Być Kimś więcej

Minęły nasze wspólne 3 miesiące. Blog pokrył się kurzem, więc nie muszę wyjaśniać, że były cholernie intensywne. Tak naprawdę to chciałabym mieć możliwość wciśnięcia „stop klatki”, powiedzenia -córuś, zastygnij, nie drzyj się teraz, nie ruszaj, nie oddychaj, bo matka musi to uchwycić, opisać, ocalić, zapamiętać, bo choć każdy dzień jest taki sam, to wszystkie bardzo się od siebie różnią, a ja boję się, że to wszystko mi się wymknie, umknie, zostaną w głowie równoważniki zdań.


Moje wyobrażenie macierzyństwa nijak miało się do tego, czego doświadczam. Ludzie próbowali nas ostrzec, kiedy afiszowaliśmy się ze swoim naiwnym, radosnym, oczekiwaniem, a my reagowaliśmy jakby ktoś chciał podciąć nam skrzydła.  Dziś to my już mamy dziecko i skonsternowani obserwujemy oczekiwanie innych par i zastanawiamy się, jak zareagować? Powiedzieć im prawdę? Nie… Nie uwierzą, przestraszą się, zaczną szczekać  i zarzekać się, że u nich będzie lżej, lepiej, inaczej piękniej. Poczekamy. Za rok napijemy się razem wódki, wykończeni i dumni, że przetrwaliśmy, że choć bolało, to jakimś kurwa magicznym sposobem było warto.

Dużo rozmawiam z innymi matkami o zmianach jakie w ich życiu zaprowadziło dziecko. Większość pieje z zachwytu wydając z siebie pieśni pochwalne na temat sensu życia, przekonywania się każdego dnia, że na to czekały, a życie bez dziecka było jałowe, puste i bezsensowne. Piękne to. Piękne to tak, że można się wzruszyć. Albo z nadmiaru zachwytu porzygać.

Wydawało mi się, że pierwszy rok z dzieckiem to będzie kaskada niepowtarzalnych wrażeń i uniesień, że będę pochłonięta poznawaniem się z moją córką, a cały świat bez żalu zostawię za drzwiami mieszkania, w którym uwięziła nas zima. I tak jest – to ciepło zalewające żołądek, kiedy dziecko się uśmiecha, przewraca, pierdzi, wydaje z siebie nowe odgłosy i dźwięki może pojąć tylko rodzic. Albo ktoś, kto chla, bo od wódy też robi się przecież ciepło w brzuszku 😉 Moja córka nie jest jednak z reklamy Gerbera i zajmowanie się nią wymaga ode mnie więcej, niż kiedykolwiek mogłabym pomyśleć.

Po prostu ustalmy, że jak małe dziecko płacze, kwili, to wyraża emocje i potrzeby. Przez pierwsze 2 godziny. Przez kolejnych siedem, po prostu drze się jak przypalane żywym ogniem i samo nie wie,czego chce, za to ty wiesz doskonale- wystawić je na balkon,żeby ostygło. W mojej naiwnej głowie to miało wyglądać tak, że na początku ona będzie tylko spać, a ja 3/4 czasu dochodzić do siebie po porodzie i pisać o tym, jakie ma piękne oczy i włosy (bo ma, najpiękniejsze, niebieskie jak chabry, a czuprynę rudą, będzie moim małym Kasztankiem najprawdopodobniej!)

Nie zrozum mnie źle, jest we mnie masa czułości i ckliwości dla jej tłustych udek i pupy pokrytej kalafiorem dziecięcego cellulitu, zacałowuję każdy centymetr jej ciała, nałogowo masuję stópki i mówię takie słodko-pierdzące rzeczy, że gdyby ktoś to nagrał to bankowo kurator zrobiłby mi w jazd na chatę z alkomatem. Ja chyba nie do końca umiem być taka rozckliwiona nawet, bo kiedy na głos wypowiadam,co czuję -że moje dziecko jest najsłodszym cukierkiem  świata- to nie umiem postawić  kropki, bo samo przez się ciśnie mi się na usta ALE…

Ale mnie zjada.Wykańcza. Stawia co drugi dzień na krawędzi przepaści w którą patrzę się z żywą nadzieją i pocieszam się, że jakby co, to mogę skoczyć, że jakby co, to to nie metafora, bo mieszkamy na 7 piętrze. Nie dlatego, że takie jest macierzyństwo-znam matki, których relacje są radosne jak motylki i skowronki. Mi po prostu trafił się egzemplarz nieco trudniejszy w obsłudze.

Nadal się to sprawdza, że cokolwiek napiszę o moim dziecku,to za chwilę przestaje być aktualne-0 2 dni temu martwiłam się, że za rzadko i zbyt krótko je, to… już drugą noc wisi na cycku jak nastolatka na telefonie 🙂

Moje dziecko jest tak nerwowe, czy jak kto woli- wrażliwe, że ryczy w zasadzie przez większość czasu. Jeżeli nie nakarmię jej w tej sekundzie w którym uzna to za konieczne, mam jak w banku godzinne uspokajanie i nakarmienie w czasie 17. podjętej próby, kiedy już uda mi się ją przeprosić. Lubi karuzelę, przez 3 minuty. Matę przez jakieś 9. huśtawkę przez 30 sekund. I nawet nie masz pojęcia ile możesz, ba, musisz zrobić w tym czasie!

