby-zatroskanej komus, kto o Twoim istnieniu nie ma pojecia. W ktorej z dziedzin o ktorych piszesz jestes ekspertem? Treningu? Zdrowia? Poloznictwa? Psychiatrii? Socjologii? Coachingu?

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.