Cześć. Zdiagnozowano u mnie ADHD.

Cześć! Dawno do Ciebie nie pisałam, a nawet jeśli to chyba nigdy nie zwracałam się tak wprost, choć przecież zawsze wszystko było tu dla Ciebie. Jak się domyślasz, bardzo wiele się u mnie działo. Żyje w absurdalnym tempie, które kocham i samej trudno mi uwierzyć ile zmieniło się od ostatniego wpisu. 

Blog był ciągle w tyle mojej głowy. I Ty, a raczej pytanie, co jeszcze mogę Ci tu dać i o czym i jak napisać, żeby miało dla Ciebie wartość, a nie było tylko aktem ekshibicjonizmu. Wypaliłam się i nie chciałam wybebeszać publicznie, ale… tęsknię.

Za taką formą. Za słowami, którymi od zawsze malowałam tu emocje. Ze zdziwieniem odkrywając, że niby piszę o sobie, a tak naprawdę o nas i o tym, co czujesz. I przekonując, że skoro tak wiele przeżywam i analizuję, a jeszcze potrafię to przekazać, to pomagam tym, którzy nie znajdują słów.  

Najcieplej wspominam opisywanie moich rozterek rodzicielskich. Tego, że dzięki Tobie ja miałam komu o nich opowiedzieć, a Ty – przejrzeć się w mojej stopklatce i pochylić nad sobą. Przypomnieć o własnej niepewności, utulić osobiste wzruszenia. To było jak terapia. 

Internet jednak to zasadniczo kiepskie miejsce do zwierzeń, o czym przekonałam się nie raz. I poczułam, że opisywanie własnych przeżyć w obliczu tego wszystkiego, co się u mnie działo, bardziej mi zaszkodzi niż pomoże. I w końcu chcę być odbierana jako energetyczna Pani ze sceny, dobra komiczka, wodzirejka, ktoś, kto porwie ludzi błyskotliwością, poprowadzi imprezę, zawsze wie, co powiedzieć.  

Nieprofesjonalnie byłoby wybebeszać swoje rozterki na które każdy może patrzeć. Jednak… 

Masz czasem takie poczucie, że ktoś nad Tobą czuwa? Że może wszystko było po coś? Ma większy sens, ma do czegoś doprowadzić? Ja od jakiegoś czasu niezmącone, bo tyle razy moje kropki w życiorysie połączyły się w tak zaskakujący sposób… 

Kiedy dodawałam tu ostatni wpis był listopad. Za mną były miesiące szarpaniny, ucieczka, kupno mieszkania, covid, nawrót depresji. Jakoś w czerwcu poskładałam się na tyle, by móc wrócić do pracy na którą w końcu pozwalały prawne regulacje związane z covidem. Dopełniłam formalności związanych z rozwodem, kontynuowałam terapię i ruszyłam w trasę ze stand-up’em. 3 października powinnam świętować 6 rocznicę ślubu, a zamiast tego po raz pierwszy w życiu wystąpiłam na scenie jako komiczka. Co za ironia, pomyślałam, zakładając, że życie dobitnie pokazuje mi, że czas na nowy etap. 

Etap poświęcenia się pracy, skupienia na swoim zdrowiu, na córce i odzyskanie sił. Tamten rok uznałam za lekcję życia, brutalną i bolesną, ale i piękną. Przeszłam od rozpaczy przy każdym pożegnaniu z córką (*wychowujemy ją w systemie opieki naprzemiennej) do cieszenia się ciszą i spokojem i możliwością poświęcenia uwagi sobie. Im pewniej czułam się na scenie, ze sobą i swoim nowym życiem na własną rękę, tym mocniej byłam przekonana, że nie chcę innego. Że jestem coraz szczęśliwsza i zostaje mi tylko skupić się na zdrowiu nadszarpniętym strasznie przez rozpad małżeństwa i powikłania po covidzie. Czułam, że idę po swoje i byłam absolutnie przekonana, że nie chcę nikogo u swego boku. Przynajmniej nie na dłużej niż jedną noc;) 