Nie udało się nam wypracować jakiś radosnych reguł naszej koegzystencji – Lenon potrafi przespać w nocy 7 godzin z rzędu,albo dla odmiany przez 3 doby nie spać wcale. Umie się budzić na żarcie co 40 minut,albo zapomnieć przez 5 godzin, że powinna. 2 dni potrafi kochać kąpiel i buczeć, że się kończy, by przez 4 kolejne zatruć nam wieczór krzykiem i histerią jakbyśmy ją podtapiali (dementuję- nie znęcamy się nad nią, a to co sobie wyobrażamy to tylko i wyłącznie nasza sprawa! 😉 ). Jedno jest niezmienne i bardzo dla mnie ciężkie do przetrwania:

Czy śpi,czy nie -nie da się przy niej i z nią zrobić CZEGOKOLWIEK. Jedzenie, ubieranie się i mycie zębów w towarzystwie ryku już opanowałam, choć założę się, że mam wrzody. Kombinowanie, bo na pewno nie gotowanie obiadu, to jeden z obowiązkowych punktów na naszym pijanym planie dnia – producenci mrożonek, kopytek, klusek, pomysłodawcy Wędlinek, twórcy surówek gotowych i moja teściowo- I love you, bez Was byśmy z głodu zdechli. Gotować nie lubię i tak, więc strata żadna, czasem tylko zapłaczę, jak przeczytam, że jakaś matka coś upiekła, uszyła, przeczytała…

I dochodzimy do punktu, który jest sednem tego,co mnie męczy – kocham ją, uwielbiam, nałogowo trzymam w rękach, żeby czuć jej zapach, który jest dla mnie jak narkotyk- ale bycie mamą mi nie wystarcza. Świat złożony tylko z dziecka jest dla mnie za ciasny, tulenie jej nie dusi ambicji, dlatego…

Nie będę rzucać wielkich słów na wiatr, ale dziś, mimo, że obudziła mnie na karmienie z 6 razy, wstałam kilka godzin przed nią ( pisze kilka godzin,bo już minęły, bo przecież nigdy nie wiem ile jeszcze będzie spać) -żeby napisać ten tekst, ubrać jak gdybym zamierzała gdzieś wyjść (niekoniecznie z psem 😉 ), poszukać książek, które muszę przeczytać, zrobić listę rzeczy, o których muszę napisać…

Zrobię wszystko,by wygospodarować czas dla siebie częściej, nawet jeśli będzie się to wiązało z wstaniem o 5:50, tak jak dziś. I bynajmniej nie po to, żeby poodkurzać.

Żeby z nową energią jarać się jak blant rastafarianina, że jest taka cudowna z samego rana i że właśnie moja córka zachwyca się faktem, że jej tato hamuje odruch wymiotny zmieniając jej pieluchę 😉 I zdechnąć ze zmęczenia o 21 i modlić się, żeby ona zrobiła to samo.

A jak u Was? Dziecko to cały świat? Jeśli tak, to z wyboru czy konieczności? Jeśli nie, to co robicie poza byciem mamą i, kurwa mać, jak tego dokonujecie?; ) Czekam na Wasze relacje. Weźcie pod uwagę, że jak czytam „moje dziecko jest spokojne, a ja robię wszystko, na co mam ochotę” to zalewam się łzami i smarkami, a umalowałam się nawet o 6 rano, więc litości.

36 komentarzy
  1. Lovam cię Radomska, prekursorko moja.
    Z własnych doświadczeń nie mogę tu nic nalać, ale przyznam, że i mi daleko od pochwalnych pieśni na temat „życie bez dziecka było jałowe, puste i bezsensowne.” Nie uważam bowiem, że z potomstwem jestem pełniejszym człowiekiem niż bez. Tylko, co ja wiem? Przecie nie przeszłam jeszcze przez ten krąg ognia.
    Tymczasem ściskam mocno! I wierzę w Ciebie.

  2. nie napisze dużo bo mam swoja 4miesieczna córkę na sobie.
    ale doskonale Cie rozumie, może nocami nie jest aż tak źle bu mój zulek budzi się „tylko” 3 razy przy czym zasypia przez ok 1h ale pocieszam się faktem ze może za 8 miesięcy będzie łatwiej i lżej?! mam nadzieje ze zbyt naiwna nie jestem.
    śmieje się tylko do malej ze „odplaci” mi to brakiem rodzenstwa 🙂

  3. Tylko mamą. Z przymusu. I siedzę. I ryczę.

    Bo Tymon od dwóch miesięcy jest wiecznie chory i marudny.
    Bo małżonek szanowny pracuje od rana do wieczora.
    Bo Tymon wjeżdżał w Agnieszkę jeździkiem, a jak mu ten jeździk po piętnastu ostrzeżeniach zabrałam, to się połozył na podłodze i zaczął walić w nią głową, drąc się wniebogłosy.

