Bardzo łatwo czuć się dobrze, kiedy już na starcie zostawia się sobie spory margines błędu. Bardzo łatwo utrzymywać, że to, w co wierzysz, jest prawdą, kiedy nie musisz weryfikować swoich poglądów ze światem zewnętrznym. I bardzo łatwo wykreować się za pomocą przemyślanych, pisanych w zaciszu swojego fotela, słów, na kogoś, kto więcej widzi, rozumie i jest mądrzejszy. Piękne zwroty dotyczące moich obserwacji utwierdzały mnie w radosnym przekonaniu, że dobrze spisuję się w roli mamy. Bo jestem uważna, bo się jaram, bo często się zastanawiam. A jednak okazuje się, że perspektywa ludzi wokół, perspektywa ludzi z sieci, może w bolesny sposób różnić się od tej, która powinna być dla mnie najważniejsza- perspektywy mojego dziecka.

Zapomniałam o jedynej, sprawdzonej i skutecznej metodzie, która pozwoliła mi nie zwariować na początku. Jedyna, jaką mogłabym polecić. Bo to, czego zdążyłam się nauczyć (ale i przeoczyć niestety) to odkrycie, że rodzicielstwo wcale nie musi być nieustanną próbą szukania rozwiązań problemów, odpowiedzi, sprawdzonych metod radzenia sobie z określonymi wyzwaniami i ciągłym szukaniu problemów i nieprawidłowości. Czasem, a nawet cholernie często, rodzicielstwo to umiejętność zadawania sobie odpowiednich pytań. Kiedy wybrzmiewają  w mojej głowie, łapię głęboki oddech i…. Nie muszę odpowiadać. Dziś postanowiłam się tym podzielić poprzez przytoczenie sytuacji, które wspominam jako te najbardziej denerwujące, stresujące, wymagające i… pouczające. Ta osoba, do której kieruje to słowa to ja, nie wytykam Tobie błędów, ale może ich unikniesz?

  1. Poród jest przerażający.

Przekonanie, że umrę przy porodzie napawało mnie dziwnym spokojem – ot, kompletnie nie martwiłam się o to,co wydarzy się po, co powinnam załatwić, bo “po” już dla mnie nie było. Świat kończył się na wyznaczonym terminie.  Było jak było, szału, euforii i dramatu brak, ale niedługo przed TYM DNIEM zaczęłam się zastanawiać.
Poród, straszny,czy nie, to zwykle jeden dzień, kilka, kilkanaście godzin. W moim przypadku kilka trudnych dni po cc. Jakie to ma znaczenie w perspektywie naszego dalszego, wspólnego życia? Nie warto przeżyć, cokolwiek by się nie wydarzyło? I dla kogo to jest bardziej przerażające doświadczenie…?

  • Boję się.

Ja się boję? Wiedząc, co mi zrobią, dlaczego, po co i w zamian za co? Co miała powiedzieć Lenka wyrwana bez uprzedzenia, zupełnie za wcześnie i na siłę, niegotowa i przerażona? Kto miał prawo bać się bardziej? Dla kogo wszystko, łącznej z oddychaniem, światłem, dźwiękiem, grawitacją, było absurdalne i nowe.

  • Dziecko ciągle płacze.

Zwykle noworodki przesypiają większość doby, tak twierdzą najczęściej ci, którzy ich nigdy nie mieli albo zapomnieli i wkręcają bzdury innym. Niemniej jednak to jedna z cięższych prób- niezależnej, samodzielnej osobie, która realizowała się zawodowo, ba, jadła i korzystała z toalety wedle uznania, rodzi się maluch, który ciągle ryczy- chce być blisko, noszony, bujany, tulony, przyklejony. To bywa męczące i uciążliwe, ale…
Co sama robiłabym gdyby ktoś wyrzucił mnie w kosmos, w zupełnie nową rzeczywistość, w której wszystko jest obce i straszne, a gdzie istniałaby jedna osoba, która stwarzałaby dla mnie przynajmniej iluzję tego, co znam i co mnie uspokaja- tuliła mocno symulując wnętrze brzucha, szumiała do ucha naśladując znany mi dźwięk, mówiąc czule głosem, który do mnie docierał i kołysząc, jak wtedy przed narodzeniem- nie darłabym się i w ten sposób poprzez jedyne dostępne narzędzie i sposób komunikacji, ie domagałabym się obecności TEGO CZŁOWIEKA? Czy bycie tym niezastąpionym człowiekiem to nie jest cholerny zaszczyt, który potrwa chwilę?

