Przez głowę przechodzi mi milion myśli na minutę. Od najbardziej przyziemnych, bo trzeba jeszcze przecież zadzwonić do kwiaciarni i kupić rajstopy, po te ckliwe i przerażające. Pierwsze spotkanie, wszystkie próby, przejścia, słowa wielkie jak dupa Kim Kardashian, do których musieliśmy dorosnąć i których sens tak naprawdę dopiero poznajemy. Przed nami nowy etap, oznaczany hasłem ślub, wydarzeniem raczej symbolicznym, ale dla nas bardzo ważnym. Kiedy poznaje się kogoś będąc już dorosłym, bardzo ciężko mieć coś, czego nie dzieliło się nigdy i  z nikim innym. My mamy córkę i będziemy mieli swoje małżeństwo. Dziś jednak nie o tym, na moment chce oderwać myśli i przestać być spięta jak Beata Szydło. Refleksje cofają mnie w czasie i sprawiają, że wracam do jednych z najważniejszych momentów w moim życiu. Dziś właśnie opowiem o jednym z nich, a raczej całej lawinie, która spadła na mnie wraz z poznaniem pewnej małej dziewczynki. 

Jest grudzień 2012 roku. Z okazji świąt zjawiam się na dziecięcej onkologii, bo wraz z fundacją przygotowaliśmy jasełka i paczki dla dzieciaków. Zarzekałam się, że po śmierci mojego pierwszego podopiecznego już tam nie wrócę, że to ponad moje siły, znów pokochać, zaangażować się i umierać ze strachu, że się straci. I, nie daj Boże, jak w przypadku Krzyśka, stracić. Krzątam się między rekwizytami i obserwuję dzieci robiące świąteczne dekoracje. Pośród nich, na wózku inwalidzkim, siedzi mała, łysa dziewczynka, bardzo  osłabiona, blada, bez włosów, ale niesamowicie gadatliwa i pyskata. Malujemy razem choinkę ze styropianu, a ja czuję, jak cała mięknę. I widzę wyraźnie, po co los znowu mnie przysłał do tego miejsca.

Z Madzią od razu łapiemy wspólny kontakt. Obiecuję sobie, że nie dam się znów tak wciągnąć i zaangażować. Nie udaje się, są ludzie, których nie da się nie kochać. Odwiedzam Madzię na oddziale, a ona zaprasza mnie na ciasto i gorącą czekoladę. Plotkujemy i bawimy się lalkami. Mimochodem staję się częścią jej historii. Mała Madzia ma zaledwie 4 lata, walczy z nowotworem. To nie pierwsza walka w jej życiu. Słucham o porażeniu dziecięcym, o wyroku pt. “wózek inwalidzki”, o tym, że jej tata, jej nie chciał, bo okazała się chora. Wsiąkam. W tym samym czasie właśnie zakochuję się w Nawleczonym, wracam do ciepłego domu, gdzie ktoś, kogo kocham,czeka z kolacją. Ktoś, komu ciężko pojąć, dlaczego ciągnie mnie do szpitala.

jazmadzia

Święta. Madzia przypadkiem dostaje dwa takie prezenty zamiast jednego, o którym naprawdę marzyła. Dzieci w takich sytuacjach reagują rykiem, Magda tłumaczy mamie, że to nic, że jest przecież masa innych dzieci, które czekają na prezent i ona chętnie się podzieli. Moje serce topione skrupulatnie urokiem małej pyskatej gwiazdy, zamienia się w kałużę ckliwości. Opowiadam o Madzi znajomym, zrzucamy się na prezent. dzień przed wigilią umawiam się z Madzią, jej mamą i Nawleczonym, aby wręczyć wymarzonego kucyka Pony. Nigdy i  nikogo nie widziałam wcześniej takiej radości.

Nawleczony pierwotnie przerażony wizją poznania śmiertelnie chorego dziecka, zostaje przez Madzialenę kupiony dokumentnie i absolutnie. Miłość jest odwzajemniona, Madzia, pozbawiona miłości taty, lgnie do Mariusza jak lep. Jestem nawet trochę zazdrosna. W czasie jednej z wizyt wspominamy coś o ślubie, nie mając na myśli żadnych konkretów. Mała Madzia siedzi na Mariusza kolanach,  a ten próbuje nakłonić ją do rehabilitacji. Obiecuje, że zabierze na łyżwy i że na naszym ślubie będzie sypać kwiaty.