Mam problem z przeszacowywaniem swoich możliwości i biorę na siebie za dużo. Chwilę przed startem trasy przyjęłam zaproszenie na TEDx, gdzie miałam być prelegentką. Nie czułam się przygotowana, za to wycieńczona zarywanymi nocami z córką, która miała kryzys emocjonalny i przeprawami z jej tatą. Żałowałam i byłam przekonana, że nawalę. Coś, mimo stresu i potwornego zmęczenia kazało mi jechać i czułam, mówiąc to do przyjaciółki, że mam poczucie, że tam wydarzy się coś dla mnie ważnego, ale nie miałam poczucia, że będzie miało związek z pracą.  

O TEDx opowiem Wam w innym wpisie, bo zasługuje na oddzielną historię. Na miejscu był po prostu On. Nie wiedział o moim istnieniu, zobaczył na scenie, a wieczorem zupełnie niespodziewanie pojawił się na afterze. Ze mnie zeszło  napięcie, byłam zmęczona, rozdrażniona i po kilku drinkach, więc jak tylko zagaił i usłyszałam, że sam jest po przejściach, od razu uznałam i dałam do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana relacją, bo mam dość swoich problemów. Na szczęście trafiłam na upartego wariata i cóż…  

W grudniu minie rok odkąd mam miłość, wsparcie, radość. Odkąd ktoś jest obok, kocha do szaleństwa i bardzo we mnie wierzy. I przez te niespełna 12 miesięcy przeżyłam więcej pięknych chwil niż przez dekadę wcześniej. Jednak nie o miłości ten wpis, choć o niej pewnie też będę chciała pisać, bo wiem, że moja historia – kobiety po przejściach i jego – gościa, z przeszłością, bardzo utula i daje nadzieję i obiecuję, że z nią tu wrócę. 

Życie nabrało kolorów i jeszcze szybszego tempa. Praca, która jest pasją, On u boku, własny kąt i cudna córa- miałam wszystko i tak bardzo chciałam się z tego cieszyć! Ciało zaciągnęło jednak hamulec. 

Od lat mam problem z permanentną sennością. Covid i trudne przejścia zaorały moje wyniki badań, a insulinooporność rozhulała się na tyle, że cukrzyca już pukała do moich drzwi. Bo nie umiałam odpuścić, przestać, nie gonić, nie martwić się. Spokojnie żyć i cieszyć. Ciągle coś było nie tak. 

W maju prowadziłam konferencję i już wtedy znajomi reagowali dziwnie na to jak wyglądam, mimo miłości u boku. Dziś po zdjęciach widzę jak strasznie byłam spuchnięta i jak wiele chciało mi powiedzieć moje ciało. Czułam się tragicznie, a po powrocie do domu usnęłam… Na dobę. Kiedy zorientowałam się, że nic nie było mnie w stanie wybudzić wpadłam w panikę i dzień później robiłam już wszystkie badania i pokornie wróciłam pod skrzydła cudnej Edyty Trojan. 

Doprowadziłam ciało na skraj i choć mija już 7 miesięcy pełnej suplementacji, nowej diety, pracy w terapii, nadal mam masę objawów utrudniających życie i dużo pracy przed sobą. Strach oraz chęć by w końcu cieszyć się nowym życiem stały się ogromną motywacją. Mój partner mieszka na co dzień daleko, ale i ze względu na niego chciałam być zdrowa i pełna sił. 

Od miesiąca jestem innym człowiekiem. Zmieniłam ile mogłam i odwiedziłam całą masę specjalistów szukając nie tylko konwencjonalnej pomocy. Mam za sobą sumienną suplementacje, ale i pracę z energią, kąpiele w lodzie,  rozpoczęcie nauki stawiania granic ludziom, którzy mnie krzywdzą. 