  •  Nie śpi w nocy!

Po kolejnej zarwanej powód przerywania snu robi się wtórny. Jego znajomość niewiele zmienia- czy głodne, czy śpiące, czy obudzone koszmarem, ząbkowaniem, katarkiem etc. i tak trzeba do niego wstać i pożegnać się z wyspaniem. Uciążliwe, męczące, szczególnie dla kogoś, dla kogo 8 godzinny, nieprzerwany sen był podstawa funkcjonowania. Denerwujące i frustrujące, prawda?

Jednak skąd nowo narodzony maluch, który ledwo ogarnia, do czego służą ręce i mama, ma wiedzieć, co to znaczy podział na pory dnia, ba, pory roku, upływ czasu? Nie zna się na zegarku, ma masę rzeczy do ogarnięcia i jeden sposób komunikacji, tak trudno się dziwić? Budzi się w ciemnym pokoju, wystraszony, zdezorientowany, to kogo ma wołać? Dorotę Zawadzką? Ekipę TVN Uwaga?

  •  Kolki nas wykończą.

Tak, są koszmarne i nie będę udawać, że nie pamiętam, kiedy zarzekałam się przez nie, że nigdy nie będę mieć więcej dzieci i chciałam zabić każdego, kto mówił, że miną. Najgorsze w tym etapie było nie tylko cierpienie dziecka, ale… załączająca się znieczulica. Automatycznie mózg wypierał reakcje na przeraźliwy krzyk, po kilku godzinach zamiast współczucia, odczuwałam już tylko zmęczenie, frustracje, wściekłość i potrzebę ucieczki. Idąc tropem dawnych nawyków, skupiałam się na tym jak źle mi z tym, że moje dziecko cierpi. A ono krzyczało, bo odczuwało ból bez możliwości wytłumaczenia sobie i zrozumienia, że minie, płakało w trakcie ataku kolki, ze strachu przed następnym i dlatego, że nie potrafiło sobie samo poradzić i się uspokoić. Zaledwie kilka tygodni, a juz tyle nowych i przerażających przejść. Kto tu cierpi i nie pojmuje dlaczego? Nie łatwiej tulić je i BYĆ przyjmując taką perspektywę?

  • Koszmar ząbkowania?

Tego u siebie nie pamiętam, ale doskonale pamiętam, kiedy przy rośnięciu moich ósemek chodziłam po ścianach, żarłam ketanol i wyłam do księżyca. Dziecku mleczne zęby przerzynają dziąsła. Zęby stałe są większe i masywniejsze, ale wyrastają w miejscu mleczaków. To te pierwsze  rozrywają i przecinają dziąsło. Sama przyjemność. Nic tylko spać, uśmiechać się, bawić i nie marudzić, prawda?

  • Wszędzie włazi, wszystkiego chce dotknąć, nie daje się upilnować!

Wyobraź sobie, że ktoś wręcza ci pudełko z tajemniczym prezentem. Nic nie mówi, tylko zabrania go otwierać. Wytrzymałabyś? Nie otworzyła mimo upomnień? Jak długo? A jesteś dorosła. Dzieciaki do mniej więcej 6 roku życia nie są w stanie zinternalizować zasad odkładania przyjemności na potem, oceniania, co im się bardziej opłaca. Jeśli położysz przed malcem cukierka i powiesz, że nie dostanie przed obiadem uwierz, niczego innego tak nie zapragnie i możesz darować sobie nakładanie zupy. Poza tym, dla malucha wszystko jest takim pudełkiem, czekoladą, JAK MOŻE SIĘ OPRZEĆ?! I co wolisz, żeby się bało, nie próbowało nowych rzeczy, czy wyluzować i razem z nim odkrywać świat?

