Mocny tytuł to ponoć duża część sukcesu. Duża część sukcesu, a nie jak to zwykle bywa – jego połowa, bo resztę sukcesu stanowi chwytliwy lead, przejrzysta ciemna czcionka na jasnym tle i mocny, jak kopniak w jądra, jak uderzenie w piszczel, ostatni akapit. Reszta o kwestia talentu, który raczej nie ma większego znaczenia, jeśli pozostaniesz nieznany. I jeżeli będziesz pisał zbyt długie teksty – czytelnicy w porażającej większości to kretyni, frustraci i śmierdzące lenie. Olej ich i rób swoje.
jeden dzień, dokładnie tyle zajęło mi czytanie książki Kominka, która ma ponad 300 stron. Wliczyłam w to kilkugodzinny zgon wynikający z przeziębienia, cykliczne wychodzenie na papierosa w wyniku wkurwienia wzbudzanego przeze mnie przez niektóre teksty i wynotowywanie gorących fragmentów. Wczoraj byłam zażenowana i wściekła, a dziś.. jeszcze sama nie wiem. Ten tekst nie będzie prawdziwą recenzją, bo zawsze mam ten problem w czasie czytania książek, że skupiam się na wątkach, fragmentach i bohaterach, które najbardziej mi się podobają i za cholerę nie potrafię odpowiedzieć później na pytanie, jaki kolor miał sweterek głównej bohaterki, ale jak pisze Kominek w swojej książce:
„Recenzje z definicji są subiektywne i nie warto przejmować się czytelnikami, którym to nie pasuje, bo oni najzwyczajniej w świecie są głupi i nie wiedzą, co mówią.”
zatem pełen spokój 🙂
CZEGO DOWIEDZIAŁAM SIĘ DZIĘKI LEKTURZE KSIĄŻKI BARONA POLSKIEJ BLOGOSFERY?
O tym już wspominałam we wstępie, ale teraz się rozwinę i powtórzę – piszę dla Debili. I to wielkie D to chyba wyraz mojej naiwności i wiejskiego sentymentalizmu. Zanim powstał blog, który, o zgrozo Debilu, właśnie czytasz, dziesiątki moich wierszy, opowiadań, kilka dramatów wisiało i, ba, nadal wisi na digarcie. Miałam kilku czytelników, w tym parę 13 latek i przestrzegałam świętej zasady – nie krytykuj,bo cię zjedzą. Przez dobre kilka lat żyłam w maleńkim kółku wzajemnej adoracji i pisałam w zasadzie dla nikogo. Potem, a raczej w sumie wcześniej albo w tak zwanym międzyczasie, pisałam kilka ekshibicjonistycznych blogów o cierpieniu, tęsknocie i miłości, które też nadal można znaleźć w sieci. Aż w końcu postanowiłam przeprowadzić eksperyment, który trwa do dziś. Przekonana o tym, że nie jestem w stanie, pisząc, nikogo rozbawić, przekonana o swojej beznadziejności zaczęłam pisać wulgarnie, pisać tak, jak rozmawiam i żartuję na co dzień, bez patosu wielkich słów. I to był poważny błąd, jak się okazuje, bo:
„Nie tylko tematyka bloga, ale jego styl decyduje o tym, jakich będziesz miał czytelników. Kiedy w 2005 roku zaczynałem przygodę z blogowaniem, pisałem bardzo dosadnie, wulgarnie i nie stroniłem od kontrowersji. Przyciągałem ludzi, którzy czym jak czym, ale intelektem pochwalić się nie mogli.”
Istnieje zatem prawdopodobieństwo, że wszystko,co dobrego mi się przytrafiło w ciągu ostatniego roku, to nie zasługa tego, że znalazłam wśród Was ludzi z podobnym poczuciem humoru, że Onet podbija mi statystyki, a ja się świetnie bawię robiąc to,co kocham i uczę się asertywności, kiedy po raz kolejny czytam, że jestem niedoruchaną kurwą. Tą kurwę jeszcze bym jakoś zniosła, bo kurwy zarabiają pieniądze, ale jak nie być frustratem, kiedy jest się kurwą, której nikt tknąć i doruchać nie chce? O tym Kominek nie pisze, ale z lęków blogerskich też nie leczy. Fakt jest faktem, że istnieję tylko dzięki wulgaryzmom. Pozostaje mi chyba być wdzięcznym przedszkolankom, które ignorowały moje freestylowe występy i pozwoliły się w tej dziedzinie rozwijać:
„Przypomnij sobie wpisy na blogach, które w ostatnim roku odbiły się w sieci szerokim echem. Nie jest to łatwe zadanie, bowiem większość blogerów nie ma ani talentu, ani umiejętności, by napisać coś dobrego i dobrze to sprzedać albo napisać coś słabego i dobrze to sprzedać.”