Ciągle męczył mnie jednak niepokój. 
Nie potrafiłam być dla siebie dobra, kiedy znów coś zawaliłam. 
Miałam pretensje do siebie, że za mało robię, jestem niekonsekwentna, nie wykorzystuję potencjału. 
Potrafiłam wypisać 30  rzeczy do zrobienia, zrobić 25 i wściekać się na siebie, że nie 40. 
Nie dźwigałam dni, w których efektywność była zerowa i sama byłam swoim największym hejterem. 
Miałam permanentne poczucie, ze zaraz coś się zawali, a takie rzeczy jak pilnowanie spotkań dat nastręczają mi kosmicznych problemów. 

Staram się zapisywać, ogarniać, tak jak wizytę u chirurga, ale wtedy zapisałam datę, godzinę i przypomnienie, jednak nie miejsce wizyty i numer telefonu. 

I od zawsze przydarzały mi się takie rzeczy, od zawsze miałam ten ciągły niepokój, autostradę w głowie.  

W drodze po zdrowie doszłam do momentu, w którym pozbyłam się senności i nie zrozumie tego nikt, kto nie doświadczył, jak szczęśliwym człowiekiem byłam odzyskując chęć do życia i co najmniej kilka godzin z każdej doby, przez budzenie się bez budzika i wieczną chęć drzemki. Jednak wszystko było w moim biednym ciele po coś. 

Brak senności wysunął na pierwszy plan tłumiony problem. Ja już nie umiałam się zatrzymać. Po całym mieszkaniu walały się  kartki z listą rzeczy do zrobienia, a ja działałam w amoku. 5, 6 rzeczy na raz. Wieszałam pranie, w trakcie przypominałam sobie o mailu, potem brałam się za odkurzanie, a wieczorem orientowałam się, że pranie rozwieszone do połowy, na środku pokoju stoi odkurzacz, a mail nie dotarł. Regularnie przeceniam swoje możliwości w ocenie tego, co ile mi zajmie albo wpadam w hiperskupienie, które sprawia, że właśnie w krótkim czasie ogarniam kosmiczne rzeczy. Działanie pod presją na ostatnią chwilę? Proszę. Sumienność i regularność? Koszmar!

Od lat leczę się na depresję, zaliczylam zaburzenia odżywiania, stany lękowe, ciężko pracuje w terapii i mam poczucie, że masę rzeczy przepracowałam, ale ciągle, ciągle czułam, że to nie wszystko, że coś jest nie tak. 

Odpowiedź przyszła przypadkiem. Mam ADHD. Zawsze miałam.

Najpierw usłyszałam o diagnozie córki przyjaciółki, której opis był opisem… mnie z dzieciństwa. Potem jakiś artykuł, aż w końcu – podcast, który zmienił wszystko. Po jego wysłuchaniu rozpadłam się na tysiąc kawałków i w końcu mogłam skleić w spójną, wytłumaczalną całość. 

Spektrum ADHD u dziewczynek i u kobiet – Wenesa Gajos, Michalina Mruczyk 

image 1
ADHD u kobiet – podcast

Dowiedziałam się, co mi jest. Ktoś to nazwał, wyjaśnił. Zrozumiałam, że muszę umieć pomóc mojej córce, która jest bardzo do mnie podobna. Dziś mam już potwierdzenie i diagnozę – tak, jestem dorosłą kobietą z ADHD.

Nigdy niezdiagnozowanym, bo maskowanie opanowałam dobrze i stawałam na rzęsach, by spełniać oczekiwania i zasłużyć na uznanie i akceptacje – kosztem własnego zdrowia. Moja depresja, stany lękowe to dzieci ADHD. Moje nieudane małżeństwo było obciążone trudem życia ze mną, nieświadomą przyczyny i tak rozpaczliwie pragnącą, by dawać radę jako mama, gospodyni, żona. 