    Tej. Co to jest ten makijaż? 😛

  4. Droga Radomska … moje dziecko ma już 3,5 roku i mogę w końcu powiedzieć że wracam do życia, mam czas dla siebie, chwilę oddechu od terrorystki-tornada 🙂 – a wszystko to z wielką pomocą placówek opiekuńczo-wychowawczych zwanych w skrócie żłobek i przedszkole … te chwile są zaburzane wyjątkowo częstymi i pojawiającymi się z ogromna regularnością w okresie wrzesień – kwiecień chorobami przywlekanymi z tychże przybytków zabaw i radości dla wszystkich maluchów, i najczęsciej sprzedawanymi też mnie – więc chorujemy razem – Ja i moja córka. Jesteśmy jak dwa przeciwległe bieguny – ja potrzebuję wyspać się i mieć trochę spokoju, „powojować” z Chodakowską 😉 , ona wstaje bladym świtem i chce żeby się z nią bawić i aktywnie spędzać czas od momentu kiedy otworzy swoje piękne oczy do momentu kiedy je zamknie wieczorem (czasem bardzo późnym). Oczywiście z przedszkolakiem jest już łatwiej – a to bajkę obejrzy, a to porysuje, a to wywali wszystkie zabawki na środek pokoju i zrobi jeden wielki burdel- czyli pobawi się twórczo 🙂 .. ale to przyszło dopiero z czasem, wcześniej było sporo momentów że chciałam ją wystawić za drzwi lub okno (teraz też są – ale już rzadziej 😉 ) .. musisz uzbroić się w cierpliwość i przeczekać – wyrzynanie się ząbków, lęk separacyjny, bunty 2,3,4 – latka i tak dalej az do 18-tki .. zobaczysz że wraz z upływem czasu jest coraz łatwiej i coraz ciekawiej 🙂 .. Trzymam mocno kciuki

  5. Jak jest u nas? Sosia ma 7 miesięcy. Mówi baba, papa, dada i jakieś niezrozumiałe rzeczy. Nie przesypia całych nocy, ząbkuje, marudzi, krzyczy, trzeba ją nosić na rękach, nienawidzi zupek, żre tylko marchewkę i jabłko i koniec. Ale kocham ją tak niesamowicie mocno, że aż mnie czasem ściska w gardle ze wzruszenia, chociaż powtarzam sobie, że u mnie jeszcze hormony ciążowe nie opadły całkiem. Opiekuję się nią i trochę pracuję w domu, bo muszę. Ciężko jest ją zostawić babci czy tacie na godzinę czy 2 albo więcej. Jestem rozdarta jak cholera i zazdroszczę matkom na macierzyńskim, a z drugiej strony czasem oddycham z ulgą, że mam godzinę wolnego i mogę porozmawiać z kimś dorosłym. Też się boję, że zapomnę tych wszystkich chwil-pierwszego słowa, uśmiechu, pierwszego siku na nocniku, uśmiechu. Miliona rzeczy i chwil i niektóre faktycznie uciekają, umykają. Żeby sobie pomóc piszę dla Sosi, dla siebie pamiętnik-album, zapisuje uśmiechy, pierwsze słowa w formie listów do córki. Zbieram zdjęcia i powoli zabieram się za składanie albumu, który nawet jeszcze nie jest zrobiony. Ale mam czarno na białym, co było. Dla siebie i dla niej na przyszłość. Dziękuję za wpis. Po raz kolejny nie czuję się sama w tej walce bycie matką. Pozdrawiamy Ciebie, Lenona i Nawleczonego ciepło z Sosią i Małżanem 🙂

  6. Pierwsze macierzyństwo czyli bliźniaki plus samotne wychowanie-horror. Do dziś zastanawiam się jakim cudem dałam radę a minęło już trochę czasu. Przez rok czasu dostosowałam swój tryb życia do nich,nie oglądałam telewizji,nie słuchałam muzyki. I byłam chronicznie niewyspana i zmęczona. Po roku było lżej,wyczerpałam już pakiet chorób a i rehabilitacja(porażenie kończyn) przyniosła spodziewane efekty.

    1. Aha, a co do tego, że bycie mamą nie wystarcza jednak, mam tak samo. I duzo o tym wlasnie myslę ostatnio. Że jednak nie dałabym rady zostać pełnoetatową mamą na dłużej.

