Pani w reklamie w wyprasowanej, czystej koszuli, w lewej dłoni dzierży siaty z zakupami, a w prawej niemowlę. Ma nienaganną fryzurę, niepodarte rajstopy i uśmiech. I ponoć tylko jeden problem – plamy z potu.
Pani w reklamie wygląda na 25 lat, robi karierę 35 latki i, poza niemowlakiem, dzieci w wieku, który sugeruje mi, że urodziła je we wczesnej podstawówce. Świetnie gotuje, sprząta z przyjemnością w swoim wielkim domu, kocha dbać o bliskich, ale nie zaniedbuje przy tym siebie. Zagina czasoprzestrzeń: chodzi na jogę, pilates i regularnie czyta ambitną literaturę oraz goli nogi. Pani w reklamie dobrze kłamie albo bierze silne dragi.
***
11 miesięcy. Tak długo (i krótko!) jestem mamą. Tyle czasu minęło odkąd ambitnie snute plany, że nie dam się dziecku pożreć i nie zaniedbam siebie, weryfikuje rzeczywistość.
Mogłabym rwać włosy z głowy i jęczeć, że wiele mnie omija, że lista książek, które powinnam już dawno przeczytać jest długa jak kolejka do pediatry w poniedziałek rano, a moje włosy na nogach prędzej zdechną ze starości niż doczekają się regularnych postrzyżyn. Mogłabym dłużej, że uwiera nie raz, iż niczego nie dane mi zaplanować, że wyjście z psem i niemowlakiem to często Mont Everest moich możliwości na który wspinam się niezgrabnie z siatą kartofli niesionej jak trofeum. Że coś za często jemy mrożone pierogi, a podłogi zdecydowanie za rzadko widzą mopa.
Jestem już dużą dziewczynką i wiem, że nie można mieć wszystkiego. Kiedy więc jem ciastko od którego na pewno urośnie mi dupa to dbam, aby było to po prostu zajebiste ciastko, żebym mogła klepnąc się w tusty zad i powiedzieć „e, warto było”.
Gubią mnie ambicje. Chciałabym być dobrym blogerem, dbać o higienę swojego umysłu, uprawiać sport, czytać, rozwijać karierę i być mamą, która zachwyca błyskotliwymi puentami, które porywają tłumy oraz ciastem, które onieśmiela teściową. chciałabym mieć więcej wolnego czasu i możliwość decydowania o sobie.
Mam jednak Lenkę.
Możesz mi sapać, że wszystko jest do zrobienia i zależy od organizacji czasu. Możesz wmawiać, że gary mogę myć w czasie przygotowywania obiadu, a prać, kiedy się kąpię, czytać, gdy wynoszę śmieci, a pisać lewą ręką, kiedy prawą asekuruję Lenona w czasie stawiania pierwszych kroków. Wiem jednak, że zawsze jest coś do zrobienia i że musiałabym nie spać i opanować mycie głowy w zlewie w czasie zmywania garów, by wycisnąć z doby więcej czasu, który mogłabym owocnie spożytkować.
Chciałam bardzo być super fajną i super mądrą kobietą, a jednocześnie dobrą mamą. I chciałam pokazać, jak ambitnie podchodzę do kwestii przyszłości naszej rodziny, więc wróciłam do pracy nim skończył się macierzyński. I wiesz co? Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka, ale można sprawić, że to jedzone będzie naprawdę dobre,a spożywanie celebrowane z namaszczeniem.
Jestem mamą absorbującego niemowlęcia, które wciąż, nadal absurdalnie mnie potrzebuje i albo będę tęsknić za brakiem czasu, albo docenię, że jestem dla kogoś tak ważna. Wróciłam do pracy zarywając niemal każdą noc, bo Lenka stęskniona za mną za dnia, nadrabiała nocnymi harcami. Przez 8 godzin szukałam mózgu udając, ze jestem w stanie pracować i 2 dojeżdzając z i do pracy po to, aby 80% pensji oddać opiekunce, która za chwilę jako pierwsza zobaczyła by niepewny chód mojej córki. Non stop obwiniając się, że ciałem będąc z Lenką, głową jestem w pracy, a pracy myślami tylko z nią.
Powiedziałam basta. W ramach pracy nad sobą i dawania przykładu córce, chciałabym nie paść na ryj i nie słuchać tych, którzy wiedzą, co dla mnie dobre.
Cały ten przydługi wstęp i tekst ma za zadanie po raz kolejny powiedzieć Ci, Mamo, że sama wiesz najlepiej, co jest dla Ciebie i dla Twojego dziecka najlepsze, bo nikt nie zna lepiej Waszej sytuacji, Ciebie, Bąbli i nie jest w stanie przewidywać przyszłości.
Na siłę to nawet słoika ogórków nie odkręcisz, a nawet jeśli, to ból zwichniętych palców przyćmi smak małosolnego. YOLO!