A więc jednak darmowa dziwka 🙁
BLOGERZY – NIEPROFESJONALNI WŁADCY UMYSŁÓW
Blogerzy nie są żadną konkurencją dla dziennikarzy, bo tych obowiązuje zasada obiektywności i rzetelności. Bloger jest subiektywny, ale posiada władzę nad umysłami czytelników (wait, jakimi umysłami, skoro jesteście Debilami? Gubię się…) – nie ma z nimi gaworzyć o bezsensie istnienia, a go jednoznacznie kurwa, tyle, że bez używania kurwy, bo to żałosne, WSKAZAĆ!
Radomska może jednak spać spokojnie i nie czuć się odpowiedzialna za losy wszechświata, a przynajmniej grupę szesnastolatek piszących wiersze, które szczerze uwielbiam wraz z całym ewentualnym analfabetyzmem, bo też była kiedyś, zupełnie jak Kominek, niepokornym tinejdżerem przekonanym o głębszej głębi swoich rozważań. I to by było na tyle, jeśli chodzi o cechy wspólne między mną a Baronem Blogosfery. Musze jednak dokończyć myśl – nigdy nie będe miała prawdziwej władzy, ani nie odniosę prawdziwego sukcesu, bo pisze tylko i wyłącznie wtedy, kiedy mam ochotę i wenę oraz czas, bo mimo wszystko blogosfera nie jest (i jak się okazuje nie ma prawa być!) jedynym światem, w którym chce funkcjonować. I tak, wkurwiam rodzinę ciągłym sprawdzaniem e-maila i poświęcaniem czasu obcym ludziom, mam mózg zrośnięty z samsungiem z dostępem do internetu, wynika to jednak z tego, że ja z sieci dostaję o wiele więcej, niż kiedykolwiek dałam. No ale mimo wszystko, to na nic, niedługo zginę i zgniję, bo:
„Oczywiście, jeśli styl i tematyka bloga pozwalają na to, pisz choćby i co godzinę! Ale pisz. Pisz, pisz, pisz! Dziesiątki razy bywało tak, że przez kilka godzin gapiłem się w monitor i szukałem pomysłu na tekst. Setki razy rezygnowałem z imprez, wyjazdów i spotkań tylko dlatego, że musiałem opublikować tekst.
Naprawdę – nie słuchaj tych, którzy będą próbowali wmówić ci, że powinieneś pisać wtedy, kiedy masz na to ochotę. Tym sposobem sukcesu nie osiągnął jeszcze żaden bloger. I ty też nie osiągniesz.
Zatem pisz.
Albo to ciebie spiszą na straty.”
R.I.P [*] RADOMSKA, wpisujcie miasta!
To jednak nie koniec samodzielnego kopania sobie wirtualnego grobu, sama kurwa i bycie miłym dla rzeszy Debili nie wystarczy, na szczęście popełniam kolejny błąd:
„Długich opowiadań nikomu nie chce się czytać. Nie ma popularnych blogerów, którzy piszą długie teksty. Będziesz mógł to robić dopiero wtedy, kiedy już ktoś się na tobie pozna i doceni twórczość. Poza tym zwykle opowiadania są nudne, banalne, fatalnie napisane, nierzadko małą lub jasną czcionką na ciemnym tle. Tego się czytać nie da, a co dopiero komentować.”
Na szczęście wiem już jak radzić sobie z Wami, wygłodzeni Kretyni, ha:
„Komentatorzy będą u ciebie tak długo, dopóki będziesz dawał im to, po co przyszli. Kiedy staną się głodni, pójdą jeść gdzie indziej, ale nie łudź się, że dając im ciągle to samo, spełnisz oczekiwania. Plebs zawsze marudzi, zawsze chce więcej, zawsze znajdą się tacy, którzy chcą coś innego, niż aktualnie dajesz.