ADHD nie mija z wiekiem. Przebiega zupełnie inaczej u dziewcząt i chłopców. Wynika z innej struktury mózgu. Wiąże się z niesamowitą kreatywnością, ale i upośledzeniem funkcji wykonawczych. Ma wpływ na każdy aspekt ludzkiego funkcjonowania.  

Dar i przekleństwo. Utrudnienie życia w świecie, w którym reguły ustalają neurotypowi, a których atypowi nie są w stanie udźwignąć i całe życie albo wykańczają się próbami dopasowania albo – niestety uciekają w nałogi, by tam znaleźć ukojenie, regulować swoje nierozumiane emocje. 

Z mojego ADHD czerpię garściami i po ogłoszeniu informacji wiele osób żartowało “że to było oczywiste”. Mam piękne życie, szukam ulgi i pomocy, a nade wszystko wiedzy. 

Mam też ten dar do opisywania emocji i to miejsce w sieci chcę teraz wykorzystać do utulenia. Mnie samej z dziś i przeszłości, ale i Ciebie, bo założę się, że istnieje kosmiczne prawdopodobieństwo, że skoro mnie lubisz i utożsamiasz się z tym, jak przeżywam świat, sama masz atypowy umysł. A jeśli nie, to może moje pisanie pomoże światu zrozumieć, jak czują się ci, którzy od zawsze chcieli się dostosować, ale nie byli w stanie i nikt nie rozumiał dlaczego. 

Znajdziesz tu historie o dziewczynce, która nie wiedziała. I o kobiecie, która wie. Słowne fotografie emocji.  

Od teraz to blog kobiety, która od zawsze przeżywała wszystko inaczej i nie rozumiała dlaczego. A teraz chcę wiedzieć, chcę informować i tulić, siebie i kogoś, najlepiej jak umiem. 

Kolorowy ptak w terenie, Gdańsk przed występem, październik 2022.
Szczęśliwa kobieta z ADHD, Gdańsk, październik 2022.

Dziś coraz częściej mówi się o diagnostyce dorosłych.  

I choć statystyki zakładają, że aż 5-8% dzieciaków ma zaburzenie ze spektrum autyzmu lub ADHD to należy pamiętać, że dziewczynki w zasadzie nigdy nie zostają zdiagnozowane, bo przechodzą to inaczej a ich wewnętrzna walka nie wzbudza podejrzeń. Kobiety o swoim ADHD dowiadują się, jeśli w ogóle, po latach leczenia innych zaburzeń i tylko dlatego, że w końcu obalono tezę o “wyrastaniu” z tego schorzenia. 

Ja głęboko wierzę, że temat nie dotyczy takiej mniejszości, a rzeszy kobiet i dziewczynek, które nie wiedziały, jak nazwać swój problem. I bardzo chciałabym stać się też ich głosem. 

Po co? By tulić, to jasne, ale i bezczelnie i nieskromnie – mieć wpływ na rzeczywistość. Tak, by za 20 lat ADHD było po prostu informacją, a nie stygmatem, a ludzie cierpiący z powodu neuroatypowości mogli wykorzystywać swój potencjał i cieszyć się życiem, a nie ciągle starać się dostosować do tych, których głowa działa zupełnie inaczej.  

Tak, by moja córka, jeśli potwierdzi to diagnoza, nie żyła z przekonaniem, że coś z nią nie tak, nie cierpiała i nie musiała spotykać się z tak dużym, jak teraz, niezrozumieniem, a wiedziała, że po prostu ludzie są różni – i tak jak nie da się nauczyć małpy, ryby i myszy latać, tak nie można oczekiwać, że wszyscy będą radzić sobie z podobnymi wyzwaniami tak samo dobrze. Oraz, że pięknie możemy od siebie czerpać. 

Ot, ja porwę Cię na scenie. A Ty nie złość się gdy zapomnę o spotkaniu i przypomnij o przelewach za rachunki, na przykład. 