Witam po zbyt długiej przerwie! 🙂

Ach jak pięknie to napisałaś …. parcie na ideały wszystko zorganizowane, poukładane …wychodzi ,że matka powinna byc …robo-matką :/
Uwielbiam Cię kobieto! Czytam kiedy tylko mogę, bo lat mam prawie tyle co Ty, dziecko rodziłam w podobnym wieku, tylko życie mniej barwne 😉 Nie jedna osoba mówiła mi jaka to zła jestem, bo do pracy na pełen etat wróciłam jak mój syn miał pół roku. Musiałam to zrobić dla własnego zdrowia psychicznego, bez pracy żyć nie umiem. A teraz syn ma rok, pierwsze kroki robił przy Babci, a Ja będąc w pracy głowę mam w domu. pozdrawiam i buziaki od mojego synka dla Twojej Panny przesyłam 🙂 :*
Po prostu trzeba wyluzować. Zaakceptować, że są takie dni kiedy luksusem jest siedzenie na toalecie bez dziecka na ręku 😛 Na szczęście Emi ma też takie dni, kiedy niemalże zapominam, że hasa gdzieś tam po podłodze. I takie dni kiedy przejmuje ją tata 😛 Ja wróciłam do pracy na pół etatu. Praca 5 minut od domu- luksus. Dobrze jest się oderwać od tych domowych spraw. A popołudniami odkrywać, że w domu chyba ma się znowu wiszącego wiecznie przy piersi noworodka. No, ale Emka jakoś musi odreagować tą moją poranną nieobecność. Póki co dajemy radę 🙂 PS. Ale dom mogłyby mi posprzatać krasnoludki 🙂
Spróbowałaś wrócić do pracy ? Spróbowałaś.
Tylko próbując coś robić, osiągamy zadowalające nas cele i zyskujemy porównanie, co jest dla nas dobre.
„Chciałam bardzo być super fajną i super mądrą kobietą, a jednocześnie dobrą mamą.” – możesz odhaczyć. Zrobione :))
Ależ jesteście śliczne, dziewczyny 🙂 Uśmiech Lenona zbija z nóg :). Buziaczki i sił życzę:)
Radomska, ja Cię chyba kocham 🙂 Ubierasz moje myśli w słowa. Mądra z Ciebie Matka i Kobieta!
Umiem prawie tak samo, jak ta pani z reklamy – żongluję siatami z dzieckiem na ręku, a w zębach dzierżę klucze od drzwi! Tylko telefonu boję się uchem trzymać, bo nowy mam i szkoda by było, gdyby tak na początku naszej współpracy upadł 😉
I codziennie się zastanawiam, czy nie powinnam zacząć biegać po domu, żeby zdążyć ze wszystkim?
Fajnie, że nie jestem sama 😉
Wpajany przez wieki w głowy kobiet kurs matki polki – tfu! Nienawidzę ustrojstwa bardziej niż PiSu i rozgotowanego makaronu. Nie trzeba mieć wszystkiego, poza sobą. Nie trzeba próbować być idealnym. Bo się nie będzie. Za to wyrzuty sumienia przypierdzielą się natychmiast. Albo teściowa, Hu nołs.
Ale jestem chyba niezłą Mamą, gospodynią domową, pracownicą i jest ok.
Tylko dupsko mi urosło, bo już mi czasu, chęci i mocy nie starcza, żeby ćwiczyć. Bo bułę można jeść w biegu, nie?
Czasem więcej by się chciało niż pozwala ciało 😉 Nawet zrymowało mi się…
Jesteś super kobietą, fajną mamą i nie patrz na reklamy bo kłamią 🙂 A zjedzenie czasem mrożonek nikogo nie zabija 😉 Luzik… Im dzieci starsze tym bardziej wariacko 😉
święta prawda, podpisuję się pod tym obiega rękami i nogami i życzę Ci, żebyś w życiu podejmowała same dobre decyzje. Jesteście urocze. Pozdrawiam serdecznie
Argumenty powyższe, te właśnie o pierwszych krokach niewidzianych i pensji dla opiekunki spowodowały, że ja po macierzyńskim przeszłam na wychowawczy. I nie żałuję i jestem zadowolona, a jednocześnie podziwiam Cię – raz, że wróciłaś do pracy, dwa, że znalazłaś w sobie siłę, żeby się wycofać i wrócić do Lenki na cały etat (a przy pierwszych krokach to są przecież dwa etaty!). Nie można mieć wszystkiego, ale można mieć Lenkę! 🙂
hell yeah!
Słusznie! Dyktatura perfekcji, to kara jaką kobiety płacą za emancypację w patriarchalnym społeczeństwie (sory, wiem jak to brzmi). Chciałaś, suko, pracować? To się teraz rozdwój, albo i zmultiplikuj w większej ilości kopii, bo przecież nie tylko musisz w robocie harować jak szalona, ale też w domu być doskonałą-matką-polką, sprzątaczką, czyjąś żoną/narzeczoną i to wszystko na sto procent. Chciałaś, to masz.
Dobrze, że ludzie są rozumni i się temu nie poddają, dobrze, że partnerzy są często rozumni i tego nie wymagają, a nawet czasem potrząsną i powiedzą – „nie musisz być doskonała we wszystkim”. To jest zwyczajnie niemożliwe. A jeśli ktoś twierdzi, ze jest inaczej, to po prostu kłamie i należy mu współczuć, że czuje się w obowiązku tak natrętnie nakręcać swój wizerunek, bo prawdopodobnie sam sobie ze sobą nie radzi sobie.