  • Nie słucha!

Czego nie słucha? Elaboratu na temat tego co, jak i dlaczego, którego sama byś nie słuchała, bo za długi? Czy może nie rozumie rzuconego donośnie, bez kontekstu, wyjaśnienia, możliwości zrozumienia “NIE”?  A może jest czymś zabsorbowane, mówisz do niego stojąc nad nim, z boku, tyłu, nie patrząc w oczy, nawet nie wie, że do niego? Sama masz podzielną uwagę i można się z Tobą skomunikować, kiedy scrollujesz fb lub piszesz?

  • Robi mi na złość!

Prosiłaś tysiąc razy, żeby nie zrzucał wazonu, żeby nie bawił się papierem toaletowym, a ono nic sobie z tego nie robi. Patrz punkt 8. I sprawdź, jak reagujesz i czy dziecko jest w stanie rozpoznać twoje emocje i intencje? Może sama wygłupiałaś się z nim i żartem, z ironią mówiłaś “wygryzę brzuszek”, “zjem uszko”, “nie kocham brzydalu”. Żartem i ironią, której nie rozumie. Może tak, jak ty nie rozumiesz, dlaczego nagle bez powodu cię ugryzło, powiedziało, że nie kocha?

  • Jest złośliwe i krnąbrne!

Tak, a Ty obsypana brokatem i wyprana w Perwolu. Opowiadając takie rzeczy sama stwarzasz obraz swojego dziecka. Te komunikaty wracają- dziecko słyszy, że jest niegrzeczne, słyszą o tym nawet ci, którzy go nie poznali, to… jakie ma być, skoro wie, kiedy jest niegrzeczne, a nie wie, kiedy robi coś dobrze? Ty się nigdy nie mylisz, nie zachowujesz źle? Chciałbyś aby ktoś najbliższy wyciągał wnioski na tej podstawie, tworzył obraz ciebie i przedstawiał Cie tak światu? Miłe? Bo ty jak jesteś w podłym humorze to masz powód. Dziecko nie może? Serio Twoje kilkuletnie dziecko uważasz za ZŁE i ZŁOŚLIWE? Nie bolałoby, gdyby ktoś tak odbierał Twoje zachowanie?

  •  Bije dzieci

Gryzie, szczypie, walczy, wyrywa. Poznaje cudny smak posiadania czegoś i nie rozumie, że nie zawsze ma rację. Jak często ja też nie?I mam przez to ochotę odgryźć łeb komuś, kto myśli inaczej? Lenka jeszcze nie wie, że nie wolno, a nawet jeśli wie, to nie zdąży ta informacja do niej dotrzeć, ma świetny refleks i w tym czasie już wbija mleczaki w krtań. Złość, zazdrość, frustracja, niezadowolenie, to zupełnie nowe, obce stany, których jeszcze nie umie wpakować w konwencjonalny sposób zachowań. Potrzebuje wsparcia. Powinnaś to rozumieć, bo jak często zdarza Ci się zareagować nieadekwatnie do sytuacji?

  • Nie chce się dzielić!

a)Wyjmij z torebki ulubioną szminkę. Albo telefon. A potem, na prośbę nawet nielubianej koleżanki, jej pożycz, nie wiadomo na ile (kto wie, ile trwa  ta mistyczna “chwila” i “na trochę”?) Nie? Dlaczego? Przecież trzeba się dzielić, to nieładnie chcieć mieć coś własnego tylko dla siebie i nie musieć tego oddawać! Aby na pewno?
b) wyobraź sobie, że w zasięgu ręki jest coś, czego pragniesz. Albo pragniesz tego, bo ma to ktoś, komu zazdrościsz. Ok, być może nie weźmiesz, bo nie wypada. Dziecko na razie kuma, że wypadają to ewentualnie mleczaki. Zanim się wkurzysz- zapytaj siebie- a kto miał nauczyć dziecka zasad życia społecznego? Lewa nerka, czy rodzic, stopniowo, po przyjściu dziecka na świat? Ty się urodziłeś wyrozumiały, empatyczny, pełen spokoju i zrozumienia oraz wiedzy, mieli cię kanonizować od razu, ale przez skromność odmówiłaś, nie?