Daj znać, co sądzisz. I do utulenia w kolejnym wpisie! 

Ola Radomska 
– standuperka, influenserka, copywriterka, partnerka, mama. Dorosła kobieta z ADHD zdiagnozowanym w 33 roku życia. 

P.S. ADHD tak jak zaburzenie autystyczne jest w jakichś 80% dziedziczne. Jeśli nauczyciele czy opiekunowie twojego dziecka sugerują diagnozę to… Nie zapomnij o sobie lub drugim rodzicu. Dorośli rodzice o swoim zaburzeniu dowiadują się najczęściej właśnie w ten sposób.

37 komentarzy
  1. Tęskniłam za tym pisaniem. jak odkryłam Ciebie i Twojego bloga to przeczytałam wszystkie teksty wstecz. a dzięki Twojemu ADHD (obojętnie jak to brzmi) jak ogarnę kasę sama idę o diagnozę i to może wydawać się idiotyczne – ale liczę na nią. Bo to by tłumaczyło tak wiele. Ale jak nie wytłumaczył będę szukać dalej tak jak Ty pokazałaś, że trzeba.

    1. zrób sobie test diva. wszystko wyjaśni. i szukaj psychologa i psychiatry, który zna temat, moja dotychczasowa nie miała pojęcia i leczyła mnie na depresję. buziak.

      1. W czasie diagnozowania w kierunku ASD przewinęło się u mnie podejrzenie depresji, ale psychiatra wyjaśniła, że najpierw zajmiemy się ADHD (mam w pakiecie z autyzmem), bo bardzo często depresja czy stany depresyjne wynikają z nieradzenia/braku świadomości i terapii ASD i/lub ADHD

        1. Dziękuję za podzielenie się Twoja historią. Zainspirowałaś mnie do dalszych poszukiwań i nazywania tego, co być może i mnie dotyczy 😘

  2. przeczytałam od deski do deski …. jednym tchem… I ciężko wyrazić to co się czuje
    Takie słynne powiedzenie każdego człowieka “zachowujesz się jak byś miał ADHD” nabiera innego znaczenia.

    1. dokładnie. kiedyś śmiano się z downa, dziś nie do pomyślenia. ADHD kiedyś też będzie po prostu cechą, a nie stygmatem. wierzę.

  3. Super się czytało, jednym tchem. Co do ADHD tez czasami siebie o nie podejrzewam, ale nie jest mi ta diagnoza na tyle potrzebna. Jedna już mam i to myślę sporo gorsza (broń Boże nie chce Ci umniejszać czy się licytować) i żyje z nią jak zdrowy człowiek więc niech zostanie tak jak jest. A jest dobrze, tule mocno!

  4. Ja od zawsze myślałam o sobie, że mam ADHD, teraz niestety mam depresję i zaburzenia lękowe…i tak czytam co piszesz i myślę sobie…kurcze może to o mnie…ja wszystko na ostatnią chwilę bo inaczej nie umiem się zebrać… zresztą kocham Twoje posty i stories bo sobie myślę są inni “wariaci” w tym rodzicielskim świecie i nie tylko ja zapominam, że rolkę papieru trzeba było dziecku zapakować…nie nakręcam się, ale może i ja kiedyś znajdę odpowiedź na to co się ze mną działo i dzieje…dziękuję że piszesz