  7. Jest ku..wsko ciężko! Hanka ma 1,5roku wychodza jej ostatnie zęby a ja mam ochote sie zabić! Chodze do pracy od kiedy skonczyla 7miesiecy a ona do żłobka- ktory kocha uwielbia i w którym nie ryczy! Dlaczego?! Dlatego ze w domu matce i ojcu urzadza histerie awantury i placze:) nadrabia w weekendy:) ogolnie jest cudowna dziewczynka ktora kocham bardzo bardzo najbardziej ale kocham tez czas tylko z sama soba i ti nie podprysznicem, przelamalam sie i wychodze na piwko winko ploty na regulacje brwi 😀 dzieki temu zyje! Kochana nie jestes sama ja dzis wstalam o 5.50 ale z dzieckiem bo ona wlasnie tak supia – szybko! A do tego gile do pasa i wiecznie cos:) modle sie o dzien spokoju! A teraz kiedy wreszcie zasnela leze z kawa na kanapie a przeciez musze jej obiad gotowac bo czasy cycka minęły 🙂 zyczymy Wam pieknego kolejnego dnia j byle do wieczora:*

  8. Ja w chwilach kryzysu zawsze jak mantrę przywołuję myśl, że ten trudny czas tak naprawdę w perspektywie całego życia będzie bardzo krótki okres i niebawem się skończy, i na pewno jak mi moja nastoletnia kiedyś córka (brrr:) będzie pyskować i krzyczeć, że mnie nienawidzi, to z sentymentem będę wspominać te chwile całkowitego chaosu:) Jak sobie czasem to uświadomię, to od razu jakoś mi raźniej:) Jedno jest pewne, trzeba, choć to strasznie trudne, walczyć o siebie i nie zapominać o tym, jaką osobą się jest i jaką chcemy się stać, bo potem nasze dziecko będzie nas przecież oceniać przez ten pryzmat również. Dla mnie te pierwsze miesiące to taki czas „uśpienia” trochę;) Na chwilę odkładam wszystko o czym marzę lub do czego chcę dążyć (a przynajmniej zwalniam tempo realizacji), codziennie jednak przypominając sobie, że nie odpuszczę i jak już będę miała większą możliwość dysponowania własnym czasem to do tego wszystkiego wrócę z podwójną energią… I to mi daje siłę – i do tego, żeby wolne chwile maksymalnie wykorzystywać dla siebie, i do tego, żeby cieszyć się nawet jak Zocha robi trzecią kupę w kolejnego świeżo zmienionego pampersona;) Będzie dobrze!:)

  9. Czytalam z usmiechem na twarzy i nie ukrywam, ze z staysfakcją, że nie tylko ja mam takie odczucia co, do macierzyństwa;) Jestem mamą poltorarocznej Klaudii i póki co nie zamierzam powiększać rodziny. Jedno male szczescie, które sprawia ze czasem jestem na skraju fizycznego i psychicznego załamania – zdecydowanie wystarczy! Pozdrawiam;))

  10. Nie wiem co znaczy mieć dziecko, które płaczę przez pół dnia, bo mieliśmy tą przyjemność, że trafił się nam okaz spokojny, uśmiechnięty i nie wiele wymagający. Ale to nie znaczy, że jeszcze się o tym nie przekonam, bo może Maks z tego spokoju wyrośnie i dopiero pokaże co w nim siedzi. Nie myślę o tym na razie, co ma być to będzie.
    Czasem jestem znudzona tą rutyną, dniami podobnymi do siebie, ale jednak innymi, zmianą pieluchy czy setnym przełożeniem z brzucha na plecy, bo nie opanował jeszcze przewrotu w tą stronę. Po mimo tego, nie zamieniłaby dni z nim na te, które były zanim się pojawił. Kocham go całą sobą, te jego uśmiechy, zalotne spojrzenia czy otwarta buźkę , kiedy czeka na kolejną łyżeczkę zupy.
    Jest różnie, czasem są dni kiedy się nie chce, zmęczenie bierze górę, ale wiem, że trzeba, że warto, bo mam skarb, a inni marzą o takim, a mieć nie mogą.

  11. Przy pierwszym miałam w miare spokojnie,dużo leżał w łóżeczku, sam lubił się zabawić,uwielbiał słuchać muzyki, więc w ruch szło youtube, a ja mogłam zrobić cokolwiek.A drugie to zapełne przeciwieństwo:)w łóżeczku tylko śpi,a tak cały dzień na rękach,dodatkowo starszy ma autyzm więc w tej chwili czasem się zastanawiam w co ręce włożyć czy się najpierw umyć czy może coś zjeść.Czasami jak koleżanka wyżej siedzę i płaczę bo mąż wiecznie w pracy,mama chora,do teściowej nie dociera,że ma troszkę „innego”wnuka,który wymaga więcej uwagi,ale staram się ją ignorować i czekać na lepsze dni.Dziś mały(6 mies)śpi, większy(4latka)rozwala zabawki,a ja mam to gdzies i czytam internety:) pozdrawiam i głowa do góry:)

  12. Najpierw chciałan napisać ” wytrwaj najgorsze jest pierwsze pół roku” ale … To nie do końca tak . Właśnie leze na lewym boku będąc w 35 tygodniu ciąży. A moja 4latka na mnie koloruje.książeczke i wcale nie dla tego ze nie ma w domu stołu czy biurka…trzymaj się wszystko mija… Czas płynie szybko i ani się obejrzymy maluchy przestają ryczec; racxkowac i idą do przedszkola…

  13. dzieki ze jestes radomska, wlasnie dzisiaj kiedy mam ochote schowac sie przed moimi potworkami-sztuk 3, do szafy i doczekac tam momentu az beda pelnoletnie….a troche to potrwa bo starsza ma az 2,5 roku a blizniaki niespelna 8…miesiecy! pozdrawiam i zycze tobie i sobie mnóstwo cierpliwosci!!! 🙂