Nie wiem, czy w jakimkolwiek innym poradniku przeczytałbyś, że najlepsze, co możesz zrobić dla swojej społeczności, to niszczyć ją, poniżać i nie szanować.”
CZEGO, JAKO BLOGERSKI BLOND FRAJER SIĘ NAUCZYŁAM?
Tego, że dla zasady powinnam zastrzec na blogu prawa do swoich tekstów i tak, w razie kradzieży, niewiele zdziałam, ale poczucie słuszności – „ukradli mi torebkę,bo napadli i zastraszyli nożem, a nie dlatego że zostawiłam ją na przystanku” może ułatwić zasypianie bardziej niż mój Nasen. Tego, jak rozmawiać z potencjalnymi reklamodawcami, którzy i tak się do mnie nie zgłoszą, bo wszakże jestem beznadziejna i pisze raptem raz dwa razy w tygodniu i to wulgarnie. Że mam nie słuchać żadnej krytyki i wszystkich jej autorów olewać ciepłym strumieniem moczu, bo blog jest mój i powinnam się na nim czuć dobrze, a reszta niech spierdala. Bo nikt nie ma prawa zaburzać w blogerze poczucia zajebistości i (wszech) mocy.
PODSUMOWUJĄC
Końcówka książki zalatuje trochę Coelho i narracja mocno naciągana, ale można przez chwilę ulec wrażeniu, że Kominek ma też ludzką twarz, a wszystko co robi, jest motywowane chęcią spełnienia marzeń i życia zgodnie ze sobą. Naprawdę piękna historia, trudno nie uronić łzy. Z trudem się powstrzymałam. W ryzach trzymało mnie poczucie, że jako czytelnik, jestem dla autora- Barona i Guru – nikim, że nie mam pojęcia o blogowaniu, bo nie zaczynałam w mrocznych, jak on czasach i nie zjadłam wszystkich rozumów. A czytelników rozumów nie zjem przecież, bo ich nie mają. Rozpacz.
U Kominka jestem skreślona – nie prowadzę bloga kulinarnego, medialnego, technologicznego, ani też lifestyle’owego, zatem przestałam istnieć zanim dowiedział się o moim istnieniu. Czuję się jak blogowy płód poddany aborcji.
Jednak mam się nieźle i obiecuję jedno – być może wydam kiedyś książkę, ba, być może nawet gorszą, a nawet beznadziejną, bo, jeśli ktoś Kominka lubi i już od założenia bloga ma ambicje zarabiać na nim grubą kasę, ta lektura okaże się cenna i ciekawa.
Ja, Radomska, potocznie zwana Aleksandrą, obiecuję, że nigdy nie napiszę książki o tym, jak blogować, jak żyć. Ewentualnie i ostatecznie jak tego nie robić, bo przecież i tak jestem skazana na porażkę.
***
NA KONIEC:
Jestem też bardzo pamiętliwy i jeśli ktoś raz mi nadepnie na odcisk, chociażby niesłuszną (w mojej ocenie) krytyką, to taka osoba trafia na moją czarną listę i niech sobie żyje, ale z dala ode mnie.
Ok, powinnam się więc absolutnie liczyć z tym, że jutro, w Gdańsku na Blog Forum 2012, zostanę przez Barona opluta albo zignorowana, że nie mam co liczyć nawet na krótką wymianę zdań, a co dopiero kooperację reklamową dla Mc Donald’s.Kto gada z martwym płodem, no heloł?
Zniosę to z godnością. I mam zamiar nadal być żałosna i maluczka – nie kasować komentarzy, chyba, że wynikają z obecności na głównej Onetu – komentatorzy Onetu to po prostu inna kategoria. Raz na jakiś czas w przypływie niesmaku napisze komuś grzecznie”spierdalaj”, jak panu, który żądał ode mnie skanu opinii lekarza i recept (!) Poza tym z ręką na sercu, a konkretnie na lewym cycku, przysięgam, że nawet jeżeli (nie) stanę się zarabiającą blogerką, nigdy nie zapomnę jak to się zaczęło i że do kurwy nędzy, że to wszystko dzięki Wam i i w dużej mierze dla Was. Bo bez Was mogłabym łechtać swoje ego w pamiętniku.
KONIEC!