  • Nie je!!

To jest prawda objawiona, która dociera do nas dopiero w tym i bolesnym momencie, w którym okazuje się, że sami musimy to jedzenie przygotować. Ze świadomością, że się napracowaliśmy, planowaliśmy, musieliśmy zrobić zakupy i stać w garach. tylko z tą wiedzą możemy jeść coś, co nam nie smakuje, kiedy nie mamy ochoty lub nie jesteśmy głodni. A dziecko w takiej sytuacji je, żeby nie sprawić mamie przykrości. Koduje, że jedzenie ma głębszy cel i sens, niż zaspokajanie głodu. Skąd się biorą te przekonania, że słodycze poprawiają nastrój? Zajadanie smutków? Zaburzenia?

  • W domu nie da się nad nim zapanować, u dziadków inne dziecko, pani w przedszkolu opowiada chyba o kimś innym!

A Ty? w pracy, przed szefem, sam na sam z mężem, na wyprzedażach i w piątek wieczorem w klubie z koleżankami, zachowujesz się w sposób spójny? A jedzenie pałeczkami w chińskiej knajpie miałaś we krwi, czy musiałaś się nauczyć, wygłupić, ośmieszyć, próbować? Podobnie am dziecko w sklepie, nie nauczy sie, że nie wolno po nim biegać, domagać się zakupu, kiedy nie będziesz go tam zabierać i nie wyjaśnisz? I czy nie zdarzyło Ci się odwalić to samo mimo, że ktoś tysiąc razy powtarzał Ci, że np. NIE PIJE SIĘ KAWY NAD LAPTOPEM?

  • Wymusza!

Dawno dawno temu, kiedy nie wiedziałeś jeszcze, czego nie wolno, co jest zakazane, nie potrafiłeś rozpoznać, co jest potrzebą, a co zachcianka i interpretowałeś je identycznie, kiedy pod wpływem impulsu i pragnienia miałeś gdzieś, czy ci pozwolą, nie interesowało cię żadne potem i innym razem, też tak umiałeś. Gdybyś tak robił do dziś, a nie zaniechał realizacji celu przez kompleksy, obawę przed opinią innych, ze strachu, stwierdził, że to niedorzeczne, nie dla Ciebie, kto wie, co by Ci się udało osiągnąć? Może spełnić jakieś wielkie marzenie, które skreśliłeś na starcie? opcjonalnie zdobyć wyrok za rozbój i wymuszenia, ale kto nie popełnia błędów? No kto?

  • Jest niegrzeczne!

Wracasz zmęczony z pracy, marzysz o kanapie, poduszce i spokoju. I o tym, aby dziecko dało Ci spokój. Kiedy bawi się samo, oddychasz z ulgą i… ignorujesz. Ono tęskniło. Chce Cię, woła z byle powodu, każe podziwiać najprostsze czynności, doprowadzając tym do szału. I, o zgrozo, znów to robi, wylewa picie, wdeptuje plastelinę, włazi na biurko, wydziera kartki z książek, przecież tyle razy mówiłeś, że nie wolno! Ono rozumie, uwierz.Wie, co robi. Ale mając do wyboru- siedzieć sam i tęskniąc za kimś, kto jest najważniejszy, a woli pilota i telewizor, czy użyć skutecznej metody i sprowadzać go do siebie, zmusić, żeby przyszedł. Zły, smutny? No trudno, lepiej taki, niż wcale.
Poza tym jak często słyszy, że jest niegrzeczne i coś robi źle? Bez sprecyzowania, bez komunikatów pozytywnych? Słysząc tylko NIE rób, zostaw, nie wolno, można się nabawić paranoi, że świat jest straszny. A skoro robię co robię, ciągle słyszę, że źle i niegrzecznie, to… jestem zły i niegrzeczny, tylko taki potrafię, skąd mam wiedzieć, jak można inaczej i czy warto? Czy nie zignorują?

  • Ma w nosie moje potrzeby!

