To był naprawdę ciężkostrawny i obfitujący w porcje wiadomości, które zmieniają wszystko, tydzień. Pełen górnolotnych i, wręcz przeciwnie, aż za bardzo przyziemnych rozważań. Mówię basta. Myślenie szkodzi zdrowiu, trzeba umieć przestać, głupszym żyje się łatwiej. Zatem moi Drodzy, wciskam reset, odmóżdżam się, potrzebuję schować mózg do szuflady. Wy też, wiem to.
Od jakiegoś czasu życie jeszcze bardziej przyśpieszyło tempo. Jeszcze troszkę, a Korzeniowski będzie mógł mi lizać podeszwy, a niejedna wyścigowa klacz zagryzie kopyta patrząc jak slalomem omijam kłody, które mam pod nogami i nawet nie umażę podeszwy w żadnym gównie. Powiedzmy, że czasu na relaks jak na razie brak, a nawet jeśli jest czas, to samoświadomość i autorefleksja sprawiają, że głowa robi jebud o poduszkę i nic więcej nie mam do dodania. Motywem mobilizującym do czegokolwiek, w tym wypadku do wyjścia z domu, staje się nasze czarne maleństwo, które wzbudza wiele kontrowersji na całych Bałutach. I między nami, bo niestety nie jest psem normalnym.
Ja wiem, że to okrutnie durne pisac o psie, ale potraktujmy to jako pretekst. Pretekst do ukazania, jak bezczelni potrafią być ludzie w forsowaniu swoich poglądów i przekonań i na nic się zda nasz sprzeciw, olanie, tudzież, najgorsza z możliwych, merytoryczna dyskusja.
Pamiętacie tą euforię związaną z adopcją pieska ze schroniska? Małe łapki, spamowanie fejsbuka, a tititit, tycitycitycityci – istny DOG, zamiast BABY, BOOM. Pokochaliśmy czarnego smroda jak dziecko, a jeżeli ma się własne dziecko, to ponoć kocha się je, nawet jeżeli jest dziwne i głupie,cały czas przy tym bezczelnie twierdząc, że po prostu WYJĄTKOWE.
No więc – Negro jest wyjątkowy. Nie ma takiej rzeczy, której nie opierdoliłby ze smakiem. Do tego chyba już przywykłam, choć nie ukrywam, że moje serce ambitnej matki krwawi, gdy po podaniu psu michy ryżyku, kurczaniunia, marchewuni, on nawet nie beknie w podzięce i pójdzie do kibla, z takim samym apetytem, zeżreć AJAX i ukoić pragnienie wodą z klozetu.
Negro sili się na błyskotliwość. Z marnym skutkiem. Nauczył się jełop, że sika się na gazety jak miał 7 tygodni i za cholerę nie można mu tego z łba wyplenić. Piszczy na dworze, kiedy boli go pęcherz, my odmrażamy wszystkie kończyny i organy, a on z dumą mocz do domu przynosi i leje na Super Express a nawet Wyborczą, merdając ogonkiem i oczekując pochwał.
Z kupą już ogarnął, że to nie do końca spoko, kiedy, przepraszam wrażliwych, sra nam pod nogami. To znaczy ogarniał etapami. Po burzliwym ustalaniu, że kupa na podłodze jest be, stwierdził, że oszczędzi biednej matce stresu i zaczął ją zjadać. Dopiero od kilku dni Negro załapał o co chodzi. Nadal jest jednak w euforii i pod wielkim wrażeniem samego siebie – każdy klocek kończy się maratonem wokół bloku, zaczepianiem przechodniów, ŻEBY ZOBACZYLI.