Nie jestem za bardzo w formie, bo w formie napisałabym ten tekst lepiej, ale nie chcę z nim zwlekać. Jutro 7 godzin w pociągu do Gdańska, będę miała czas, aby analizować, co napisałabym inaczej. Od 5:30 dokłądnie ;]
Książkę kupcie, przeczytajcie i dzielcie się swoimi refleksjami, czekam!
___________
Zapraszam na FB: Mam Wątpliwość
Pierwsza! Opoczno!
ooooo ja cię jak miło, pozdrawiam sasiadkę 😉
Hmm… Mysłowice! Nie przejmuj się, ja lubię martwe płody ;* Przeczytałam książkę, ale raczej nic mnie tam nie ruszyło i nie dotknęło. Może dlatego, że nie mam bloga. Ale według mnie też nie można odnosić całej książki do swojej sytuacji. Pewne rozdziały są mega pouczające i motywujące, inne wydają i się trochę oderwane od rzeczywistości. Nie zmienia to faktu, że książkę dobrze się czyta i może być naprawdę pomocna. To pisałam ja, Moniczka, czytelniczka Radomskiej i wcale nie debil (są odrosty, mózg walczy!)
To ja chcę fotę ręki na lewym cycku!
Kominek ssie. Wybił się na kipiącym kurwą tekście o budyniu, a stworzył wokół siebie legendę „wodza”, jak Kim Ir Sen, że niby co to nie on, że ptaki dziobami srały podczas jego cudownego wkroczenia w rodzimą blogosferę.
A mi się ta recenzja podoba 😀 I lubię Twój styl pisania i bycia 😉 Olej Komika, ja będę czytać wszystko co napiszesz. Kominka zaczęłam czytać i zbieram się, żeby skończyć, ale jakoś opornie mi idzie.
cytuję: „U Kominka jestem skreślona – nie prowadzę bloga kulinarnego, medialnego, technologicznego, ani też lifestyle’owego, zatem przestałam istnieć zanim dowiedział się o moim istnieniu. Czuję się jak blogowy płód poddany aborcji.”
Jestem fitblogerką i tak sobie myślę, że skoro Ty jesteś blogowym płodem poddanym aborcji to ja chyba jestem komórką jajową albo tą kijanką co ją plemnikiem nazywają 😀
Książek czytam dużo (ale nie takie 🙂 ) a bloga jednego – tego tu. A z moim debilizmem czuję się znakomicie, pisz tak dalej… 🙂
Charakteryzując Debili, zapomniałaś przywołać takiego jednego, siedzi na ławeczce na piotrkowskiej
” jak ciasto biorą gazety w palce
i żują, żują na papkę pulchną
aż papierowym wzdęte zakalcem
wypchane głowy grubo im puchną”
To było dawno temu- teraz mamy ekranik wysysający mózg i zmieniający obrazki przyprawiając o oczopląs i wstrząs mózgu, o ile jest.
Nie czytałem książki, ale po lekturze Wspomnianego przez Ciebie autora dochodzę do wniosku że boli Cię „forma”. Jeżeli jest inaczej wyprowadź Mnie szybko z błędu.
Powinnaś pojechać do Paryża, połazić po Montmartrze, pójść na parę imprez i odpocząć.
I gwarantuję Ci że znajdziesz formę, a jakie ciasto Ci wyjdzie to też zależy od jajek, mąki jakiej użyjesz.
Tylko jak masz zamiar upiec tort, to nie zabieraj się do tego jak do naleśników.
Dopóki mogę czytać Twoje teksty mogę być uznawany za debila, przyjmę to jako komplement 🙂
Radomska nawet nie w formie jesteś najlepsza.
Pozdrawiam 😀
Normalnie poczułem się jak zombie, zawsze gdzieś w głębi czułem że jestem idiotą i bez mózgiem ale chyba lepsze to niż bycie dupkiem z wybujałym ego..swoją drogą świetny tekst mimo przeziębienia, pozdrawiam 🙂
Jakieś strzępki informacji w mojej głowie sugerują mi, że idiota tym się różnił od debila, że miał niby etymologicznie jakiś nieciekawy związek z polityką, ale to prowadzi do dokładnie niczego, więc się zatrzymuję.
Też przeczytałem w jeden dzień, a pewnie nawet krócej. Też wynotowywałem, ale na czytniku to łatwiejsze.