Choruje zawsze, kiedy planujesz wyjazd i gonią terminy w pracy, nie pozwala wyjść wieczorem i reaguje histerią. Nie interesuje go, czy jadłeś, czy masz siłę, czy chcesz bawić się w patataj. Jakby świat kręcił się wokół niego! I wiesz co, zabawne, nie wie, że jest inaczej. A ze wszystkich potrzeb Ty jesteś dla niego najważniejszą, tak, ważniejszą niż Twoje własne.
Przez pierwszy rok nie rozumie, że tworzycie oddzielne organizmy, to odkrycie jest szokujące i trudne. Z czasem je oswaja, ale nie ogarnia upływu czasu. Mama będzie za godzinę, czyli już? A teraz? JUŻ?! Z czasem strąci Cię z ołtarza, ba, przestanie nawet lubić i może to potrwać dużo dłużej, niż Twoje bycie potrzebnym, wiesz?A  wiesz, że za tym zatęsknisz?

  • Mówi brzydkie rzeczy!

“No kurwa mać, skąd do cholery to dziecko zna takie słowa? Pewnie z zasranego przedszkola przywlekło od tych pieprzniętych dzieci! Ja pierdolę, ale wstyd!”

_________

Trochę z przymrużeniem oka, trochę przez łzy, bo to nie mądrości z książek, ale moje własne błędy, które uczę się naprawiać. I na koniec jedna z najmądrzejszych rzeczy, jaką ostatnio usłyszałam: Przestań ciągle kontrolować, bardziej bądź. I jestem, patrzę, obserwuję, czekam, nawet jak widzę, że popełnia błąd. Niech się przekona, ,mogę pomóc potem zrozumieć, co się stało, a nie narzucać swoją wizję, wolę i punkt widzenia. 
Wiem, że w większości fajni z Was rodzice i mądrzejsi ode mnie, zatem… dopiszcie kolejne punkty, razem!

 

 

 

16 komentarzy
  1. Matko z córka! Otworzyłas mi wreszcie oczy! Bywalam zmęczona wiele razy i nadal się to zdarza. Ale zawsze skads się ta cierpliwość i czułość brała. Bo to takie maleństwo nic nie wie i trzeba go nauczyć świata. Ale jakoś nigdy nie myslalam przez przyamt tego co napisałas. A to przecież takie proste. DziękujCi za to mądra kobieto!

  2. Ja tam zawsze mam ochote odgryzc łeb komus kto ma inne zdanie. Podoba mi sie tez jak czasami zatepujesz slowo “ma” “am” robi sie wtedy bardziej apetycznie;) generalnie wpis dobry jak do tej pory dla mnie najlepszy bo najdojrzalszy.

  3. Z punktem, że noworodki ciągle śpią to się z Tobą nie zgodzę! Moje naprawdę spały. Wszystkie trzy! Pierwsze 6 tygodni życia tylko spały i jadły i nawet niespecjalnie się darły. Regenerowałam się fantastycznie w tym czasie. To się zdarza w naturze, albo jestem wyjątkową farciarą. Co do reszty. Sprawa, moim zdaniem, jest chyba prostsza niż się większości rodziców wydaje. Po pierwsze pamiętać, że dziecko od samego początku jest osobnym, oddzielnym człowiekiem, obdarzonym jakimiś cechami. To, że na obraz i podobieństwo, krew z krwi i nieodrodne to pierdoły. Ono nie jest twoje i nie jest tobą. Ono jest swoje i jest sobą, co oczywiście trudno przyswoić, kiedy do toalety wyjść nie możesz bez przyssanego jak glonojad dziecka. Ma swój charakter i swoją naturę. Jak to zapamiętasz jesteś krok do przodu. Po drugie pamiętać, że dziecko, zwłaszcza małe uczy się przede wszystkim przez obserwację. A w pierwszych latach życia najczęściej i najuważniej obserwuje ciebie (zaszczyt nie?!). Zachowuj się tak, jak chciałbyś by zachowywało się twoje dziecko. Jeśli jesteś empatyczny – będzie empatyczne, Jeśli jesteś cholerykiem – zgadnij? Oczywiście wszystko na miarę wieku i pamiętając o “po pierwsze”. A jeśli popełniasz błąd (np. szlag cię trafi i stracisz panowanie ) – przeproś i napraw go. Z tym jest chyba największy problem wśród rodziców. Lubimy być nieskazitelni i nieomylni w tych małych oczkach :-)