Niemniej jednak kochamy go bardzo. O 6 rano trochę mniej, ale takie jest życie, nie da się ciągle tak samo. My mamy zasikaną podłogę, my dostajemy padaki wychodząc z nim PO NIC i patrząc jak wyżera ptakom suchy chleb szerząc plotki, że go głodzę, a mój dom jest siedzibą czystej patologii. Cóż, jestem tylko blogerką, rarytasów nie ma, ale żeby tak od razu suchy chleb wpierdalać..? Niemniej jednak od momentu adopcji do dziś i przez następne 12-14 lat wszelkie konsekwencje posiadania psa są moje, roszczę sobie prawa do wyłącznego w nich udziału,za wyjątkiem chwil, kiedy muszę zostawić go teściom, żeby nie zabić. Chciałam, to mam, zdawałoby się, i nikomu nic do tego.
Biorąc jednak pod uwagę fakt, JAKĄ FASCYNACJĘ WZBUDZAM Z NEGREM PRZED BLOKIEM, zaczynam wierzyć, że to musi być chwytliwy temat. I ważki społecznie.
Pan ze sparaliżowanym psem po 3 udarach drze na mnie mordę, że mam psa nienormalnego,bo skacze i szczeka, tylko dlatego, że sam hoduje podłużne warzywo, z pyska przypominające jamnika, ale takogólnie to rudego kabaczka.
Staruszka z ratlerkiem usilnie mnie przekonuje, że nie mogę trzymać psa na smyczy, bo się dusi i męczy i że muszę kupić szelki, bo bez szelek to nic, nigdy w życiu i za nic w świecie. Powoli zaczynam wierzyć, że jej upasiony ratler o imieniu Pimpuś (autentyk, przysięgam…) odzyskał dzięki szelkom poczucie sensu, wysoką samoocenę i poważanie wśród kolegów, jak nastolatek, któremu starzy w końcu kupują najki.
Właściciele psów rasowych nami gardzą i nie dopuszczają do kontaktu, choć Negro ma w dupie konwenanse i się wyrywa jak niezamężne panny na wiejską zabawę do wszystkiego, zdarza się i do latarni, bo negro nie jest psem wybrednym, rzecz można w okazywaniu radości wszystkiemu- niezwykle bezkrytyczny. Kiedyś tak go spuszczę ze smyczy i z oka, że bankowo wydyma jakąś Pudelkę i będę dumna, bo teorie o czystości rasy są passe i na szczęście odeszły do lamusa wraz z poglądamy Hitlera,ha.
Podsumowując wypady z psem – jestem nieodpowiedzialna, bo pozwalam mu ot tak, bez smyczy latać po trawie, choć jedyna istota, która się Negra boi, ku jego ogromnemu podnieceniu, to wrona i do tego zdechła. Kiedy łazimy z Negrem na smyczy, to jestem bezduszna, bo psa katuje i nie pozwalam mu się wybiegać. Sąsiedzi nie lubią kiedy jeździmy windą, no ale jak tak jednocześnie twierdzą, żę zmuszanie psa do wchodzenia po schodach to sadyzm. Pies jest nerwowy, bo na niego krzyczę, a niegrzeczny, bo jestem zbyt łagodna i pobłażliwa i brakuje mu dyscypliny.
Pan z nadwagą 45 kilogramów, który spacerem nazywa wyrzucanie śmieci, i to do zsypu, albo do lasu w drodze do roboty, sapie mi od rana zaspany, z oddechem gumofilca, o tym,że PSY HODUJO A ON POTEM GÓWNO MUSI Z BUTÓW ZDEJMOWAĆ aż się prosi, żeby się z nim o dychę założyć, że nigdy go tak naprawdę nie zobaczę na trawniku, a co dopiero w parku, a tam gdzie bywa, czyli przed telewizorem, korytem i w fotelu, to mój pies raczej nie zabłądzi. I jak mi dorzuci jeszcze coś o kundlu niepotrzebnym nikomu to aż się prosi odszczekać za Negra, że jego matka pewnie na jego widok warczała to samo, ale jakoś się zawzięła i dała światu tak wspaniałego, rosłego i światlego człowieka jak on. I jak niedaczek już to gówno musi spod buta wycierać, to niech i słomę wyjmie i udaje, że słyszał, co to cywilizacja.