Za to zupełnie nie byłem zażenowany i wściekły, co zresztą już wtedy napisałem: „Koniec (ostatni rozdział z epilogiem) natomiast przygniata do ziemi, niszczy całą urojoną wiedzę o Kominku, jest jeśli chodzi o poziom motywacji lepszy niż finałowa scena filmu Wanted.”
To coś o przekleństwach mnie akurat absolutnie zadziwia, bo zupełnie w zwyczajnym życiu nie potrafię sobie wyobrazić takiej ilości ich pochłaniania jak w różnych dawkach przyjmuję po internetach. Wychodzi na to, że albo oprócz przekleństw jest tu coś innego, albo jednak jestem dresem.
Nie do końca rozumiem akapit o książce. Jak już się tutaj nauczysz, to napiszesz, ale koniecznie nie poradnik dla żyjących?
Nie mam pojęcia, kim naprawdę jest Kominek. Czy mówi prawdę, czy dołożył sobie historię wyjścia z przekleństw na ludzi.
Wiem za to, że mi ta książka dała na początku spory kawałek rozrywki, w środku nudę, a na końcu potężny ładunek motywacyjny. Fajnie by było, gdyby dała też adresatom, blogerom, ale może zamiast tego jest ta fikuśna impreza w Gdańsku.
Na koniec jeszcze jedno: znowu nie wiem, jak to jest, kiedy coś zalatuje Coelho, za to wiem, że to zalatuje Exupérym:
„Będę miał takie życie, jakie jest w marzeniach każdego dziecka. Nigdy NIE ZAPOMNĘ BYĆ DZIECKIEM.”
No ktoś to wreszcie powiedział. Alleluja. Wszyscy wokół, zdaje mi się, chwalą tę książkę, a ja przyglądam się temu z rosnącym przerażeniem. Jeśli tak ma wyglądać życie blogera, to co w tym życiu takiego zajebistego?
oplułam ekran 🙂 🙂 jak często mi się zdaża kiedy czytam twojego bloga 🙂 szczerze do dzisiaj nie wiedziala co to ten kominek haha a blogi czytam tylko dwa twój i Urbana wiec chyba faktycznie jestem mało „kulturalna” jak dla mnie mozesz napisac książkę nawet o karmieniu gołębi ja napewno ja kupię bo poprostu uwielbiam czytac to co ci wena przyniesie :):) wiec pisz pisz pisz…
ja przeczytałam ksiazkę Komina.
1. nie bede wnikac w same merytoryczne porady
2. komin ma zerowy szacunek do swoich czytelnikow/fanow/wstaw_co_chcesz. sledze blogi Komina pomimo tego, bo uwazam, ze aby cos (tutaj akurat kogos) krytykowac, to pasuje to poznac troche. wiele razy w tekstach Komina i w jedym z wywiadow, ktorego udzielal, okresla swoje czytelniczki 'pasztetami’ hmmm nic tylko pogratulowac inteligencji ALE wynika to z… patrz pkt 3.
3. Komin ma mega kompleksy. to widac po niektorych wpisach i w ksiazce takze. jest tam kilka takich fragmentow 😉 i wlasnie wydaje mi sie ze jego brak szacunku do czytelników, wynika stąd, że owy Kominek ma ogromne kompleksy. To jest najlepszy wniosek, jaki z jego książki można wyciągnać (no przepraszam – ja wyciągnełam, nie będę uogolniac), pomimo, że to niby poradnik dla blogerów
pozdrawiam
ps. jako 'pasztet’ bo wkońcu jestem jego czytelniczką, dałam mu zarobić… (chociaż kupiłam tylko ebook więc niewiele)
Serio bierzesz to do siebie jak nazywa swoje czytelniczki pasztetami i pokazuje brak szacunku do czytelników? Nigdy mnie to jeszcze nie uraziło, a czytam już naprawdę długo. Personalnie nigdy nie spotkałam się z brakiem szacunku z jego strony. Trochę dystansu, jakie ty masz kompleksy skoro tak dotyka cię to, że czytelniczki Kominka to pasztety?
Nie rozumiem jednego: co to za kominek ?
Koniec sarkazmu.
Podsumowując: ten tekst paradoksalnie jest reklamą. W końcu nieważne jak, byle po „nazwisku”.
Łał. Ale mu pojechałaś. Pod jednym postem też byłam „dziffką” (pisownia oryginalna).