  4. tak, to wszystko prawda OIa, dwa razy też przez to przechodziła, kolki masaka, karmienie co 1,5h, kompletnie brak czasu dla siebie, ale sama wiesz, że rodzic, zwłaszcza mama, która jest z dzieckiem 24h x X miesięcy, jest mądra po….czyli jak juz sie troszkę zapomni jak to było, dziecko ma 2-3 lata…….dlatego piszesz to teraz, a nie 1,5 roku temu jak Lena miała apogeum i na maxa dwała Wasm w ciry ,tak myśle. My Mamy przeważnie to wiemy, ze to maleństwa, nieświadome, malusie i tylko na nas liczą…….ale zderzenie z rzeczywistościa, brak snu, brak czasu, mózg, który rozdziera krzyk dziecka, powoduje ze zachowujemy sie irracjonalnie, to jest obrona, naszej osoby, bo my Mamy też jestesmy ludźmi i mamy ograniczoną cierpliwość a baterii nie da się podłączyć do akumulatora i nadładowac na full na nastepny piękny dzień. …ale starać się trzeba, nie ma co!!!

    1. ja to wiedzialam juz wtedy, bylo o polowe lzej, ale ta pozostala polowa chciala mnie autentycznie zabic :) i nie doceniam po fakcie- darła się, ale nie uciekała ;D teraz mnie goni!!;)

  5. Kazdemu dziecku życzyłabym takiej mądrej Mamy jak Ty. O takim rodzicielstwie naczytałam sie w mądrych książkach i z tą wiedzą rozpoczęłam swoja przygoďę rodzicielstwa. Trzeba uwierzyć, że to ma sens, bo presja by nie wychylać sie poza ramy stereotypowego wychowania jest ogromna. Na tym tle powstalo w mojej rodzinie wiele konfliktow, bo to co ja nazywam empatią inni osądzili jako uleganie dziecku. Nie akceptowalam gdy do mojego dziecka mowiono: “taka duza dziewczynka a tak brzydko robi”, “nie wolno sie złościć” “za chwile sie przewrocisz jak tak bedziesz robic” “wybierz sobie inna maskotke, ta ktora pokazujesz jest brzydka” i tym podobne, ktore dziecku odbieraja autonomie i wykluczaja jego prawo do czucia tego co czuje. A to przeciez codzienny jezyk, jakimi ludzie zwracaja sie do dzieci. Kiedy wiec chcesz by ktos szanował Twoje dziecko i jego uczucia licz sie z tym że możesz skonczyc z przydomkiem przewrazliwionej wariatki…

  6. Kurde, ale Ty wsiadasz człowieniowi na banię! Mądre rzeczy prawisz, nawet nie mając dziecka widzę, jak bardzo masz rację – zajmowałam się trochę maluchami, i coraz częściej zaczynam wyciągać pewne wnioski, podobne do Twoich…
    Dzięki za ten tekst, puszczam go w świat. <3

  7. Skąd u Ciebie tyle życiowych mądrości, zważywszy młody wiek ? Potrafisz sensownie wytłumaczyć każde zachowania dziecka, czym możesz zawstydzić “stare i wielodzietne matki”. Wyrażnie pomyliłaś się z wyborem zawodu. Widzę Cię w roli psychoterapeuty, także dorosłych ze skomplikowanymi zaburzeniami. Ciągle mnie pozytywnie zaskakujesz. Pozdrawiam obie Panie.