No i co? Człowiek adoptował sobie psa, żeby w razie czego opieka społeczna nie miała argumentów i nie była w stanie odebrać rodzicielskich praw, żeby pies nie nauczył się mówić i nie przekazał postronnym jak wiele mama ma mu do powiedzenia, mama go pieści, karmi i kocha nad życie, na dwór z nim wyłazi, mimo lenistwa siły imponującej, żeby się zrelaksować, w gołębie kamieniami porzucać, gówno spod podeszwy, kurwując, o trawę, tfu, ŚNIEG, wyciera, pies się sam dożywia – chlebem suchym/obierkami/foliówką, a tu rzesza sapiących osiedlowych mędrców czyha żeby nam krwi napsuć.
Mam w sobie jednak coś z nonkonformisty. I nie obchodzi mnie jak to wygląda, kiedy tarzam się z własnym psem po śniegu i mordę drę jak upośledzeni dorośli do dwulatków, że SINUŚ SINUŚ KUPĘ ZROBIŁ TITITITITI MÓJ..
Jestem najgorszą właścicielką psa ever, ale Negro o tym nie wiem, bo nie ma porównania, a dopóki jest szczęśliwy ja będę dzielnie walczyć o jego autonomię lania na podłogę i wpieprzania listew podłogowych.
Dopóki jest mój. A ściślej – do remontu.
____________________________________
Jeżeli jeszcze we mnie nie zwątpiliście, zapraszam na fb: Mam Wątpliwość

Jeden z lepszych tekstow ostatnio!! Brawo brawisimo! serio..serio! 😉 ps.troche mi sie Dzien swira przypomnial,ale tylko troche 😉 Pozdrawiam i zycze dalszej,niewyczerpywalnej weny! 🙂
… piszę tekst od nowa … coś mi „wcięło” , nie skopiowałem … tylko pozornie o niczym … Negro to jeden z naszych braci mniejszych … śliczny … pupilek Państwa … niesie radość … a że czasami coś zbroi ? … to nic … na Waszą dobroć odpowie swoją … dbajcie o niego … tyle lat mojej przyjaźni do tych czworonogów … wyjątkowe stworzenia … przy nich i człowiek staje się lepszy …
z moich doświadczeń wynika, że właściciele jamników są najbardziej obsranymi sobą właścicielami psów po tej stronie wszechświata. i nie żebym coś miała do tych psów, nie żebym coś miała do właścicieli ale nie od dziś wiadomo, że psy rasy wielopies są najmooondrzejsze ze wszystkich, bo ja takiego mam!
PS. oświadczam uroczyście, kocham Radomską.
sorry, moje serce należy do Negro.
Tekst miał być idiotyczny – a wyszło jak zwykle! :p Uwielbiam, że Radomska Negrusia jak Syna Pierworodnego traktuje, teraz nie jestem jedyną wariatką, która własnego kota uczy mówić mama, a z okazji zniesionych przez papuge wielkanocnych jajek nazwała się wyrodną babką. Wyściskaj mooooocno 'szczeniora’ od pińćsetnej przyszywanej cioci !!! ; )))
z samego rana jak tylko przyjdzie się tradycyjnie, całować!
Od razu poczułam się lepiej, jak czytam że nie tylko ja mam kłody pod nogami- takie żelbetonowe- nie do usunięcia od razu . ALe tydzień minoł i ma być lepiej.
Przyszła mi jeszcze jeda myśl, po odczytaniu czułych szczegółów z życia twojego psa- może warto się zaopatrzyć w test ciążowy ? Wiem z doswiadczenia że w tym przypadku lepiej znać przyszłość wcześniej, bo na przygotowania jest zawsze za mało czasu 🙂
Pozdrawiam serdecznie.