  14. Mogłabym napisać ,że będzie lepiej ale co Ci po tym.Napiszę, że będzie inaczej.Juz niedługo. Nie jestem jakimś tam ekspertem tylko mamą dwójki dzieci. A każde tak różne jakby były z różnych planet. Moja córka była bardzo podobna do Twojej. Miałam wrażenie, że jestem niewolnicą dziecka i cycków. Budząc się otwierała najpierw usta drąc się niemiłosiernie, następnie oczy. Dużą pomocą służyła mi mama, która była z nami przez pierwsze 1,5 miesiąca. Potem zostaliśmy z Mężem sami na polu (nie boje się tego powiedzieć ) walki. Myślę,że każde dziecko ma swoją instrukcje obsługi ale odkrycie jej niestety trochę trwa. Gdy już byliśmy bezsilni wprowadziłam córkę do naszego łóżka. W nocy dostawała cyca kiedy chciała, a ja nie męczyłam się karmiąc i przysypiając jednocześnie na fotelu w koszmarnych dla kręgosłupa pozycjach. W piątym miesiącu okazało się, że dolegliwości brzuszkowe są spowodowane nietolerancja laktozy. Zmieniłam więc swoja dietę, a Młoda była częściowo na mleku nutramigen. To był przełom, bo była nieco spokojniejsza. Dużo też dały spacery. Jeżeli jesteście zdrowe wychodźcie na zewnątrz. Nawet gdy jest zimno.Córka zaczęła się porządnie wysypiać właśnie na spacerach, a i ja byłam w lepszej kondycji, gdy poprzebywałam wśród dorosłych. Niestety przy córce nie znalazłam niani (mieszkałam na wsi 600 km od rodzinnego miasta i niewiele osób jeszcze znałam). Nie mogłam wrócić do pracy. Był taki moment, że nawet nie chciało mi się ubierać, myć, o makijażu zapomniałam w ogóle. Na szczęście mój mąż zaczął mnie wyciągać na zewnątrz. Jeździliśmy to tu, to tam, wszędzie z Młodą. Karmiłam ją i przewijałam w przeróżnych miejscach. Pomogło. Dziś ma 6 lat…buzię rano otwiera równocześnie z oczami, gada do wieczora, ale nie wyobrażam już sobie inaczej. Z synem było inaczej. Po przebudzeniu przez 20 minut zastanawiał się czy jest głodny. Udało mi się wrócić do pracy. Niestety okazało się, że ma przewlekłą chorobę i wróciłam na wychowawczy. Teraz walczymy z nocnikiem, tzn on walczy.
    Czas pokaże co dalej.
    A Ty nie zapominaj o sobie i swoich ambicjach. o realizowaniu siebie. Bez tego nie będziesz szczęśliwa, a przez to Twoja córka też nie. I nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia,że chcesz pozostać sobą.
    Daj sobie jeszcze trochę czasu, Wam, żebyście mogły poznać się lepiej.Wypracować zasady współpracy 🙂 Poobserwuj ją, musi być coś co ją uspokaja, coś co lubi. Trzymam kciuki.
    Dasz radę, bo kto jak nie Ty?

  15. Mój syn ma 3 tygodnie. Nie miałam pojęcia o tym, co mnie czeka. Nie wiedziałam, że nie można się przygotować do bycia matką. Czuję się cholernie bezradna, kiedy on płacze, krzyczy, wrzeszczy i pręży się tak bardzo, że nie mogę go utrzymać i boję się, że go upuszczę. I ten ciągły strach, że coś jest nie tak. Bo ma jakąś wysypkę, bo oczko mu się paprze, bo odgina głowę, bo pochrapuje przez sen, bo kaszlnął kilka razy, a przecież zdrowe niemowlę nie kaszle. Że robię coś nie tak. Że tylu rzeczy nie wiem. Że nie rozumiem, dlaczego mu źle w człowieka. Nawet nie próbuję myśleć o czymkolwiek innym. Daję sobie jeszcze 3 tygodnie. Wcześniej nie dam rady.

    1. Alus, prezy sie bo ma kolki, chrapie bo ma wiotkosc krtani i minie, kaszle jak i kicha odruchowo to dobrze, bo wysmarkuje i wykaszla pyl kurz i syf, a placze bo ktos go z zajebistego cieplrgo becola gdzie szumialo i bylociasno ciemno i bezpiecznie wywlokl na chujowy swiat gdzie zimno zle obco i straszno.te bys plakala jakby cie ktos nagle eksmitowal w kosmos 😉

      polecam usypianie wg 5s metoda Karp’a, suszare i duzo browarow na wyczillowanie.pisz jakby co na fb Radomskie Macierzynstwo-wyslucham porycze ztoba a jak trza bedzie to kopne w dupe i ogarne ;] damy radejestesmy matkami czyli nadludzmi!!