Kilkanaście dni później, dziecko, któremu lekarze nie dawali szans na poruszanie się na własnych nogach zaczęło chodzić. I biegać.

***
Jest rok 2013. ta opowieść ma masę wątków i masę cierpienia. Walka Madzi z nowotworem trwała jeszcze prawie rok. Bolesne zabiegi, badania, strach. W przerwach leczenia wracała z mamą do zrujnowanej oficyny bez wody, prądu i WC, całej obrośniętej grzybem. Nie, po prostu kurwa nie- myślałam. Musi być jakiś limit cierpienia przypadający na jedno życie! Udaje się nam wywalczyć dla Madzi nowe mieszkanie. Kawalerkę do remontu, ale  w porównaniu z poprzednim lokum, wygląda jak pokój w Hiltonie. Przyznanie lokum przyśpieszyły nadchodzące wybory i fakt, że pewna pani radna chciała mieć na liście zwolenników także blogerkę. Wspólnymi siłami, ja i moi czytelnicy ,remontowaliśmy i wyposażaliśmy nowe gniazdko dziewczyn. One wyjechały na turnus rehabilitacyjny, ja, już w ciąży, latałam po pracy dogrywać kolory ścian i rozmiar umywalki w łazience. Po narodzeniu Lenki okazało się, że czeka na nią starsza siostra, którą Madzia się sama nazwała. Mam je dwie. MadziaLenki.

***
Jest rok 2015. Madzia chodzi do szkoły z oddziałem integracyjnym i mimo wielu trudności, zaczyna robić niesamowite postępy. Paradoksalnie rozpoczęcie szkoły generuje kolejne problemy. Madzialena nie podlega już tak intensywnej rehabilitacji, jak miało to miejsce w specjalistycznym przedszkolu. Brak rehabilitacji oznacza kolejny wyrok- powrót na wózek. Nawracające przykurcze łydek zmuszają lekarzy do cięcia jej ścięgien, a Madzię do rehabilitowania. Do uczenia się, jak chodzić, od nowa. Walka trwa nadal. I będzie trwała już zawsze.

madzialenka

Jeżeli Magda ma być szczęśliwa, musi być samodzielna. Jej mama oddała się swojej rodzicielskiej roli bez reszty. Obie żyją z przyznanych przez państwo alimentów i zasiłku na rzecz niepełnosprawnej Madzi. Mama Magdy nie może podjąć legalnej pracy, bo straci prawo do zasiłku. Bieda jest dla nich chlebem powszednim i kolejną przeciwnością, z którą się mierzą.

***

l

Lato 2015. dogrywam przygotowania ślubne. Zastanawiam się, o co poprosić gości. W zaproszeniach opowiadam o Madzi, połowa  rodziny ryczy. Wszyscy deklarują pomoc. Zaprzyjaźniona dusza po mojej opowieści sięga po kopertę. Twierdzi, że mi ufa, nie wie, że spełniła właśnie marzenie Magdy, na które jej mama oszczędza od wielu miesięcy. Magda dostanie wyśniony rower.

***

Październik 2015. Ustalany i odkładany ślub w końcu dojdzie do skutku. Dokładnie w dniu urodzin Nawleczonego i dzień po 7. urodzinach Magdy. Z wielką radością dotrzymujemy słowa. Magda będzie gwiazdą naszej uroczystości. Poproszona, żeby nie przesadzała z wystrzałową kiecką, ripostuje w swoim stylu, że “jej przykro, ale wystrzałowa to ona ma na drugie imię”. Nasi goście, którzy przyjdą do kościoła na ślub, zamiast kwiatów, czekoladek, prezentów i innych pierdół, będą mieli zaszczyt poznać Madzię i jej pomóc. Całość z nawet najdrobniejszych kwot wrzucona do skrzynki, zostanie przeznaczona na rzecz rehabilitacji Magdy, moja w tym głowa.