Gocha, odbierz maila…
A nie myślałaś, żeby na dwór mu wynosić gazety? Jak Negro załapie to i gazety przestaną być potrzebne. Tylko już widzę miny Twoich sąsiadów, jak zobaczą po co Ci te gazety na dworku ha ha ha.
Pozdrawiam 😀
Życiowe i prawdziwe. Do bulu i nadzieji 😉
Radomska jest w ciąży, radomska jest w ciąży… na 100%
ale z Negrem? Bo Mariusz się wk… jeśli tak.
Pamiętam, jak mój psiak podchodził do gazety i… sikał obok 😀 Ale powiem szczerze, że szczeniaczki są urocze u kogoś, nie zamieniłabym swojego – powiedzmy – wychowanego – i rozpieszczonego – psa na młodszego 😉 Negro trochę podrośnie i nie będzie mu się chciało tak wcześnie wychodzić na pole. Mój, jak ja wstaję rano do pracy, to chowa się pod kocem w koszyku i udaje, że go nie ma, bo przecież 7 godzina jest barbarzyńska. Za to okolice 9 pasują mu doskonale 😉
Cierpliwości życzę. A co do sąsiadów, dziś wychowują ci psa, a za parę lat, będą mówić, jak powinnaś wychowywać dzieci. I liczę wtedy na wpis na ten temat 😉
Ja mam kota. Kot ma kuwetę. Chodzi własnymi ścieżkami. Też go kocham. 🙂 Bo normalnie mądra bestia. Oddziwierną swoją ze mnie zrobił, szczególnie kiedy słońce zaświeci. Otwórz drzwi na ogród, zamknij, a najlepiej przy nich stój cały czas w pogotowiu, 🙂 bo może mu się siku zachce i trzeba będzie popędzić do kuwety (na dworze się nie załatwia).
A na swoim blogu pisałam niedawno o psich ekscesach. Byłam świadkiem, jak piesek nóżkę dziecka siedzącego w wózku sobie dymał z radością. 😉 A mamusia obok. Fajna scenka. (nie wiem czy czytałaś i czy w ogóle kiedyś wpadłaś do mnie). 🙂 Pozdrawiam
Witam, moja sunia Negra zresztą ma na imię.. też przyspieszyła remont i jest gwiazdą Retkini a ja wyrodną właścicielką. Również zawdzięczamy jej częściowo remont w domu i brak jakichkolwiek dywanów które miały taką funkcję jak u Ciebie gazety. Teraz ma już 6 lat ale nadal „czyta” z zapałem gazety, książki, papier ręcznikowy i toaletowy wkurzając się na lekturę i drąc ją na strzępy…ale jest najukochańsza, moja itd.. także nie zwracaj uwagi na pierdoły a tekst jak zwykle świetny.pozdrawiam
muszą się poznać!!!
A jeszcze zapomniałam zaprotestować. W tytule napisałaś, że to tekst o niczym. Jak to o niczym?! Przecież pies to też ktoś! 🙂 Więc staję w obronie Twojego psiaka. 🙂 Ucałuj go ode mnie w mordkę. 😉
w lapki, ogonek i krawatke
Radomska: kocham Cię ! Czytam Twoje teksty od kilku miesięcy i je uwielbiam! Teks o psie przeczytałam dzisiaj czyli z kilkudniowym opóźnieniem – i dawno się tak od rana nie obśmiałam. Mam dwa psy i kilka kotów / na szczęście przeniosłam się na wieś :)/ i wiem jakie to szczęście mieć kilku synków „futrzatych” i córeczki – też „futrzate”. Pozdrawiam Ciebie serdecznie. Czekam na następne teksty. Marta
Niewiem jak to jest z tymi psami ale moja świetej pamięci suczka ,ubostwiała wcinać swoje własne gówienka 😉
I nie mów o sobie ze jesteś najgorszą „matka” zwierzęcia ,zapewniam Cię że wielu włascicieli czworonogów ma bardzo ambiwalentne odczucia względem swoich futrzastych pociech :))) Ale to jednocześnie nie przeszkadza w kochaniu ich miłością bezwarunkową 🙂
Nie od dziś w końcu mówi się, że ignorancja to dar. Ja mimo wszystko lubię wiedzieć. 🙂
Dobrze wiedzieć, że ktoś inny też nie ma lekko. Od razu mam mniejsza ochotę skrócić o głowę to stworzenie które nieopacznie przygarnęliśmy w zeszłym roku pod nasz dach. Nazywa się Dakota alias DlaKota (jako że mamy dwa i chcieliśmy je jakoś ugłaskać).