  16. No ja mam już 2,5 roku perspektywy i powiem Ci, że to są dopiero doświadczenia. Ten świadomy luz, na który mogę sobie pozwolić teraz okupiłam podobnymi rozterkami, sraczką emocjonalną i spazmami. Przeszło gdzieś po pół roku. A po roku to w zasadzie okazało się, że to nie będzie jednak tak cały czas. Te dzieci jednak się powoli usamodzielniają.. I wyobrazić Ci się może to trudno będzie, ale mój młody czasem zostaje sprzedany obecnie dziadkom na noc, bo jeżdżę w dal siną na uczelnię i do domu wracać te dziecko nawet nie raczy. I tak o to mam wolny sobotni wieczór i nie chcąc Cię za mocno wkurwiać powiem nawet że nie PIERWSZY i siedzę i myślę, czy już iść spać czy może za chwilę 😉 Ale lubię (już) te moje rodzinne życie. A za 5 miesięcy powtórka!!!!!!!!!!!!! 😀
    Trzymaj się:)

  17. No to makijaż szlag trafi. Piszesz, że trafił Ci się trudny egzemplarz, mogę powiedzieć tyle, że trafił mi się wyjątkowo lightowy egzemplarz. Trafił się.. to złe słowo. Całą ciążę wymyślałam sobie swoje dziecko, i wymyśliłam. Wyszło ze mnie identyczne jak w moich wizjach. Jestem wiedźmą.
    Gdy był w wieku Twej córki, to przestał wołać jeść w nocy, i ten stan trwa. Śpi 19-7. Rozpoczął 8 miesiąc.
    Z wyboru, trochę też ekonomicznego, pracuję na 1,5 etatu równocześnie chowając dziecko. Kiedyś więcej spał, więc było lżej, teraz za dnia ma tylko 2 drzemki, więc jak tylko mogę to lecę do swoich papierów. No i noce są na pracę. Do 1-2 godziny,
    Brak mi czasu wybitnie dla siebie. Niestety ambicjonalnie traktuję te 1,5 etatu, więc w wolnej chwili lecę rabotać, zamiast zająć się sobą.
    Strasznie brakuje mi ludzi. Teraz syn ma zapalenie oskrzeli, więc nie wychodzę na spacery, po tygodniu zamknięcia w chałupie zaczynam głupieć. Tęsknię do domówek.. ale jak tu je mieć, gdy z dzieckiem do ludzi nie pojadę, bo nie wszędzie jest gdzie położyć spać niemowlaka.. a do nas też ludzie się nie kwapią.. jak by posiadanie dziecka piętnowało nas i wykluczało.
    Tęsknie do rozmów o czymś wielkim, mądrym, wzniosłym.. Tęsknię do ludzi bez dzieci, do matek, którym macierzyństwo nie odebrało osobowości. Na przypadkowych spotkaniach z kobietami ze szkoły rodzenia wymienia się uwagi o wprowadzaniu jarzynek do diety, co u nich-matek, a nie o tym co u nich-kobiet, u nich-osób.
    Piszesz, że Lenka nie pozwala na podstawowe rzeczy, Bartek pozwala na wszystko, nawet na swobodne studiowanie ustaw, przepisów, nowych stawek Zus. Chodzimy razem po urzędach, jest towarzyski i otwarty. Ale miewa chwile, gdy muszę zostawić cholernie ważny przelew w banku i być z nim skóra do skóry… czasem oglądanie matki przez szczebelki łóżeczka to za mało. I gdy go biorę na ręce to wyrywa mi włosy, wtyka łapki do buzi i usiłuje wydłubać oko..a ja ukradkiem wącham jego szyjkę.
    Lubi mieć czas dla siebie, dzięki temu, że nie wiszę nad nim non stop.. to szybciej pokonuje kolejne etapy… ma czas na własne ćwiczenia. Pewnego dnia usiadł.. niedługo potem wstał w łóżeczku i chwiał się niczym pijak radośnie pohukując na mnie… mama patrz! Po tygodniu już swobodnie lata wkoło łóżeczka. Właśnie zakupiłam zestaw drewnianych płotków by zbudować wybieg dla niego.. dla jego bezpieczeństwa i mojego spokoju.
    Nie jestem kobietą spełnioną.. bo mam za duży głód świata w sobie. Chociaż mam 38 lat, i jestem późną matką, i niby powinnam już się wyszumieć… to mi wciąż mało tego życia.
    Miałam wiele szczęścia, że mogę pracować w domu, dzięki temu mogę po kończącym się wkrótce macierzyńskim nadal pozostać w domu z dzieckiem, pracując. Ma to swoją cenę… zarwane noce.. przyzwyczaiłam się.
    Brakuje jednak i nadal będzie brakować.. czasu dla siebie, żeby iść na spacer bez dziecka ale z kimś interesującym. Czasem bym chciała być trochę sama.. bez dziecka i bez partnera… uwolnić umysł od wiecznego trybu stand-by. Wiecznej gotowości dla dziecka… Bo choć takie fajne i niekłopotliwe, to ciągle nasłuchuję.
    Piszesz, że dzieci codziennie robią coś nowego.. choć dzień do dnia taki podobny… Kiedy każdego dnia o 11 sadzam go w krzesełko i wpycham w uparty dziób łyżeczkę jabłek.. to.. ta przewidywalność zdarzeń jest czasem irytująca. Z drugiej strony.. gdy zerkam na niego czasem zza laptopa, jak rozkminia kolejną zabawkę, przygląda się swoim stopom gdy stoi, i bywa że spojrzy na mnie w tym momencie, buzia się rozpromieni dumą… to myślę sobie.. takim Cię synku wymyśliłam… Czasem w jego spojrzeniu widzę.. bardzo starą duszę.