  5. Cieszę się, że wróciłaś 🙂 tak jak napisałaś m.in. o tym, że kropki połączyły się w jedno, podobnie ja, uważam, że nie ma przypadków 😉 widzę jak sporo nas łączy, jak świetnie mi się Ciebie czyta, jak bliskie jest mojemu sercu, ale nie o tym chciałam napisać. Dokładnie chwilę przed czytaniem Twojego bloga, miałam myśl, że muszę napisać do rodziców dzieci ze spektrum autyzmu i ADHD, z którymi pracowałam, z pewną propozycją. Jestem felinoterapeutką i doradcą olejkowym. Obecnie ze względu na przeprowadzkę bardziej skupiłam się na pracy z ziołami i olejkami, ale bardzo chciałabym połączyć obie moje pasje, i zaproponować włączenie olejków przy wsparciu terapii. Jest spora ilość badań naukowych, która potwierdza skuteczność olejków w zastosowaniu w tych przypadkach. A tu nagle Twój wpis 🙂 Jeśli kiedyś przypadkiem, chciałabyś to rozważyć, baaardzo chętnie bym z Tobą o tym porozmawiała, nieodpłatnie, bo z dobroci serca, chęci pomocy i po prostu zwyczajnie Cię bardzo lubię 🙂 Rozumiem, że może moja propozycja okaże się dla Ciebie niedorzeczna, czy też uznasz, że wtrącam się w nie swoje sprawy, to przepraszam, cenię wolność i daję wyboru innym 🙂 czekam na kolejny wpis, bo jestem niezwykle ciekawa dalszych Twoich poczynań 🙂 pozdrawiam ciepło 🙂

    1. Problem przy takiej naturoterapii jest podstawowy – wymaga regularnosci i schematu. Dlugofalowo. I probowalam cbd itp. Ale na tym poleglam z kretesem.

      1. Rozumiem 🙂 olejki eteryczne trochę jednak różnią się od cbd, ale tu masz rację, że stojąc na półce nieużywane, niestety nie pomogą 😉 wprowadzając nawyk, żeby mieć zawsze przy sobie buteleczkę, otworzyć powąchać lub posmarować nawet jako perfumy, albo dyfuzować w pokoju, to byłby jakiś znaczący efekt 🙂 tymczasem ściskam ciepło 😘

  6. Wow, wyrawalo mnie z kopyt. Zawsze czytałam i lubiłam twoj blog ale teraz to już przesadziłaś 😅
    Dziękuje wartościowy wpis, życiowy i taki trochę o mnie ! Jesteś mega dzielna i oby tak dalej !🍀

  7. ☺️ jesteś! cześć! Pozdrawiam Cię serdecznie. moja 64 letnia mama ma z pewnością ADHD. rozmawiałam z nią o tym. bywa naprawdę trudno, a przy tym jest wspaniała. taki pełen energii atomowej koszmarek dla dziecka które potrzebuje pewnego fundamentu -rodzica. brak zrozumienia partnera a mojego ojca to oliwa do ognia. kocham moją baterię matkę i czasem unikam. no nie daje się momentami ale ona wie … można mieć hasło stop i dajemy radę. pokazalam jej dawno już Ciebie w formie książki. teraz podeślę blog. lubię Cię Olu.

    1. No swiadomosc ze moje dziecko potrzebuje rytualow, rutyny, ram, porzadku, a za matke ma mnie dla ktorej to niemal niemozliwe, wpedza mnie w potworne poczucie winy. Bo kocham i robie co moge alr w tych aspektach naprawde niewiele moge..

  8. Mam 35 lat. w tym roku, jeszcze mając 34 zostałam zdiagnozowana jako ADHD podtyp mieszany testem Diva i autyzm w pakiecie. Moje życie połączyło swoje kropki i pytania. Dziecko mojego ADHD to zaburzenia lękowe, które mam od dziecka. Od kilku lat w remisji. Warto się diagnozować, nawet jeśli to tylko myśl, że za depresją, lękami, zaburzeniami osobowości, może kryć się coś zupełnie innego.

    trzymam kciuki za Ciebie i córkę. Zdecydowanie dobrze jest wiedzieć.