Nasza „pociecha” przez 9 miesięcy zdążyła zeżreć :
słuchawki x 3, podkładka x 2, jedna nadgryziona myszka, kilka par butów (NIGDY nie mieliśmy takiego porządku na przedpokoju), dwie piłki, rękę Kapitana Ameryki, dwie ręce Spidermana, odcięła nas od tv i internetu konsumując kabel, plastikowe talerze i kubek, sporo korespondencji, gazety, drewnianą łyżkę, chochlę do zupy, łuk, czarny autobus, ogromna ilość pluszowych zwierzaków, kaganiec, szelki od smyczy, listwy, kocie kupy – czasem jeszcze ciepłe, nogę od stołka itd…
Gdyby nie to, że odnajdując w pamięci pozycje na powyższą listę wpadam w przygnębienie to mógł bym tak pewnie jeszcze długo więc dość.
Już nie sika i nie kupka w domu. Ale jeden dywan poleciał w siną dal bo nie ma siły która by go mogła doprać.
Na spacerach pożera WSZYSTKO co znajdzie. Wszystko.
Do niedawna prowadzenie jej na smyczy było istną katorgą i spokojnie zastępowało mi siłownię (bestia zrodziła się z matki husky i ojca bliżej niezidentyfikowanego włamywacza).
To udało się częściowo zniwelować stosując metodę „na drzewo”. Naprawdę ją polecam, konsekwentnie stosowana działa co nadal wprawa mnie w zdziwienie. I nie wiąże się z wieszaniem psa na gałęzi.
Puszczona pędzi jak wiatr, na szczęście (w miarę) słucha poleceń i mamy o tyle dobrze że w 10 minut możemy dojść do lasu.
Do tej pory w wielkiej radości próbuje podgryzać, niby robi to delikatnie i głównie mojego syna ale jak czasem skubnie to z zemsty mam ochotę zrewanżować się jej i dziabnąć ją w ucho. Co też czasem robię 😉
Ale mimo tego i jeszcze więcej kocham tą francę. To jest nasz pies i mamy go ze wszystkim co też ma w swej zwichrowanej głowie.
Serdecznie pozdrawiam, życzę cierpliwości i o wiele więcej przyjemności niż złości 🙂
Byłbym zapomniał. Komiks ma już trochę czasu ale jako że internet to dosyć spore miejsce mogła się Pani na niego nie natknąć. A że dotyczy on właśnie psa i idealnie wpisuje się w treść powyższego wpisu pozwolę sobie zamieścić link do niego :
http://theoatmeal.com/comics/dog_paradox
Rozbawia do łez, testowane na ludziach.
boże naprawdę mi raźniej j_j Negro też by się ogarnął na dworze, no ale za dużo się dzieje- każdego wita.. 45 minut sterczałam pod klatką i darłam mordę, on się nie załatwił tylko wpieprzał śnieg i zaczepiał wszystko i wszystkich. już go prawie zabiłam. A tu przechodzi mi obok jakaś Pani i mówi:
PANI TO MA NAJWESELSZEGO I NAJSYMPATYCZNIEJSZEGO PSIAKA NA OSIEDLU.
Miód na serce no. weź się gniewaj na czarną cholerę…