    Mam nadzieję, że Lenka wyrośnie z tego wczesnego okresu niemowlęcego pełnego płaczu, i jeszcze kiedyś zapomnisz jak on brzmiał. Trzymam kciuki.

  18. Chciałabym móc coś dla Ciebie zrobić. Przyjść i Ci zrobić zapiekankę warzywną, posprzątać łazienkę, zabrać ten Granat na dwie godzinki spod Twojej opieki, żebyś mogła się wyspać i ogolić nogi. Ale nie mogę – mieszkam daleko, nie znasz mnie i pewnie nawet bałabyś się oddać mi dziecko choćby na kwadrans, bo nie wiadomo czy umyłam ręce.

    Jedyne co mogę zrobić to udzielić rady – wiem jak brzmią rady od obcych ludzi, którzy wiedzą lepiej jak się zajmować Twoim dzieckiem, ale uwierz mi, nie chcę się wymądrzać tylko pomóc, nie wiem czy dla Was to się okaże coś warte, ale spróbować można.

    W liceum opiekowałam się małym Szymonem, żeby jego rodzice mogli w spokoju pójść na wesele, romantyczną kolację albo do kina raz na jakiś czas. Szymon od pierwszych tygodni życia był uczony przesypiać całe noce. Mama nie dawała mu spać od 16, łaskocząc brzdąca za każdym razem gdy kleiły mu się oczy. Na początku ponoć był marudny, ale efekt był taki, że jak kładła go o 21 to przesypiał całą noc, z przerwą na karmienie przez sen o północy. Może przetrzymanie Lenki w stanie czuwania przez dłuższy okres czasu w ciągu dnia troszkę zmęczy Twoje dziecko i w efekcie będzie spało dłużej?

    Poza tym poczęstuję Cię banałem. To minie. Najgorsze już za Tobą, z każdym tygodniem będzie coraz lepiej. Trzymaj się i broń Boże nie skacz z tego okna, będziemy za Tobą tęsknić na blogach 🙂

    1. Jagusia, ale u nas nocki naprawdę spoko, na śpiocha ją karmię, raz na jakiś czas budzi się nad ranem, ale żeby pogadać 😉 poza tym każdy kwadrans jej drzemki to zbawienie boże, dziś od rana próbuję coś zrobić i choć pada na twarz to nie chce spać. Moje śpiące i niewyspane dziecko jest gorsze niż wrzód, gdybym od 16 do 21 nie pozwalała jej spać musiałabym brac prozac inarkotyki. jest 10 rano a ja już padam ! a tylko zdążyłam się ubrać, wstawić pranie i próbuję ją uśpić, bo marudzi! wszystko oczywiste, ale u innych ludzi, też mi się wydawało, że to proste, że niemowlę mają skromny wachlarz potrzeb etc. tymczasem drżę przed tym,co dalej!dzięki za wsparcie, zapiekankę opierdoliłabym ze smakiem, jednakowoż dziecka nie zostawiam n dłużej niż 20 minut nawet z tatą, bo taka jestem na jejpunkcie porąbana, o!

  19. Radomsiu, wstajesz dopiero o 5.50!!! Toz to pozno jest, kochana. Piekarze zaczynaja od 3-ciej rano, cukiernicy najpozniej od 5-tej. Gazeciarze biegaja z gazeta od 4-tej, nie wspominajac o kolejarzach i kierowcach autobosow. Zaangazuj do dziecka Ukrainke a sama wracaj do zycia zawodowego,albo wyspij sie i jak dojdziesz do siebie to zwolnij nianie. Zadna nowosc,
    nasze mamy tez tak robily.

  20. Radomsiu, a wez do dziecka nianke, odpoczniesz troche, wyspisz sie… Ukrainki niedrogie sa, pracowite albo moze znajdziesz jakas emerytke na kilka godzin. Przemysl to. Twój komentarz