Co do Ciebie Radomska, im bardziej się wkurwisz, im mniej przemyślisz, tym tekst lepszy. Oczyma wyobraźni widziałam jak klepiesz te „kurwy” i „debili” aż loki Ci się prostują.
Mogę być Twoim debilem, nawet przez małe D. Pamiętaj tylko napisać później o nas książkę!
I Lucjan ma rację – może zamień nazwisko autora na „ten, którego nazwiska nie można wymawiać”, ewentualnie „Sir EC1” 😉
A ja mam bloga o robieniu na drutach. To już chyba wogóle porażka co? 🙂 Kim jest Kominek wiem dopiero od tygodnia, Radomską znam dłużej. Hawk!
Dopiero u Ciebie dowiedziałam się kto to kominek oraz, że kiedyś wystąpił w filmie, w którym jest scena z budyniem. Teraz napisał książkę.
Nie przepadasz za jego poglądami, ale w tym punkcie mogłabyś wziąć przykład 🙂
Pięknie napisane, trafiłam u z onetu jakiś miesiąc temu, ale przeczytałam blog calutki i jakoś się trzymam. Pozdrawiam.
Ha ha ha no i mam piękny poradnik 🙂
A właśnie zaczynam blogować, więc będzie, jak znalazł.
I też poza wymienionymi kategoriami.
BTW: zapraszam 😉
http://kajapisze.pl
napisz kiedyś błagam jak bardzo są irytujące te durne nieczytelne kody tekstowe, które trzeba wpisywać tylko po to by na końcu mogło sie łaskawie okazać ze cały twój pieczołowicie smarowany i super-inteligentny komentarz trafia szlag, gdyż nie potrafiłeś odczytać co tam do K… nędzy maszyna wymyśliła (ciekawe czy z tym się uda…)
pzdr
uwielbiam Cię (czytać też) 😉
ha udało się – a pierwotnie chodziło mi o ten potworny błąd na samym koniuszku „Od 5:30 dokłądnie”
czyli „ą” Możesz zacząć jutrzejszy dzionek od poprawki.
taki mały głupiutki dowcipuś
pozdro
Pierwszy błąd został już popełniony przez kupienie książki kominka – lepiej nie wspierać takiego czegoś finansowo.
Kominek zebrał charakterystyczną grupę czytelników (luźno zapamiętany cytat z jego fanki „kto by nie chciał czytać o stosunkach damsko-męskich, przecież to wszystkich interesuje”), ale dorabianie do tego ideologii, że powinno się robić tylko tak, jak on, jest grubą przesadą. Do dzisiaj ludzie czytają książki – oczywiście nie jest łatwo na tym zarabiać, ale to nie oznacza, że się nie uda.
Bardzo wątpię za to, czy kominkowi udałoby się napisać cokolwiek dłuższego, wartego przeczytania, bo jak na razie nie wykazał się publicznie takimi umiejętnościami. Być może coś potrafi, a „tymczasowo” skupił sie na nabijaniu kliknięć i produkcji dziesiątek słabiutkich notek jak z generatora, ale ja po prostu tego nie widzę. Co innego stworzyć prowokację w Internecie, gdzie zawsze tysiące debili o coś się obrazi, a co innego pozytywnie zainteresować swoją pisaniną i wywołać przemyślenia inne niż małpie odruchy.
Innymi słowami – to co on pisze, jest nieskończenie nudne i wtórne. Wszystkie mądrości tutaj przytoczone są powszechnie znane, jedyna różnica jest taka, że wsparte kominkowym „autorytetem”.
CZEGO, JAKO BLOGERSKI BLOND FRAJER SIĘ NAUCZYŁAM? .. niestety niczego.
Mh, chyba jednak tej książki nie kupię, bo i po co???Żeby okazało się, że jeszcze dobrze nie zaczęłam, a już jestem skazana na porażkę?…zresztą to męski punkt widzenia, dużo ego, mało przydatnych rad.
Pozdrawiam!
Jak ja kocham ludzi mających złote recepty, ehhh…
Cholera, wiedziałam, że robię coś źle. Ale że aż tyle!? Nie dość, że piszę bloga o książkach, to jeszcze nie udaje mi się pisać regularnych recenzji i (o zgrozo!) szanuję swoich czytelników. A myślałam, że chociaż do tego się nadaję (chlip).