Nie chcę, żebyście składali mi życzenia, a po prostu jedno z nich pomogli mi spełnić. Niech nasz ślub nie będzie tylko naszym świętem, a przyniesie coś dobrego także dla Magdy. Jeżeli darzycie mnie sympatią, życzycie mi dobrze, trzymacie kciuki, czy po prostu cieszycie się moją radością, dajcie temu wyraz.

Choćby najmniejszą kwotą. Zróbmy razem coś pięknego, proszę. Bardzo na Was liczę.

Dane do przelewów:

Fundacja Dzieciom “Zdążyć z Pomocą”
Bank BPH S.A.
15 1060 0076 0000 3310 0018 2615
Tytułem:
8315 Loręcka Magdalena Maria darowizna na pomoc i ochronę zdrowia

29 komentarzy
  1. Ola, super pomysł i wielkie chapeau bas dla Ciebie i Nawleczonego-za miłość i wsparcie, który otoczyliscie Madgę. Mam takie poczucie, że rolą każdego człowieka jest dawanie dobra innym-tyle ile moze, tak jak może. Bo jeśli mamy przeżyć swoje życie pośród ludzi zamykając się w swojej bańce na ich potrzeby, trudności, problemy to chyba nie warto. My z mężem na ślubie zbieraliśmy na hospicjum stacjonarne w Kielcach, w którego tworzenie jestem zaangażowana i powiem szczerze, że strasznie ucieszyła mnie bardzo pozytywna reakcja gości i ich szczodrość. Teraz polecam ten patent wszystkim znajomym parom, niezależnie od potrzebującego, którego wybiorą, zawsze przyniesie to wiecej pożytku niż stosy więdnących kwiatów, kupony lotka czy sterta butelek wina.
    I powodzenia ze ślubem. Będzie dobrze, a potem jeszcze lepiej :)

  2. Osz w mordę…
    Nie spodziewałam się, że z jednego z najważniejszych dni w swoim życiu można zrobić tak cudowną rzecz. Mam Olu przeogromną nadzieję, że to co robisz będzie do Was wracało do końca Waszych dni i potem do Waszych dzieci i ich dzieci i tak po wsze czasy :* Buziaki, szczęścia *.*

  3. Akurat jestem w finansowej kropce, rzuciłam studia i pracę żeby nie zwariować i robić coś nowego i porządnie. Poważnie obawiam się, że będę gryźć ścianę, ale nie mogłam przejść obojętnie obok tej notki. Dzięki Radomska za wszystko co robisz, Madzialenie i Mamie życzę dużo siły i spotkania samych takich osób, jak Ty i Mariusz. Ściskam, A.

  4. Radomska, życzę Wam najlepiej z całego serca, zasługujecie na medal co najmniej. Można prosić o dane do przelewu mędzynarodowego? potrzebuję kod BIC/SWIFT i IBAN

  5. Od ponad trzech lat biernie śledzę Twojego bloga, nie pisałem komentarzy, nie wdawałem się w dyskusję. Dzisiaj zrobiłem przelew i wszystkim Wam, Tobie, Nawleczonemu, Lence i Madzi składam najlepsze życzenia.
    Jeśli dobro wraca, Ciebie Radomska czeka świetlana przyszłość.

  6. Nie sposób Cię nie kochać! Wszystkiego dobrego! Tyle ile mogłam ale wpłacone.. Uściski dla pięknych MadziaLenek. Pozdrawiam Magdalena (mama Leny ;-) )

  7. Kurde. Jest 6.35, próbuje zwlec sie z łóżka, a teraz rycze… Czy przez Ciebie? Tak, potrafisz nie tylko rozbawic ale też wzruszyc do łez… dorzucam się. Radomska jesteś WSPANIAŁYM człowiekiem