  21. jejku masz to samo co ja z pierwszym synem, spał 30 min w dzień i mnie ch…strzelał, stałam juz na parapecie ale jak ktos mi proponowal pomoc to ja sie zapierałam ze nie nie przeciez ja dam rade, przeciez on moj, jest pierś, nie ma bata nikomu nie oddam 🙂 wiec rozumiem te rozterki kochana. Nie bede pocieszać, bo Ty najlepiej znasz sowje dziecko. U mnie tez tak mowili, jak odstawisz od piersi to bedzie tak a tak, to wtedy przespi cala noc, i co po 10 mies odstawilam młody ma 21 mies i nadal nie przespał calej nocy a jeszcze mam 4 lataka, ktory mnie wola w nocy „mamo sikać” no i wędrówka w najlepsze.
    Dzisiaj jest ten dzien na który czekalam długo…jestem chora (wiem glupio to brzmi ze sie ciesze) ale jest to jedyna mozliwosc abym posiedziala sama w domu, wiec odwiozłam synków do placówek opiekunczych, ktore zarówno ja jak i oni uwielbiaja, a sama siedze pod kocem, mam w dupie ze 50 kg prasowania, zero obiadu, nic mnie to nie obchodzi to jest moj wolny dzien od kilkunastu miesiecy bez krzyków, placzu, w ciszy!!
    Ola moja kochana, ja nadal wierze ze to te kolki i nadejdzie juz niedlugo taki dzien ze oczy Ci wyjda z orbit jaka Lenia moze byc zajebiscie cicha. Wierze w to i trzymam kciuki. Przechodzilam takze przez to i wiem ze nie jeste łatwo…ale bedzie łatwiej. Bedzie wiosna dlugie spacery, moze spotkanie z dziecmi oderwie ja od krzyków….wytrwajcie, a Ty jak tylko masz mozliwosc odciagnij pokarm nawet na jedno karmienie i idz do fryzjera np., do kina….(wiem wiem mnie tez bylo ciezko wyjsc) ale moze sie uda, nawet raz na tydzien na chwile przewietrzyc mózg :***

  22. Nie chcę Cię dołować, bo ja lightowe modele mam sztuk 2 (teraz 4 lata i 3 lata), ale nie mam na co narzekać:)

    Noce przespane, kolek brak, uwielbiały uczestniczyć we wszystkim (kocham człowieka który wymyślił leżaczek/bujaczek), nawet suszenie włosów suszarką wprawiało je w zachwyt. Z dziewczynkami jestem sama, mój M. pracuje na zmiany więc trzeba ogarniać wszystko samemu, dziadkowie pracują.

    Czy padałam na pysk? NO JASNE! Czy coś bym zmieniła? NIGDY! Jednak mimo tego ogromu szczęścia brakuje mi wyjść z domu, kiedy mam ochotę, a nie kiedy uda mi się znaleźć nianię. Rozmowy z osobą dorosłą, na takież również tematy, a nie rozmawiać cały dzień o ciastolinie/puzzlach/kredkach/farbkach 😉

    Wiele przed Tobą – dasz radę 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie

  23. „Poczekamy. Za rok napijemy się razem wódki, wykończeni i dumni, że przetrwaliśmy, że choć bolało, to jakimś kurwa magicznym sposobem było warto.”

    taa, a zaraz wjazd zrobi opieka społeczna, że w domu jest melina;)

  24. Dzieci są jak prąd – mają fazy 😉
    Całe szczęście (albo i nie , zależy z jakiej perspektywy patrzeć 😉 ), każda faza ma swój początek i koniec. Jako matka wielokrotnie czułam się, jakbym grała w jakimś filmie Barei jedną z głównych ról – zaraz po moich dzieciach 😉
    Albo zwariujesz albo uratuje Cię poczucie humoru.
    Alleluja – i do przodu! 😉

    Ściskam

  25. Dołączyłam tu kilka dni temu i choć post dlugo już nieaktualny to muszę skomentować… Jestem mamą rocznych bliźniąt… I 'dzięki’ Twojej notce przypomniały mi się nasze początki i wyglądały złudnie podobne do Waszych, z tym że razy 2;/. I jak jedno postanowiło raz dać się wysrać chociaż, to drugie dla odmiany postanowiło przyjąć wrogą postawę, przez co bliska byłam pożyczania od moich słodyczy pampersów… Wcale nie było tak pięknie, jak sobie wyobrażałam… Pięknie było jak spały i ja głupia zamiast spać to podziwiałam te cudeńka do czasu aż któreś się nie obudziło… Jedno spało przez jakiś czas tylko z moim sutem w ustach, każda próba 'odczepienia’ kończyła się awanturą… Dobra…nie narzekam już, a przejdę do sedna…. Nie wiem jak sytuacja u Was wygląda teraz, ale jeśli nadal higienia osobista jest mission imposible przy Waszym skarbie, to przybijam piątkę i informuję że moje dzieci od jakiegoś 4 miesiąca przesypiały całe noce od 21,30 – 5.00 od 6 m.ż. od 19- 8 czasem 9 (fakt że zastosowałam kilka trików żeby tego dokonać, ale za długo by pisać, btw każde dziecko inne i nie ma co zlotymi radami sypać xd). I dotąd żyjemy w zgodzie i szczęsciu i miejsca na zachwyty jest co nie miara;D. Nie piszę tego żeby Cię dobić ale żeby zasiać ziarenko nadziei na lepsze jutro;P. Życzę aby los odwrócił się łaskawie o 180 stopni tak jak u nas;).
    PS. Sorry, za topornie skonstruwany komentarz ale spieszy mi się do wyra;D
    pozdrawiam;)

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.