Mam nauczkę – nie czytaj baby gdy pijesz kawę. Może zdażyć się, iż z babą po sądach włuczyć się będziesz z dowodem rzeczowym w postaci martwego, zaplutego kawą z mlekiem i zmielonymi biszkoptami netbooka!
No Ciebie kobieto to trzeba czytać na sucho! A najlepiej przez okno i to zamknięte! 😉
Czuję się świetnie w gronie debili. Czytałem z dziką rozkoszą.
Tak to właśnie jest kiedy człek zakompleksiony taki jak Komin, spełnia się kurwując na blogach, ja tam się mu nie dziwię, że nie jest w stanie znieść swoich czytelników, bo mądry długo na jego blogu nie zagości, ale widać swój przyciąga swego, Komin jest Debilem to i ma czytelników nadających na tych samych falach, dlatego ma tak wielkie zrozumienie dla nich. Bo kto jak kto, ale Debil Debila zawsze zrozumie. Rzesze jego wiernych czytelniczek, to blondynki mentalne – nie mylić z kolorem włosów, bo to akurat nie ma z mentalnością nic wspólnego.
Nie dziwi mnie to, że ma kumpli podobnych sobie, bo faceci są prostej budowy, nie potrzeba do nich żadnej instrukcji obsługi – zaznaczam, że faceci pokroju Komina czyli typowi Debile, co nie znaczy, że wszyscy choć tych nie Debili jest znaczna mniejszość. Trochę jednak mnie zdziwiły reakcje tych mentalnych blondynek. Bo wiesz jak to jest? Człowiek słaby zakompleksiony, nie mający siły przebicia, przejmujący się opinią Debili, staje się typową wazeliną, bez lojalności, bez żadnych granic. O czym to świadczy? O niedojrzałości emocjonalnej i mentalnej, Komin sam niedojrzały emocjonalnie i mentalnie przyciągnął podobnych sobie, a że sam w sobie nie akceptuje tego małego Debilka, którego stara się stłamsić i dowartościowuje się wirtualną niby popularnością nie znosi swoich czytelników, którzy są podobni do niego – proste jak budowa cepa, proste jak budowa mózgu Komina:)
„Naprawdę – nie słuchaj tych, którzy będą próbowali wmówić ci, że powinieneś pisać wtedy, kiedy masz na to ochotę. Tym sposobem sukcesu nie osiągnął jeszcze żaden bloger. I ty też nie osiągniesz.”
No tak czytając fragmenty które przytoczyłaś, można stosować ku przestrodze, czytając ją dzieciom na dobranoc – chociaż nie bo można nieźle skrzywić psyche dzieciakom. Bo jaki debil pisze poradnik – jak prowadzić blog i to wydaje?
„Długich opowiadań nikomu nie chce się czytać. Nie ma popularnych blogerów, którzy piszą długie teksty. Będziesz mógł to robić dopiero wtedy, kiedy już ktoś się na tobie pozna i doceni twórczość. Poza tym zwykle opowiadania są nudne, banalne, fatalnie napisane, nierzadko małą lub jasną czcionką na ciemnym tle. Tego się czytać nie da, a co dopiero komentować.”
Tutaj się zgodzę, komin pisze fatalnie – byłam w stanie przebrnąć przez ćwiartkę jednego posta, i nie dlatego, że był wulgarny, ale dlatego że był po prostu kiepski.
Z Kominem jest tak jak z matką Madzi z Sosnowca, zrobi wszystko, nawet się zeszmaci, żeby tylko ktoś go czytał, żeby tylko zdobył tą upragnioną popularność. To teraz tylko czekać jak przeczytamy nagłówki w super ekspresie o Kominie i zobaczymy Komina galopującego na ogierze nago, albo ogiera galopującego na Kominie;))))
Pozdrawiam:)
Jednego nie rozumiem – dlaczego nazywasz go „baronem”? To raczej jakiś Palikot lub Korwin-Mikke polskiej blogosfery, ale, dalibóg, nie baron…
Nie obrażaj Palikota bo aż na taką zniewagę jeszcze nie zasłużył.
Książki Kominka nie kupię bo się zdenerwowałam.