  8. Tak pedzimy przez zycie..tak gonimy za tym co malo istotne. Ten wpis zatrzymal mnie i sprawil ze poryczalam sie ze wzruszenia. Jak dobrze ze jest Radomska, jak dobrze ze ma tak wielkie serce, jak dobrze ze mozna pomóc! Przesylam swoje zyczenia dla Was na nowej sciezce, dla Madzi i Lenki. Przesylam zyczenia na konto i wysylam wiadomosc w swiat! Mam nadzieje ze Madzia bedzie glosno i z usmiechem dlugo bawic sie na Waszym weselu:)))

  9. Kurczę. Chyba ostatni raz czytam Twojego bloga w biurze do porannej kawy. Rozczuliłaś mnie Ola. Jesteś tak dobrym człowiekiem. Przeczytam to mojemu Nawleczonemu i wieczorem wyślemy Madzi prezent w formie przelewu. Trzymam kciuki, za jej wygraną. Czy przypadkiem nie jest tak, że po burzy wychodzi słońce?
    Ściskam Ciebie i Twoje dwie MadziaLeny.
    Aaaaa! I już czekam na jakieś fotki z wesela ;) Wszystkiego dobrego! :*

  10. Olu trafiłam na Twój blog przez porzypadek, czytam go od niedawna, ale przyznać muszę, że jesteś świetna :)
    Nie dosyć, że o ważnych tematach, nie dosyć, że fajnie piszesz, że świetnie się to czyta, to jeszcze ten tekst…
    To dobrze, że są na świecie jeszcze tacy ludzie, ludzie, którzy myślą o innych, którzy chcą pomagać. Podziwiam i chylę czola, że przed tak ważnym dniem nie myślisz tylko o tym czy fryzura będzie odpowiednia, i pogoda i czy wszystko ogarnięte, a myślisz też o innych i przy oakzji ślubu komuś pomożesz. Super, super, super!
    Jesteś świetną osobobą. Przeleję, żeby pomóc.
    A Tobie RADOMSKA życzę cudownego ślubu i szczęścia w małżeństwie :)
    I neich dobro do Ciebie wraca :) Pozdrowionka :)

  11. Zamiast pracować siedzę i ryczę . ( mogłaś uprzedzić żeby nie czytać w robocie) . Oczywiście swoją cegiełkę dla Wystrzałowej Madzi dorzucę . Komentarzem niech pozostaną moje łzy i mokre chusteczki .

  12. Czytałem ten tekst wczoraj wieczorem gdy domownicy już spali. I dobrze. Bo w świetle dnia jeszcze ktoś mógłby zobaczyć mój wzrusz kapiący z oka. A staremu piernikowi po 30stce już raczej nie wypada :) Wszystkiego najlepszego na nowej drodzę życia.

    Prezent już się pakuje :)

  13. Radomska, czytam Cię zawsze, uwielbiam, choć komentuje rzadko. Ale wiesz, kiedy niedawno zaszłam w ciążę, kilka dni po tym, gdy się zorientowałam, pomyślałam sobie, że muszę wrócić do pierwszych postów -radomskiego macierzyństwa-, które wcześniej czytałam z ogromną ciekawością, a teraz chciałam porównać bardzo często zbieżne doświadczenia i emocje…
    Post ogromnie ogromnie wzruszający, prawdziwy do bólu. Przelew na miarę możliwości zrobiony, życzę Wam by dzień ślubu był naprawdę wyjątkowy i niezapomniany, a wspomnienia o nim dawały siłę w późniejszych trudnościach. Niech to będzie naprawdę WASZ dzień :)

  14. Fajnie, że jesteś. Niestety uważam, że temat rehabilitacji to jest jeden z najbardziej zaniedbanych tematów w służbie zdrowia, którym nikt pożądnie się nie zajmuje, ani głośno o nim nie mówi. Rok temu uległam wypadkowi, od roku nieustannie się rehabilituję, około tysiąca złotych miesięcznie wydaje na rehabilitacje. Znacząco to wpływa na moją sytuację finansową, jednak zdrowie mamy jedno i na szczęście, ciężko, bo ciężko ale mam możwliość rehabilitowania się pod opieką specjalistów. Bez tego byłoby ze mną bardzo kiepsko. Trzymam kciuki z Madzie, bo wiem że rehabilitacja to jedna z najważniejszych rzeczy.

Napisz komentarz:

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.