  9. Jak ja to dobrze znam..
    Sama wiem, że gdybym się zdiagnozowała to na bankam ADHD i inne cuda – dary. Syn obecnie 14latek zdiagnozowany dopiero mając 11lat asperger i ADHD, nikt nie zwrócił uwagi, że to może być TO tylko wieczne pretensje i latki w przedszkolu i szkole :/
    Młodsza córka 8letnia, zdiagnozowana w wieku 8 lat, dla mnie to już byl strzał w pysk i obwinianie dlaczego oboje?!? Dlaczego moje dzieci i w ogóle jak to przecież córeczka jest zupełnie inna od syna, po niej “nie widać” no to jak to 😪
    Dzisiaj już jest lepiej, pogodzona, działamy tyle ile umiemy, kochamy się, dajemy radę, bo jak nie my to kto?? 😊❤️

    1. Diagnoza wlasna pozwoli ci lepiej zrozumiec dzieciaki – pomysl. I sily matko. Ja mam teraz paniczny lek przed ewentualna druga ciaza, ze nie dzwigne..

  10. dziękuję że jesteś. że wróciłaś. i że o tym mówisz. to bardzo cenne i potrzebne. i dające siłę. Mi – dorosłej kobiecie ze spektrum autyzmu i ADHD, która została zdiagnozowana w wieku 30 lat.
    neuroróżnorodność jest piękna ❤️

    1. No nie romantyzuje na razie, bo duza czesc mojego otoczenia reaguje “oho znalazla wymowke na nieogar!” 🙁

  11. Mój brat po diagnozie mojego syna: ” oooo, co to za tabsy? Daj troche.” Ja: ” Idź w reszcie do lekarza i normalnie opowiedz co masz w głowie. Ty i Stachu jesteście jak mentalne klony.” Braciszek ” Oj weźź…napewno tańsze od koki”.
    Bylam przekonana, że etap tabletek, prochów i innych uszczęśliwiaczy (nie liczę alkoholu i fajek)ma juz dawno za sobą. W lipcu poradzil sobie jak potrafił…Zaraz jadę do kamieniarza bo coś nie tak idzie z grawerem na skałce…
    Jestem nie zdjagnozowana, z tabletami na depresję za rączkę od samego rana. Jak mam duzo czasu i mało na barkach to nie zrobię nic. To pewne jak to, ze jutro wzejdzie słońce. Jak juz sobie organizuję pracę to tyle, ze mnie wciska w ziemie ale czuje wiatr w skrzydlach i wewnetrzne zadowolenie i satysfakcje. Rolercoster.
    Zapalajac swieczkę na grobie brata jestem juz pewna, ze oboje “to” dostaliśmy. Kazde z nas inaczej ale każde ma/miało “autostrade” w glowie. Piekielnie to uciazliwe. Mąz wie, ze jak leze i oglądam durny hiszpansko/brazylijski serial w oryginale to znaczy, ze w glowie mam wyscig świetlny i ukladam kolejnosc dzialan starajac sie przesiać to co sie da(a da sie przeciez zrobic wszystko). Chcialby umyte naczynia i blysk w chalupie. Ja tez. Ale mam inne moce, ktorych jak sie okazuje inni nie posiadaja i to co dla mnie jest od zawsze dziecinnie proste dla innych jest wyzwaniem. Szacun dla tych, ktorzy klada sie spac z pustym zlewem i nie zalewaja hejtem tych, ktorzy myja naczynia w innym systemie.
    Syn ma adhd, corka nawija bez przerwy od pierwszej sekundy zycia(pieknie sie uczy wiec szkola nie prosi o diagnozy), ja zamiast zamowic pratu normalny pomnik na grób przez miesiac jezdzilam po polach szukajac odpowiedniego kamienia a w przerwach strugam w swisrku kapluczke do kompletu. Nie potrafie inaczej. Skoncze jak obraz z glowy zostanie zrealizowany. W pracy wszyscy wiedza, ze jak trzeba oprowadzic wszelkiej masci grupy dysfunkcyjne to na stowe dostane je ja bo “ogarniam”. Dzieci ruchliwe, placzliwe, na wózku, gluche, niewidome,emeryci z balkonikami….Nie ogarniam tych “zwyczajnych” i “spokojnych”….Znaczy sie są ok ale tylko tyle.
    Jakby było mało to rownolegle do wszystkiego, jeden z wątkow w glowie uklada bajki 🙂 Taka autostrada tylko do mnie nalezy kilka autek na raz a nie jedno. Dopuero od niedawna lubie siebie. Zdecydowanie zbyt pozno.
    Dziekuje Ci za ten tekst.