  8. Oj oj nic chyba tak człowieka nie uczy cierpliwości jak mniejsza wersja jego samego. Moja Sabina jest dzieckiem energetycznym do granic możliwości, zęby zaczęły jej rosnąć jak miała 4 miesiące, więc gryzła przeokrutnie i to nie chleb ani nie marchewkę tylko moje biedne dwa cycki, do których była wręcz non stop przyssana. Nie chciała paskuda nic jeść i nadal walczymy, ale z dnia na dzień jest coraz lepiej, choć cycek nadal jest grany. Zaczęła chodzić w połowie 10 miesiąca, więc wpełzała wszędzie, a teraz jeszcze jej tylko nie było na suficie, rozbebesza przy tym swoje otoczenie w takim tempie, że nie nadążam sprzątać. Na początku zawsze miałam ochotę mordować po 5 pobudce w nocy, teraz tulę i uspokajam. Z biegiem czasu z choleryka i frustrata zrobiłam się spokojną szukającą powodów płaczu i przytulającą mamą. Sama nie wiem kiedy to się stało, ale właśnie wzięłam urlop wychowawczy, choć pamiętam, że jak Dziubek miał 3 miesiące nie mogłam się doczekać powrotu do pracy. Oj dziecko uczy wielu rzeczy:)

  9. Z Olą często mamy takie rozmowy, jak sobie obserwujemy małego – takie przekładanie jego zachowan na zachowania dorosłych bardzo pomaga je zrozumieć. Chociaż troche przypomina to wyjasnianie relacji w korporacji na podstawie stada malp ;)

    Choć niestety mimo tego, czasem po prostu szlag trafia przez małego. I nawet takie zrozumienie nie zawsze pomaga w znalezieniu sensownego rozwiązania problemu.

    Swoja drogą zauwazylem ciekawostkę – Ola, choć lepiej go rozumie – jego potrzeby, zachcianki, zachowanie, mowę ciala, i bardzie dba o dostarczenie mozliwości zabawy i rozwoju, to na mniej rzeczy mu pozwala.
    Natomiast ja, kiedy on coś robi, nawet kiedy broi, to raczej go obseruję, starając sie “trzymać oko i ucho na pulsie wydarzeń” żeby móc go powstrzymać zanim narobi szkód. Aczkolwiek zbyt często nienadążam :) I tak przykładowo pozwalam bawić sie normalnym mlotkiem, wkrętakami. Trochę mi to przypomina obserwację kota z ciekawością co wymysli :)
    Albo jak idziemy po schodach, to Ola go trzyma za rekę, a ja nie. Niech sobie sam łapie poręcze. Ale osłaniam go, żeby go złapać, w razie potrzeby.

    i jeszcze zauwazyłem, że mały bardzo się angazuje w nowe czynności i pomaganie. Dopóki nie nauczy się, nie zrozumie o co chodzi. Potem po prostu sobie odpuszcza, albo robi “na odpieprz”. Np. pomaga w rozpakowywaniu zakupow, ale towary zostawia w połowie drogi, cwaniak jeden ;)

    1. o, i dzisiaj w nocy ten zbój mi przypomniał o jeszcze jednym punkcie:
      – Dzieci mają szósty zmysł.
      Zawsze się budzi w najnieodpowiedniejszym momencie, rujnując te resztki romantycznego nastroju jakie próbujemy z siebie wycisnąć wykorzystując chwile spokoju gdy zaśnie. Zupełnie jakby chciał pozostać jedynakiem;)

  10. A ja nie raz zbierałam i zbieram krytyczne uwagi od mojej mamy, która uważa, że niepotrzebnie staram się analizować zachowania syna. Że przecież “ja Was wychowałam normalnie, bez takich… a ty na wszystko musisz mieć wytłumaczenie”. No właśnie… bo kiedy płakał kilka nocy to jednak lżej mi było, kiedy w końcu zorientowałam się, że to trzonowe zęby się wybijają. Bardzo frustruje mnie, gdy nie znam przyczyny jego płaczu. Albo, gdy zły odpychał mnie gdy wracałam z pracy po całym dniu, wybierając tatę. Byłam sfrustrowana.. bo ja byłam z nim pierwszy rok życia, a drugi rok spędził z tatą. Ale dla niego liczył się tylko tata.. A tę cięższa robotę przecież ja odwaliłam.
    Wszystko to, daje się wytłumaczyć, trzeba tylko zejść do poziomu dziecka. I ja tego potrzebuję, rozumieć, wiedzieć. Wtedy łatwiej o cierpliwość i spokój.

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.