Jesteś super Babka!
:*!
Absolutny wielki szacun za ten szczery, prawdziwy wpis. Sama jestem mamą dwójki starszych już dzieci, ale pamiętam to zmęczenie jakie nieustannie czułam gdy były małe. Więc na pocieszenie powiem, że z czasem gdy dzieci robią się bardziej samodzielne jest łatwiej ogarnąć to co by się chciało ogarnąć. Ale cóż życie to zawsze trudna sztuka wyboru 🙂 Osobistego wyboru.
Pozdrawiam serdecznie 🙂
Wspaniała jesteś. Mądra, dzielna i jedyna. Inspirujesz mnie.
Codziennie jak jadę do pracy zastanawiam się po co to robię. W domu niania bawi się z moim dzieckiem. Ktoregoś dnia, siedząc za biurkiem w pracy, dostaję bolesny film, że Młody chodzi. Na filmie podchodzi do niani i chce coś zjeść. Radość z sukcesu niemowlaka, przelana goryczą i żalem, że nie dane mi było na to patrzeć.Nie mogłam go przytulić i powiedzieć jaka jestem z niego dumna.
Dobrze zrobiłaś Radomska. Trzymam za Was kciuki. Zdrowia dla Małej.
ja wróciłam do pracy gdy mój syn miał 14 tygodni pozostałą część macierzyńskiego oddałam mężowi który siedział z synem kolejne 3 miesiące. Uważam, ze to była moja najlepsza decyzja. w pracy odżyłam wreszcie zaczęłam robić coś dla siebie. Musiałam się ładnie ubrać umalować, niby banał, który powinno robić sie na co dzień ale przy małym dziecku ciężko myśleć o makijażu. Wszystkie te czynności sprawiały mi tak ogromną przyjemność, że zaczęłam być tez lepsza matką, wbrew pozorom bardziej szczęśliwszą i bardziej zorganizowana. Pewnie, że dom nie wygląda tak jak u perfekcyjnej pani domu ale po urodzeniu dziecka zrozumiałam, ze moje mieszkanie ma służyć mi a nie ja jemu. Naprawdę nic sie nie stanie jeżeli codziennie nie umyje podłogi , mycie nie zając nie ucieknie. Uważam, ze radze sobie świetnie i naprawdę cieszę się, ze mam pracę, że mam dziecko i nie mam żadnych wyrzutów sumienia zostawiając je nawet na kilka dni z mężem. Grunt to nie dać się zwariować
ale samo wyjście i sam powrót dla mnie prywatnie też podziałał super 😉 trzymaj się swojego i lej na opinie Mała! 🙂
Dzieci nie mam, ale i bez tego czterema kopytami się podpiszę pod zdaniem, że wszystkiego mieć nie można. Ideałów nie ma, sorry, bolesne ale prawdziwe. Trzeba wiedzieć tylko co jest ważne, a co ważniejsze i temu najważniejszemu, w Twoim przypadku Lence, się poświecić.
Matka Wygodna napisała (z czym się zgadzam) '„Chciałam bardzo być super fajną i super mądrą kobietą, a jednocześnie dobrą mamą.” – możesz odhaczyć. Zrobione :))’ i można by wtedy uznać, żeś jednak kobieta idealna, ale sorry gotować nie umiesz, więc jednak ideałów nie ma 😀 Ale idealna jesteś dla swojej córy, nawleczonego i tego się trzymaj 🙂
P.S. Powyższy komentarz jest bez ładu i składu, bo za dużo bym napisać chciała oraz P.S.2 wstawka o gotowaniu nie miała na celu obrażenia Twoich uczuć, ot taki Nikowski niezbyt udany żart
pff, kremu z dyni dzisiejszego nie jadłaś, bejb!
Jak to nie mozna mieć wszystkiego?
Przecież mozna miec wszystko w dupie 🙂
A powaznie to kolejny powód do podziwu – umiejętność odpuszczenia sobie w odpowiednim momencie, zamiast brnąc na siłę w niewykonalne, albo odpuścić sobie na starcie.
Rzadkość 🙂
Dziękuję ci za tę notkę! Moja córa w połowie stycznia skończy 3 lata. Gada przeważnie tylko po swojemu, znów obraziła się na nocnik i interesuje ją wszystko, co nie powinno (ostre przedmioty nieznane jej butelki z różną zawartością itd.) – cóż, bunt dwulatka, który pewnie jeszcze potrwa.
Mieszkamy na wsi, ja wyleciałam z hukiem na daleki aut życia zawodowego i siedzę tu już „jakiś czas”, choć próbuję ostatnio coś na to poradzić.
Ciebie pozdrawiam i proszę, nie ustawaj… w pisaniu 🙂
Uwielbiam Cię czytac Olu..mimo innych wyborów, piszesz tak, że robi się ciepło na sercu..pzdr
Boże….byłaś w mojej głowie