Teksty Kominka, utrzymane w słodkopierdzacym, mdłym stylu porównać można do poetyckich mądrości Moniki Richardson czy niesławnego P. Coelho. Są nudne, przewidywalne i nie przedstawiają sobą żadnej wartości. Nie ma się jednak właściwie co dziwić, zawsze najlepiej sprzedają się dwa przedziały: przeciętność i kontrowersja. Kominek jak wiemy zaczął od kontrowersji, skończył na przeciętności.
Nie można mu odmówić tylko jednego, jest świetnym domorosłym marketingowcem / PRowcem. Na tym polega jego jedyna wartość.
Co do braku dystansu do siebie jako autora i braku szacunku do swoich czytelników, myślę że Kominek wykorzystuje to świadomie i z pełną premedytacją. Obowiązuje tu ten sam schemat zachowania co przed niektórymi klubami nocnymi. Jest pewna grupa ludzi, których przeciągają kolejki przed wejściem, skrupulatna weryfikacja gości czy nawet paradoksalnie kilkukrotna odmowa wstępu. Posiłkują się chyba następująca logiką- trudny dostęp = elitarny produkt/miejsce. Stąd wiecznie pomiatani czytelnicy Kominka nawet się nie skarżą , wolą uniknąć rozdawanych przez Kominka banów i mieć możliwość wciąż współtworzyć (komentować) tego w rzeczywistości małowartościowego bloga. Autor dodatkowo potęguje to wrażenie elitarności przy ewidentnie słabej treści (na kominek.es nawet już nie słabej a głównie reklamowej) bezwzględnie kasując wszystkie krytyczne komentarze.
Kominek w swojej książce wspomina o umiejętności skutecznego wypromowania kiepskiej treści, myślę że jest w tym profesjonalistą pełną gębą i rzeczywiście wie co mówi.
Ja akurat uważam, że w sieci jest miejsce dla każdego stylu blogowania, zarówno tego budzącego skandal, emocje, hejterskie wpisy, jak i takie wyważonego, gdzie człowiek przychodzi poczytać cudze przemyślenia, chce poznać inny punkt widzenia, wiedząc przy tym, że nie będzie oceniany.
Choć z jednym muszę się zgodzić – teksty naładowane emocjami, obelgami itp. budzą duże zainteresowanie. Problem polega na czym innym – budzą zainteresowanie ze względu na swoją zawartość merytoryczną czy też chęć wyżycia się czytelnika?
jak ty dodałaś to wielkie zdjęcie na górze ekranu bo ja też prowadzę bloga i nie wiem jak to zrobić ?>?
Cieszę się, że akurat dziś polecił Cię Onet, bo od czytania Kominka w ramach lektury „starszego, bo doświadczonego w blogowaniu” kolegi odeszłam już jakiś czas temu i pewnie nawet nie wiedziałabym, że wydał książkę.
Jego porady w zasadzie mieszczą się w jednym z pierwszych tekstów kominkowych, tutaj są jedynie wzmocnione, nie znalazłam póki co według Twojej recenzji i podobnych wypowiedzi w internecie nowych elementów.
Ale po książkę pewnie sięgnę, jako laik i debilka podobnie jak Ty mogę się przecież wiele nauczyć :)))
pozdrowienia serdeczne!
iw
Książkę przeczytałam, ale nie zajęło mi to nawet dnia, chyba nawet połowy dnia. Ogólnie lekko się czyta, ale kilka razy się przeraziłam. Przede wszystkim tym, że próbuje się już ustalać zasady działania do tego, co jak do tej pory robiłam dla czystej przyjemności i czysto intuicyjnie. A tu nagle okazuje się, że czcionka i kolor tła powinny być takie, a nie inne, rozmiar zdjęć dopasowany do czegoś tam, częstotliwość pisania postów też określona… Kurczę, a jak w tym całym tabunie zasad i reguł znaleźć radość i przyjemność? Jak nie popaść we frustrację, że znów nie udało się przestrzec jakiejś zasady? ok, ktoś może powiedzieć, że to tylko wskazówki, porady, jednak dla mnie przerażenie pozostaje…
Wygodniej czyta mi się wpisy gdzie tu i ówdzie autor pierdolnie przekleństwem. Mam wtedy wrażenie że słucham żywego człowieka, a nie czytam wypucowany, ugrzeczniony dla każdego rodzaju publiki artykulik.
O, Radomsko! Czemuż ja Cię nie odkryłam wcześniej, balsamie na moją duszę? 🙂