  12. Olu, ja jestem akurat z tych “neurotypowych”, ale dzięki takim postom mogę lepiej rozumieć ludzi, którzy mnie otaczają – z całą ich piękną różnorodnością – wielkie dzięki Ci za to. Trzymam za Ciebie mocno kciuki ! Dla mnie jesteś człowiekiem o pięknej duszy, obserwowanie Cię w procesie stawania się, podróży w głąb siebie jest zaszczytem – jestem wdzięczna, że dzielisz się kadrami z tej duchowej podróży. Ściskam Cię mocno!
    Pozdrawiam cieplutko.

  13. We wrześniu moja kolejna psycholog z którą “pracuję” prawie od roku zasugerowała ADHD z racji tego że nie poczyniłam zbyt dużych postępów w tym czasie i dalej nie ogarniam… trochę poczytałam na ten temat, posłuchałam podcastów i czuję że to to ale jak wszystko w moim życiu – nie potrafię zmusić się żeby coś z tym zrobić, od ponad tygodnia przerzucam z kąta w kąt wydrukowany test diva. Mam problem z podjęciem działania, działam tylko pod presją i tylko wtedy gdy zostawiam wszystko na ostatnią chwilę. Wszystko inne wydaje mi się ciekawsze niż to co akurat mam zrobić więc po drodze zaczynam milion rzeczy których nie kończę. Ogólnie jak słucham tych wszystkich kobiet to zgadza mi się prawie wszystko, z wyjątkiem kreatywności. Tego nie widzę u siebie więc albo tego nie mam albo jest gdzieś ukryte.
    Ale dzięki Tobie chyba w końcu zrobię ten test i pomyślę co dalej.
    Dziękuję za ten wpis bo dajesz nadzieję na szczęście ❤

  14. <3 Wczoraj skończyłam (wreszcie!) czytać Twoją książkę, przypadkiem też trafiłam na Twoją rozmowę z BlogOjcem, a dziś wpis. Trochę czuję się, jakbym Cię znała :))

  15. Droga Olu, jestem twoją obserwatorką od ponad dwóch lat. Już wiem dlaczego jesteś mi tak bliska. Kiedyś myślałam, że trafiłam na Ciebie w tym internecie przypadkiem. Już wiem,że przypadki nie istnieją! Kilka lat temu szukałam pomocy u psychologa dla starszego syna. Wstydziłam się i obawiałam diagnozy. Nie zakończyliśmy terapii bo skończył 18 lat i nie byłam w stanie przekonać go do poszukiwania przyczyny jego stanu zdrowia psychicznego. Mam jeszcze drugiego młodszego syna. Te same problemy. Teraz wiem, że muszę działać by czegoś nie przegapić, by móc go zrozumieć i mu pomóc. Tulę Cię mocno i Dziękuję 😘

  16. Nie wiem jak dawno z Tobą jestem ani skąd się tu wzięłam ale wiem, że jesteś cudownym człowiekiem. Życzę Ci by Twoje szczęście trwało wiecznie 🙂

  17. Mam ADHD i autyzm, dowiedzialam sie dzięki tobie. Teraz chce w koncu wyjsc z trybu „boże jak ja siebie samej nienawidze za to ze nie ogarniam” i nauczyc sie zyc. To poczucie winy towarzyszylo mi zawsze, wszedzie, cale zycie. Tak bardzo chcialabym sie go w koncu pozbyc 😣 jestem ciekawa jak bedzie przebiegac twoja podroz po neuroatypicznych rozkminach, trzymam kciuki.

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.